Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Radio 81

środa, 30 marca 2011 17:18

 

            Odezwał się do mnie Paweł. Paweł grzecznie zwrócił się do mnie z prośbą. Otóż, prowadzi on (jak sam powiedział) stronę ze stacjami radiowymi i chciałby, abym ja zamieścił na swoim blogu, adres jego strony.

            Paweł, wydaje mi się sympatycznym człowiekiem (młodym?) i jak widzę, należy on chyba do tych, których można określić mianem, pozytywnie zakręconych. Na jego stronie można posłuchać między innymi: Radio Eska, Wawa, Tok Fm, czy też Antyradio. Można też pooglądać wybrane przez niego teledyski. Ogólnie mówiąc, myślę że Paweł robi dobrą robotę.

            Pawle więc, podaję TUTAJ Twoją stronę, a dodatkowo, u siebie w zakładkach, umieszczam tą stronę, by pozostała na dłużej.

            Pozdrawiam.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

RM od środka

wtorek, 29 marca 2011 21:14

 

            Byliście może kiedyś w królestwie Rydzyka? Pewnie nie. Ale jest na to sposób. Sposób by móc obejrzeć Radio Maryja od środka. A jaki? Otóż wystarczy kliknąć na poniższą fotografię. I już.

 

 


            Jak się podobało?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Na bezrybiu i rak, ryba.

wtorek, 29 marca 2011 9:16

 

            U Lisa, gościem był wczoraj Leszek Balcerowicz. Tak jak inni pewnie, powinienem napisać, prof. Leszek Balcerowicz. Ale tego nie zrobiłem. Dlaczego? Otóż, jak zdołałem się dowiedzieć, człowiek ten piastował kiedyś stanowisko profesorskie, a jakże, jednak takiego tytułu naukowego on nie posiada. Doktor habilitowany nauk ekonomicznych – to prawdziwy tytuł pana Balcerowicza.I w ten oto sposób, jeszcze jeden mit upada.

 

            Wcześniej gośćmi byli ludzie kultury. Tak jak u Mellera. Meller zresztą też był. Rozmawiali oni o polityce, o politykach i o swoich preferencjach. A mi przyszło do głowy coś takiego: Jeśli byśmy wzięli skalę. Skalę od 0 do 100. I na tej skali ja miałbym umieścić moją ocenę, moje poparcie dla PO, to ja bym to umieścił gdzieś w okolicach… No powiedzmy 30. Nisko prawda? Tak… No, ale z drugiej strony, gdybym miał na tejże skali postawić jakąkolwiek inna partię, to umieściłbym ją w okolicach pięciu. Ostro jak diabli.

            A jaki z tego wniosek? No cóż. Nie ma im równych. A na bezrybiu i rak, ryba.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gaszenie pamięci - czyżby?

poniedziałek, 28 marca 2011 18:07

 

            „Gaszenie pamięci”. Pod takim tytułem, w dziale - temat tygodnia, Igor Janke pisze o postępowaniach władz Rzeczpospolitej w temacie obchodów pamięci po ofiarach katastrofy smoleńskiej.

            Na początku swojego artykułu, Janke mówi o filmie emitowanym przez Niezależną TV, w którym to możemy zobaczyć jak w nocy z 10 na 11 marca firma sprzątająca gasi znicze postawione przed Pałacem Prezydencki, a te później lądują w śmieciarce. Film ponoć (nie oglądałem, ale bym chętnie zobaczył) kończy się zamiataniem owego placu. Autor dziwi się i protestuje co do takiego zachowania. Jak w ogóle ktoś śmiał, według niego, to sprzątać? Przecież to, gaszenie pamięci po byłym prezydencie. Według Jankego, pewnie lepiej byłoby żeby te znicze, kwiaty, czy zdjęcia walały tam się po wsze czasy. Ktoś to przyniósł, nie sprzątnął, a powinien. Ktoś inny musiał za niego to zrobić. Zapłacić. Ale to już wróg. Czy jednak na pewno?

            Dalej autor, stara się nas przekonać do tego, że mimo tych niecnych czynów legenda Lecha Kaczyńskiego rośnie w narodzie. Wcześniej uważany za (to słowa pana Igora, nie moje) nieporadnego kurdupla, śmiesznego prezydenta, teraz został symbolem i legendą, która ciągle rośnie.

            Nie wiem jak Janke to policzył, ale ja mu na słowo nie wierzę. Nie wierzę w legendę Lecha Kaczyńskiego. Nie wierzę w jej wzrost, ani w jej istnienie. Z drugiej jednak strony, jeśli faktycznie tak jest, to powinien on być wdzięczny Tuskowi, Komorowskiemy, czy choćby tej ekipie sprzątającej, bo to oni przyczyniają się do wzrostu legendy o prezydencie Lechu Kaczyńskim, który za swe dokonania życiowe do historii by nie przeszedł, a tak, za to że zginął w katastrofie, na kartach historii się jednak zapisze.

            Janke pisze dalej, że nie jest na rękę władzy, budowanie pamięci, pomników duchowego przywódcy obozu przeciwnego. Ale czemu on się dziwi, ten absolwent Wydziału Wiedzy o Teatrze. Czyżby nie wiedział on, że żadna władza nie jest skłonna do budowania pomników swoim przeciwnikom politycznym. A może widział, jak to bracia Kaczyńscy takowe stawiali (budowali)? Chętnie bym to zobaczył, bo jakoś do tej pory się nie spotkałem z czymś takim.

            Ponoć działania PO podgrzewają emocje jej przeciwników. Ponoć rośnie grono ludzi niechętnych tej partii. Coraz więcej mamy takich którzy by chcieli iść zapalać znicze Lechowi. A niechętni mu – wbrew sobie- sami budują jego mit.

            No to panie Janke.! Jak rozumiem cieszyć się tylko wypada z poczynań PO? Pan, któremu to na rękę, powinien jak rozumiem, tym razem z kwiatami pójść nie pod Pałac Prezydencki, ale do samego Prezydenta i Premiera. Jeśli oni bowiem działają na pana korzyść, na korzyść pańskich poglądów i oczekiwań… No chyba że jest pan niekonsekwentny w tym co mówi.

 

 

             Artykuł przeczytałem w gazecie „Uważam Rze…”.  Numer 7 nowego tygodnika, w którym piszą tacy ludzie jak Wildstein, Janke, Ziemkiewicz, Zaremba, Semka…, kupiłem.

            Ten tygodnik, to nie za bardzo reprezentuje moje poglądy. Ale warto czasami poczytać artykuły autorów, z poglądami których się nie zgadzamy – prawda? Może jeszcze któryś numer kupię. Nie wykluczam. Zobaczymy.

 

            Dalej możemy w tymże numerze przeczytać jeszcze wywiad w tym samym temacie z Tomaszem Nałęczem. Rozmawiają Jacek i Michał Karnowscy. Mimo ataków panów Karnowskich, Nałęcz radzi sobie całkiem dobrze. Jego argumentacja jest mi bliższa. Zgadzam się z nią.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Darfur

poniedziałek, 28 marca 2011 17:54

 

             Pięć, dziesięć, piętnaście minut oglądania i już miałem zrezygnować z tego filmu. Ale coś mnie w nim przetrzymywało. Może magiczne obrazy Środkowej Afryki. Może świetne zdjęcia Mathiasa Neumanna. Kamera filmująca wszystko z ręki. Film fabularny, a zrobiony prawie jak dokument – może to. A może oryginalna muzyka. Nie wiem.

            Kilku mężczyzn, dziennikarzy i jedna kobieta przybywają do krainy Darfur (zachodnia część Sudanu) by nieść pomoc ludności cywilnej. Są oni jednocześnie obserwatorami jakiejś organizacji bliżej mi nie znanej. Pod eskortą żołnierzy docierają do wioski położonej gdzieś na pustyni, gdzieś w pobliżu oazy. Rozdają żywność, rozmawiają z ludźmi, nawiązują przyjazne kontakty. Ale teren na którym przebywają, to teren wojenny. Zamieszkujący północne tereny Arabowie bezlitośnie mordują tubylczą ludność. Traf chce, że właśnie grupa uzbrojonych bandytów dociera do tejże wioski, w której znajduje się ekipa naszych bohaterów.

            Rzeź. Inaczej nie można nazwać tego co później oglądamy. Rzeź, która trwa i trwa i trwa… I zdaje się nie mieć końca. Bezsensowne zabijanie każdego człowieka. Mężczyzn, kobiet, dzieci. Nie ważne. I tylko jeden moment zawahania. Ale nic to. Rzeź trwa nadal. I ta kamera i te zdjęcia… Gdybym nie wiedział, że to fabuła, to pewnie bym zwymiotował.

            Ja ostrzegam. Lojalnie ostrzegam. Jeśli jesteś wrażliwym widzem, to najpierw się dobrze przygotuj na to co możesz zobaczyć, albo sobie film po prostu odpuść. Bo rzecz nie w tym, że oglądamy lejącą się krew. Gwałty, czy też obcinanie ludziom części ciała. To już wszystko przecież było. Rzecz w tym, że to wszystko stanowi większość filmu, a jednocześnie, że to obraz bardzo realistyczny.

 

            Moja ocena filmu to: 8,5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nagi generał

niedziela, 27 marca 2011 11:44

 

            Liberia – Współczesny Świat. Myślę, że taki tytuł, tego filmu dokumentalnego, byłby lepszy. Twórcy, jednak nadali mu nazwę „Nagi generał”.

            Bohaterem oprowadzającym nas po swoim kraju, jest Joshua Milton Blahyi. Jeden z byłych generałów. Człowiek który w wieku jedenastu lat (jak twierdzi) miał wizję. Rozmawiał on przez telefon (?) z samym diabłem, który nakazał mu zabijać i jeść ludzi. Gdy w Liberii wybuchła wojna domowa, stanął po stronie Roosevelta Johnsona. Gwałtowny i bezkompromisowy walczył wraz ze swoimi żołnierzami nago (stąd jego przydomek) mając jedynie broń w rękach i buty na nogach. Wierzył, że nagość chroni ciało przed kulami, a odporność tą daje mu zjadanie ciał małych dzieci i picie ich krwi.

            Wraz z końcem wojny domowej Blahyi doznał, jak mówi kolejnego objawienia.  Tym razem na jego drodze stanęła osoba w białej poświacie i nawrócił się on na dobrą drogę. Stał się pastorem i głosi słowo Boże.

            Film drastyczny, ale mówiący o tym, jaki również jest ten świat. Jacy ludzie po nim chodzą. Jak wygląda prawdziwa bieda i brak perspektyw.

            W nawrócenie Nagiego Generała za bardzo nie wierzę. Gdy zmieni się polityka, gdy zmieni się znowu jego sytuacja czy to życiowa, czy rodzinna, pewnie znowu weźmie broń do ręki i będzie jadł ludzkie mięso. Potrzeba czyni nas bowiem takimi jakimi jesteśmy. Albo przystosowujemy się do otoczenia, albo giniemy.

 




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nowe spojrzenie na prapoczątki człowieka

niedziela, 27 marca 2011 10:09

 

            Wierzycie teorii ewolucji? A może zapiski Biblii, stanowią dla Was źródło wiedzy? Archeologia! O, to musi być źródło prawdziwej wiedzy! Ale czy na pewno?

            Jeżeli macie godzinę wolnego czasu, to zapraszam Was TUTAJ. W luźnej, bardzo luźnej atmosferze, możecie posłuchać o tym, jak to dawniej (bardzo dawno temu) z człowiekiem bywało. Co mówią na temat ostatnie badania? Czy dotychczasowym odkryciom (przemyśleniom), można dawać wiarę? Gdzie kończy się zmyślanie, a zaczyna się rzetelna prawda, o naszych prapoczątkach.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dzisiejsze Śniadanie Mistrzów

sobota, 26 marca 2011 19:22

 

            Oglądaliście może dzisiejsze wydanie „Śniadania mistrzów”? Jeśli nie, to żałujcie.  Tym razem było nietypowo. Gościem honorowym był Donald Tusk. A poza tym zaproszono jeszcze trzech muzyków, mających za zadane reprezentować zwykłych ludzi. Powiedzmy społeczeństwo. I oni to, niby się w naszym imieniu zadawali premierowi pytania.

            Co chciałbym powiedzieć, w tym temacie. Otóż rewelacyjny był jak zwykle, Zbigniew Hołdys. Człowiek nie tylko wiedział co mówi, ale i wiedział po co przyszedł do tego programu. Wcześniej się przygotował i wszystko sobie obmyślił. Nie tak jak inni. Jakby z biegu. Jakby przyszli prosto z ulicy.

Hołdys długo milczał. Nie przerywał innym. Słuchał. Ale jak już zabrał głos, to aż chciało się go słuchać. I słuchali go. Wszyscy. Premier. Inni zaproszeni. I tylko Meller próbował mu czasami przerywać. Na co Hołdy sobie nie pozwolił, stawiając ostry warunek – albo pozwolicie mi powiedzieć to co chcę, albo opuszczam to studio i nigdy już nie przyjdę do żadnego programu TVN. Proste, ale skuteczne. Albo mnie chcecie, albo nie.

            Hołdys był świetny. Tusk również. Kukiz, też sobie jakoś radził. Ja program oglądałem i tak marzę sobie (och te moje marzenia), aby i inne debaty przebiegały w takiej formie. Bo to i dowiedzieć się czegoś można było. I pożytecznie spędzić czas. A twórcy takich programów (twórcy i ich uczestnicy) jak ”Śniadanie w radiu z” powinni się, jak z tego wynika, jeszcze się dużo uczyć i uczyć i uczyć…



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Etyka kontra diagnostyka

sobota, 26 marca 2011 17:17

 

            Pamiętam taką scenkę z „Chłopów” jak to jedna z wiejskich bab, biegnie i woła do innych mieszkańców wioski, - ludzie uciekajtaaa, doktory jadą!. Pamiętam jak mnie to kiedyś śmieszyło. Ale czy na pewno powinno? U mnie, jako człowiekowi  w miarę światłemu i w miarę inteligentnemu coraz częściej pojawiają się wątpliwości co do tego, że medycyna zawsze służy człowiekowi. Gdy się temu bliżej przyjrzymy, to różnie z tym bywało. I dawniej i może teraz również. Artykuł „Etyka kontra diagnostyka” 

            Daje nam trochę do myślenia na ten temat.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wielkie biografie

piątek, 25 marca 2011 8:50

 

            Usłyszałem o nowej kolekcji książek, do nabycia w kioskach. Nie raz, już takie akcje urządzano. Akcjom nie wtóruję. Tym razem jednak coś mnie tknęło. Pomyślałem sobie – 9,90 polskich złotych za dwie książki. Czemuż nie. Wyruszyłem w miasto i… i nie mogłem już znaleźć. Traf jednak chciał, że już wracając do domu w najbliżej położonym punkcie mojego zamieszkania, znalazłem. Dwie książki z cyklu „Wielkie biografie”. Elżbieta II i Aleksander Wielki rozpoczynają serię.

            Pierwszą z książek przeleciałem na razie fragmentami. Z drugiej przeczytałem zaledwie początek. I Wiecie co? Będę kupował. Może nie wszystkie. Nie wszystkie postacie pewnie mnie zainteresują, ale jak tak będą pisane te biografie, takim językiem jak te dwie pierwsze, to, to będzie świetna lektura dla mnie.

            Tylko kiedy ja to wszystko ogarnę!? No kiedy?

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Chrzest

piątek, 25 marca 2011 8:10

 

             Jeden Orzeł, drugi Orzeł, Srebrne Lwy, Złote Lwy, za rolę męską i za montaż. Ja cię kręcę. To musi być dobry film. Tak sobie pomyślałem, no bo co innego powinienem sobie pomyśleć po takich nagrodach. Trzeba zobaczyć. Koniecznie. Tym bardziej, że przecież sam zacząłem wychwalać rodzimą produkcję filmową ostatnich czasów.

            No ale cóż. Zawiodłem się. I to solennie. Nic mi się bowiem tam nie podobało na tyle, bym miał cokolwiek polecać. „Chrzest” to bowiem całkiem przeciętne kino. I historia (podobno oparta na faktach) mnie nie przekonała. I grę aktorów uważam za mierną. Kiepską zupełnie! Montaż wg mnie słabiutkiiiii. W ogóle, montaż to słaby punkt polskiej kinematografii wielu ostatnich lat. Czyli ogólnie mówiąc, film do bani.

            Ja się może nie znam. Ja wiem. Ja jestem od innej roboty. Ale mam prawo wyrażać swoje opinie. I dlatego mówię Wam. Jest dużo pozycji wartych obejrzenia. A na „Chrzest” to szkoda czasu. Zwłaszcza czasu tych ludzi, co cenią sobie dobre kino.

 


             Moja ocena filmu to: 4/10. Ostro. Ale to może spowodowane tym, że nagrody jednak do czegoś zobowiązują i odwrotnie



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kaczyński na zakupach

środa, 23 marca 2011 23:24

 

            Oglądaliście może Kaczyńskiego na zakupach?

            Od razu widać, że ten człowiek, nigdy nie chodzi do sklepu. Jego zagubienie, jego nieporadność były przerażające. I ta pani, która ciągle mu podpowiada co ma kupić, i ci ludzi którzy mu pomagają znaleźć towar… A przy kasie, to już zupełnie nie wiedział jak i co powiedzieć. Tłumaczył kasjerce że to jest cukier, a to jest chleb. Żeby się nie pomyliła czy co?

            Chleb zwykły, czy krojony? Jabłka powrzucane luzem do koszyka. Towar nie zważony uprzednio. Dobrze, że nie płacił kartą, bo pewnie czekałby na wydanie reszty.

            Kaczyński, chciał być jak Napieralski. Myślał, że jak wyjdzie do ludzi, jak pokaże im, że sam jest taki sam, jak oni, to ludzie, ci ludzie, go pokochają. Otóż nie. Kaczyński nie jest taki jak Napieralski. Nie jest taki jak inni ludzie. Kaczyński to sztuczny, zakłamany buc, który by osiągnąć władzę, nie cofnie się przed niczym.

            Dłuższy filmik ze wspomnianych zakupów, możecie obejrzeć tutaj. Jakość, może nie najlepsza, ale relacja dość obszerna.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Pogrzebany

poniedziałek, 21 marca 2011 9:42

 

             Już po samym tytule filmu, możemy zorientować się, o czym on jest. A jeśli do tego wiemy, że to thriller, nasza wiedza graniczy wręcz z pewnością. No właśnie. Film „Pogrzebany”, jest o człowieku pogrzebanym. W dosłownym tego słowa znaczeniu..

            Już sam początek jest świetny. Najpierw czołówka. Napisy, jakaś grafika, a później ciemność. Ciemność i cisza. I to trwa i trwa. Aż zaczynamy się zastanawiać, czy czasami nie mamy do czynienia z jakąś awarią. Chciało by się usłyszeć „ciemność, widzę ciemność”, a tu nic. Raptem jakieś chrząknięcie. Najpierw delikatne, później coraz wyraźniejsze. Czyli jednak coś się dzieje.

            Paul Conroy, bo on tu jest bohaterem, został porwany przez irackich żołnierzy i wrzucony do drewnianej trumny i żywcem zakopany pod ziemią. Tu budzi się (tak zaczyna się film) zlany zimnym potem, stawiając sobie jednocześnie pytanie, co ja tutaj robię? Paul to kierowca ciężarówki. Cywil. Więc nie powinno go tu być. A jednak jest. Porywacze żądają od niego 5 milionów dolarów okupu. Aby zdobyć te pieniądze, dają mu do dyspozycji, zapalniczkę, długopis, telefon komórkowy… Musi się pośpieszyć, bo inaczej niedługo umrze. Paul nawiązuje więc kontakt ze „swoimi” i ma nadzieję, że mu jakoś pomogą.

            Cała akcja filmu dzieje się we wnętrzu trumny. Jeden aktor i tylko głosy innych jakie możemy słyszeć dzięki komórce. To wszystko. A jednak akcji jest tu co niemiara i emocji również.

            Film świetny, a ja mogę tylko nawiązując do swojego poprzedniego wpisu powiedzieć, że człowieka wciąż jednak się oszukuje i każdy na każdym kroku chce wykiwać. Nawet w tek drastycznym położeniu, w jakim znalazł się Paul. To smutne.

 


            Moja ocena to: 7,5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Czy ktoś nas wciąż oszukuje?

niedziela, 20 marca 2011 12:46

 

            Nie wiem, jak Wy, ale ja mam takie nieodparte wrażenie, że na każdym kroku jestem przez kogoś ciągle oszukiwany, wykorzystywany, naciągany, lekceważony. Teza może trochę naciągana, może trochę przesadzam, ale postaram się ją jakoś przedstawić na podstawie kilku przykładów z życia.

            Pierwszy może nie za bardzo odpowiadający tematowi, ale niech będzie. Szkoła. Już w szkole, było coś nie tak. Takie bowiem mam wrażenie, wrażenie z mojego doświadczenia wynikające, że nauczycielom wcale nie zależało na tym, aby mnie czegoś nauczyć. Nauczyciel z jakim ja się w większości spotykałem, był tym człowiekiem który czyhał tylko na moje potknięcie. Najważniejsze było dla niego, przyłapać mnie na tym, że czegoś nie wiem. Że czegoś nie umiem. I pała. I wtedy satysfakcja z dobrze wykonanej roboty.

            Tego typu myślenie, dostrzegam i teraz. W pracy. U mnie w zakładzie, istnieje taki system, że moja wypłata składa się w 60% z premii. A tą szefostwo chce za wszelką cenę ukrócać. I z tego to powodu wynajdują jakie tylko się da powody na to by pracownika na czymś przyłapać. Bałagan. I już zabierają część premii. Chorobowe – obligatoryjnie premia zabierana. Urlop na żądanie – po premii jadą, że aż miło. Coś zrobiłeś biedny człowieku nie tak i już ci zabierają premię.

            Ktoś mi zaraz powie, że to przecież nie są oszustwa. Ze przecież taki jest system, że tak funkcjonuje ten świat. Niech Będzie. Przystąpię do podawania innych przykładów.

            Służba zdrowia. Idę do dentysty. Jestem ubezpieczony i wyczekałem się na wizytę pół roku. Pani stomatolog zagląda mi, delikatnie mówiąc, w zęby i mówi, że trzeba będzie zrobić to i to, ale to nie obejmuje ubezpieczenia, więc jeśli oczywiści ja chcę to ona zrobi ale za opłatą. I tak zawsze. U każdego pacjenta, coś znajdzie, za co trzeba zapłacić. Nie ma wizyty darmowej. A jeżeli już nawet znajdę usługę w pełni darmową to ta mi ją wykona albo z dopłatą bezboleśnie, albo tak że będzie po prostu bolało.

            Inny przykład. Proszę bardzo. Lekarz internista przepisuje mi receptę na dane leki. Leki nie skutkują. Idę drugi raz. Stoję w kolejce. Dostaję drugą receptę na inne leki, a tamte mam odstawić. A co ja mam zrobić z tymi co mi pozostały? Wyrzuciłem pieniądze i nic. No jasne. Nic, bo to przecież moje pieniądze. Nie lekarza. Terapia nie skutkuje, więc idę prywatnie. A tam płać oczywiście. Rozumiem, że trzeba zapłacić. Ja muszę, ale lekarz to już nie musi rozliczyć się z fiskusem. Taka to sprawiedliwość.

            Kupuję szczypiorek, jabłka, sałatę. Cokolwiek. Idę dalej przez targowisko i widzę, że mogłem kupić taniej. Albo większe, ładniejsze. Ktoś powie, trzeba było patrzeć. Uważać co się kupuje. Wybierać. Toż to wolny rynek. Ok. Rozumiem. Ale poczucie tego, że dałem się wykiwać. Pozostaje. A tak nawiasem mówiąc, czy ktoś mógłby mi wyjaśnić, dlaczego kilo jabłek większych, kosztuje więcej niż te mniejsze, mimo tego, że i gatunek ten sam i sprzedawca też ten sam?

            Moja mama, ma telefon w Telekomunikacji Polskiej. Ktoś nachalnie dzwoni do niej, z propozycją zmiany abonamentu. Ona stanowczo i konsekwentnie odmawia zmian. I co z tego. Nowy rachunek przychodzi już ze zmienioną taryfą i oczywiście droższy. Trzeba było robić siermiężna awanturę i się wykłócać, by wszystko wróciło do normy.

             A te wszystkie sms-y, które dostajemy wszyscy na telefony komórkowe,   mówiące o tym, że już wygraliśmy, już prawie wygraliśmy mercedesa, tylko żeby wysłać sms-a zwrotnego za 4,22, albo inną kwotę. Czy to nie jest oszustwo?

            Albo te wszystkie zaproszenia na pokazy. Czy to naczyń, kosmetyków, biżuterii, pościeli… Chodzicie tam? Ja byłem może dwa razy w życiu. Ewidentne nabijanie ludzi w butelkę. Ceny horrendalnie wysokie, a w razie czego, to szukaj wiatru w polu.

 

             Rok temu byłem w banku. Wypłacam pensję jaka przyszła na moje konto. Pani w okienku proponuje mi jednak założenie sobie dodatkowego konta. Trochę migam się, ale ona proponuje mi świetne warunki. Karta płatnicza, możliwość robienia wszystkich przelewów, dostępność w każdej chwili i w każdym bankomacie i to wszystko za darmo. Zgodziłem się. Pani jednak, zapomniała dodać, że to konto nie będzie w ogóle oprocentowane. Zapomniała? Trudno. Przebolałem to. Ale od tej pory zacząłem płacić wszelkie swoje rachunki nie wychodząc z domu, a i porobiłem sobie stałe zlecenia. Za zakupy też zacząłem płacić kartą. I za paliwo. Przyzwyczaiłem się. Aż tu naraz patrzę i oczom swoim nie wierzę. Raptem zaczęli mi potrącać 17 zł za prowadzenie konta. Nie dość, że nic oni mi nie płacą za obracanie moimi pieniędzmi, to jeszcze zaczęli mi zabierać forsę za prowadzenie konta. No to ja buty na nogi, kurtkę na plecy zakładam i pędem do banku. Jak to! Krzyczę. A gdzie macie moją zgodę na to!? Macie takie coś na piśmie!? Ale minął jakiś tam okres i teraz trzeba będzie płacić. Tłumaczy się panienka w okienku. Jak tak – mówię- to ja zabieram pieniądze i idę do konkurencji – zagroziłem. I Wiecie co? Okazało się, że jednak można. Można zostawić wszystko tak jak jest, wystarczy tylko zmienić nazwę konta i już nie będę musiał ponosić żadnych kosztów. Groźba poskutkowała natychmiastowo. Ciekawe tylko na jak długo?

             W dziwnym kraju żyjemy. Niby patriotyzm, niby katolicyzm, niby honor, godność i ojczyzna. Ale gdzie to wszystko? Na ustach jest. To pewne. A może i jeszcze gdzie indziej? Czy też macie takie wrażenie? Wrażenie, że słowa nie pokrywają się z czynami?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Blue Valentine

niedziela, 20 marca 2011 10:52

 

            O tym filmie niewiele wiedziałem. A właściwie mógłbym powiedzieć, że nic nie wiedziałem, oprócz tego, że był nominowany do nagrody Oskara, za najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą. No i może poza tym, że zbierał dobre opinie.

            Nadarzyła się okazja, bo nie powiem żebym na film specjalnie wyczekiwał, więc zasiadłem przed ekranem i zabrałem się za oglądanie. Będzie co będzie. Zobaczymy czy warto, pomyślałem sobie. Pierwsze pięć, dziesięć, piętnaście minut, może trochę więcej minęło, a ja siedzę i zaczynam się nudzić. Różne myśli przychodzą mi do głowy i nabieram ochoty, by zakończyć oglądanie. Ale, myślę sobie, te pozytywne opinie… no może coś z tego jeszcze będzie. I Wiecie co? Wiecie co się okazało? Film jest dobry. Co najmniej dobry, jeśli nie bardzo, bardzo dobry.

            A o czym? Krótko. To historia rozpadu związku małżeńskiego Cindy i Deana. Dwójka ludzi z kilkuletnim stażem małżeńskim i kilkuletnią córką przeżywa kryzys małżeński. Z dnia na dzień kryzys pogłębia się. Oni, zwłaszcza on, starają się jednak zawalczyć o pozlepianie tego związku. Tego co ich dotychczas łączyło. To wszystko. To wszystko o treści tego filmu. Niewiele. Można jeszcze dodać, że oglądamy sporo wstawek retrospekcyjnych z czasów gdy ów związek się rozwijał. Tworzył.

            Świetny film. Z kapitalnymi rolami dwójki aktorów wcielających się w zwykłych, przeciętnych ludzi, którzy odrzucili swoje młodzieńcze ambicjonalne marzenia i zaczęli żyć, życiem zwykłego szarego człowieka.

            Może jeszcze jedno dodam. Tak od siebie. Nie popieram takich ludzi jak Dean. Za mało poważny, konsekwentny, odpowiedzialny… To taki wieczny chłopaczek. Luzak. Ale starał się. To trzeba mu przyznać. Cindy natomiast rezygnuje. Ona i wcześniej rezygnowała ze swoich marzeń. Dwoje słabych ludzi, którzy wciąż nie wiedzą o co im chodzi, dokąd zmierzają – nie. Taki związek, nie może się udać.

 


            Polecam film. Moja ocena, to więcej niż 8/10. Obejrzyjcie koniecznie.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 238  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127238
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl