Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Bogowie ulicy.

czwartek, 31 stycznia 2013 5:58

 

            No to zaczęły się u mnie problemy z pracą. Od dawna chodziły słuchy, że coś się święci. Głośno każdy bał się mówić, ale jak się okazuje, nieodwracalne nadchodzi. W mojej firmie w większości chodzi się na trzy zmiany. W dużym stopniu, w systemie. Ja pracując na dwie zmiany byłem jakby uprzywilejowanym :) Wczoraj przyszedł przełożony i mówi, że roboty zaczyna brakować (Sam to widzę. Aż taki głupi nie jestem) i on potrzebuje już tylko jedną grupę pracowników, a nie dwie jak do tej pory. Będzie tylko jedna zmiana, a druga wylatuje.

            Były blade twarze i łzy w oczach. Ja - nieuniknione - przyjmowałem ze stoickim spokojem. Uczę się tego, że jeżeli na coś nie mam wpływu, nerwy nie pomogą. Suma sumarum innych przenoszą, ja zostaję na swoim stanowisku. Jeśli nic się nie zmieni oczywiście. Jakieś odwołana od decyzji, czy coś w tym rodzaju. Właściwie można powiedzieć, że wyszedłem z tego obronną ręką. Niedługo zacznie się dla mnie praca na jedną zmianę (to lepiej), chociaż w gorszym towarzystwie. Zresztą teraz już sam nie wiem co o tym sądzić, bo każdy na każdego patrzy wilkiem, a najgorzej patrzą na mnie.

 

            Taylor i Zavala to dwaj młodzi faceci. Są policjantami w Los Angeles. Ale takimi zwykłymi gliniarzami, nie jakimiś detektywami. Poznali się w akademii policyjnej i wtedy to zostali przyjaciółmi. Teraz razem patrolują ulice miasta swoim służbowym samochodem. Jeżdżą i gadają. To ich gadanie trochę przypominało mi rozmowy w filmie "Baby są jakieś inne". Przynajmniej nastrój tych rozmów.

            Co jakiś czas dostają wezwanie i wtedy jadą na akcję. A to uczestniczą w rozwiązywaniu awantur rodzinnych, a to poszukują zaginionych dzieci (co też ludzie nie wymyślą?), innym razem jakaś staruszka nie daje znaku życia już od dawna i trzeba wejść na siłę do jej domu by zobaczyć czy ona jeszcze żyje. Bywa tek, że mają do czynienia z jakimiś handlarzami narkotyków, a czasami nawet dochodzi do strzelaniny. Ważnym wydarzeniem dla obu policjantów był udział w pożarze. Straż jeszcze nie dojechała, a oni wzięli czynny udział w ratowaniu kilkorga dzieci wyciągając ich z płonącego domu. Za tą akcję dostali brawa i medale. Tak naprawdę to Taylor nie wszedłby do płonącego budynku, gdyby nie niewahający się Zavala. Wynikało to może z tego, że ten drugi jest już żonaty. Właśnie urodziło mu się dziecko i może ma inne spojrzenie na los maluchów.

            Oglądamy więc akcje policyjne, przeplatane długimi rozmowami w samochodzie. A rozmowy są o wszystkim. O pracy, o nich samych. Gadają o swoim życiu, o przeszłości, o swoich kobietach. Taylor właśnie się zakochał i to ze wzajemnością. Wszystko świetnie się układa. Obie pary się lubią. Często razem spędzają wolny czas. Prawdziwy raj jeśli chodzi o stosunki przyjacielskie. Tylko pozazdrościć. Ale nic nie trwa wiecznie - wiecie sami. Któregoś dnia panowie trafiają na ślad makabrycznej zbrodni w którą zamieszany jest poważny gang narkotykowy. Od teraz mają przechlapane. Zostaje na nich wydany wyrok śmierci, gang bowiem nie daruje im tego co zrobili.

 

            Gdy zacząłem oglądać "Bogów ulicy" to po dziesięciu minutach miałem ochotę zrezygnować. Będzie przegadany - pomyślałem sobie- i pewnie w kółko będą wałkować to samo - akcje policyjne o niewielkim znaczeniu. Wysokie oceny i dobre recenzje kazały mi jednak dać filmowi jeszcze przez parę minut szansę. I nie żałuję.

            Napięcie rośnie z akcji na akcję, wczuwamy się w życie osobiste bohaterów, nabieramy do nich sporo sympatii i podskórnie wyczuwamy, że musi stać się coś złego. W dodatku film jest dobrze zrealizowany. Często bowiem możemy czuć się wręcz uczestnikami wydarzeń. Czuć się tak, jakbyśmy sami byli policyjnym partnerem uczestniczącym w zajściach.

 

 

            Moja ocena filmu to: 7+/10

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Django.

poniedziałek, 28 stycznia 2013 18:05

 

            Miałem jakieś siedem lat. Mieszkaliśmy jeszcze na wsi, ale wtedy miałem pierwszy raz do czynienia z kinem. Było to kino objazdowe. Dzisiaj już takiego czegoś nie ma, ale kiedyś po wioskach i miasteczkach jeździło właśnie kino objazdowe i w dostępnych klubach czy też remizach strażackich wyświetlano filmy.  

            Ja oglądałem wtedy "Winnetou: Złoto Apaczów", a do domu wracałem pod ogromnym wrażeniem. W tamtych czasach Winnetou i Bonanza to były westerny które rozbudzały wyobraźnię nie tylko każdego dzieciaka, ale i pewnie każdej dorosłej osoby, a w sytuacji gdy miało się po raz pierwszy w swoim życiu z kinem, to było dopiero coś!.

 

            Świetna oprawa muzyczna (właśnie muzyka kojarząca się z latami sześćdziesiątymi / siedemdziesiątymi tego gatunku rozpoczyna film). Doskonały nastrój, perfekcyjne dialogi, piękna praca kamerą, a przede wszystkim wciągający klimat i co by tu nie mówić, jakiś nowy bądź co bądź pomysł na western to najnowszy film Quentina Tarantino - "Django".

            Treści prawie trzygodzinnego filmu nie ma co tu streszczać. Tak tego dużo, tak dużo świetnych scen (jak dla mnie to tu nie ma dłużyzn - cały czas ekscytowałem się tym co oglądam) że aż dech zapiera. A to że niektóre rzeczy są wręcz niewiarygodne, to i co z tego! Ten film ma być rozrywką dla oczu i duszy i czymś takim jest właśnie Django.

            Tak, wiem, krytycy twórczości Tarantino, zawsze się czegoś doczepią, a wszelkiej maści malkontenci to już obowiązkowo. Ja jestem jednak miłośnikiem tegoż reżysera i film oceniam bardzo wysoko. Nic dodać, nic ująć.

 

 

 

            Moja ocena to: 9/10

 


Podziel się
oceń
1
2

komentarze (3) | dodaj komentarz

Telewizor pod gruszą.

niedziela, 27 stycznia 2013 8:15

 

           Całkiem niedawno, w jednym z numerów Angory, panowie Sobczak i Szpak umieścili swój felieton krytykujący funkcjonowanie takiej formy podatku jakim jest abonament. Tak bardzo mi się on spodobał, tak bardzo zgadzam się z zawartymi tam przemyśleniami, że postanowiłem w całości go zaprezentować na swoim blogu.

            Zapraszam do lektury.

 

Telewizor pod gruszą.

 

Polacy! Rodacy! Obywatele! Do Was zwracamy się z poniższym noworocznym, gorącym apelem!

PŁAĆCIE ABONAMENT RADIOWO-TELEWIZYJNY!!! Nawet gdybyście mieli odjąć sobie ostatnią kromkę chleba od ust – ZAPŁAĆCIE! Na wasze pieniądze czeka sam prezes TVP, jego zastępcy i doradcy. To dzięki wam mają takie niebotyczne, oszałamiające pensje, premie i nagrody. Łapę po te pieniądze wyciąga również nikomu i do niczego niepotrzebny, symulujący robotę zarząd. Złakniona tej kasy jest także rozbudowana do granic absurdu, suto wynagradzana administracja, okupująca wielkie, drogie, paskudne gmaszysko, zwane Zamkiem Gargamela. Zaprojektował to szkaradztwo arcyprzemądrzały architekt (hi, hi) Czesław Bielecki. I taki ktoś śmie szydzić z Pałacu Kultury i Nauki – żenada! Na szmal z abonamentu czeka cała rzesza darmozjadów, nieudaczników i pociotków obijających gruchę. Ci pseudopracownicy potrzebni są przy produkcji programów jak umarłemu kadzidło. Spójrzcie, jaka długa jest lista płac przy najprostszej nawet produkcji TVP. Przynajmniej połowa ludzi jest zbędna. To, co może zrobić, i kiedyś robiła jedna osoba, dziś czyni pięć, sześć. Nie wpływa to na jakość programów, za to winduje ich koszty. Z roku na rok coraz wyższe. PŁAĆCIE ABONAMENT!!! I nawet nie próbujcie zapytać, dlaczego w TVP aż tyle zarabiają różne samozwańcze gwiazdy, infantylni, mizdrzący się do widzów prezenterzy, paplające pogodynki- kretynki i celebryci wylansowani w brukowcach. To, z abonamentowych pieniędzy powstają te wszystkie upiorne, tasiemcowe seriale i chłam rozrywkowy, lejący się z ekranów telewizorów. Kochani rodacy, musicie mieć świadomość, że jeżeli nie wysupłacie tych pieniędzy, mogą nagle zniknąć te wszystkie programy, które od lat robią nam wodę z mózgów. Sprawi to też, że TVP zbankrutuje i zejdzie z tego medialnego padołu, dając szansę powstania na jej gruzach nowej, z prawdziwego zdarzenia publicznej telewizji. Piłka jest po naszej stronie. Nie zmarnujmy tej okazji i pomóżmy szybko skonać TVP

 


Podziel się
oceń
8
2

komentarze (30) | dodaj komentarz

Klip

czwartek, 24 stycznia 2013 21:31

 

            Jasna ma wszystko w dupie. Dosłownie... wszystko. Jej ojciec jest umierający, właśnie czeka go operacja ostatniej szansy, ale jej to nic nie obchodzi. To, że matka za nią pierze, gotuje, sprząta, ona ma to gdzieś. Dom, rodzice, krewni, to wszystko jest dla niej bez znaczenia. Liczą się tylko dobre ciuchy, zabawa, alkohol, narkotyki no i oczywiście seks.

            Jasna jest nastolatką. Wkroczyła już w wiek dorastania i nie dziwota, że pewne rzeczy do tej pory jej obce zaczęły ją pociągać. Jednak ją interesuje tylko życie bez obowiązków i bez konsekwencji działania. Na każdą, nawet najmniejszą prośbę matki, by coś tam zrobiła, zawsze ma jedną i tą sama wymówkę. Muszę się uczyć - odpowiada- i zamyka się u siebie w pokoju.

            Dla rodziny, której jest tylko pasożytem nie ma czasu wcale. Ale dla koleżanek i kolegów zawsze czas znajduje. Zwłaszcza dla Djordje. Młodego przystojnego chłopaka, starszego od niej o trzy lata. Ale to nie dziwota. Ona ładna, on przystojny, tylko że gdy w niej kiełkują jakieś uczucia, on traktuje ją bardzo protekcjonalnie Do wspólnego tańca, picia, ćpania to Jasna jest dobra. By zrobić laskę, a nawet do różnego eksperymentowania z seksem też. Lecz tak naprawdę chłopak traktuje ją jak szmatę. Można się z nią zabawić, ale pochwalić się już kimś takim to nie ma mowy.

 

            Film Mai Milos, film produkcji serbskiej pt. "Klip" (oglądaliście może "Srpski film"? - brrrrr) z pewnością może wzburzyć co wrażliwsze dusze. Nie dość, że główną rolę nastoletniej puszczalskiej zaproponowano niespełna piętnastoletniej dziewczynie, to jeszcze obfituje on w obsceniczne sceny. Oglądamy tu sceny rozbieranie z udziałem bądź co bądź całkiem ładnej Isidory Simijonović, ale to jeszcze mało. Bo mamy tu sceny prawie wszelkiego rodzaju seksu. To może niektórych zniechęcić do oglądania (pewnie niektórych i zachęci), bo jest tego i sporo, a i jest to ukazane w dość wulgarny sposób.

            A czym jest seks w filmie? Na pewno nie czułem, pełnym miłości aktem. W ubikacji, na klatce schodowej, w domu na prywatce, wszystko dziejące się w pośpiechu i często beznamiętnie między wypiciem butelki wódki, a wciągnięciem działki narkotyku. Jasna szukająca ciepła i oparcia, ale w Djordje go nie znajdzie. Ten chłopak traktuje ją bardzo przedmiotowo.

 

            Mam kolegę, który bardzo pragnął córki. Do trzech razy sztuka - mawiał, ale udało mu się dopiero za czwartym razem. Wierzę, że dzieciak nigdy nie będzie takim przypadkiem jakim jest Jasna. A ja myślę sobie, że też kiedyś miałem naście lat. Też przechodziłem okres dojrzewania, ale nie wyglądało ono tak jak u bohaterów tego filmu. Mój okres dojrzewania przebiegał dużo, dużo spokojniej i... wolniej. Nie wiem, czy to prawidłowe, czy nie, ale myślę, że czasy się trochę zmieniły. A może to ja jestem jakoś nie taki? :)

 

 

            Czy polecam film? Tak. I może moja ocena Was trochę zdziwi, bo daję 7+ /10, co jest oceną znacznie wyższą niż możecie zobaczyć na Filmwebie, ale myślę, że film daje dużo do myślenia i w sumie jest świetnie zrealizowany. 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Operacja Argo i Wróg numer jeden.

wtorek, 22 stycznia 2013 9:43

 

            Pojawiły się ostatnio dwa filmy o polityczno - wojskowych akcjach specjalnych. "Operacja Argo" i "Wróg numer jeden".

            Nie jestem specjalnym zwolennikiem takich filmów. Często są trudne w odbiorze. Dobrze trzeba się znać w temacie, który one opowiadają. Często za dużo tam polityki i szczegółów.

            Nie mniej oba już zostały obsypane nagrodami i wyróżnieniami.

            Mi osobiście jednak pierwszy z nich nie przypadł do gustu. Drugi to co innego. Przykuł moja uwagę na całe dwie i pół godziny.

            Nie będę teraz omawiał treści tych filmów. Wszyscy kinomaniacy wiedzą dobrze o co chodzi. Powiem tylko tyle, że jeśli szukacie rozrywki, to nie szukajcie jej w tych obrazach. Tu jej nie znajdziecie. Tu trzeba się trochę pomęczyć, by dotrwać do końca.

 

            A tak nawiasem mówiąc, uważam, że dobrze zrobiono zabijając Osamę od razu. Uniknięto w ten sposób wieloletnich procesów, olbrzymich kosztów sądowych i zapewne niebezpiecznych prób odbicia więźnia. Należało się draniowi.

 

                                      

 

Operacja Argo - 6/10

Wróg numer jeden - 7/10


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (10) | dodaj komentarz

Bóg jest z nami mężczyznami.

poniedziałek, 21 stycznia 2013 8:26

 

            Mężczyzna - kobieta. Dwa rodzaje płci. I to wszystko. Proste. Ale czy na pewno? Ja zawsze mówię tak: Zamknij oczy, skoncentruj się, rozluźnij i pomyśl sobie jakiej jesteś płci. Teraz oczy otwórz i sprawdź czy się zgadza? Jeśli tak, to wszystko w porządku. Gorzej gdy otwieramy oczy, patrzymy na siebie, a płeć nie zgadza się z naszym oczekiwaniem. Bo są i takie przypadki. To warto wiedzieć.

            No i co wtedy? Gdy stać cię, gdy żyjesz w bogatym i cywilizowanym kraju, to możesz poddać się skomplikowanej operacji zmiany płci. Gorzej gdy jesteś biednym i żyjesz w środowisku mało tolerancyjnym. Wtedy można mieć naprawdę przechlapane. Ale i tam, co czasami może bardzo zaskakiwać, ludzie czasami jakoś sobie z tym radzą.

            Północno-wschodnia Albania. Miejsce gdzie więzy rodzinne i honor więcej znaczą od prawa czy religii. Gdzie pokrewieństwo jest najważniejsze. Gdzie obowiązuje zasada oko za oko, życie za życie, a pohańbionego uważa się za zmarłego. Gdzie kobieta równa jest zwierzęciu pociągowemu i służy jedynie do pracy i płodzenia dzieci.

            Bohaterką filmu "Bóg jest z nami mężczyznami" jest Bedri. Dziewczyna, która z własnego wyboru zdecydowała się by zostać mężczyzną. Niesłusznie oskarżona o defraudację pieniędzy spędziła kilka lat w komunistycznym więzieniu. Ojciec się jej wyrzekł. Po zakończeniu wyroku praktycznie mówiąc nie miała co ze sobą zrobić.  Jedną z możliwości było, jak się okazało, zostać... mężczyzną. Tak też i zrobiła Bedri.

            Od zawsze zresztą bardziej czuła, że skóra w której żyje, ją uwiera. Zawsze wolała towarzystwo chłopaków i ich sposób życia. Teraz decydując się na przystąpienie do grona mężczyzn, musiała zrezygnować z wielu rzeczy, ale też otrzymała pewne przywileje.

            W kraju tak konserwatywnym jak Albania, trudno byłoby jej żyć, czy choćby przeżyć, gdyby nie solidarność rodzinna. A i co ciekawe, co mnie bardzo zmusiło do refleksji, nawet w takim społeczeństwie jak Albańskie, tradycyjnie muzułmańskie, są sposoby (choćby połowiczne :) ) na radzenie sobie z takimi sprawami jak problemy płci.

 

 

              Moja ocena to: 6/10

 

 

Film można obejrzeć: http://www.iplex.pl/filmy/bog-jest-z-nami-mezczyznami,7037


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

SPRAWIEDLIWOŚĆ - JAN TWARDOWSKI

sobota, 19 stycznia 2013 10:02

 

Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka

gdyby wszyscy byli silni jak konie

gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości

gdyby każdy miał to samo

nikt nikomu nie byłby potrzebny

 

Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością

to co mam i to czego nie mam nawet to czego nie mam

komu dać zawsze jest komuś potrzebne

jest noc żeby był dzień

ciemno żeby świeciła gwiazda

jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza

modlimy się bo inni się nie modlą

wierzymy bo inni nie wierzą

umieramy za tych co nie chcą umierać

kochamy bo innym serce wychłódło

list przybliża bo inny oddala

nierówni potrzebują siebie

im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich

i odczytywać całość

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Ziobro w Trójce.

sobota, 19 stycznia 2013 10:00

 

            Ziobro idiota (Oj cholera. Powiedziałem idiota. Jeszcze mnie oskarży!) wyraził  przed chwilą swoje zdanie w "Śniadaniu w Trójce", że jeżeli policja wchodzi o godzinie 6 rano do mieszkania zwykłego obywatela (twórca portalu Antykomor) to, to jest skandal. Jeżeli natomiast wchodzą do domu przestępców o 6 rano (tak działano za jego czasów) to wszystko w porządku.

            Zapomina jednak pan Ziobro, aż strach pomyśleć, że to były minister sprawiedliwości, że o tym  kto jest przestępcą, a kto zwykłym obywatelem, decyduje dopiero SĄD.

            Policja wchodzi do domu człowieka. Podejrzanego - zgodzę się. Każdy jednak ma takie same prawa. Ziobro jak widać tego nie wie.

 


Podziel się
oceń
2
2

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zwolennik radarów?

czwartek, 17 stycznia 2013 18:16

 

            Dużo się ostatnio mówi o radarach. Tych stawianych przy drodze. I Wiecie co? Może Was to zaskoczy, ale ja, ja jestem zwolennikiem radarów. Mi one właściwie nie przeszkadzają. A dokładniej mówiąc nie powinny przeszkadzać.

            Tomasz Lis natomiast jest zajadłym wręcz, przeciwnikiem tychże. Daje temu wyraz w przeróżnych publikacjach, wywiadach, a także w swoim autorskim programie telewizyjnym. Ostatnia ściął się porządnie z ministrem Sławomirem Nowakiem, który jednak całkiem dobrze sobie radził.

            Dlaczego natomiast ja, bądź co bądź też kierowca, jestem zwolennikiem radarów? Ano powiem Wam. Bo czemu i nie. Widzicie jestem zwolennikiem przestrzegania prawa, przepisów i wszelkiej regulacji. I jeśli na przykład stoi przy drodze znak z ograniczeniem prędkości do 60 km na godzinę to tak powinni jechać wszyscy kierowcy. Nikt nie powinien tej prędkości przekraczać. Jadę dzisiaj z pracy do domu. Na drodze ograniczenie do 60. Tak też i jadę. Warunki drogowe nie są najlepsze, ale można tak jechać. Naraz widzę, że jestem wyprzedzany prze dużego Tira. Cholera, facet ledwo co się zmieścił. Unikając czołowego zderzenia prawie zepchnął mnie na pobocze. A tu śnieg i niewiadomo jak by się to dla mnie skończyło gdybym porządnie nie wyhamował. Gdyby tam był radar gościu na pewno by słono zabulił, a tak upiekło mu się i już.

            Radary powinny być, bo jeżeli ludzie nie przestrzegają przepisów to niech płacą. Kropka.

            Jednak jest jeszcze druga strona tego wszystkiego. I to może nawet ważniejsza od samych radarów. To kwestia ograniczeń prędkości. Bo tu powinniśmy się porządnie zastanowić kiedy i gdzie są one uzasadnione. Podam przykłady. Jest droga gdzie obowiązuje ograniczenie do 40 km/h. Droga prosta, dobra, a obok niej prawie nie ma zabudowań. Dlaczego więc takie ograniczenie? Ano przy drodze znajduje się kościółek. Budyneczek niepozorny, skromny, gdzie wierni spotykają się raz czy dwa razy w tygodniu.  I tu jest właśnie problem. Jest zgromadzenie ludzi to i stawia się ograniczenie prędkości. Czy jednak musi ono obowiązywać non stop? Inny przykład. Przejeżdżam obok szkoły. Tu też jest ograniczenie do 40 km/h. Ale teraz są ferie i dzieciaków tam nie uświadczysz. Co ciekawe, ja obok tej szkoły przejeżdżam często grubo po 22. Noc, ciemnica, żywego ducha nie ma, ale ograniczenie jest. I jak tu postawią radar to po jakiego diabła ma on służyć? Jeżeli poprawie bezpieczeństwa, to na pewno nie w stosunku do takich kierowców jak ja. Jadących w tym miejscu nocą. Już lepiej byłoby przyjrzeć się młodzieży szkolnej, jak ta przechodzi przez ulicę. To dopiero jest koszmar.

            Tak więc uważam, że nie powinno się mieć pretensji do radarów, ani do tych którzy je stawiają. Najpierw jednak trzeba by przeanalizować wszystkie ograniczenia prędkości i zastanowić się nad ich czasem obowiązywania. Czy to tak trudno zrozumieć? Płacić niech płaca prawdziwi piraci drogowi. Co do nich nie mam litości. Nie wolno jednak stawiać ograniczenia, wymuszać na kierowcach łamanie przepisów i ich zaraz za to karać.

            I jeszcze jedno. Te radary kaskadowo ustawiane. Te jeden za drugim. Jaki to ma cel jak nie nabicie sobie kabzy? Co 100-200 metrów radar i pstryk zdjęcie i mandat i po prawie jazdy. Toż to czyste wyłudzanie i łamanie prawa, bo czy można kogoś karać wielokrotnie za jednorazowe przekroczenie prędkości?

 

Po co to ograniczenie?


Podziel się
oceń
1
5

komentarze (7) | dodaj komentarz

Mafia dla psa.

środa, 16 stycznia 2013 17:58

 

            Oj Ryśku, Ryśku. Taki porządny z Ciebie był facet. Może i trochę ciapowaty w stosunku do kobiet, ale przecież potrafiłeś i z bandytami walczyć. To rozumiem. Jednak żeby skumać się z taką hałastrą...

            Tak, wiem, w dobrej sprawie, jednak do Ciebie mi to nie pasuje.

 

kliknij


Podziel się
oceń
0
3

komentarze (3) | dodaj komentarz

Kultura dyskusji w obliczu eutanazji.

wtorek, 15 stycznia 2013 19:47

 

            Dwie audycje poświęcone temu samemu tematowi. Jednego dnia. Jedna w telewizji, druga w radiu. W obu oponentem jest ta sama osoba. Człowiek może kontrowersyjny, ale za jego konsekwencję trzeba go mimo wszystko cenić. To doktor filozofii, Tomasz Terlikowski.

            Audycja telewizyjna to "Kropka nad i" w TVN. Radiowa to "Wydarzenia" w radiu Tok FM. Wszystko wczoraj. I tak jak pierwszej nie da się spokojnie słuchać i oglądać, to w drugim przypadku jest stanowczo inaczej. Spokojna, konsekwentna i merytoryczna dyskusja dwóch, jakże odmiennych stron na temat akcji Jurka Owsiaka, a przede wszystkim niefortunnych jego słów o eutanazji.

            Z Terlikowskim nie zgadzam się, co nie jest nowością ani zaskoczeniem. Ten uparty konserwatysta wciąż uważa, że wszyscy mają myśleć, postępować i mieć takie same poglądy jak i on. Ten człowiek nie potrafi zrozumieć, że wolna wola (w wolną wolę człowieka oczywiście wierzy, ale pewnie ma na myśli samego siebie, bo nie mnie oczywiście) jeżeli już, to dotyczy wszystkich i jest całkowicie wolną. Nie tylko częściowo. Nie można mieć wolnej woli w niektórych przypadkach, a w innych już nie.

            Ja na ten przykład, chciałbym właśnie mieć możliwość wyboru co do eutanazji. Nie jestem przekonany, czy z tej możliwości skorzystałbym w chwilach ostatecznych. Jednak prawo takie, prawo do humanitarnej śmierci chciałbym posiadać. Pan Terlikowski, też powinien takie prawo mieć. Nie musi z niego korzystać. Posiadanie prawa nie jest bowiem jednoznaczne z koniecznością korzystania z niego. To takie proste, a jednak jak widzę, nie do umysłowego ogarnięcia przez człowieka legitymującego się tytułem doktora.

            Wracając jednak do obu audycji. Zastanawiającym jest to, że w telewizji mającej dużą oglądalność, ludzie zachowują się zupełnie inaczej niż w radiu słuchanym przez niewielu. Dlaczego tak jest? Czyżby biorący udział mieli w tym jakieś interesy?

            A może cała tajemnica polega na czymś innym? A mianowicie na prowadzącym audycję. Bo jak łatwo jest zauważyć, w "Kropce nad i" wszyscy się zawsze  kłócą. Wszyscy krzyczą i nikt nikogo nie słucha. W Tok FM. Ludzie mówią, ale i też słuchają, a prowadzący audycje są zawsze w tle.  

 


Podziel się
oceń
0
5

komentarze (14) | dodaj komentarz

Rebecca Bernardo.

piątek, 11 stycznia 2013 9:49

 

 

            Ładna? Według moich kryteriów, to zupełnie przeciętna. Uroda nawet poniżej przeciętnej. Może się nie znam, może jestem uprzedzony, a może Rebecca u siebie w okolicy uchodzi za piękność. Nie wiem. Ale to nie ważne.

            Rebecca pochodzi z Brazylii. Mieszka w 16-tysięcznym miasteczku Sapeacu, w Bahia - jednym z najbiedniejszych stanów. W swoim krótkim jak dotąd życiu imała się zawodu kelnerki czy sprzedawcy kosmetyków. Pieniądze jakie jednak udało jej się zarobić nie wystarczają jej na utrzymanie siebie i swojej matki. Matka dziewczyny jest po udarze i nie jest w stanie nawet sama jeść. Wymaga stałej opieki. Ojca swojego nie zna.

            - W życiu trzeba być twardym - powiedziała dziennikarce CNN, po tym jak zrobiło się o niej głośno. A co takiego uczyniło to dziewczę, że dziennikarze się nią zainteresowali? A no Rebecca Bernardo przedstawiła ofertę sprzedaży swojego dziewictwa.

            Właśnie ukończyła osiemnaście lat. Ubrała się w różową sukienkę i poprosiła wcześniej swojego kolegę o pomoc, by ten nagrał jej ofertę i umieścił ją na YouTube. Jak mówi - kiedyś myślała inaczej. "Te" rzeczy, to tylko po ślubie. Ale okoliczności się zmieniły. Teraz najważniejsze jest - kto da więcej?

            Pierwszego dnia ponad 3 tysiące osób na portalu, uznało to za hit. Najwyższa oferta jaką do tej pory dostała, to 35 tys. dolarów. Jeszcze nie zdecydowała się, czy ją przyjąć. Z YouTube co prawda film jest co chwilę zdejmowany, ale pojawiają się kolejne kopie nagrania, a jej sprawa stała się tematem wielu debat. Są tacy, którzy twierdzą, że chce ona jedynie zabłysnąć, że szuka swojej chwili sławy, ale i są tacy którzy wierzą w jej dobre intencje w stosunku do chorej matki.

            Jedna ze stacji telewizyjnych zaproponowała jej matce, że opłaci opiekę medyczną w zamian za wycofanie się córki z oferty. Rebecca odmówiła twierdząc, że ona też potrzebuje środków do życia. Być może zapatrzyła się ona na swoją rodaczkę Catarinę Migliorini, która tak właśnie postąpiła, a później zrobiła karierę jako modelka, a być może jej intencje są uczciwe. Jak mówi - spadła na mnie wielka odpowiedzialność za matkę, dom i domowe finanse, a ja nie jestem na nią gotowa.

            Z początku mieszkańcy miasteczka, na znak protestu i dezaprobaty, rzucali w nią drobnymi monetami. Później zaczęto jej współczuć i ją rozumieć. Łatwo jest bowiem krytykować i pouczać, trudniej znaleźć wyjście z kryzysowej sytuacji.

           

            Ja jej nie potępiam. Bo życie to nie bajka, a ci którzy teraz to czytają i ją krytykują, to najczęściej nie mają pojęcia co to znaczy prawdziwa bieda i co gorsza bezradność. Bo bezradność, nieporadność, bezsilność to jest jak choroba. Trudno jest żyć, a w ostateczności jesteśmy gotowi na wszystko.

 


Podziel się
oceń
83
50

komentarze (82) | dodaj komentarz

Skandal w Komisji Majątkowej.

środa, 09 stycznia 2013 10:17

 

            Włos mi się zjeżył na głowie. I jeśli ktoś jeszcze sobie myśli, że żyjemy w normalnym kraju, w kraju w którym jest jakieś prawo, są ludzie którym zależy na uczciwości, na dobru ojczyzny itd, to proponuję wysłuchania dr Pawła Boreckiego w rozmowie z Jakubem Janiszewskim o działalności Komisji Majątkowej.

            Wiedziałem, że jest źle. Ale że aż tak! Toż to okradanie Polski, przez Kościół Katolicki, w biały dzień. I to bez jakichkolwiek skrupułów. Dla kleru liczy się tylko kasa i są w stanie posunąć się do każdego świństwa by tylko się wzbogacić.

            Instytucja która mówi o rzeczach transcedentalnych, widzi tylko jeden cel - pieniądz. I taka jest prawda. Trzeba o tym mówić. Trzeba to nagłaśniać. I trzeba się bronić przed tym.

            Mnie jednak w tym wszystkim najbardziej niepokoi działalność ludzi, którzy reprezentują nasz kraj. Bo to że księża są gotowi do okradania Polski w celu przypodobania się swoim zwierzchnikom to mieści mi się jakoś w głowie. Bliższa przecież koszula ciału. Ale to, że przedstawiciel państwa, przedstawiciel społeczeństwa, działa przeciwko swoim, tego zrozumieć nie mogę. No chyba że jest na procencie u tych drugich.

            Nie wiem, czy jest to jeszcze możliwe, (obawiam się, że nie) ale uważam, że natychmiast powinno się uruchomić procedurę unieważnienia wszelkich decyzji, związanych z działalnością Komisji Majątkowej.

 

            Całą rozmowę możecie sobie wysłuchać TUTAJ. Na razie jest na szóstym miejscu od góry. Rozmowa nie jest długa, ale szczególnie polecam.

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Droga życia.

wtorek, 08 stycznia 2013 10:08

 

            Tom bardzo się wkurzył na swojego syna. I wcale mu się nie dziwię. Tom jest poważnym, szanowanym okulistą, a jego syn oświadcza mu, że rezygnuje ze studiów. Nie to, że daje sobie rok przerwy, ale że w ogóle rezygnuje ze studiowania i to na rzecz... podróżowania. Mówi, że tyle jest pięknych miejsc na świecie, że szkoda mu czasu na naukę.

            W oczach lekarza, jest to niepojęte. Tego nie da się zrozumieć. Ale cóż począć. Syn jest dorosły i sam decyduje o sobie. Tom więc odwozi go na lotnisko i żegna się z nim. Nie wie jednak, że to ostatnie pożegnanie. Nigdy już bowiem nie zobaczy syna żywego. Daniel ginie w Pirenejach na początku drogi do Santiago de Compostella, zwanej też szlakiem Świętego Jakuba.

            Tom dowiedziawszy się o śmierci syna wyjeżdża do Europy by rozpoznać ciało. Wydawało mu się, że jest silny, że da radę sobie z tym zadaniem, ale to jest ciężkie przeżycie. I następuje w nim pewnego rodzaju przemiana. Postanawia on bowiem, za syna, a właściwie w jego imieniu przebyć tą pokutniczą ośmiusetkilometrową trasę. Zabiera ze sobą prochy Daniela i od tej pory pieszo podróżuje przez kilkadziesiąt dni po bezdrożach Francji i Hiszpanii by osiągnąć swój cel podróży. Jest to dla niego spore wyzwanie. Nigdy czegoś takiego nie robił i nie ma żadnego doświadczenia. Wyposażenie jakiego będzie używał w drodze jest tym, jakie miał do dyspozycji Daniel.

            Postanawia iść sam. Jakby po części w drodze pokutnej, bo przecież ma olbrzymi kamień ciążący mu na sercu. Nie jest mu to jednak dane. Już na początku bowiem swojej drogi napotyka kilku ludzi, którzy mimo jego niechęci przyłączają się do niego. Są nimi Holender Joost, który dzięki tej podróży ma zamiar zrzucić na wadze, Kanadyjka Sarah, która obiecuje rzucenie palenia papierosów na końcu szlaku (tak na prawdę, to jest to jej droga pokutna za coś co złego zrobiła przed laty), i irlandzki pisarz - Jack, poszukujący weny twórczej.

            Od tej pory towarzyszymy Tomowi w jego podróży, jemu jak i tej trójce pokręconych trochę życiowo ludzi. Oglądamy krajobrazy prowincji zachodniej Europy, napotykamy razem z pielgrzymującymi różnych mieszkańców okolicznych miasteczek i wiosek, uczestniczymy w przygodach naszych bohaterów. Ale jest jeszcze jedna postać, która przez cały czas nam towarzyszy. To Daniel. Co jakiś czas Tom widzi swojego syna. A to przy drodze, a to przy stole. Widzi oczywiście oczyma wyobraźni i miłości ojcowskiej. Co jakiś czas, wysypuje również przy szczególnych miejscach, prochy jedynaka. To szczególny wyraz wspólnego przeżycia.

 

            Film "Droga życia" reżyseruje Emilio Estevez. Jest on jednocześnie autorem scenariusza i... i synem Martina Sheena, odtwarzającego rolę Toma. Tak więc możemy mówić, o wspólnym dziele ojca i syna. I jest to dzieło naprawdę świetnie zrobione. To film mądry i przyjemny w oglądaniu. Zmuszający do refleksji, do chwilowego zatrzymania się i zastanowienia nad swoim życiem. Jakie ono jest? Co w nim jest najważniejsze? Miłość? Przyjaźń? Realizacja marzeń? A może ambicje? A może jeszcze coś innego?

            Film dobrze przyjęty przez środowiska katolickie, ale i ci niewierzący znajdą tu wiele ciepła. Tu nie ma fanatyzmu. Tu jest pokazany zwykły człowiek i jego zwykłe ludzkie życie.

 

 

            Moja ocena filmu to: ... prawie 8/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Czy ja mogę coś powiedzieć?

niedziela, 06 stycznia 2013 18:14

 

             W sobotnio-niedzielnym wydaniu Gazety Wyborczej polecam wywiad z Bohdanem Tomaszewskim. Wieloletnim sprawozdawcą sportowym. Jakub Ciastoń i Radosław Leniarski rozmawiają z ponad dziewięćdziesięcioletnim miłośnikiem sportu, o tym, jak ta dziedzina życia wyglądała przed wojną i jak wygląda dzisiaj.

            Zestawienie tych dwóch okresów, jak dla mnie, wypada na niekorzyść współczesności. W ogóle podoba mi się okres międzywojenny. Nie w tym rzecz, że chciałbym wtedy żyć, ale wydaje mi się, że ludzie wtedy mieli więcej ambicji, godności i chcieli sukcesy zawdzięczać sobie.

            Tomaszewski wspomina jak to z Kamilem Baczyńskim mówili do siebie per Pan, a mieli zaledwie po szesnaście lat. Wtedy wszyscy chcieli jak najprędzej być dorosłymi Nie tak jak dzisiaj, gdy każdy stara się jak najdłużej zachowywać tak jak jego dzieci. Wspomina swoje nauki jakie pobierał w czasach okupacji i początek swojej kariery sportowej i dziennikarskiej.

            Wspomina o Jędrzejowskiej, o Kusocińskim, Feliksie Stammie (wiecie może jeszcze kim byli ci ludzie) i o ich pracy pełnej pasji i poświęcenia. Gdy nie mówiło się za ile, ale gdy każdy robił swoje z dumą i radością.

            Dzisiejszy sport z Radwańską i obecnym sposobem komentowania, naszemu bohaterowi się nie podoba. Zresztą mi też nie za bardzo. Kiedyś trzeba było się do pracy przygotować. Trzeba było być fachowcem do czego dochodziło się latami. Teraz wystarczy być bystrym, przebojowym i dobrze mieć znajomości.

            Zmieniły się czasy, oj zmieniły.

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 252  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127252
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl