Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 029 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Seks jakiego nie znacie. Dla małżonków kochających Boga

niedziela, 29 listopada 2009 11:09


             Pani Dorota Wellman, osoba którą nawet lubię, w którymś z programów telewizyjnych (zauważyłem to przeskakując za  pomocą pilota z jednej stacji na drugą) zaczęła zachwalać pewną książkę. Niby się nic nadzwyczajnego. Wellman dużo czyta. Pewnie zna się na literaturze. Jest przecież absolwentką Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego.

            Ale to, w jaki sposób zachwalała książkę i autora, bardzo mnie zaintrygowało. Zatrzymałem się więc na chwilę i wsłuchałem się w jej słowa. Jaka wspaniała pozycja, ileż się pani Dorota z niej nauczyła. Ileż dowiedziała. Niebywałe w jakich zachwytach to opowiadała. A o jaką pozycję chodzi? To mnie właśnie zaskoczyło najbardziej.

            Otóż niejaki ksiądz Ksawery Knotz, wydał nakładem Wydawnictwa Świętego Pawła, książkę pt. „Seks jakiego nie znacie. Dla małżonków kochających Boga".

            Ciekawe, ciekawe, cóż takiego mogła się dowiedzieć pani Wellman, takiego, czego jeszcze nie wiedziała. Nie znam doświadczeń w temacie seksu pani Wellman, nie wiem nawet czy jest mężatką, no bo niby i skąd mam to wiedzieć. Nic mnie to zresztą nie obchodzi. Nie znam tym bardziej doświadczeń pana księdza. Ale mam jakieś nieodparte wrażenie, że w książce której też nawiasem mówiąc nie znam również, są w większości wydumane dyrdymały.

            Dlaczego tak sądzę? Otóż już wyobrażam sobie oczami wyobraźni jak to ja na przykład, piszę i wydaję poradnik dla nurków głębinowych. Pływać nawet w płytkim basenie nie umiem, ale ktoś kiedyś mi wspominał, że ma zamiar szkolić się w tym kierunku. Zachwalał mi ten gościu uroki nurkowania. Coś tam tłumaczył o technikach, o sprzęcie. Poradnik mógłbym więc napisać. Z Internetu pewnie dowiedziałbym się również co nieco. I już I już mam podstawy by ludzi uświadamiać. By ich uczyć. Tłumaczyć im. Czy tak?

            Ksiądz Ksawery Knotz, na pytanie, skąd posiada tak olbrzymia wiedzę, na temat seksu i pożycia małżeńskiego odpowiada, że zdobył ją udzielając porad małżeńskich oraz dzięki prowadzonej stronie internetowej. No cóż, ciekawe to źródło wiedzy. Ciekawe. A tak nawiasem mówiąc to ja zastanawiam się skąd on wie np. co podoba się Bogu? Pisze bowiem, cytuję:

            „ Gdy małżonkowie przystępują do pieszczot z zamiarem odbycia pełnego aktu seksualnego (wytrysk nasienia ma miejsce w narządach rodnych kobiety), to każde zachowanie (rodzaj pieszczot, pozycji seksualnych) mające na celu rozbudzenie się, jest dozwolone i podoba się Bogu.
W czasie współżycia seksualnego małżonkowie mogą okazywać sobie miłość w każdy sposób, mogą obdarzać się nawet najbardziej wyszukiwanymi pieszczotami. Mogą stosować stymulację manualną i oralną." (cytat znalazłem w internecie).

            To według księdza Ksawerego podoba się Bogu. Nawet seks oralny, o czym nawet nie śmiałby wspominać niedawno jakikolwiek ksiądz.

             Ja natomiast zadaję pytanie, czy takie samo zdanie mieli jego poprzednicy w wierze, różni święci czy też ojcowie kościoła? Czy oni też twierdzili tak samo? A może nauczali zgoła zupełnie co innego? Bo jeśli tak by było, to kiedy Bóg zmienił zdanie? I w jaki sposób powiadomił o tym Knotza. A może Knotz sam sobie to wymyślił, ten swój poradnik, a czy uzgadniał jego treść z jakimś biskupem?

            Podziwiam tego księdza jednak za odwagę. Pisać o seksie oralnym jako o czymś co podoba się Bogu. No to trzeba mieć rzeczywiście odwagę. Zaprzecza on bowiem temu czego nauczali jego wielcy poprzednicy. Kościół stał bowiem od zawsze na stanowisku, że te rzeczy, to tylko po ciemku, jak najrzadziej i broń Boże, z przyjemnością. Cel jedynie prokreacyjny i nic więcej.

            Książki nie polecam Myślę, że może ona przynieść więcej szkody niż pożytku. Amatorom mówmy - dziękujemy, a spróbujmy zabrać się za lekturę profesjonalistów takich jak choćby Lew Starowicz, czy też mniej modna pewnie już Michalina Wisłocka. A jeśliby ktoś chciał poczytać sobie więcej o seksie to polecam również książki autorstwa Grahama Mastertona. Świetnie pisze. Nieskomplikowanym językiem i naprawdę może dużo wnieść do naszej wiedzy o seksie.



Podziel się
oceń
0
1

komentarze (8) | dodaj komentarz

Co słonko widziało

czwartek, 26 listopada 2009 17:15

 


             Co słonko widziało? A co ono mogło widzieć, patrząc na Polską rzeczywistość. Biedę? Tak. W dużej mierze, tak. Niejednej osobie przyszło bowiem w wielkich trudach walczyć już nie o dostatek, ale o samo przeżycie. Sam osobiście prawie codziennie widzę ludzi przeszukujących śmietniki. I nie robią oni tego, bo takie właśnie wybrali sobie życie. Robią to z konieczności.

             W filmie Michała Rosa „Co Słonko widziało" mamy do czynienia z trójką bohaterów starających się walczyć o przetrwanie, o przeżycie. I mających swoje marzenia. Marzenia o lepszym jutrze.

            Małoletni Sebastian podkochuje się w starszej od siebie Marcie. A na co dzień pomaga ojcu w handlu ulicznym. Ledwie co wiążą oni koniec z końcem sprzedając czosnek, sznurowadła, żurek.. Marta za wszelką cenę chce wyjechać do pracy w Norwegii. Stara się ze wszystkich sił by uzbierać pieniądze na zaliczkę, nie wiedząc jednocześnie, że sama jest potencjalną ofiarą oszusta. Na co dzień w ich życiu przewija się postać Józefa (w tej roli rewelacyjny Stroiński), starszego przegranego mężczyzny który marzy o lepszym życiu dla swojej żony. Były pracownik kopalni, teraz dozorca i roznosiciel ulotek pragnie by jego żona mogła zrobić sobie protezę zębową..

            Trzy tragiczne postacie. Jakże trudne jest ich życie. Jakże smutne i przerażające. Życie w biedzie, kłamstwie bez perspektyw. W świecie bez sumienia. W tym filmie każda postać jest ciekawa. I ta pierwszoplanowa i ta która tylko pojawia się przez chwilę.

             Stroiński, Jankowska-Cieślak, Preis, i mniej znani Hryniewicz, Kluźniak, Sapryk, wszyscy są doskonali.

            Mnie najbardziej zaskoczyła scena, w której Marta wrzuca, ciągle towarzyszącego jej małego chłopca, do kontenera PCK, takiego na stare, przechodzone ubrania. Dzieciak ma jej wyciągnąć stamtąd  papierową torbę z odzieżą. Ubrania jakoś da się wyciągnąć, ale co z dzieciakiem?

            Filmowi można zarzucić przesadę. To, że w jednym miejscu i w jednym czasie zostało nagromadzone tyle smutku. Jednak jeśli człowiek na co dzień nie przebywa w tym środowisku, jeśli nie ma z nim kontaktu, to może nie zdaje sobie sprawy z jego wielkości.


    

 

            Moja ocena filmu to: silne 8/10 i polecam go wszystkim.


            A dla tych którzy chcieli by go obejrzeć już teraz to pod tym adresem jest dostępny od zaraz.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Superstacja i reklamy

wtorek, 24 listopada 2009 18:38


            Ktoś niedawno, zapytał się, czy nie denerwują mnie reklamy? Oczywiście, że denerwują. Bo najczęściej pojawiają się, w najmniej oczekiwanych momentach. Bo są głupie. Bo często pojawiają się na różnych stacjach, o tej samej porze. Bo trwają w nieskończoność. Z różnych powodów mnie denerwują.

            Ale muszę się Wam przyznać, że mam ponagrywanych, jeszcze na kasecie VHS, kilka godzin reklam. Takich ciekawszych, takich perełek, takich które zaskakują, śmieszą, takich z ciekawymi historyjkami. Kiedyś telewizja nadawała programy z najlepszymi reklamami świata i to mi się podobało. Bo reklama może być i prawdziwym dziełem filmowym. Takim krótkim filmem. Z biglem. Z czymś co zwróci naszą uwagę. Jak choćby te, z piwem Żubr.

            Ogólnie jednak jestem przeciwnikiem reklam. Wiem, że w dzisiejszym świecie, muszą jednak one się pojawiać. I wolałbym gdyby one pojawiały się jedynie między programami. Ale to też chyba niemożliwe. A szkoda.

            Są jednak metody by w jakiś sposób pogodzić i widza i nadawcę. To co wymyśliła stacja o nazwie, „Superstacja"  mi osobiście bardzo przypadło do gustu. Otóż w momencie rozpoczęcia się przerwy reklamowej, w dolnym lewym rogu pojawia się i zegar, odliczający czas wstecznie. I teraz wiem ile mam czasu. Minuta, dwie, czy pięć. Czasu który mogę poświęcić, albo na bezmyślne gapienie się w telewizor, albo na pójście by zrobić sobie kawę (drinka), czy mogę choćby wyrzucić śmieci, czego żona domaga się bezskutecznie. Cztery minuty przerwy. Czas start. Zegar ruszył. I wszyscy są zadowoleni. No może nie wszyscy. Reklamodawcy pewnie nie za bardzo. No ale pomysł jest ciekawy. Gdyby to zależało ode mnie, to nakazałby aby wszystkie stacja miały obowiązek wprowadzenia takiego zegara. Bo to pomysł na piątkę. Ciekawe tylko, jak długo się utrzyma.

            Z mojej strony, duże brawa dla „Superstacji".



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Roberto Ferri

poniedziałek, 23 listopada 2009 17:53


            Roberto Ferri. Mi się podoba. Nie wiem, jak Wy, ale ja w tym malarstwie cos widzę. Jest tu coś tajemniczego, surrealistycznego. Połączenie fantazji z przesadą. Nagość, po części Rubensowska, a jednocześnie z detalami godnymi artystów baroku.

            Warto, choćby rzucić okiem.


 




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wyjątkowy sadyzm - reportaż

niedziela, 22 listopada 2009 9:29


            Jakiś czas temu pisałem o filmie „Siostry Magdalenki" mówiącym o tym, co naprawdę działo się w latach sześćdziesiątych, w przytułkach prowadzonych przez katolickie zakonnice. Zastanawiałem się wtedy nad pewną sprawą. W Irlandii, dzieci od najmłodszych lat były przymuszane do katorżniczej pracy. Chłopcy i dziewczynki wykorzystywani seksualnie przez niewyżytych księży. I to całkiem niedawno. Pięćdziesiąt lat temu. A co musiało dziać się sto, dwieście, pięćset lat wcześniej? To samo w Hiszpanii. W USA nie inaczej. Teraz Watykan musi płacić milionowe odszkodowania skrzywdzonym ludziom.

            A co w naszym kraju? Czyżby Polska była i jest enklawą dobroci? Czy nasi księża i zakonnice są lepsi? Czy raczej nie? Czy raczej niczym się nie różnią? U nas tylko pewnie mniej się o tych sprawach mówi. Nie wolno. Trzeba się trzymać, pewnej poprawności politycznej. Mimo wszystko jednak do publicznej wiadomości docierają czasami pewne informacje. A to dowiadujemy się o tym jak arcybiskup (jakże skromny tytuł przed nazwiskiem) Pec, molestował swoich kleryków, a to dowiadujemy się o skazanym prawomocnym wyrokiem księdzu proboszczu z Tylawy. A teraz TVN, pokazała dom dziecka, prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Warszawie.


 



            Najciekawsze jednak dla mnie w tym wszystkim, jest podejście władz świeckich do sprawy. Jakże uniżeni są nasi urzędnicy. Jakże potrafią manipulować słowami by tylko bronić kleru. Każdym kosztem. Nawet kosztem krzywdzonych dzieci. Wstyd panowie urzędnicy. Wstyd!



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tors dla Mileny

sobota, 21 listopada 2009 9:41


            Wychodząc naprzeciw życzeniom niejakiej Mileny, jednej z moich komentatorek, postanowiłem dzisiaj, tak przy sobocie, zaprezentować jej, jakiś męski tors. No tak, ale łatwo powiedzieć, a wcale nie tak łatwo to zrobić. Bo z wyborem zawsze mam problem. Co lepsze? Co ładniejsze? Co się, komu bardziej podoba?

            A przecież o Milenie, nie wiem nic. Nie znam jej upodobań. Nie znam zupełnie tego, jakie ma potrzeby? Co lubi? Nie znam nawet jej wieku. I mimo, że kobiet o lata się nie pyta, to w tym wypadku może to mieć znaczenie. Zupełnie czego innego może bowiem oczekiwać, młode nieopierzone dziewczę, a zupełnie co innego dorosła, stateczna, doświadczona życiem kobieta.

            Z drugiej jednak strony, to co jest piękne, zawsze jest pięknym. Piękna kobieta, podoba się mężczyznom, bez względu na ich wiek. Być może i z kobietami jest tak samo. Może każda, preferuje dobre, jak to się teraz mówi, ciacho.

            Młodość, duże usta, długie włosy, tajemniczy wzrok i mokre ciało.

 


            A może coś bardziej spokojnego.



          Albo zwyczajnego, bardziej nieśmiałego.



            Chociaż chyba nie.

            Czy kobietom, faktycznie podobają się takie muskularne torsy. Takie wyrzeźbione ciała. Czy dla nich są gotowe na wszystko?



            Bo pamiętajcie moje drogie panie, że z mężczyznami może być różnie. Czasami może być, że wygląda taki np. jak szafa, z małym kluczykiem.


 


            A czasami jest to zwykły budowlaniec z ambicjami.


 

             Wiem, wiem. Sportowcy też mają u pań duże powodzenie.



            A zwłaszcza ci, którzy są już po pracy, po treningu, umyci i wypoczęci...



            Z pewnością przydałoby się i trochę romantyzmu



            Gdzieś na plaży, w ustronnym miejscu. Najlepiej w ciepłych krajach



            On i ona. Ona i on


 

 


            Albo prozaicznie, w swoim domu. Ze swoim misiem



            Po prostu.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Bękarty wojny

piątek, 20 listopada 2009 10:15


             Najpierw były Wściekłe psy To mój pierwszy obejrzany film w reżyserii Quentina Tarantino. I byłem zachwycony. Później przyszła kolej na Pulp Fiction, Cztery pokoje, Kill Billa, Miasto grzechu i teraz Bękarty wojny. I za każdym razem jestem pod wrażeniem. Tarantino, to naprawdę wielki reżyser, scenarzysta, producent... To wielki twórca filmowy.

            I tym razem reżyser jednak nie uniknął zarzutów, że film jest przegadany, że jest zbyt długi i nużący. Ale mi to wszystko nie przeszkadza. Wręcz odwrotnie. Te wszystkie monologi, dialogi, te wszystkie, jak by to się wydawało dłużyzny, w tym akurat przypadku, mi osobiście, bardzo się podobają. I ten specyficzny sposób patrzenia na świat. Czysty Tarantino.

            W Bękartach wojny, akcja filmu została umieszczona podczas II wojny światowej we Francji. Niemiecki półkownik Landa, zajeżdża do gospodarstwa pewnego rolnika, i tam w jego chacie przeprowadza bardzo, zdawałoby się kulturalną i inteligentną rozmowę. Celem jednak tej rozmowy jest wymordowanie ukrywających się tu ludzi pochodzenia żydowskiego. Z całej masakry udaje się uciec tylko jednej młodej kobiecie.

            Tym czasem w USA tworzony jest oddział żołnierzy pochodzenia żydowskiego, którzy mają być zrzuceni do Francji, by tam, jak to mówi ich przywódca, oskalpowywać faszystów. Zwą się oni, Bękartami Wojny. I nie mają żadnych skrupułów. Są zdecydowani, bezwzględni i cholernie dobrzy w tym co robią. Jeżeli już jakiegoś Niemca pozostawią przy życiu, to zostawiają  mu również i pamiątkę. Taką na zawsze. Tytułują mu na czole znak swastyki.

            Żydówkę Shosannę, której udało się uciec półkownikowi Lande, i bękartów, połączy jednak pewien cel. Otóż w kinie, które akurat prowadzi młoda żydówka, ma odbyć się premiera niemieckiego propagandowego filmu. Na premierę mają przybyć najwyższe władze faszystowskich Niemiec, a nawet sam Adolf Hitler. A to jest przecież wspaniała okazja by pozbyć się za jednym zamachem tego całego źródła zła. Do zamachu więc przygotowują się Bękarty, a i Shosanna ma swój plan zemsty.

            Tyle scenariusza. Jednak prawdziwą kwintesencją całego obrazu, trwającego dwie i pół godziny, są rozmowy. Spokojne, wyważone, inteligentne. I chciałoby się powiedzieć, a raczej zapytać, jak to się mogło stać, że tak inteligentny naród, i tak kulturalny, jakim były Niemcy, dopuścił się takich niespotykanych zbrodni? No cóż, nie można zawartości oceniać po opakowaniu.



            Moja ocena filmu to 8,5/10


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Informers

wtorek, 17 listopada 2009 9:22

     

             Chcielibyście być, sławni i bogaci? No jasne. Cóż za pytanie. Ale czy na pewno? Bohaterowie filmu „Informers", są sławni i bogaci. To członkowie zespołu muzycznego. Poznajemy ich w Los Angeles, w 1983 roku, w momencie gdy jeden z nich ginie pod kołami rozpędzonego samochodu.

            Alkohol, narkotyki, ciągłe imprezowanie, wolny sex, a w tle nowa, nieznana choroba - AIDS. I życie na luzie. Wyluzuj facet, chciałoby się powiedzieć. Świat jest piękny, a zwłaszcza po kilku głębszych.

            Film nie ma głównego bohatera, chociaż grają tu takie gwiazdy jak Winona Ryder, Kim Basinger, czy też Mickey Rourke, a członkowie zespołu Informers nie są jedynymi bohaterami, bo jest ich tu wielu, młodych i starszych, bogatych i tych biedniejszych. Ale wszystkich ich łączy jedno. Mimo  różnego statusu materialnego, wszyscy oni są zagubieni we współczesnym świeci. Wszystkim się życie, jakoś poplątało.

            W pewnym momencie pojawia się dialog.

            - Potrzebuję więcej.

            - Przecież wszystko masz.

            - Chcę, żeby ktoś mi powiedział, co jest złe, a co dobre. A co potem, kiedy już wiesz?


             Ale tak naprawdę to film mi się nie za bardzo spodobał. Jest zbyt ciężki. Mroczny. Przygniatający i przygnębiający, a wielowątkowość powoduje że tematy poruszane są jedynie pobieżnie. Nie maja one swojego początku, ani zakończenia. Jeżeli jednak zdecydujecie się go obejrzeć to pamiętajcie, że trzeba do niego podejść w skupieniu. Z odpowiednim nastawieniem, bo inaczej to będzie tylko męczące półtorej godzinne oglądanie.


 

            Moja ocena filmu to: 5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ukrzyżowana

niedziela, 15 listopada 2009 13:11



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Jak skończy się świat?

sobota, 14 listopada 2009 18:03


            Jak skończy się świat? Zamarzniemy? Usmażymy się? A może uderzy w nas jakaś planetoida? Co wybieracie?

            Nieważne. Ważniejszym jest fakt, że koniec świata nastąpi. Nie wiemy dokładnie kiedy. Nawet w przybliżeniu, nie potrafimy określić czasu tego faktu. Ale wiemy z całą pewnością, że każdy z nas umrze. Umrze też kiedyś gatunek ludzki. A i Ziemia, nasza planeta, będzie miała swój koniec istnienia. I Słońce i galaktyki i wszystko zniknie.

            Ciekawa perspektywa. Prawda? Całe szczęście, że z punktu widzenia człowieka, nie nastąpi to tak prędko. Czyli, jeszcze trochę pożyjemy. Miejmy nadzieję, że tak będzie.

            A teraz zapraszam na film dokumentalny „Jak skończy się świat", mówiący właśnie o tym co zawarte jest w tytule.


 

            Drugą i trzecią część, znajdziecie oczywiście na You Tube.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Życie po ludziach

środa, 11 listopada 2009 8:19

 Kontynuując jakby temat, chciałbym podzielić się z Wami wrażeniami z jeszcze jednego filmu. I tym razem również dokumentalnego, i zarazem przerażającego w swej treści.

            Czy myśleliście kiedyś o końcu świata? Czym jest dla Was owy koniec? Czy wyobrażaliście go sobie, jako rozpad naszej planety, spowodowany jakimś olbrzymim kosmicznym kataklizmem. A może jako koniec naszego gatunku? Albo koniec świata, to jedynie koniec mojego osobistego życia? Różnie można rozumieć, koniec świata.

            Ale jest taki film p.t. „Życie po ludziach", w którym jego twórcy zajmują się bardzo ciekawym problemem. Wyobraźcie sobie mianowicie, że z powierzchni Ziemi, znikają raptem wszyscy ludzie. I nie ważny jest w tej chwili powód tego zniknięcie. Nie o to teraz chodzi. Nie tym się zajmują twórcy. A tym, co zacznie się dziać na naszej planecie, w wyniku nagłego zniknięcia człowieka..

            Raptem pojawia się jakaś dziwna cisza. I co dalej? Jak wyglądają nasze miasta? Co robią domowe zwierzęta? Co słychać i co widać? Bo jeszcze działa włączone radio, bo jeszcze mamy prąd i wodę. Ale to już właściwie koniec, bo elektrownie przestają pracować. A one to przecież, napędzają nasz świat.

            W filmie bardzo ciekawe są pierwsze chwile po zniknięciu człowieka. To niewyobrażalne, jak bardzo są uzależnione od nas np. niektóre zwierzęta. Bez człowieka sobie one nie poradzą. Nie przeżyją. Zresztą cały film jest ciekawy. To jak rozpadają się samochody, nasze domy, cały nasz świat i cywilizacja przez nas stworzona. Wszystko rozpada się w gruzy.

            Film pokazuje naszą planetę na przestrzeni tysięcy lat. Zaczynając od punktu zero, jakim jest zniknięcie człowieka, poprzez pierwsze godziny, dni, lata po owym zniknięciu, aż do setek tysięcy lat po człowieku. Czy zostanie coś po nas? Tak. Ale to jest tylko kwestia czasu. Są pewne dzieła rąk ludzkich, których ślady pozostaną długo. Bardzo długo. Będą istnieć nawet wtedy, gdy po naszych miastach nie pozostanie już żaden ślad.

            A czym są owe dzieła rąk ludzkich? Spróbujcie zgadywać. Lub po prostu obejrzyjcie film. Jest naprawdę bardzo dobry. I taki nietypowy.


 

            Moja ocena filmu to: 8,5/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Home S.O.S. - Ziemia

poniedziałek, 09 listopada 2009 16:45

               Pomińmy wojnę człowieka z maszynami, z jakimiś robotami. To daleka przyszłość i być może zupełnie nierealna. Zajmijmy się czymś bardziej nam przyziemnym, bliskim. Czymś co dzieje się tu i teraz, a co nie za bardzo potrafimy dostrzec. A mianowicie zagrożeniem naszej planety, jakie stanowi dla niej człowiek. Czy możliwe jest, że Ziemia (przyroda) przetrwa w obecnej formie? Wątpię. Człowiek dla Ziemi, jest bowiem niczym wirus dla swojego żywiciela, tak długo będzie go eksploatował, aż sam zginie razem z nim. Przesadzam?! Panikuję?! Oj, czy aby, na pewno?

            Spoglądając dzisiejszego poranka, przez okno swojego mieszkania, na budzący się dzień, czuję ciszę. Widzę ogołocone z liści drzewa, mgłę w powietrzu i oszronione rannym przymrozkiem szyby samochodów. Ale spokój przyrody, który właśnie dostrzegam, jest tylko pozorny. Bo patrzę na świat z małej perspektywy. Z perspektywy swojego okna. A tam dalej, być może dużo dalej, dzieją się sceny dantejskie. Przesadzam? Jeżeli tak myślicie, to spróbujcie obejrzeć sobie film dokumentalny „Home - S.O.S. Ziemia". To co tu zobaczyłem wstrząsnęło mną zupełnie.

            Wszyscy oczywiście wcześniej już słyszeliśmy o globalnym ociepleniu, słyszeliśmy o ginących rafach koralowych, czy o umierających lasach amazońskich. Ale sposób w jaki to omawia francuski reżyser Yann Arthus-Bertrand naprawdę robi wrażenie. Cały film, a trwa on ponad dwie godziny, nakręcony jest jakby z lotu ptaka. Tak gdzieś z wysokości 10-20 metrów. Czasami z wyższej. Ale tak, byśmy wszystko mogli dokładnie widzieć. Widzieć to co dzieje się z naszą Ziemią, Matką, Gają, za przyczyną ludzkich działań. Z pewnością każdego zaciekawi coś innego. Wiele bowiem kwestii poruszonych jest w filmie. A to mówi się o zagrożonych gatunkach zwierząt czy roślin, a to pokazuje się sztucznie stworzony przez człowieka betonowy świat.

            Cieplarnie w Hiszpańskiej Almeri. Ogrodzie cieplarnianym Europy. Widok aż po horyzont. Pod spodem nawóz. Na wierzchu plastik. A hodowla bydła w USA? Wyobraźcie sobie tysiące, miliony krów które nigdy nie widziały łąki, które przebywają na pastwiskach gdzie nie rośnie ani jedno źdźbło trawy, a karmione są granulatami białkowymi zwożonymi olbrzymimi ciężarówkami. Coś przerażającego. A lasy eukaliptusowe, gdzie drzewa rosną obok siebie, równo w szeregach i rzędach, w takich samych odległościach. Gdzie oprócz tych drzew nie ma niczego. Żadnych krzewów, żadnej ściółki Przerażające.

            „Home", wspólny projekt Luca Bessona i fotografa Yanna Arthusa-Bertranda to film, który swoją premierę miał w Dniu Ziemi, 5 czerwca 2009 - równocześnie w 85 krajach, w kinach, w telewizji, na DVD i w Internecie. Ciekawy pomysł by wzbudzić zainteresowanie i by wywołać choćby chwilę na zastanowienie się nad naszą przyszłością.

           Jeśli o mnie chodzi, to uważam, że jest to pozycja obowiązkowa, dla każdego człowieka. Każdego kto uważa się za cywilizowanego, myślącego przedstawiciela homo sapiens. Obraz ten trzeba koniecznie zobaczyć, zastanowić się nad własnym postępowaniem, może zmienić coś w swoim życiu. Choćby odrobinę. Na przykład lekko przykręcić wodę w kranie, podczas zmywania naczyń.  Może to coś da. Kto wie?



            Moja ocena filmu to: 9/10.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

I List do Koryntian 11:14

niedziela, 08 listopada 2009 8:53

            Słowo na niedzielę.

 

 

            Po niedzieli muszę iść do fryzjera. Koniecznie!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

9

sobota, 07 listopada 2009 14:51


            I co nastąpi po zakończeniu wojny między ludźmi, a maszynami? Co będzie dalej, gdy maszyny zwyciężą? Czyżby nie pozostało już nic? Czy nie ma żadnej dla nas nadziei?. Otóż nie! Twórcy animowanego filmu „9" twierdzą, że pozostaną po nas szmaciano-mechaniczne lalki, które w naszym imieniu dokończą wojnę z robotami i pokonają je. Hurra! Wielkie zwycięstwo ludzkiego intelektu nad oziębłą maszynerią.

            To tak żartem. A już zupełnie serio, to musze powiedzieć, że jestem pod dużym wrażeniem, tego co dokonał Shane Acker w dziedzinie animacji. No ale pewnie nie tylko ja, bo jeżeli film miał nominacje do Oscara, to chyba to coś znaczy. Animacja doskonała i... i.... no i co dalej? No, dalej to mamy już tylko to samo co w Terminatorach, tylko, że tam mieliśmy ludzi, a tu szmacianki. Wojna, apokalipsa, ruina cywilizacji człowieka. I żadnego nowego pomysłu. Szkoda, bo nad scenariuszem w ogóle nie popracowano. Być może tak właśnie miało być. Może chodziło jedynie o przetestowanie jakichś nowych technik animacji, ale jeśli tak, to rozumiem. Ale jak  dla filmu pełnometrażowego to trochę za mało.


 

 

            Moja ocena filmu to 5/10. A szkoda, bo zapowiadało się na więcej.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Terminator - ocalenie

piątek, 06 listopada 2009 9:38

 


            Pamiętam co to się działo, gdy pod koniec lat osiemdziesiątych, pojawił się u nas film Jamesa Camerona „Terminator". To był szok. Świetny film. Wszyscy o nim mówili. Nazwisko reżysera, jak i oczywiście głównego aktora, od tej pory miało pozostać w pamięci wielu ludzi, już na zawsze.

            Z wielka niecierpliwością oczekiwaliśmy później drugiej części. I tu też był sukces. Wydano tym razem dużo więcej pieniędzy na produkcję, co zaowocowało rewelacyjnymi efektami specjalnymi. I opłacało się. Film był jednym słowem, rewelacyjny.

            Trzecia część Terminatora, to porażka. Skierowany pewnie jedynie do nastolatków. Nie ma co za bardzo go wspominać.

            Czwarta część miała być lepszą od poprzedniej. Jednak i tym razem nie zostałem zachwycony. No bo i czym? Ani scenariusz  nie jest jakiś nowatorski, porywający. Wciąż mamy tą samą wojnę między ludźmi i maszynami. Co dziwne, akcja dzieje się w 2018 roku, czyli, za dziewięć lat (to już niedługo) a Ziemia została już opanowana przez maszyny. Ani Schwarzeneggera nie widać (pojawia się przez chwilę tylko wygenerowana komputerowo jego postać). A to czego najbardziej mi zabrakło w filmie to pojedynku dwóch wyraźnych postaci. Człowieka i maszyny. Po przeciwnej stronie mamy bowiem system maszyn, Scynet pragnący zagłady ludzkości. Po stronie ludzi, też mamy generałów, chcących prowadzić wojnę według swoich zasad. A mi Terminator kojarzy się bardziej z westernowskim pojedynkiem, a nie wojną światową. No ale cóż, wszystko musi mieć swój lepszy i gorszy okres, jak i koniec. Terminator również


 

 

            Moja ocena filmu to: 5/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  4 960 079  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4960079
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12715
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3415 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl