Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 977 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Scoop

wtorek, 31 marca 2009 21:08

     

           Mówi się, że można lubić Woody Allena, lub go nienawidzić. Ja go... oglądam. Staram się obejrzeć każdy jego film. A robi on dokładnie jeden taki rocznie. I tak chyba od zawsze.

           Dlaczego go oglądam? Bo jest zabawny. Czasami. Bo stworzył swoją nie do podrobienia postać. Tak jak Charlie Chaplin. Bo robi inteligentne kino. Bo to duża indywidualność. Bo, w końcu, ma świetne teksty. Jak ten; „z urodzenia hebrajczyk, potem przeszedłem na narcyzm".

            Pochodzi on z filmu „Scoop" z roku  2006. A czy jest to dobre dzieło, miałem właśnie okazję się przekonać. I co? I nic. Nic, czym by mnie Allen zaskoczył, oczarował. Właściwie nic nowego, chciałoby się powiedzieć. Ten sam hipochondryczny bohater, tylko że bardziej zestarzały. Dowcipy takie jakby już powtarzane, znane.  A i sam scenariusz bardzo przypomina mi wcześniejsze  dzieło Pt „ Tajemnica morderstwa na Manhattanie" . Miałem nadzieję, że chociaż się nacieszę rolą  Scarlett Johansson, która to tak bardzo mi się spodobała we wcześniejszym filmie reżyserowanym przez wyżej wspominanego czyli w filmie „ Wszystko gra" Ale tutaj Johnson była tylko wspomnieniem, tej sprzed roku.

            No cóż, Scoop obejrzałem, ale jak na razie nie będę do tego wracał. I mam nadzieję, że twórca przestanie już raczej grać. Jeżeli już, to pozostanie przy reżyserowaniu. Chyba lepiej mu to ostatnio wychodzi.


            Moja ocena to...(no cóż, zaledwie i to przez sympatię) +3/6


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ingerencja w życie rodziny.

poniedziałek, 30 marca 2009 16:16

             Nie jestem osobą wierzącą. Ale przestrzegam pewnej zasady. Nikogo nie chcę odciągać od jego wiary. Zniechęcać go. Chętnie z drugim człowiekiem sobie podyskutuję na tematy religijne, ale nie mam ambicji nikogo przeciągać na swoją stronę. Nie chcę również, by osoba o odmiennych poglądach, na siłę próbowała i mnie zmieniać. Nic na siłę. Nic pod przymusem. Niech każdy żyje swoim życiem. Tak uważam. Takie mam stanowisko.

            Bardzo mnie jednak wzburzyło postępowanie i argumentacja sądu w pokazanym programie „Sprawa dla reportera".

http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/sprawa-dla-reportera/wideo/ingerencja-w-zycie-rodziny-26032009

            Stopień ingerencji przedstawicieli władz państwowych w sprawy rodzinne, przekroczył wszelkie dopuszczalne normy. Tak się nie robi.

            Zakładam oczywiście, że wszystkie przedstawione fakty miały taki, a nie inny wygląd. Mieliśmy bowiem możliwość obejrzenia i wysłuchania, tylko jednej ze stron. Druga, nie chciała się wypowiadać. A szkoda.

            Mnie program wzburzył. Zaproszonych gości również. Jednak, ciekaw jestem, jak to się skończy? Czy znów społeczeństwo będzie musiało zapłacić za błędy popełnione przez niekompetentnych urzędników? Pewnie tak. Bo tak jest ten świat skonstruowany. Trudno.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

9 kompania

niedziela, 29 marca 2009 18:40

      Gdy byłem młodym chłopakiem, na początku każdego miesiąca, biegłem do kina, by tam przeczytać repertuar, na nadchodzący okres. Zawsze cieszyłem się z amerykańskich premier. Ale zawsze też zawiedziony byłem, gdy pojawiało się dużo rosyjskich filmów. Na ruskie, się nie chodziło. To byłby dopiero obciach, wydawać pieniądze na tą szmirę.

      Zmieniły się czasy, a i kino również się trochę zmieniło. Teraz kinematografia rosyjska, to jedna z lepszych w Europie. Potrafią robić, naprawdę dobre filmy. Jednym z takich jest „9 kompania". Oglądałem go już trzeci raz. Tym razem w TVP2.

      Rzecz mówi o wojnie w Afganistanie. Rosyjskiej wojnie. Dziwnej wojnie. Afganistanu nikt, nigdy bowiem nie pokonał. Nikt i nigdy. Ciekawe, prawda?

      Ale film ten to  coś innego niż produkcja amerykańska. Nie ma tu bowiem pięknych, zadbanych, nienagannie ogolonych bohaterów. Tutaj wszyscy są pokrzywieni. I z fizjonomii i z charakterów. Tutaj się pije, bije i gwałci. Fizycznie i psychicznie. Ale może w tym i nic dziwnego. To przecież wojna. Bezsensowna wojna.

      Film ten, opowiada o jednym z epizodów wojny rosyjsko-afgańskiej. Ponoć prawdziwym. Ale, to mniej ważne. Ważne natomiast jest to, że świetnie się go ogląda. Dobrze zarysowane postacie bohaterów, wyśmienite zdjęcia górzystego Afganistany. Ciekawie zrealizowane sceny walki. Wiele widowiskowych wybuchów. A to wszystko, stosunkowo za niewielkie pieniądze. Żaden bowiem amerykański film wojenny nie powstałby za taki budżet, z jakim sobie bez problemu poradzą Rosjanie. A robią to dobrze. Coraz lepiej.


      Moja ocena filmu to: +4/6.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wolny najmita

piątek, 27 marca 2009 9:46

Analizując poprzedni wpis, dotyczący filmu „Manderlay", przypomniałem sobie wiersz Marii Konopnickiej „Wolny najmita".


Wąską ścieżyną, co wije się wstęgą
Między pólkami jęczmienia i żyta,
Szedł blady, nędzną odziany siermięgą, 
Wolny najmita. 
              
I nigdy wyraz nie był dalszym treści,
Jak w zestawieniu takim urągliwym!
Nigdy nie było tak głuchej boleści 
W jestestwie żywym! 

Rok ten był ciężki: ulewa smagała
Srebrnym swym biczem wiosenne zasiewy
I ziemia we łzach zaledwie wydala 
Słomę a plewy. 
 
Z chaty, za którą zaległy podatki,
Wygnany nędzarz nie żegnał nikogo...
Tylko garść ziemi zawiązał do szmatki 
I poszedł drogą. 
                                  
W powietrzu ciche zawisły błękity,
Echo fujarki spod lasu wschód wita...
Stanął i otarł łzę połą swej świty, 
Wolny najmita. 
              
Wolny, bo z więzów, jakimi go przykuł
Rodzinny zagon, gdzie pot ronił krwawy,
Już go rozwiązał bezduszny artykuł 
Twardej ustawy... 

Wolny, bo nie miał dać już dzisiaj komu
Świeżego siana pokosu u żłoba;
Wolny, bo rzucić mógł dach swego domu, 
Gdy się podoba... 
                                             
Wolny, bo nic mu nie cięży na świecie -
Kosa ta chyba, co zwisła z ramienia,
I nędzny łachman sukmany na grzbiecie 
I ból istnienia... 

Wolny, bo jego ostatni sierota,
Co z głodu opuchł na wiosnę, nie żyje...
Pies nawet stary pozostał u płota 
I z cicha wyje... 
                 
Wolny! - Wszak może iść albo spoczywać,
Albo kląć z zgrzytem tłumionej rozpaczy,
Może oszaleć i płakać, i śpiewać - 
Bóg mu przebaczy... 

Może zastygnąć, jak szrony, od chłodu,
Bić głową w ziemię, jak czynią szaleni...
Od wschodu słońca do słońca zachodu 
Nic się nie zmieni. 
              
Ubogi zagon u nędznej twej chatki
I mokrą łączkę, i mszary, i wrzosy
Obsadzi urząd... podatki! podatki! 
Ty idź do kosy! 

Idź! idź! Opłatę do kasy wnieść trzeba,
Choć jedno ziarno wydadzą trzy kłosy
I choć nie zaznasz przez rok cały chleba... 
Idź, idź do kosy! 
                       
Czegóż on stoi? Wszak wolny, jak płacy?
Chce - niechaj żyje, a chce - niech umiera!
Czy się utopi, czy chwyci się pracy, 
Nikt się nie spiera... 

I choćby garścią rwał włosy na głowie,
Nikt się, co robi, jak żyje, nie spyta...
Choćby padł trupem, nikt słówka nie powie... 
- Wolny najmita! 




Pamiętam, jak na lekcji języka polskiego, analizowaliśmy go. Pamiętam zachwyt nauczycielki nad wolnością człowieka. I pamiętam jej zdziwienie, gdy ja zapytałem się, i po co mu ta wolność?

-Nie rozumiesz?!

 Uniosła się wtedy.

-On jest przecież wolny! A wolność jest najważniejsza.

Próbowała argumentować swoje stanowisko. A ja mówiłem, że on przecież nic nie ma. I co mu z tej wolności, jeśli oprócz niej ma tylko tobołek na kiju. Bo co będzie jadł? Gdzie spał? Po co mu takie życie? A i tak na pewno niedługo umrze.

Szczegółów nie pamiętam. Czas zrobił swoje. Jednak ona w pewnym  momencie usiadła i więcej już się tego dnia nie odezwała. To była dość inteligentna kobieta. Ja do końca nie rozumiem jej stanowiska, jej reakcji, ale myślę, że ona miała swoje powody by tak się zachować. By tak właśnie myśleć. W coś tam wierzyć.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Manderlay

czwartek, 26 marca 2009 11:32

         Kontynuacją filmu o którym pisałem poprzednio jest „Manderlay". Lars von Trier postanowił bowiem stworzyć trylogię, opisującą USA. Dogville, Mandarlay i ...Waszyngton, ale trzeciej części jeszcze nie ma. Zapowiadana jest na 2009 rok, a być może wcale jej nie będzie. Reżyser bowiem mówi, że ma już dość tego dramatu.

         W Mandarley, główna bohaterka, Grace, trafia do odciętej od świata farmy w środkowej Alabamie. Farmy prowadzonej przez pewną rodzinę i ich... niewolników. Widząc to nie może uwierzyć w to co tam się dzieje. Niewolnictwo bowiem zostało zniesione już dawno. Postanawia więc, że przy pomocy kilku opryszków swojego ojca da ludziom wolność. W konsekwencji czego właściciele ziemscy zostają pozbawieni swoich posiadłości, a niewolnicy mogą być już wolnymi ludźmi i pracować na siebie. Ale czy podarowanie wolności ludziom, którzy jej nie znają, którzy nie są na nią gotowi, jest dobrym pomysłem? Do tej pory przecież oni wszystko robili na rozkaz. Zgodnie z tym co nakazał, ustalił ich pan. Teraz sami maja o wszystkim decydować. Grace udziela im więc nauk. Odbywają się demokratyczne głosowania. Ale nikt tak naprawdę nie umie sobie poradzić z otrzymaną wolnością. Do tej pory bowiem ktos inny decydował kiedy siać, a kiedy zbierać. Kiedy pracować, a kiedy odpoczywać. Teraz samemu trzeba podjąć decyzję i odpowiadać za nią. A do tego trzeba ponosić konsekwencje.

            Druga część trylogi, nie zachwyciła mnie już tak bardzo jak pierwsza. Brak tej oryginalności, tego zaskoczenia. Jest jakby ociężała. Przygniatająca. Co prawda, daje wiele do myślenia. Świat bowiem nie zawsze jest taki jakim sobie go wyobrażamy. Takim jakim byśmy chcieli aby był.

          No i brak w filmie Nicole Kdman. To wielki minus.


Moja ocena filmu to: +4/6


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Dogville

środa, 25 marca 2009 9:40

Wczoraj w nocy, TVP2 w cyklu, Kocham kino na bis, nadała film pt. „Dogville". Teraz filmu nie oglądałem. Nie musiałem. Znam go dobrze. Mam nawet nagrany na DVD. Ale wspominam o tym dziele, bo warto. Naprawdę warto.

Dogville, to małe miasteczko w USA. Gdzieś w Górach Skalistych, zagubiona mieścina. Ludzie mieszkający tam, są skromni, cisi, zwyczajni. Przeciętni ludzie. Żyją tam swoim życiem, nie wadząc nikomu. Odcięci od świata.

Do miasteczka, zupełnie przypadkiem, trafia Grace. Ucieka ona przed gangsterami. W oddali słychać jeszcze strzały. Czuje się emocje pościgu. Grace chce się ukryć przed prześladowcami i jednocześnie znaleźć dla siebie jakąś oazę, gdzie mogłaby się odizolować przed złem tego świata. Mieszkańcy z pewnymi obawami, ale jednak, postanawiają jej pomóc. Ukrywają ją. Zgadzają się, aby na razie zamieszkała razem z nimi. Grace nie ma jednak nic, czym mogłaby się im odwdzięczyć, za ich dobroć. Nie ma pieniędzy, ani jakichś specjalnych umiejętności, które miały by większą wartość dla mieszkańców. Jednak w porozumieniu ze wspólnotą postanawia, że będzie pomagać w drobnych sprawach. A to poczyta komuś książkę, a to zaopiekuje się psem, a to pomoże w sadzie... Z dnia na dzień, robi coraz więcej. Ludzie, którzy na początku niczego właściwie nie chcieli, po jakimś czasie zaczynają wysuwać żądania. Stawiają wymagania. Zaczyna się szantaż. Wyzysk i przemoc wobec samotnej i wystraszonej uciekinierki, narasta. Każdy, stara się wykorzystać ją na swój sposób. Z dnia na dzień robi się coraz tragiczniej. A zakończenie wręcz szokuje i zaskakuje.

Film mówi o tym jaki jest człowiek. Dobry, czy zły? Jak zachowamy się w ekstremalnych warunkach? Więcej w nas człowieczeństwa, czy może zwierzęcia? Nie otrzymujemy tu jednak, gotowej odpowiedzi. Nie w tym rzecz. Mamy tu obraz, który jest tylko głosem w dyskusji.

Lars von Trier stworzył dzieło kapitalne. Napisał świetny scenariusz i wyreżyserował na najwyższym poziomie. A do tego zrobił rzecz bardzo eksperymentalną. Akcja prawie trzygodzinnego filmu, toczy się bowiem na deskach wielkiej sceny. Dom, to kwadrat narysowany na podłodze. To samo dotyczy ulicy, czy parku. Scenografia to jakby przedstawienie, bardzo skromnego teatru. Ale nie o obraz tu chodzi lecz o treść. I ten, kto zdoła przebrnąć, przez pierwszy kwadrans, no może i drugi, nie zawiedzie się już do samego końca.

Swego czasu, poleciłem film swojemu bratu. Powiedział, że gdybym go usilnie nie namawiał, to po piętnastu minutach oglądania zrezygnowałby. Ale obejrzał do końca. Nie żałuje. Kolega w pracy, jednak odpuścił sobie. Jego strata. Nie poznał się. A film zasługuje na najwyższe laury. Nicole Kidman, grająca główną rolę pokazała w nim najwyższą klasę udowadniając, że jest jedną z najlepszych aktorek świata.


Moja ocena filmu to: (może to będzie zaskoczeniem dla niektórych ale...) 6/6.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

W głębi lasu.

wtorek, 24 marca 2009 9:09

„Dwadzieścia lat temu czworo nastolatków wymknęło się do lasu z letniego obozu. Dwoje odnaleziono później z poderżniętymi gardłami. Pozostała dwójka jakby zapadła się pod ziemię, nie pozostawiając po sobie nawet najdrobniejszego śladu. Była wśród nich siostra Paula Copelanda, obecnie prokuratora i owdowiałego ojca sześcioletniej Cary. Paul ma ambicje polityczne, ale jego plany mogą lec w gruzach, gdy w zastrzelonym na Manhattanie mężczyźnie rozpoznaje ofiarę tamtej tragedii. Nie ma wyjścia, musi postawić sobie pytanie - czy jego siostra żyje? Jaką tajemnicę skrywa milczący las? Co naprawdę wydarzyło się owej pamiętnej nocy?"


Taki to opis książki Pt. „W głębi lasu" można znaleźć w Internecie. Opis mi się spodobał i postanowiłem zapoznać się z ową pozycją Ale tym razem miałem do czynienia nie z książką, ale z tzw. audiobookeim. Książką czytaną w formie nagrania, czy jak to tam prawidłowo ująć.

Krzysztof Globisz, w każdym bądź razie, przeczytał mi ja całą, a ja jedynie wytężałem słuch.

Muszę przyznać, książka całkiem ciekawa, dobrze napisana. Naprawdę wciąga. Ale ten Globisz...! No cóż, człowiek nie do takich zadań stworzony. Interpretacja słowa w ogóle mu nie wyszła. Wciąż gdzieś pędzi, goni, krzyczy. I to nie w tych momentach kiedy trzeba. A szkoda. Bo pozycja warta polecenia (jako kryminał, sensacja - oczywiście) ale nie w formie audiobooka czytanego przez tego pana.


Moja ocena książki to: 4/6.

Moja ocena pana Globisza to: 2/6. I to pewnie za dużo.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zabójczy szept

niedziela, 22 marca 2009 18:22

Czwórka ludzi mających już wcześniej konflikty z prawem, na zlecenie tajemniczego kogoś dokonuje porwania dziesięcioletniego chłopca. Robota wygląda na dość prostą. Wszystko idzie dobrze. Dzieciak zostaje porwany i wywieziony w odludne miejsce. Teraz pozostaje tylko go pilnować i czekać na obiecane pieniądze.

Ale coś nam tu nie pasuje. Mały bowiem wcale się nie boi. Wszystkich obserwuje i widać, że całkiem nieźle się bawi zaistniałą sytuacją. Będąc widzem, dość wcześnie orientujemy się, że to porwany zaczyna przejmować władzę nad swoimi prześladowcami. Że coś z nim jest nie tak. Jakaś siła nieczysta.

Pamiętam jakie ogromne wrażenie zrobił na mnie swego czasu, film „Omen".  Było to i pewnie do tej pory jest, arcydzieło swojego gatunku - horroru. Film „Zabójczy szept" bardzo mi przypomina te klimaty. Też jest dziecko o nadzwyczajnych mocach. Też są psy (wilki) które go chronią. Trochę mu, co prawda, brakuje do swojego poprzednika, ale jak na ten rodzaj filmów to spisuje się całkiem przyzwoicie. Ciekawa fabuła, wartka akcja i są momenty w których można się przestraszyć. A i aktorów można spotkać znajomych. Parę porywaczy grają Jose Holloway znany z „Zagubionych" i Sarah Wayne Callies , ze „Skazanego na śmierć.


Moja ocena filmu to: (po długim namyśle) -4/6

 

A co? Nie kojarzy się z filmem "Omen"?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Ranking na najlepszy bloog.

sobota, 21 marca 2009 17:44

Nie przepadam specjalnie za jakimikolwiek rankingami. Najładniejsza Polka. Najlepszy dziennikarz. Najlepszy film. To wszystko jest względne. Nie lubię rankingów, konkursów, wyścigów... no, może z pewnymi wyjątkami. Tymi które całkowicie wymiernie określają kto jest lepszy od kogo i na jakich zasadach. Równych dla wszystkich.

Któregoś dnia, w komentarzach znalazłem taki wpis: „No no , gratuluję... bloog na pierwszym miejscu.". Podpisane - Inka. Zacząłem się zastanawiać, co znaczy na pierwszym miejscu. Dla niej? Dla kogoś? A może powinno być, na pierwsze miejsce? Jakoś bez sensu. Później o tym zapomniałem. Aż tu wszedłem dziś na stronę:  http://bloog.pl/ i co widzę? Wirtualna Polska, prezentując najlepszą dziesiątkę bloogów mój umieściła na pierwszym miejscu.

Szczerze mówiąc to nie wiem, czy się z tego śmiać, czy płakać? Bo nie wiem, dlaczego tak właśnie postąpiono? Tak wysoko mnie oceniono? Przecież ja na to nie zasługuję! Tyle jest świetnych, dobrze pisanych tekstów, że moje, to nic nie warta przy nich bazgranina. Ja cieszę się, że w ogóle komuś przypadła do gustu i że w ogóle ktoś tu zagląda, ale żeby umieścić mój bloog w czołówce i to jeszcze na pierwszym miejscu... no, na to, to ja nie zasłużyłem

Nie wiem co jeszcze powiedzieć. Zamurowało mnie. I już.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Granatowyprawieczarny

piątek, 20 marca 2009 18:47

Dość długo czekałem na ten film. Chociaż nic o nim nie wiedziałem, poza tym, że jest dobry. I faktycznie, „Granatowyprawieczarny" jest obrazem który koniecznie trzeba zobaczyć. A o czym jest? No, to dość trudne, bo jest o... ludziach. O takich zwykłych, prostych ludziach, których pewnie wszędzie jest mnóstwo. Ktoś po obejrzeniu tego filmu, a pewnie i nie jedna osoba, powie że to nadinterpretacja. Że przesada. Że to nie jest norma w społeczeństwie. A mi się wydaje, że jednak tacy jesteśmy. Tacy właśnie, jak ludzie przedstawieni w filmie. Tylko że my, Polacy, o tych sprawach nie potrafimy otwarcie mówić. O swoich słabościach czy potrzebach. A Hiszpanie, owszem. Są dużo mniej od nas pruderyjni,  zakompleksieni.

Jorze, główny bohater to młody człowiek pracujący jako stróż. Ale nie prawa, lecz budynku. By oderwać się od dna, kończy studia, ale nie może znaleźć godnej pracy bo nikt nie chce dać szansy dozorcy.

Poznajemy również jego ojca, człowieka sparaliżowanego i wymagającego stałej opieki. Byłego stróża, który o takiej pracy dla syna właśnie marzył. I mamy tu też jego brata Antonia, odbywającego karę więzienia. W więzieniu siedzi osadzona Paula, kobieta której pragnieniem jest zajście w ciążę, bo w ten sposób może polepszyć sobie warunki odbywania kary. W filmie poznajemy również Izraela, młodego człowieka, który raptem odkrywa, że jego ojciec chodzi do masażysty, który oprócz masarzu robi i inne usługi.

Pogmatwane stosunki rodzinne. Słabostki ludzkie. Pokręcone życiorysy bohaterów. To właśnie lubię. A gdy to wszystko pokazane jest w fachowy sposób, to w to mi graj. Oglądając ten film odpoczywałem intelektualnie. To dobre kino, a ci którzy u nas w kraju, przyczynili się do powstania takiego gniota jak „Ryś", niech patrzą i niech się uczą.


Moja ocena filmu to: (jak mogłoby być inaczej) zasłużone 5/6


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Once - ścieżka dźwiękowa

czwartek, 19 marca 2009 19:28

Muzyka z filmu „Once" chodzi za mną już od ładnych kilku dni. Nawet swój Internet mam tak ustawiony, że gdy go włączam, pojawia się od razu strona: http://www.foxsearchlight.com/once/    gdzie lecą właśnie te utwory.

Stronę polecam zarówno tym, którzy filmu nie oglądali, może ich zachęci, jak i tym, których muzyka ta urzekła, tak jak i mnie. Osobiście zaliczyłbym tą oprawę dźwiękową filmu do dziesiątki najlepszych w historii kina.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ryś

wtorek, 17 marca 2009 17:46

Już od dawna chciałem ten film zobaczyć. Właściwie od samego momentu, gdy dowiedziałem się, że będzie on realizowany. I muszę powiedzieć, że miałem już wcześniej, możliwość zapoznania się z nim ale zawsze jakoś tak wypadało, że brakowało czasu, czy coś w tym rodzaju.

Aż tu patrzę w program telewizji Polsat, a oni nadają wyczekiwanego przeze mnie „Rysia".

Film, który z założenia miał być kontynuacją kultowego już, sławnego „Misia" Stanisława Barei. Tym razem za scenariusz wziął się sam Stanisław Tym (poprzednim razem zrobili to obaj panowie), który jednocześnie wziął się również za reżyserię.

I co z tego wyszło? Ano... klapa. Duża KLAPA. Tym, który jest świetnym obserwatorem rzeczywistości (kiedyś pisał niezrównane felietony we Wprost) i jednocześnie prześmiewcą otaczającego nas świata stworzył coś, co można by porównać jedynie do wielkiego bigosu, do którego wrzucono wszystko, dosłownie wszystko i miesza się to, miesza i miesza...

Może i chciał on być śmieszny, bo każde chyba zdanie wypowiedziane w filmie ma za zadanie śmieszyć. Ale przecież, co za dużo, to niezdrowo. Więc po chwili oglądania na twarzy zamiast uśmiechu pojawia się oznaka żenady. I pytanie, po co to wszystko?

Okazuje się, że nie wystarczy mieć dowcip, że nie wystarczy, zatrudnić znanych aktorów (na ekranie pojawia się sama śmietanka polskiego aktorstwa) trzeba jeszcze umieć przekazać to, co ma się do powiedzenia. A tego właśnie mi zabrakło.

Wytrzymałem do pierwszej przerwy na reklamy. Później z żalem, ale wyłączyłem telewizor. SZKODA


Moja ocena filmu to:...Nie, nie będę wystawiał oceny. Nie potrafię.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Once

poniedziałek, 16 marca 2009 17:14

On. Mieszka razem ze swoim ojcem i razem z nim pracuje przy naprawianiu odkurzaczy. W wolnym czasie, gra na ulicy. Na swojej zwykłej gitarze. Gdy jest wielu przechodniów, gra utwory znane, popularne. Gdy przechodniów ubywa, prezentuje swoje kompozycje. Do tego wszystkiego jeszcze śpiewa.

Ona. Jest młodą matką, emigrantką. Pochodzi z Czech. Pracując w jakimś kiosku stara się utrzymać siebie, dziecko i również swoją matkę. Jej pasją jest muzyka. Gra na fortepianie.

Oni oboje spotykają się zupełnie przypadkowo na jednej z ulic Dublina. Z początku łączy ich muzyka. Chcą razem nagrać płytę.  Później zaczyna się pojawiać uczucie. Ale w filmie „Once", bo o nim to mowa, nie mamy do czynienia ze zwykłym romansem. To coś innego. To raczej czysta przyjaźń (ciekawe czy takie coś może w rzeczywistości istnieć) między mężczyzną i kobietą. Oboje bowiem są w jakichś, dość trudnych wcześniejszych związkach i starają się te związki utrzymać.

Mniej więcej tak wygląda treść filmu, który chciałem Wam dzisiaj polecić. Z pewnością  niewielu ludzi o nim słyszało. Mało był bowiem reklamowany. Ale to jest właśnie prawdziwe europejskie kino. Film wprost uroczy. Ciepły, szczery, nieskomplikowany, stworzony w większości przez amatorów obraz, wręcz wbija w fotel każdego widza. A zwłaszcza w momentach, gdy bohaterowie śpiewają swoje piosenki, które są naprawdę kapitalne i jest ich całkiem sporo. To kino, przy którym się odpoczywa. Bez pośpiechu, bez fajerwerków, w niektórych momentach pewnie można nawet zamknąć oczy, (byle nie na długo) by upajać się samą muzyką.


Moja ocena filmu to: mocne 5/6


P.S. Zbit. Profesorze, Panu by się to chyba spodobało.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

21

sobota, 14 marca 2009 9:09

Gdy byłem młodym chłopakiem, lubiłem razem z kolegami grywać sobie w karty. Moją ulubioną grą było Macao. Można było trochę pokombinować, pomyśleć, po swojemu rozegrać partyjkę. Nie lubiłem za to oczka. Według mnie, to zupełnie losowa gra. Można w niej liczyć jedynie na łut szczęścia.

Jednak autorzy filmu „21" twierdzą że to nie prawda. Że zapamiętując jakie karty już zeszły z talii, można wyliczyć prawdopodobieństwo tej, jaka następna pojawi się na stole.

Główni bohaterowie historii to młodzi, genialni studenci, którzy pod wodzą swojego nauczyciela (Kelvin Spacey), podróżują po kasynach USA i licząc karty zgarniają dużą kasę.

Nie wiem ile w filmie jest prawdy. Ale muszę się przyznać, że ogląda się go całkiem przyjemnie. Dobra muzyka. Dobre tempo. Całkiem przyjemne kino rozrywkowo sensacyjne, bez większych ambicji. Przydatne by się rozerwać i odpocząć. Być może i są tu trochę naiwniutkie sceny no i pewnie niepotrzebny wątek kryminalny pod koniec filmu, ale w sumie polecam obraz na nadchodzący weekend.


Moja ocena filmu to: -4/6


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Przesądy i horoskopy – absurd z pozorem naukowości.

piątek, 13 marca 2009 9:38

Nie wierzę w horoskopy. Nie interesuję się żadnymi przepowiedniami, zabobonami czy innymi tego typu ustroistwami. Nie przeraża mnie baba z pustymi wiadrami, przechodzenie pod drabiną, czy nawet czarny kot. Nic z tych rzeczy mnie nie rusza. Nigdy nie byłem u żadnej wróżki i nigdy do takowej nie pójdę. Chociaż muszę się przyznać, że kiedyś dałem się namówić cygance na powróżenie z ręki. Do tej pory się sobie dziwię, ale to była tylko jakaś forma wakacyjnej zabawy.

Jest jednak rzecz, którą sobie cenię. To książka „W kręgu znaków zodiaku" Leszka Szumana. Polskiego, nieżyjącego już astrologa. Stoi sobie ona u mnie w biblioteczce, już od wielu, wielu lat, na zasłużonym, honorowym miejscu. Czytana była wielokrotnie i przez wielu ludzi i zawsze z takim samym zainteresowaniem. Sprawy bowiem tam opisane zgadzają się dokładnie z rzeczywistością. To, co autor opisuje jako cechy charakterystyczne dla mojego znaku zodiaku zaskakuje mnie niebywale. Wszystko się bowiem zgadza. I w moim przypadku, i w przypadku mojej żony, i innych moich znajomych też.

Co o tym sądzić? Nie wiem.

O książce przypomniałem sobie jednak dlatego, że znalazłem ciekawy artykuł poświęcony przesądom i horoskopom. http://wiadomosci.onet.pl/1532910,240,1,kioskart.html  Artykuł przedstawia katolicki punkt widzenia na te sprawy. Czyli  bardzo negatywny, ale myślę, że wart jest on przeczytania zarówno dla tych którzy się astrologią interesują  jak i dla tych, którzy są jej przeciwni.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 206  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127206
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl