Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 426 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Spisek żarówkowy

sobota, 31 grudnia 2011 16:14

 

         A tak propos tego co pisałem o szybko psującym się sprzęcie. Czy wiecie może co to jest, planowane postarzanie produktu?

         Jak myślicie, czy można stworzyć (klasyczny przykład) żarówkę, która starczyła by wam na całe życie? Albo drukarkę, która się nie zepsuje? Radio, żelazko, toster, czy w końcu zegarek, który się nie zepsuje, a nawet w razie  jakiejś awarii, takie które można by go naprawić w miarę tanio. Można tak zrobić czy nie? Jak myślicie?

         Jak się okazuje, to chyba można. Tylko komu to się opłaci?

 

         Zapraszam więc do obejrzenia świetnego filmu dokumentalnego o tym zjawisku. Kto na kim zarabia? Komu się to wszystko opłaca? Dokąd to zmierza? Czy doczekamy się kiedyś produktów naprawdę trwałych. Takich co starczą na dziesięciolecia?

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Od biżuterii do okresu przydatności

piątek, 30 grudnia 2011 9:44

 

         Byłem wczoraj w pewnej piekarence. Takiej co to jest usytuowana niedaleko pewnej szkoły. Czasami tam zaglądam bo lubię jeść pieczywo z różnych źródeł. Za ladą stoi tam młoda, ładna kobieta. Zawsze jest bardzo zadbana. Włosy ma elegancko ułożone, ufarbowane na kruczo czarny kolor. Ma ładny delikatny makijaż. Dorobione rzęsy, paznokcie oczywiście pomalowane, a na palcach... mnóstwo pierścionków. Na każdym palcu pierścionek (poza kciukiem), a może nawet dwa. Wszystkie złote. Jeden większy od drugiego.

         Lubię gdy kobieta jest zadbana. Lubię delikatny makijaż, może być nawet drobny tatuaż, w miejscu nie rzucającym się w oczy. Lubię biżuterię, ale wszystko poproszę w umiarze. Co za dużo to nie zdrowo.

         Jeżeli chodzi o męska biżuterię (do tego właśnie zmierzałem) to uznaję chyba tylko trzy rzeczy. Pierwsza, to oczywiście obrączka. Druga rzecz, to łańcuszek na szyi. Trzecia - zegarek. Kocham zegarki. Nie miałem ich co prawda wiele, ale zawsze stanowiły dla mnie stały rekwizyt. Nie wyobrażam sobie wyjście z domu bez niego. Zawsze zdejmowany przed spaniem, a zakładany po porannej toalecie. Nienawidzę natomiast kolczyków w uszach u mężczyzna. Wygląda to fatalnie, zniewieściało i mi osobiście kojarzy się z odmienną orientacją seksualną.

         Było to wiosną 2009 roku gdy z powodu awarii poprzedniego czasomierza udałem się do zegarmistrza. Nosiłem dotąd zegarek marki Orient. Taki co to nie posiada baterii, ani mechanizmu nakręcającego, a chodzi sam. Wystarczyło go tylko nosić na ręku, a on nabierał energii z mojego ruchu. Okazało się, że będą problemy z naprawą. Może to długo potrwać i dość sporo kosztować. Kupiłem sobie więc coś nowego.

         Stałem dobrą godzinę (jeśli nie dłużej) wybierając dla siebie gadżet. Decyzję kupna samochodu podjąłem w pięć minut, a przy zegarku tak długo się zastanawiałem. Jego poprzednik służył mi dziesięć lat. Ten postanowiłem sobie wybrać taki, z którego będę zadowolony przez następną dekadę. W końcu zegarki bardzo sobie cenię.

         Znudzona tym wszystkim żona stała obok. Sprzedawca robiący dobrą minę, ale znoszący z cierpliwością moje niezdecydowanie też już dawał oznaki lekkiej denerwacji. W końcu wybrałem produkt firmy Pierre Ricaud. Elegancki, wodoszczelny, ze szkłem odpornym na zarysowywania, bez specjalnych udziwnień i klasyczny w formie. Dostałem również gwarancję. A jakże. Na całe dwa lata.

         Dwa i pół roku minęło, gdy cały układ padł. Jego naprawa, to ponad 50% wartości. Co robić? Szlag mnie trafia! Dlaczego tak jest, że zaraz po upływie okresu gwarancji musi się coś zepsuć. Tak miałem z kuchenką, tak miałem z pralką, kiedyś z radiem też. Teraz zegarek. I nie chodzi tu o naprawę drobną. Zawsze zepsuje się coś co ma kosztować połowę wartości, albo i więcej. To przecież lepiej juz kupić nowy produkt, niż płacić za naprawę, bo a nuż się okaże, że za dwa miesiące siądzie coś innego i znowu naprawa - tak?

         Zły jak diabli kupiłem sobie czasomierz za 50 złotych. Gdyby co w ciągu dwóch lat będą go leczyć za darmo, a później nie będzie żal gdyby przyszło go wyrzucić. Szkoda tylko, że nie prezentuje się on tak okazale jak poprzednik.

         Z drugiej strony, powiem, że mam jeszcze zegarek który liczy sobie około 30 lat. Stary Radziecki Wostok. Taki z mechanizmem nakręcanym. Raz było szkiełko wymieniane, bo pękło i kilka razy pasek, bo się po prostu przetarł. Wciąż chodzi i w miarę dokładnie wskazuje czas.

         Kiedyś to była robota. Teraz wszystko ma służyć tylko do czasu wygaśnięcia gwarancji. Czy warto więc kupować drogie rzeczy?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Coś

wtorek, 27 grudnia 2011 8:57

 

         "Coś" z roku 2011 kończy się dokładnie taką sceną, jaką zaczyna się "Coś" z 1982 roku. Leci śmigłowiec, a znajdujący się w nim ludzie, starają się zastrzelić uciekającego psa. Scena filmu, której nie rozumiałem na początku (nikt nie rozumiał - tak miało być), ale która zrobiła na mnie wtedy niezapomniane wrażenie. W ogóle film, zrobił na mnie (wtedy) wrażenie. Ale to były inne czasy.

         "Coś" to horror sf. Morderczy przybysz z obcej planety wciela się w ludzką postać by siać spustoszenie wśród przedstawicieli naszego gatunku. Przybysz ma tą przewagę nad nami, że potrafi się wcielić w każdy żywy organizm a my nie wiemy w kogo przeistoczył się w danej chwili.

         Trzydzieści lat, to szmat czasu by decydować się na kontynuację. Inne pokolenie, inne patrzenie na świat, w ogóle inna technika robienia filmów. Z drugiej strony, nie mamy przecież do czynienia z kontynuacją tak na prawdę, a z opowiedzeniem historii jaka działa się w czasach poprzednich.

         Która część lepsza? Jak dla mnie, oczywiście ta z 1982 roku. I pomysł świeży i reżyseria świetna. Muzyka też. Jednak jak ocenić te dwa filmy? Trudna sprawa.

         Myślę jednak, że dam tej części z 1982 roku 7,5/10. Natomiast nowszej produkcji tylko 6/10.

 

 

 


 

         I jeszcze jedno. Takie moje osobiste spostrzeżenie. Zastanawiam się, jak to jest? Tak niebywale rozwinięta technicznie cywilizacja trafia do nas, ziemian w odwiedziny i okazuje się że jest ona tak krwiożerczo, bestialsko nastawiona by. tylko jak oszalałe zwierzę mordować i mordować... Takie zachowanie nie przystoi takiej cywilizacji.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kolęda dla wszystkich

sobota, 24 grudnia 2011 9:31

 

         Czy śpiewa się u Was w domu kolędy w czasie Wigilii? U mnie nie. Kiedyś, dawno temu, gdy ja byłem dzieckiem, a żył mój dziadek, śpiewało się. Dziadek przygrywał na bandżoli (Ktoś może wie, czym jest bandżo?), babcia najżywiej śpiewała, bo pewnie jedyna znała całe teksty. Mój ojciec (absolutne beztalencie w śpiewie) wtórował im jako pierwszy, a później wszyscy się dołączali i było wspaniale. Taka rodzinna miła atmosfera. Teraz już tego nie ma. Szkoda. Mi jest szkoda.

         Jako, że śpiewać za bardzo nie umiem, a grać to już w ogóle (a bardzo bym chciał. Może kiedyś sobie kupię jakiś keyboard i popróbuję) wpadłem kiedyś na pomysł puszczania kolęd z płyty i śpiewania przy nich. Pomysł prosty, nic nadzwyczajnego - wiem. Ale wypalił on w połowie, a raczej jeszcze mniej.

         Jako że Wigilię spędzam zawsze u mojej mamy i u mamy mojej żony, muszę trzymać się zasad tam panujących. Puszczałem nagrania, zaczynałem sam śpiewać, a że nikt mnie naśladował wyglądało to żenująco. Zrezygnowałem więc.

         Włączy się telewizor i juz.

 

         Dziś chciałbym zaproponować Wam wysłuchanie nowej kolędy. Nietypowej. Kolędy śpiewanej pod patronatem Tygodnika Powszechnego. Zwykłe wykonanie, ale tekst niezwykły. Posłuchajcie. Naprawdę warto!

 

 

 

          I jeszcze jedna kolęda. Taka dla... dla zmęczonych. Taka chyba dla mnie.

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wtorek po świętach

piątek, 23 grudnia 2011 21:09

 

         W sobotę będzie Wigilia. W niedzielę będzie, pierwsze święto, w poniedziałek drugie, a we wtorek… Co będziecie robić we wtorek? Jak będzie wyglądało Wasze życie we wtorek po świętach?

         W moim wypadku chyba wszystko będzie po staremu. Wszystko wróci do normy. Czyli pójdę do pracy i już. Zmiany jakieś szczególne nie są przewidywane. Jednak życie Paula Hanganu po świętach będzie przebiegało zupełnie inaczej. Kim jest Paul? Hm. Nic szczególnego. Paul Hanganu to zwykły człowiek. Taki co to ma żonę, ma córkę, ma pracę, mieszkanie, samochód, ma starszych rodziców i… i ma też kochankę. Czyli wszystko w normie. Przeciętnie. A i sam Paul to taki zwykły człowiek.

          My poznajemy go na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia. Obserwujemy jego życie. Jak je, jak rozmawia, jak się kocha. Oglądamy go podczas robienia prezentów świątecznych, podczas zakupów, porannej toalety, śniadania. Prowadzi on zwykłe, mało ciekawe życie. I wydawało by się, że powinniśmy na niego nie zwracać uwagi.

           Ja jednak proponowałbym Wam, byście zwrócili uwagę i obejrzeli film rumuńskiego reżysera (czy ja kiedykolwiek oglądałem rumuński film?) Radu Munteana „Wtorek po świętach”. Film zdawałoby się o niczym. Bo nie ma tu za wiele akcji. Niektórzy mówią - nuda. Po prostu nuda.

          Ale zaletą tego obrazu jest to, że jest on świetnie poprowadzony. Zagrany.   Dobrze pomyślany z punktu widzenia psychologii. Możemy obserwować zwykłych ludzi w zwykłych sytuacjach życiowych. W takich sytuacjach w których każdy z nas może się znaleźć. Widzimy ich zmieszanie, niepewność, złość, bezradność... Naprawdę, dużo tu tego.

          Świetna scena gdy Paul przyjeżdża do domu rodzinnego Ralucy (swojej kochanki) i w oczekiwaniu na nią musi prowadzić rozmowę z jej matką, która o wszystkim wie, ale nie akceptuje związku córki. Świetna scena narastającej złości Adriany (żony Paula), gdy ta dowiaduje się, o istnieniu tej innej. I najlepsza chyba, w moim mniemaniu ostatnia scena, gdy oboje, jeszcze małżonkowie, uczestniczą w wieczorze Wigilijnym. Chcą jeszcze zachować pozory, by nie rozczarować bliskich, ale sami dla siebie są już jakby obcymi ludźmi.

 


 

            Polecam film. Na wtorek. Po świętach. A oceniam go wysoko. Daję mu aż 7,5/10.

 

 

          A tak nawiasem mówiąc, życzę wszystkim moim czytelnikom, wszystkiego najlepszego i oby nie byli oni ani czwartą, ani trzecią, ani drugą tylko zawsze i wszędzie pierwszą osobą, dla tej swojej drugiej połówki, czy choćby dla kogoś bliskiego.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nowy komputer

piątek, 23 grudnia 2011 16:55

 

         Pewien krótki czas mnie nie było, a to za sprawa Mikołaja. Musiałem postarać się o prezenty (mimo wszystko ja trochę ich robię). Mam kilka dla innych, ale mam też i dla siebie. A co sobie będę żałował! No nie.

         Na koniec roku, pod choinkę sprawiłem sobie... nowy komputer.

         I to właśnie z jego przyczyny i oczywiście z braku czasu związanego z całym tym zakupem przez chwilę mnie nie było.

         Nie kupowałem w sklepie. Gotowce mnie za bardzo nie interesują. Zawsze czegoś brakuje, a coś jest nie potrzebne. I są droższe. Ja kazałem sobie złożyć taki z części. Zgodnie z moimi wymaganiami i za kwotę którą ja określam

         Tym razem trochę przesadziłem, a to za sprawą dodatkowej karty telewizyjnej. Kupiłem na wyrost, taką dostosowaną już do telewizji cyfrowej. Nie wiem jednak dlaczego mogę wychwycić jedynie osiem programów. Czyżby to było związane z jakością sygnału? Jeszcze zobaczymy.

         W każdym bądź razie, na razie bawię się nowym nabytkiem. Teraz muszę go jeszcze podłączyć do telewizora w drugim pokoju. Chciałbym móc czasami oglądać pliki internetowe na dużym ekranie. Jednak do tego muszę kupić kabel HDMI. Jaki to koszt, ciekawe.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wywiad z Moniką Jaruzelską

poniedziałek, 19 grudnia 2011 18:24

 

            Polecałem Wam niedawno, moi drodzy czytelnicy, wywiad jaki parę lat temu przeprowadzono z generałem Wojciechem Jaruzelskim. Teraz chciałbym polecić wywiad z jego córką, Moniką.

            Inteligentna wyważona kobieta, która wie co mówi. Opowiada o sobie, o tym co było kiedyś i jak jej się żyje dzisiaj.

            Nie polityk (jeszcze), ale życzyłbym innym bywalcom mediów takich przemyśleń i takiego podejścia do rzeczywistości.

 


 

            A tak nawiasem mówiąc, komentarze jakie zamieszczają nasi rodacy pod tym wywiadem to takie ochłapy, że aż mi wstyd za nich. Ile prostactwa i nienawiści z nich wypływa. Czemu my tacy jesteśmy? Z czego to wypływa?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Nie narzekajcie na ZUS

niedziela, 18 grudnia 2011 8:09

 

            Mam pewną sąsiadkę. Panią O. Już kiedyś o niej pewnie wspominałem. Otóż pani O jest wdową. To starsza biedna kobieta. Taka prosta, niewykształcona, taka co to niczego nie czyta, niczego nie ogląda, niczym się nie interesuje… Oj, przepraszam. Pani O, interesuje się przecież bardzo innymi sąsiadami. Co robią, gdzie idą, kto z kim, gdzie i kiedy. O tym wszystkim ona jest zawsze bardzo dobrze poinformowana. Ale ja nie o tym.

            Otóż zdarza mi się czasami usłyszeć jak to pani O, bardzo narzeka. Ubolewa nad swoim losem. Jej utyskiwania są chyba najbardziej bolesne przed jakimikolwiek świętami, wtedy gdy jej się coś zepsuje w domu, czy też systematycznie co dwa miesiące, gdy przychodzi rachunek za prąd. Trzeba wtedy wysupłać ostatnie zaskórniaki uregulować należności, a pieniędzy moja sąsiadka ma raczej niewiele.

            Zaczyna się wtedy ubolewanie nad swoim losem. A kto jest wszystkiemu winny? Jak myślicie - ona sama? Nie. Nie ona. Winny jest Tusk. Winny jest Komorowski i cały rząd. Złodzieje jedne.

            Pani O, winy, jak często bywa w takich przypadkach, szuka w kimś innym. Tak najłatwiej. Nie doszukuje się natomiast przyczyn swojego losu w samej sobie. A szkoda.

            Gdy jeszcze żył jej mąż, Czesiu (zawsze bardzo dobrze go wspomina) żyło jej się łatwiej. Ale też i młodszą przecież była. Sprawniejszą, zdrowszą. To też się liczy. A i też chodziła kiedyś do pracy. Chodziła…

             Pani O, jest teraz na rencie jak to ona mówi, a tak naprawdę to jest na emeryturze. Świadczenia ma raczej marne. Większość swojego życia przepracowała w niedużym zakładzie gdzie pracowała jako sprzątaczka. Z takiej pracy nie ma dużych zarobków, nie ma też później dużej emerytury. To proste. Można powiedzieć, sama sobie zgotowała ten los. Ale nie. Jej zdaniem, winny wszystkiemu jest Tusk.

            Płacze czasami biedna kobiecina narzekając i złorzecząc na innych bo tak najłatwiej. A nie pomyśli, że wystarczyłoby choćby wyrzucić z domu czterdziestokilkuletniego synka, który do jakiejkolwiek roboty się nie weźmie. Syna trzeba utrzymać, bo to dziecko przecież, a że wypić lubi no i zapalić przecież też musi to rzecz normalna. Leniwego darmozjada pogonić i już. Ale to syn. Ha!

 

 

           To okrutne. Ja wiem. Ale nikt inny nie przyczynił się do obecnego losu pani O, tak bardzo jak ona sama. To fakt. I nie ma nad tym co dyskutować.

            Ja to rozumiem. Pani O, pewnie nie bardzo by się ze mną zgodziła, woląc doszukiwać się przyczyn złego losu w innych. Ale tą jej postawę też w jakiś tam sposób potrafię zrozumieć. Zastanawia mnie jednak dlaczego inteligentni, zdawałoby się światli ludzi myślą tak samo jak moja sąsiadka.

 

            Przeczytałem niedawno informacje o emeryturach niektórych sławnych ludzi naszego show biznesu. I tak na przykład Beata Tyszkiewicz otrzymuje z ZUSu 1080 zł. Elżbieta Zapendowska – 700zł. Maryla Rodowicz – 1000zł. Andrzejowi Rosiewiczowi wyliczono świadczenia o wysokości 590 zł. Jan Kobuszewski w wywiadzie dla „Super Expresu” stwierdził, że jest rozżalony na państwo i że nie ma zamiaru brać emerytury w wysokości 1200 zł. Woli aby te niedobrane przez niego pieniądze otrzymał ktoś inny, ktoś komu się one bardziej przydadzą.

 


            To, że dyrdymały opowiada moja sąsiadka, to ja to rozumiem. Ale dlaczego takie bzdury opowiadają skądinąd światli ludzie. Czyżby zależało im na robieniu z innych balonów?

            Nie przeczę. Wierzę, że takie świadczenia ci ludzie otrzymują. Dlaczego mieliby kłamać. Nie mówią oni jednak całej prawdy. W ciągu swojego życia wykonywali oni bowiem tzw wolny zawód. Ubezpieczali się oni również samodzielnie. I przypuszczam, że składki na ZUS jakie płacili to były te najniższe z możliwych. Swego czasu kombinowali jak się dało, by ich w ogóle nie płacić. Brali różne fuchy, część wynagrodzenie dostawali pod stołem, nie raz pewnie umowa o występ była zawierana na gębę.

            Nie będę się tu wymądrzał, ale z tego co wiem, to wysokość emerytura zależy od kilku czynników. Od zarobków (te mieli oni wysokie), od ilości przepracowanych lat (tutaj też chyba było tego dużo), oraz od składek jakie się wpłaciło do ZUSu. A z tym to pewnie nasi celebryci byli raczej na bakier.

            Nie ma więc co obrażać się na ZUS, na rząd, czy też kogokolwiek. Trzeba dbać o swój los i liczyć tylko na siebie. W myśl starego polskiego przysłowia, jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (166) | dodaj komentarz

Niewolnica

piątek, 16 grudnia 2011 10:06

 

         O czym może być film Pt „Niewolnica”? Odpowiedź jest banalnie prosta. O niewolnicy.

         Dwunastoletnia Sudanka Malia, zostaje porwana ze swojej wioski leżącej u podnóża gór Nuba. Jej beztroskie dotąd życie zostaje zamienione w piekło (może trochę przesadziłem z tym piekłem, ale niech będzie). Banda Muharaleenów wpadła do wioski, zabiła wielu ludzi, a kilkunastoletnie dziewczynki porwała by po prostu je sprzedać.

         Malia zostaje najpierw niewolnicą bogatej rodziny w Sudanie, później w wieku 18 lat, trafia do pracy w Londynie. Kim tu jest? Nikim. Zastraszona, pozbawiona wszelkich praw, zupełnie anonimowa, niezauważana w środowisku w którym przyszło jej żyć, pozbawiona przyszłości i nadziei… Jest nikim. Jak to niewolnica. Ma słuchać, służyć i być posłuszną. Ma pracować i nie wolno jej samodzielnie decydować o niczym.

         W swojej wiosce nasza bohaterka była księżniczką. Jej ojciec był mistrzem w lokalnych zawodach zapaśniczych. Teraz przyszło jej żyć w niewoli, nie wiedząc nawet co stało się z jej najbliższymi. Ale Malia nigdy nie pogodziła się ze swoim losem. Wciąż marzy o wolności. Jednak świat za murami posiadłości jest tak inny dla niej, tak nieznany, że zadajemy sobie pytanie, czy odważy się ona kiedykolwiek na ucieczkę. Wszak nawet taka próba może skończyć się dla niej bardzo źle.

         Ktoś napisał, że film jest trochę naiwny i pretensjonalny. Nie wiem. Mi, w każdym bądź razie, bardzo się spodobał. Nie ma tu wiele przemocy, krwi, ale za to jest dramat poniżenia i uzależnienia spowodowany zastraszeniem młodej niedoświadczonej osoby. Główna postać filmu jest tu dobrze poprowadzona, zagrana, a całość jest spójna. Ogląda się to od samego początku do końca z dużym zaangażowaniem.

         Acha. I jeszcze jedno. Akcja filmu dzieje się nie w XVII, XVIII czy też XIX wieku. Akcja filmu dzieje się teraz, współcześnie, w centrum cywilizowanej Europy. W Londynie. I pomyśleć, że żyje tam teraz kilkadziesiąt tysięcy niewolników. Nie w przenośni, a dosłownie.

 

 

 

         Moja ocena filmu to: 7,5/10. Albo dam więcej. Dam 8/10. To ze względu na urodę głównej bohaterki. Ładna dziewczyna



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Elita zabójców i Zgorszenie publiczne

czwartek, 15 grudnia 2011 12:09

 

 

            Całkiem niedawno polecałem Wam dwa naprawdę dobre filmy „Pogorzelisko” i „Jestem miłością”. Filmy dobre i w dalszym ciągu mogę mówić – obejrzyjcie je. Naprawdę warto.

            Natomiast dzisiaj chciałbym odradzić Wam oglądanie dwóch pozycji. Jedną z nich jest „Elita zabójców”. Thriller produkcji amerykańskiej z takimi gwiazdami jak Jason Statham i Robert De Niro. Ale gwiazdy nic tu nie poradziły. Film jest cienki. Scenariusz, wykonanie… Nie. Nie chce mi się nic na ten temat pisać. Szkoda czasu i wysiłku. Film możecie sobie darować.

 

 

             Moja ocena filmu to: maksymalnie 5/10

 

 

 

 

 

 

            Drugim obrazem niepolecanym przeze mnie jest polska produkcja „Zgorszenie publiczne”. Ja, dałem się zwieść zwiastunowi i zapowiedzią polskiej komedii ze śląskim humorem. Zwiastun co prawda jeszcze jakoś ujdzie, a i jedną z głównych ról, gra tu Marian Dziędziel. Aktor którego bardzo lubię. Jednak ani on, ani Dorota Pomykała niewiele tu poradzili. Film nie śmieszył. Nie uśmiałem się ani razu, a przecież miał to być komedia.

            Ani śmiesznie, ani dobrze. Nic tu nie było takiego, co można by polecić.

 

             Moja ocena filmu to: Jak dam 4/10, to myślę, że nie będzie to za dużo.

 




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ile zarabiamy?

środa, 14 grudnia 2011 9:49

 

         Pewnie słyszeliście niedawną, pełną oburzenia wypowiedź Grzegorza Lato, na temat jego zarobków. To nieprawda, że zarabia on 100 tys zł! On zarabia, jak sam przyznał, tylko 50 tys. I to brutto. Tylko – pomyślałem sobie. Ale niech tam. Ja na to nie łożę.

         Dzisiaj natomiast znalazłem inna ciekawostkę w temacie zarobków w branży sportowej. Nasz trener reprezentacji w piłce nożnej, Franciszek Smuda zarabia… 45 tysięcy. Ale tu uwaga. On zarabia w Euro. No tak. Za wyniki trzeba płacić. Co by było, ile trzeba było by mu dać natomiast, gdybyśmy byli w pierwszej dziesiątce na świecie, to aż boję się pomyśleć.

         Nieładnie zaglądać do cudzej kieszeni. Nieładnie jest interesować się cudzymi zarobkami. Wiem. Nie trzeba mi tego powtarzać. Zawsze jednak twierdziłem, że zarobki powinny odzwierciedlać nakład włożonej pracy. Powinny odzwierciedlać odpowiedzialność, umiejętności, gotowość do pracy itd.

         Na tle tych dwóch panów zarobki naszych polityków są nader skromne. Taki np. premier Rzeczpospolitej zarabia 16,5 tysiąca. Marne pieniądze, prawda?

 

         Ale od nowego roku wzrośnie również minimalne wynagrodzenie. Wyniesie ono 1500 zł brutto, czyli zostanie podwyższone o 114 zł. Po odprowadzeniu wszystkich składek pracownik otrzyma na rękę 1111,86 zł. Obecnie, co trzeci pracujący Polak zarabia równowartość płacy minimalnej – tak wynika z szacunków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Tragedia

            Co o tym wszystkim sądzić, nie wiem. Ale przeraża mnie ta dysproporcja w zarobkach. Nie może być spokoju w kraju, gdzie takie rzeczy się dzieją. I nie będzie. Zobaczycie. Premier zapowiedział podwyżki o 300 zł dla policjantów i wojskowych. Zaraz oburzą się inne służby mundurowe. A za chwilę wyjdą na ulicę urzędnicy, o których szef rządu powiedział, że nie dostaną podwyżek. Zaraz oburzą się inne branże związane z budżetem. Zaczną tradycyjnie strajkować pielęgniarki i nauczyciele. Tym zawsze jest mało.

            A ile powinien zarabiać każdy z nas? To proste. Więcej, i już.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

13.12.1981.

wtorek, 13 grudnia 2011 9:16

 

         Dziś mamy 13 dzień grudnia. Trzydzieści lat temu… No właśnie. Co się wydarzyło trzydzieści lat temu? Każdy z nas ma na ten temat swoje zdanie. Niektórzy pamiętają tamte czasy. Każdy po swojemu. Inni uczyli się o tamtych wydarzeniach w szkole, czy też nasłuchali się różnych opowieści w domu. A jak było naprawdę, to tego nikt do końca nie wie. Bo tyle jest prawd ilu jest zainteresowanych ludzi.

         Osądzać Jaruzelskiego? Postawić go przed sądem? Bzdura. Pomyślcie, ile razy on już tam stawał? I co? Raz był uniewinniany, innym razem wydawano na niego jakieś tam wyroki. Komuś dało to satysfakcję? Ktoś powiedział, na tym koniec. Nie. Jaruzelski będzie wzbudzał skrajne emocje, nakręcane przez różnych polityków, czy też dziennikarzy, zawsze. Do końca swych dni, a nawet dłużej.

         Emocje rozumiem. Różne zdana też. Nie mogę jednak pojąć zacietrzewienia tej młodzieży, która przychodzi pod dom generała, by tam manifestować tego dnia swoje poglądy. Chciałbym znać średnią wieku tych, którzy tam przychodzą. Chciałbym wiedzieć, kto im przewodniczy. Kto ich zachęca do tej działalności, którą ja nazywam po prostu burdą.

         Trochę czytałem na temat tych wydarzeń. Trochę pamiętam tamte czasy. Nie wiem, czy Jaruzelski postąpił zgodnie z prawem. Z tego co teraz się twierdzi, wynika, że nie. Ja jednak lubię się stawiać w roli drugiego człowieka. Ja kiedyś zastanawiałem się, co bym zrobił będąc na jego miejscu. I powiem Wam, że nie zmieniam swojego zdania. Będąc na jego miejscu, postąpiłbym tak samo. Wyprowadziłbym wojsko na ulicę i wprowadził stan wojenny. Taka była wtedy konieczność.

         Nawiasem mówiąc, przeczytałem sobie dzisiaj wywiad Teresy Torańskiej z generałem Wojciechem Jaruzelskim. Wywiad przeprowadzony wiele lat temu, ale chyba nie traci on na wartości. Polecam go, zwłaszcza przeciwnikom generała. Przeczytać go naprawdę warto, bo to rozmowa jest prowadzona z naprawdę mądrym, oczytanym człowiekiem. Człowiekiem który wiele przeżył i doświadczył. Oto on. Wywiad oczywiście.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Czy wierzycie w Mikołaja?

niedziela, 11 grudnia 2011 12:17

 

         O tym wydarzeniu przypomniałem sobie, po przeczytaniu ostatniego wpisu Czwartej Żony, mówiącym o tym, że nie wierzy Ona w Mikołaja. Pisze Ona, że nie wierzy również w Boga, ani w miłość, ale to już inna historia. Wracając do Mikołaja.

         Gdy byłem dzieckiem mieszkaliśmy na wsi. Lata dawniejsze, wieś może nie taka z ostatnich, bo i kościół był i sklep i szkoła, ale była to zima. Grudzień. Noc. A wiadomo, w tamtych czasach to ani oświetlenia na ulicy, ani telefonu w domu. Tak się złożyło, że ojciec gdzieś wyjechał, pewnie na jakieś zebranie bo często tak robił. Mama została w czterech ścianach sama. No, ze mną powiedzmy jeszcze, ale ja miałem około sześciu lat. Tak, faktycznie. Pamiętam. Jeszcze nie chodziłem do szkoły.

         Raptem ktoś zaczął walić do drzwi. Z jednej strony droga zasypana śniegiem, z drugiej w oddali widać domostwa, kto na zewnątrz? Strach! Mama się pyta, kim jest niespodziewany gość, a on mówi, że Mikołaj!

         Rany Julek, żarty sobie ktoś robi czy co? Mama z natury bojaźliwa, wystraszona takim oświadczeniem jeszcze bardziej, pyta się ponownie kto tam, a ten z uporem maniaka, mówi że jest Mikołajem i domaga się aby go wpuścić.

         Nie. Nie był to ojciec, żeby było to jasne. On o tym nic nie wiedział. Mama również o tajemniczej wizycie wcześniej nie poinformowana, teraz kazała mi się skryć w drugim pokoju. Po chwili jednak, dogadując się pewnie w jakiś sposób z tajemniczym osobnikiem, wpuściła go do domu, a mi kazała przyjść do siebie.

         W kuchni (dużą mieliśmy wtedy kuchnię i zimą tam najczęściej się przesiadywało – ciepło było) stał Mikołaj. Z kożuchem, białą brodą, pastorałem w ręku i workiem na plecach. Wiele lat temu, w czasach ówczesnego systemu, dla mnie, dziecka taki widok był szokujący. Ale przybysz mówił łagodnie, spokojnie, a zworka wyciągnął prezent. Taki kosmiczny pojazd, jakiś łazik, łunochod, taki który to nakręcony dojeżdżał do ściany, a następnie przewracał się i jechał w przeciwnym kierunku.

         Pamiętam, prezent mi się bardzo podobał. Zabawka była jak dla mnie rewelacyjna. Nowoczesna. A Mikołaj? No cóż. Pozostał w moich wspomnieniach jako dobry ludź. Taki co to przychodzi do nas w Wigilię ( to wydarzenie miało miejsce 6 grudnia nie w Wigilię) i obdarowuje prezentami.

         Żal nie wierzyć w Mikołaja.

         A dzisiaj? No cóż. Zawsze byłem zwolennikiem obdarowywania się nawzajem. Mówiłem, że każdy powinien dostać prezenty. Każdy od każdego. Bo to nie tylko ze względu na tradycję, ale i na wychowanie. To uczy nie tylko by brać, ale by również dawać. Po latach walki jednak rezygnuję. Nie chce mi się już wciąż prosić i wymagać od innych by tą tradycje podtrzymywali. To musi wypływać z serca nie z musu. Prezentów więc raczej nie będzie. Ja już nic nie musze dostawać. Mi przestało zależeć. Jedynie sam pewnie kogoś obdaruję. Drobiazgiem.

         Mikołaj był fajny, ale odchodzi w zapomnienie. A może się mylę. Może są jeszcze miejsca, gdzie przychodzi. Taki na czerwono ubrany, z dużą białą brodą i workiem na plecach. Może są takie miejsca…

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Druga Ziemia

piątek, 09 grudnia 2011 17:09

 

            Rhoda Wiliams jest młodą, zdolną, ambitną dziewczyną. Świat stoi przed nią otworem. Właśnie wraca ona z imprezy. Ma dobry humor. Jest lekko wstawiona. Jedzie samochodem i słucha radia. Nadają wiadomości. Mówią, że stoimy przed epokowym wydarzeniem. Na niebie pojawiła się niespodziewanie nowa planeta. Nikt nie wie skąd, ani jak. Ale planeta ta jest bardzo podobna do naszej Ziemi. Można ją właśnie zobaczyć gołym okiem. Rhoda więc wygląda przez okno (dziewczyna jest wielką pasjonatką astronomii) i… powoduje groźny wypadek. W zderzeniu ginie kobieta będąca w ciąży i jej kilkuletni syn. Mąż siedzący za kierownicą samochodu zapada w śpiączkę. Nasza bohaterka wychodzi z karambolu cało.

             Konsekwencje jakie musi ponieść dziewczyna to kilkuletni wyrok i zrujnowane życie. Marzenia na wspaniałą przyszłość prysły. Rhoda wychodzi z więzienia i naprawdę to teraz dopiero zaczyna się film pt „Druga Ziemia”. Dziewczyna stara się jakoś poukładać sobie życie, ale ma z tym duże problemy. Nie potrafi sobie znaleźć miejsca, a sumienie dręczy ją niemiłosiernie.

            Miejsca nie potrafi sobie znaleźć również John Burroughs. Mężczyzna, któremu rodzina zginęła w wypadku samochodowym, spowodowanym przez nieletnią osobę. Utalentowany muzyk, przed którym kariera stała otworem, teraz żyje na skraju nędzy topiąc smutki w alkoholu.

            Drogi życiowe tych dwojga ludzi oczywiście muszą się w jakiś sposób połączyć. Spleść. I następuje to wcale nie z przypadku. Wszystko, przynajmniej na początku, jest ustawione. Raczej ustawiane przez nią. Przez dziewczynę, którą dręczy sumienie.

            A co z drugą Ziemią? Otóż ona jest. I co ciekawe, przybliża się do nas. Naukowcy twierdzą, że jakimś niewyobrażalnym sposobem jest ona lustrzanym odbiciem naszej planety. I nawet ludzie żyją tam tacy sami jak my. Tacy sami, czy ci sami? Oto jest pytanie i można powiedzieć, że na nie pada odpowiedź w filmie.

            Ale co wspólnego ma historia Rhody i tajemniczej planety, owej Drugiej Ziemi, to oczywiście możecie dowiedzieć się oglądając ten film. A ja mogę Wam powiedzieć, że jest on całkiem niezły. Bo to i kino dla miłośników fantastyki i miłośników psychologii i jednocześnie taka opowieść o ludzkich losach, jakie mogą się trafić każdemu z nas. Każdemu z nas ziemia może się zawalić pod stopami w każdej chwili i wtedy co? Jak będziemy żyć? Będziemy szukać dla siebie innej Ziemi?

 

 

 

            Moja ocena filmu to: Z czystym sumieniem mogę dać 7/10

 

 

 

            A tak nawiasem mówiąc Istnieje niedawno odkryta planeta, której nadano nazwę Kepler 22b. Jest 2,4 razy większa od Ziemi i oddalona o 600 lat świetlnych. Krąży wokół swojej gwiazdy, a pełne okrążenie robi w ciągu 290 dni. Jest skalista, a temperatura na jej powierzchni wynosi prawdopodobnie 22 stopnie Celsjusza.

            Chcielibyście się tam może wybrać. Drobnostka. Dysponując współczesną technologią lecielibyśmy tam 22 miliony lat.

            Więcej TUTAJ i TUTAJ.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Samochód jest jak broń.

środa, 07 grudnia 2011 21:17

 

            Wczoraj, w telewizyjnych wiadomościach, podawali taką oto informację. Osiemnastoletnia dziewczyna prowadziła samochód. Trzy miesiące wcześniej, odebrała ona swoje prawo jazdy. Jechała Oplem Tigra i wiozła ze sobą czworo ludzi ( razem piątka osób w aucie). Samochód zarejestrowany był na cztery osoby. Dziewczyna jechała przez miasto z prędkością 100 km/h. Straciła panowanie nad kierownicą. Uderzyła w krawężnik i wjechała w jakiś sklep z oponami. W wyniku zderzenia, na miejscu zginęły dwie osoby. Dwie inne są w stanie ciężkim. Kierująca pojazdem, przeżyła.

            Do jasnej cholery! Co za gówniara. Jak można być tak nieodpowiedzialnym? Jak ci rodzice chowają swoje dzieci?

            Nie. Ja takich rzeczy nie rozumiem. Mam prawo jazdy od wielu lat. Trochę jeżdżę samochodem. Ale nigdy nie zdarzyło mi się jechać przez miasto setką. Na trasie to już jest duża prędkość i trzeba mieć dobrą drogę, by czuć się w miarę bezpiecznie robiąc takie osiągi. A w mieście… W mieście to nie do pomyślenia. I to jeszcze trzy miesiące po otrzymaniu prawa jazdy.

             Politycy mówią: zaostrzyć przepisy. Niektórzy mądralińscy twierdzą, że należy zaostrzyć egzaminy. Zwiększyć ilość godzin nauki. A ja mówię, że to wszystko, te pomysły wszystkie to je o gołą dupę potłuc. Tyle są warte.

             Jak nie będzie odpowiedniego chowania, jak nie będzie uczenia odpowiedzialności za siebie i za innych to nic się nie wskóra. Dostanie taki lekkoduch, bo w końcu przecież pozdaje te egzaminy (rodzice zapłacą) prawo jazdy i dalej w te pędy. Jedziemy ile fabryka dała. A co!? On jest panem (panią) szosy. On jest alfą i omegą. Wszystko już potrafi. Umie. Przecież zdał trudne egzaminy więc wszystko mu wolno.

             Szkoda życia tych ludzi. Szkoda tej dziewczyny. Bo przecież nawet jak wyzdrowieje, to pójdzie siedzieć. Swoim postępkiem zabiła ludzi. I po co to? Komu to było potrzebne. A wystarczyło trochę rozsądku.

            Ja wciąż powtarzam. Prowadzenie samochodu, to prawie jak zabawa z bronią. W każdej chwili można kogoś zabić.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

czwartek, 30 marca 2017

Licznik odwiedzin:  4 846 580  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4846580
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12494
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3329 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl