Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Colombiana

poniedziałek, 31 października 2011 10:49

 

             Takie rzeczy, takie filmy to tygrysy lubią najbardziej. No, może nie wszystkie tygrysy i nie najbardziej, ale zawsze takie rzeczy się podobają. Filmy gdzie motywem przewodnim jest zemsta po latach za doznane w dzieciństwie krzywdy. A tym bardziej musi się to podobać gdy w głównej roli występuje piękna kobieta. Kobieta mściciel.

            Cataleyę Restrepo poznajemy gdy ona ma około dziesięciu lat. Okrutny szef mafijny, niejaki Don Luis wysłał właśnie swoich ludzi by ci zabili rodziców naszej bohaterki. Nawiasem mówiąc, też członków jakiejś tam mafii. Cataleya jest świadkiem tych zdarzeń, a za chwilę i ona ma stać się trupem. Jednak ona zaczyna uciekać, zraniwszy dotkliwie jednego z agresorów. Scena ucieczki. Kapitalna scena w której kilkoro dorosłych facetów goni dzieciaka, a ten w bardzo wymyślny sposób gubi trop i umyka prześladowcom. Bajka? Ale to nic.

            Cataleyę widzimy później jak dociera do Ameryki, do swojego wujka, który się nią zaopiekuje. Ale świat w którym żyje jej cała rodzina to świat przestępczy. Jej jednak to nie przeszkadza, bo ona chce zostać w przyszłości zabójcą.

            I tak też się staje. Zawodowym doskonale skutecznym zabójcą zostaje młoda, piękna kobieta. Zlecenia wykonuje bezbłędnie. W swojej profesji jest doskonała, a w międzyczasie dokonuje prywatnej zemsty na zabójcach swoich rodziców. Zaczyna od tych drobniejszych uczestników zbrodni, by zakończyć na samym  Don Luisie.

            „Columbiana” to typowy film akcji. Takie kino klasy B. Mnóstwo pościgów, wybuchów, strzelaniny itd. Ale to się dobrze ogląda, choćby z tego względu, że w roli głównej obsadzono Zoe Saldanę. Całkiem ładną, w przyszłości może potrafiącą zastąpić Angelinę Jolie, aktorkę. I nie oczekujmy po tym filmie jakichś głębszych myśli. Nie o to tu chodzi. Za to dobrej, lekkiej rozrywki, powiedzmy na sobotni wieczór, dostajemy tu sporo.

 

 

 

            Moja ocena filmu to: Mimo wielu negatywnych opinii, ja dam 7/10, bo jak na ten gatunek filmowy to jest to właśnie to, czego oczekiwałem.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ksiądz egoista.

niedziela, 30 października 2011 12:26

 

 

 

            Tak, tak. Wiem. Ten klip filmowy, wyborczy, jest trochę na wyrost. Ale pomyślałem sobie, że tylko trochę. Dlaczego? Otóż nie wiem, czy też słyszeliście, że niejaki ojciec Rydzyk (zakonnik, nawiasem mówiąc) planuje teraz budowę Aquaparku i do tego jakiegoś spa.

            Ma już swoje radio, telewizję, prasę, ma też swoje uczelnie wyższe, a teraz przyszła kolej na Aquapark. Co będzie dalej, nie wiem, ale ja obstawiam… kasyno. Bo czemu i nie. Ludziom należy się przecież rozrywka. Zwłaszcza po ciężkiej pracy i modlitwie pójście do takiego kasyna, które byłoby własnością ojca zakonnika… i z krzyżem na ścianie. Wszystko jest dla ludzi.

            Jeśli dobrze sobie przypominam z historii, to byli już tacy. I nie tylko zakonnicy, bo nawet sami biskupi, co to nawet posiadali domy publiczne, a nie jakieś tam takie kasyna. Wszystko więc przed Rydzykiem. Alleluja i do przodu.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kowboje i obcy.

sobota, 29 października 2011 16:14

 

             Zrobiłem to z… z sentymentu. Tak. Chyba z sentymentu. Do fantastyki, do westernu, do przygody. W końcu z sentymentu do samego Harrisona Forda. I naciąłem się. Powinienem się tego spodziewać, jednak w swojej naiwności miałem nadzieję, że będzie to coś lepszego.

            “Kowboje i obcy” to ani western, ani film sf, chociaż i jednych i drugich elementów charakterystycznych dla tych gatunków jest tu co niemiara. Jakoś nie spodobało mi się to połączenie, i już. Jak dla mnie, film ten jest bardzo przeciętny i oceniam go nisko. Nic więcej do tego nie dodam. Szkoda słów.

 


 

            Moja ocena filmu to: 4/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ranczo miłości

czwartek, 27 października 2011 18:11

 

             Na obejrzenie filmu „Ranczo miłości” zdecydowałem się właściwie z jednego tylko powodu. Chodzi mi o obsadę głównych ról. Helen Mirren Joe Pesci. To oni przyciągnęli mnie by spędzić blisko dwie godziny przed ekranem.

            Film nie ma zbyt entuzjastycznych recenzji i nie jest pewnie zbyt znanym obrazem, niemniej jestem całkiem pozytywnie nim zaskoczony.

            Jest to historia starszego już małżeństwa które prowadzi pierwszy legalny dom publiczny w latach siedemdziesiątych, w Nevadzie. Niby się nic ciekawego w ich życiu się nie dzieje (trochę panienek na ekranie i niewiele golizny). Popadli już w rutynę. Mają swoją ekipę, dziewczynki, ochroniarze, zwolennicy i przeciwnicy tegoż interesu. Większe problemy ze skarbówką niż policją, bo tych drugich dobrze się opłaca. Mózgiem przedsiębiorstwa jest ona – Grace Bontempo. On – Charcie robi za to wrażenie. Nie, oczywiście że nie swoją posturą, tylko energią, która go rozsadza. Pomysłowością i oczywiście skokami w bok.

            Grace to wszystko widzi, o wszystkim wie, ale zawsze przymyka oczy na słabostki męża. Pewnego jednak razu nawet ją zaskoczył swoją nową decyzją. Swoją zachcianką. Zainwestował właśnie pieniądze w… w boksera. W Armando Bruzę pochodzącego z Argentyny. Wykupił jego długi i już oczami wyobraźni widzi jak dzięki temu sportowcowi będzie się kręcił nowy biznes.

             Armando zaczyna więc treningi i zaczyna mieszkać na ranczu państwa Bontempo. Tu jak wiadomo niejedna okazja może się trafić. Młodość przecież ma swoje prawa. Nasz bokser jednak zaczyna smalić cholewki do starszej pani.

            Czym to się skończy, oczywiście Wam nie powiem, w każdym bądź razie film nie jest wcale taki zły. Pesci mi się podobał. Mirren trochę mniej, a cała historia na początku trochę mdła ale później się rozkręca. A jaki wniosek z tego filmu? Miłość chadza różnymi ścieżkami i nigdy nie wiadomo kiedy do was może zajrzeć. Ponownie zajrzeć.

 

 

 

 

            Moja ocena filmu to takie dość silne 6/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.

środa, 26 października 2011 21:15

 

            W jednym z wywiadów, dzisiaj w pewnych wiadomościach, poseł Żelichowski zacytował fragment tekstu piosenki Wojciecha Młynarskiego „Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy”.

            Postanowiłem sobie ją zaraz poszukać i przypomnieć. I oczywiście zaprezentować Wam również.

            Oto ona, w wykonaniu Anety Mrówczyńskiej.

 



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Krowa

środa, 26 października 2011 21:08

 

            Za zgodą Czwartej żony, (u niej właśnie to przeczytałem) prezentuję moim czytelnikom dowcip. Dowcip opowiadany swego czasu przez Andrzeja Poniedzielskiega. Prawdziwy majstersztyk. Polecam, ale uprzedzam. Jest on dość długi i… specyficzny. Taka perełka wśród dowcipów. Oto on. Zerżnięty dosłownie.

 

Byli sobie gospodyni i gospodarz na jakiejś zapadłej wsi. Biedni byli, dniem codziennym żyli. I któregoś dnia ze starości zdechła im krowa - ich jedyna żywicielka. Przez wiele miesięcy zbierali grosz do grosza, odmawiali sobie wszystkiego żeby na nową krowę nazbierać. Uzbierali tysiąc złotych. Trochę mało, żeby krowę kupić ale gospodarz w nadziei, że może jakąś kulawą uda mu się znaleźć zaprzęgł konia do furmanki i w dzień targowy pojechał do miasta. Chodzi po tym targu, różne krowy ogląda, ale za wszystkie chcą więcej niż tysiąc złotych. Znalazł jedną za tysiąc dwieście, próbował coś utargować, ale nie udało się.

 

Gospodarz nie załamał się tylko za tydzień pojechał po raz kolejny, w następnym tygodniu jeszcze raz, a potem jeszcze raz. I kiedy już wspólnie z gospodynią chcieli zrezygnować z zakupu na targowisku pojawił się człowiek, który miał do sprzedania krowę i nie chciał za nią więcej niż tysiąc złotych. Gospodarz ucieszył się, ale podejrzliwość go naszła, bo krowa wyglądała na zdrową i dorodną, nie rozumiał dlaczego kosztuje tylko tysiąc złotych. Pyta więc sprzedawcę:

 

- Panie, a dlaczego ta krowa kosztuje tylko tysiąc złotych?

- No bo jest z Bydgoszczy.

- A jakie to ma znaczenie, że z Bydgoszczy?

- Niby nie ma, ale ja uprzedzam, że ona jest z Bydgoszczy.

- Panie, ale mleko daje?

- Daje.

- A dobre mleko?

- Dobre.

- To może jeść chce coś wymyślnego?

- Nieee, normalnie trawę je, siano, wodę pije.

- No to nie rozumiem dlaczego tylko tysiąc kosztuje.

- No tłumaczę Panu, bo jest z Bydgoszczy.

 

Chłop więcej nie dopytywał tylko przywiązał krowę do woza, zapłacił tysiaka i wraca do domu. Gospodyni wita go radośnie, bo widzi, że chłop w końcu z krową wraca.

 

- Jak to dobrze, że udało Ci się kupić w końcu tę krowę. Bardzo się targowałeś?

- Nic się nie targowałem.

- Jak to? Tak od razu ktoś za tysiąc krowę sprzedawał?

- A no tak!

- Tak tanio? Dlaczego? Wygląda na zdrową.

- No bo ten co sprzedawał, to powiedział, że ona z Bydgoszczy jest i dlatego.

- A jakie to ma znaczenie, że z Bydgoszczy? Mleko daje?

- Daje.

- To może je coś szczególnego?

- Nieee, je to co wszystkie krowy, wodę pije.

- No to niech sobie będzie skąd chce. Ważne, żeby żywić nas mogła.

 

Po jakimś czasie gospodarz postanowił rozmnożyć krowę, tzn. cielaczka chciał mieć. Dogadał się z sąsiadem, który miał byka, że któregoś dnia zorganizują małą randkę. Jeden z nich wziął na postronek krowę, drugi byka i wyprowadzili na łąkę. Wzięli do tego słoik ogórków, butelczynę, siedli na miedzy i czekają na rozwój wydarzeń.

 

Byk podchodzi do krowy, już już prawie na nią wlazł... ale krowa dwa kroczki do przodu i nic z tego nie było. No to byk kolejny raz się przymierza, a krowa dwa kroczki do przodu... i znowu nic nie wyszło.

 

Panowie doszli do wniosku, że dzisiaj para nie jest w romantycznym nastroju i umówili się na kolejną 'randkę'. Znowu wzięli ogórki, flaszeczkę, usiedli na miedzy i obserwują.

 

A tu jak ostatnio. Byk się zabiera, a krowa dwa kroczki... Więc umówili się na kolejną 'randkę' i jeszcze kolejną. Gospodarze prawie w alkoholizm popadli. Na ostatnich spotkaniach to byk nawet na krowę patrzeć nie chciał i oboje skubali trawę na dwóch różnych końcach łąki.

 

W końcu sąsiad przy końcu butelki pyta:

- Słuchaj, a może ona jest z Bydgoszczy?

- No z Bydgoszczy! Skąd wiesz????

- Aaaa tak się domyśliłem, bo moja żona też jest z Bydgoszczy.

 



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Polowanie

wtorek, 25 października 2011 18:13

 

            Franck Adrien przez ostatnie swoje lata mieszka w… w więzieniu. Nie, nie. Żeby było jasne. Nie mieszka on tam dobrowolnie. Odsiaduje on tam wyrok za napad na bank. Ale niedługo ma wyjść i to go cieszy. Cieszy go jeszcze to, że po drugiej stronie, czekają na niego jego żona i córeczka I cieszy go również to, że łup z napadu jest jeszcze jego i nikt nie wie, gdzie on jest ukryty.

            Ale żeby nie było tak pięknie. Franck w więzieniu ma wroga. Jest nim były wspólnik, który domaga się wydania łupu. Problemów z nim jest co niemiara, bo wspólnik jest niecierpliwy i agresywny. Wszyscy o tym wiedzą, więc trzymani ci panowie są z daleka od siebie, ale niebezpiecznych sytuacji nie daje się jakoś uniknąć.

            Z tego względu, że Franck jest spokojny z natury, do jego celi przydzielony zostaje Jean-Louis Maurel. Człowiek wydawałoby się delikatny, miły, grzeczny, ale podejrzany o molestowanie nieletnich. Takich w więzieniu się nie lubi. Oj, nie lubi. I z tego to powodu pewnej nocy do celi wchodzi kilku zbirów. Franckowi każą wyjść na zewnątrz, a oni zaczynają zabierać się za Maurela by pokazać mu porządek rzeczy jaki jest.

            Nasz bohater stojąc na korytarzu czuje się bezradnym. Zdaje sobie sprawę, że wszystko to odbywa się za wiedzą strażników i nie wie co począć. Burzy się w nim krew i jednak postanawia działać. Wkracza do celi i mówi dość tego! Wszystko kończy się tym, że trafia na urazówkę. Musiał oberwać. A do tego dostaje przedłużenie wyroku. Maurel jest mu oczywiście bardzo wdzięczny za ratunek, próbuje się z nim nawet zaprzyjaźnić. Nie trwa to jednak długo, bo zarzuty mu stawiane zostają wycofane i wychodzi on na wolność.

             I w tym momencie, można powiedzieć, dopiero zaczyna się film „Polowanie” ( La proie). Dlatego, że pobitego Francka odwiedza pewien policjant, który twierdzi, że jest przekonany o tym, że Maurel to bardzo niebezpieczny typ. Prawdziwy psychopata. A Franck właśnie co wyjawił mu kilka drobnych tajemnic. Co więc począć? Czy i jak ratować swoich bliskich? Nie ma wyjścia. Trzeba więc zbiec z więzienia.

            Franck więc ucieka. Biegnie. Oj często on biegnie w tym filmie. Ale to nie szkodzi. Film Erica Valette ogląda się całkiem przyjemnie. To typowe kino akcji. Kino pościgu, gdzie główny bohater jest ścigany przez policję, a jednocześnie sam goni innego złoczyńcę. Ten obraz produkcji francuskiej może się podobać. Przypomina trochę produkcje z lat siedemdziesiątych. Obraz do obejrzenia na raz, ale myślę, że warto go polecić.

 

 

 

            Moja ocena filmu to: 6,5/10, a może nawet 7/10.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Piętno przeszłości

niedziela, 23 października 2011 10:19

 

            "Moja żona mawiała, że są dwa typy ludzi. Jedni gonią za przyjemnością, drudzy uciekają przed bólem. Może ma rację. Nie jestem pewny, ale wiem, że przyjemność pozwala zapomnieć, ale ból zmusza by mieć nadzieję. Mówisz sobie, to nie może trwać wiecznie. Dziś będzie inaczej. Może coś się zmieni."

             To końcowe słowa z filmu „Piętno przeszłości” w reżyserii Johna Polsona. Filmu opowiadającego o młodym chłopaku Ericu Komenko, który właśnie wychodzi z więzienia, a dokładniej z poprawczaka. Erick trafił tam za zamordowanie swoich rodziców. Z powodu tego, że zbrodni dokonał jako nieletni, teraz zaledwie po kilku latach odsiadki ma szansę powrotu do społeczeństwa. Po wyjściu na wolność, chłopak chciałby wrócić do normalnego życia. Ale czy na pewno?

            Może tak, a może nie. Przeszłość bowiem ciągnie się za nim. I w jego psychice i w postaci dwóch osób. Jedną z nich jest młoda dziewczyna Lori Cranston. Parę lat wcześniej Lori była potajemnym świadkiem tego co Erick zrobił z inną dziewczyną nad rzeką. Od tej pory jest ona przesiąknięta tamtym widokiem.  Gdy chłopak wychodzi na wolność ona zaprzyjaźnia się z nim i razem wyruszają samochodem w podróż. Dla niego ta znajomość jest trochę uciążliwa, wymuszona, ona jednak jest w nim obsesyjnie zauroczona.

            Komenko ma jednak jeszcze jeden problem. Jest nim porucznik Crisofuoro (Russell Crowe). Emerytowany policjant nie wierzy w zmianę chłopaka. Uważa, że ten znowu będzie zabijał, bo taką ponoć ma naturę. Po wyjściu więc młodzieńca na wolność, ten jedzie za nim ślad w ślad szukając tylko pretekstu by móc go aresztować

            W filmie padają jeszcze jedne słowa, które mi utkwiły na chwilę w pamięci. „Wiem, że tego nie zrobiłeś, ale ty tu należysz”. Właśnie. Czasami z nami, ludźmi, tak właśnie jest. Bez naszej woli, bez naszej winy jesteśmy tam gdzie jesteśmy. W takim domu, w takiej pracy, w takim mieście czy też rodzinie. Przynależymy do tego świata, tej kultury, religii czy też rodziny.

            „Piętno przeszłości” to może film nie najwyższych lotów. Thriller, kryminał, dramat psychologiczny – trzy w jednym. To film gdzie nie ma wielkiego napięcia, szybkiego tempa akcji, ani rewelacyjnych scen pościgu czy też pięknych zdjęć. Ale jest klimat. I są też pytania, które można sobie po jego obejrzeniu stawiać. To taki film, nad którym można, a nawet warto się chwilę zastanowić.

 

 

            Moja ocena filmu to: 6,5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pary

sobota, 22 października 2011 21:05

 

            Cudowne zdjęcie. Młodość, miłość, swoboda… wszystko tu jest. Jejku jak ono mi się podoba. Od ładnych kilku dni mu się przyglądam i przyglądam i oczu oderwać nie mogę. Urocze.

            Zatytułowałem je po swojemu – Pary. Jak myślicie, dlaczego?

 



Podziel się
oceń
3
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Paths of Hate.

sobota, 22 października 2011 8:23

 

            Esencja nienawiści.

            Niewiele oprócz tego można powiedzieć, po obejrzeniu tegoż filmiku zrobionego przez młodych uzdolnionych Polaków. Niewiele, a to dlatego, że on po prostu zapiera dech w piersiach. Fantastycznie zrobiony, fantastycznie oddający napięcie, nastrój. Po prostu, esencja nienawiści człowieka do człowieka. Zobaczcie to koniecznie.

 

 

 

            Moja ocena: Jak dla mnie to jestem w stanie dać nawet 9/10. Za pomysł, formę, treść…

 

 

            A na dokładkę, jeszcze rozmowa z twórcą.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ósma strona.

piątek, 21 października 2011 9:35

 

             „Ósma strona” to nietypowy film szpiegowski. Dlaczego nietypowy? Bo nie mamy tu do czynienia z młodymi, wysportowanymi i radzącymi sobie ze wszystkim trudnościami szpiegami. Za to główny bohater, Johnny Worricker, agent MI5 jest już w wieku emerytalnym. Jego przełożeni również. Pojawiają się co prawda i młodsi bohaterowie, ale to tylko postacie drugoplanowe.

            Na niecodzienność kina szpiegowskiego składa się również to, że film ten jest całkowicie pozbawiony takich elementów jak pościgi, ucieczki, strzelaniny, nowoczesne gadżety czy co tam jeszcze. Telefon komórkowy, komputer, zwykłe samochody i przepisowa jazda nim to właściwie cały sprzęt naszych agentów. Jedyny nieboszczyk jaki pojawia się w trakcie filmu to taki który umiera na zawał z przyczyn naturalnych.

            Cóż więc to, za film szpiegowski? Jednym słowem mówiąc – niecodzienny. Niecodzienny i można powiedzieć, bardzo przegadany. Bo na dialogach oparty w 95 procentach. Niejednego widza może znudzić, ale jeśli ktoś lubi intrygę, a ma już dosyć sieczki jaką serwuje nam kino amerykańskie, produkcją Davida Hare może być usatysfakcjonowany. Bo „Ósma strona” to technicznie bardzo dobrze zrealizowany film. Dobry scenariusz, dobra gra aktorska, świetne zdjęcia i taki angielski klimat. Taka ich przysłowiowa flegma. Ale to się faktycznie dość dobrze ogląda. To wciąga.

 

 

 

           Moja ocena filmu to: 7/10.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Działo sie u Lisa.

czwartek, 20 października 2011 11:26

 

            Robert Leszczyński w ostatnim programie „Tomasz Lis na żywo” powiedział, że ten Dżin wylazł już z butelki i on do niej już nie wróci. Miał na myśli konflikt między Kościołem i społeczeństwem.

            W programie wzięli udział oprócz Lisa i wspomnianego już Leszczyńskiego, Biedroń – już właściwie poseł, profesor Środa, profesor Niesiołowski, eurodeputowany Cymański, jakiś ksiądz i ten poseł… czarnoskóry. Nie pamiętam nazwiska.

            I zaczęło się dziać. Jedni przekonywali drugich, a nikt nie chciał posłuchać i zrozumieć. Czyli jak zawsze. Moim skromnym zdaniem jednak młodzi mieli rację. Krzyż powinien być zdjęty ze ściany Sejmowej Sali Obrad . To nie miejsce dla niego. Księża powinni zająć się sprawami wiary, a nie politykować. A tak ogólnie mówiąc, ma się wrażenie, że idzie nowe. Nie wiadomo, czy dobre, ale nowe.

            Politycy którzy od lat zasiadają w ławach sejmowych są zachowawczy, maja skostniałe myślenie, a każda ich decyzja jest zaraz odsyłana do poprawki. A tu, jak pokazali ludzie pokroju Leszczyńskiego czy Bedronia idzie młodość, młodość, młodość… I jak na razie Ruch Palikowa ma moje małe poparcie.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Prześwietlamy majątek kościoła.

środa, 19 października 2011 9:35

 

            Kler (świadomie piszę kler, a nie Kościół) w Polsce domaga się teraz 1% z podatku dochodowego państwa. Nie mam pojęcia z jakiej to racji, jakim prawem domagają się tych pieniędzy, ale sami od siebie tłumaczą oni to tym, że są w stanie wyrazić zgodę na likwidację Komisji Majątkowej, której celem jest „zwrot” majątków kościelnych. Łaskawcy rąbani.

            W Komisji Majątkowej do rozstrzygnięcia pozostało około 150 spraw spośród 3063 złożonych wniosków. Chodzi przeważnie o grunty na Ziemiach Odzyskanych, które należały kiedyś do III Rzeszy. Nie dziwi mnie więc, że klerowi Komisja ta już specjalnie nie jest potrzebna. Pozostało zaledwie 5% całości do przejęcia. I to te najbardziej trudne i kontrowersyjne bowiem poniemieckie, a nie polskie.

            Coś więc trzeba było wymyślić aby dalej można było paść swoje brzuchy na biedzie polskiego narodu. Wymyślono więc owy 1 %. Niby się nie dużo, ale jak twierdzą ekonomiści, to znacznie więcej niż to co dawała owa, pożal się Boże nad Polską, Komisja.

            Cholera jasna. Szlag mnie trafia jak słyszę takie rzeczy. Czy Was też? Jeśli tak, a chcecie się jeszcze bardziej podenerwować, to przeczytajcie sobie artykuł „Prześwietlamy majątek kościoła” zamieszczony na łamach Polityki.

            Pasożyty, pijawki i wszystko co najgorsze. Takie słowa cisną mi się na usta mając przed oczami jakiegokolwiek księdza. Może to niesprawiedliwe, ale instytucja jaką oni reprezentują właśnie taka jest. Złodziejska.

            A ja, ja zaczynam pomału żałować, że jednak nie poszedłem głosować. I że nie zagłosowałem na Ruch Palikowa. Może dzięki temu miałby o jednego posła więcej. Na pohybel klerowi.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Marzenie

wtorek, 18 października 2011 11:00

 

            Marzenia! Co jesteście w stanie zrobić, by się zrealizowały? Ile jesteście gotowi poświęcić?. Myślicie, że wiele? Jeśli tak, to obejrzyjcie sobie poniżej zamieszczony filmik. Tu dopiero widać determinację w realizacji tego co wydawałoby się niemożliwe. A że filmik jest rysunkowy… no cóż. Jest jaki jest, ale jak dużo daje do myślenia.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wyspa Świętego Mateusza

poniedziałek, 17 października 2011 10:02

 

            Latem 1944 roku na Wyspę Świętego Mateusza położoną 300 kilometrów od brzegów Alaski przypłynął statek amerykańskiej straży przybrzeżnej. Przywiózł 19 mężczyzn (mieli obsługiwać radiostację nawigacyjną) oraz 29 reniferów. Zwierzęta były rezerwą pożywienia na wypadek kłopotów z dostarczeniem żywności statkiem. Po kilku miesiącach straż przybrzeżna zamknęła jednak radiostację i ludzie wrócili na ląd. Zwierzęta pozostały.

            Wyspa okazała się dla nich rajem. Brak drapieżników, dobry klimat a przede wszystkim 10-centymetrowa warstwa porostów, które rozwijały się tam od tysiącleci, sprzyjały wzrostowi populacji. Kiedy po trzynastu latach ludzie znów odwiedzili Wyspę Świętego Mateusza, zastali na niej 1350 doskonale odżywionych reniferów.

            Minęło kolejnych siedem lat. W 1963 r. na wyspie wylądował helikopter. Renifery były wszędzie – naliczono ich ponad 6 tysięcy sztuk. Były jednak mniejsze i gorzej odżywione: wszystkie porosty na wyspie zostały już zjedzone, zwierzęta żywiły się więc trawą. Po trzech latach, w 1966 r., badacze znów wrócili na wyspę. Była martwa i pozbawiona roślinności. Wszędzie leżały szkielety zwierząt. Z ogromnej populacji reniferów przeżyły tylko 42 sztuki – 41 samic i jeden bezpłodny samiec. Nie było żadnych młodych. Do lat 80. wszystkie renifery z Wyspy Świętego Mateusza wymarły.

 

            Ktoś powie, renifery to przecież nie ludzie. My, mamy rozum. My, o takich rzeczach wiemy i potrafimy się przed nimi uchronić. Ale czy na pewno?

 

            Około 55 roku naszej ery na Wyspę Wielkanocną przypłynęło tratwą  100 polinezyjskich osadników. Przywieźli ze sobą kury i świnie, a także sadzonki bananowców i ziemniaków. . Wyspa była wspaniałym miejscem do osiedlenia: rosły na niej ogromne palmy i 17 gatunków innych drzew nadających się do budowy domów i łodzi. Z nich właśnie polowano na wielkie stada morświnów.

            Na wyspie żyło się łatwo i przyjemnie. Praca zajmowała niewiele czasu więc mieszkańcy poświęcali się obrzędom i ceremoniom. Zaczęłi też rzeźbić posągi z kamienia. Pierwsze miały zaledwie 2,5 m wysokości. Jednak szybko pojawiła się konkurencja. Kto stworzy większy? Posągi rosły i w końcu osiągnęły gigantyczne rozmiary. Rekordowy mierzył 21 metrów i ważył 270 ton. Zbudowano ich w sumie 887. Aby przetransportować na taką ilość kamienia na miejsce kultu potrzebne były pnie drzew. Zaczęto więc wycinać lasy. Około 1500 roku zostało wycięte ostatnie drzewo. Populacja Rapa Nui liczyła wtedy prawie 20000 ludzi.

           Wycięcie drzew spowodowało erozję gleby i wyschnięcie strumieni. Nie było już surowca do budowy łodzi. Z braku materiału na domy, ludzie zamieszkali w jaskiniach. Zaczęły ich prześladować choroby i głód. Dochodziło nawet do aktów kanibalizmu. W 1722 roku admirał Jacob Roggeveen  zastał na wyspie jedynie 3000 ludzi żyjących w skrajnej nędzy.

 

            A ja tak zastanawiam się, czy czasami nasza Ziemia nie jest taką wielką wyspą w kosmosie i czy jest ona w stanie utrzymać tych wszystkich ludzi którzy po niej chodzą. Wszak nasze, ludzkie potrzeby ciągle rosną. Wszyscy chcemy żyć w dobrobycie. Chcemy jeść do syta, mieć nieograniczony dostęp do pitnej wody, chcemy mieć energię elektryczną i samochody. Gdzieś usłyszałem, że w Polsce w ciągu ostatnich ośmiu lat liczba samochodów się podwoiła. A to przecież dopiero początek gwałtownego rozwoju dobrobytu społeczeństwa. Takie potęgi jak Chiny i Indie zaczynają się właśnie rozpędzać. Tam trzy miliardy ludzi czeka w kolejce by żyć na takim poziomie jak my, tu w Europie.

            Co więc nas czeka?

 

 

            Tekst zaznaczony kolorowo jest tekstem Andrzeja Fedorowicza i z niewielkimi zmianami ściągnięty bezczelnie z jego artykułu „Mega krach przyszłości”,  z gazety Sekrety Nauki.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 265  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127265
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl