Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 029 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Tlen

niedziela, 31 października 2010 7:07

            Jest taka osoba, podpisująca się jako „Baba filmowa". Nie wiem dlaczego tak brzydko. Wszak jak się wydaje, jest to inteligentna i sympatyczna osoba. W każdym bądź razie, poleciła mi ona obejrzenie filmu rosyjskiego reżysera Iwana Wyrypajewa, filmu pt. „Tlen". Staram się szanować ludzi, a tym bardziej tych, którzy poświęcają czas dla mnie i coś mi starają się doradzić. Poszedłem więc za radą i zacząłem szukać filmu.

            Ale ciężko było go zdobyć. Oj ciężko. Jednak się udało. Kolega koledze cos powiedział. Kolega podpowiedział... W każdym bądź razie film zdobyłem. Ale pojawił się problem. Brak lektora i jednocześnie brak jakichkolwiek napisów. Jednak postanowiłem obejrzeć. Uczyłem się kiedyś rosyjskiego i nawet pod koniec swojej edukacji całkiem nieźle umiałem się porozumiewać tym językiem. Nauka widocznie nie poszła w las, bo sporo dialogów zrozumiałem.

             A o czym jest film i co ja o tym sądzę. Otóż jest tu pewien szkopuł. Bo obraz ten, to dość nietypowe kino. Wszystkim tym, którzy przyzwyczajeni są do oglądania konkretnej historii chyba odradzałbym ten film. Bo tutaj nie mamy do czynienia z kolejnym ciągiem zdarzeń. Nie jest to historia opowiedziana od początku do końca. Niewiele tutaj z treści filmu wynika. Sam Wyrypajew mówił o nim: "Nie słuchajcie tego, co mam do powiedzenia, tylko dajcie się ponieść rytmowi".

            Z treści filmu wiemy jedynie, że jakiś młody mężczyzna (opowiada nam on sam o tym), zabił łopatą swoją żonę. Morderstwa dokonał z tego powodu, że poznał inna kobietę. Miastową. Ładniejszą. I właściwie to wszystko.

            Ale sednem tego filmu nie jest akcja lecz coś innego. Mianowicie, słowo. Słowo mówione. Zabawa słowna. Jak również obraz. Obraz skaczący, nierówny, chaotyczny.

            Z drugiej strony mamy do czynienia z czymś bardzo uporządkowanym. Podzielonym na dziesięć części. Jak dziesięć przykazań. Nie zabijaj. Nie cudzołóż. Szanuj ojca swego i matkę swą. Ale twórca nie chce nas pouczać jak mamy w życiu postępować, czym się kierować. Mamy po prostu się zatopić w jego sztuce i dryfować w różnorodności barw, dźwięków i szkoda, że nie zapachów.

            Film ten należy do takich dzieł sztuki (oczywiście to moje osobiste zdanie), do których należy wracać wielokrotnie, by je lepiej rozumieć. Trzeba je zgłębiać, bo po pierwszym obejrzeniu zbyt wiele szczegółów umyka Trudno je zrozumieć. Uchwycić. Jak choćby to, dlaczego akurat taki tytuł - „Tlen". Tu przychodzi z pomocą sam reżyser. Mówi on w wywiadach, że jego film jest jak tlen i powinniśmy chłonąć go bez refleksyjnie (w końcu równie "bez refleksyjnie" oddychamy).

 

 


            Moja ocena filmu to: więcej niż 7, a może nawet więcej niż 8/10



 



I jeszcze prywatnie dziś, do osoby podpisującej się jako „7 wiatrów" . Nie umiałem pomóc w sprawie filmu Underground. Przykro mi. Ale jeśli mogę coś zasugerować. Coś w rodzaju substytutu. To dziś, a właściwie to jutro o godzinie 1:15 na antenie TVP1 będzie film „Czarny kot, biały kot" To dalsze losy bohaterów jakich można było poznać w Underground. Film w reżyserii tego samego reżysera czyli Kusturicy. I wydaje mi się, że film na takim samym wysokim poziomie.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Martyna Wojciechowska

czwartek, 28 października 2010 20:39


            Do jednego ze swoich programów, Kuba Wojewódzki zaprosił Martynę Wojciechowską. Przyznała się ona, że miała sesje zdjęciowe w gazecie Playboy i CKM. A ja, jak to ja. Popędziłem do Internetu by to odnaleźć. A co znalazłem, to widać poniżej.

 

 

 


            Klękając na pierwsze zdjęcie, oczywiście zobaczysz więcej.



Podziel się
oceń
5
10

komentarze (8) | dodaj komentarz

Bracia

środa, 27 października 2010 20:48


            Macie rodzeństwo? Ja mam brata. Młodszego. Więcej osiągnął ode mnie w życiu. Więcej przeżył. Więcej widział. Więcej ma. Ale to nic. Jest moim bratem. I gdyby czegoś raptem potrzebował, to bez zastanowienia byłbym gotów mu nieść pomoc.


            Sam i Tommy też są braćmi. Sam, to jest ten, któremu w życiu się powiodło. Jest oficerem w wojsku. Kapitanem. Ma dom, żonę, dwie córki. Rodzice są z niego dumni. Z Tommym jest trochę inaczej. Właśnie wychodzi z więzienia na zwolnienie warunkowe. Zrobił jakiś napad na bank. Tommy to lekkoduch. Trochę nerwowy, szalony, ale dający się lubić facet. Taki kumpel.

            Z więzienia odbiera go brat. Wiezie do domu, gdzie ma się odbyć rodzinne spotkanie. Spotkanie to jest jednocześnie pożegnaniem z Samem, bo ten znowu wyjeżdża na misje do Afganistanu. Wraca do swoich żołnierzy.

            Los jednak chciał, że na swojej pierwszej akcji Sam lecący śmigłowcem zostaje strącony. Jego żona, Grace zostaje powiadomiona o śmierci męża. Odbywa się oficjalny pogrzeb. Grace nie pozostaje jednak sama. Ma kochające córki. Teść przychodzi czasami w odwiedziny. I Tommy. Tommy też zaczyna przychodzić. I to coraz częściej. A to pobawi się z dziewczynkami. A to coś naprawi. Przydaje się mężczyzna w domu. Z czasem zaczyna coś iskrzyć między nim i Grace.

            Tymczasem okazuje się, że Sam jednak żyje. Jest w niewoli arabskiej. Bity, przesłuchiwany, torturowany w pewnym momencie zmuszony jest do czegoś okropnego (o czy mówię, to dowiecie się oczywiście z filmu). Ale Sam przeżywa. I co ciekawe, zostaje odbity z niewoli.

            Sam wraca do domu. Do dzieci. Do żony. Ale czuje, że coś się zmieniło. Już nie ma takiego kontaktu z dziewczynkami. Już inaczej patrzy na swoją kobietę. I pojawia się u niego pytanie. Co zaszło między Tommym, a Grace?

            A może to wszystko wina zmian w psychice jakie wywołało traumatyczne wydarzenie z Afganistanu?


            Film „Bracia" to jeszcze jeden obraz mówiący o konsekwencjach jakie niesie za sobą wojna. To rozliczenie z tego co się uczyniło innym. To ciekawy film z interesującym scenariuszem.

            Dobra rola Jake Gyllenhaala. Dobra rola Natalie Portman. Ale nie podobał mi się Tobey Maguire (człowiek-pająk) w roli kapitana wojskowości. Ten bowiem wyglądał raczej na rekruta, niż na zawodowego żołnierza. W filmie, jak dla mnie, dzieci były trochę za dorosłe. Za dobrze grały swoje role. Tak powinno być. Wiem. Ale takie kilkuletnie szkraby... Grace też jest za ładna. Muzyka jest dobra. O to w porządku.


             Amerykański film „Bracia" z 2010 roku to pomysł ściągnięty z Duńskiego filmu powstałego cztery lata wcześniej. Kropka w kropkę, można powiedzieć. Wszystko to samo. Tylko, która wersja filmu jest lepsza? Tego akurat nie potrafię powiedzieć. Obie bowiem, zarówno są bardzo podobne do siebie, a jednocześnie tak inne. Kino amerykańskie kontra europejskiemu.

            Muzyka jest jednak dobra w obu przypadkach. I klimat również. Aktorsko filmy wypadają całkiem nieźle. Zarówno w jednym jak i drugim przypadku, wiele rzeczy jest na wysokim poziomie. Czyli? Czyli warto ten obraz obejrzeć. A najlepiej obie jego wersje.

 

 


 

 

 

 

            Moja ocena filmu (obu filmów) to: więcej niż 7/10.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pająk

wtorek, 26 października 2010 18:39


            Żarty? Głupie żarty? Może. Ale za to, konsekwencje niebywałe.

            Filmik nawiązuje do tego co pisałem o kierowcach. I chyba juz go kiedyś przedstawiałem, ale przecież dobrego nigdy za wiele.


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Terminator 3

wtorek, 26 października 2010 18:32

            A ja wczoraj oglądałem "Terminatora 3". I oglądałem go już po raz enty. I co z tego. Najważniejsze, że znów mi się podobał. I powiem Wam jeszcze, że nigdy nie zapomnę, jakie wrażenie zrobiła na mnie część pierwsza. Było to już dość dawno temu, ale tamto wrażenie z kina... Rzadko trafiają się takie emocje.
            Trzecia część nie jest tak dobra jak poprzednie, ale trzyma poziom. Czwórki nie polecam.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Red

poniedziałek, 25 października 2010 17:36

 

 

             Bruce Willis, Morgan Freeman, John Malkovich  i (królowa) Helen Mirren to gwiazdy filmu "Red". Nie obejrzeć takiego filmu, filmu z taką obsadą to rzecz niepodobna.

            A o czym jest ten obraz? To najzwyklejsze kino akcji. A treść jest tu najmniej ważna. Ważne, że jest dużo strzelaniny, wybuchów, zwrotów akcji no i obsada oczywiście. Staruszkowie spisują się całkiem nieźle.

            Jednak „Red" to nie jest typowe kino akcji, bo trzeba na nie patrzeć... trzeba patrzeć... z przymrużeniem w oka.


 


 

 

            Moja ocena filmu to: mniej niż 6/10


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie straszny będzie nam antyklerykalizm

niedziela, 24 października 2010 18:24


            Cóż znaczy Credo: „wierzę w Ducha Świętego, w święty Kościół powszechny". O rzesz cholera! Dopiero teraz zrozumiałem. Tam jest przecież przecinek, a nie spójnik. To dlatego oni mają takie wysokie mniemanie o sobie.

            Polecam artykuł „Nie straszny będzie nam antyklerykalizm" ks. Adama Bonieckiego.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ku przestrodze

sobota, 23 października 2010 17:51

 

            Jesteś kierowcą? Jeśli tak, to proponowałbym obejrzenie niżej zamieszczonego filmiku. Jeżeli nie jesteś kierowcą, to również możesz, a może nawet powinieneś obejrzeć. Tak dla przestrogi.


 

            Ja jestem kierowcą. Kierowcą amatorem. Kilometrów może dużo nie robię w roku, ale nie w tym rzecz. Powiem jedno. Nigdy nie zdarzyło mi się usiąść za kółkiem będąc w stanie wskazującym na spożycie alkoholu. I dozwolonej prędkości też raczej nie przekraczam. Jeżeli już to nie więcej niż o 10 km/h. Gdy jest zła pogoda, ograniczona widoczność, zawsze jadę wolniej i często wkurza mnie, że inni mnie wyprzedzają, ale cóż, tak jeżdżę i będę jeździł

            A Wy?



            Ale żeby nie było tak pesymistycznie, to zapraszam na jeszcze jeden filmie. Taki potrafi rozśmieszyć każdego. Nawet takiego ponuraka jak ja.

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

W sprawie in vitro Kościół poniósł porażkę.

piątek, 22 października 2010 18:56

W sprawie in vitro Kościół poniósł porażkę.

 

            Tak twierdzi prof. Paweł Łuków, etyk z Instytutu Filozofii UW..

            Więcej na stronie http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,W-sprawie-in-vitro-Kosciol-poniosl-porazke,wid,12777950,wiadomosc.html?ticaid=1b19d&_ticrsn=3


            Mądra, ciekawa wypowiedź. Polecam.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

The Soviet Story

piątek, 22 października 2010 9:02

            Czym był komunizm, wiecie? Naprawdę wiecie!?

           Polska była krajem komunistycznym. Niejeden, pewnie i tak odpowie. Ale czy faktycznie tak było? Ja zawsze twierdziłem, że ten ustrój jaki panował w Polsce w latach 1945-1989, to tylko pewnego rodzaju odmiana socjalizmu. A komunizmu to u nas nigdy nie było. No... można by podyskutować ewentualnie o pierwszych latach powojennych, ale tylko podyskutować, bo to co działo się u nas, jeśli to porównamy do tego co działo się u naszych wschodnich sąsiadów...

            Oglądałem wiele filmów dokumentalnych. Z różnych dziedzin. Niejeden zrobił na mnie duże wrażenie. Niejeden historyczny. I wydawałoby się, że trudno jest mnie już mocno poruszyć. Tym bardziej, jeżeli mowa jest o sprawach już mi znanych. Tym razem jednak jestem poruszony dogłębnie.

             Film dokumentalny „The Soviet Story" wydawałoby się nie jest niczym nowatorskim. Niczym o czym byśmy już wcześniej nie wiedzieli. Przedstawia on bowiem terror jaki zapanował w ZSRR w czasie istnienia tego państwa. Zaczynając od idei Marksa i Engelsa, a kończąc na Pupinie. Jednak forma w jakiej film jest pokazany, liczby tu padające, czasami wydarzenia o których jednak pojęcia nie mieliśmy, wszystko to powoduje, że film oglądamy z rozdziawioną gębą.

            Jak oni mogli tak postępować!? I to ze swoimi obywatelami. Najbardziej nieludzkie postępowanie i to w masowej skali.

            Film produkcji Łotewskiej. Ale tym się nie zrażajcie. Kontrowersyjny, ale to i dobrze. Niektórzy mówią, że zawiera przekłamania. A ja myślę, że w polityce przekłamania są zawsze, bo to wszystko przecież zależy do naszego punktu widzenia. Ale film który Wam dzisiaj chcę polecić, ma olbrzymią zaletę. Otóż on nie pozostawi nikogo obojętnym. Zapewniam

 


 

            Moja ocena filmu to: 8,5/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Początek końca z krzyżami w szkołach?

czwartek, 21 października 2010 14:58

            A w kraju sensacja. Szkoła na Salwatorze zdjęła krzyże ze ścian. To pierwszy taki przypadek w Polsce, gdzie właściciel szkoły ( bo sprawa dotyczy to szkoły prywatnej) odważył się na usunięcie symboli religijnych i przeniesienie ich do salki katechetycznej. Kuria, już zastanawia się, czy czasami nie wycofać katechezy z tej szkoły. Jak oni przecież śmieli tak postąpić!?

            Cały artykuł o tym wydarzeniu możecie przeczytać, klękając na zdjęcie.

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

7 dni

środa, 20 października 2010 18:14

         


            - Nadal uważa pan, że zemsta to właściwe rozwiązanie?

            - Nie.

            - Żałuje pan tego, co pan zrobił?

            - Nie.

 


            Czym jest zemsta? Najczęściej pewnie karą jaką staramy się wymierzyć. Czy jest czymś słusznym? Pewnie nie. A dlaczego? Bo zemsta to odwet. Zemsta to działanie podyktowane emocjami, a nie rozumem. A czy popieramy mścicieli? Raczej nie, ale tak tylko mówimy, bo w duszy, to jesteśmy po stronie samotnych mścicieli.

            Bruno Hamel to młody, zdolny chirurg. Poznajemy go w momencie, gdy akurat wrócił zmęczony z pracy do domu i wysyła on właśnie swoją ośmioletnią córkę, by ta rozniosła do koleżanek i kolegów zaproszenia na zbliżające się jej urodziny. Bruno zasypia. Jego żona wychodzi z domu. I oboje nawet nie zwrócili uwagi, że dziecko nie wróciło na czas. Zresztą, dziewczynka miała zaraz pójść do szkoły.

            Poszukiwania dziecka kończą się dość szybko. Jej ciało policja znajduje w pobliżu. I co ciekawe, sprawcę również szybko odnajdują. Dowody są niezbite.

            Jednak doktor Hamel się tym nie zadawala. 15-20 lat więzienia za taką zbrodnię! Toż on zgwałcił i zamordował, tak kochane dziecko, i zasługuje na coś gorszego niż wikt więzienny. Doktor Hamel, więc porywa z więziennej furgonetki podejrzanego i przewozi w odosobnione miejsce. Tu dokona się zemsta. Zbrodniarz ma posmakować na własnej skórze, co to znaczy cierpienie. Tortury będą trwały przez siedem dni, to jest do dnia, w którym miały się odbyć uroczystości urodzinowe małej Jasmine.

            Cholera! Mocny film. I tu się nikt nie uśmiecha, tak jak w poprzednim obrazie, który Wam polecałem. Tu cały czas czujemy napięcie. Co wrażliwsi widzowie mogą z jego powodu zaciskać pięści, bo film naprawdę przykuwa do fotela. Gdy oglądamy dzień po dniu akt zemsty, to często nie wiemy już po której stronie się opowiedzieć. Są bowiem momenty, gdy żal nam się robi zbrodniarza. A może to nie on jest tym okrutnikiem? A doktor? Jak on sobie radzi psychicznie z tym w czym bierze udział?

            Bruno Hamel nie kryje się z tym co zrobił. Telefonuje do żony, telefonuje na policję. On wierzy, że to co robi jest słuszne. Jednak nie znajduje zrozumienia. U policjantów zresztą pewnie go nie szukał. Co innego u żony. Ale i ta mówi mu, że źle robi. To wywołuje u niego wściekłość. Do jeszcze większego szału dochodzi, gdy matka innej z ofiar mówi mu, że źle postępuje. Czy nikt go nie wspiera? No, jest jedna osoba. Pracownica stacji benzynowej. Ale to tylko osoba postronna.

             „7 dni" to film pełen dramatu. Dramatu wszystkich postaci tu występujących. To film bardzo oszczędny  w swojej formie. Pewnie niewiele pieniędzy na niego wydano bo nie ma tutaj pościgów, samochodów, efektów specjalnych... Scenografia oszczędna, muzyka również. Dialogów jest niewiele. Co ciekawe, torturujący chirurg właściwie nie odzywa się do torturowanego. Przychodzi, robi swoje i wychodzi. Ale jest dramat. Jest napięcie. I jest kilka spraw, które mogą dać widzowi trochę do myślenia.


            Moja ocena filmu to: 8/10. Dużo.

 

 

 




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Była sobie dziewczyna

wtorek, 19 października 2010 10:06

             Jenny jest ładna. Do tego jest zdolna i inteligentna. Jest lubiana przez koleżanki w szkole, gra na wiolonczeli, ma kochających ją rodziców. Przyszłość, jak na owe czasy oczywiście, stoi przed nią otworem. I można powiedzieć, że nic jej nie brakuje. Przydałby się może jedynie jeszcze książę z bajki. I co ciekawe, takowy się pojawia..

            David pojawia się jakby zupełnie z nikąd. W zupełnie nieoczekiwanej chwili. Jest zabawny, inteligentny, wszystkich potrafi od razu sobie zjednać. I do tego jest bogaty, przystojny. Prawdziwy światowiec.

            I jakżeż taki mężczyzna nie miałby zawrócić w głowie szesnastolatce. Zawraca. Tym bardziej, że koleżanki zazdroszczą. Zazdroszczą nauczycielki. A nawet rodzice są zachwyceni

            Uczucie Jeeny rozkwita, bo David jest dżentelmenem. Dżentelmenem na wskroś, tylko skąd on ma te pieniądze?

            Powiem Wam tak. W natłoku filmów akcji. Gdzie wszystko strzela, a trup ściele się gęsto. W natłoku filmów, których treść zapominamy na drugi dzień. W tym natłoku, pojawiają się takie perełki na które patrzymy z zauroczeniem i z przyjemnym uśmiechem na twarzy. Tu akcja nie pędzi w szalonym tempie. Wiele rzeczy jest przewidywalnych, ale takie filmy jak „Była sobie dziewczyna" to prawdziwy balsam dla duszy.

            Film mądry. Dobrze zagrany i jak zdążyłem przed chwilą zauważyć, obsypany nagrodami że hej. Serdecznie polecam. Pozycja obowiązkowa.



            Moja ocena filmu to: 8/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

"Świnki" i takie inne różne sprawy.

niedziela, 17 października 2010 10:14


            W filmie „Konopielka" jest taka scena gdzie Kaziukowa posyła swojego syna do szkoły. Przed wyjściem mówi mu aby ten, jak będzie mu kapało z nosa, wycierał go w rękaw. A dlaczego w rękaw? To proste. Jak tłumaczy dziecku matka, chusteczki szkoda.

            Wczoraj w wiadomościach pokazywali jak nasza para prezydencka gościła w Watykanie. Nieodzownym punktem wizyty, było oczywiście odwiedzenie grobu papieża Jana Pawła II. To zrozumiałe. Zrozumiałym jest dla mnie również to, że nasza pierwsza dama się wzruszyła. Normalna sprawa. Każdy ma prawo do swojej chwili słabości. Pierwszej damie zakręciła się łezka w oku i z noska też zaczęło coś kapać. I wtedy ona, czyli pierwsza dama Rzeczypospolitej zaczęła palcami, rękami wycierać nos. Tak po... prostacku. A może chusteczki było szkoda?



            Oglądałem też wczoraj „Mam talent. No a ja... no cóż. Ja jestem normalny.



            Ale ja dziś, nie o tym. Dziś, chciałbym nawiązać jeszcze do komentarzy jakie otrzymałem do wpisu o grze w słoneczko i odpowiedzialności. Wiele osób skrytykowało mnie, za to, że śmiałem wysunąć tezę, o odpowiedzialności kościoła za zaistniały stan rzeczy. A gdzie są rodzice, grzmieli ludzie w komentarzach, do tego co napisałem. Przecież to rodzice są odpowiedzialni za wychowanie swoich dzieci.

            Nigdy nie zdejmowałem winy z rodziców. Zawsze jednak mówiłem, że nie tylko oni ponoszą odpowiedzialność. Dlaczego? Twierdzę, że rzadko są oni przygotowani do obowiązków jakie na nich spadły. Nie umieją oni sobie z nimi poradzić. Nie wiedzą jak. I dlatego odpowiedzialne są i instytucje. W tym też kościół.

            Rodzice Tomka mieszkają w bloku, w jednym z przygranicznych (z Niemcami) miasteczek. Wraz z nimi mieszka również ich starsza córka, która właśnie przygotowuje się do matury. Nauka jej za bardzo nie idzie, zresztą i tak wciąż mówi, że niedługo wyjedzie do Anglii, albo do Niemiec. Ojciec Tomka jest bezrobotny. Czasami dorobi jakieś pieniądze pracując jako trener chłopięcej drużyny piłkarskiej. Matka pracuje jako pielęgniarka w pobliskim szpitalu. Szpitalu który, jak głoszą plotki niedługo zostanie zlikwidowany. A sam Tomek? No cóż, Tomek ma szesnaście lat. Jest inteligentny, zdolny. Ma ambicie i zainteresowania. Dobrze włada językiem niemieckim. Często zatrudnia się przy pomocy w handlu, pomaga siostrze w nauce, udziela się na religii i w sporcie. A ponad to, marzy o stworzeniu szkolnego obserwatorium astronomicznego. Astronomia to jego hobby.

            Kiedyś, będąc na dyskotece (rzadko tam bywa, to nie jest w jego naturze) poznaje młodą dziewczynę, Martę. Skromny, cichy chłopak i dziewczyna która chciałaby więcej. Nic z tego nie powinno wyniknąć, ale jak to powiadają, krew nie woda. A Tomek jest już w tym wieku, że zaczyna się interesować i drugą płcią. Ale Marta do życia podchodzi lekko. Chce się bawić, chce nowych ciuchów, i chce również nowe licówki. A to wszystko ma opłacić oczywiście Tomek. A skąd on ma na to wziąć.

            Ale od czego są koledzy. Tomek ma dobrego kolegę „Ciemnego". A Ciemny nieźle zarabia. Czym się zajmuje? Otóż spotyka się wieczorami z różnymi bogatymi mężczyznami i... reszty nie dopowiem. W każdym bądź razie i nasz bohater również zaczyna parać się tymi sprawami. Najpierw z obrzydzeniem, ale później i zaczyna piąć się w tym biznesie.

            Jednak to wszystko dobrze się nie może skończyć. A szkoda. Bo to był zdolny chłopak. I rodzice byli przy nim i ksiądz, nawet nauczyciele i koledzy... Szkoda.

             Historia jaką tu opisałem, to historia wzięta z polskiego filmu w reżyserii Roberta Glińskiego „Świnki". Film może nie najwyższych lotów, ale poruszający bardzo ważne sprawy. Mówiący o naszej młodzieży i jej wychowani. Jej szansach na przyszłość czyli być może i o naszej przyszłości.

            Aktorsko też film nie najlepiej obsadzony. Główny bohater wygląda raczej na trzynastolatka niż na szesnastolatka. Jego dziewczyna to też dziecko i to słabo grające. Lepiej wypadły za to role drugoplanowe, ojca czy też Ciemnego. Jeśli więc oczekujemy filmu na wysokim poziomie, to możemy się trochę zawieść, natomiast jeśli chcemy czegoś co daje nam coś do przemyślenia, to polecam

 


            Moja ocena filmu to: 6/10 Może trochę dużo, ale ja nie żałuję czasu mu poświęconego.





            Przewodniczący Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. bioetycznych abp Henryk Hose w wywiadzie jaki udzielił PAP oświadczył, że posłowie którzy świadomie poprą ustawy dopuszczające metodę In Vitro, automatycznie są poza wspólnotą Kościoła.

            Popieram.

            A teraz należy być konsekwentnym i powiedzieć, że każdy obywatel, który jest zwolennikiem tej metody również jest poza kościołem. A tym bardziej ci, którzy tą metodę stosują, też są poza kościołem I lekarze i pacjenci. Matki i dzieci.

            Wszak jeśli powiedziało się A, trzeba i powiedzieć też B.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Machete

sobota, 16 października 2010 16:28

            Był kiedyś (wcale nie tak dawno) taki film „Sin City" w reżyserii Roberta Rodrigueza. Świetna rzecz i nawet ci którzy nie przepadają za komiksami z wielkim szacunkiem podchodzili do tego obrazu. Teraz niedawno, tenże reżyser wziął się znowu za robotę i do swojego nowego „dzieła" zatrudnił takie gwiazdy jak: Robert de Niro, Steven Seagal, Jessica Alba, Michelle Rodriguez (też ładna) czy też w roli głównej grającego Dannyego Trejo.. I wydawało się, że film może być świetny. No ale tylko, wydawało się.

             Rodriguez wyreżyserował i napisał scenariusz do filmu „Machete". Tym imieniem zwie się meksykański, były stróż prawa. Były policjant który zadarł z narkotykowym bosem i ze skorumpowaną policją. Teraz walczy z nimi i obcina głowy za pomocą swojej maczety. I nie straszna mu broń palna. On obcina głowy, wyrywa wnętrzności i radzi sobie w każdej sytuacji i z każdym przeciwnikiem. Nie straszny mu nawet sam Seagal, który tym razem gra zły charakter.

 

 


            Wierzę, że są zwolennicy takiego kina tym bardziej, że aktorzy sprawili się całkiem nieźle.Ja jednak do nich nie należę (mówię o zwolennikach, nie aktorach). Filmu więc nie polecam i daję mu słabą ocenę. Góra 3,5/10. A szkoda, bo mogło to być z tego coś lepszego. Widać spoiwa zabrakło. A może się mylę?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  4 960 066  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4960066
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12715
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3415 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl