Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wciąż ta sama bajka.

niedziela, 31 marca 2013 9:12

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Porwanie

niedziela, 31 marca 2013 7:54

 

            "Porwanie". Film z 2011 roku. Tytuł może niezbyt adekwatny do treści filmu, ale ogląda się go nieźle. Zważywszy na to, że jest on skierowany raczej do młodego widza. Takiego... nastolatka. Zresztą nastolatkami są główni bohaterowie.

 

            Nathan ma przeczucia, że nie jest dzieckiem swoich rodziców. Z tego też względu odbywa sesje terapeutyczne. Ale pani psycholog uspokaja go. Wielu ludziom w jego wieku tak się zdaje. Jednak pewnego razu, odrabiając lekcje wraz ze swoją koleżanką - Karen, odnajdują w internecie, na stronie gdzie poszukuje się zaginione dzieci, swoje zdjęcie. Tak. To musi być on. Wszystko się zgadza. Nawet koszulka dziecka na zdjęciu,  jest taka sama, jak ta którą Nathan znalazł w starej szufladzie. Nawet plama na koszulce jest taka sama.

            Od tej pory akcja filmu przyśpiesza. Okazuje się bowiem, że chłopaka poszukują i obcy ludzie. Bardzo niebezpieczni ludzie. Teraz chłopak będzie musiał już tylko uciekać i bronić swojego życia. W ucieczce i jednocześnie w poszukiwaniu swojej tożsamości towarzyszyć mu będzie oczywiście Karen. A film ogląda się całkiem dobrze, jeśli weźmiemy pod uwagę, widza dla jakiego jest on skierowany.

 

 

            Moja ocena filmu to: 6/10

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

W ciemności.

poniedziałek, 25 marca 2013 18:03

 

            No i udało się Polakom zrobić dobry film. Może nie dosłownie - Polakom, bo we współpracy z Niemcami i Kanadyjczykami, ale to my mieliśmy tu najwięcej do powiedzenia i cały splendor spada właśnie na nas, a dokładniej na moich rodaków.

            "W ciemności" Agnieszki Holland jest filmem naprawdę dobrym. Dopiero teraz miałem go okazję oglądać, więc nie będę Wam przybliżał jego treści. Z pewnością już go oglądaliście. Powiem tylko, że jest to obraz dobrze zrobiony. Mnie w tym wszystkim najbardziej zaintrygowały relacje między Leopoldem Sochą, a jego żoną - Wandą. Świetna w tej roli Kinga Preis. To ona jeśli to byłoby możliwe oczywiście, powinna dostać Oskara za kobiecą rolę drugoplanową.  

            Pamiętacie może jak Leopold po raz pierwszy natknął się na żydów w kanałach? Jak mu się oczka zaświeciły? On dobrze wiedział, że trafił na żyłę złota. Od teraz miał być bogatym, bo przecież było kogo doić. I pierwsze spojrzenie, jego żony. Od razu Leopold staje się pokorny. Ona sprowadza go na ziemię. Tak przecież nie wolno. A później, gdy już wydawało się, że wszystko pozostanie bez zmian, ta jego potrzeba bycia bogatym i marzenia gdy przyniósł biżuterię do domu. Możemy być bogaci, będziesz miała służącą... i znowu kubeł zimnej wody na łeb od żony.

            Socha nie jest złym człowiekiem. Ale jest prostym facetem. Szybkie, bez wysiłku wzbogacenie się by mu odpowiadało. A że kosztem innych.... Jakie to ma znaczenie? Sumieniem jego jest jednak jego żona. Prosta i bogobojna kobieta.

            Świetne role Więckiewicza i Preis. Choćby dla nich tylko warto obejrzeć ten film. Jak dla mnie, trochę za dużo tu było seksu. Myślę że on był raczej tu zbędny. Można byłoby pozbyć się kilku takich scen.

            Role drugoplanowe, scenografia, kostiumy, muzyka - wszystko na światowym poziomie. Jeśli ktoś tego jeszcze nie oglądał to szczerze polecam. Pozycja do obejrzenia obowiązkowa.

 

 

            Moja ocena filmu to: 8+/10

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zwiąż mnie.

sobota, 23 marca 2013 8:32

 

            Zdarzają się ponoć takie przypadki (piszę - ponoć, bo z czymś takim sam się nie spotkałem), że są "mężczyźni" (słowo - mężczyźni, jest tu specjalnie wzięte w cudzysłów), którzy leją swoje kobiety, twierdząc przy tym, że to z miłości do nich. Że tak bardzo je kochają, iż nie wyobrażają sobie, by ta żyła z kimś innym.

            To nie miłość. To zaborczość. To chęć posiadania.

            Jak dla mnie, to takie stanowisko jest chore. Ja twierdzę wręcz coś innego. Uważam, że w imię miłości do kobiety, jeśli ta chce odejść, jeśli uważa, że gdzieś indziej będzie czuła się lepiej, że będzie żyło jej się lepiej - niech odejdzie. Człowiek powinien dążyć do szczęścia i jeśli szczęście ma być w innym miejscu, w innym domu, w objęciach innej osoby, to droga wolna. Lepiej rozejdźmy się w przyjaźni, niż byśmy mieli do końca życia złorzeczyć na siebie.

 

 

             Ricky właśnie wychodzi ze szpitala psychiatrycznego. Ponoć już nadaje się do życia w społeczeństwie. Miał tu dobrze. Wszyscy go lubili. Pracował trochę jako złota rączka. Zaspakajał seksualnie panią dyrektor. Ot, dusza człowiek.

            Teraz wychodzi na wolność i pierwsze swoje kroki kieruje do Mariny. Striptizerki, prostytutki, gwiazdki kina porno. Ricky kiedyś spędził z nią noc. Ona go oczywiście nie pamięta, ale on się w niej tamtej nocy zakochał i w swojej chorej wyobraźni umyślił sobie, że razem będą tworzyć rodzinę. Marina nie chce o tym słyszeć, więc Ricki wiąże ją i więzi w jej własnym domu, mając jednocześnie nadzieję, że miłość sama przyjdzie.

 

            Film "Zwiąż mnie" Pedro Almodovara z Antonio Banderasem w roli głównej to produkcja z 1990 roku. I to właśnie widać. Film klimatem nawiązujący jeszcze do lat osiemdziesiątych i jeśli komuś to nie przeszkadza, to ja... zachęcam do obejrzenia. Trochę erotyki, trochę psychologii, ciekawa relacja między mężczyzną i kobietą, sama realizacja filmu jednak, jak na dzisiejsze czasy trochę tępa.

 

  

 

            Moja ocena to: 6/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

StreetView

czwartek, 21 marca 2013 7:18

 

            Wiecie może czym są mapy typu streetView? Pewnie większość z Was wie i wcale mnie to nie dziwi, wszak wszystkie nowinki tak szybko się rozpowszechniają, ale ja całkiem niedawno, pokazałem mojej mamie jej rodzinną wioskę, właśnie na takiej mapie. Była zachwycona. To ten dom sąsiada, a to ta droga którą się szło do kościoła - wspominała.

            Jakże ten rozwój technologii się rozpędza. Jeszcze niedawno na telefon trzeba było czekać 20 lat, a aby mieć mapę miasta, taką papierową to trzeba było się porządnie wysilić i naszukać jej po okolicznych księgarniach, a tu teraz takie cuda. Można dokładnie obejrzeć ulicę i okolicę gdzie mieszka kolega w Anglii, w Berlinie czy w Warszawie. Świetna sprawa.

 

            Mojego miasteczka nie ma jeszcze na streetView, ale jesienią widziałem samochód przejeżdżający przez moje osiedle i filmujący okolicę. Wiem, że to byli "oni" bo samochód był odpowiednio oznaczony. Jechali powoli i filmowali każdy szczegół. Ale tu pojawia się ostrzeżenie. Właśnie - ostrzeżenie. Bo może być tak:

 

  

Kliknij na obrazek.

 

A dla tych którzy nie wiedzą czym jest streetView, to podaję adres pomocniczy: http://maps.com.pl/?q=streetView

Lub adres ulicy Piotrkowskiej w Łodzi:   http://maps.google.pl/maps?q=%C5%81%C3%B3d%C5%BA&hl=pl&ie=UTF8&ll=51.765184,19.457501&spn=0.003184,0.007365&sll=52.268157,19.204102&sspn=8.422558,23.181152&oq=lodz&hnear=%C5%81%C3%B3d%C5%BA,+%C5%82%C3%B3dzkie&t=m&layer=c&cbll=51.765338,19.457194&panoid=kdcw8j9w5IQZH_5HclNkUg&cbp=12,185.17,,0,-9.72&z=18&utm_campaign=pl&utm_medium=mapshpp&utm_source=pl-mapshpp-emea-pl-gns-svn&utm_term=Piotrkowska+Street

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Anioł Pański

niedziela, 17 marca 2013 15:17

 

            Oglądałem dzisiejszy "Anioł Pański" z Watykanu. Ja oglądałem! Świat się kończy. :) Ale to prawda. Fakt, że przypadkiem, a jednak. Nie wiedziałem, że to takie krótkie, a zainteresowało mnie to wydarzenie, pewnie z tego względu, że to pierwszy Anioł Pański z udziałem nowego papieża.

            I Wiecie co? Spodobało mi się.

            W pierwszej kolejności papież zaskoczył mnie słowami powitania. Powiedział po prostu - dzień dobry. Nie jakieś tam W imię Ojca i Syna... nie, Niech będzie pochwalony, a zwykłe dzień dobry. Proste, zwykłe, wszystkim znane i najmniej kontrowersyjne powitanie. Powitanie równego z równym. Nie jakieś wywyższanie się. Nic z tego. Naprawdę spodobało mi się to.

            Później był omawiany fragment z Biblii o jawnogrzesznicy, albo jak kto woli - nierządnicy. Akurat wczoraj byłem na imieninach i jak to zwykle ja, wszedłem też na tematy religijne. Mówiłem, że nie rozumiem tego, że chrześcijanin może być zwolennikiem kary śmierci. Mówiłem o Jezusie, który z pewnością byłby przeciwnikiem zabijania w imieniu prawa, a tu dzisiaj sam papież przyszedł mi w sukurs. Opowiadał o nierządnicy, która zgodnie z obowiązującym prawem powinna być ukamienowana, a on - Jezus, powiedział jej - Idź i nie grzesz. I papież mówił dalej o wybaczaniu. Że Bóg wybacza, i wybacza i wciąż wybacza, bo jest nieskończonym dobrem i że Bóg nigdy nie zmęczy się tym, by nam przebaczać. Nawiasem mówiąc, moja żona stwierdziła, że jest to zachęta do złych uczynków, bo jeśli i tak będą one nam wybaczone...

            Papież mówił o miłosierdziu. Kilka razy powtarzał to słowo tak jakby miało ono wyjątkowe znaczenie w jego pojmowaniu wiary. Pod koniec jeszcze wspomniał o staruszce którą kiedyś spowiadał i życzył wiernym dobrej niedzieli i smacznego obiadu.

 

 

            Czyżbyśmy trafili na nietypowego papieża, zastanawiam się teraz. Bo powiem Wam, że jego zachowanie nie w smak będzie wielu biskupom, jeśli będzie dalej szedł ta drogą.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Mój rower.

niedziela, 17 marca 2013 8:35

 

            Pod koniec swojego życia, mój ojciec dość dużo pił. Nikt wtedy jeszcze nie wiedział, że ma on raka, a alkohol był dla niego uśmierzeniem bólu, strachu, bezradności. Pamiętam jak próbowałem go wtedy przekonywać, że źle robi. Mówiłem - spójrz na swojego ojca, jaki to abstynent, a ty? Wciąż tylko wracasz z pracy na kacu. Nie znałeś dziadka z jego czasów młodości - powiedział mi wtedy. No cóż. Nie znałem. Ale dziadek gdy był młody, to często grywał na weselach i faktycznie, miał okazje by wypić.

            Alkohol jest dla ludzi. (Banał - wiem) I wypić sobie czasami to nie grzech. Trzeba jednak znać swoje granice i trzeba liczyć się z konsekwencjami. A czy alkohol jest dobry? Otóż "Każdy alkohol jest bardzo dobry. Z wyjątkiem denaturatu. Który jest... dobry" To słowa Franka Wery z filmu "Mój rower"

 

            Włodzimierz Starnawski, starszy schorowany człowiek, który lubi sobie czasami porządnie golnąć, budzi się rano w swoim łóżku i nigdzie nie widzi swojej żony. I nie dziwota. Siedemdziesięcioletnia kobieta bowiem opuściła go na zawsze, twierdząc że ma dość już takiego życia, a poza tym... zakochała się. Włodzimierz trafia do szpitala. Tu z "pomocą" przybywają jego syn - Paweł i wnuk - Maciek. Syn z wnukiem żyją na wojennej ścieżce. On sam zresztą z synem też nie może znaleźć nici porozumienia. Dobrze mu się tylko rozmawia z wnukiem. Teraz jednak coś trzeba zrobić ze starym człowiekiem. Najlepiej byłoby gdyby matka wróciła do domu i się nim opiekował. Jest to bowiem jej psi obowiązek - jak mówi Paweł. Trzej panowie więc wyruszają w podróż by odszukać kobietę i by przekonać ją by wróciła do swojego poprzedniego życia. By prała, sprzątała i gotowała. I by panowie mogli w spokoju i z czystym sumieniem, sami się realizować w swoim, nieraz nędznym życiu.

            W ich podróży, towarzyszy im pies. Ciekawa istota, która potrafi zafajdać luksusowy samochód, tak jak niejeden człowiek potrafi zafajdać życie drugiemu. W tym wypadku Włodek popsuł życie Pawłowi, a Paweł poniekąd psuje Maćkowi. Ich wspólna podróż może jednak wiele zmienić. Panowie bowiem się nawzajem ponownie poznają i w jakiś sposób zaczynają się rozumieć.

 

            Czy "Mój rower" to świetne kino? Powiem... nie najgorsze, ale rewelacji nie ma. Niezłe teksty, niezły pomysł, dobra muzyka, gorzej natomiast z połączeniem wszystkiego w jedną całość. Aktorsko najlepiej bronią się Żmijewski i Nehrebecka. Natomiast Michał Urbaniak, który chyba miał przyciągnąć wielu widzów jako ciekawostka aktorska, na ekranie zaledwie był. Było go dużo i często, ale on po prostu był, bo o aktorstwie to tu raczej nie powinniśmy mówić. Też chyba bym tak potrafił, ale to już inna bajka.

 

 

            Moja ocena filmu to: nie więcej jak 6/10.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Będzie dym!

wtorek, 12 marca 2013 17:30

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Juleńka

poniedziałek, 11 marca 2013 17:24

 

            Dawno nie oglądałem żadnego dobrego horroru. Pomyślałem sobie, że może Rosjanie coś nakręcili ciekawego i trafiłem na "Juleńkę". I tytuł mnie zaintrygował (ładne zdrobnienie) i twarzyczka tytułowej bohaterki.  

            Wiedziałem czego można się spodziewać. Za niewinną buźką, kryć miał się demon. No, może nie dosłownie, bo o diabłach i jemu podobnym tu mowy nie ma, ale dziecko to, to istny demon, wamp (brakuje mi słowa) koszmar (o, tak może będzie najlepiej) jaki może stanąć na czyjejś drodze życia.

           

            Andriej Biełow, wraz z narzeczoną i jej córką przyjeżdżają ze stolicy na prowincję. Tu on obejmuje posadę szkolnego nauczyciela. W szkole jednak dzieją się jakieś tajemnicze i złe rzeczy. Jedna z uczennic popełniła samobójstwo, jej matka oszalała z rozpaczy, a w pobliżu znaleziono zwłoki topielca. Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, Juleńka jest blisko tych spraw. Biełow to odkrywa, lecz dziewczynka ma w stosunku do niego pewne zamiary. Gdy ten nie zechce im ulec, będzie musiał zmierzyć się z przebiegłą uczennicą.

 

            Filmy w których występują demoniczne dzieci, to nic nowego. Niejedną już produkcję temu podobną oglądałem. Myślałem jednak, że Rosjanom uda się zrobić coś dobrego. Jednak zawiodłem się. Lekko gotycki nastrój (tak to odebrałem) i dobrze zagrana rola młodej aktorki to jednak trochę za mało jak na dzisiejsze czasy. Film przypominał mi Radzieckie produkcje lat siedemdziesiątych. Proste, toporne naśladownictwo produkcji zachodnich.

 

  

 

            Moja ocena filmu to: 3+/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Upadają autorytety - Matka Teresa z Kalkuty.

niedziela, 10 marca 2013 14:29

 

            Upadają autorytety. Wszystko rozsypuje się jak domki z kart. Mój brat mówi, że to jest wina relatywizmu. Kiedyś winę zrzucano na żydów. Innym razem na komunistów. Teraz na relatywizm. Zawsze ktoś inny jest winny.

            Niedawno Wałęsa wyskoczył jak Filip z konopi, z tymi swoimi poglądami na temat homoseksualistów w sejmie. Ja wiem. Ja rozumiem. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Nawet Wałęsa i to takie skrajne. Ale jako byłemu prezydentowi, jako człowiekowi, który na ustach wciąż ma demokrację, jako laureatowi pokojowej nagrody Nobla - nie przystoi. Mógłby sobie tak myśleć. Co mi tam. Takich jednak poglądów, taki człowiek nie powinien głosić publicznie.

 

            Ostatnio zaczęto pisać też o Matce Teresie z Kalkuty. Niekwestionowany autorytet - prawda? A tu jak się okazuje klapa. I to porządna. Z tego co twierdzą Kanadyjczycy to kobieta ta posiadała liczne konta bankowe, na których znajdują się miliony dolarów. Matce Teresie nikt nie odmawiał pomocy. Wszak ona pracowała dla najbiedniejszych, więc nie wypadało. Skąd więc te miliony na kontach? Ano nie trzeba było się przed nikim rozliczać. Pokusa więc była duża i ona jej uległa. Pieniądze jak widać odkładała na konto, dla dobra Kościoła, a biedne dzieci z ulic Kalkuty... No cóż. Jezus też cierpiał. Tak chyba myślała ta zakonnica pochodząca z obecnej Macedonii. 

            Matka Teresa nie szczędziła chorym i ubogim modlitwy. Tego nie można jej ująć. Pieniądze na nich jednak wydawała nader oszczędnie. Brakowało opieki lekarskiej, higieny, żywności czy środków przeciwbólowych. Pomieszczenia w najmniejszym stopniu, nie były przystosowane do takiej opieki. Problemem nie były pieniądze. Dominowała natomiast koncepcja cierpienia i śmierci. Chorzy muszą cierpieć tak jak Chrystus cierpiał na krzyżu. Gdy jednak ona sama potrzebowała opieki paliatywnej, otrzymała ją w nowoczesnym szpitalu amerykańskim.

            Ciekawą kwestią jest też sam proces jej beatyfikacji. Nie odczekano tradycyjnego okresu pięciu lat na otworzenie procesu. Przypisano jej cud uzdrowienia kobiety (Monica Besra) cierpiącej na bóle brzucha. I choć lekarze twierdzili, że to oni wyleczyli chorą, nie miało to znaczenia. Watykan uznał to za cud.

 

            Nie dobre mamy czasy. Z pewnego punktu widzenia - oczywiście. Wszystko w nich bowiem może wyjść na światło dzienne. A ludzie mają dostęp do tak wielu informacji, że w pewnym momencie robi im się mętlik w głowie. Co jest dobre, a co złe? Skąd brać przykłady, a skąd wzorce osobowościowe? Kogo słuchać? Jak postępować? Co robić? Faktycznie. Można się pogubić w tym wszystkim.

            Ja kiedyś mówiłem, że dla mnie wzorami do naśladowania są: w świecie Gandhi, a w Polsce Skłodowska i Kościuszko. Może są i lepsze nazwiska, ale trudno mi takie znaleźć.

 

 

Więcej na temat rewelacji o Matce Teresie TUTAJ.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Co wiesz o Elly?

środa, 06 marca 2013 17:54

 

            Asghar Farhadi to ten facet co wyreżyserował głośne "Rozstanie". Teraz obejrzałem sobie jeszcze jeden jego film - "Co wiesz o Elly?" I jakie jest moje zdanie na ten temat? Otóż oba są niezłe, choć nie są to kinowe arcydzieła. 

            Oba filmy o zbliżonym poziomie. Jeden z nich obsypany nagrodami, drugi zdobył zaledwie srebrnego niedźwiedzia za reżyserię. Dlaczego? "Rozstanie" bardziej nagłośniono. Jest filmem nowszym. Farhadi staje się już rozpoznawalnym reżyserem, no i trochę egzotycznym jak na upodobania cywilizacji zachodniej.

            I właśnie co do cywilizacji, znowu zostałem z lekka zdezorientowany. No bo życie w Iranie jest w tych filmach pokazane, że wygląda prawie tak jak na zachodzie. Że młodzi ludzie zachowują się tak samo, że maja takie same potrzeby, oczekiwania. Że jeżdżą dobrymi samochodami i posługują się telefonią komórkową. Gdyby nie te chusty na głowie każdej z kobiet, to miałbym wrażenie Europy, a nie kraju muzułmańskiego, gdzie osadzona jest akcja filmu.

 

            "Co wiesz o Elly" to film w którym grupa młodych ludzi wyjeżdża na parę dni z Teheranu na wieś, nad morze. Wśród nich jest Ahmad - Irańczyk mieszkający na stałe w Niemczech i Elly - kobieta zaproszona niby się do pary dla niego. Poza tym są tam same małżeństwa i dzieci.

            Gdy w pewnym momencie jedno z dzieci zaczyna tonąć wszyscy rzucają się mu na ratunek. Ale gdzie jest Elly? No właśnie. Chłopca udało się uratować, a kobieta... zaginęła. Zaczynają się więc gorączkowe poszukiwania, które prowadzą do zaskakującego odkrycia.

            Zaskakującego oczywiście być może jak na warunki Irańskie. W naszym kręgu cywilizacyjnym nie byłoby to nic nadzwyczajnego. Elly bowiem jak się okazuje miała narzeczonego. Jak w takim razie mogła wyjechać z grupą bez niego? Czy się nie zhańbiła? Co jest ważniejsze: jej honor czy jej życie?

 

            Film "Co wiesz o Elly" trochę przybliża nam kulturę Islamską, ale czy na pewno? Nie znając jej, mam jednak wrażenie, że to co widziałem na filmie odbiega i to dość znacznie od rzeczywistości.

 


 

            Moja ocena filmu to: 6+/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ile wydaliśmy na katastrofę smoleńską?

niedziela, 03 marca 2013 8:09

 

 

            Na końcu filmu "Lot" wspomniałem o tragedii smoleńskiej. Zrobiłem to trochę od niechcenia, a trochę z premedytacją. Chciałem bowiem zaprezentować Wam, wydatki jakie ponieśliście w związku z nią. Z tą tragedią oczywiście.

            Rzecz miała miejsce już dość dawno temu, ale warto przecież wiedzieć na co idą nasze pieniądze. A wydane zostały w następujący sposób

 

 

Rodziny ofiar TU 154 otrzymały:
40 tys. zł wysokość jednorazowego wparcia, które otrzymała każda rodzina ofiar katastrofy na mocy decyzji rządu (łącznie 3,8 mln zł). Kwota ta nie była opodatkowana.

250 tys. zadośćuczynienia d l a k a ż d e g o c z ł o n k a r o d z i n y ofiary katastrofy (dla wszystkich: matki, ojca, żony i dzieci).

2 tys. zł miesięcznie przyznał premier jako renty specjalne 73 osieroconym dzieciom (trojgu niepełnosprawnym dożywotnio, pozostałym do ukończenia 25 r.ż ).

4 tys. zł renty dla 4 żon, które pozostały same lub z trójką lub większą liczbą dzieci.

2 do 3 tys. zł dożywotniej renty dla 11 niepracujących współmałżonków ofiar.

800 do 2 tys. zł miesięcznie kosztują 3 renty dla rodziców ofiar.

Każda rodzina otrzymała świadczenia z ZUS przysługujące rodzinom, uzależnione od stażu pracy i wynagrodzenia osoby, która zginęła.

6,4 tys. zł; Każda rodzina otrzymała zasiłek pogrzebowy w najwyższej możliwej kwocie (mimo że pogrzeby odbyły się na koszt państwa).

Skarb Państwa wykupił miejsca pochówku i ich 25-letnią dzierżawę.

100 tys. zł dla wszystkich rodzin posłów, którzy zginęli w katastrofie z polisy, którą wykupiła kancelaria.


Anulowano na prośbę rządu koszty połączeń telefonicznych wykonywanych przez bliskich ofiar w związku z katastrofą.

5 tys. zapomogi wypłacono z kasy Sejmu rodzinie każdego zmarłego posła.

Para prezydencka ubezpieczona była na łączną kwotę 3 mln zł.

Ponadto:
702 tys. zł kosztowała ceremonia powitalna ofiar katastrofy na lotnisku Okęcie, przygotowanie Sali Torwar i domu pogrzebowego na cmentarzu Północnym do uroczystości żałobnych oraz przewiezienie tam trumien z Okęcia

647 tys. zł kosztowała msza za ofiary katastrofy na Placu Piłsudskiego w Warszawie

6,16 mln zł kosztowały uroczystości pogrzebowe pary prezydenckiej

3,4 mln zł kosztowały pogrzeby pozostałych ofiar

5,5 mln zł wydały władze Krakowa na przygotowanie miasta do uroczystości

3 mln zł wydały władze Warszawy na przygotowanie miasta do uroczystości

272 tys. zł kosztowało wykupienie miejsc na cmentarzach dla ofiar katastrofy

1,6 mln zł kosztował pomnik ofiar katastrofy na Powązkach

169 tys. zł kosztował sarkofag pary prezydenckiej na Wawelu

3 mln zł kosztowała budowa pomników nagrobnych pozostałych ofiar

65 tys. zł 105 urn onyksowych, które po napełnieniu ziemią z miejsca katastrofy zostały przekazane m.in. rodzinom ofiar.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Lot

sobota, 02 marca 2013 8:27

 

            Kilka osób, rozmowy o niczym i o wszystkim, jakieś wino czy nalewka na stole (już nie pamiętam), a w tym wszystkim i ja. Wypiłem... może, ze 30 gram. Chyba nie więcej. W pewnym momencie powiedziałem: no to chodźcie, pojedziemy i wam pokarzę. No i pojechaliśmy, a ja oczywiście za kierownicą. To był mój jedyny raz, gdy kierowałem po spożyciu alkoholu. Było tego tak niewiele, że pewnie żadne badania by nic nie wykazały, jednak złamałem swoje zasady. Nigdy nie prowadzić po alkoholu.

            Pamiętam, jak dawno temu byłem na pewnej imprezie. Opijaliśmy zakończenie jednej sprawy. Na koniec, jeden z uczestników popijawy wstał i ledwo co udało mu się zejść po schodach na dół. Obserwowaliśmy jak idzie chodnikiem zataczając się z lewa na prawo, a późnij wsiada do swojego samochodu dostawczego i odjeżdża. Miał do przejechania jakieś 40 kilometrów i to naprawdę wielkie szczęście, że wtedy nikogo nie zabił, tak był facet mocno wstawiony.

            Do tej pory zastanawiam się, dlaczego wtedy nikt nie zabronił mu jazdy. Ja podczas tego wydarzenia byłem jeszcze młodym gówniarzem, ale dlaczego dużo starsi ode mnie nie zareagowali? Może to była wtedy norma?

 

            Whip Whitaker to doświadczony pilot samolotów pasażerskich. Właśnie odbywał swój rutynowy lot samolotem do Atlanty gdy maszyna zaczęła się dosłownie rozlatywać w powietrzu. On dokonał cudu. Zrzucił z pikującego samolotu w dół, paliwo. Obrócił maszynę brzuchem do góry by wyrównać lot. Później zdołał jeszcze raz odwrócić maszynę do jej prawidłowej pozycji i lotem szybowym wylądował na łące, po drodze rozwalając jedynie wieżyczkę kościoła. Zginęło co prawda sześć osób, ale pozostałą prawie setkę osób uratował.

            Żadnemu z pilotów później, próbujących dokonać tego manewru na symulatorach, się ta sztuka nie udała. Whip stał się bohaterem. Jest jednak pewne ale. Otóż pilot był pod wpływem alkoholu i kokainy. Można by sobie zadać pytanie, czy trzeźwy facet dokonałby takiego ryzyka? Czy byłby na tyle szalony? Fakt pozostaje jednak faktem. Pilot samolotu pasażerskiego mający pod swoją opieką wiele istnień ludzkich musi być wolny od takich używek.

            A Whitaker pije. I to sporo. Nie chce się do tego przyznać, ale jest on uzależniony od alkoholu. Teraz czeka go sprawa sądowa i już niedługo z bohatera może stać się więźniem skazanym za zabicie kilku ludzi. Jak się to wszystko skończy możecie sobie oczywiście obejrzeć w najnowszym filmie Roberta Zemeckisa "Lot".

            A czy ja ten film polecam? No... średnio. Mogło by być z tego bowiem świetne kino, a wyszła natomiast typowa amerykańska produkcja na jeden raz do obejrzenia.

 

 

            Moja ocena filmu to; 5/10

 

 

            A. i jeszcze pewna złośliwość. Jeżeli amerykańskiemu pilotowi udał się taki manewr, to jak to możliwe, że polscy piloci pod Smoleńskiem się rozbili? Wszak nasi to potrafią i na drzwiach od stodoły wylądować. Musiał być zamach i nic tego przekonania nie zmieni. Przynajmniej w niektórych przypadkach. :)

 

Pozdrawiam

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 235  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127235
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl