Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 431 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Nic osobistego

środa, 29 lutego 2012 16:31

 

            Wsiąść do pociągu byle jakiego

            Nie dbać o bagaż

            Nie dbać o bilet.

            Ściskając w dłoni kamień zielony

            Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle...

 

 

            Anne poznajemy w momencie gdy siedzi ona sama w pustym mieszkaniu i obserwuje przez okno ludzi, którzy szabrują jej prywatne rzeczy wystawione przez nią przed dom. Nasza bohaterka postanowiła bowiem porzucić swoje dotychczasowe życie w Holandii i wyjechać do Irlandii. Ale nie zrobiła ona tego w poszukiwaniu pracy, tak jak by to mogło zrobić wielu naszych rodaków. Anne natomiast postanowiła wieść samotne życie włócząc się bez celu po bezdrożach kraju.

            Nie wiemy co ją do tego skłoniło by porzucić dotychczasowe życie. Całkiem możliwe, że były to jakieś traumatyczne wydarzenia. Jest ona bowiem bardzo nieprzyjaźnie nastawiona do ludzi. Każdy nawet najmniejszy przejawy sympatii skierowany w jej kierunku odrzuca i podchodzi do niego z agresją.

            Wędrując tak samotnie i warcząc na wszystkich napotkanych ludzi dostrzega w pewnym momencie domek, usytuowany na odludziu, ale w przepięknym miejscu. Zachodzi tam, a nie zastawszy domowników (domownika) przez chwilę panoszy się w nim. Coś zje, trochę się umyje, posłucha muzyki by w końcu wytarzać się w świeżej pościeli i z premedytacją zostawić swój długi rudy włos.

            Nasza bohaterka w tym momencie jeszcze nie wie, że mieszkaniec tego ładnego domku zaproponuje jej zaraz i pracę i jedzenie i mieszkanie. I że od tej pory będzie ona pomału potulnieć i wracać do społeczeństwa. Do normalnego życia.

            Martin, znacznie starszy od niej, nie będzie tańczył tak jak ona zagra.  Nie wystraszy się jej. Ma natomiast dla niej propozycje, która w końcu odmieni los dziewczyny i pozwoli jej stanąć na nogi.

             "Nic osobistego" to bardzo spokojny i nastrojowy film. To coś w rodzaju ucieczki od wielkiego i pazernego świata. Ucieczki od ludzi którzy lepiej wiedzą jak powinniśmy żyć i co robić. Dwoje bohaterów tego filmu wybrało samotność i jak się okazuje na ich przykładzie, nie jest to wcale zły wybór.

 

 

 

 


            Moja ocena filmu to: 6,6/10

 

 

            Spójrzcie na plakat. Co widzicie? Tak naprawdę, to co na nim widać, wiedzą jedynie ci którzy film obejrzeli.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Artysta

poniedziałek, 27 lutego 2012 19:39

 

            Mam już tyle lat, że pamiętam nawet program pana Stanisława Janickiego "W starym kinie". W cyklu, celem którego było przybliżanie i przypominanie widzom starych produkcji filmowych, pojawiały się prawdziwe perełki dużego ekranu. I polskie i zagraniczne i nieme i te z dźwiękiem. Nie do końca mogę sobie już przypomnieć, które to obrazy były uznawane za stare. Takle które to już miały 25, 30 czy więcej lat. Ale pamiętam, że dzięki nim poznałem Charle Chaplina, Harolda Lloida, czy choćby braci Marx.

            Wychowałem się na kinie dźwiękowym. Na telewizorze jeszcze czarno-białym, ale zawsze chyba będę miał pewien sentyment do kina niemego. Miny, gesty, ruchy, wszystko to bardzo przesadzone, ale jakże sympatyczne. Pozbawione agresji, wyciskające łzy i uśmiech i rozbudzające wyobraźnię.

            Dziś mamy kino dopracowane w każdym szczególe. Dźwięk wręcz doskonały. Obraz idealny. Efekty specjalne zapierające dech w piersiach. Pytanie tylko, czy duch pozostał? Czy nadal tak samo się wzruszamy jak dawniej?

            Myślę, że mniej. Że nadal chętnie oglądamy cudze perypetie, ale wszelakie emocje szybko mijają. Zresztą, mam wrażenie, że kino jest coraz bardziej nakierowane do młodszego widza. Starsi mają ustąpić miejsca młodzieży, nawet na widowni kinowej.

 

            Dziś w nocy nagrodę Oscara, za najlepszy film roku otrzymał "Artysta". Film nie dość że czarno-biały to jeszcze w dodatku niemy. Co prawda w trakcie jego trwania, pojawiają się czasami napisy, ale dla nie znających angielskiego nie ma to większego znaczenia jeśli chodzi o treść. Wszystkiego można się domyśleć. Dokładnie tak, jak to drzewiej bywało.

            Mamy tu wszystko jak kiedyś. Gesty, mimika, wielkie oczy, przesadne ruchy. Mamy dramatyzm, miłość, taniec, dowcip, muzykę non stop i nawet psa bohatera. No i historię. Taką co to wzrusza i jednocześnie uczy.

            Historię Georga Valentina, pierwszej gwiazdy kina niemego, któremu przyszło zderzyć się z nowinką filmową jaką jest wprowadzenie dźwięku. Głos? Nie. To się nie przyjmie, mówi nasz bohater, ale w duszy czuje, że chmury nad  nim już się kłębią. Kino z mówiącymi aktorami w olbrzymim tempie święci triumfy, a on... On jest już zbędny. Jego postać kojarzy się przecież z tym co minęło.

            Czym jednak byłaby miłość gdyby nie potrafiła sobie poradzić z najtrudniejszymi sytuacjami życiowymi? No właśnie. Miłość ratuje naszego bohatera przed śmiercią, a ta przecież była już tuż, tuż. I to nie raz.

 

            "Artysta". Pięć statuetek Oscara jakie zgarnął, to dużo. I być może mu się należało. Nie znam wszystkich konkurentów i fachowcem nie jestem by się autorytatywnie wypowiadać. Ale jako kandydat do najlepszego filmu, to nominacja mu się na pewno należała. Uważam natomiast, że rola jaką zagrał Jean Dujardin zasługuje na główną nagrodę. Aktorsko świetnie się spisał. Żałuję natomiast, że partnerująca mu Berenice Bejo nie uzyskała statuetki. Ona była równie dobra jeśli nie lepsza nawet od odtwórcy głównej roli. John Goodman i James Cromwell w rolach drugoplanowych też spisali się całkiem nieźle.

            Podsumowując więc, "Artystę" koniecznie trzeba zobaczyć. To bardzo dobre kino nawiązujące do tych wzorców jakie od zawsze królowały u X muzy.

 


 

            Moja ocena filmu to: 7,9 a nawet 8/10.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Walka z Kościołem według Mariusza Błaszczaka

sobota, 25 lutego 2012 21:11

 

            Po pamiętnym roku 1989, po zmianach jakie wtedy nastąpiły, jedni zyskali inni stracili. Ogólnie mówiąc, jednak chyba wszystko poszło w dobrym kierunku. Mam wrażenie że więcej jest plusów niż minusów. Nawet jeśli te plusy są ujemne, a minusy dodatnie.

            Twierdzę, że jednym z większych beneficjentów zmiany systemu w Polsce jest Kościół Katolicki. Ponoć należało mu się to w zamian za wkład jaki włożył w obalenie komunizmu, systemu który nawiasem mówiąc u nas w kraju nigdy nie istniał.

            Co zyskał Kościół? Różne rzeczy, choćby to, że od tej pory mógł obsadzać swoich ludzi w wojsku. Każda jednostka wojskowa otrzymała etat kapelana wstawianego oczywiście przez czynniki kościelne. Kapelan taki, w stopniu nie mniejszym niż kapitan, opłacany zostawał z jakiegoś tam funduszu wojskowego. Po piętnastu latach państwowa emerytura. W międzyczasie oczywiście były i awanse i podwyżki. Wszystko finansowane przez państwo polskie. Świetna fucha.

            Rzecz jednak w tym, że restrukturyzacja, reforma i wszelakie zmiany dosięgneły i struktury wojskowe. Minęły lata i zlikwidowano powszechny pobór wojskowy zamieniając to na służbę wojskową zawodową. Czy to była dobra zmiana czy też nie, nie będę o tym w tej chwili dyskutował. W każdym bądź razie w wyniku reformy zostało zlikwidowanych mnóstwo jednostek wojskowych. Co jednak z kapelanami tam urzędującymi? Otóż nic. Kapelani tacy bowiem nie podlegają strukturom wojskowym. Pieniądze brać, biorą, to prawda, ale mimo że jednostka została zlikwidowana, oni dalej pełnią swoją służbę. Dla kogo, i po co, i co w ogóle oni robią, to nie ma znaczenia. Oni są i już. Przechodzą po piętnastu latach na emerytury. Na ich miejsce powoływani są nowi, a jednostki jak nie było tak nie ma. I juz nie będzie. Ale jak się okazuje to wszystko nie ważne.

            Obecny rząd jak słyszę chciałby skończyć z tą fikcją i zlikwidować te wirtualne posady. Ale tu jak widzę mamy protesty. W dzisiejszym porannym programie radiowym "Śniadanie w Trójce" usłyszeliśmy że rząd chce zacząć działać w tej sprawie. I od razu pojawił się głos sprzeciwu. Z której strony? Oczywiście z kierunku PISu. Poseł Mariusz Błaszczak stwierdził, że jest to kolejny przejaw walki z Kościołem.

            Też tak uważacie? Że to jest przejaw walki z Kościołem?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

W najbliższym czasie polecam

piątek, 24 lutego 2012 13:39

 

Obcy 4

Ja robot

Między niebem a ziemią

Vinci

Podwójne życie Weroniki

Underground

Za wszelką cenę

Kac Vegas

Mamma Mia

Babel

Polowanie na Czerwony Październik

Doskonały świat

 

 

Jednak szczególnie chciałbym polecić film "Czarna Wenus".  Historia dwudziestoletniej Saatjie, kobiety przywiezionej z Afryki do Londynu jako niewolnicy. Rzecz dzieje się na początku XIX wieku.  Saatjie zostaje sprzedana i umieszczona w domu publicznym i jest niebywałą atrakcją. Zawdzięcza to swojemu niecodziennemu wyglądowi. FIlm oparty na autentycznych wydarzeniach co mnie bardzo intryguje, ale muszę przyznać, że nie zanm jego wartości. Po prostu jeszcze nie oglądałem

Okazję będę miał w poniedziałek 27 lutego w tvp kultura.

 

 

 

 

W następny poniedziałek i też na tvp kultura będzie film "Obsługiwałem angielskiego króla". FIlm na podstawie świetnej książki Bohumila Hrabala. Świetna książka, świetny audiobook i film też niczego sobie. Jeżeli nie oglądaliście, zobaczcie koniecznie. Typowe czeskie kino. Prawdziwa uczta dla miłośników takich klimatów.

 

 

 

 

Środa, TVN7 i film "To nie jest kraj dla starych ludzi". Bardzo męskie, twarde, mocne kino, ze świetnie zagranymi rolami. To grzech miłośnika filmów, nie znać tego obrazu. Polecam zwłaszcza tym którym gdzieś to umknęło, a lubią prawdziwe emocje.

 


 

No i w 8 marca "Dom zły" Typowy film Smarzowskiego, który już prawie wszyscy widzieli. W tv jednak to chyba premiera. Jeden z lepszych polskich filmów ostatnich lat. Na pewno obejrzę go sobie powtórnie.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Вольф Зангель i jego zdjęcia

czwartek, 23 lutego 2012 10:22
Treść wpisu jest przeznaczona dla osób pełnoletnich

pokaż treść wpisu


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Na krawędzi

czwartek, 23 lutego 2012 10:04

 

            Stanął facet na krawędzi dachu wieżowca i zapewnie ma zamiar skoczyć. Jak zwykle w takich sytuacjach, policja przysyła do niego detektywa Hollisa. Ten dowiaduje się, że skoczek wykona swój zamiar o godzinie dwunastej. Dlaczego? Otóż jest on do tego w jakiś sposób zmuszony.

            A co dalej? Dalej to jesteśmy świadkiem wydarzeń opowiadających nam, jak do tego wszystkiego doszło. Gavin, bo o nim to mowa, zakochał się. Miał jednak to nieszczęście, że zakochał się w mężatce i stąd jego problemy. Ale problemy ma też i detektyw Hollis. Nie, nie zawodowe lecz rodzinne i czy przypadkiem on nie ma większych powodów by skoczyć z dachu?

            Film "The Lidge" to thriller, który mogę Wam spokojnie polecić. Ale uprzedzam. Nie jest to nic nadzwyczajnego. Ot, historia miłości, w którą wplątane są dość mocno wątki religijne. Gavin bowiem jest ateistą, a mąż jej kochanki zażartym protestantem mającym za swój cel nawracanie ludzi. Panowie obaj znają się, mieszkają bowiem po sąsiedzku, i toczą ze sobą dysputy religijne.

            Przeciętna ocena filmu wynika przede wszystkim z jego zakończenia. Jest ono niedopracowane. Inteligentni ludzie, a za takowych miałbym i Gavina i detektywa Hollisa, tak się nie zachowują. Starają się znaleźć wyjście z sytuacji, a takowe w tym przypadku można było znaleźć.

 

 


            Moja ocena filmu to: 6,1/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Musimy porozmawiać o Kevinie

środa, 22 lutego 2012 10:03

 

            Miałem kiedyś podwórkowego kolegę - Marka. To z nim często chodziłem na wagary, mimo że chodziliśmy do zupełnie innych klas. To z nim popalałem papierosy i piłem piwo. Razem też szwędaliśmy się po mieście jak i graliśmy w szachy. Marek był bardzo inteligentnym  i bystrym młodym facetem mimo że ukończył w sumie tylko podstawówkę. Zawsze też miał więcej kasy niż ja. Mimo, że jego mama była na rencie, to ojciec dobrze zarabiał. Był co prawda tylko kierowcą, ale jeździł na TIRach i to tylko na trasach zachodniej Europy. W tamtych czasach była to prawdziwa fucha. Nie dość, że tu w kraju płacono mu bardzo dobrze, to drugie tyle, albo i trzecie zarabiał na towarze jaki sobie przywoził z wojaży nie mówiąc już o tym, że często zabierał łepków (autostopowiczów) co również stanowiło niemały dochód.

            Markowi więc niczego nie brakowało. Papierosy, alkohol, koledzy... Pojawiło się szemrane towarzystwo i bójki. Któregoś ładnego dnia napadli mężczyznę w parku i Marek dostał wyrok 3 lat bezwzględnego więzienia. Gdy dostawał przepustki zawsze przychodził do mnie pogadać. Będąc w więzieniu ożenił się. Musiał. Zaliczył tzw wpadkę. Gdy go zamykano miał około 18 lat. Po wyjściu, pamiętam, mówił że nigdy już tam nie wróci. Nigdy w życiu. Z tego co wiem, to nie wrócił. Ale pamiętam jego matkę, jak bardzo się zmieniła po jego wyroku. Jak bardzo i szybko się postarzała. Zrobiła się taka zamknięta. Zgaszona. Jeździła często na widzenia do niego. Autobusami. Dość daleko. Marek, to było jej jedyne dziecko.

 

            Czasami zastanawiam się, czy to wychowanie stanowi o tym kim jesteśmy, czy geny. Zawsze obstawiałem to pierwsze, teraz mam coraz większe wątpliwości. Geny, hormony to one ponoć decydują o tym kim jesteśmy. Jacy jesteśmy. Ale z drugiej strony, czy należy wszystko zwalać na czynniki od nas niezależne? Tak przecież łatwiej. Prawda?

 

            Czy Kevin był wyczekiwanym dzieckiem? Chyba tak. Być może Eva nie pragnęła szaleńczo potomka, lubiła wszak podróże i zabawę, ale przecież stanowili wraz z Franklinem kochające się małżeństwo. Naturalną więc rzeczą było to że poczęli oni dziecko. Chłopiec jednak od samego początku sprawiał problemy. Nie wiadomo gdzie szukać tego przyczyn. Może to Eva nie potrafiła sobie poradzić z nową dla niej sytuacją, a może to właśnie Kevin  został negatywnie tak zakodowany genetycznie, że niewiele dawało się zrobić. W każdym bądź razie Kevin będąc niemowlęciem notorycznie się darł. Podobno ja też będąc dzieckiem (to wiem z opowiadań) potrafiłem drzeć się godzinami i nikt i nic nie było w stanie mnie uspokoić. Ale to już inna historia. Chłopiec tak bardzo się wydzierał, że nawet pewnego razu jego matka stanęła obok pracującego młota pneumatycznego bo ten hałas stanowił dla niej ulgę.

            Kilkuletni Kevin też nie był lepszy. Przyjął postawę dziecka trochę autystycznego, w każdym bądź razie bardzo odizolowanego od otoczenia. Matka co prawda starała się szukać jakiegoś ratunku u lekarzy, ale ojciec bagatelizował całą sprawę.

            Chłopiec rośnie. Mijają lata i na świat przychodzi jego siostra. Od teraz matka która nie potrafiła obdarzyć miłością jedno trudne w wychowaniu dziecko, swoje uczucia macierzyńskie będzie musiała jeszcze podzielić na dwoje. Kevina to jednak specjalnie nie rusza. On siostrę, tak jak i wszystkich wokół zresztą, nienawiścią obdarza od pierwszego widzenia.

            Trudno go czymkolwiek zainteresować, do czegokolwiek zachęcić, a jednak w pewnym momencie jego życia, coś się udaje. Kevinowi bowiem bardzo się podobają przygody Wilhelma Tella. Ojciec jest tym tak zachwycony że w prezencie kupuje mu łuk. Taki mały, dziecięcy łuk, strzały, tarczę i strój bohatera książkowego.

            Pamiętajmy jednak, że Kewin to trudne dziecko. Dziecko do którego trudno w jakikolwiek sposób dotrzeć i że koniecznie należy o nim porozmawiać. A przecież "Musimy porozmawiajmy o Kevinie"

            W filmie główną rolę kobiecą gra Tilda Swinton. Aktorka której nie lubię za jej urodę, a właściwie za brak urody, ale którą cenię za chociażby taki jej poprzedni film jak "Jestem milością". Cała historia zaczyna się intrygująco. Zwłaszcza dla osoby która nie wie o czym to będzie. Widzimy bowiem oblany farba dom naszej bohaterki i jej samochód. Widzimy kobietę która wali ją pięścią w twarz na środku ulicy i zastanawiamy się dlaczego Eva nie reaguje? Dlaczego nie protestuje. Wiemy, a raczej czujemy, że coś się wydarzyło. Coś wielkiego, znaczącego. Ale co?

 

 


            Moja ocena filmu to: 7,6/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pójdźmy za Asnykiem

wtorek, 21 lutego 2012 11:33

 


PÓJDŹMY ZA ASNYKIEM

 

Pokażcie drugi taki kraj na świecie

W którym naiwność uczyniono cnotą

Pokażcie drugi taki kraj na świecie

W którym miesza się mądrość z głupotą

Pokażcie drugi taki kraj na świecie

W którym jest klęska powodem do chwały

Pokażcie drugi taki kraj na świecie

Równie kretyński i równie wspaniały

            Pokażcie drugi taki kraj na świecie

            W którym się gałąź podcina pod sobą

            Pokażcie drugi taki kraj na świecie

            W którym nienawiść jest życia ozdobą

            Pokażcie drugi taki kraj na świecie

            W którym człowieka równa się ze świętym

            Pokażcie drugi taki kraj na świecie

            Aż tak kochany i aż tak przeklęty

Czy z tych absurdów coś dla nas wynika

Czas zacytować Pana Asnyka

            Trzeba z żywymi naprzód iść,

            Po życie sięgać nowe,

            A nie w uwiędłych laurów liść

            Z uporem stroić głowę

Wy nie cofniecie życia fal!

Nic skargi nie pomogą:

Bezsilne gniewy, próżny żal!

Świat pójdzie swoją drogą!

 

 

Marek Sobczak i Antoni Szpak



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Obca

poniedziałek, 20 lutego 2012 10:01

 

            Byłem kiedyś na pewnych imieninach. Po mojej prawej stronie siedziała ładna kobitka. Gdy dowiedziałem się, że ma już córkę na studiach, zdziwiłem się bardzo, bo tak młodo wyglądała. Co studiuje - zapytałem się w trakcie rozmowy. Turkologię - usłyszałem. Co takiego - powiedziałem i szybko zapędziłem swoje szare komórki do myślenia. Co to jest? A no tak. To język i kultura turecka.

            Po co jej to? Zdziwiłem się. Otóż dziewczę podobno poznało chłopaka z Turcji. Zakochało się i teraz jest bardzo przejęte swoją miłością. Czy nie obawiacie się o nią? Tyle się bowiem słyszy w mediach o innym tam traktowaniu kobiet niż to do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Ależ skąd! Poznaliśmy już go. To bardzo miły chłopak. Pochodzi z kulturalnej i wykształconej rodziny. Jego rodzice są lekarzami, a oni wszyscy mieszkają w tej części kraju bardziej cywilizowanej, bardziej europejskiej.

            Nie jestem upoważniony by się wtrącać, by protestować, by ostrzegać. Nie moja to rzecz. Ale obawy przed tego typu związkami małżeńskimi mam.

 

 

            Umay to młoda kobieta. Muzułmanka. Taka z dziada pradziada. Zgodnie z tradycją została wydana za maż i mieszka z mężem i kilkuletnim synkiem w Stambule. Ale ona w tym małżeństwie czuje się bardzo nieszczęśliwa. Jest bita, poniżana i czuje się niekochaną. Umay ma tego dość i pewnego razu zabiera dziecko i ucieka do swojej rodziny. Do ojca, matki i rodzeństwa. Rzecz jednak w tym, że oni wszyscy mieszkają w Berlinie.

            Na widok kobiety wszyscy się cieszą. Wszak od tak dawna się nie widzieli. Ale gdzie mąż? I tu zaczyna się problem, bo mimo że rodzina mieszka w Europie, w Berlinie to wszyscy oni są bardzo związani z tradycją. Matka więc odrzuca córkę. Jej ojciec wraz ze starszym bratem chcą porwać jej syna by go oddać biologicznemu ojcu. Młodszy brat leje ją po twarzy, gdy ta wspomina, że kiedyś się nim opiekowała i prała po nim pieluchy. Młodsza siostra zieją do niej nienawiścią bo przez ten skandal sama będzie miała kłopoty w zamążpójściu.

            Umay jednak nie ma zamiaru wracać do świata który opuściła. I tu ma problem. Sama bowiem bardzo jest związana z najbliższymi. Nie wyobraża sobie życia bez nich. Wciąż stara się o miłość ojca i matki i zabiega o przyjaźń rodzeństwa. Ci jednak staja murem. Dla nich tradycja jest najważniejsza.

            Gdy dwie strony nie chcą ustąpić to nie może skończyć się dobrze. To musi skończyć się tragedią. I tak też jest w tym wypadku. Śmierć wieńczy dzieło. Ale czy ktoś z bohaterów się czegoś nauczy? Może młodszy z braci? Nie wiem. Bo przypuszczam że nikt. Wszak tak bardzo trudno jest czasami przeciwstawiać się światu. Tak trudno czasami jest iść własną drogą.

           

             Niemiecki film "Obca" - polecam. A to z powodu właśnie tematu jaki on porusza. Nie przypuszczam aby był ostrzeżeniem dla młodych Europejek zakochujących się właśnie w mężczyznach pochodzenia arabskiego, ale myślę, że to ważny głos w dyskusji o prawach kobiet, o wolności do samostanowienia, o tradycji, o tym co jest najważniejsze w życiu.

           

 

 

 

 

            Moja ocena filmu to: 7,8/10

 

 

 

            I jeszcze przypomnienie o tym, czy jest tradycja. Kolega właśnie mi to podrzucił.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Pomysły Rządu i moje na reformy emerytalne.

sobota, 18 lutego 2012 16:47

 

            Tusk chce przeprowadzić reformę emerytalną. Tak, tak. Wiem. Nie Tusk, ale premier Tusk, ale i nie reformę, lecz... kosmetykę emerytalną. Co ja wygaduję? Jaką kosmetykę? Oburzą się co niektórzy. A no tak. Odpowiem ja, bo to co robi nasz rząd to nie żadna reforma.

A nawet jeżeli, to z pewnością nie uratuje ona ZUSu ani nas, przyszłych emerytów przed katastrofą finansową.

            Wszystkim wiadomo, że ZUS ma problemy finansowe i to od lat. I te problemy stara się Tusk usunąć. Myślał więc on i myślał, wraz ze swoi doradcami, co by tu zrobić i wymyślili, aby niektórzy ludzie w Polsce dłużej pracowali. Ot co. Pomysł godny średnio rozgarniętego ucznia szkoły podstawowej.

            Ja twierdzę, że to nic nie da. Dlaczego? To proste. W ciągu pierwszych kilku lat co prawda, da się odczuć lekką poprawę sytuacji, ale później zadłużenie ZUSu nadal będzie rosło. Jak sam premier mówi, żyjemy coraz dłużej. Czyli za 10-15 lat będziemy żyć jeszcze dłużej, a to oznacza, że chyba znowu będziemy musieli podnieść wiek emerytalny - tak? No to wtedy już do 70tki na pewno. A później i jeszcze dłużej. 75? 80? 85? I tak w nieskończoność? Nie! To nie jest rozwiązanie. To nie reforma.

            Tym bardziej przecież że moja emerytura tak naprawdę nie zależy od moich składek. A jeśli tak, to tylko w pewnym stopniu. To Rząd przecież ustala wszelkie podwyżki emerytur. To Rząd ustala zasady i różnorakie przeliczniki.. Ja tylko płacę składki na wysokość których nie mam żadnego wpływu.

            Mało tego. Premier kłamie mi prosto w oczy. Mówi, że jeżeli będę pracował do 65, a nie do 67 lat, to moja emerytura będzie o połowę niższa. Czyli jak ja mam to rozumieć? W ciągu dwóch ostatnich lat zapracuję sobie na 50% całości, a w ciągu poprzednich 40tu kilu lat zapracowałem sobie jedynie na pierwsze 50%.

            Dalej. Ta zmiana którą proponuje rząd doprowadzi do dramatycznego wzrostu liczby rencistów. Grupa rencistów, którzy przechodzili na emerytury w wieku 65 lat, teraz będą przechodzili mając 67. Dwa lata dłużej będą więc oni pobierać świadczenia rentowe. Pamiętajmy również i o tym, że znaczna część starszych ludzi, tych po sześćdziesiątce jest schorowana. Starali się oni doczekać jakoś do wieku emerytalnego nie przechodząc na rentę. Teraz gdy perspektywa ta się oddali, oni będą uciekać na te renty. Z pewnością tak będzie. A to znowu rozwali cały system rentowy. I co? Trzeba będzie robić reformę rentową?

            Mój młody sąsiad (ma dwadzieścia parę lat) dwa miesiące temu został policjantem. On na emeryturę będzie mógł już pójść po 15 latach pracy. Praw nabytych nie można już zmieniać, jak twierdzi Tusk. Ja, pracując już ponad dwadzieścia lat, chyba nie mam  jednak żadnych praw nabytych bo zmiany mnie właśnie mają dotyczyć. I to ma być uczciwe? To jest sprawiedliwe? Panie Premierze, Pan w ten sposób chce ratować polskie finanse, że obciążenia będą nakładane tylko na tych najsłabszych. Przypominam, że policjanci i cała mundurówka, to w ogóle nie płacą składek emerytalnych. Dobre sobie. Prawda?

            Nie wyobrażam sobie ludzi pracujących w wieku 65, 66, 67 lat. Bo nie wiem w jakich zawodach mieli by oni pracować. Może ktoś coś zaproponuje? Może pan Tusk zatrudni ich przy pracach wysokościowych. Ma w tym doświadczenie. Będą często spadać. Zaoszczędzi się na kasie. Idiotyzm.

            Masa bezrobotnych, miejsc pracy brak, a starych będzie się zmuszać do wydłużonego czasu pracy. Takie prostackie pomysły nie przystoją Rządowi. Na dodatek chce mi się wmówić, że za kilka lat będziemy cierpieć na brak rąk do pracy ze względu na malejący przyrost naturalny. Bzdura. Przecież wtedy to my będziemy szczęśliwi, bo zniknie bezrobocie. Prawda?

            Mało tego. Cały PSL wymyślił sobie aby kobietom darować po trzy lata za każde dziecko. Pani prezydentowa od razu pochwaliła pomysł. Ona ma piątkę. 5x3=15. W jej wypadku piętnaście lat mniej pracy. Nie dziwota, że popiera pomysł.

            Ale ja się pytam, gdzie w tym wszystkim są mężczyźni? Czemu im się też nie należą te przywileje? Znam przypadek kobiety która urodziła dwójkę dzieci i poszła sobie w świat, męża zostawiając z maluchami. On opiekował się, chował, karmił i co? I nic? A ona dostanie przywilej emerytalny?

            No to już widzę, że niektóre kobiety będą rodzić po 10 dzieci i będą je zostawiać na pastwę losu. W Domu Dziecka chociażby. A same 10x3=30, trzydzieści lat wcześniej na emeryturę.

            Ale pomysł ma PSL. Ho, ho, ho.

            Ale zaraz, zaraz. Ten przywilej będzie za wychowane dziecko, wykształcone, urodzone, czy też jakie? Bo może wystarczy zajść w ciążę i już przywilej. No bo dlaczego mielibyśmy karać kobiety które poroniły na przykład? Im też dajmy przywilej trzech lat do emerytury za każde poronione dziecko.

            Bo w końcu to które kobiety mają mieć ten przywilej? Te które urodziły? Te które wychowały? A co z tymi które urodziły, a dziecko zmarło powiedzmy po ośmiu latach. A co z tymi które nie miały własnych, bo nie mogły, a na przykład prowadzą rodzinny Dom Dziecka. Im też należy się ten przywilej? Jeśli tak, to znów się pytam co w takim razie z mężczyznami?

            Ktoś mi powie, bzdury opowiadasz. Ale pewnie nie do końca. Znając życie wiem, że wszelkie odstępstwa prowadzą do patologii. Jakie jest więc rozwiązanie?

            Rozwiązaniem są nie reformy, ale rewolucje emerytalne.

            Każdy człowiek (Polak)  otrzyma w wieku 65 lat emeryturę. Każdy - powtarzam Każdy i nie prędzej. Prosta i jasna dla każdego sprawa. To jest decyzja zmian godna męża stany. A jakie pieniądze i skąd? To też proste. Są dwie możliwości. Albo każdy dostanie tyle ile sobie odłożył na osobiste konto, albo likwidujemy całkowicie ZUS i KRUS, a starzy ludzie przechodzą na utrzymanie państwa, wszyscy otrzymując jednakowe pieniądze.. Kto chce dłużej pracować niech sobie pracuje. Kto zaoszczędził sobie więcej w skarpecie, temu się lepiej żyje

            To właśnie jest reforma. To jest rewolucja. Nie jakieś tam kosmetyczne zmiany.

 

 

 

O emeryturach ciekawy wpis możecie również przczytać TUTAJ.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Kruk i Dworak u Pospieszalskiego

piątek, 17 lutego 2012 13:14

 

            We wczorajszym swoim programie "Bliżej" Jan Pospieszalski zaprosił do udziału w nim Jana Dworaka, Elżbietę Kruk, Janinę Jankowską i Mirosława Chojeckiego. Nagrana była jeszcze rozmowa z o T. Rydzykiem. Tematem było nie przyznanie koncesji na nadawanie cyfrowe dla Telewizji Trwam.

            Pospieszalskiego nie lubię, ale temat mnie zaciekawił. Postanowiłem program więc obejrzeć. Można było przewidzieć jak on się potoczy. Strzałami do jednej bramki. Ale bardzo mnie zaskoczył brak profesjonalizmu u prowadzącego. Większość bowiem audycji to był wielki spór między panem Dworakiem a panią Kruk. Wtórował im trochę prowadzący, a pozostała dwójka zaproszonych gości stanowiła tylko dodatek programowy. Wielominutowe wyciąganie ręki pana Chojeckiego domagającego się o głos nic nie dawało. W pewnym momencie z rezygnacją ostentacyjnie opuścił on obie ręce do ziemi. Gdy i to nic nie dało, podniósł się z krzesła w celu opuszczenia studia. Wtedy to dopiero Pospieszalski zwrócił na niego uwagę prosząc o to by ten jednak pozostał. W rewanżu dopuścił go wreszcie głosu. Ten powiedział parę zdań i już miał dosyć.

            A czy dyskusja pani Kruk z panem Dworakiem miała sens? Żaden. Bo wyglądała ona mniej więcej tak.

            - Czy mogę się o cos pana zapytać?

            - Proszę bardzo.

            - Czy to, to, to, to i to jest prawdą?

            - Nie, to nie prawda.

            - No i widzicie państwo jak tu można rozmawiać. Oburzała się pani Kruk.

 

            Podobno kruk krukowi oka nie wykole, ale Dworakowi? Któż to wie.

 

            Program możecie sobie obejrzeć TU. Jeśli oczywiście chcecie.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Nic

piątek, 17 lutego 2012 9:55

 

            Masz obejrzeć i już. A jak Pan każe, tak sługa musi. Tym razem nie Pan, a koleżanka (pozwolę sobie tak powiedzieć)  i może nie aż tak stanowczo, ale poleciła mi czwarta żona, film Doroty Kędzierzawskiej pt "Nic".

            O filmie wcześniej nie słyszałem chociaż twórczość reżyserki trochę znam. Pomyślałem sobie więc, że to coś studyjne, lub też mało znane. Niszowe. Może. Zobaczymy co z tego będzie.

            Najpierw trzeba było jednak tego poszukać. Ma się te znajomości. W końcu jest. No i zabieram się za oglądanie.

             "Nic" Doroty Kędzierzawskiej nie odbiega formą jak i treścią od innych jej produkcji chociażby takich jak: Diabły diabły. Wrony, Pora umierać. Chodzi mi o to, że reżyserka podejmuje problemy społeczne ludzi prostych, ubogich. Bohaterką tegoż obrazu jest Hela. Młoda kobieta mieszkająca gdzieś, chyba w Warszawie, w jakiejś ubogiej kamienicy. W domu bieda, że aż piszczy. Ale oprócz biedy piszczą też i dzieci. Jest ich trójka. Trójka rozrabiaków, którymi musi się opiekować matka, bo ojciec to albo śpi, albo go nie ma, albo znów zabiera się za... Helę. Konsekwencją czego jest oczywiście następna ciąża. To znowu wywołuje panikę w psychice naszej bohaterki. Bo co tu teraz zrobić? Mąż, którego ona nawiasem mówiąc bardzo kocha, z pewnością bardzo się wścieknie. Winą sprawstwa obarczy ją. I tylko ją. On ręce (i nie tylko) w tym wypadku umywa. A ona? Ona więc z problemem pozostaje sama. Zupełnie sama. Próbuje co prawda szukać pomocy, jakiegoś wsparcia, rady, ale nic to nie daje. Każdy ją kolokwialnie mówiąc, olewa. Ginekolodzy nie chcą nawet słyszeć o aborcji. W Polsce to przecież zakazane (gdyby Hela miała pieniądze mogłaby po prostu wyjechać za granicę by usunąć). To grzech. Ksiądz jej nawet nie chce wysłuchać. Przyjaciół czy rodziny do których mogłaby się zwrócić o pomoc nie ma. Co więc pozostaje? Hela próbuje sama usunąć ciążę, ale jak się okazuje to nie takie proste. W końcu więc rodzi i...

            "Nic" to film bardzo na czasie. (Zobaczcie jak najszybciej, a będziecie wiedzieli dlaczego) Film który mnie jeszcze bardziej przekonuje, że dzieci powinny przychodzić na świat tylko wtedy gdy są po prostu wyczekiwane. Tylko wtedy mogą czuć się kochane i potrzebne. A rodzice muszą mieć warunki do ich utrzymywania. W innym wypadku niech się po prostu nie rodzą. I jeszcze jedno. Edukacja seksualna. Ci którzy mówią, że powinna odbywać się w domu, to niech powiedzą mi, czy w takim domu w jakim żyje Hela, może odbywać się prawidłowa edukacja seksualna? Szczerze w to wątpię.

            I jeszcze może dwa słowa już nie o treści, a o wartości technicznej. Film dość krótki, zrobiony za bardzo małe pieniądze. To widać. Dość ciekawe zdjęcia. Bardzo słaba gra Panasewicza odtwarzającego tu rolę męża. Świetne są za to dzieci, w rolach... dzieci, oczywiście. Aktorka odtwarzająca główną rolę, bliżej nie znana. Film do obejrzenia ze względu na poruszany temat, ale tylko na raz.

 

            Moja ocena filmu to: (przykro mi że tak nisko) coś między 5-6/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Tyranozaur

środa, 15 lutego 2012 16:58

 

            Czasami zastanawiam się nad tym, jacy tak naprawdę jesteśmy. My, ludzie. Czy z natury jesteśmy mili, dobrzy, grzeczni, a to trudy życia robią z nas okropnych drani. Czy też jesteśmy z natury drapieżnikami którzy muszą walczyć, szczerzyć kły, zabijać a to dopiero kultura i cywilizacja robią z nas ułożonych ludzi.

            Ja jestem skłonny do obstawiana tej drugiej opcji. Chyba jesteśmy drapieżnikami gotowymi zabijać. Wystarczy tylko odpowiedni powód, wystarczą odpowiednie warunki, czasami obawa przed czymś lub przed kimś i już dochodzi do złości. Nie mówię od razu o zabijaniu, ale stajemy się agresywni, wygrażamy, wyzywamy i epitety lecą jak z rękawa byleby tylko dokopać drugiemu człowiekowi.

 

                        Joseph często nie potrafi zapanować nad wybuchami swojego gniewu. Zwłaszcza wtedy gdy wypije. A wypić lubi. Najchętniej pije w samotności bo i przyjaciół ma niewielu. Najlepszy jego kumpel właśnie umiera. Żonę kilka lat temu pochował. A przed chwilą skopał na śmierć swojego ulubionego psa. Ot, po prostu zezłościł się i nie mógł się opanować. Więc go skatował. Na wszelki wypadek trzyma w domu kij do bejsbola. Jak się nim zamachnie to... Niech lepiej nikt z nim nie szuka zaczepki, bo Joseph jest nieobliczalny.

            Pewnego dnia nasz bohater uciekając przed samym sobą wpada do sklepu Hanny. Chowa się za wieszakami na ubrania i trzęsie się cały. On wie, że jest tykającą bombą. Czy jednak jest jeszcze dla niego jakaś szansa na normalne życie?

            A kim jest Hanna? To cicha, skromna kobiecina. Bardzo religijna. Pracuje w sklepie jakiejś chrześcijańskiej organizacji charytatywnej. Ma samochód, dom i ma męża. Ale nie maja oni dzieci, z powodu czego ona jest bardzo rozżalona. Poza tym, wszystko w porządku. Ale uwaga. Bo to tylko na pierwszy rzut oka tak właśnie wygląda.

            Gdy Joseph wpadł do sklepu Hanny ta nie wiedziała jak się ma zachować. To normalne. Ale coś między tymi dwojga ludźmi zaiskrzyło. Nie żeby zaraz miłość. To była raczej ciekawość i początek znajomości. Niecodziennej znajomości. Takiej która łączy dwoje ludzi cierpiących niebywałe katusze dnia codziennego.

 

            Film "Tyranozaur" to dobre brytyjskie kino. Może i nie ma tu wielkich nazwisk, ale jest niezła gra aktorów. Jest ciekawa historia i jest poruszony problem który może dotykać wielu z nas. Nikt bowiem nie wie, co tak naprawdę dzieje się w zaciszu domostwa znajdującego się na sąsiedniej ulicy czy nawet tego które znajduje się tuż za ścianą. Nikt przecież nie wie jacy naprawdę jesteśmy.

 

 

            Moja ocena filmu to: 7,2/10

 

 

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kto winny?

wtorek, 14 lutego 2012 21:20

 

            Paweł Guz przesiedział 17 miesięcy w areszcie oskarżony o morderstwo. Stracił dziewczynę, firmę, dobre imię. Jego matka uciekła za granicę bo nie mogła znieść oczu i plotek sąsiadów. Teraz domaga się on  5 milionów odszkodowania za zmarnowane życie

            I słusznie. Uważam, że to nawet mało. Ja będąc na jego miejscu domagałbym się więcej.

Prokuratura i sąd jednak, nie poczuwają się jednak do winy. Nie mówią nawet - przepraszam.

 

            Rafał Kapler otrzyma 570 000 premii za nadzór nad budową Stadionu Narodowego. Minister Mucha, mówi że umów należy dotrzymywać. I zgadzam się. Jeżeli taka była umowa. Jeżeli ktoś ja podpisał, to pieniądze należy wypłacić. I już.

 

            Ale ja się pytam, kto ma za to zapłacić? Premier Tusk, mówi mi, że w kasie państwa nie ma pieniędzy. Mówi mi, że aby ratować budżet, to ja muszę pracować o dwa lata dłużej, niż ze mną ustalono w czasach gdy pracować zaczynałem (umów należy dotrzymywać - pamiętajmy). No dobrze, ale do jasnej cholery, dlaczego z moich pieniędzy, z moich podatków należy płacić Kaplerowi za  fatalna robotę i takim sędzim, czy prokuratorom, którzy podejmują błędne decyzje?

            To nie ja jestem winny. To system. Koszty jednak zapłacić musi zwykły obywatel. Do dupy z taką władzą i z takimi zasadami.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Brudzyński w Kropce

poniedziałek, 13 lutego 2012 20:37

 

            Nie wytrzymałem. Wybuchnąłem dziś gromkim śmiechem. Przed chwilą w TVN 24, w programie "Kropka nad  i" Monika Olejnik rozmawiała z Rafałem Brudzińskim. Między innymi pytała się go czy ten popiera o. Rydzyka w jego apelu o niepłacenie abonamentu W pewnym momencie Brudziński wyraził się w ten sposób, że o Rydzyk jest ubogim zakonnikiem.

            Śmiech w moim domu był wielki.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

czwartek, 30 marca 2017

Licznik odwiedzin:  4 846 634  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4846634
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12494
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3329 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl