Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Hartman o stosunkach państwo - kościół.

niedziela, 29 kwietnia 2012 10:14

 

            Państwo polskie i Kościół Katolicki. Dwa współistniejące podmioty. Czy jednak są one niezależne? Współdziałają, czy rywalizują o władzę? A może jeden z podmiotów to pasożyt żerujący na drugim? Jak to jest w rzeczywistości?

            Profesor Jan Hartman opublikował na łamach POLITYKI bardzo ciekawy artykuł pt "Państwo Kościół w państwie Polska - Nie lękajmy się nie klękać".

            Mówi w nim o strachu jaki zawsze towarzyszy Kościołowi gdy ktoś chce regulować sprawy jego finansowania. Nawiązuje do historii początków naszej państwowości gdy nasze zaistnienie na arenie międzynarodowej było uzależnione od woli Rzymu. Przypomina, po której stronie tenże stał, w konfliktach Polski z sąsiadami.

            Kościół w Polsce to państwo w państwie. Co prawda stosunki między nimi reguluje konkordat czyli umowa międzynarodowa, ale w rzeczywistości jest to akt prawny w którym Państwo ma obowiązki a Kościół przywileje, gdzie na przykład biskupi stoją ponad prawem. Jednym z takowych obowiązków jest chociażby finansowanie nauczania religii gdzie Państwo Polskie ma ponosić całkowite koszty, a gdzie nie może wpływać na treść ani sposób nauczania, a rodzice są wręcz przymuszani różnymi sposobami by ich dzieci brały udział w nauczaniu doktryny kościelnej.

            Hartman wyjaśnia dlaczego rodzice często wbrew własnej woli posyłają dzieci na religię. Pisze o braku suwerenności państwa polskiego. Mówi jak powinny wyglądać relacje między Polską a Watykanem by normalizowały się stosunki między nimi.

            O tym wszystkim, oczywiście jeżeli Was to interesuje, możecie sobie przeczytać TUTAJ. Mówiąc przekornie, akuratny artykuł na niedzielę.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Autorytet ważniejszy od matematyki

sobota, 28 kwietnia 2012 17:35

 

            13 letni Patryk od miesiąca jest częściowym inwalidą. Ma znaczny niedosłuch, który jest efektem uderzenia w głowę. Matka twierdzi, że to skutek szkolnej bójki, nad którą nie zapanowali nauczyciele. Jak było naprawdę? Jaki wpływ na zaistniałą sytuacje ma konflikt matki chłopca ze szkołą, do której uczęszcza?

 

            Nie wiem jak było, i nie będę się na ten temat wypowiadał. Kto jest winnym, nie mi jest rozstrzygać. Ale i nie o tym chciałem napomknąć. O bójce dzieciaków, o konflikcie dorosłych się nie wypowiadam.  Zwróciłem jednak uwagę na pewien szczegół. Otóż chłopiec ma indywidualny tok nauczania. Jedną z osób go nauczających (pomagających w lekcjach) jest jego mama. Przyjrzyjcie się jak mamusia naucza syna matematyki. A dokładniej procentów. Trzydzieści procent to jest jedna trzecia, jak twierdzi mamusia.

No cóż. Matka to niekwestionowany autorytet dla dziecka, ale jedna trzecia to 33,3... %.

 

 

            Ja z matematyki orłem nie byłem choć algebra czy logika nie sprawiały mi specjalnych problemów. Jakoś sobie z przedmiotem radziłem, choć miałem i okresy gdzie pała sypała się za pałą. Coś jednak w głowie pozostało, mimo że od zakończenia szkoły minęło już sporo czasu.

 

 

            A co do matematyki i autorytetów.... Przypomina mi się pewne wydarzenie w którym brałem udział. Otóż (było to dość dawno temu) rozmawiam kiedyś z nasza główną księgową. Chodziło o naliczanie marży. Wyobraźmy sobie kwotę bazową 100 zł. Do tego marża handlowa 40%. Ja w swojej naiwności licząc szybko w pamięci widzę od razu cenę detaliczną w wysokości 140 zł. Jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy dowiedziałem się, że cena jednak wynosi nie 140, a 160 zł. Jak to?! Nie rozumiałem sytuacji. Myślałem, ze odkryłem jakieś przekręty w firmie dziejące się ponad głowami szefostwa. Główna księgowa jednak zaczęła mnie uświadamiać, że w firmie marżę naliczamy innym sposobem. Liczymy ja inną metodą. Nie rozumiejąc o co chodzi zacząłem tłumaczyć w swojej naiwności, że przecież procenty to procenty. Nie ważne jaką metodą będziemy je naliczać, wynik zawsze musi być ten sam.

            Jak się jednak okazuje to nie tak. Moja rozmówczyni spojrzała na mnie swoim przenikliwym wzrokiem i powiedziała "To ja tu jestem główna księgowa, nie pan". I tak oto dowiedziałem się, że 100+40%=160.

            Autorytet mądrzejszy od matematyki.

 

 

            A program UWAGA możecie obejrzeć pod adresem http://tvnplayer.pl/programy-online/uwaga-odcinki,351/odcinek-3297,kto-jest-winny-pobicia-13-latka,S00E3297,12292.html

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Węglarczy u Wojewódzkiego, a Katastrofa Smoleńska

piątek, 27 kwietnia 2012 21:43

 

            Bartosza Węglarczyka cenię za spokój i inteligencję. Facet ma trzeźwe spojrzenie na świat. Nie ulega emocjom, a rzeczywistość go otaczającą opisuje w dość klarowny sposób. Oczywiście i jemu zdarzają się wpadki, ale to co pisze "Fakt", czy też "Pudelek" mnie osobiście nie za bardzo interesuje.

            Parę dni temu Węglarczyk był gościem w programie "Kuba Wojewódzki". Mimo, że jak zwykle, prowadzący chciał przekierować rozmowę na bardzo frywolne tematy, to gościowi udało się wypowiedzieć kilka bardzo ciekawych spostrzeżeń.

            Kiedyś był on szefem działu zagranicznego Gazety Wyborczej. Był korespondentem zagranicznym w Waszyngtonie, Brukseli czy Moskwie. W Rosji spędził ładnych kilka lat.

            I teraz to Węglarczyk w sposób bardzo klarowny przedstawia nam swój pogląd na temat Katastrofy Smoleńskiej. Mówi on jasno. Że jeżeli w Polsce mamy bałagan, swojsko zwany burdelem, to tam. Tam u naszych wschodnich sąsiadów, jest burdel nie do kwadratu, ale do sześcianu. Tam wszyscy piją. To jest na porządku dziennym. Tam każdy jest wstawiony. A przecież będąc w takim stanie nie można podejmować prawidłowych decyzji. Dalej. Według niego, w Rosji, wbrew temu co nam się wydaje, wcale nie jest tak, że o wszystkim decyduje wierchuszka. Oczywiście, decyzje podejmuje góra. I ona też wydaje polecenia, ale im niżej w drabinie społecznej, tym bardziej wszystko się rozpływa, rozmywa, rozchodzi. Ludzie są nieodpowiedzialni, lekceważący swoje obowiązki, skorumpowani i uwikłani w układy.

            Jaki z tego wniosek? Prosty. To co wydarzyło się 10 kwietnia jest skutkiem ogólnych zaniedbań i lekceważenia wszelkich zagrożeń. I to z naszej jak i z ich strony.

            Czy więc nadal należy upierać się przy teorii zamachu? Chyba nie. Chociaż wiem, że niektórych nie da się do niczego przekonać.

 

            Dla zainteresowanych, powtórkę programu można sobie obejrzeć pod adresem: http://tvnplayer.pl/programy-online/kuba-wojewodzki-odcinki,455/odcinek-174,monika-brodka-i-bartosz-weglarczyk,S00E174,11566.html

 

            Polecam.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Najważniejsze jest...

wtorek, 24 kwietnia 2012 20:49

 

            W zasadzie najważniejsze jest samo życie. A jak jest już życie, to najważniejsza jest wolność. A potem oddaje się życie za wolność. I już nie wiadomo, co jest najważniejsze.

 

Marek Edelman



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Starcie tytanów.

niedziela, 22 kwietnia 2012 9:01

 

            I jeszcze jeden film o wonie. Jak wojna, to wojna. Na ekranie oczywiście. Tym razem jednak będziemy mieli do czynienia z nietypową potyczką. Ludzkość bowiem wypowiedziała wojnę... bogom. Oj biedni bogowie, nie wiecie z kim zadarliście! Ale czy na pewno bogowie są tacy biedni, tego oczywiście możecie dowiedzieć się z filmu "Starcie Tytanów".

            O czym jest ta historia? A no mamy tu do czynienia z luźno pojmowaną mitologią starożytnej Grecji. Są bogowie urzędujący na Olimpie, z Zeusem na czele. Jest też Posejdon i Hades oczywiście. I tak sobie żyją ci bogowie karmiąc się ludzkimi modłami i jest tak do czasu kiedy ludzkość nie zbuntował się przeciw nim. Na początku zburzyli olbrzymi posąg Zeusa. Nie uszło to uwadze Hadesa, który buntowników srogo ukarał i tak to się właśnie zaczęło.

            Hades dostał wolną rękę. Aby rozprawić się ze zbuntowanymi ma on wyciągnąć swoją najstraszliwszą broń. Jest nią kraken (czym jest kraken - nie wiem, choć w filmie go oczywiście oglądamy). Po stronie ludzi jednak staje Perseusz, pół-czlowiek, pól-bóg. Ten wraz z grupa śmiałków wyrusza w podróż by najpierw dowiedzieć się, jak można pokonać krakena, a później by zdobyć "broń" przeciwko niemu, by na końcu oczywiście go pokonać.

            Żadna ze stron konfliktu, czyli ani ludzie, ani bogowie, nie zdają sobie jednak sprawy jaki niecny plan szykuje im Hades.

 

            Czy oglądać "Starcie Tytanów"? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Wam samym. Film bowiem nie należy do kina ambitnego. Nie jest to też rzecz z której można czerpać wiedzę o mitologii. Mamy za to przygodę i całkiem niezłe efekty filmowe. Na niedzielne popołudnie, z nastoletnimi dzieciakami można to więc śmiało oglądać.

 

 


Moja ocena filmu to: nawet mogę dać 6/10.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Los człowieka.

sobota, 21 kwietnia 2012 10:46

 

 

            Jakie jest Wasze życie? Jaki jest Wasz los? Myślicie pewnie sobie czasami, że mogłoby być lepiej. Że los Was nie oszczędził. Ale czy rzeczywiście macie prawo narzekać na to co Was w życiu spotkało? Czy naprawdę macie tak źle?

 

            Andriej Sokołow urodził się w1900 roku gdzieś na terenach Rosji. Przeżył czasy Rewolucji Październikowej, która zabrała ze sobą wielu ludzi. Przeżył czasy wielkiego głodu, który zabrał mu całą jego rodzinę. Matkę, ojca, braci i siostry. Jemu jakoś udało się przeżyć. Ciężko pracował. Poznał kobietę. Zakochali się w sobie ogromnie. Urodził im się syn i dwie córki. Pobudował sobie dom i już się wydawało, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, gdy wybuchła II Wojna Światowa.

            Andriej udał się na front, ale nie powalczył za długo. Szybko dostał się do niewoli. Już się wydawało, że zostanie rozstrzelanym, ale chłopisko z niego było na schwał więc przydzielono go do roboty. Gdzie on nie robił, gdzie nie pracował na rzecz Rzeszy... I w kopalniach i w kamieniołomach... wszędzie gdzie było ciężko i gdzie ludzie padali jak muchy. Jemu jednak wciąż się udawało przeżyć.

            Pewnego dnia, w baraku, powiedział jednak o parę słów za dużo. Ktoś doniósł do komendanta. I Sokołow trafił przed jego oblicze. Komendant miał zamiar go osobiście rozstrzelać, ale... ale Sokołow zaimponował mu odwagą (odwagą i jeszcze czymś, kto oglądał wie o czy ja mówię) i nie tylko darowano mu życie, ale jeszcze wynagrodzono.

            Bohater filmu "Los człowieka" nie raz próbował uciec z niewoli. W końcu mu się to udało. Trafił do swoich, ale los go w dalszym ciągu nie będzie oszczędzał. Nie raz mu przyłoży tak, że zwykły człowiek powinien się załamać. On jednak zawsze wstaje i idzie dalej. Prawdziwy ruski bohater. I mimo, że utracił wszystko co miał najcenniejszego, co miał najukochańszego, to Andriej Sokołow i na końcu staje się bohaterem usynawiając sierotę. Prawdziwy gieroj. Maładiec.

            Film w reżyserii Siergieja Bondarczuka ( w roli głównej też Siergiej Bondarczuk) powstał na motywach opowiadania Michaiła Szołochowa. Można powiedzieć o nim, że to klasyczny przykład kina propagandy. Żywa, prosta i zrozumiała dla każdego widza akcja. Tu wiadomo kto jest dobrym, a kto jest tym złym.

            Jeśli jednak pominiemy propagandową rolę dzieła. Jeśli spojrzymy na "Los człowieka" jako na sztukę filmową, to tym razem mamy do czynienia z prawdziwym arcydziełem.

            Film powstał w 1959 roku

 

 


            Moja ocena filmu to: 10/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Czas wojny

piątek, 20 kwietnia 2012 13:28

 

            Sześć nominacji do Oscara. Dwie do Złotych Globów. A  mnie do filmu nie ciągnęło.

            A to, że ckliwy jakiś na pewno. (Oglądałem zwiastun i już wiedziałem że tak jest.) A to, że dla dzieciaków, czy dla młodzieży raczej też, na pewno. Film opowiadający o przyjaźni młodego chłopaka z koniem od razu skojarzył mi się z dawno temu emitowanym serialem "Czarny książę". To nie dla mnie - wiedziałem od samego początku i specjalnie za "Czasem wojny" nie tęskniłem. Gdy jednak nadarzyła się okazja, pomyślałem sobie, czemu by nie. Tyle różności się naoglądałem w życiu, że pewnie to nie będzie największą z porażek.

            I wiecie co? Aż wstyd się przyznać, ale film wciągnął mnie bez reszty. Przygoda, humor, patos i hollywoodzki rozmach w wykonaniu Stevena Spielberga pochłonęły mnie całkowicie. Z otwartymi oczami i czasami (no cóż, ale tak było) z łezką w oku oglądałem niewiarygodne przygody konia Joeya, którego poznajemy jako młodego nieujarzmionego jeszcze rumaka.

            Joey miał być koniem służącym do pracy w polu, ale przyszło mu żyć w czasie I Wojny Światowej. I jak wiele innych więc jemu podobnych zwierząt trafił on na front, co połączyło się z rozłąką jakiej doznał z młodym opiekującym się nim chłopakiem Albertem. Albert co prawda w końcu też trafia na front i poszukuje tam swojego zwierzęcego przyjaciela, ale to nie o nim przecież jest ten film, a o koniu, którego losy są bardzo pogmatwane. A to trafia na dobrych opiekunów, a to na złych. Faktem jest, że tych dobrych jest więcej, ale czasy są jakie są. Wojna wymaga poświęceń i ofiar. Joeyemu jest więc nie lekko. Nie raz ociera się o śmierć i przychodzi mu pracować raz dla jednej, raz dla drugiej strony zbrojnego konfliktu. Jego przewagą jest jednak to, że jest pięknym zwierzęciem, inteligentnym i bardzo silnym. Dzięki temu właśnie udaje mu się przeżyć co jest wręcz niewiarygodne.

            Film oczywiście kończy się happy endem, ale to nic. Tak właśnie, w takich obrazach ma być. Bo to jest przecież wielka bajka dla dużych i małych.

 

            Serdecznie polecam.

 


            Moja ocena filmu to nawet: 8/10. To zasługa konia i scenariusza, który nawet mnie rozczulił.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

PiS-owscy eksperci.

piątek, 20 kwietnia 2012 8:55

 

            Krzysztof Łoziński. Kto to? Za bardzo nie wiem, ale gościu świetnie rozprawia się z "ekspertami" (a zwłaszcza jednym) powołanymi przez PiS w sprawie Katastrofy Smoleńskiej. Myślę, że warto posłuchać rozmowy z nim, jaką przeprowadziła Monika Olejnik w dzisiejszym programie "Gość Radia ZET".

            A i o Maciarewiczu można się dowiedzieć świetnej ciekawostki.

 

 

            Rozmowa jest chyba jeszcze niedostępna w internecie, ale z pewnością niedługo będzie. Polecam zwłaszcza zwolennikom PiS-u. To kubeł zimnej wody na dzień dobry.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Tajemnice katastrof

czwartek, 19 kwietnia 2012 9:36

 

            Jarosław Kaczyński, w rocznicę Katastrofy Smoleńskiej nie pojechał na Wawel, na grób swojego brata. Dziwiła mnie trochę ta sytuacja, dziwiło mnie to, że wybrał on wiece przed Pałacem Prezydenckim zamiast wizyty na grobie brata. Ja głupi, nie pomyślałem oczywiście, że czyny głównego opozycjonisty są dobrze przemyślane.

            Na Wawel zawitano w rocznicę pogrzebu.

 

            Mój ojciec nie żyje już wiele lat. Dzień śmierci pamiętam. Ale słowo honoru, dniu pogrzebu nie pamiętam. Może to było na trzeci, może na czwarty, a może na piąty dzień. Nie wiem. I nie ma to dla mnie znaczenia. W naszej kulturze, w naszej tradycji wspomina się dzień śmierci. Ot co. No, chyba że Jarosław chce wprowadzać, wzorem wielkich tego świata, nowe obyczaje.

 

            Przyczyny Katastrofy Smoleńskiej są niewyjaśnione. Przynajmniej w oczach opozycjonistów są niewyjaśnione. I mam wrażenie, że dla wielu z nich, to tylko jedna przyczyna jest wiarygodna. Wina Tuska i Rosjan.

           

            W historii bywało wiele śmierci, wiele katastrof nie do końca wyjaśnionych. Tajemnicze okoliczności dotyczą choćby śmierci Sikorskiego czy na przykład... zatonięcia Titanica.  A tak! Nie spodziewalibyście się. Ale okoliczności zatonięcia tego wspaniałego statku pasażerskiego są nader dziwne. Przeczytajcie TEN tekst a się przekonacie. :)

 

 

Tekst podrzucony przez Magię.

 

 

 

A propos Smoleńska, znalazłem taką ciekawostkę.

 

Ile wydaliśmy na katastrofę smoleńską

Rodziny ofiar TU 154 otrzymały:
40 tys. zł wysokość jednorazowego wparcia, które otrzymała każda rodzina ofiar katastrofy na mocy decyzji rządu (łącznie 3,8 mln zł). Kwota ta nie była opodatkowana.

250 tys. zadośćuczynienia d l a k a ż d e g o c z ł o n k a r o d z i n y ofiary katastrofy (dla wszystkich: matki, ojca, żony i dzieci).

2 tys. zł miesięcznie przyznał premier jako renty specjalne 73 osieroconym dzieciom (trojgu niepełnosprawnym dożywotnio, pozostałym do ukończenia 25 r.ż ).

4 tys. zł renty dla 4 żon, które pozostały same lub z trójką lub większą liczbą dzieci.

2 do 3 tys. zł dożywotniej renty dla 11 niepracujących współmałżonków ofiar.

800 do 2 tys. zł miesięcznie kosztują 3 renty dla rodziców ofiar.

Każda rodzina otrzymała świadczenia z ZUS przysługujące rodzinom, uzależnione od stażu pracy i wynagrodzenia osoby, która zginęła.

6,4 tys. zł; Każda rodzina otrzymała zasiłek pogrzebowy w najwyższej możliwej kwocie (mimo że pogrzeby odbyły się na koszt państwa).

Skarb Państwa wykupił miejsca pochówku i ich 25-letnią dzierżawę.

100 tys. zł dla wszystkich rodzin posłów, którzy zginęli w katastrofie z polisy, którą wykupiła kancelaria.


Anulowano na prośbę rządu koszty połączeń telefonicznych wykonywanych przez bliskich ofiar w związku z katastrofą.

5 tys. zapomogi wypłacono z kasy Sejmu rodzinie każdego zmarłego posła.

Para prezydencka ubezpieczona była na łączną kwotę 3 mln zł.

Ponadto:
702 tys. zł kosztowała ceremonia powitalna ofiar katastrofy na lotnisku Okęcie, przygotowanie Sali Torwar i domu pogrzebowego na cmentarzu Północnym do uroczystości żałobnych oraz przewiezienie tam trumien z Okęcia

647 tys. zł kosztowała msza za ofiary katastrofy na Placu Piłsudskiego w Warszawie

6,16 mln zł kosztowały uroczystości pogrzebowe pary prezydenckiej

3,4 mln zł kosztowały pogrzeby pozostałych ofiar

5,5 mln zł wydały władze Krakowa na przygotowanie miasta do uroczystości

3 mln zł wydały władze Warszawy na przygotowanie miasta do uroczystości

272 tys. zł kosztowało wykupienie miejsc na cmentarzach dla ofiar katastrofy

1,6 mln zł kosztował pomnik ofiar katastrofy na Powązkach

169 tys. zł kosztował sarkofag pary prezydenckiej na Wawelu

3 mln zł kosztowała budowa pomników nagrobnych pozostałych ofiar

65 tys. zł 105 urn onyksowych, które po napełnieniu ziemią z miejsca katastrofy zostały przekazane m.in. rodzinom ofiar.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Idź i patrz

wtorek, 17 kwietnia 2012 9:55

 

 

            Zawsze twierdziłem, że człowiek jest bestią. Że wystarczy tylko poruszyć odpowiednie sznurki, a wychodzi z nas najokrutniejszy stwór na Ziemi. I nie cofniemy się przed niczym i powiemy wszystko, i zrobimy wszystko, wszystko by tylko osiągnąć cel.

            Moja mam by pewnie powiedziała, że to nieprawda. Zaraz by podała swój przykład, czy też mojej żony na potwierdzenie faktu, że ludzie mogą być dobrzy, porządni, mili, serdeczni itd.

            Nie będę się sprzeczał. Pojedyncze jednostki, które specjalnie nie zaznały w życiu zła mogą być "dobre". Ale to tylko dlatego, że nie wydobyto z nich emocji. Społeczeństwa jednak, grupy ludzi czy to większe czy mniejsze z reguły wyzwalają agresję. W odpowiednich warunkach agresja przeradza się w zbrodnię.

            Nie trzeba daleko szukać. Niemcy, jeden z najbardziej rozwiniętych i kulturalnych narodów świata, na przestrzeni pięćdziesięciu lat zafundował nam dwie wojny światowe. To było dawno temu? Nie, nie tak dawno. Ale jeżeli ktoś chce bliższych przykładów to niech spojrzy np na byłą Jugosławię. Centrum Europy, koniec XX wieku, a takie masakry tam się działy. Prawdziwe ludobójstwo. I nie będę tu wspominał chociażby tego co dzieje się w Afryce, czy też w Azji.

            Człowiek to bestia. Prawdziwa bestia.

 

 

            Florya to czternastolatek. Prosty zwykły chłopak ze wsi. W domu bieda że aż piszczy, ale to nic. On się tym specjalnie nie przejmuje, bo wszyscy tu są biedni. W takich warunkach przyszło mu żyć. Na Białorusi. Ale Florya żyje w roku 1943. Teraz na jego ziemi, na ziemi jego przodków szarogęszą się faszyści. Chłopak chciałby pójść na wojnę, chciałby pójść do partyzantki, ale nie dość, że jest jeszcze bardzo młodym to nie spełnia podstawowego warunku. Trzeba mieć przecież własną broń. Przekopuje on więc jakieś okopy, jakieś piaski by znaleźć karabin. Jakikolwiek, jednostrzałowy, ale żeby był tylko sprawny.

            Determinacja jego w końcu daje efekty. Jest karabin. Teraz będzie on mógł wstąpić w szeregi braci leśnych. I tak też się staje. Nasz bohater zamienia życie na wsi, na życie w lesie, nie wie jednak co go czeka. Jak wiele będzie musiał znieść, jak wiele okrucieństwa zobaczyć.

            Sama partyzantka wydaje mu się fajną przygodą. Nocne warty, jedzenie zupy z kotła, pierwsze zainteresowania dziewczyną, wspólne zdjęcia... Ale jest on dzieciakiem, który nie zaznał okrucieństwa. W oddziale traktują go trochę z przymrużeniem oka. Młodzieniaszek. Jednak niedługo przyjdzie naszemu bohaterowi spotkać się oko w oko z okupantem. I to takim w najgorszym wydaniu. Najeźdźcy bowiem otrzymali dyrektywy niszczenia całych wiosek i wymordowywania wszystkich ich mieszkańców. Jednym ze sposobów na to jest umieszczanie ludności w stodole i podpalanie jej. Najazdu wroga też nie uniknęła rodzinna wieś chłopaka.

            Takie właśnie rzeczy oglądamy oczami białoruskiego nastolatka w filmie " Idź i patrz". Florya widząc przerażające okrucieństwo jakiego dopuszcza się człowiek, doznaje szoku psychicznego, a twarz młodego aktora Alekseya Krawczenko wyraża wszystko. To naprawdę warto zobaczy.

 

            Tylko mała uwaga. Film "Idź i patrz", powstał w 1985 roku. To już dość dawno i... nie każdemu może się to spodobać. Nie mniej jest to wielkie kino, o którym przypomniałem sobie dzięki TEMU wpisowi. Warto tam też czasami zajrzeć.

 

 


            Moja ocena filmu to: 9/10

 

Obejrzyjcie chociaż trailer. Doskonały. I piosenka też bardzo dobra.




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Wymyk

poniedziałek, 16 kwietnia 2012 8:44

 

            Mam brata. Młodszego. Brat jest i przystojniejszy i bardziej towarzyski. W swoim życiu też osiągnął więcej. Ale czy mu zazdroszczę? Otóż nie. Gdy jemu się coś powiedzie, gdy osiągnie jakiś sukces, mnie to cieszy. Czasami zadaję sobie pytanie, dlaczego to i mnie się nie udało? Dlaczego on ma, a ja nie? Ale żebym chciał jego niepowodzeń, co to, to nie.

 

 

            Alfred i Jerzy są braćmi. Alfred jest starszy, żonaty, ale nie ma dzieci. Jerzy jest młodszy i nie ma żony, ale za to ma dwójkę dzieci. W chwili obecnej obaj prowadzą firmę komputerowo - internetową jaką dostali od ojca. Alfred tą firmę rozbudowywał, gdy w tym czasie Jerzy zdobywał doświadczenie na zachodzie. Teraz mają inne spojrzenie na prowadzenie interesów. Alfred zadawala się tym co ma, Jerzy chciałby poszerzać działalność.

            Ale jest jeszcze coś co różni braci. Alfred jest pełen adrenaliny. Lubi ryzyko. Lubi wyzwania. Kolekcjonuje starą broń. Lubi dobre samochody i szybką jazdę. To taki trochę cwaniaczek, który wszystko wie lepiej, a jak coś idzie nie po jego myśli to od razu pojawia się u niego duży przypływ emocji. Jerzy natomiast jest spokojny, wyważony, dba o swoje zdrowie i wygląd.

            Któregoś dnia obaj bracia jadą pociągiem do miasta by wyjaśnić jakieś sprawy w Urzędzie Skarbowym. W pewnym momencie do wagonu wchodzi grupa agresywnych wyrostków i zaczynają oni napastować młodą kobietę. Jerzy niewiele się zastanawiając rusza jej z pomocą. Wywiązuje się walka z wyrostkami, ale Jerzy jest sam. Tej konfrontacji nie może wygrać. Kończy się ona dla niego tragicznie. Co w tym czasie robi Alfred? Otóż nic. On stoi i się patrzy. To wydarzenie zadecyduje o całym jego przyszłym życiu.

 

 

            Film "Wymyk" musicie koniecznie zobaczyć. Nie będę się tu nad nim rozpisywał, bo z pewnością już nie jedno czytaliście, jeśli nie oglądaliście oczywiście. Ale przyznaję: bardzo dobry pomysł na temat filmu i wyśmienita gra Roberta Więckiewicza. Aktor wyrasta na najlepszego w tej chwili w swojej branży. I jeżeli, co do scenariusza może mógłbym się przyczepić co do niektórych wątków (po co było np. puszczanie filmu nagranego komórką w szkole przy dużej grupie młodocianych widzów), to do aktorstwa wcale.

 


 

            Moja ocena filmu to: 8/10

 

 

            I jeszcze jedno. Może będę w mniejszości, ale ja jestem w stanie zrozumieć zachowanie Alfreda w pociągu. Czasami bywa tak, że człowieka strach chwyta nie tylko za gardło. I to chwyta tak mocno, że nie wiadomo dlaczego.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Młoda kobieta w wannie

niedziela, 15 kwietnia 2012 8:45

 

            Obraz autorstwa Fernanda Lematte (1850-1929) "Młoda kobieta w wannie" zauroczył mnie do tego stopnia, że juz od tygodnia mu się przyglądam i dlatego chciałem się nim i z Wami podzielić.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Śpiew sikorki bogatki.

niedziela, 15 kwietnia 2012 8:34

 

 

            A ja mam takie odgłosy za oknem. Też byście chcieli? No właśnie. A trzeba było dokarmiać ptaki przez całą zimę. Ha.

 



Podziel się
oceń
4
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdrada

sobota, 14 kwietnia 2012 8:28

 

            Zdrada!!!! -  Krzyczał wczoraj Kaczyński. Zdrada!! - krzyczał Tusk. A czym jest zdrada? O tym właśnie można przeczytać TUTAJ. Prosty a zarazem ciekawy tekst Marty Pawłowskiej. A tak nawiasem mówiąc, dowiedziałem się z niego o tym, że niejaki Jan III Sobieski, późniejszy król nam miłościwie panujący to kiedyś zdradził Polskę i skumał się ze Szwedami.

            Ciekawe i pogmatwane są te nasze losy.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tylko Pietrzaka, Tylko Pietrzaka, Tylko Pietrzaka żal...

czwartek, 12 kwietnia 2012 20:26

 

            W latach siedemdziesiątych...., w latach osiemdziesiątych..., też były kabarety. I te polityczne też. A kto z ówczesnych kabareciarzy, waszym zdaniem oczywiście,  był najlepszym?

            Dla mnie nie ma wątpliwości. Prawdziwym królem kabaretu był Jan Pietrzak. To jego słuchało się z namaszczeniem. Wychwytywało się każde jego słowo. Pełne przemyślenia skecze polityczne waliły w ówczesną znienawidzoną władzę tak, że każdy ze słuchaczy na długo pozostawał pod wrażeniem jego występów. Analizowało się to co on mówił zawsze ze skrupulatnością. Ludzie nagrywali jego występy na przenośnych magnetofonach i przynosili to do domu by móc w gronie najbliższych słuchać to po wielokroć.

            Moja mama opowiadała mi jak była na jego występach, gdy po raz pierwszy chyba wykonał swoją piosenkę, swój hymn "Żeby Polska była Polską". Mówiła mi, że ludzie wstali z miejsc. Klaskali. Płakali. Pietrzak był wielki.

            Napisałem "był" i podkreśliłem to słowo, bo Jan Pietrzak zagubił się gdzieś. Ten wielki człowiek zapomniał chyba, że zmieniły się czasy. Że "tamta" władza już dawno odeszła. Zmienił się ustrój. Nie zauważył pewnie, że teraz mamy już wolną Polskę.

            Jan Pietrzak wciąż walczy. Śpiewa swoje hymny celem których jest walka  z obecną władzą. Ale któż go słucha? Kto ogląda? Popularność spada, a chciałoby się żeby było tak jak dawniej, więc pan Janek tworzy wideofelietony które można obejrzeć na YouTube. Tam poszukuje wiernych słuchaczy. Nie wie jednak, nie zdaje sobie pewnie sprawy z tego, że to co robi obecnie jest raczej żenujące i smutne. Jego piosenki protestu "Ballada 10 kwietnia", czy też "Nielegalne kwiaty, zakazany krzyż" nie śmieszą, nie zmuszają do refleksji, są natomiast wyrazem zagubienia się we współczesnym świecie.

            Gdybym mógł, oczywiście, gdybym mógł, to zacytowałbym mojemu byłemu ulubionemu kabareciarzowi inne słowa polskiej klasyki:

 

 

Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe,
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę

Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą:
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą!

Adam Asnyk

 

 

tylko czy to by coś dało?

 

 




Podziel się
oceń
2
0

komentarze (427) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 221  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127221
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl