Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Surogaci

sobota, 27 lutego 2010 8:31


            Pamiętam z dzieciństwa pewien dzień. Dzień, w którym mój ojciec przyniósł do domu... kalkulator. Pierwszy, jaki widziałem. Pamiętam, jak sprawdzałem, czy się nie myli. Najpierw dodawanie. 2+2 faktycznie dawało 4. 5+5, to było 10. Później było odejmowanie. A gdy i tu nie natrafiłem na błędy, przeszedłem do czegoś trudniejszego. Do mnożenia i dzielenia. Byłem w szoku. Wszystko się zgadzało.

            Pomyślałem sobie wtedy, no to już teraz nie będę musiał uczyć się matematyki! Nic z tego. Musiałem.

            Gdy byłem młodym chłopakiem, pewien mój kolega miał w domu grę telewizyjną. Coś w rodzaju tenisa. Wyglądało to w ten sposób, że na ekranie telewizora, po lewej i po prawej stronie znajdowały się dwie pałeczki, którymi można było przesuwać w dół i w górę. Pomiędzy nimi poruszała się kulka, którą należało tak odbić, by przeciwnikowi się uderzenie nie udało i wtedy zdobywało się punkty. Za ta grę, byłbym w owym czasie gotów pewnie oddać 10 lat mojego życia. Tak byłem tym zafascynowany.

            Później poszło już szybko. Pierwsza telewizja satelitarna, telefony komórkowe, komputery... I to coraz nowocześniejsze. Coraz bardziej wypasione. Czasami czytam artykuły o wynalazkach, które mogą pojawić się w niedalekiej przyszłości. O armii, która już tworzy ubrania, dzięki którym stajemy się niewidzialni. O bezzałogowych samolotach. O sterowaniu maszynami, jedynie za pomocą myśli. Do czego to zmierza? Ciekawe.


             W filmie Jonathana Mostowa „Surogaci" mamy właśnie do czynienia z pewnym nowatorskim pomysłem. Otóż w niedalekiej przyszłości (do jakiegoś stopnie jestem w stanie nawet w to uwierzyć) ludzie mogą mieć taką możliwość, że wszędzie będą ich zastępować roboty. Ale nie będą to jakieś zwykłe maszyny. Roboty te będą, bowiem wyglądały jak ludzie (wygląd dowolny). Człowiek, homo sapiens, będzie wybierał sobie ich wygląd według upodobania. Mężczyzna, kobieto, dziecko..., co kto woli. Podłączał się później do nich za pomocą fal mózgowych i nimi w ten sposób sterował. Taki surogat, będzie za nas chodził do pracy, do sklepu, na dyskotekę. Dosłownie wszędzie. On będzie też narażał się na niebezpieczeństwa. A to mu przecież może belka spaść na nogę, gdy będzie w pracy, a to może go potrącić samochód w drodze do dyskoteki. Ale nic to. My, ludzie przecież jesteśmy bezpieczni. Maszynę przecież można naprawić, a my jedziemy dalej z tym koksem. A raczej z tym życiem.

            Czy takie bytowanie na tej planecie, nazwać można jednak życiem? Okazuje się, że chyba nie wszystkim to odpowiada. Są ludzie, którzy chcą, bowiem żyć tradycyjnie. Są w znacznej mniejszości i stanowią pewien rodzaj dziwaków, zaczynają jednak budzić zainteresowanie agenta Greera. Policjanta zajmującego się morderstwami, w tym sterylnym, czystym wydawałoby się świecie. Ktoś, bowiem znalazł metodę na niszczenie surogatów i jednoczesne zabijanie ich użytkowników.

            Film, „Surogaci" to czysta forma rozrywki. Niezbyt skomplikowany, sprawnie zrealizowany, przyjemny dla oka. Świetnie nadaje się do oglądania w wolnym czasie od pracy. Można przy nim odpocząć i się zrelaksować. A dla miłośników Bruca Willisa to następna okazja by móc go oglądać w roli bohatera.


 

            Moja ocena filmu to 6/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ned Kelly

środa, 24 lutego 2010 9:11


            Każdy chyba naród na świecie ma jakiegoś swojego Janosika. My mamy swojego... no właśnie, Janosika, a inni mają jakichś innych... Janosików. W Australii, takim bohaterem ludu, był niejaki Ned Kelly. Dwudziestokilkulatek, młody człowiek, który wraz ze swoimi braćmi, przemierzał kraj, napadał na banki i pomagał biedakom. Jednak, gdy miał 26 lat, został pojmany i skazany na powieszenie. I mimo tego, że z prośbą o ułaskawienie zebrano aż 32 000 podpisów, rząd Australii się nie ugiął i wyrok został wykonany.

            Z tego, co wiem, Ned był ofiarą systemu. Znalazł się w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu. Podpadł kilku policjantom. Można powiedzieć, miał pecha. Co jednak w moich oczach, nie usprawiedliwia, jego dalszych czynów. Bądź co bądź napadał, zabijał, grabił... I mimo, że później historycy starali się trochę tłumaczyć jego postępowanie to bandytą on był i już.

             W 2003 roku, na podstawie powieści Roberta Drewe'a zrealizowano film „Ned Kelly". Lekki, łatwy i co ciekawe, przyjemny w oglądaniu. Obraz ten jest czymś w rodzaju westernu. Może bez specjalnych ambicji, ale jest on zrealizowany bardzo poprawnie. Mamy strzelaniny, pościgi, bandytów i stróżów prawa. Mamy oczywiście i wątki miłosne.



           


 

            Film serdecznie polecam i daję mu dość wysoką ocenę, bo 7/10.




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Czas

wtorek, 23 lutego 2010 23:11


Masz czas

Mam

To sobie go zatrzymaj



Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Karnawał w Rio

niedziela, 21 lutego 2010 7:59

           

            Zakończył się karnawał, a rozpoczął się post. Środę popielcową już mieliśmy. Posypano, co niektórym głowy popiołem, a teraz mają pościć. Postować, jak to powiedział jeden z moich znajomych. I to przez 40 dni. Niektórzy w tym czasie nie jedzą słodyczy. Inni rzucają palenie. A są i tacy desperaci, którzy w tym czasie, nawet nie piją alkoholu! A jak! Szaleńcy, chciałoby się powiedzieć. Najpopularniejszym ponoć jest jednak, ograniczanie się z jedzeniem.

            Dlaczego ludzie tak postępują (Załóżmy, że tak jest faktycznie, chociaż będąc w sklepie na zakupach, jakoś nie zauważyłem, aby ludzie mniej pakowali do wózków.)? Otóż, jak mówi tradycja (ładne imię) mamy tu do czynienia z upamiętnieniem 40 dni pobytu Jezusa na pustyni (i nie tylko; patrz - artykuł) i jego walki z szatanem. Ale ja nie byłbym sobą gdybym nie miał znowu zawirowanych myśli. Zastanawiam się, bowiem, jaki ma sens odmawiania sobie jedzenia. Przecież równie dobrze, można by na przykład w tym czasie przestać się myć. Jezus przecież będąc na pustyni nie jadł, ale z pewnością również się nie mył. No, bo i jak miałby to robić?

            Głupie! Ktoś pewnie zaraz zawoła. Co za durnoty, ten człowiek wygaduje.. Być może, ale chyba nie do końca. Trzeba pamiętać bowiem, że wielu ludzi, którzy zaprzestali dbać o swoją higienę osobistą, zostało świętymi. Chociażby taki, św. Adalbert, czy też Franciszek z Asyżu. Oni się nie myli umartwiając się w ten sposób. I zostali świętymi. A chyba każdy katolik chciały takowym zostać.

            Ja jednak, nie namawiałbym do tego. Więc myjcie się, proponuję i jedzcie, na co macie ochotę, póki możecie, bo w starszym wieku różnie z tym może być.

 


            Miało być dziś jednak o karnawale. Ech, zagalopowałem się z tym umartwianiem. Otóż, chciałem Wam dziś powiedzieć, że zawsze bardzo lubiłem przyglądać się telewizyjnym fragmentom, (bo tylko na to mnie było stać) pokazującym paradę w Rio. Te tańce, ta muzyka, no i te piękne, półnagie kobiety. Wspaniałe. Mógłbym tak patrzeć, patrzeć, patrzeć... na ten niekończący się korowód ludzi poprzebieranych w najróżniejsze stroje i poruszających się w rytm muzyki. Prawdziwa uczta dla oczu. Moich oczu, bo wierzę, że niejedna kobieta z zazdrości miałaby ochotę rzucić czymś ciężkim w odbiornik.

            Wielkość. Potęga tego przedsięwzięcia, na które jego uczestnicy przygotowują się często niemal przez cały rok, mnie zawsze zadziwiała. Jakież było jednak moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się (zakładam, że to prawda), że ulica, na której odbywa się coroczny karnawał, ma niespełna 200 metrów długości. Znajduje się na zupełnych obrzeżach miasta, a skromne zabudowania usytuowane są zaledwie z jednaj strony. To, co oglądamy natomiast w TV, jest rezultatem odpowiedniej pracy operatorów, kamerzystów, oświetleniowców itd.





 

 

            No cóż. Telewizja kłamie. Prasa też. Pewnie tylko cyganka prawdę Ci powie.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Uprowadzenie Agaty - muzyka

sobota, 20 lutego 2010 17:31


            Pamiętacie może taki polski film (z drugiej strony, to ciekaw jestem, kto jeszcze pamięta, co było inspiracją jego powstania) pt. „Uprowadzenie Agaty"?

            Ja dzisiaj słucham sobie piosenek z płyty Seweryna Krajewskiego, skomponowanych do tego właśnie obrazu. Płytę dostałem kiedyś w prezencie choinkowym Miło powspominać.

            Dziś mam dzień sprzątania w domu. Sprzątam więc, i słucham płyty. A Wam polecam dla przypomnienia, choćby ten jeden utwór. Myślę, że warto poświęcić chwilę.

 


 

            A może jeszcze tego posłuchacie....?


 

 

 

            Albo i tego...

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Julie i Julia

piątek, 19 lutego 2010 16:35

 


             „Julie i Julia". A ja bym raczej powiedział „Dwie Julie". Jedna Julia, ta starsza, grana przez Meryl Streep, to sławna Julia Child. Właśnie przeprowadza się do Paryża. Druga, mogąca być jej córką, przenosi się z Brooklynu, do Queens. A co je łączy? Kuchnia. Po prostu, gotowanie. Starsza z pań, jest doświadczoną kucharką. Ma swój autorski program w telewizji i pisze książki. Wszystko oczywiście o gotowaniu. Młodsza, to rozczarowana życiem zawodowym urzędniczka i żona w jednym. Nie wiedząc, co robić ze swoim życiem, zazdroszcząc koleżankom ich karier zawodowych (sama napisała zaledwie pół, nie wydanej książki) postanawia pisać blooga. Podobnie jak ja. Tylko, że ona będzie pisać o gotowaniu. Mało tego. Postanawia przerobić przepisy swojej sławnej imienniczki.

            Starsza pani, nie jest zawodową kucharką. Przyjeżdżając do Paryża, nudzi się. A że jest dość żywiołowa, jeśli chodzi o temperament, postanawia brać lekcje kucharzenia u profesjonalistów. Zaczyna też współpracę z dwiema paniami, nad nową książką. Młodsza, pisząc swojego blooga, staje się coraz sławniejszą postacią. Zaczynają już pisać o niej gazety. Wszystko wydaje się zmierzać do konfrontacji.

            Film ten, z początku mnie wciągnął. Być może, przyczynkiem tego jest blogowanie głównej bohaterki. Pierwsze 40 minut oglądało mi się z dużą przyjemnością. Jednak później, akcja się rozlazła. Ekscentryczne zachowywanie się pani Child zaczęło mnie denerwować, a postać grana przez Amy Adams, zaczęła mi przypominać bohaterkę dla nastolatek.

            No cóż? Film lekki. Łatwy w odbiorze. Bez specjalnych ambicji, ale można go sobie obejrzeć w te zimowe, mroźne weekendy. Dobrze zagrana rola Julii Child w której znowu mogliśmy podziwiać wyśmienitą  Meryl Streep. Ta baba, potrafi zagrać chyba wszystko.


 

            Moja ocena filmu to: 5/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sztuka spadania

poniedziałek, 15 lutego 2010 21:51


            Brak, przez kilka dni, dostępu do internetu toż to okropne! Zwłaszcza, jeżeli człowiek się od niego uzależnił. I jak tu żyć!? Prawda? :)


            Przed Bartoszem Konopką stoi duża niewiadoma. Dostanie tego Oscara, czy też nie? Zobaczymy. Natomiast, Tomasz Bagiński, ma to już, za sobą. W 2003 roku jego film „Katedra" również był nominowany do tej zaszczytnej nagrody filmowej. Nie udało się. Ale twórcę należy ze wszech miar podziwiać. Ten rysownik, animator, reżyser jest, bowiem zupełnym samoukiem. Siedzi sobie taki w domciu, przed swoim komputerem i tworzy niecodzienne filmy. „Katedra" była naprawdę fantastyczna. Ten klimat. Szkoda gadać. To trzeba po prostu widzieć.

             Innym natomiast jego filmem jest „Sztuka spadania". W klimacie, rzecz zupełnie odmienna. Humorystyczna, rubaszna, z zaskakującym zakończeniem. Jeśli chcecie trochę rozrywki na dzisiaj, to poświęćcie te parę minut swojego wolnego czasu. Warto.

 


 

            Moja ocena filmu to:7/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Królik po berlińsku

wtorek, 09 lutego 2010 8:22

             I tak się złożyło szczęśliwie, że i my, Polacy mamy swojego pretendenta do nagrody Oscara. W kategorii,  Najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny, nominowany został film Bartka Konopki (dlaczego piszą Bartka, a nie Bartosza, tego nie potrafię zaakceptować) pt „Królik po berlińsku".

            W sierpniu 1961 roku, władze NRD rozpoczęły budowę muru berlińskiego. Systemu umocnień długości około 156 km mającego na celu oddzielenie komunistycznej od kapitalistycznej części Berlina. Strefę oddzielającą jeden od drugiego systemu stanowił pas ziemi obsiany trawą. Mur berliński był bowiem jakby murem podwójnym, stąd ten pas zieleni. W tej strefie zamieszkały króliki. Takie zwykłe, normalne króliki.. Z jednej strony ściana. Z drugiej strony ściana. A one po środku, znalazły sobie taką enklawę do zamieszkania. I dobrze im tam było. Bowiem żadnych wrogów zewnętrznych nie można było uświadczyć, a jedzenia w bród.

            Świat, który oglądamy w filmie Bartosza Konopki to świat na przełomie lat 1961 - 1989 widziany oczami królika. Pomysł ciekawy, ale spotykany już w filmach. Nieraz można było oglądać świat oczami jakiegoś zwierzęcia. Konopka zrobił jednak coś innego. Wmieszał zwierzęta do świata polityki.

            Królik, jak to królik. Na polityce się nie zna. Wszystkie jednak zmiany w stosunkach międzypaństwowych, międzyludzkich mają jakiś wpływ na jego życie. I tak, zaznaje i okresów swojej króliczej prosperity i społecznej degradacji. Raz po prostu ma lepiej, a raz gorzej.

            Film Bartosza Konopki jest wart obejrzenia. Ciekawy scenariusz, dobre zdjęcia (skąd on wziął te zdjęcia!?) montaż, oryginalny tekst czytany przez Krystyną Czubównę. Wszystko to sprawia, że zapatrzeni przyglądamy się tej prostej historii. Czy jednak znajdzie ona uznanie w oczach jury? Tego nie wiem. Dużo zależy w tym przypadku chyba od konkurencji.


 

 

            Moja ocena filmu to: 7,5/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Boris Vallejo

niedziela, 07 lutego 2010 8:07


            W moim domu rodzinnym, kupowało się dużo gazet. Rodzice lubili czytać. Lubili być na bieżąco z tym, co się dzieje w kraju i na świecie. Pewnie mam to po nich, bo u mnie też słowo pisane, (czytane) jest zawsze pod ręką.

            Przypomniałem sobie niedawno wydarzenie sprzed lat. Liczyłem sobie wtedy około siedmiu wiosen. Przeglądałem właśnie prasę mojego ojca. Miesięczniki. Interesowały mnie wtedy oczywiście jedynie obrazki. Im ładniejsze, bardziej kolorowe zdjęcia, tym prasa była dla mnie ciekawsza.

            W pewnym momencie rozłożyłem (nie pamiętam już tytułu) jakąś gazetę i zastygłem z wrażenia. Na całych dwóch stronach (pamiętam, że wydawnictwo było niewielkiego formatu, ale za to liczyło sobie wiele stron) było coś, co stanowiło dla mnie zjawisko. Zapatrzyłem się i zastygłem w bezruchu. Różnorodność barw. Niesamowity temat. Obraz wprawiający młodego człowieka w osłupienie. Przedstawiał on ludzi ujeżdżających smoki.

            Niewiele myśląc wyrwałem te dwie kartki i schowałem je w swojej szufladzie. Później miałem oczywiście niewielką awanturę, ale obrazek mogłem sobie zachować. Nie wiem, jaki był jego dalszy los, ale pamiętam, że przez jakiś czas go przechowywałem. Nie znałem ani tytułu, ani autora tego rysunku, ale utkwił on w mojej pamięci na zawsze.

            Żyjąc już w dobie Internetu, oglądając twórczość różnych rysowników trafiłem kiedyś całkiem przypadkiem i na swój ulubiony rysunek. Oto on.





            Jego autorem jest niejaki Boris Vallejo. Z twórczością autora i to niemałą, możecie się zapoznać bliżej na stronie http://www.imaginistix.com/. Serdecznie polecam. Będzie to wspaniała uczta dla oczu na niedzielę.

            A wpis ten zrobiłem, bo rysunek skojarzył mi się z filmem Avatar. Prawda, że maja wiele wspólnego?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Ryby, żaby, raki

piątek, 05 lutego 2010 7:45


            Słyszeliście może o sprawie Olewnika? No jasne, że słyszeliście! Całkowita niekompetencja policji, prokuratury, sądów... A może tylko (?) zła wola.

            A słyszeliście może (kiedyś podawali w TV) o tym, że pewien odcinek autostrady, który u nas w kraju budowano, zaraz po oddaniu do użytkowania, trzeba było zamknąć, bo trzeba było zrobić poprawki?

            To chyba wczoraj, Janusz Weiss podczas rozmowy z pewnym posłem (audycji słuchałem jednym uchem) usłyszał jak ten mówił, że po zakończeniu pracy nad ustawą, będą pracowali nad jej nowelizacją. A później pewnie nad poprawkami, co? Tak jakby nie można było od razu wykonać swojej roboty dobrze!

            Oglądacie może takie programy interwencyjne jak chociażby: Uwaga, Telekurier, Sprawa dla reportera... Przecież to, co się tam ogląda, woła o ogólne potępienie i walkę z partactwem, z niechlujstwem, z głupotą. Z drugiej strony, można by sobie zadać pytanie, czy taka walka miałaby jakiś sens. Przecież u nas wszystko leży na łopatkach. System prawny, służba zdrowia, administracja, transport...Czegokolwiek by człowiek nie dotkną, to zepsute.

             Dlaczego tak się dzieje? A może to tylko moje wrażenie?


            A tę piosenkę w wykonaniu Krystyny Sienkiewicz, to może znacie? Polecam posłuchać i przemyśleć. To jedna z moich ulubionych. Ona wiele tłumaczy.

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

Avatar

czwartek, 04 lutego 2010 20:45


            Avatar dostał dziewięć nominacji, do Oscara. Nie jest to rekord, ale faktycznie sporo.


            1. Za najlepszy film. Nie znam wszystkich nominowanych, ale myślę sobie, że Bękarty wojny, są w stanie mu zagrozić.

            2. Za reżyserię. I tutaj również przypominam Bękarty. To naprawdę godny przeciwnik.

            3. Za zdjęcia. Tutaj wydaje się być faworytem. Ale Bękarty, czy też Biała wstążka, mogą mu zagrozić..

            4. Za muzykę. W tej kategorii, nie mam zdania.

            5. Za montaż. Tu uważam, że wygra Avatar, ale żal mi pokonanych.

            6. Za efekty specjalne. Zdecydowany faworyt.

            7. Za scenografię i dekoracje wnętrz. Nie znam konkurentów, trudno się więc wypowiadać. Ale w tym wypadku chyba efekty komputerowe zastąpiły scenografię i dekoracje.

            8. Za najlepszy montaż dźwięku. Nie mam zdania.

            9. Za dźwięk. Hm. Dźwięk był niezły. Nawet wydźwięk, bym powiedział.


             Avatara w reżyserii Jamesa Camerona, oglądałem niedawno. Robi wrażenie - muszę powiedzieć. Ale przyznam się szczerze, tak bez bicia, że przez pierwsze jakieś trzy kwadranse, to się trochę nudziłem. Patrząc na film widziałem jedynie dużą baję. Pełną kolorów, światełek, jakichś nieziemskich stworów. Zupełnie nie mogłem się oswoić z niebieskim kolorem „ludzi" i tymi ich ogonami. Trochę mnie to drażniło. Ponadto scenariusz taki jakiś naiwniutki. Ot historia Ziemian, którzy chcą opanować obcą im planetę, by muc eksploatować, jej dobra mineralne.

            Ale gdy w filmie oswoimy się i z niecodzienną kolorystyką i z niecodziennym obrazem. Gdy zapomnimy o tym, gdzie właśnie jesteśmy i wczujemy się w akcję. I gdy wreszcie zaczyna pomału dochodzić do konfrontacji między tubylcami, a najeźdźcami, no to zaczyna się jazda. I to ostra.

            Niebywałe efekty specjalne. Niebywałe tempo akcji. Ciekawe rozwiązania wyglądu i zachowania obcych stworzeń. To wszystko naprawdę godne jest obejrzenia. Bo film Jamesa Camerona trzeba zobaczyć. Jest to obowiązkowa pozycja dla każdego miłośnika kina. Choćby z tego względu, że pierwszy raz dokonano tu na tak wielką skalę próby stworzenia filmu w 3D. Mi osobiście taki obraz nie specjalnie jak na razie przypada do gustu. Przy czym w tym wypadku dobrze jest znać angielski. Bo jednocześnie czytanie tekstu i oglądanie filmu w trójwymiarze powoduje, że oczy jakoś się męczą.


            A mi przypomniało się właśnie, że z obrazem trójwymiarowym, ale oczywiście nie w filmie, miałem do czynienia już dużo wcześniej. Kiedyś, w dzieciństwie, byłem zapalonym filatelistą. Zbierałem znaczki pocztowe o różnej tematyce i z różnych krajów. Moją kolekcję zdobiły dwie serie znaczków właśnie trójwymiarowych. To było niebywałe w kolekcji. Nikt w okolicy takich nie posiadał. Już nie pamiętam, z jakiego kraju one pochodziły. Wiem, że jedne przedstawiały kwiaty, drugie natomiast dyscypliny sportowe.

 

 


            Film Avatar oceniam na: 8,5/10. To dużo. Jednak więcej nie zdecydowałem się dać. Film jest za świeży. Musi się trochę przetrawić.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zmierzch

poniedziałek, 01 lutego 2010 17:23


            Kiedyś napisałem chyba takie stwierdzenie: Dobry horror, nie jest zły. I podtrzymuję swoje zdanie, chociaż wiem, że są tacy ludzie, którzy nie lubią tego gatunku filmowego.

            „Zmierzch" mi jednak odradzano. Nie posłuchałem. Pomyślałem sobie, że jeżeli jest to jeden z chętniej oglądanych obrazów roku ubiegłego, to czemuż by nie obejrzeć. I zabrałem się za oglądanie. Po niedługim czasie okazało się, że znajomi mieli rację. To nie jest film dla mnie.

            Historia miłość nastolatki  i wampira może się podobać chyba tylko nastolatkom. Bo mnie nie zainteresowało tam nic. Dosłownie nic. Rozumiem, wyrosłem już z krótkich spodenek i nie nadaję już na tych samych falach, ale wiem, że są i takie rzeczy, które podobają się i dzieciarni i starszym wiekiem. „Zmierzch" do takich dzieł jednak nie należy. Można go sobie odpuścić.

 

 


            Moja ocena filmu to:3/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 261  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127261
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl