Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Głos w sprawie ACTA

niedziela, 29 stycznia 2012 21:04

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ruskie pierogi

niedziela, 29 stycznia 2012 14:09

 

    Kurczę! Zapomniałem. Zapomniałem się pochwalić. Może to nie ładne takie chwalenie się ale udało mi się, więc czuję potrzebę podzielenia się swoim małym dokonaniem. (ależ tego "się" narobiło) Zacznę jednak od małego wstępu.
    Moi dziadkowie pochodzą ze wschodu. Z kresów, jak to kiedyś mówiono. Zaraz po wojnie wyemigrowali stamtąd i osiedli na tzw ziemiach odzyskanych. Od państwa dostali poniemiecki dom i do obrabiania kilka hektarów ziemi. Bieda była, z tego co pamiętam z opowiadań i ze zdjęć jakie się zachowały. Trzeba było jednak sobie jakoś radzić. Ale biednie żyli i wcześniej. Nauczyli się więc jak najlepiej wykorzystywać to co daje natura, a płody rolne czy też to co uzyskiwano dzięki zwierzętom wykorzystywać w sposób jak najbardziej wszechstronny.
    Jedzenie więc robiono ze wszystkiego co się dało. Sam pamiętam zupy szczawiowe ze zbieranego szczawiu na rowie. Wystarczyło jeszcze podebrać kurze jajko i zupa była prawie gotowa. Zupa wiśniowa z owoców zebranych z drzewa, czy też czereśniowa - ta smaczniejsza. Z ziemniaków też robiono przeróżne przysmaki. A największym z nich, tym wyczekiwanym przeze mnie, zawsze w piątek były - pierogi. Ruskie pierogi.
    Nikt nie robił takich pierogów jak moja prababcia. Mogłem je jeść w nieskończoność. Babcia też robiła wspaniałe, ale jakby z lekka gorsze. Najbardziej mi smakowały te, które były polewane śmietanką. Tą też przyrządzano na specjalny sposób. Otóż trzeba było taką prawdziwą, wiejską śmietanę długo warzyć na małym ogniu. Coś tam się z niej wytrącało i wtedy pojawiała się taka wspaniała maź. Polewa o niebywałym smaku. Mało tego jednak było, bo produkt był dość kosztowny.
    Moja mama oczywiście przejęła zwyczaj rodziny i też robiła pierogi. Te natomiast były troszkę gorsze od babcinych, ale oczywiście również smaczne. Często lubiłem sobie podsmażać je na drugi dzień na maśle. Chrupiąca skórka i masełko - pychota.
    Nikt jednak nie nauczył mnie robienia tegoż dania. Nie wiem dlaczego. Może to z powodu tego, że ja jakoś nigdy nie przejawiałem ochoty do kucharzenia, a może to dlatego, że w naszej rodzinie gotowaniem zajmowały się raczej kobiety,
    Na pierogi jednak zawsze mam ochotę. Czasami kupuję takowe w sklepie. Później tylko wystarczy wrzucić na gorąca wodę i danie po kilku minutach gotowe.
    Tym razem jednak postanowiłem zrobić inaczej. Wczoraj, gdy żona poszła rano się myć, ja wskoczyłem do kuchni i zabrałem się za obieranie ziemniaków. Ugotowałem je, dodałem do nich białego sera i uprzednio przygotowaną lekko podsmażoną cebulę. Gdy małżonka wyszła z łazienki, domyśliła się co to ja szykuję za niespodziankę. Zaczęła się tylko zastanawiać kto to będzie jadł. Ja jednak niezrażony powątpiewającą miną, robiłem swoje dalej. Jakoś udało mi się przygotować ciasto, które później, o dziwo, całkiem ładnie mi się rozwałkowało. Pierogi też ulepiłem w miarę zgrabne. Największego stracha jednak miałem gdy zaczynałem je gotować. Obawiałem się bowiem, aby mi się one nie porozklejały. Obawy jednak były płonne. po kilku minutach wszystkie wypłynęły na powierzchnie w całości. No i na koniec przyszła pora na konsumpcję.
    Powiem tak. Były zjadliwe. Naprawdę dało się to zjeść. Może farsz trzeba było trochę więcej przyprawić, ale to drobiazg. Na drugi raz będę miał więcej wyczucia. No i może ciasto było z lekka za twarde. Moja mama robi delikatniejsze. Tego też może się jakoś jeszcze nauczę. Nie znam przyczyny, ale poradziłem sobie w takim stopniu, że wstydzić się nie mam czego. Jestem z siebie dumny. :)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Takie młodzieży chowanie

sobota, 28 stycznia 2012 18:25

 

    Czwarta żona wyprzedziła mnie w temacie, ale niech będzie. I ja coś napiszę o tym. A o czym? A no o... różnicy pokoleń. Różnicy spojrzenia na świat, a raczej niedostrzeganiu konsekwencji swojego postępowania.
    Idę sobie wczoraj przez miasto. Zakupy porobiłem. Zimno było, a że wolny dzień mi w pracy z przymusu zrobili, żona wysłała mnie po sprawunki sama zostawszy grzejąc się w pościeli. Idę tak więc przez miasto, w jednej ręce torba, w drugiej też, na dłoniach rękawiczki, na głowie czapka i do tego jeszcze kaptur. Ciepłolubny jestem z natury - cóż na to poradzę.
    W pewnym momencie moje myśli nie zaprzątał żaden z dylematów moralnych ani politycznych więc poczułem się mimo dwóch toreb w rękach jakiś lekki i swobodny. Rozglądam się więc to w lewo, to znów w prawo i nawet zacząłem patrzeć przed siebie, na wprost. I co zauważyłem. Idzie otóż przede mną młodzieniec w wieku może trzeciej, może czwartej klasy szkoły podstawowej. Idzie ze szkoły. To wywnioskowałem po kierunku. Szkoła była za nami. Tenże młodzieniec nie szedł sam. Szedł w towarzystwie starszego mężczyzny. Może to był ojciec, lekko starszy, może dziadek lekko młodszy, w każdym bądź razie widać było że są w dobrej komitywie. Zainteresowało mnie jednak coś innego. Kto bowiem niósł plecak i torbę na kapcie? Zgadniecie? No kto? Dorosły.
Trochę mnie to zaskoczyło (słyszałem co prawda o takich przypadkach) bo mi nikt nigdy nie nosił torby.
    Wyprzedziłem ich sprawnie i idę dalej. Parę kroków idę i co widzę? Podobny obrazek jak wcześniej. Idzie dziewczynka w tym samym wieku. I idzie też w towarzystwie osoby dorosłej. Tym razem jednak nie było wątpliwości. Po wieku poznałem, że to była babcia, nie mama. Staruszka szła powoli, trochę przygarbiona. Wiek i doświadczenie życiowe widocznie przygniata ją już coraz bardziej do ziemi. Jak myślicie jednak, kto z tych dwojga niósł szkolny plecak? No kto? Babcia oczywiście.
    A ja. No cóż. Ja poszedłem dalej. Przyszła mi jednak pewna myśl do głowy. Bo ogólnie wiadomo, że taką mamy młodzież jak ją wychowamy. A pomyślałem sobie o przyszłości. I wyobraziłem sobie taka oto scenkę. Jedzie autobus podmiejski. W autobusie pełno ludzi. Wszystkie miejsca siedzące zajęte. Na przystanku wsiada jeszcze jedna osoba. Babcia jakaś albo dziadek, to mniej ważne. W każdym bądź razie żaden z młodych pasażerów nie ustępuje miejsca starszej osobie. Bo po co. Osoba starsza ma oczywiście pretensje. Żal, że trzeba było stać, a żaden z młodzieży miejsca nie ustąpił.
    No ale cóż, taka mamy młodzież jaką sobie wychowamy. I tu mój apel. Pewnie do niewielu on trafi. Może do nikogo. Ale mnie matka uczyła, że starszym trzeba miejsca ustępować, że trzeba pomóc, podać coś, przynieść. Być może sami będziemy kiedyś tego potrzebowali. Uczmy więc młodzież odpowiedniego zachowania. I niech noszą oni swoje torby, niech noszą swoje plecaki i niech odpowiadają za swoje życie. Niech tego uczą się od najmłodszych lat.
    Przyda to się im i nam zapewne też.

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Łepkowska broni ACTA

sobota, 28 stycznia 2012 8:08


           Wczoraj wieczorem w programie Piotra Kraśko "Na pierwszym planie" wzięła udział pani Ilona Łepkowska. Opowiadała się ona za wprowadzanymi przepisami ACTA. Ja nie mam wyrobionego zdania co do tych prawnych przepisów. Moja opinia jednak jest bardzo zbliżona do tego co napisała w tym temacie blogerka Maria-Dora . Jeśli ktoś chciałby przeczytać, to polecam. Bardzo rozsądne spojrzenie na problematykę własności intelektualnej i jej ochronę.
           Ale ja nie o tym. Gdy tak bowiem słuchałem pani Łepkowskie, jej twardego stanowiska obrony tych nowych przepisów, zacząłem zastanawiać się, kim jest ta pani i dlaczego tak twardo stoi na swoim stanowisku.
            Ilona Łepkowska to przede wszystkim scenarzystka. Jej główne dokonania to takie seriale jak Barwy szczęścia, M jak miłość, Na dobre i na złe, Klan, oraz filmy Och Karol, Och Karol 2, Nigdy w życiu, Kogel-mogel. No cóż. Dokonania wielkie, że nie powiem - wiekopomne, więc jest czego bronić.
            Ale zauważyłem w swojej wnikliwości (jakiż ja jestem spostrzegawczy, że aż sam z siebie jestem dumny), że wszystkie te seriale (nie oglądam tego i nigdy nie będę) są emitowane przez telewizję publiczną. Czyli tak, myślę sobie: Pani Łepkowska coś tam pisze, później sprzedaje to telewizji publicznej, która w zamian płaci jej pieniędzmi społecznymi, czyli też i moimi. Teraz owa pani broni rękami i nogami swoich praw autorskich abym ja czasami nie wykradł jej dzieł i nie rozpowszechniał, bo ona ma przecież do nich prawa przez następne 75 lat, jeżeli dobrze pamiętam.
            Można i tak. Każdy ma prawo do swojego zdania. Ale ja nie chcę już więcej pani Łepkowskiej. Nie chcę jej kiczowatych seriali robiących ludziom wodę z mózgu. Proponowałbym aby ona po napisaniu czegokolwiek, (jakiejś książki na przykład) wydała ją za własne pieniądze, a później niech przekona się ile to jest warte. Mam wrażenie że bez wsparcia telewizji publicznej nie poradzi ona sobie na rynku i bez państwowych pieniędzy będzie kryzys w jej budżecie domowym. Barwy szczęścia odwrócą się od niej i to na zawsze.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Restless

środa, 25 stycznia 2012 9:14



         Ludzie maja różne hobby. Interesują się przeróżnymi rzeczami. I mniej jest ważne w czym się Ty akurat zatracasz. Najważniejsze aby mieć coś swojego. Coś niepowtarzalnego. A przynajmniej coś co daje Ci satysfakcję i odskocznię od dnia codziennego.
         Moją pierwszą pasją była filatelistyka. Przez kilkanaście lat zbierałem znaczki pocztowe. Czytałem na ten temat książki. Miałem kilka wielkich albumów. Było tego sporo. Pamiętam, że jak oglądałem swoją kolekcję, to świat mógł wokół mnie nie istnieć. Taki byłem zaangażowany.
         Kolekcjonowałem też stare monety, opakowania po papierosach, kartki pocztowe. Zawsze dużo czytałem, kolekcjonowałem kasety i płyty muzyczne, troszeczkę zajmowałem się modelarstwem i miałem też dwie pasje dość nietypowe. Jedną z nich była systematyka ssaków. Drugą kolekcjonowanie... gazet. Gazety kolekcjonowałem jednak tak, by mieć po jednym tytule każdej z nich. po kilku latach takiego zbieractwa miałem juz sporą szafę makulatury :)
         Obecnie ciekawi mnie trochę religioznawstwo, zoologia, polityka, świat internetu i jak juz kiedyś wspominałem, robię też hafty gobelinowe.

   
         Enoch Brae też ma hobby. Bardzo nietypowe, trzeba by zaznaczyć. Otóż Enoch chodzi na pogrzeby. Nie ma znaczenia dla niego kto umarł. Odpowiednio się ubiera i bierze udział w uroczystościach. Skąd to się wzięło, jakie są przyczyny takiego niebywałego zachowania tegoż młodego człowieka, na pewno dowiecie się po obejrzeniu filmu "Restless", więc nie będę na razie dalej ciągnął tego wątku.
         Pewnego razu Enoch zauważa na którymś z pogrzebów Annabel. Młoda, ładną, trochę dziwną dziewczynę. Ona też ma swoje hobby. Interesuje się przyrodą, ewolucją, przemijaniem. Rysuje ptaki. Mówi, że w wolnych chwilach opiekuje się ludźmi chorymi na raka. Nie mających raka, ale chorymi na raka. Tak na prawdę jednak, to ona sama jest umierająca i pozostało jej tylko kilka miesięcy życia.
         Historia tych kilku miesięcy znajomości i wzajemnej miłości dwojga młodych ludzi w obliczu nadchodzącej śmierci to film "Restless", który dziś Wam serdecznie polecam.

         Czasami zastanawiam się, czy można pogodzić się ze śmiercią? Mój ojciec zmarł wiele lat temu. Wtedy nie mogłem się z tym pogodzić. Teraz przychodzi mi to łatwiej. Śmierci swojej żony jednak nie umiałbym zaakceptować, choć zdaję sobie przecież sprawę, że wszyscy odchodzimy. Enoch i Annabel też starają się sobie z tym poradzić. Co gorsze, oni właściwie znają datę śmierci dziewczyny. Śmierć próbują udobruchać, obłaskawić, przyjąć jako coś naturalnego. Gdy jednak miłość kiełkuje śmierć jest szyderczym uśmiechem losu.

 



         Moja ocena filmu to: 7,8/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Dziewczyna w czerwonej pelerynie

niedziela, 22 stycznia 2012 9:07


        - Babciu. Dlaczego masz takie wielkie oczy?
        - Żeby cię lepiej widzieć moje drogie dziecko.
        - Babciu, dlaczego masz takie wielkie uszy?
        - Żeby cię lepiej słyszeć moje drogie dziecko.
        - Babciu. Dlaczego masz takie wielkie zęby?!
       Któż z nas nie zna tych słów wypowiadanych przez Czerwonego Kapturka. Postaci stworzonej, a właściwie zapisanej przez Charles`a Perraulta. Pamiętam, że w głębokim dzieciństwie bardzo mi się ta bajka podobała. Kapturek, wilk, babcia i to ostatnie pytanie. Ależ było emocji!
       Gdy przeczytałem gdzieś, że film "Dziewczyna w czerwonej pelerynie" to oferta skierowana do miłośników sagi "Zmierzch" to od razu mnie to zniechęciło. To nie dla mnie, pomyślałem sobie, i namiary na ten film odłożyłem ad acta.
       Nie wiedząc więc dokładnie czemu ale jednak w pewnym momencie coś mnie tknęło i zwróciłem się ku filmowi.
       W środku Czarnego Lasu znajduje się mała wioska Daggerhorn. Ludzie mieszkający tam żyją skromne acz bojaźliwie. Od lat mają tam pewna niepisaną umowę z... wilkiem, a dokładniej z wilkołakiem. Nie wiemy dokładnie na czym ta umowa polega, ale wilkołak ich nie napastuje. Trwa to jednak do czasu. Bowiem pewnego dnia zaatakował i zabił młodą dziewczynę - Lusie, siostrę naszej głównej bohaterki, Valerie, czyli "Dziewczyny w czerwonej pelerynie". Na wioskę pada więc blady strach. Zły, zaatakował i pewnie będzie teraz dalej zabijał. Trzeba więc mu się przeciwstawić i go pokonać. Mieszkańcy wioski urządzają polowanie którego zwieńczeniem jest głowa wilka. Triumfują, cieszą się ze zwycięstwa, ale do wioski wkracza tajemniczy ojciec Solomon. Tenże twierdzi, że zabite zwierze to zwykły wilk, a prawdziwa bestia nadal żyje i nie będzie tak łatwo jej pokonać. Ma ona olbrzymią moc, raz jest wilkołakiem, innym znowu razem przybiera postać ludzką. Kto z was jest w takim razie owym potworem? Blady strach pada na mieszkańców wioski. Jeden oskarża drugiego. Zaczynają się rewizje i podejrzenia. Kto jest wilkołakiem!? Może miejscowy głupek? Może babcia mieszkająca na uboczu? A być może sama Valerie?
       Film "Dziewczyna..." spodobał mi się przede wszystkim ze wzglądu na swój klimat. Wioska ukryta w tajemniczym lesie, to jak żyją tam mieszkańcy, to mi się bardzo spodobało. Motyw miłości głównej bohaterki i dwóch rywalizujących o nią młodzieńców - mniej. To bowiem właśnie bardzo zalatywało "Zmierzchem". Amanda Seyfried, odtwórczyni głównej roli spodobała mi się bardzo za swoje piękne, wielkie oczy. I myślę sobie że udźwignęła ona swoją rolę. Z bardzo dobrej strony pokazał się również Gary Oldman jak o ojciec Solomon. No i oczywiście ta tajemnica. Kto zacz? Kto jest ową tajemniczą wściekłą bestią? Ale tego oczywiście dowiecie się na końcu, jeśli zdecydujecie się na obejrzenie tego filmu. Filmu który po trosze jest horrorem, po trochę dramatem i po trochę z gatunku fantazy.
       Na pewno nie najgorszy obraz jak na niedzielne popołudnie.

 

Moja ocena filmu to: 6,8/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Imieniny Agnieszki

niedziela, 22 stycznia 2012 6:45


         Wybraliśmy się wczoraj z żoną na imieniny. Agnieszki było. Zajeżdżamy z moją lubą do solenizantki jako pierwsi. Miało nikogo nie być, a tu patrzę, stół zastawiony w pełni. Po chwili przychodzi jej koleżanka z pracy - Bożenka. Już się przyzwyczaiłem że tajemnicza Bożenka przychodzi bez męża. Ten podobno jest odludkiem i nie przepada za towarzystwem. Po niedługim czasie dołączyła do nas inna koleżanka z pracy. Też przyszła sama. Zacząłem się czuć troszkę niezręcznie. Następnym gościem była koleżanka z trzymiesięcznym dzieckiem.
- Spójrz na nią - zwróciła się do mnie solenizantka - czyż nie wygląda wspaniale. Trzy miesiące temu urodziła swoje czwarte dziecko (najstarsza córa jest już pełnoletnia), a wygląda jak by sama miała nie więcej niż dwadzieścia kilka lat! Nie powiem. Miła uśmiechnięta, pełna życia kobieta, nie wyglądająca na swoje lata osóbka. Ale znowu baba, nie licząc niemowlęcia płci męskiej.
Następnym gościem była... też koleżanka. Rozwiedziona bizneswoman. No i oczywiście też przyszła bez partnera. Sama. I ostatnim już gościem jaki zaszczycił nasze grono, okazała się też kobieta. Przyszła sama, bo jak powiedziała, męża wysłała do roboty.
         W gronie siedmiu kobiet, ja jeden mężczyzna, czułem się trochę stłamszony. W dodatku nawet sobie nie wypiłem. Kierowa przecież musi być trzeźwy. Ale przyszło mi do głowy pytanie, a właściwie to taka mała refleksja, bo czy to już tendencja jest czy co, że kobiety same chodzą na imprezy zostawiając swoich chłopów w domu? W dodatku piły jak faceci
         Jakby to rzekł jeden z bohaterów serialu "Dom", koniec świata panie Popiołek. Koniec świata.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Yoga

piątek, 20 stycznia 2012 21:30

 

            I jak tu nie pokochać porannej gimnastyki!

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tchórzliwy czy rozsądny kapitan?

czwartek, 19 stycznia 2012 16:10


         Parę dni temu u wybrzeży Toskanii rozbił się luksusowy statek wycieczkowy Costa Concordia. Przyczyną tragedii była ponoć niefrasobliwość kapitana. Ten zapragnął pozdrowić jakiegoś swojego znajomego, podpłynął za blisko brzegu i doprowadził do katastrofy. Statek został rozpruty przez skały i przechylił się o 80 stopni. Na pokładzie znajdowało się około 4000 osób. Zginęło 12, a nie wszystkich jeszcze odnaleziono.
         Tragedia. Jasne że tragedia. A w dodatku spowodowana lekkomyślnością. Teraz mówi się, że ów kapitan nie pierwszy raz zbliżał się tak niebezpiecznie do brzegu. Że nie raz ryzykował życie swoich pasażerów. Ale jak rozumiem, wszystkim się to podobało. Nikt nie protestował. Nikt nie skarżył. No cóż. Kapitan miał pecha. Tym razem manewr się nie udał.
         Ale jestem też przekonany, że praktyki z nieprzestrzeganiem procedur to codzienność. Jakieś takie mam wrażenie że często się tak robi. Statki płyną w miejsca gdzie im nie wolno, na samolotach wpuszcza się pasażerów do kabiny pilota, a samochodem, czy pociągiem zasuwa się z nadmierną prędkością. Dlaczego tak jest? A no bo my ludzie najczęściej właśnie tacy jesteśmy. Lubimy czasami zaszaleć. Zaryzykować. Tam jednak gdzie powinniśmy wykazać się odwagą nas brak.
         Zarzuca się kapitanowi, że ten z tonącego okrętu uciekł jako pierwszy. Faktycznie. Powinno być inaczej. Kapitan schodzi z pokładu ostatni. "Zostawcie Titanica. Nie wyciągajcie go. Tam ciągle gra muzyka. A oni tańczą wciąż". To słowa piosenki Lady Pank które właśnie przyszły mi do głowy. Ponoć na Titanicu zachowano (z małymi wyjątkami pewnie) klasę. Najpierw ratowano kobiety i dzieci, później mężczyzn (gorszą płeć?) następnie załogę, a na końcu dowództwo.
         Tym razem było inaczej (z małymi wyjątkami pewnie). Każdy myślał o sobie. Kto pierwszy do wyjścia ten lepszy.. Kapitan jako że był najlepiej poinformowany, pierwszy udał się na brzeg. Pasażerom nieprzeszkolonym nie miał kto pomóc. Mężczyzna, czy kobieta, młody czy stary, każdy ratował się jak mógł.
         Dziwicie się? Bo ja nie. Wy, tak? A odpowiedzcie sobie, ale tak z ręką na sercu, jak byście postąpili będąc na miejscu kapitana. Ludzie chcą żyć. Mają marzenia. Mają rodziny, żony, dzieci. Czegoś tam się dorobili, coś osiągnęli. I teraz mieli by to ryzykować ratując życie obcych ludzi. Myślę w tej chwili o kapitanie. Sami myślą najpierw o sobie. To normalne. Tak, tak. Wiem. Powiecie, a ludzie wykonujący zawód ratownika? Na przykład w górnictwie, czy w górach, oni wszystko to co maja ryzykują by ratować innych. Obcych im ludzi. No tak. Ale to ich zawód. Codziennie się z tym borykają. A kapitan? On nie ma tego w swoim zakresie obowiązków? Pewnie ma. Tylko że jego praca, ta którą wykonuje na co dzień, ta która robi już rutynowo, jest praca w miarę bezpieczną. Do bezpieczeństwa się przyzwyczajamy. Nie chcemy ryzykować.
         Takie poświęcanie się dla innych to ładnie to wygląda  w książkach. Na filmach fajnie się to ogląda siedząc samemu bezpiecznie w fotelu. Co innego tam być. być na miejscu katastrofy.
         Jaki z tego wniosek? Zawsze mówię, że liczyć należy tylko na siebie. To trudne. Moja żona mówi, że nie jestem w stanie przewidzieć wszelkich sytuacji, wszelkich niebezpieczeństw. Prawda. Ale gdzie tylko się da, staram się ich unikać. I nie pływam na takich statkach jak Costa Concordia. I Wam też radzę.

 

 

Zadaniem tego wpisu, ma być oczywiście, po części i prowokacja. Pamiętajmy o tym.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (67) | dodaj komentarz

Między miejscami

niedziela, 15 stycznia 2012 8:33


           Johny Marco ze złamaną ręką leży w łóżku, a dwie panienki tańczą na rurze by go rozweselić. Mnie te panienki by nie rozweseliły. Ich taniec jest nie tyle ekscytujący, co żenujący. Nierówny, bezemocjonalny, sztuczny. taki co to może uśpić widza, a nie przywrócić do życia.
           Kim jednak jest Johny Marco? Ktoś mu pisze sms, że jest kutasem. W życiu zawodowym pełni on rolę hollywoodzkiego gwiazdora który bardzo nudzi się w życiu. Czas próbuje sobie urozmaicić piciem alkoholu, zabawom z panienkami, ale to wszystko to tylko nuda, nuda i nuda. A tak naprawdę to jest on niedouczonym , prostym facetem, któremu tylko przez przypadek udało się trafić do wielkiego świata, do którego ani nie pasuje i w którym właściwie to źle się czuje. Imprezy, alkohol, panienki to wszystko, a to tylko puste życie.
             Więc nasz bohater tylko nudzi się nudzi i nudzi, mimo że życie wokół niego toczy się swoim zwykłym rytmem. Pewnego jednak dnia przyjeżdża do niego jego dorastająca córka. Mają ze sobą spędzić kilka dni. I już myślałem, że akcja filmu posunie się na przód. Jednak nic z tego. Film jest nadal... nudny.
              Sofia Coppola stworzyła film, który nie wzrusza, nie porusza, nie wzbudza emocji. Film który mówi o tym, że nawet wielkie gwiazdy ekranu mogą prowadzić monotonne, mało ciekawe życie, w którym właściwie nic się nie dzieje.

 


 

              Jaki z tego wniosek? Ano, wszystko zależy od nas. Jak sobie ułożymy poszczególny dzień tak i będziemy go spędzać. Nudno lub z przytupem. Ja dzisiaj będę miał dom pełen gości Więcej ludzi niż miejsca. Nudno może nie będzie. Zobaczymy.

 

Moja ocena filmu to: maksymalnie 5/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Coś

niedziela, 15 stycznia 2012 7:34

 

           Cosiów było już pewnie kilka. Największe wrażenie było jednak za pierwszym razem. To Coś jest jednak wyjątkowe. Obejrzyjcie, a nie pożałujecie.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie zadzieraj z karateką.

piątek, 13 stycznia 2012 10:35

 


        Czasami głupie pomysły kończą się właśnie tak. I dobrze jej. I dobrze im.

 

 

        Zdarza się, że mówią o mnie, że jestem sztywniak. Że nie znam się na żartach. A to nie prawda. Lubię pożartować, lubię się pośmiać. Ale lubię też i umiar, bo wiem że śmiech bardzo łatwo przeistacza się w płacz. Łatwo jest kogoś skrzywdzić. A później mówi się głosem rozczarowania "na żartach się nie znasz?"
        Nie. Nie znam się. Na głupich, się nie znam!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Baby są jakieś inne - dopisek

piątek, 13 stycznia 2012 10:22


        Nawiązując jeszcze do wczorajszego wpisu o babach, które są jakieś inne, opowiem Wam o pewnej kobiecie. Jest nią Ela. Z Elą przyszło mi pracować, no i chciał nie chciał muszę z nią przebywać na co dzień.
        Ela jest dorosłą kobietą. I to od dawna. Jest już nawet babcią. Ma męża, trójkę samodzielnych już dzieci i parę wnucząt. Jeden z jej synów właśnie się buduje. Mąż po pracy (oboje jeszcze pracują), jeździ do syna na budowę, pomagać mu. Rzecz normalna. Wzajemna, rodzinna pomoc, nie tylko powoduje zmniejszenie kosztów, ale również zacieśnia związki rodzinne.
        Pewnego razu Ela opowiada mi jak to kiedyś siedziała sobie w domu, w drugim pokoju. Późno w nocy wrócił z budowy jej mąż. Zmęczony zapewnie i głodny, jak sam mówił, po chwili niezdecydowania skierował się do kuchni. Ela będąc w drugim pokoju udawała, że niczego nie słyszy. On pogrzebał trochę w lodówce, a że nic specjalnego nie znalazł (podobno kucharz z niego żaden) głodny poszedł spać.
        Ela opowiadała mi to z rozbawieniem. Mąż po wielu godzinach ciężkiej pracy idzie głodny spać, a ona udaje że nic nie słyszy.
        No cóż. Baby jednak są jakieś inne.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zaczęło się głosowanie

czwartek, 12 stycznia 2012 23:24

 

             Zgłosiłem swój udział w konkursie bloog roku 2011. Nie wiem po co to zrobiłem. Pewnie z ciekawości. Zobaczymy co z tego wyniknie?      Ja wszak nie liczę na żadne wygrane. Ja ten bloog prowadzę wyłącznie dla siebie.

         Ale jeżeli ktoś miałby ewentualnie ochotę, no i oczywiście parę groszy na zbyciu to może wysłać sms. Będzie mi bardzo miło.

 

Chcesz zagłosować?
Wyślij SMS o treści E00136
Na numer 7122

 

            Koszt sms(a) to 1,23 zł brutto.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Baby sa jakieś inne.

czwartek, 12 stycznia 2012 9:15


        Oj jaki ja byłem wczoraj dzielny! Dumny jestem z siebie. Ani nie płakałem, ani nie krzyczałem. Nawet łapami nie wymachiwałem. Siedziałem tylko grzecznie na fotelu. Jak trusia. I spokojnie pozwoliłem pani stomatolog na usunięcie mi zęba. Zuch chłopak.
        Ktoś powie, ależ mi tam odwaga. Cóż to za ból? Żaden. Gdybyś tak był np... kobietą i przyszło by ci rodzić, to byś dopiero poznał co to ból. Może to i prawda, no ale cóż, jak powszechnie wiadomo - baby są jakieś inne.


        Baby są jakieś inne. To fakt. Nad tym stwierdzeniem nie będę dyskutował, ale czy jest w tym coś złego? Moja np żona zawsze gdy jej powiem spójrz w prawo, to ona spojrzy w lewo. Dlaczego? Nie mam zielonego pojęcia. I co ciekawe, ona też nie ma pojęcia. Nawet na ten temat kiedyś rozmawialiśmy, a ona mówi, że tak już jest i już.
        Z tym trzeba się pogodzić, baby są inne i chłopy też są inne. Fakt.


        Koterski na ten temat, na temat inności bab postanowił zrobić film. A w swoim postanowieniu pozostał konsekwentny. Bo i stworzył też zupełnie inny film. Inny niż takie, jakie znamy na co dzień. Dwóch facetów jedzie samochodem i rozmawiają oni na temat płci przeciwnej. Gadają o tym jakie to "one" są. Że głupie, puste, niezdecydowane. Prostackie, ordynarne, wyuzdane. Że prowokują. Że same nie wiedzą czego chcą. A jak już maja jakieś zdanie, to od razu je zmieniają. Film Koterskiego to niecodzienny obraz. Prawie cała jego akcja dzieje się we wnętrzu samochodu. Koledzy, których rola polega jedynie na gadaniu o babach, tylko czasami wychodzą na zewnątrz ale i tu wciąż gadają na ten sam temat.
        Można by powiedzieć, że film jest monotonny. Ale chyba nie do końca tak jest. Oparty na dość dobrych dialogach,  powstał niecodzienny film. Skromny budżetowo, a jednocześnie dający dużo do myślenia. Jacy faktycznie jesteśmy? I my, i one. Dla miłośników tegoż reżysera będzie to z pewnością nie lada gratka. Przeciwnikom - na pewno się nie spodoba.
        Moim zarzutem może być nadmiar wulgaryzmów. Że występują one na potrzeby filmu - rozumiem. Ale nie popieram.

 



        Moja ocena filmu to: 6,5/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 268  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127268
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl