Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 977 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Pozwól mi wejść

czwartek, 31 grudnia 2009 17:54


            Coś ostatnio zaczyna mi się podobać, twórczość kulturalno rozrywkowa, pochodząca ze Szwecji. Kryminalny serial telewizyjny - Wallander. Cykl książek z serii Milenium, Stiega Larssona. Czy też wspominany niedawno przeze mnie film „Jak w niebie".

             Dziś chciałbym Wam polecić jeszcze jeden film pochodzący ze Szwecji. Nosi on tytuł „Pozwól mi wejść". I nie jest to, jak zareagował na te słowa mój młodszy kolega z pracy, wbrew pozorom, żaden pornos. To coś innego. To... horror. Powiem tak. Jest to horror, produkcji szwedzkiej, o wampirach, w którym główne role grają dzieciaki.

            Pewnie od razu Was to zniechęca. Horror, o wampirach, z dzieciakami w rolach głównych. Ale zaczekajcie. Bo ten właśnie film, wbrew pozorom, zasługuje na uwagę.

            Głównym bohaterem jest tu dwunastoletni Oscar. Chłopak samotnik. Bity, lekceważony i poniewierany przez swoich rówieśników w szkole. Chciałby się im przeciwstawić, ale brak mu do tego siły i odwagi. Wolny czas spędza samotnie w domu lub na podwórku. Najczęściej wieczorami. U naszych północnych sąsiadów wieczór zapada wcześnie. Pewnego razu spotyka on tam, na podwórku pod blokiem, dziewczynkę w swoim wieku. Eli jest dziwna. Spotkać można ją tylko po zmroku. Nie marznie na mrozie. Nie chodzi do szkoły. Nigdy nie widać aby coś jadła. Eli wygląda tak jakby miała dwanaście lat. Ale tak wygląda od dawna. Bo Eli jest wampirzycą.

             Tych dwoje „młodych" ludzi zaprzyjaźnia się. Ich znajomość zawiązuje się bardzo powoli. Są przecież samotnikami i pochodzą z różnych światów. Ale oboje bardzo pragną przyjaźni. W jej imię, są w stanie zrobić bardzo dużo. Są w stanie poświęcać się.

            Ale film nie jest wcale bajką dla dzieci. Bo jak już wspomniałem, jest to horror. I to dość mocny, brutalny. Oscar bowiem wciąż myśli o zemście na swoich prześladowcach ze szkoły, a Eli musi przecież coś jeść.

            Oryginalność fabuły to duża zaleta tego filmu. Trudno o nią przecież, w czasach gdy często można sobie powiedzieć, już gdzieś to widziałem. Powolne tempo akcji, też mi bardzo w tym wypadku odpowiadało. Nadawało ono bowiem klimat surowej północy. Gra młodych aktorów - rewelacyjna. I mówi ona o tym, że nie tylko Amerykanie maja zdolne dzieci. Jednym zdaniem , kino ambitne, o wysokim poziomie, łączące jednocześnie kilka gatunków.

            Gorąco polecam. Zwłaszcza teraz, wieczorem, zimą, gdy śnieg pada na dworze.


 

            Moja ocena filmu to: 8 /10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak w niebie

niedziela, 27 grudnia 2009 11:46


            Jak w niebie. W niebie. Życie jak w niebie. Ciekawe, jak wygląda życie w niebie. Kiedyś się nad tym zastanawiałem i pamiętam, że doszedłem wtedy do wniosku, że musi być ono bardzo mdłe. Wszystko tam jest stałe, przewidywalne, bez emocji.


             Światowej sławy kompozytor, Daniel Daréus po ciężkim zawale porzuca karierę zawodową i decyduje się wrócić i żyć w rodzinnej wiosce. Nikt go tu nie zna. Wyjechał gdy miał siedem lat, a i nazwiskiem posługuje się już tylko artystycznym. Teraz postanawia zamieszkać w starej szkole i prowadzić życie samotnego kawalera. Sława artystyczna dopada go jednak i tu, w odległej od światowego życia Szwedzkiej wiosce. Przy kościele działa chór. I jak tutaj nie poprosić muzyka o poprowadzenie go? Daniel, najpierw niechętnie, ale zgadza się. Praca ta wciąga go niebywale. I mimo, że z początku jest mu bardzo trudno zapanować nad mało zdyscyplinowaną grupą ludzi (prowadzi to do wielu śmiesznych sytuacji) to w pracę swoją wciąga się całym sercem. W grupie śpiewającej jest wiele ciekawych postaci. Mamy tu wioskowego głupka, staruszkę z aparatem słuchowym, młodą dziewczynę posądzaną o to, że się łajdaczy, czy też wyśmiewywanego grubasa. Ale wszyscy oni są na swój sposób sympatyczni i maja oni swoją historię. Być może małą i małoznaczącą ale bywa i też tak, że tragiczną. Jak choćby ta z maltretowaną przez męża kobietą, czy też ta z żoną pastora.

            Pod wpływem muzyka, jak i samej muzyki również, uczestnicy chóru zmieniają się. Stają się osobami bardziej pewnymi siebie. Bardziej dowartościowani. Film szwedzkiego reżysera Kay Pollaka pt  „Jak w niebie" mówi i o tym, że sukcesy może osiągać każdy, a talenty można znaleźć wszędzie.

            „Jak w niebie" to podobno obraz przewidywalny. Naiwny i prościutki w treści. A ja mówię, i co z tego. Niech Wam (przeciwnikom filmu) tak będzie. A film i tak ogląda się z przyjemnością i mimo wszystko jest chyba wart zobaczenia choćby z tego powodu, że był nominowany do Oscara w 2005 roku w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego.


            Być może swoja pisaniną  nie zachęciłem do filmu, ale jeżeli już ktoś poświęcił swój cenny czas na to by przeczytać to co napisałem, to proszę jeszcze o posłuchanie tej muzyki i obejrzenie fragmentów tu pokazanych. To już nie będzie stracony czas. Obiecuję.


 

            Moja ocena filmu to: 7,5/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Adrenalina 1 i 2

sobota, 26 grudnia 2009 10:16

            Adrenalina, zwana też epinefryną to hormon i jednocześnie neuroprzekaźnik wytwarzany przez gruczoły dokrewne. Ma ona działanie pobudzające kurczliwość mięśnia sercowego, poprawiające przewodnictwo bodźców w sercu, a także poprawę skuteczności defibrylacji elektrycznej.

            Ale mądrze, prawda?

             W 2006 roku nakręcono film Pt „Adrenalina". Treść  jest mniej więcej taka: Niejaki Chev Helios, budzi się rano w swoim domu i jest cały spocony. Ręce mu się trzęsą i wszystko przed oczami rozmazuje. Koło telewizora znajduje on płytę DVD. Po jej obejrzeniu, dowiaduje się, że został zatruty. Po skontaktowaniu się ze swoim lekarzem dowiaduje się, że tylko duży poziom adrenaliny może powodować opóźnienie reakcji organizmu na truciznę. No i zaczyna się jazda. Nasz bohater wyrusza w miasto by znaleźć swoich oprawców, a przy okazji musi doznawać mnóstwa wrażeń by utrzymać wysoki poziom adrenaliny.

             W świecie filmu tak się często składa, że jeżeli jakiś osiągnął sukces, to jego twórcy zaraz kręcą kontynuację. „Adrenalina" kinem wielkim nie jest ale jakoś dało się to obejrzeć Ale tylko pierwszą część. Bo druga, w której nasz bohater biega po mieście by odzyskać swoje prawdziwe serce (bo w piersiach ma zamontowane jedynie sztuczne) to już zupełny niewypał. Akcja pędzi w niewiarygodnym tempie, a jedna głupota pogania drugą. Ja wytrzymałem przed ekranem jedynie do połowy filmu. Naprawdę, potrafię znaleźć sobie ciekawsze zajęcia.



 

            Moja ocena filmu to: Dla pierwszej części, trochę mniej niż 5/10

                                               Dla drugiej części, trochę mniej niż 3/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pogłowie bydła w Polsce wzrosło

piątek, 25 grudnia 2009 9:27


            Ostatnie dni w pracy, te dni przed świętami, były bardzo wyczerpujące. Nie dość, że roboty dużo, to jeszcze przyplątało się jakieś przeziębienie. Do lekarza po zwolnienie nie poszedłem, urlopu dać nie chcieli, więc musiałem się męczyć. Trudno.

             Dzień przed Wigilią zwołano u nas pracowników na stołówkę. Przyszło sporo ludzi. I tych z produkcji i tych z biur. W każdym bądź razie przyszła masa ludu. Z prawej strony duży stół zastawiony słodkimi bułkami, mandarynkami i jakimiś sokami. Z lewej stoliki, krzesełka... Usiedliśmy wiec, (kto pierwszy ten lepszy) i czekamy. Czekamy pięć minut, dziesięć, może piętnaście. W pewnym momencie przechodził tamtędy jeden z kierowników. Wszedł i zapytał się, czy czekamy na kogoś. W każdym bądź razie brzmiało to mniej więcej tak:

            „Czekacie państwo na kogoś? To niepotrzebnie. Bo nikt tu do was nie przyjdzie. Ewentualnie ja mogę wam złożyć życzenia świąteczne. Wszystkiego najlepszego. Częstujcie się. Możecie sobie tu trochę posiedzieć, ale nie oczekujcie na kogoś z dyrekcji. Wszyscy są zajęci."

            Zjadłem bułkę i wróciłem do swoich obowiązków. Wracając zastanawiałem się, czy naprawdę nikt z dyrektorów, nie mówiąc już o prezesie nie miał czasu by poświęcić choćby trzech minut dla pracowników. Czy to naprawdę takie trudne?

            A z drugiej strony to przypomniałem sobie informację, jaką podawali kiedyś w wiadomościach. Powiedzieli wtedy, że „Pogłowie bydła w Polsce wzrosło". I chyba mieli rację. Tylko o jakie bydło im chodziło...



             Z mojej strony, życzę wszystkim tym, którzy tu zaglądają czy to systematycznie, czy od przypadku - Wesołych Świąt. I już.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Niebywałe proporcje

niedziela, 20 grudnia 2009 19:31


            Każdy z nas wie jak wygląda ziarenko kawy. No, może nie każdy, bo w czasach ogólnie dostępnej kawy mielonej, z tą ziarnistą czasami mogą być kłopoty, ale załóżmy, że każdy wie jakiej jest ono wielkości. A pamiętacie z lekcji biologii jak wygląda bakteria? Jest ona dużo mniejsza od ziarna kawy. Jasne. A wirus? No ten jest jeszcze mniejszy. Ale jakie są proporcje między nimi.

            Proporcje między nimi i innymi elementami naszego organizmu, bardzo dobrze obrazuje następujący obrazek. Wystarczy kliknąć i wejść na następną stronę.




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Gustloff - rejs ku śmierci

piątek, 18 grudnia 2009 9:58


            W 1939 roku, Hitler rozpętał II wojnę światową. To wszyscy wiedzą. Wszyscy słyszeli również o obozach zagłady, o eksterminacji żydów, o rasie panów. Ale już nie każdy wie o tym, gdzie odbyła się największa bitwa pancerna II wojny światowej? Kim był generał Paulus? Albo to, czym był i co się z nim później stało, MS Wilhelm Gustloff.

            Otóż Gustloff to duży, piękny statek pasażerski zwodowany w 1937 roku. Duma niemieckiej floty. W czasie II wojny światowej stanowił jednostkę transportową wyposażoną w broń przeciwlotniczą  i wyrzutnie bomb głębinowych. W styczniu 1945 roku cumował w Gdyni. Na swoim pokładzie, w swój ostatni rejs zabrał co najmniej 10000 osób. W większości żołnierzy, działaczy wojskowych i politycznych oraz ich rodziny. 30 stycznia o godzinie 21:16, został trafiony trzema torpedami  wystrzelonymi przez radziecki okręt podwodny S-13. Według najnowszych badań zginęło wtedy 9600 osób i była to prawdopodobnie największa tragedia morska w dziejach ludzkości.

             W roku 2008 producenci niemieccy nakręcili dramat historyczny „Gustloff - rejs ku śmierci" Film opowiada o ostatnich dniach tego statku. O tym co działo się z załogą i pasażerami. O tragedii ludzi. O tych, którzy byli silni i o tych którzy okazali się słabeuszami. Ale film ten, to zupełna fikcja. Bohaterzy, jak również ich losy zostali zmyśleni. My, widzowie, natomiast jesteśmy poniekąd oszukiwani przez twórców. Bo oglądając ten trzygodzinny obraz zaczynamy odczuwać coraz większą sympatię do okupanta. Jacy to nieszczęśliwi byli ci Niemcy. Jacy biedni. Na jakim mrozie musieli przebywać. A przecież niektórzy z nich nawet zamarzali na śmierć. Nieszczęśliwe te dzieci i kobiety i jacyś bohaterscy żołnierze ratujący innych, niewinnych. O Rosjanach jako o załodze atakującego okrętu podwodnego, nie mówi się z sympatią. O Polakach, czy Żydach nie wspomina się wcale. Bo i po co. Nie o nich przecież jest film. O przyczynach wojny, o tym kto ją wywołał, wspomina się tylko raz. I to jakby mimochodem. Od tak, dla czystego sumienia.

            Moim zdaniem film wpisuje się w pewien nurt mówienia, czy pisania o II wojnie światowej jako o zjawisku wywołanym przez jakichś faszystów. Jakichś złych ludzi. Nie Niemców. Niemcy są jakby niewinni. Oni są jakby również ofiarami. Ja, nie zgadzam się z takim podejściem do tematu. Bo co by oni mówili, gdyby wojna miała jakieś inne zakończenie.

            W 2005 roku było „Sophie Scholl" opowiadające o niemieckiej młodzieży walczącej z nazistami. Teraz mamy „Gustloffa". Co będzie dalej? Być może okaże się, że Niemcy byli jedynie narzędziem, a II wojnę światową wywołali Marsjanie. Kto wie?

 

 

 

            Moja ocena filmu to: 4/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Grindhouse: Death Proof

środa, 16 grudnia 2009 9:37


             Wyobraźcie sobie, cztery młode dziewczyny jadące samochodem. Jadą one i ciągle gadają. Ich celem podróży jest letni domek, należący do rodziców jednej z nich. Chcą tam spędzić babski wieczór. Po drodze zatrzymują się w jakimś przydrożnym barze. Siedzą, piją, palą i wciąż gadają. I tak przez czterdzieści minut. Nudne? Gdyby reżyserem filmu „Death Proof" nie był Tarantino, to być może byłoby i nudne. Dla mnie było to wciągające. Niby nic się nie dzieje, ale wciąż z niecierpliwością oczekujemy na akcję. Bo dobrze wiemy, że coś musi się wydarzyć.  I ona, ta akcja, raptem następuje. I wali nas jakby kijem bejsbolowym w łeb. Bo scena wypadku jest krwawa i pozostaje na długo w pamięci.

            No ale to dopiero trzy kwadranse filmu. A co będzie dalej? Dalej akcja przesuwa się w czasie o kilka, czy kilkanaście miesięcy do zupełnie innego stanu w USA. Mamy i tu cztery młode dziewczyny, które jada sobie samochodem i gadają. Gadają, gadają, gadają... Tak o niczym specjalnym. Wszystko to oglądamy jakby po raz drugi. Bo i te dziewczyny, jak i poprzednie, obserwowane są przez maniaka, który wziął je sobie na cel.

            Jak to się skończy, trzeba oczywiście zobaczyć samemu. Nic więcej o filmie nie napiszę. Powiem jednak, że ta pozycja Tarantino, jakoś umknęła mi wcześniej. Nie wiedziałem o jej istnieniu, a rzecz jest warta obejrzenia. Bo w pamięci pozostaje kilka scen z tego filmu. Tańczący w barze „Motylek", krwawy wypadek w połowie filmu, no i ostatnia scena walki, wraz z całym poprzedzającym ją pościgiem. To wszystko robi duże wrażenie.   Świetna jest też muzyka. Oj, przydałaby mi się płyta ze ścieżką dźwiękową, oj przydała.

            Film polecam każdemu dorosłemu widzowi. Emocji według mnie, oczywiście co niemiara. A dla miłośników reżysera, to oczywiście pozycja obowiązkowa.

 


 

            Moja ocena filmu to: 8,5/10

 

 

            I jeszcze może taniec "Motylka".

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Pan Tadeusz

wtorek, 15 grudnia 2009 9:01

KSIĘGA I: GOSPODARSTWO

Cichy wieczór na Litwie, owczarz owce maca

A Tadeusz po studiach do domu powraca

Chce usprawnić rolnictwo, do pracy aż wzdycha

Ale Wojski natychmiast daje mu kielicha

Pod wpływem alkoholu Tadzio czując wenę

Podrywa własną ciocię, starą Telimenę

A Asesor z Rejentem kłócą się przy wódce

Wreszcie wszyscy posnęli. Dalszy ciąg już wkrótce.

KSIĘGA II: ZAMEK

Pośród krat, baszt i różnych innych dupereli

Siedzi Hrabia po mieczu, pochwie i kądzieli

Zaś Gerwazy oparty na swym Scyzoryku

Opowiada mu serial o starym Stolniku

Co Jackowi Soplicy nie chciał dać swej córki

Więc tamten go - i słusznie - uwalił z dwururki

Hrabia pije z Gerwazym i zemstę przysięga

Zaś Woźny pędzi bimber. Tu kończy się księga.

KSIĘGA III: UMIZGI

Wszyscy idą na grzyby. Wybucha panika

Bo krótkowzroczny Sędzia zeżarł sromotnika

Szczęściem kapitan Ryków co tam był akurat

Wrzasnął: "Wy jemu dajtie skorje dienaturat.

Na truciznu - trucizna." Sędzia chwycił flaszkę,

Ucałował odbitą na niej trupią czaszkę

Wypił, huknął jak wszystkie pułki artylerii

I wyzdrowiał. Niestety, koniec trzeciej serii.

KSIĘGA IV: DYPLOMATKA I ŁOWY

Lud prosty w wiejskiej karczmie szykuje powstanie

Zaś Hrabia z Tadeuszem robią polowanie

Lecz że obaj pijani kiepsko im się wiedzie

I każdy zamiast jednego widzi dwa niedźwiedzie

Aż dopiero ksiądz Robak wybiegłszy zza krzaka

Wygrzmocił misia pałą jak Ryndszus Polaka

Pałą? - zdziwił się Wojski - A gdzie ksiądz ją znalazł?

Dał mi ją przeor Kiszczak. Dalszy ciąg już zaraz.

KSIĘGA V: KŁÓTNIA

Asesor pił Jarzębiak, Rejent ćpał Wiśniówkę

Jankiel z Woźnym Protazym chlali Pejsachówkę

Telimena Vistulę obciągała bratu

Gdy Klucznik wleciał z okrzykiem: Biorą do Senatu!

Zaraz tam pogonili wypluwając płuca

Płócienniczak, Gargamel, brat Glempa i Guca

Z tym, że jakoś do Izby Wyższej nie trafili

Więc są w izbie wytrzeźwień. Dalszy ciąg po chwili.

KSIĘGA VI: ZAŚCIANEK

Słynie szeroko w Litwie Dobrzyński Zaścianek

Spożyciem alkoholu, ilością skrobanek

Pieśniami, które nuci lud prostolinijny

Czasem jakaś głodówka, strajk protestacyjny

Lud przyciśnięty nędzą, szlachcic mazowiecki

Za kilka marek pacierz odmawia niemiecki

Zaś miejscowej starszyźnie profesor Wisłocka

Doradza, jak dać dupy. Teraz dobranocka.

KSIĘGA VII: RADA

Szlachta radzi jakby tu pozbyć się Moskali

Nadjeżdża pędem Hrabia, strasznie konia wali

Wiezie wieść, że jak słychać z plotek i przecieków

Ksiądz Jankowski masowo nawraca Ubeków

Jezu! - krzyknął ksiądz Robak - To dopiero kino!

To przez to pół kościoła mam zapchane gliną!

Wzburzona tym niechlujstwem szlachty cała zgraja

Wyrusza na Soplicę. Teraz będą jaja.

KSIĘGA VIII: ZAJAZD

Podkomorzy miał właśnie obalić Pershinga

Gdy wleciał cwałem Hrabia, w dłoni lśni mu klinga

Za nim szlachta szturmuje dwór, kuchnie, piwnice

Gerwazy lewą dłonią pochwycił Soplicę

I z okrzykiem Soplico! Giń kanalio chytra!

Odbiwszy główkę wypił Soplicy pół litra

Ale zaraz uczciwie wszystko zwrócił z pluskiem

Padł i zasnął. W następnej księdze przyjdą Ruskie.

KSIĘGA IX: BITWA

Szlachta związana w pęczki, leży chłop przy chłopie

Patrząc, jak brzydki Moskal polską wódkę żłopie

Major Płód Telimenę już dosiadał gwałtem

Gdy kwestarz Robak wjechał swoim starym autem

I wykrzyknął basem: "Ściągnąć z niej tę carską glizdę!"

Za późno! Płód wystrzelił. Salwa poszła w izbę

A cała rota jegrów poszła spać do piachu

W następnej księdze nasi będą wiać na Zachód

KSIĘGA X: EMIGRACJA

Nazajutrz wszyscy zbiegli do Napoleona

Tylko ksiądz Robak nie mógł, bo akurat kona

Kona, kona, aż zgłodniał. Zerwał jabłko z krzaka

Nadgryzł je i w środku też ujrzał robaka

Cześć kuzynie - rzekł robak. Ksiądz zasłonił lica

I wyszeptał: Spierdalaj, jam Jacek Soplica

"Wiedziałem - mruknął Sędzia - już od pierwszych kartek"

Koniec księgi. W następnej wkroczy Bonaparte.

KSIĘGA XI: ROK 1812

O roku ów! Kto cię widział na Litwie i w Rusi

Ten wiedział, że ten burdel źle się skończyć musi

Tłok, że nie ma na czym usiąść, co najwyżej w kucki

Poniatowski, Dąbrowski, Wałęsa, Piłsudski

Jankiel miast poloneza majofesa grzmoci

Zosia płacze, bo Tadzia złapała na cioci

A z RFN-u już wraca stara wołowina

Co ją kiedyś skradł Hitler. Łoj, zbliża się finał!

KSIĘGA XII: KOCHAJMY SIĘ!

Pije szlachta przy Wiejskiej ulicy skupiona

Zdrowie Sędziego, Zosi i Napoleona

Wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany!

I prezydent tych Stanów, pan Clinton kochany

Nikt nie chodzi do pracy, wszędzie dzwony dzwonią

Towarzysze pancerni do spowiedzi gonią

Bonaparte ocipiał i na Moskwę rusza

No, tu na szczęście koniec Pana Tadeusza.

KSIĘGA XIII: GEOPOLITYKA

Już się przed Litwą przyszłość rysowała lepsza

Gdy nagle krzyk się podniósł: "Napoleon spieprza!"

Faktycznie, cesarz nawiał w kapciach i w negliżu

"Aj, waj - zmartwił się Jankiel - i uciekł do Paryżu"

W tejże chwili od wschodu wśród gromkich okrzyków

W kufajce i walonkach wszedł kapitan Ryków

I rzekł patrząc życzliwie na szlachtę struchlałą:

"Nu, wot my znowuż razem" I tak już zostało.



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Katedra w Barcelonie

niedziela, 13 grudnia 2009 21:07


             Bernat, chłop pańszczyźniany, właśnie bierze ślub ze swoją ukochaną Franczeską.. Jest oczywiście wesele. Wszyscy bawią się i śpiewają. Nastrój wesołości udziela się każdemu. Chce się żyć. I mimo, że to wieś i bieda, i poddaństwo to w tej chwili to wszystko nie ma znaczenia. Nie ma? Czy aby na pewno?

            Lorens de Belera, pan i władca tych terenów właśnie wyjechał z lasu. Wraca z polowania. Gdy dostrzegł bawiących się ludzi, skierował się w ich kierunku. Co tu tak wesoło, zainteresował się. Wesele? To może i ja się przyłączę. Jakżeby inaczej. Panu nie można odmówić. Dostał jeść i pić. Wszystko co najlepsze. Ale radość i wesołość weselników jakoś zniknęły. Pojawiły się w ich miejscu smutek i strach. I oczy wlepione w ziemię.

            Lorens de Belera pojadł i popił. A gdzie panna młoda, zainteresował się. Nie można jej było dalej ukrywać. Pokazała się. Pan popatrzył i zawyrokował. Jako właściciel tej ziemi i tych ludzi, prawem pierwszej nocy idę sobie teraz z panną poużywać. I nie ma sprzeciwów. Wola Pana jest święta.

            Gdy już zrobił co chciał. Gdy już zniewolił i upokorzył dziewczynę, nakazał swoim władczym głosem i Bernatowi zrobić to samo. Nie pójdziesz? Uważaj bo swoich żołdaków wyślę do twojej żoneczki. Ja nie mogę być posądzany o następne bękarty. Cóż było robić. Pan młody poszedł do swojej świeżo poślubionej kobiety. Tej upokorzonej, wykorzystanej zalanej łzami, i zrobił to samo. Wbrew swojej woli. Ale tak trzeba było. Bo inaczej baty. Bo inaczej rozochoceni żołnierze.

            Dziewięć miesięcy później młodej parze rodzi się dziecko. Syn. I nic więcej nie wiem. Jeszcze dalej nie dotarłem. Bo to dopiero początek książki Ildefonso Falconesa „Katedra w Barcelonie". Akcja tej powieści historycznej toczy się w XIV wieku, w czasach wojen religijnych w stolicy Księstwa Katalonii - Barcelonie.

            Początek książki jest świetny. Napisany dobrym językiem. Czyta się szybko. To już czuję. W Hiszpanii książka stała się bestsellerem. Ta informacja mnie zachęciła. A i czasy i podtekst religijny również. I cieszę się, że do powieści dotarłem, bo już mnie wciąga. Już nie mogę się doczekać dalszych losów bohaterów.


            Oceny jeszcze nie daję, ale prawdopodobnie będzie wysoka.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Hulk i Gnijąca panna młoda

piątek, 11 grudnia 2009 19:46


            Całkiem niedawno, nagrałem sobie z telewizji, dwa filmy. O obu wcześniej słyszałem i to całkiem pozytywne opinie, a że nie miałem okazji ich obejrzeć, a nadawane były o dość późnych porach, nagrywałem więc na swoim DVD, w oczekiwaniu dobrego kina. Moje oczekiwania, tym bardziej były uzasadnione, że jeden z obrazów nadany był w cyklu „Uczta kinomana". A jak do tej pory, to ten cykl mnie nigdy nie zawiódł. Ale jak to mówią, zawsze musi być pierwszy raz. I to było właśnie teraz.


             Zaprezentowany film „Hulk" w tym cyklu, to porażka. Bo cóż tu jest takiego świetnego? Gdzie tu uczta dla kinomana. Biega sobie po ekranie jakiś młody człowiek, który gdy się zezłości robi się cały zielony i wielki. Jego siła przekracza siłę kilkudziesięciu ludzi, a do tego skacze niczym piłka. Gdyby obraz ten był nadawany w paśmie dla gimnazjalistów, to bym to jakoś zrozumiał, ale film był nadawany po dwudziestej trzeciej, więc można by oczekiwać czegoś więcej.


             Gdy Tim Burton wyreżyserował „Sok z żuka", to pozwoliłem sobie na obejrzenie tego filmu, aż trzy razy. Tak mi się spodobał. I co ciekawe, za każdym razem znajdywałem tam dla siebie coś innego. Jego świat ludzi umarłych, to naprawdę dobry, nietuzinkowy pomysł. W „Gnijącej pannie młodej" postanowił go jeszcze raz zaprezentować. Lecz tym razem to już coś innego. I coś mi tu nie pasuje. Coś nie gra. Mamy tutaj do czynienia z animacją. Świetną pokladkową animacją, ale jednak. Fakt, że film wymagał olbrzymiego nakładu pracy. Rozumiem to. Doceniam. Do mnie jednak film nie przemówił ani dowcipem, ani muzyką, ani klimatem.

            Pewnie wielu ludzi nie zgodzi się z moim krytycznym podejściem do dzieła. Na stronie Filmweb znalazłem mnóstwo pochlebnych opinii. Rewelacja, piszą. Genialne. A mi nie przypadł do gustu. No cóż. Bywa i tak, że tam gdzie inni są zawiedzeni ja świętuję. Tam gdzie inni się zachwycają, ja twierdzę, że straciłem niepotrzebnie czas.


            Moja ocena filmów to:

                        Hulk 4/10

                        Gnijąca panna młoda 5/10

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Konkurs w radiu "Zet".

piątek, 04 grudnia 2009 10:20


            Jest rano. No, może nie tak zupełnie rano, bo już minęła ósma, ale niech będzie, że rano. Słucham sobie radia „Zet". W pewnym momencie pojawia się konkurs. Telefonuje jakaś młoda słuchaczka. Tak z wyglądy, a raczej ze słuchu, osoba w wieku studenckim.

            Pytanie: Z jakimi zwierzętami, miała problemy Telimena z „Pana Tadeusza"?

            Odpowiedź: Najpierw długa cisza, a później daje się słyszeć - pajączkami?

            - Nie. To takie małe, na m.

            Odpowiedź: Z myszkami!!! Radośnie wykrzyknęła słuchaczka.

            -Nie. To były mrówki. Ale i tak wygrałaś naszą nagrodę. Płytę z piosenkami.


            Tak było wczoraj. A dziś? Dziś dodzwonił się słuchacz. Pierwsze pytanie.

            - Jaki dźwięk wydaje koń.

            Podpowiedź. Na „r"

            - Ryczy? Odpowiadający jednocześnie pyta się i nie zdaje sobie sprawy jakie durnoty opowiada.

            - Nie ryczy, tylko rży. Ale zadamy ci drugie pytanie. Druga strona monety z Agatą Buzek. Pytanie poniekąd podchwytliwe, bo przecież nie wydano jeszcze monety z panią Agatą, a chodzi przecież jak wiadomo (a może i nie) o film z jej udziałem.

            Odpowiedź: Reszta? I znowu ze znakiem zapytania.

            - Nie! To rewers. Ale wygrałeś od nas nagrodę!


            A ja chciałbym powiedzieć, że reszta jest milczeniem. Bo za moich czasów szkolnych to za takie odpowiedzi dostawało się od razu pałę i wielką burę przy okazji. A teraz to nagrody rozdają. Koniec świata panie Popiołek Koniec świata.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Afonia i pszczoły

czwartek, 03 grudnia 2009 10:23


             Są tacy aktorzy filmowi, filmy z którymi, staram się zawsze oglądać. Ale są i tacy reżyserzy, których nowe obrazy również staram się koniecznie zobaczyć. Często dotyczy to zagranicznej produkcji, ale i w rodzimej również się zdarza. Jednym z polskich reżyserów, do których zawsze zaglądam jest Jan Jakub Kolski. Mam przy nim tym większą satysfakcję, że do głównych ról najczęściej zatrudnia on i swoją żonę,  Grażynę Błęcką-Kolską ,  którą też lubię spotykać na ekranie.

            Ich najnowszy film, jego jako reżysera i jej jako aktorki, to „Afonia i pszczoły". Afonia to takie niepolskie imię, takie dziwne, bo rodzice „duraki" jej takie nadali. A kim jest Afonia? Otóż jest to dojrzała kobieta mająca już dorosłą córkę. Nie wygląda ona na swój wiek. Ze splecionymi włosami i kamerą zawieszoną na szyi idzie przez życie. Ale nie chodzi nigdzie daleko. Mieszka w jakiejś skromnej chacie należącej pewnie do kolei, oddalonej od ludzkich siedlisk. Nie spotyka się specjalnie ze znajomymi, a jej jedynymi towarzyszami życia są kaleki mąż jeżdżący na wózku, córka z zięciem odwiedzający ich czasami, ksiądz widywany na niedzielnej spowiedzi i kamera. Kamera, która Afonia filmuje wszystkie wydarzenia. I te ważniejsze i te bez większego znaczenia.

            Akcja filmu dzieje się w 1953 roku, a dokładniej od śmierci Stalina. Do pobliskiego miasteczka właśnie przyjechali rosyjscy zapaśnicy, na jakieś tam  zawody. Rafał, mąż Afonii, był kiedyś znanym zapaśnikiem. Bardzo interesuje się tym sportem. Teraz oboje udali się na pokazy, ale te zostały odwołane ze względu na śmierć wodza. Wrócili więc do domu, nie oczekując na żadne emocje. Żadne zmiany. Ale traf chciał inaczej. Właśnie przed ich domem, ktoś wyrzucił z samochodu młodego, dobrze zbudowanego rosyjskiego żołnierza. Nie wiemy dlaczego to się stało. I nie ma to specjalnego znaczenia. Ważne jest to, że w życiu Afonii i Rafała, pojawił się ten trzeci. Najpierw spokojnie, bez emocji, takim powolnym tempem zaczyna się zawiązywać szorstka przyjaźń osamotnionej kobiety z tajemniczym przybyszem. Później przeradza się ona w wielką namiętność. Ale nie prowadzi ona do niczego. Do żadnego konkretnego celu. On jest dużo młodszy od niej. Oboje maja różne obowiązki. On wojskowe. Ona rodzinne. Ale ten mężczyzna to ktoś, kto wniósł naprawdę wiele w życie kobiety której dzień podobny był zawsze do innego dnia. I mimo że Afonia zawsze potrafiła sobie coś zorganizować, jest bardzo kreatywna kobietą, to jej życie zawsze było szare, beznamiętne, smutne.

            Obok Grażyny Błędzkiej-Kolskiej i Andrieja  Biełanowa, w filmie gra również Mariusz Saniternik . Niedoceniany aktor, który często partneruje pani Grażynie w filmach Kolskiego. Polecam bliższe zapoznanie się z jego aktorstwem. Uważam, że warto.



            A film oceniam na: 7,5/10 i polecam wszystkie filmy Kolskiego, na czele z „Pograbkiem"

.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Pij mleko

wtorek, 01 grudnia 2009 9:13

             Pamiętacie reklamę, „Pij mleko, będziesz wielki"?



            Ta akurat zagościła w moim komputerze, na pulpicie, jako tapeta. Ładna, prawda?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 202  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127202
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl