Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 222 167 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Sześciolatki do szkoły?

środa, 28 listopada 2012 9:38

 

            We wczorajszym programie radiowym Kuby Strzyczkowskiego" Za a nawet przecie" Ups! Nie Kuba. Wszak on płynie teraz samotnie przez Atlantyk. Zapomniałem jednak nazwisko prowadzącego... No, trudno. W każdym bądź razie dyskutowano o tym, czy posyłać sześciolatki do szkoły, czy może to jeszcze za wcześnie. Odbieranie jest to, jak to mówią niektórzy, dzieciństwa naszym milusińskim. A co ja o tym myślę? Co Wy myślicie?

            Ja mam trochę mieszane stanowisko, jednak raczej jestem zwolennikiem takiej zmiany. Znajoma mieszkająca w Anglii, mówi że dzieciaki posłała do szkoły w wieku pięciu lat. Jak z tego wynika, my z siedmiolatkami zaczynającymi edukację, już na starcie jesteśmy sporo opóźnieni w stosunku do nich.

            Inną sprawą jest co prawda przygotowanie naszej kadry pedagogicznej do takiego wyzwania. Przygotowanie budynków, programów nauczania i cały szereg innych spraw. Z tym wszystkim chyba jest jeszcze większy problem, niż z przekonaniem rodziców by jak najszybciej zaczynali edukowanie swoich pociech.

 

            Edukacja. Tak. To jest ważna rzecz. Jedna z najważniejszych w życiu człowieka. Tylko czy na pewno?

            Kika dni temu rozmawiałem z młodym człowiekiem. Chłopak jest uczniem dobrego liceum, a on sam jest tam prymusem. Jak powiedział mi on w rozmowie, wszyscy oni uczą się, nie dla wiedzy, a dla ocen. To czego uczył się on tydzień temu, dwa tygodnie temu, on już tego nie pamięta. Do niczego mu ta wiedza nie jest potrzebna. Jedynie do czego przykłada się na poważnie to matematyka i język angielski. Reszty przedmiotów uczy się tylko po to by mieć wysoką średnią.

            Zapytałem się go, co czyta? Jakie książki czyta? Oprócz lektur oczywiście. Zrobił wielkie oczy. Po co - czytać?

            W tamtym roku zadałem pytanie "co czytasz?" pewnej kobiecie po studiach. Ukończyła zarządzanie i marketing. Kobieta już po trzydziestce, kilka lat po studiach, żonata, dzieciata, mająca ustabilizowana sytuację życiową. A po co czytać? Zdziwiła się. Przecież ja już skończyłam naukę.

            Pamiętacie Leszka Góreckiego, bohatera filmu "Daleko od szosy"? On, gdy po raz pierwszy spotkał Anię, też mówił, że on przecież już skończył z nauką. Ale Leszek miał ambicję. On chciał więcej. On chciał dalej. I nie tylko w znaczeniu materialnym. Leszek miał ambicje nie tylko "mieć", ale i "być".

 

            Czy zatem posyłać sześciolatki do szkoły? Tak. Ale lepiej by się one czegoś rzeczywiście nauczyły, niż żeby tylko się uczyły.

 




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Elegia.

poniedziałek, 26 listopada 2012 9:10

 

            Moja koleżanka ma córkę. Dziewczyna zbliża się pomału do pełnoletniości. Jest bardzo ładna. Wysoka, szczupła o ciemnej karnacji i o wszystkich walorach prawdziwej kobiety. Do tego jest bardzo inteligentna i dobrze ułożona. Chłopcy, najczęściej trochę starsi już, porządnie się za nią oglądają, a i nie dziwię się im. Bo i ja ukradkiem na nią zerkam, jak tylko mam okazję. Chłopak który ją w przyszłości zdobędzie, a raczej ten którego ona sobie wybierze, będzie miał w domu prawdziwy skarb.

            Ale przyszło mi coś do głowy. Ciekawe jakby matka zareagowała, gdyby córka kiedyś postanowiła przedstawić jej swojego chłopaka, a ten byłby w moim wieku, czyli powiedzmy w wieku jej ojca? Albo nawet starszy?

            Nigdy nie miałem uwag co do różnicy wieku, ludzi którzy pragną być razem. Nie patrzę na to, że on jest starszy, ani na to, że ona jest starsza (jakoś mam wrażenie że co raz częściej spotykam właśnie takie pary jak w drugim przypadku). Jest jednak pewna granica. Tak myślę. Granica (niewidzialna) po przekroczeniu której czujemy brak zrozumienia. Tak było chociażby w przypadku Andrzeja i Kamili Łapickich. Jeżeli mężczyzna wybiera sobie za żonę kobietę młodszą od jego wnuczki, a tej to pasuje, to coś mi tu nie gra.

 

            W filmie "Elegia" mamy z czymś takim do czynienia. Starszy krytyk teatralny, a jednocześnie wykładowca uczelniany ma romans z jedną ze swoich studentek. Nie pierwszy to jego romans, jest on bowiem dość kochliwy, a panienki na niego lecą jak ćmy do światła. (Czy to prawda, że inteligencja mężczyzny jest jednym z największym afrodyzjaków dla kobiety?)

            Do filmu sięgnąłem natychmiast, gdy zauważyłem że jest on zrobiony na podstawie powieści Philipa Rotha. Czytałem kiedyś jego "Kompleks Portnoya" i byłem wtedy pod urokiem jego książki. Myślałem że tym razem znajdę w filmie, coś równie zaskakującego, szokującego. Tu jednak tego nie było.

            Poza różnicą wieku kochanków, nic nie szokuje. Mamy natomiast ciekawe spojrzenie na relacje między tymi ludźmi. Najpierw on zauroczony jej urodą (w roli Consueli Castillo oglądamy Penelope Cruz). Później ona będąca pod urokiem jego inteligencji i manier (w roli Davida Kepesha oglądamy Bena Kingsleya) oboje razem czują się dobrze ze sobą. Przełom jednak następuje wtedy, gdy ona postanawia przedstawić go swojej rodzinie. Doświadczony życiem mężczyzna zdaje sobie sprawę, że może to być szok dla tych ludzi i... wycofuje się. Dziewczyna zdaje się nie rozumieć tego, ale od tej pory ich związek rozpada się.

            Dobre role, dobrzy aktorzy, dobra muzyka. Końcowy zwrot akcji też ciekawy. Wszystko to zasługuje na pochwałę. Jednak film wieje czasami nudą. Historia jest powolnie rozgrywana i w dużym stopniu przegadana. O takich filmach, mimo że nie są złe, szybko się zapomina

 

 


            Moja ocena filmu to: 6+/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wazon i Miś.

niedziela, 25 listopada 2012 18:02

 

Wazon


Bez względu na to, czy w wazonie

stoją żonkile, czy piwonie,

wazon jest przede wszystkim po to,

by dać się czasem rozbić kotom*.

 

* Z braku kota dobry jest

i wesoły, skoczny pies.

 

 

 


Miś


Wiadomo – nie od dziś,

że najważniejszy w sypialni jest miś,

do którego, o ile wiem,

dobrze jest przytulić się przed snem.

Wiadomo – także nie od dzisiaj,

że z sypialni bez misia

należy się przeprowadzić (na raty)

do sypialni mamy i taty,

którzy wówczas – droga Krysiu, miły Rysiu –

muszą pełnić rolę misiów*.

 

* To zadanie zwłaszcza dla taty,

bez względu na to, czy jest, czy nie jest kudłaty.

 

 

            Bardzo mi te wierszyki kojarzą się z twórczością Wisławy Szymborskiej. Podobny humor, rytm i rym. Ale nie dziwota. Autorem ich jest Michał Rusinek, kiedyś osobisty sekretarz pani Wisławy. A pochodzą one z jego książki dla dzieci "Wierszyki domowe". Prawda, że miłe w czytaniu?



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Piękno

sobota, 24 listopada 2012 15:21

 

            Czym jest piękno? Z pewnością każdy postrzega je na swój sposób. Dziś, według mnie, piękno wygląda tak:

 



Podziel się
oceń
33
2

komentarze (8) | dodaj komentarz

Misiaczek.

piątek, 23 listopada 2012 13:33

 

            Siedzę sobie w restauracji. Przy stoliku, na przeciw mnie siedzi kobieta. Raczymy się krewetkami. W pewnym momencie ona pyta, a raczej mówi oznajmiająco - Patrzysz na moje piersi. Ja protestuję - Ależ skąd! Patrzysz - powtarza ona, a ja znów zaprzeczam. W końcu mówię, kłamiąc oczywiście, że przyglądam się jej naszyjnikowi.

            Dobra scenka - prawda? Ale nie z mojego życia. A szkoda. Bo ja bym się przyznał. Ja bym powiedział, że to prawda, że przyglądam się piersiom, które mi się podobają. Bo cóż w tym złego, że mężczyzna zachwyca się i podziwia urodę kobiety. Jej piersi, nogi, włosy czy też pupę. Nic! Bywa, że zdarza mi się na ulicy obejrzeć za młodą, ładną kobietą i mimo, że różnica wieku jest z roku na rok coraz większa, nie wstydzę się tego. Nic nie mówię, nic nie robię tylko spoglądam i podziwiam osobę która za chwilę zniknie z mojego pola widzenia i pewnie o której za chwilę też zapomnę. Ale chwila była miła :) i krzywdy nikomu nie zrobiłem. Prawda?

 

            Mężczyzną, który siedzi przy stoliku jest Dennis. Trzydziestoośmioletni kawaler. Facet mający ponad dwa metry wzrostu i uprawiający zawodowo kulturystykę co w efekcie daje mu posturę olbrzyma. Wydawałoby się, że ktoś taki nie powinien czuć strachu, tylko że w przypadku Dennisa jest pewien problem. A nawet dwa problemy. Otóż jest on chorobliwie nieśmiały, a do tego ma on nadopiekuńczą matkę.

            Kobietą przy jego stoliku była jakaś osoba z którą on spotkał się na randce, bo w sumie jest to normalny mężczyzna, nie licząc oczywiście jego postury. Ma on takie same potrzeby jak każdy. Chciałby po prostu kogoś bliskiego dla siebie. Matka już nie wystarcza. Co tu jednak poradzić na nieśmiałość? Ten związek nie ma przed sobą przyszłości. Ona jest za bardzo wyzwolona, jego jak zwykle ogranicza strach.

            Przełomowym momentem jak się niespodziewanie okazuje, w poszukiwaniu drugiej połówki, jest wesele jego wujka. Brat matki przywiózł sobie żonę z Tajlandii. To nic, że ona nie mówi po Duńsku (film jest Duński). Ważne że się kochają (sic!) Dennis więc wpada na pomysł by też tam pojechać i poszukać swojego szczęścia. Nie mówi oczywiście o tym matce, bo ta by mu zabroniła wyjazdu. Kłamiąc że jedzie na zawody do Niemiec (matka i za to, stroi niebywałe fochy) wyjeżdża do Azjatyckiego obcego mu kraju w nadziei na znalezienie swojego szczęścia. A tam na ulicach aż roi się od tego kwiatu. Tylko czy nasz bohater właśnie takiego czegoś oczekuje? Raczej nie. On nie marzy o sztucznej róży. On chciałby taką prawdziwą, z ogrodu.

            Czy mu się to uda, czy też nie, tego wam oczywiście nie powiem. Wspomnę, że jest nadzieja :) Mogę jeszcze powiedzieć, że prawdziwym jego problemem jest tak naprawdę jego własna matka. I to ona stanowi największą przeszkodę. Nie pozwala mu na nic. Zabrania mu wszystkiego. Sama decyduje i nie znosi sprzeciwów. Potrafi zareagować bardzo agresywnie i z furia zaatakować.

 

            Duński film "Misiaczek" (znowu film skandynawski) polecam serdecznie. To miła i ciepła historyjka, którą ogląda się z dużą przyjemnością. I mimo że reżyser zabiera nas w nieprzyjazne miejsca i ludzkiej psychiki i świata w którym kobiety muszą sprzedawać się by przeżyć, jest to obraz pełen nadziei i lekkiego humoru. Może trochę naiwny, trochę nieprawdziwy, ale z pewnością mówiący, że może być lepiej.

            Polecam film bo Dennis jest sympatyczny. Sympatyczna jest też Toi, a razem tworzą niebywałą parę. Mamusi takiej natomiast nie polecam nikomu. Jej może nam być tylko żal.

 


 

            Moja ocena filmu to: 7+/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Maciej Stuhr.

środa, 21 listopada 2012 19:48

 

            Kogo z polskich aktorów (aktorek) najbardziej sobie cienicie? Ale nie chodzi mi o te największe tuzy. Widomo bowiem, że Dymsza był wielki. Ćwiklińska, Wilhelmi, czy z bardziej żyjących :) , Olbrychski też. Chodzi mi o aktorów trochę młodszego pokolenia. Takich przed czterdziestką.

            Jeśli ja miałbym w tym temacie coś do powiedzenia, to mam tylko jednego faworyta. Jest nim Maciej Stuhr. Bez wątpienia świetny aktor. Doskonały konferansjer. I pierwszorzędny kabareciarz.

            Do tego człowiek z klasą. Pięknie mówi. Dobrze porusza się na scenie. Jest rozsądny. Potrafi się odpowiednio zachować. Dysponuje wyważonym dowcipem.

            Stuhra, chce się słuchać i chce się oglądać. Ja widziałem go właśnie, we wczorajszym (oglądałem dzisiaj, bo wczoraj musiałem już iść spać) programie Kuby Wojewódzkiego, gdzie pan Maciej był gościem. Mówiono o wszystkim i najwięcej o bzdurach, jak to w tym programie bywa, ale nie obeszło się bez powiedzenia kilku słów o jego najnowszym filmie "Pokłosie".

            Filmu nie oglądałem jeszcze, ale czekam na niego ze zniecierpliwieniem, jak na wszystko zresztą, w czym Stuhr bierze udział. Z fragmentów jakie do mnie dotarły wnioskuję, że musi to być świetna rola. Przeraża mnie jednak stosunek ludzi do aktora, którzy nie potrafią rozróżnić postaci filmowej od odtwórcy roli. Nie wiem jaki jest bohater filmu, pozytywny czy też negatywny. Staram się jak najmniej czytać o samym filmie, by nie psuć sobie przyjemności oglądania. Gdy jednak docierają do mnie opinie "Polaków" o tym przesympatycznym aktorze to włosy mi się jeżą na całym ciele.  Że to żyd, lewak, że skończył się jako aktor itd. Czego ci "ludzie" chcą?! Nie rozumiem! Nie podoba się? To nie oglądaj. Ale daj żyć.

            Niejaki Artur Zawisza, powiedział o bohaterze mojego dzisiejszego wpisu, że to wioskowy głupek. Śmiem sądzić, że głupkiem jest Zawisza - przegrany polityk, który mimo czterdziestu kilku lat na karku, wciąż rzucałby kamieniami w policję i bawił się w kowbojów.

            Tak. wiem. Stuhrowi trafiła się wpadka. W wywiadzie dla portalu Stopklatka.pl powiedział, że "My Polacy nie mówimy o sobie źle. Jest Skrzetuski, Wołodyjowski, Powstanie Warszawskie. Przywiązywaliśmy dzieci pod Cedynią jako tarcze i to jest super. To jest najlepsze, co mogło Polskę spotkać".

            Akurat nie my przywiązywaliśmy dzieci, ale w wywiadzie na żywo, gdy od człowieka oczekują odpowiedzi, nie zawsze można rozsądnie myśleć na 100% cały czas. Można się źle czuć, być niewyspanym, zmęczonym lub po prostu rozkojarzonym i palnąć gafę. Czy to taki grzech?

            Ja sobie cenię tego aktora za całokształt. Za jego wszechstronność i klasę. Najbardziej podobały mi się jego role w Boskiej, Testosteronie i Weselu. A tu to choćby z tego powodu, że tak dobrze facet wcielił się w graną przez siebie postać iż na początku nie rozpoznałem go w roli kamerzysty Mateusza.

            Teraz czekam z niecierpliwością na "Pokłosie" i na "Obławę". I jestem przekonany, że po tych seansach nie będę odczuwał, że zmarnowałem swój czas.

 




Podziel się
oceń
2
2

komentarze (11) | dodaj komentarz

Cytata.

poniedziałek, 19 listopada 2012 21:11

 

            Czym jest cytata? Dziś w swoim programie, pani Olejnik Powiedziała: cytata. Nie pierwszy raz już je słyszę, a słowo to wciąż mnie dziwi. Czy to, to samo co cytat? Bo jeśli tak, to po co używać dwóch określeń na to samo? Rozumiem, cycata, ale cytata?

            Kiedyś ktoś starał się mi wytłumaczyć różnicę między procentami, a punktami procentowymi. Tłumaczył, tłumaczył, ale nie zdołał wytłumaczyć. Głąb jakiś jestem, czy co?

 

            Tak. To prawda. Niektórych słów nie trawię. I choć wiem, że one są prawidłowe (cytata wbrew pozorom jest prawidłowym) ja ich nie akceptuję. To taka moja prywatna walka z wiatrakami. Nie cierpię cytaty i punktów procentowych. Postarzałem się już pewnie, no ale cóż. I mimo tego, że dobrze sobie zdaję sprawę, że język jest żywy i że się zmienia, to w tych sprawach jestem konserwatywny.

 

Dobranoc.

 

Psycholożka też mi nie pasuje.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Kto jest bez grzechu (winy) niech pierwszy...

niedziela, 18 listopada 2012 18:42

 

Ewangelia według Św. Jana. Rozdział 8.

 


Przyprowadzono przed Jezusa kobietę przyłapaną na cudzołóstwie.

-        Nauczycielu, tę kobietę przyłapano na jawnym cudzołóstwie. Mojżesz kazał nam takie kamienować. Ty zaś co powiesz?

Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi, a potem podniósł się i rzekł:

-        Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamieniem.

A gdy oni to usłyszeli i sumienie ich ruszyło, wychodzili jeden za drugim.

Kiedy zostali sami, Jezus rzekł do owej kobiety:

-        Idź i odtąd już nie grzesz.

 

 

 

To tak a propos, niektórych komentarzy.

Ja się nie wstydzę, co może zdziwić. Bo ja rozumiem. I siebie i po trosze komentatorów. Niech im na zdrowie, a może i oni kiedyś dorosną i zrozumieją.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Zabójczy Joe.

sobota, 17 listopada 2012 20:33

 

            Całkiem niedawno, była chyba rekordowa wygrana w totka. Coś około 50 milionów. Pulę zgarnęły trzy osoby, co dało na rękę po 15 milionów każdemu. Niezła kasa, prawda?

            Parę dni temu, widząc w pracy jak pewien kolega ciężko pracuje, podszedłem do niego i zażartowałem sobie mówiąc - no i widzisz Paweł, nie trzeba było ci wygrać tych milionów? Nie musiałbyś teraz tak zasuwać. No szkoda - mówi Paweł, a po chwili rozmarzył się. A czy ty wiesz co, co ja bym zrobił gdybym to ja wygrał te pieniądze? - mówi on. Ja bym... ja bym... ja bym wziął sobie od razu dwa tygodnie chorobowego.

 

            No cóż. Wciąż powtarzam, że lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.

 

            Chris Smith potrzebuje koniecznie kasy. Jest spłukany do cna, a do tego wisi pieniądze lokalnemu dilerowi narkotyków. Chris jest młodym kombinatorem. Nie ma pracy, mieszka ze znienawidzoną matką, gra na wyścigach i ogólnie mówiąc to taki z niego prostaczek - cwaniaczek. Któregoś dnia dowiedział się od faceta swojej matki, że ta jest ubezpieczona na życie na 50 tysięcy dolarów. W razie jej śmierci pieniądze ma otrzymać jego siostra Dottie, która mieszka z ojcem. Chris wpada więc na pomysł by zamordować matkę, a planami dzieli się ze swoim ojcem Anselmem. We dwójkę, a właściwie w trójkę, bo i razem  z siostrą zgadzają się co do tego, że trzeba zamordować "starą" i będzie kasa. Nikt z nich przecież nie lubi kobiety, która jest alkoholiczką, ćpunką i co tam jeszcze.

            Zamordować - łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić? I tu pojawia się zabójca Joe Cooper. Miejscowy policjant, który dorabia sobie mordując na zlecenie. Jest więc ofiara, jest zleceniodawca i jest wykonawca. Wydawałoby się, że wszystko jest tylko... tylko brak pieniędzy na opłacenie mordercy. Mają być z polisy rzecz jasna, ale dopiero po śmierci matki. A Joe ma twarde zasady. Forsa z góry. I już wydawało się, że nic z umowy nie będzie, gdyby nie to, że młoda Dottie wpadła w oko Joemu. Wezmę ją sobie w zastaw - mówi, póki nie dostanę pieniędzy.

 

            Dziwny to układ - przyznaję, ale i cały film "Zabójczy Joe" jest trochę dziwny. Po trosze komedia (czarna), po trosze kryminał. Scenariusz szalony, ale bardzo logiczny, układający się w całość. Mimo że pomysł jest absurdalny, sama intryga jest doskonała, a doświadczony widz wie, że za chwilę wszystko powinno się jeszcze bardziej pogmatwać. Co w rzeczy samej następuje. Piętrzą się problemy, a zabójczy Joe jest bezwzględny. Jak trzeba to zamorduje bez mrugnięcia okiem, a jak będzie chciał pobić, lub upokorzyć, to zrobi to w tak drastyczny i dosadny sposób, że nawet w świecie filmu trudno mu dorównać. Bije tak, że krew bluzga i od razu czuje się przerażenie, a scena w której upokarza  Sharle każąc jej symulować... no, nie będę dalej pisał.

            Dodam jeszcze może, że bardzo mi się podobali aktorzy. Doskonali: Juno Temple jako lekko psychiczna Dottie i Matthew McConaughey jako Joe. W jego przypadku to chyba życiowa rola. Emile Hirsch i Thomas Haden Church jako syn i ojciec (też lekko psychicznie chory) również kapitalni.

 


            Ja oceniam ten obraz bardzo wysoko. Daję mu 8/10 i naprawdę nie rozumiem dlaczego niektórzy piszą że to dno lub porażka. Bo to znaczy że albo ja, albo ci oceniający, nie znają się w ogóle na rzeczy.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Bez wstydu.

piątek, 16 listopada 2012 8:40

 

            Nigdy nie miałem siostry. Trochę tego żałuję, ale cóż. Na to akurat, nie miałem wpływu. Miałem (mam) za to kuzynkę. I to nie jedną. Ale Gośkę darzyłem szczególną sympatią. Byliśmy prawie rówieśnikami. Prawie co roku spotykaliśmy się u dziadków na wakacjach. Ona przyjeżdżała z jednej strony kraju, ja z drugiej. Mieliśmy po 10, 12, 14 lat. Czasami widzieliśmy się tylko przez kilka dni, czasami kilka tygodni. Bywało, że się kłóciliśmy, ale to Gośka wywarła wpływ na mój gust co do urody kobiet. Wysoka, szczupła, inteligentna blondynka o niebieskich oczach. Twardo stąpająca po ziemi, taka co to wie, czego chce i potrafi uzasadnić swoje zdanie.

            Nie widziałem jej już wiele, wiele lat. Z tego co wiem, to jeszcze bardziej wyładniała. Wyjechała za granicę i dobrze ustawiła się w życiu. Ma dobrą pracę i wspaniałą rodzinę. Tylko pozazdrościć.

 

 

            Tadek, to młody chłopak. Jeszcze uczeń. Właśnie uciekł od ciotki, z którą mieszka i przyjechał do miasta. Do swojej starszej siostry - Anki. Tadek chciałby się u niej zatrzymać, zamieszkać, ale jest pewien problem. I to niejeden zresztą. Anka mieszka z facetem - Andrzejem. Ona myśli o małżeństwie z nim, udając jednocześnie, że nie wie o tym, że on jest żonaty i że to kobieciarz. Anka nie ma za bardzo pieniędzy i jest już w takim wieku, że zaczyna się myśleć o mężczyznach na poważnie. Pragnie się miłości i stabilizacji. Nie chce jednak zauważać tego, że Andrzej, daje jej jedynie seks, a ją samą traktuje bardzo instrumentalnie. A Tadek? No cóż. Tadek jest... jest... zakochany w swojej siostrze. I to nie miłością siostrzaną (braterską), ale taką miłością jaką to mężczyzna może czuć w stosunku do kobiety.

            Tabu! Nie wolno! Ręce precz! - ktoś zawoła. Ale cóż. To co odczuwa młody chłopak, dzieje się w jego głowie. W sferze uczuć. Rozum więc tu niewiele ma do powiedzenia.

            Braciszek, za wszelką cenę stara się, zdyskredytować w oczach siostry, jej faceta. I robi to, z czysto młodzieńczą fantazją. A gdy mu się to udaje Anka przeżywa chwile załamania, a pocieszyciel jest tuż obok.

            Czy Tadek postępuje źle? Z pewnością tak. Jesteśmy wychowani w takiej kulturze gdzie seks między rodzeństwem jest nie do pomyślenia. Zresztą i medycyna tego nie pochwala. A ja czasami zastanawiam się, jak to dawniej bywało między ludźmi? Gdy spało się w jednym łóżku. Wszyscy na kupę. Mąż, żona, dzieci, córki, synowie, wszyscy w jednym łóżku i co? I nic? Gdy piany chłop wracał z szynku, a żonę niedawno pochował... No dobra. Nie będę tego wątku kontynuował.

 

            Film "Bez wstydu" w reżyserki Filipa Marczewskiego, nie ma na Filmwebie za wysokiej oceny. 5,6/10 nie zachęca do oglądania. A bo to, według niektórych Sodoma i Gomora. Popieprzone i rzecz dla zboczeńców. A czy tak jest w rzeczywistości? Ja przyznaję że temat trudny dla niektórych, i kontrowersyjny, ale wydaje mi się, że bardzo dobrze zagrany. Kościukiewicz w roli Tadka i Grochowska w roli Anki są świetni. Zwłaszcza on. To jak gra młodego zawstydzonego gówniarza, to trzeba zobaczyć. Albo to jak robi psikusy swojemu rywalowi. Z jaką to robi fantazją i przekorą. Dobra rzecz. Oczywiście film nie dorównuje amerykańskim produkcjom. Widać, że trzeba było liczyć się w kosztami, ale myślę, że wart jest polecenia.

 

 


            Ja oceniam go na: -7/10

 

            A. I jeszcze jedno. Należy się chyba wspomnieć też o Annie Próchniak, która wcieliła się w postać Irminy. Zapowiada się ona na dobrą aktorkę. Zobaczymy co czas pokarze.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Gra.

wtorek, 13 listopada 2012 23:18

 

            Chciałbym Wam dzisiaj zaproponować świetny film. Nie wiem tylko za bardzo jak tu go opisać nie zdradzając zbyt wielu szczegółów, jednocześnie zachęcając do jego obejrzenia. A mam na myśli film "Gra". Ale nie jest to ta "Gra" z Michaelem Douglasem, a film skandynawski w reżyserii Rubena Ostlunda.

            W szwedzkim Geteborgu, w pewnym centrum handlowym, dostrzegamy trójkę młodych chłopaków. Szwedów. Prawdopodobnie są oni na wagarach, ale to nieważne. Niedaleko nich stoi czwórka chłopców, czarnoskórych, trochę starszych. W pewnym momencie jeden z tych czarnych podchodzi do naszej trójki i pyta się całkiem niewinnie o godzinę. Dostrzega wyciągany z kieszeni telefon komórkowy i mówi zaraz, zaraz. Taki właśnie aparat niedawno skradziono mojemu bratu. W tym momencie podchodzą jego kumple i potwierdzają fakt. Taki właśnie telefon skradziono. I nawet zarysowania są te same.

            Brata oczywiście tutaj nie ma, ale jest niedaleko. Chodźmy i przekonajmy się co on powie. Trójka chłopców raczej nie ma wiele do powiedzenia. Są młodsi, mniej doświadczeni, z natury spokojniejsi, a do tego jest ich mniej. Postanawiają więc pójść razem by wyjaśnić sprawę, czując jednak pod skórą, że coś złego się szykuje.

            I my widzowie, też o tym dobrze wiemy. Od samego początku czujemy że to spotkanie nie może dobrze się skończyć. Oczywiście jakie będzie zakończenie to ja Wam nie powiem, mogę jednak zdradzić, że psychiczne znęcanie się jednych nad drugimi na prawdę na widzu robi wrażenie. Nie chciałbym aby jakiekolwiek dziecko znalazło się w takiej sytuacji. Gra, bowiem, w jaką zabawiają się młodzi emigranci wcale nie jest zabawą, a psychiczną torturą na najwyższym poziomie.

            Nawiasem mówiąc, wydarzenia tu przedstawione miały rzeczywiście swoje miejsce. Cały film jest mocny, dający dużo do myślenia i jednocześnie zadający pytanie jacy jesteśmy. My ludzie. Warto się bowiem zastanowić nad końcową sceną filmu. Czy, i kiedy, powinno się reagować, gdy dostrzegamy wokół nas dziejące się zło? Jest i też inne pytanie. Może nie mniej ważne. Gdzie bowiem młodzi ludzie nauczyli się takiego postępowania? Kto ich nauczył tych wszystkich sztuczek psychologicznych godnych najokrutniejszych oprawców?

            Film Ostlunda, bardzo przypomina to co robi Haneken. Podobna dramaturgia, napięcie i poczucie bezradności widza, podkreślane doskonałą wręcz pracą kamery.

            Film polecam szczególnie. Naprawdę świetne kino

 


            Moja ocena to: mocne 8/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Pamięć absolutna

poniedziałek, 12 listopada 2012 9:38

 

            A tu niespodzianka. "Pamięć absolutna", film z Arnoldem Schwarzeneggerem, niezbyt mi się podobał, za to film o tym samym tytule, ale nakręcony dwadzieścia lat później i w roli głównej z Colinem Farrellem spodobał mi się znacznie bardziej.

            Mamy rok... no w każdym bądź razie przenosimy się do przyszłości. Do czasów gdy można sobie wszczepić fałszywe wspomnienia. Świetna sprawa, bo tak naprawdę możemy wyobrazić sobie, że jesteśmy kim tylko chcemy, a jest to na tyle realne, że nie odczuwamy różnicy między rzeczywistością a fikcją.

            Douglas Quaid jest zwykłym monterem pracującym w jakiejś fabryce. Ma piękna żonę - Lori, z którą stanowią szczęśliwą parę. Rutyna jednak dnia codziennego, sprawia że Douglas pragnie czegoś innego. Pragnie przeżyć coś ekscytującego. Decyduje się więc na nielegalne jeszcze, wszczepienie sobie fałszywej pamięci. Procedura jest już w toku, gdy okazuje się w trakcie badań, że ma on już wszczepioną fałszywą osobowość, a całe jego dotychczasowe życie było kłamstwem. Zabieg zostaje przerwany przez wkroczenie oddziałów specjalnych policji i tu następuje przełom. Okazuje się bowiem, że Quaid/Hauser jest doskonale wyszkolonym agentem i taka grupa policjantów nie jest w stanie go zatrzymać. Rozprawia się z nimi w mgnieniu oka ale od tej pory wciąż musi uciekać poszukując jednak swojej prawdziwej tożsamości.

            Film "Pamięć absolutna" to od początku do samego końca pościg i ucieczka. Walka jednej strony z drugą. My oczywiście stoimy po stronie Farrella, bo co nas może obchodzić polityka dalekiej przyszłości gdy obecnej nie potrafimy zrozumieć :) A wszystko tu ogląda się bardzo dobrze. Na filmie nie można się nudzić. Aktorzy świetnie spisują się w swoich rolach. A technicznie wszystko zrealizowane jest na najwyższym poziomie. Trochę można się czepiać niektórych nierealnych pomysłów, jak chociażby tego że można podróżować przez wnętrze Ziemi, ale przecież to ma być sf, a nie jakiś film oparty na faktach.

 


            Moja ocena filmu to: 7/10

 

 

A, i jeszcze jedno. Spodobał mi się widok miasta. Skojarzyło mi się to z widokiem z filmu "Blade Runner". Jakbym widział takie samo miasto trzydzieści lat później.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

100 największych odkryć: medycyna.

niedziela, 11 listopada 2012 18:35

 

            Mamy w obecnym czasie dość burzliwą dyskusję na temat metody zapłodnienia zwanej in vitro. Jest, jak to najczęściej bywa i wielu zwolenników i przeciwników jej stosowania. Kościół katolicki, jak zwykle zresztą, jest twardym oponentem we wprowadzaniu nowości w medycynie. Ma on oczywiście swoje racje, ale myślę sobie, że z czasem umilknie i metoda ta będzie powszechnie i prawnie stosowana na całym świecie i w Polsce również.

            W historii medycyny Kościół Katolicki był przeciwnikiem wielu zmianom. Wielu unowocześnieniom. Przeciwstawiał się sekcji zwłok, przeszczepom czy też szczepieniom. Był przeciwnym nawet środkom uśmierzającym ból. No ale cóż. Społeczeństwo się domagało, a i sami księża zaczynali pomału korzystać z dobrodziejstw medycyny, więc zasady zmieniono.

            Z in vitro będzie pewnie tak samo. Trzeba tylko poczekać.

 

            Chciałbym Wam dziś polecić ciekawy film dokumentalny "100 największych odkryć: medycyna", w którym Bill Nye zabiera nas w podróż po historii medycyny. Opowiada o prapoczątkach tej nauki i dociera w krótkim, bo niespełna godzinnym filmie do czasów współczesnych. Nie wymienia co prawda dosłownie stu największych odkryć, ale zaledwie kilkanaście, za to w interesujący i przystępny sposób zapoznaje nas z ciekawostkami tej dziedziny nauki jakie doprowadziły do ogromnych zmian w naszym życiu.

            Mówi o pierwszych badaniach anatomicznych, o przetaczaniu krwi, o zarazkach, wirusach i witaminach i o tym jak to wszystko wpłynęło na nasze życie

            Film ciekawy, pouczający i ze wszech miar wart polecenia.

 

 

 

Moja ocena to: bez wahania 8/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pospieszny.

sobota, 10 listopada 2012 22:07


Julian Tuwim


Poranek wczesny
Jadę pospiesznym
Wprost do Warszawy
Załatwiać sprawy.
Pociąg o czasie
Ja w drugiej klasie
Wagon się kiwa
Pije trzy piwa.
Łódź Niciarniana,
W pęcherzu zmiana.
Pęcherz nie sługa,
A podróż długa.
Ruszam z tej stacji
Do ubikacji.
Kto zna koleje
Wie, jak się leje.
To co trzęsie się
W Los Angelesie
Formę osiąga
W polskich pociągach.
Wyciągam łapę,
Podnoszę klapę,
Biada mi biada,
Klapa opada.
Rzednie mi mina
Trza klapę trzymać.
Łokieć, kolano
Trzymam skubana.
Celuje w szparkę,
Puszczam Niagarkę,
Tryska kaskada,
Klapa opada.
Fatum złowieszcze-
-wszak wciąż szczę jeszcze.
Organizm płynną
Spełnia powinność.
Najgorsze to, że
Przestać nie może.
Toczę z nim boje
Jak Priam o Troje,
Chce się powstrzymać
-Ratunku ni ma.
Pociąg się giba,
A piwo spływa.
Lecę na ścianę
Z mokrym organem,
Lecąc na druga
Zraszam ją struga,
Wagonem szarpie
Leje do skarpet,
Tańcząc Czardasza
Nogawki zraszam.
O straszna męka,
Kozak, Flamenco,
Tańczę, cholera
Wzorem Astair’a.
Miota mną, ciska,
Ja organ ściskam.
Wagon się chwieje,
Na lustro leje,
Skład się zatacza,
Ja sufit zmaczam.
Wszędzie Łabędzie
Jezioro będzie.
Odtańczam z płaczem
La Kukaraczę,
Zwrotnica, podskok
Spryskuje okno,
Nierówne złącza-
-buty nasączam,
Pociąg hamuje
Drzwi obsikuję
I pasażera
Co drzwi otwiera
Plus dawka spora
Na konduktora.
Resztka mi kapie
Na skrót PKP.
Wreszcie pomału
Brnę do przedziału.
Pasażerowie
Patrzą spod powiek.
Pytania skąpe
„Gdzie pan wziął kąpiel?”
Warszawa, Boże!
Nareszcie dworzec!
Chwila szczęśliwa
Na peron spływam,
Walizkę trzymam,
Odzież wyżymam.
Ach urlop błogi
Od fizjologii.
Ulga bezbrzeżna.
Pociąg odjeżdża,
Rusza maszyna
Hen w dal
Po szczy…
Po szynach.



Podziel się
oceń
4
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Też już zaczynam rzygać Smoleńskiem.

piątek, 09 listopada 2012 16:56

 

            Prof Markowski i Janusz Piechociński mówili najrozsądniej podczas ostatniego programu "Tomasz Lis na żywo". Całkiem do rzeczy mówił też minister Kwiatkowski. Tak, tak. Wiem. Zaraz pewnie ktoś mi zarzuci stronniczość, ale mówię szczerze. Takie są właśnie moje odczucia. Nie spodobało mi się jak Lis potraktował młodego parlamentarzystę z RP, Marka Poznańskiego. Nie mówił on nic mądrego, ale Lis potraktował go bardzo z góry co było dość niegrzeczne z jego strony, czyli ze strony gospodarza.

            A o czym rozmawiano ostatnio? Oczywiście o katastrofie smoleńskiej Ale najpierw zaczęto od tego co to Cezary Gmyz nabazgrał w Rzeczpospolitej.

 

            A ja, katastrofą smoleńską to już rzygać zaczynam, przyznam się Wam szczerze. Zaczynam mieć tego wszystkiego dość i po dziurki w nosie. I tak właśnie napisałem swojemu długoletniemu kumplowi, który mieszka obecnie w Anglii. A ten mi na to wyskoczył z zarzutami. Że jaki to ja jestem w takim razie patriota. Że być  może zamordowano "nam" prezydenta (dlaczego wszyscy wciąż o nim tylko mówią?), a ja się tym już nie interesuję. A pies ci mordę lizał, pomyślałem sobie, nie mówiąc mu tego oczywiście , ale co Ty który od wielu lat, żyjesz na obczyźnie możesz mi mówić o patriotyzmie!?

            On mi jednak przesłał ciekawy link z wpisem niejakiego Jakuba Śpiewaka pt (też) "Rzygam Smoleńskiem". Wiedział z góry dobrze, że ja poprę to stanowisko i żeby pokazać mi drugą stronę rozumowania (tą prawidłową według niego) podrzucił mi również, odpowiedź na ten wpis, jaką udzielił Marek Migalski w swojej wypowiedzi zatytułowanej "Obrzygamy przez Jakuba Śpiewaka"

            Nie wiem czy na wszystko zaraz trzeba odpisywać, odpowiadać, ale niech będzie Migalskiemu. Bądź co bądź każdy ma przecież prawo do swobodnej wypowiedzi. Rzecz jednak w tym, że Migalski, który jest stroną, nawiasem mówiąc, nie do końca chyba zrozumiał tekst Śpiewaka, a już papę drze. Zaczął oczywiście od epitetu w stylu "kretyn". No cóż. Jak widzę pan Migalski jest osobą inteligentną i kulturalną. Ale inaczej. Też wolno. Nie zauważa bowiem, że Śpiewak przede wszystkim dąży do tego by móc żyć w normalnym, wolnym od smoleńskiego jadu, kraju. Tak jak i ja bym również chciał.

 

            A słuchaliście może wczoraj, co w TVN24 mówił o tym wszystkim prof. Brzeziński? Oj podpadł on PiSowi, podpadł. Już nie będzie chyba dla nich autorytetem :), bo mówił mądrze i rzeczowo. Do tej pory z Brzezińskim się liczyły wszystkie opcje polityczne, teraz już z pewnością stracił on poszanowanie jednej ze stron. Czyżby też okazał się kretynem?

 

 



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

sobota, 21 stycznia 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4745524
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12228
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3261 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl