Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Pora umierać

piątek, 30 października 2009 16:31


          


             Niech się rozbierze i położy. Niech się rozbierze i położy. Tymi słowami na powitanie, zachęca pani doktor, swoją pacjentkę, starsza panią, do przeprowadzenia badania. A rezolutna babcia odpowiada na to: Niech się pocałuje w dupę.

            Świetne! Świetna riposta. I za chwilę mamy wyjaśnienie, takiego zachowania starszej pani. Otóż mówi ona, że za jej czasów, to w taki sposób, nawet do służby nie wypadało się odzywać.

            Tak właśnie zaczyna się polski film Doroty Kędzierawskiej, "Pora umierać". Obsypany wieloma nagrodami obraz rodzimej produkcji, jest pozycją obowiązkową. Jak tylko nadarzyła się okazja obejrzałem go i ja. I nie żałuję.

            Historia starszej kobiety, Anieli, spędzającej ostatnie dni swojego życia w samotności (towarzystwa dotrzymuje jej jedynie pies) jest naprawdę wzruszająca. Inteligentna, charakterna, mająca swoje zdanie kobieta, wzbudza nasza wielką sympatię. I mimo że w filmie niewiele się dzieje, to tym razem mamy do czynienia z prawdziwa magią kina. Kina, które urzeka nas swoją prostotą, czarno białym obrazem, muzyką, historią...

            Akcja filmu jest powolna. Wszystko dzieje się w powolnym, jakby starczym tempie. Ale cały czas jesteśmy zaintrygowani tym, co będzie dalej. Co się wydarzy? Bo do Anieli ciągle ktoś zagląda (albo ona sama kogoś podgląda, przez swoją ulubiona lornetkę). Ciągle ktoś ja odwiedza. A to sąsiedzi chcący przejąć jej dom. A to ciapowaty syn, mający zamiar w końcu oskubać swoją matkę. A to wnuczka myśląca tylko o jedzeniu i biżuterii swojej babci. Czy też nieproszony gość, w osobie młodego urwisa z sąsiedztwa.

            Z drugiej strony, trzeba sobie uczciwie przyznać, że obraz ten jest hołdem oddanym aktorce Danucie Szaflarskiej. Bo to jest tak naprawdę jej film. Nikogo innego sobie w tej roli nie wyobrażam. I mało kto dałby pewnie sobie rade z takim wyzwaniem. Aktorka jest bowiem stale na naszym ekranie. To duża rola jak na osobę która ukończyła dziewięćdziesiąt lat, a pani Szaflarska wywiązała się z niej wzorowo. Tyle werwy, animuszu, pogody ducha... tylko pozazdrościć.


 

            Moja ocena filmu to: 7/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

G. I. Joe Czas Kobry

środa, 28 października 2009 18:50


            Jeżeli ktoś decyduje się na pójście do kina, na taki film jak, G. I. Joe Czas Kobry, to powinien dobrze wiedzieć co robi i na co wydaje swoje pieniądze. Bo czymże innym jest ten film, jak nie plastikowym, nierealnym światem, w którym dobro walczy ze złem.

            No i tu urwała mi się myśl, bo co więcej mógłbym powiedzieć o tym filmie, to za bardzo nie wiem. Na dużym, kinowym ekranie jakoś się go ogląda. Mnóstwo akcji i efektów specjalnych. I jeżeli tylko tego oczekujemy, to może być. Obraz s.f. o niezbyt wielkich ambicjach skierowany raczej do małoletniego widza szukającego jedynie rozrywki i to takiej niespecjalnie wyszukanej.

            No i to tyle na dziś.

 

 

            Moja ocena to: +3/10. To plus, to za efekty specjalne.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Lovefield

wtorek, 27 października 2009 17:10


            Nie mogłem się oprzeć, by nie zamieścić u siebie tego horroru. Jest świetny. I z jakim zakończeniem... Tylko patrzeć i zastanawiać się nad tym, że nie wszystko w rzeczywistości jest takie, jak to nam się wydaje na pierwszy rzut oka.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wywiad z profesorem Hubertusem Mynarkiem

niedziela, 25 października 2009 5:42

 

            Dziś mój wpis, będzie nie moim wpisem, bo przedstawię Wam, wywiad z profesorem Hubertusem Mynarkiem – byłym księdzem, teologiem i filozofem, dziekanem Uniwersytetu Wiedeńskiego, pisarzem i najbardziej – obok Karlheinza Deschnera – znanym  niemieckim krytykiem Kościoła Rzymskokatolickiego.

 

– Jak to się stało, że ksiądz pochodzący z Polski, profesor teologii kilku uczelni, stanął po drugiej stronie ideologicznej barykady?

Byłem przez bardzo długi czas produktem mojego śląsko-katolickiego środowiska. Z czasem jednak zrozumiałem lepiej znaczenie katolickiej teologii. Jedynym jej zadaniem jest legitymizowanie strategii hierarchii kościelnej. Papież, który jest antydemokratycznym autokratą, deklaruje: „Objawienie istnieje, przyszło z nieba, przyniesione przez Jezusa Chrystusa, jest zapisane w Piśmie Świętym, w czterech Ewangeliach i w listach apostołów”. Jednak to papież, jako „nieomylny”, decyduje o tym, jak interpretować treść Biblii. Jednocześnie w Starym i Nowym Testamencie znajdujemy mnóstwo okrucieństw, scen pornograficznych, niemoralnych zasad i nakazów. A do tego hierarchia kościelna, papieże i sobory deklarują, że Biblia jest od A do Z świętą księgą, daną nieomylnie przez Boga.

– Chce Pan powiedzieć, że teologowie, ludzie inteligentni i z tytułami naukowymi, nie widzą tej sprzeczności?

Naturalnie, że teologowie są świadomi, iż niezależne badania Biblii dowodzą czegoś zupełnie przeciwnego: odkrywają przecież w tym „świętym piśmie” mnóstwo mitów, oszustw i fałszerstw. Jednak jako urzędnicy kościelni teologowie muszą mówić, uzasadniać i legitymizować to, co papież i biskupi nakazują. Nie wolno im powiedzieć ludowi katolickiemu prawdy! W rzeczywistości nic się nie zmieniło od czasów świętego Ignacego Loyoli, założyciela jezuitów, który ogłosił: „Aby dojść do prawdy we wszystkich sprawach, musimy być gotowi do wiary, że to, co nam wydaje się białe, jest czarne, jeżeli Kościół hierarchiczny tak to definiuje”.

Pod wpływem długich badań historycznych, filozoficznych i egzegetycznych stało się dla mnie zupełnie jasne, że teologia nie jest obiektywną nauką. Teologia jest ideologią w służbie władzy hierarchicznej, która samą siebie ustanowiła nieomylną prawdą. Tej „prawdy” potrzebuje Kościół, aby ludzi straszyć piekłem, grzechem, karą za nieposłuszeństwo, wyrzutami sumienia, spowiedzią itp. Kościół hierarchiczny chce jedynie panować i odnosić korzyści, a religia jest dla niego jedynie fasadą, za którą ukrywa swoje właściwe zamiary. Oto dlaczego zrzuciłem sutannę i wystąpiłem z Kościoła katolickiego!

– Odchodząc z Kościoła w 1972 roku, napisał Pan list otwarty do papieża Pawła VI, wzywając do zniesienia celibatu i demokratyzacji w Kościele.

Papież, naturalnie, nie odpowiedział. Władza absolutna nie widzi potrzeby dyskutowania. Ona znajduje interes tylko w wydawaniu poleceń. Wysłałem także kopię mojego listu otwartego do ówczesnego arcybiskupa Wiednia, kardynała Koeniga, ponieważ byłem profesorem i dziekanem na Uniwersytecie Wiedeńskim. Oczywiście, też nie dostałem żadnej odpowiedzi. Za to kardynał natychmiast zażądał od kanclerza Austrii Brunona Kreiskiego mojego zwolnienia ze stanowiska profesora wydziału teologii katolickiej państwowego uniwersytetu. Państwo austriackie zrobiło posłusznie to, czego chciał Kościół – wysłano mnie na emeryturę.

Tygodnik „Der Spiegel” napisał wówczas: „Mynarek w wieku 43 lat stał się najmłodszym emerytem wśród profesorów teologii”. Echa mojej decyzji pojawiły się w całej Austrii i Niemczech. Wszystkie wielkie gazety odnotowały to wydarzenie: „Kronenzeitung”, „Die Presse”, wiedeński „Kurier”, „Stern”, „Frankfuerter Allgemeine Zeitung”. Poświęcono mi obszerne artykuły, a wszystko dlatego, że byłem pierwszym w XX wieku profesorem teologii, który wystąpił z Kościoła. Naturalnie, ukazały się także artykuły pełne nienawiści i złości przeciwko mnie, szczególnie w wielu kościelnych gazetach. Kościół, ta „siedziba miłości i dobroci”, nie wybacza takiego kroku byłemu księdzu!

– Czym się Pan zajął po odejściu z Kościoła?

Moja sprawa stała się tak głośna, że największe wydawnictwo niemieckie Bertelsmann Koncern poprosiło mnie o napisanie książki na temat stosunków i intryg w Kościele i wśród panów tego Kościoła. A więc napisałem książkę pod tytułem „Herren und Knechte der Kirche” („Panowie i wasale Kościoła”). Redakcja wydawnictwa z radością zaakceptowała mój skrypt. Bertelsmann rozesłał zapowiedzi i fragmenty mojej książki do wszystkich wielkich gazet. Kościół zorientował się, że ukaże się niebezpieczna książka i wywarł taką presję na wydawnictwo, że wycofało się z publikacji. Tak wielka jest finansowa i propagandowa siła Kościoła, że największy dom wydawniczy przestraszył się i zmienił zamiary! Natychmiast jednak zgłosiły się inne wydawnictwa i w końcu książka ukazała się w 1973 roku w wydawnictwie Kiepenheur & Witsch w Kolonii i już po dwóch tygodniach stała się bestsellerem. Tego Kościół nie mógł tolerować! Kardynałowie, biskupi i wielu oportunistycznych teologów wytoczyło mi procesy. Było ich w sumie ponad 15. Twierdzili, że moja książka ich obraża. Urażony był m.in. Ratzinger, obecny papież, który także wytoczył mi proces. Wszyscy oni żądali odszkodowań jako zadośćuczynienia za szkody na ich honorze. W sumie żądano ode mnie 360 tys. marek niemieckich! W efekcie procesów i wyroków straciłem dom, a nawet maszynę do pisania. Do dzisiaj nie ma w Niemczech sędziego, który wydał wyrok na niekorzyść Kościoła w procesach ludzi, którzy krytykują go w imieniu prawdy historycznej. Doszło do tego, że zakazano sprzedaży mojej książki. Dopiero w 2003 roku doczekałem się ponownego jej wydania pod tym samym tytułem i z uwzględnieniem niesprawiedliwości, jakiej doświadczyłem ze strony sądów i Kościoła. Tylko ateistyczne wydawnictwa – Historia Verlag i Ahriman Verlag – miały odwagę wydać moją książkę. Chociaż procesy przeciwko mnie trwały wiele lat i kosztowały wiele energii, publikowałem dalsze książki: historyczne, filozoficzne, kosmologiczne, antropologiczne i socjologiczne. Ponadto odbyłem wiele prelekcji i odczytów dla słuchaczy z różnych środowisk.

– Do tej pory ukazały się w Polsce dwie Pana książki: „Jezus i kobiety” i „Zakaz myślenia”. W pierwszej podjął Pan próbę demitologizacji seksualności założyciela chrześcijaństwa, a w drugiej obnażył fanatyzm, który kryje się u źródeł wielkich religii monoteistycznych.

Hierarchia kościelna do dzisiejszego dnia twierdzi, że Jezus był aseksualny, absolutnie czysty, niepokalany, niedotknięty zmysłowością. Kościół potrzebuje właśnie takiego Jezusa i jego matki, aby wpoić ludziom swoją rygorystyczną, antyhumanistyczną ideologię moralności. Ludzie mają mieć poczucie winy, gdy porównają swoje „grzeszne” życie seksualne z ascetycznym życiem Jezusa.

Ale Jezus był inny, jeśli wierzyć ewangeliom. Stale otoczony był kobietami, chętnie gościł u kobiet, na przykład Marii i Marty, sióstr Łazarza, którego – według Ewangelii świętego Jana – wskrzesił do nowego życia. Szczególnie serdeczny stosunek miał Jezus do Marii Magdaleny. Reformator Marcin Luter, znawca Biblii, mówił o „wielkiej miłości” między Jezusem i Marią Magdaleną.

Faktem pozostaje, że bez kobiet nie byłoby chrześcijaństwa. Maria Magdalena i inne kobiety były pierwszymi misjonarkami zmartwychwstałego Jezusa. Apostołowie nie chcieli wierzyć kobietom, które twierdziły, że widziały żyjącego Jezusa. Ewangelie apokryficzne, których Kościół później zakazał, opisały wielką rolę kobiet u progu chrześcijaństwa. Później patriarchalne, zdominowane przez mężczyzn struktury Kościoła likwidowały ślady matriarchatu w pierwotnym Kościele.

Co do mojej publikacji pod tytułem „Zakaz myślenia”, to wyjaśnia ona, że religie monoteistyczne proklamują swoją podstawową tezę: Bóg jest i rozwiązuje każdy problem. Ponieważ istnieje, wszystkie problemy mają szansę na rozwiązanie. Niestety, Bóg nie rozwiązuje żadnego problemu, on sam jest problemem. Tajemnicy zła w świecie nie daje się pogodzić z istnieniem Boga absolutnej dobroci i miłości. Kościół rzymskokatolicki, a także inne wyznania i religie monoteistyczne potrzebują Boga jako najwyższej i ostatniej instancji, aby móc żądać od ludzi absolutnego, bezwarunkowego posłuszeństwa wobec siebie.

Również systemy polityczne potrzebują dla utrzymania i umocnienia swojej władzy najwyższego przywódcy, Führera, lidera, i wyposażają go w boskie atrybuty. Każdy z tych systemów religijnych i politycznych wydaje zakazy myślenia i buduje barykady, których nie wolno przekraczać. Ale wolna myśl musi żądać wolności myślenia we wszystkich sprawach, także wolności do wątpienia. Bez wątpienia nie ma postępu w ludzkiej kulturze. Tymczasem Kościół naucza, że każda wątpliwość wobec jakiejkolwiek prawdy przez niego głoszonej jest grzechem śmiertelnym. Kto nie wierzy, będzie potępiony!

– Wiele osób uważa, że Kościół katolicki jest ostoją publicznej moralności. Sądzą, że bez tej instytucji świat pogrążyłby się w moralnym chaosie i anarchii.

Ludzie, którzy coś takiego twierdzą, są albo ślepi, albo fanatyczni. Prawdą jest, że Kościół nieustannie głosi: „Jestem najwyższą, najważniejszą instancją i gwarancją moralności”. Ale chaos i anarchia są w samym sercu Kościoła katolickiego! Katolicyzm jest najbardziej niemoralną religią w całej historii ludzkości. Moja książka „Nowa inkwizycja” wykazuje we wszystkich szczegółach zbrodnie Kościoła w odleglejszej przeszłości, a także w XIX i XX wieku. Nie ma drugiej takiej religii, która zniszczyłaby tyle istnień ludzkich, co religia katolicka. Inkwizycja, palenie kobiet – domniemanych czarownic – likwidacja całych narodów, prześladowania niewierzących, heretyków, żydów, tak zwanych sekt; związki Kościoła z dyktatorami (Mussolini, Franco, Hitler, Pinochet), z mafią (Calvi, Sidona etc.); wykorzystywanie niewinnych dzieci i młodych ludzi do celów seksualnych przez papieży, biskupów i księży; oszustwo celibatu, który trwa, chociaż mnóstwo księży żyje z partnerkami lub partnerami (co opisałem w moich książkach: „Eros und Klerus” i „Casanovas in Schwarz”). Współczesne państwa i rządy w wyniku własnej słabości lub głupoty popierają mity o moralnym autorytecie Kościoła i jego niezbędności dla prawidłowego funkcjonowania społeczności ludzkiej. Dzięki temu Kościół zyskuje na znaczeniu i rośnie w siłę, także finansową. Tymczasem każdy człowiek ma własne sumienie i musi zbudować swój własny system etyczny, jeżeli nie chce się stać wasalem propagandy, konwencji i ślepej dogmatyki Kościoła. Papież Jan Paweł II podróżował do niedawna, a Benedykt XVI obecnie – do milionów ludzi, ale obaj są niczym więcej jak postaciami popkultury. Dla ugruntowania i podniesienia moralności nie czynią niczego. Cdn.

Rozmawiał Adam Cioch

KOŚCIÓŁ TO PERWERSJA (2)

Druga i ostatnia część wywiadu z prof. Hubertusem Mynarkiem – byłym księdzem, teologiem i filozofem, dziekanem Uniwersytetu Wiedeńskiego, pisarzem i najbardziej – obok Karlheinza Deschnera – znanym niemieckim krytykiem Kościoła rzymskokatolickiego.

– Czy widzi Pan jakieś plusy w watykańskiej religii? Jak ocenia Pan Kościoły protestanckie? Czy sympatyzuje Pan bądź należy do któregoś z nich?

Mimo mojej dobrej woli, nie widzę żadnych plusów w katolicyzmie. Nadal Watykan uważa się za kontynuację starożytnego imperium rzymskiego, nadal papież nazywa siebie pontifex maximus, jak najwyższy kapłan religii rzymskiej, nadal nie toleruje de facto żadnych innych religii i konfesji. Nadal głosi, że ojczyzną prawdy jest Kościół rzymskokatolicki. Nadal religia pozostaje jedynie fasadą, bo Watykan ciągle ma tylko jeden cel i ideał: więcej władzy i więcej zysku. Nadal papieże i ich wasale w hierarchii rozumieją „dialog ekumeniczny” jako powrót wszystkich „zagubionych synów”, wszystkich wyznań do papa mundi, czyli ojca Kościoła i świata, rezydującego w Rzymie.

Jedynym plusem Kościołów protestanckich jest nieuznawanie przez nich dyktatora w osobie papieża. Niestety, widziałem wśród protestanckich przywódców także wielu autorytarnych wodzów. Faktem jest natomiast większy liberalizm niektórych ugrupowań protestanckich. Niestety, kierownictwo największego Kościoła protestanckiego Niemiec (EKD) z biskupem Huberem na czele często zbyt konformistycznie i oportunistycznie reaguje na działania Kościoła katolickiego.

Zaletą protestantyzmu jest dopuszczenie kobiet do urzędów, także do urzędu biskupa, a wadą – wpływ wielu nauk Lutra, który negował wolną wolę człowieka, propagował totalną zależność człowieka od Boga, a także prześladował heretyków, żydów i niewierzących. Straszne, brutalne i okrutne zasady postępowania Lutra wobec żydów służyły nawet jako przykład i motywacja dla nazistów. Dzisiejsza nietolerancja oficjalnego Kościoła ewangelickiego wobec tak zwanych sekt wypływa z antyhumanitarnej ideologii Lutra. Dlatego nie mogę należeć do żadnego z Kościołów protestanckich. Moja wizja wolności i moje humanistyczne nastawienie nie zgadzają się z nauką i praktyką tych kościołów.

– Czy jest Pan człowiekiem wierzącym?

Pana pytanie jest sformułowane zbyt ogólnie. Jeżeli Pan rozumie wiarę jako wiarę w dogmaty jakiegoś kościoła, wtedy jestem człowiekiem niewierzącym. Wielu ludzi, zwłaszcza w Polsce, identyfikuje cały fenomen religii z katolicyzmem. Ale można być człowiekiem wierzącym i religijnym bez jakiejkolwiek przynależności do katolicyzmu, protestantyzmu czy w ogóle chrześcijaństwa. Religie azjatyckie, na przykład buddyzm, hinduizm, taoizm albo konfucjanizm, bardzo różnią się od chrześcijaństwa. Nie uznają one Boga monoteistycznego, ale są przecież prawdziwymi religiami!

W centrum tych religii stoi wiara w reinkarnację, a nie wiara w Boga. Przekonują, że człowiek musi przejść wiele doświadczeń, wiele wcieleń, aby osiągnąć doskonałość. Napisałem przed kilkoma laty książkę „Religijność bez Boga”, w której zamieściłem wiele przykładów religii, gdzie nie ma wiary w Boga, ale istnieje głęboka religijność.

Wracając do katolicyzmu… Uważam, że nie jest on prawdziwą religią, lecz konglomeratem rozmaitych religii i światopoglądów. Można w nim znaleźć elementy chrześcijaństwa, religii pogańskich, filozofii antycznych i współczesnych. To nie jest jednolita i czysta religia. Katolicyzm jest pozbawiony oryginalności. Nie ma w tym Kościele jednej prawdy wiary, która nie zostałaby ukradziona jakiejś innej religii. A Kościół jako taki jest perwersją i zdradą religii, ponieważ nadużywa jej do manipulowania ludźmi, ogłupiania ich i wykorzystywania.

Nawet wiara w jedynego boga jest wynalazkiem faraona Echnatona, a bóg Jahwe nie był na początku Starego Testamentu jedynym i uniwersalnym bogiem nieba i ziemi, ale bogiem klanu Hebrajczyków, którzy nie negowali istnienia bogów innych narodów i klanów.

– Czy Bóg istnieje?

Tego nie wiem. Żaden człowiek nie może z pewnością wiedzieć, czy Bóg istnieje, czy nie istnieje. Także „nieomylny” papież tego nie wie, może jedynie wierzyć. Wiara, każda wiara, jest egzystencjalną decyzją. Nigdy nasza wiedza nie jest na tyle uniwersalna i jasna, abyśmy byli zmuszeni wierzyć lub nie wierzyć. To akceptuje nawet Kościół, który uczy, że wiara w Boga jest łaską i cnotą, do której człowiek z wysiłkiem musi dążyć. Wiele rzeczy w przyrodzie, w kosmosie i człowieku jest argumentem (lecz nie dowodem!) na rzecz istnienia Boga, ale problemu zła fizycznego i psychicznego w świecie żaden człowiek nie może rozwiązać. Są ślady wielkiej inteligencji w naturze, w ewolucji, w kosmosie, ale te ślady nie są takiej wagi, aby zmusiły nas do przyjęcia nieskończenie doskonałego, inteligentnego i wszystkowiedzącego Boga.

Już starożytni filozofowie byli przekonani, że świat został stworzony nie przez Boga, lecz przez demiurga, czyli byt, który jest bardzo inteligentny, ale nie wszechmocny i wszystkowiedzący.

Uważam, że człowiek prawdziwie humanistyczny jest agnostykiem, otwartym jednakże na wszystkie możliwości metafizyki. Jak będzie po śmierci, tego nikt nie wie na pewno, ale każdy człowiek musi tu na ziemi zbudować swój własny światopogląd. Nie jest tak ważne, czy jesteśmy ludźmi wierzącymi, czy nie. Istotniejsze jest, czy jesteśmy ludźmi etycznymi, czy może raczej złymi, okrutnymi, brutalnymi, agresywnymi, poszukującymi zysku, sukcesu i kariery ze szkodą dla innych. W roku 2005 ukazała się moja książka „Unsterblichtkeit” („Nieśmiertelność”), która zajmuje się tymi zagadnieniami.

– W Niemczech przeciwnicy mają Panu za złe, że broni Pan tak zwanych sekt, a nawet że był Pan z nimi związany. Mam na myśli Życie Uniwersalne i scjentologię. Oskarża się Pana także o związki z niemieckimi unitarianami, nawiązującymi podobno do faszystowskiego nurtu chrześcijaństwa.

Nie należę do żadnej sekty. Niestety, Kościół, a pod jego naciskiem także państwo, dyskryminują w Niemczech tak zwane sekty. Każdy humanista jest zobowiązany do obrony prześladowanych mniejszości. Ci, którzy dyskryminują – tak zwane wielkie historyczne Kościoły – sami są de facto sektami, a różnią się od małych sekt tylko siłą i wpływami. Kościół rzymskokatolicki i całe chrześcijaństwo swój marsz przez historię rozpoczęło 2000 lat temu jako mała sekta religii żydowskiej. Wszelkie błędy, herezje, oszustwa i zbrodnie dokonane przez sekty są relatywnie i ilościowo niewielkie w porównaniu z tymi, jakich dopuścił się Kościół rzymski. Kościół potępia sekty, bo obawia się utraty kontroli nad ludźmi. Musimy pamiętać, że spośród wszystkich religii i sekt w całej historii ludzkości Kościół papieski jest organizacją najbardziej zbrodniczą.

Co do związków z niemieckimi unitarianami, to sprowadzają się one do kilku odczytów i prelekcji, które dla nich zrobiłem, podobnie jak robię je na zaproszenie wielu innych grup. Znam nawet kilku żydowskich profesorów, którzy także mieli odczyty na zaproszenie unitarian, lecz tylko mnie się za to atakuje. To jest bardzo dziwne, ale zauważyłem, że Kościół lubi mnie atakować nie wprost, ale często wykorzystuje do tego innych. Nie waha się korzystać z usług nawet byłych stalinowców.

A teraz o moich związkach z Życiem Uniwersalnym. Chcę podkreślić, że ludzie z tego ugrupowania czynią dla innych ludzi, szczególnie chorych, i dla zwierząt tysiące razy więcej dobrych rzeczy niż Kościół. Dlatego właśnie stali się celem wielu ataków ze strony hierarchii. Nie należę do tego ugrupowania, ale wydałem u nich moją książkę „Nowa inkwizycja”, bo zgodzili się ją opublikować po tym, jak 30 innych wydawnictw powiedziało „nie”.

Ze scjentologią nie mam kontaktów, ale też pragnę zauważyć, że rozpowszechniany przez Kościół obraz tej religii mija się z rzeczywistością.

A wracając do unitarian – to prawda, że ruch ten aż do roku 1945 współpracował z Hitlerem. Podobnie zresztą jak przedstawiciele wielu różnych religii i kościołów w Niemczech. Jednak po wojnie unitarianie wyrzucili ze swoich szeregów wszystkich nazistów i obecnie jest to ruch religijny szanujący wartości demokratyczne i akceptowany przez większość Niemców.

– Ostatnia Pana książka to niewydany jeszcze po polsku „Polski papież”. Nie wątpię, że zawiera ona wiele krytycznych uwag pod adresem uwielbianego w Polsce przywódcy Kościoła.

Analizowałem w tej książce teologię dogmatyczną papieża Wojtyły, jego doktrynę moralności i seksualności, jego politykę społeczną, finansową, wewnętrzną i wobec innych państw oraz religii, a także jego stosunek do kobiet w teorii i praktyce. W rezultacie doszedłem do wniosku, że ten papież nie zmienił niczego z przestarzałej dogmatyki Kościoła. Na przykład grzech pierworodny nadal jest dla niego absolutnym fundamentem Kościoła. Grzech – hipotetycznie popełniony przez Adama przed tysiącami czy milionami lat – jest nadal naszym grzechem. Inny przykład: piekło według papieża jest wieczne i nawet po upływie milionów lat nie ma możliwości zbawienia grzesznika. A cóż to za Ojciec i Bóg miłości, który nie potrafi przebaczyć win swoim dzieciom, nawet po bardzo długim odbywaniu kary?!

Rygorystyczna doktryna seksualna papieża sprawiła, że na całej kuli ziemskiej papieski zakaz stosowania antykoncepcji przyczynia się z całą mocą do pogłębienia nieświadomości, ucisku, cierpień i chorób. Zakaz używania prezerwatyw sprzyja szerzeniu się AIDS. Według Brendy Maddox, ta doktryna papieska powoduje więcej zła niż polityka apartheidu i prowadzi do katastrofy demograficznej. Nadal pod panowaniem Jana Pawła II kobiety nie miały tych samych praw co mężczyźni, nie mogły awansować na odpowiedzialne urzędy w Kościele, nie miały prawa zostać duchownymi.

Idealna kobieta – według zmarłego papieża – to dobra matka i opiekunka domu. Nie mogę się nadziwić, że tak wiele kobiet chodzi ciągle do Kościoła i nie występuje z tej maczystowskiej instytucji.

– Jakie widzi Pan perspektywy dla Kościoła watykańskiego po śmierci Jana Pawła II? Jaką przyszłość przewiduje Pan dla katolicyzmu w Polsce?

Nie widzę perspektyw dla Kościoła watykańskiego. Nowy papież Ratzinger jest jeszcze gorszy od Jana Pawła II. Benedykt XVI jest i pozostaje tym, kim był – fanatycznym inkwizytorem. On niczego nie zmieni w autorytarno-konserwatywnym Watykanie. Każda poważniejsza reforma tej instytucji byłaby jej negacją, jej kapitulacją, jej końcem. Kościół papieski jest instytucją totalnie antydemokratyczną: papież posiada władzę absolutną, a biskupi i kardynałowie mają jedynie władzę delegowaną; także ich prawa są delegowane. Lud Boży natomiast w ogóle pozbawiony jest praw – ma tylko obowiązki. Prawdziwa demokratyzacja Kościoła byłaby śmiercią absolutystycznej hierarchii.

Oficjalny katolicyzm w Polsce potrzebuje epoki oświecenia, ponieważ tkwi jeszcze w średniowieczu. Środowiska intelektualne w Kościele powinny wyemancypować się ze wszelkich wpływów duchowieństwa. Podobnie i teologia polska, której daleko do teologii i egzegezy zachodnioeuropejskiej.

Rozmawiał Adam Cioch

Artykuł pochodzi z  Wolny Świat



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ostatni dom po lewej

środa, 21 października 2009 10:33


            Ktoś powie, że to już było. I to prawda. Ktoś inny powie, że film jest przewidywalny. I to też prawda. I schematyczny. Zgadzam się w zupełności. Ale muszę przyznać, że „Ostatni dom po lewej" ogląda się, bardzo dobrze.



            Rodzina Collingwoodów wyjeżdża na wakacje, do swojego domku letniskowego, nad jeziorem. Mąż, żona i córka. On jest lekarzem, ma piękną żonę i wspaniałe dorastające dziecko. Powodzi im się świetnie i żyją sobie jak przysłowiowe pączki w maśle. Zero problemów. Same sukcesy. Jednak to dopiero początek, a przecież ma być ostra jazda. I jest. Zaczyna się od tego, (no, może nie do końca, się od tego zaczyna ale...) że grupa psychopatów dotkliwie krzywdzi młodszą Collingwood. Docierają do domku, a tam rozegra się walka między rodziną, a oprawcami.

            Schematyczne, tak. Ale miłośnikom mocnych filmów na pewno się spodoba. To mocne, męskie kino, do którego pewnie jeszcze wrócę.

 




            Moja ocena filmu to: 8/10


            Zwiastun opowiada cały film, w skrócie oczywiście, ale od początku, do końca. Zastanawiałem się chwilę, czy go umieścić, ale niech będzie. Kto będzie chciał, niech ogląda.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Mammografia – cała prawda czy półprawdy?

wtorek, 20 października 2009 8:31

            Czasami słyszy się w środkach masowego przekazu, że właśnie organizuje się w mieście, akcję związaną z badaniami mammograficznymi. Przebadaj się kobieto, bo wcześnie wykryty rak sutka jest wyleczalny. Lekarz, władze miejskie i gminne, namawiają do wzięcia udziału w akcji. Kobieto, masz jeszcze szansę się uratować. Jeżeli jesteś w grupie ryzyka, jeżeli przekroczyłaś pięćdziesiątkę - przebadaj się!

            Ale czy na pewno jest to dla Was, dobre? Pytanie uzasadnione, czy nie? Nie wiem. Ale wiem, że żyjemy w świecie, w którym każdy jak tylko może, chce ode mnie wyciągnąć pieniądze. Efektów nie gwarantuje, ale pieniędzy chce.

            Dlaczego to piszę. Otóż znalazłem w „Przekroju" świetny artykuł na temat badań mammograficznych. Ich sensu, celu i tego kto na nich najbardziej zyskuje. Artykuł polecam wszystkim, nie tylko kobietom, ale i mężczyznom, bo ta sama zasada dotyczy podobno również badań prostaty.

            Oto adres http://www.przekroj.pl/cywilizacja_nauka_artykul,5677.html gdzie można go przeczytać. Ja nie namawiam, żeby było jasne, do takiego, czy też innego postępowania, po zapoznaniu się z tekstem. Nie jestem lekarzem, nie interesuję się specjalnie tym tematem, ale myślę, że warto się temu przyjrzeć bliżej.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie sąd cię skaże pedofilu

niedziela, 18 października 2009 8:51

            O tym, jak żyje się w rzeczywistości więziennej, ludziom skazanym za akty seksualne z dziećmi, opowiada ten film dokumentalny:

 

            Ciąg dalszy, dla zainteresowanych, można znaleźć na YouTube.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Galerianki

sobota, 17 października 2009 20:27


            W życiu najbardziej potrzebne nam są... pieniądze. Nie miłość, nie zdrowie, nie szacunek czy poważanie, a właśnie pieniądze. To dość kontrowersyjna teza. Wiem. I ja też nie za bardzo się z tym zgadzam. Ale coś w tym jest. Kiedyś, dawno temu, mężczyzna wyruszał na polowanie. Jak udawało mu się zabić niedźwiedzia, bizona, czy też jelenia. To był kimś. Jak upolował zająca, czy też jakiegoś ptaka, też mógł jakoś przeżyć. Teraz mężczyzna (kobieta też) idzie zarabiać pieniądze. I im więcej ich zarabia, to na więcej może sobie pozwolić. Oczywiście do pewnego stopnia. Uzależnione jest od tego całe nasze życie, ze zdrowiem włącznie.

            Co jednak ma zrobić młoda dziewczyna, która jeszcze nie pracuje, chociaż uczy się, a której rodzice są biedni i nie na wiele ich stać? Chciała by ona być, taka jak jej koleżanki. Nosić modne ciuchy, mieć dobre kosmetyki i posiadać wypasioną komórkę. Co może więc, taka czternasto, piętnastoletnia dziewczyna zrobić? Za moich młodych czasów co silniejsze chłopaki, chodzili „na wagony". Ciężka to była praca i niewdzięczna, ale zarobić można było. Później młodzież podobno zaczęła się przerzucać na narkotyki. Zarobek szybki i prosty, ale niebezpieczny. A teraz panny czternasto, piętnastoletnie, co robią by zgarnąć szybko większą forsę? Ano pewnie tylko jedno. Oddają się prostytucji.

            Nie wiem jaki jest popyt na tak młode prostytutki. Wszak to ociera się o pedofilię. Ale pewnie coś w tym jest, jeżeli się o tym dość często dziś mówi.


 

           


            I tym właśnie tematem postanowiła się zająć Katarzyna Rosłaniec. W swoim filmie pt. „Galerianki" przedstawia ona nam cztery dziewczyny, których główne zainteresowania ograniczają się do modnych strojów, kosmetyków i wypasionego sprzętu. Czyli jak to się kiedyś określało: skóra, fura i komóra. Nasze bohaterki każdą wolną chwilę spędzają w którymś z centrum handlowym w poszukiwaniu ciekawych zakupów i oczywiście sponsorów. Dorosłych mężczyzn, którzy za usługi seksualne są skłonni kupić im drobne podarunki. A to spodnie, a to modna torebkę, albo jak w przypadku głównej bohaterki, nowy wymarzony aparat telefoniczny. Alicja, bo tak właśnie ma ona na imię, nie pochodzi z jakiejś patologicznej rodziny. Jej rodzice, to zwykli jacyś ludzie. Ludzie jakich wiele żyje w naszym kraju. Nie specjalnie biedni, choć widać, że im się nie przelewa. Dziewczyna jednak wciąż zazdrości swoim koleżankom, i strojów, i sposobu zachowania, a najbardziej chyba tego, że mają nowoczesny sprzęt telefoniczny. Ona też by taki chciała. Ojciec jednak, mówi stanowcze - nie. Masz przecież telefon (stary aparat przez który nie można nawet wysłać sms), który dostałaś od wujka, po co ci inny - mówi.

            Ale od czego są „koleżanki"? Jeśli rodzina nie chce pomóc w realizacji marzeń, one pomogą. Jedna z nich mówi, że może ją poznać z pewnym facetem. Co wydarzy się później, możemy się domyśleć.

            Jest jeszcze jeden motyw w filmie, który mnie zaciekawił. Motyw młodego chłopaka, rówieśnika Alicji, który podkochuje się w niej młodzieńczą, niedojrzałą jeszcze miłością. Widać, że te dwie osoby mają ze sobą wiele wspólnego, że mogłyby się jakoś dogadywać w życiu. To takie pokrewne dusze. Ale co ma wybrać Alicja? Stabilizację materialną jaką mogą dać jej sponsorzy, czy przyszłość podobną do tej jaką mają teraz jej rodzice?

            Reżyserka zajęła się dość trudnym tematem. Bardzo kontrowersyjnym. Materializm, konsumpcyjność, wulgarność to wszystko świadczy o degradacji naszego społeczeństwa. Pusty świat w jakim przychodzi nam żyć, dla mnie jest coraz bardziej obcy. Ale co czeka w przyszłości takie dziewczyny jak Alicja? Trudno powiedzieć.

 

 

            Moja ocena filmu to: 6/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tokijska sonata

czwartek, 15 października 2009 18:17


            Czy byliście kiedyś w takiej sytuacji, że straciliście pracę? Że straciliście jedyne źródło utrzymania?. Co wtedy zrobić? Jak sobie poradzić? Najtrudniejsze są pierwsze chwile. Czy powiedzieć o tym w domu? Otwarcie, bez ogródek, pierwszego dnia, gdy dostało się wypowiedzenie. Czy może na razie przemilczeć? Może się stanie jakiś cud i wszystko się ułoży.

            To trudny okres w życiu każdego człowieka. Najpierw strach zagląda w oczy. Później buńczucznie myślimy, jak to... ja sobie nie poradzę? Z czasem, gdy jednak nic nie idzie ku lepszemu zaczynamy popadać w frustrację. Wstydzimy się coraz bardziej swojej niezaradności. Uciekamy przed ludźmi. Nie dostrzegamy żadnego światełka nadziei. Często wyżywamy się wtedy na sobie, na żonie, na dzieciach. I wtedy jest już coraz gorzej.

 

 

           


            Kenji Sasaki to człowiek, który właśnie stracił pracę. Do tej pory był zatrudniony w wielkiej korporacji i był tam specjalistą od spraw administracyjnych. Trudno powiedzieć, że był  dużą szychą, ale wiodło mu się nie najgorzej, a tu z dnia na dzień został na lodzie. Jest kryzys, więc firma jak i wiele innych zrobiła redukcję personelu. Kenji jednak nie przyznaje się w domu do niczego. Rano wychodzi codziennie z domu. Tak jak zawsze wraca zmęczony. Udaje, że nic się nie zmieniło. Takich jak on, jest chyba więcej. Spotyka nawet kiedyś kolegę ze szkoły, który będąc bezrobotnym wciąż udaje ciężko zapracowanego. Co chwilę nawet dostaje telefony z firmy, tak dla zmyłki otaczających go ludzi.

            Kenji Sasaki nie pozostaje biernym. Szuka pracy, ale propozycje które ewentualnie dostaje są poniżej jego godności. Nie wie co robić. Miota się w swoim życiu bo i problemy w domu, z dziećmi narastają i trudno sobie z tym wszystkim poradzić. W końcu decyduje się na przyjęcie pracy sprzątacza w jakimś dużym sklepie. Już wczuwam się w jego położenie, gdy przyszło mu pierwszy raz sprzątać publiczne ubikacje. Toż to dla niego traumatyczne doświadczenie. Ale chyba jeszcze dużo gorszą jest sytuacja, w której przyszło mu tam w sklepie spotkać swoją żonę. Pan Sasaki w panice ucieka.

            Film „Tokijska sonata" w reżyserii Kiyoshi Kurosawy to bardzo ciekawy, wzruszający obraz rozpadającej się japońskiej rodziny. Ukrywanie prawdy, ukrywanie swoich pragnień, swoich dążeń, prowadzi tylko do nieporozumień. Każdemu mężczyźnie trudno przyznać się do niepowodzeń, a pewnie w kulturze japońskiej szczególnie trudno. My, czyli ci którzy jakoś wiążą koniec z końcem, często nabijamy się z ludzkich niepowodzeń. A to może być tylko przypadek, zrządzenie losu, że dana osoba znalazła się właśnie w takim, a nie w innym położeniu życiowym.

            Film chciałbym polecić tym, którzy narzekają na swoją firmę. Że jest taka, że owaka, że przełożeni niedobrzy. Pamiętajcie, zawsze może być gorzej. Zawsze może zdarzyć się tak, że nie będziecie mieli na chleb. I co wtedy?

 


            Moja ocena filmu to: 7/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Luter

poniedziałek, 12 października 2009 18:04

 

                       


            Zauważyłem, że mój wpis o filmie  Siostry Magdalenki wywołał duże zainteresowanie. No może nie wpis, a sam film raczej. Z tego to powodu spróbuję może Was zachęcić do obejrzenia jeszcze jednego filmu opowiadającego o postępowaniu Kościoła Katolickiego. W swojej wymowie zupełnie inny obraz, i mówiący o zupełnie innych czasach, ale jakże ciekawy.

            Kim był Marcin Luter, to raczej wszyscy wiecie. Przynajmniej dwa zdania o nim każdy potrafi pewnie powiedzieć. Ale osoba Lutra, to naprawdę ciekawa postać. Film pod tym tytułem opowiada właśnie o nim. Człowieku niezwykle odważnym. Potrafiącym przeciwstawić się całej machinie katolicyzmu mającego niebywałą władzę w XV wieku. Człowieku który postanowił przybliżyć Boga, zwykłym ludziom, tłumacząc Biblie na język niemiecki. Mówiącemu, że Bóg tak, ale kościół niekoniecznie.

             Ten niezwykły człowiek swoją walkę stoczył zaczynając od odpustów. To co dziś, nam się kojarzy z przyjemnym festynem, kiedyś było niezwykłym źródłem dochodów kleru. Sprzedawano odpuszczanie grzechów, i swoich i cudzych, i lekkich i śmiertelnych, i tych co już uczyniliśmy i takich na przyszłość. Można było kupić sobie odpuszczenie każdego grzechu. Wszystko zależało od sumy jaka posiadamy.

            Ten dobrze wykształcony człowiek walczący z nadużyciami przedstawił swoim przełożonym 95 tez wzywając jednocześnie do dyskusji nad nimi. Jego postępowanie stało się początkiem reformacji w instytucji, która zdawała się być jak skała. Co prawda niejeden człowiek później przez to zginął, ale okazuje się, że KK to jednak nie jest monolit, którego nie można złamać, a prawda nie zawsze jest przy nim.


 

            Moja ocena filmu to 7/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Błąd w liczniku

sobota, 10 października 2009 21:19

            Właśnie przed chwilą ,wszedłem na swój bloog i ... wierzyć mi sie nie chce. Online jest tu ponad 200 osób. To pewnie jakiś błąd w liczniku. Tak. To musi być błąd.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Antychryst

piątek, 09 października 2009 8:41

 

           


            W dźwiękach muzyki sakralnej kochają się. Widzimy wręcz pornograficzne sceny. A w tym czasie, ich syn, wychodzi z łóżeczka. Podchodzi do okna i wypada przez nie na zewnątrz, zabijając się. Przerażające? Tak, to jest przerażające. Boli? Tak, coś takiego, z pewnością bardzo boli. Ale jak sobie z tym poradzić. Lekarstwami? Medycyną?

            On jest terapeutą. Decyduje, że ona ma odstawić lekarstwa i postanawia zająć się samemu jej nadszarpniętą psychiką. Razem więc wyjeżdżają w las. Tam w odosobnieniu chcą powrotu do stabilizacji psychicznej.

            Tyle rozumiem z filmu. To niewiele. Wiem. Ale muszę powiedzieć, że choć z niecierpliwością czekałem na nowy film Larsa Von Triera, to tym razem się zawiodłem. Po takich wspaniałościach jak na przykład Idioci, Tańcząc w ciemnościach, czy najlepszym według mnie jego dziełem, Dogville, teraz też czekałem na coś o takim poziomie. Ale chyba reżyserowi się nie udało. Film przesycony erotyzmem, przemocą, wręcz sadyzmem. Nie rozumiem tego. Po co to wszystko? Po co jest scena wwiercania wiertła w kolano ukochanego mężczyzny? Po co ta krew wytryskująca z penisa? A scena z wycinaniem nożyczkami łechtaczki, to już zupełna przesada.

            Ponoć Von Trier robiąc ten film chciał walczyć ze swoją wielomiesięczną depresją. Antychrystem uznał ludzką naturę, która w ostateczności potrafi sprowadzić nas do zupełnego obłędu. Może tak jest. Nie wiem. Ale jakiż to musi być ból indywidualny, że doprowadza on do takich skutków, jakie ukazano nam w filmie? Nie wiem.

            Film wywołał już wiele emocji. Z pewnością znajdują się ludzie, którym się on bardzo spodoba, jaki i ci, którzy go nienawidzą. Ja oglądałem go z szeroko otwartymi oczami, ale nie bardzo go rozumiejąc. I chyba zawodowi krytycy też nie bardzo wiedzą co z nim począć. Dostał bowiem tylko jedną nagrodę. Na Festiwalu Filmowym w Cannes, Charlotte Gainsbourg uznana została najlepszą aktorką. Czy za aktorstwo jednak, czy za sam fakt, że podjęła się tak trudnego zadania. To pozostanie dla mnie pytaniem



            Moja ocena filmu to: 5,5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

Co to jest ciąża?

wtorek, 06 października 2009 18:03


            Pamiętam z dawnych czasów, takie oto rozmowy...


 

            a odbywały się one, jeśli dobrze pamiętam w programie radiowym, „Powtórka z rozrywki". To były czasy... Och rozmarzyłem się!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Siostry Magdalenki

niedziela, 04 października 2009 10:32



            Na pewnym irlandzkim weselu, Margaret zostaje zgwałcona przez swojego kuzyna. Wieść roznosi się bardzo szybko. Wszyscy szepczą do siebie. Coś sobie przekazują. Jakąś wiadomość. Na drugi dzień, ksiądz gdzieś ją odwozi.

            Bernadette, to dziewczyna która się wszystkim podoba. Wychowuje się w jakimś internacie dla dziewcząt, a tam wszyscy zachwycają się jej urodą. Pewnego dna jednak znika. Nikt nie wie gdzie i dlaczego.

            Rose właśnie urodziła dziecko. Jej rodzice są oburzeni. Wraz z księdzem wymuszają  na niej, by podpisała dokumenty adopcyjne.

            Te trzy dziewczyny, jak i wiele innych im podobnych trafiają pod opiekę (opieka jest tu zupełnym nadużyciem) sióstr magdalenek. Akcja filmu dzieje się w Irlandii, w 1964 roku i jest oparta na autentycznych wydarzeniach


            Siostry Magdalenki, kim były tak naprawdę? Czym był ten zakon? Zakon gdzie seks jest uznawany za grzech, a siostra przełożona nazywa swoje podopieczne przygłupami.  Jak zobaczą (zakonnice) że się przyjaźnicie, żywcem obedrą was ze skóry. Tak mówi jedna z podopiecznych do drugiej. Bo przyjaźń tutaj jest zakazana. Wszystkie dziewczęta przebywające tutaj, mają się jedynie modlić i pracować. Ciężko pracować bo to przynosi zakonowi zyski, a w ten sposób można jedynie odpokutować swoje grzechy. Zakonnice, a co za tym idzie i ich kościół, stworzyły sobie miejsce gdzie przy użyciu terroru i za cichym przyzwoleniem prawa, można było zrobić z pewnej grupy kobiet, niewolnice. Tanią siłę roboczą. Woły robocze, pracujące dla zysku zakonu.

            Usprawiedliwieniem takiej działalności było przekonanie, że pokutujące grzesznice mają cierpieć. Dziwić może jedynie fakt, że działo się to tak niedawno i to w cywilizowanej zachodniej Europie. Katorżnicza praca młodych dziewcząt, najczęściej w pralniach (ostatnią taką pralnię zamknięto w 1996 roku), życie w zamknięciu, brak możliwości komunikowania się ze światem zewnętrznym, brak zainteresowania taką działalnością kościoła, ze strony władz państwowych... W głowie się nie mieści, że tak mogło być. Bo zakład prowadzony przez magdalenki to tak naprawdę więzienie, czy też raczej obóz na wzór faszystowskich obozów pracy, a przebywające tam kobiety zostały skazane na ciężkie roboty tylko z przyczyn ideologicznych kościoła. Za byle przewinienie są oczywiście karane. Chłostą, goleniem głowy czy też upokarzaniem psychicznym

             Kościół bardzo protestował po pojawieniu się tego filmu Że niby się jest tendencyjny, jednostronny, obraźliwy. Ale przecież żyją jeszcze kobiety, które przeszły tą gehennę. I one to mogą dać świadectwo prawdzie. Prawdzie, o która tak bardzo stara się Kościół.

            Film otrzymał nagrodę Złotego Lwa na Festiwalu Filmowym w Wenecji w 2002 roku


            Oto fragment. Tak dla zachęty.


 

            Moja ocena filmu to: 8,5/10

 

            A dla tych, którzy chcieliby poszerzyć swoja wiedzę z tematu, polecam ten artykuł:



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

Miasto ślepców

sobota, 03 października 2009 11:00

            

            Jest sobie miasto w Ameryce. Jakieś duże miasto. Nieważne, jakie. Ludzie żyją sobie tam, tak jak w każdym takim zbiorowisku. Jednak pewnego razu. Zupełnie bez przyczyny. Pewien człowiek jadący samochodem, nagle oślepł. Powiedzmy, że coś takiego może się wydarzyć. Nagła ślepota jakiegoś pojedynczego człowieka. Jednak ludzie w mieście zaczynają tracić wzrok. Od, tak sobie. Bez przyczyny. Choroba rozprzestrzenia się w zawrotnym tempie. Nie wiadomo w jaki sposób się przenosi i co jest jej przyczyną, a przecież stanowi olbrzymie zagrożenie dla ludzkości. Władze postanawiają coś z tym zrobić. Wszystkich chorych starają się wyłapać i umieścić w pewnego rodzaju getcie.  Stan zagrożenia narasta.

            I do tego momentu film „Miasto ślepców",  mi się podoba. Jednak to co dzieje się w tym odizolowanym od świata miejscu, już nie. Przebywający tam ludzie organizują się. Ale organizują się, w złym znaczeniu. Jedni przeciwko drugim. Wszyscy muszą walczyć o pokarm, o przetrwanie. Zachowują się gorzej niż zwierzęta, żyjąc w brudzie, smrodzie, we własnych odchodach. Walczą ze sobą i zabijają nawzajem. Wykorzystują seksualnie. Wśród zamkniętych jest jedna kobieta, która wzroku nie straciła. Udaje niewidomą, by być razem ze swoim mężem. Wspierać go. Cały czas mamy nadzieję, oglądają film, że to ona właśnie stanie na czele ociemniałych i w niej widzimy nadzieję na ratunek dla kalekich. Jednak nie do końca się tak dzieje..

            Początek filmu intrygujący. Zakończenie też ciekawe. Jednak to co dzieje się w odizolowanym od świata miejscu, w miejscu w którym przyszło żyć niewidomym, jakoś nie przypadło mi do gustu (smaku). A to przecież znaczna część filmu. Filmu, który specjalnie mnie nie zachwycił. Niektórzy twierdzą, że trzeba było przeczytać najpierw książkę, aby móc więcej zrozumieć.  Ale taki argument do mnie nie przemawia. Każde dzieło ma się bronić samo. Zarówno film, jak i książka mają być odrębną całością.


 

            Moja ocena filmu to: 5,5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 219  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127219
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl