Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 426 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Piekło w kościele

sobota, 30 maja 2009 7:09


            Jeżeli TAKIE rzeczy, o jakich wspomina Tygodnik Powszechny, działy się w Irlandii, to zastanawiającym faktem jest, że nie działy się również, gdzieś indziej.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

August Rush

czwartek, 28 maja 2009 20:57


            „Muzyka nas otacza. Wystarczy tylko się wsłuchać"


            Kiedyś pisałem o filmie „Once". Filmie przepełnionym muzyką i to taką, która płynie z serca. Ten nastrój, ten klimat jaki utrzymywał się w mojej duszy, trwał jakiś czas i ciągle go wspominam z nostalgią. Bo w filmie muzyka gra duża rolę. To banał? Tak. To banał. I również to, że muzyka otacza nas zewsząd. A może to tylko dźwięki? Dźwięki , które tylko czasami układają się w jakąś wspólną całość, która nas zachwyci.

            Oby tak umiały nas zachwycić, jak zrobiły to z głównym bohaterem filmu „August Rush". Bo August, a tak naprawdę Evan Taylor to jedenastoletni chłopak z sierocińca, który jest szaleńczo zakochany we wszystkich dźwiękach i odgłosach, które go otaczają. Wszędzie, we wszystkim słyszy muzykę, ale póki mieszka w sierocińcu nie może się tak naprawdę do niej dostać. Dosięgnąć jej. Wśród współmieszkańców uważany jest za dziwaka, a on słucha muzyki i marzy, że kiedyś to ona zaprowadzi go do jego rodziców.

            Nie będę opowiadał treści filmu, bo i nie ma w niej nic odkrywczego. Od początku można się spodziewać jak się to wszystko zakończy i ze po drodze będzie sporo przygód. Bo obraz do którego chciałbym was dzisiaj zachęcić „August Rush", to tak naprawdę bajka, którą się dobrze ogląda. Bajka zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych.. Bajka, która potrafi na wrażliwszym widzu wycisnąć niejedną łezkę. To film o poszukiwaniu. Szukaniu siebie. Siebie nawzajem. Ale muszę powiedzieć, że mi się bardzo spodobał. Bo jest ciepły, okraszony dobrą muzyką i tak naprawdę to takie właśnie filmy podnoszą człowieka na duchu.

            Więcej takich obrazów, a może świat będzie troszkę lepszy.

            Marzyć mi się zachciało! Oh!



            Moja ocena filmu to: 8/10


            A to jeden  z fragmentów filmu, z ciekawą muzyką oczywiście. Może kogoś zachęci do oglądania. Kto wie?


 

            I jeszcze jeden fragment. Ale to tylko dla tych, którzy już oglądali film. Bo to jest właśnie jego zakończenie.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Jacek Bończyk

niedziela, 24 maja 2009 21:09

 

Dziś zapoznałem się z twórczością (w dość okrojonym oczywiście zakresie) tego oto piosenkarza. Barda. I jestem pod dużym wrażeniem.



Jacek Bończyk, bo o nim właśnie mowa. Serdecznie polecam.

A "Autoportret Witkacego" w jego wykonaniu



 jest wręcz rewelacyjnym utworem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Od wybrzeży do molestowania

sobota, 23 maja 2009 13:20


            Oglądałem sobie dzisiaj rano w telewizji Planete  „Wybrzeża z lotu ptaka". Bardzo lubię ten dokument. Niesamowite są tam zdjęcia. Jak piękny może być nasz świat. Nadzwyczajne. I ten to właśnie film wzbudził we mnie pewną refleksję, bo nie o nim samym chciałbym dzisiaj pisać. Dzisiejszy odcinek poświęcony był pięknej Irlandii. W pewnym momencie, w trakcie filmu, na wielkiej skale, wypisane było hasło. Napis wyrażający protest przeciw aborcji. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie w tym temacie. Nikogo do aborcji ja zmuszać nie będę, ani też nikogo nie mam zamiaru od tego czynu odwodzić. A każdy kraj reguluje prawnie, te kwestie, po swojemu. Irlandia jest jednym z niewielu krajów w Europie, w którym te czyny są zabronione prawnie.

            A mi, głupiemu, pogmatwanemu człowiekowi na myśl przyszły od razu inne zdarzenie. Otóż w chwili obecnej mówi się dużo, chociaż nie w polskich mediach, o skandalu jaki wybuchł w Irlandii. Prawda o masowym molestowaniu seksualnym dzieci przez kler, właśnie w tym kraju.


http://wiadomosci.onet.pl/1558373,240,1,raport_jak_z_dickensa,kioskart.html

            Ja w moich rozważaniach poszedłem sobie jeszcze dalej. Jeszcze bardziej obrazoburczo, kontrowersyjnie. Bo  pomyślałem sobie tak. Ci księża są przecież wielkimi przeciwnikami aborcji. Nie chcą usuwania niechcianych ciąż. Chcą, a wręcz domagają się, aby wszystkie kobiety które akurat są w ciąży koniecznie urodziły. Nawet jeżeli by to miało zagrażać ich życiu. A co dalej z dziećmi? Żaden problem mówią ci księża. MY je weźmiemy do siebie. MY się nimi „zaopiekujemy" Jakie były tego konsekwencje, można przeczytać właśnie w powyższym raporcie.

            Ktoś powie, że nadinterpretuję fakty. Że to tylko incydent. Że tak nie jest wszędzie. Być może, że nie wszędzie. Ale zadaje pytanie. Publiczne pytanie. Jeżeli tak się dzieje w religijnej Irlandii, to dlaczego nie gdzieś indziej? Nie, na przykład w takiej Polsce? Czy my jesteśmy lepsi od takich Irlandczyków? A może po prostu wszystko lepiej chowamy pod dywan? I myślę sobie tak, jeżeli takie rzeczy dzieją się współcześnie. W świecie gdzie tak wiele spraw jest publicznymi. Gdy ludzie już się nie boja tak jak przed wiekami. To co musiało się dziać za zamkniętymi drzwiami furt kościelnych sto, dwieście, trzysta... lat temu. Aż strach myśleć, bo wtedy to dopiero kler miał władzę nad zwykłym człowiekiem.

            Dziś Watykan raczej stara się milczeć w tych sprawach. Sami księża się nie wypowiadają również. Ale co ciekawe, nie spotykam tego tematu na blogach bądź co bądź anonimowych ludzi. Tematy poruszane są jednak na forach internetowych. Tam można się dowiedzieć (tak, ja wiem, że trzeba na to wszystko wziąć dużą poprawkę) co ludzie o tym myślą. Jaki jest ich stosunek do poczynań kleru.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wojna

piątek, 22 maja 2009 10:06


            Niektórzy mówią, że dopiero w ekstremalnych warunkach, możemy pokazać, jakimi naprawdę jesteśmy ludźmi. Bo łatwo jest mówić o swojej odwadze. Łatwo deklarować się, że gdyby co, to naprawdę znajdziecie u mnie pomoc. Gdy jednak dochodzi do faktycznej potrzeby, a jeszcze gdyby trzeba było poświęcić dużo z siebie, to wtedy tych odważnych, tych pomocnych ludzi jakoś bardzo szybko ubywa. Wtedy najczęściej możemy liczyć tylko na siebie.

            W czasie wojny rosyjsko-czeczeńskiej grupa uzbrojonych czeczeńskich wojowników, więzi Angielskiego aktora Johna i jego duńską narzeczoną Margaret. Razem z nimi w lochu zamknięty jest również rosyjski żołnierz Ivan Yermakov. Ten jednak ma niewielkie przywileje. Zna się na komputerach, a ta umiejętność jest przydatna Czeczeńcom, więc wykorzystują jego umiejętności. Obcokrajowcy więźniowie przydatni są jednak do czegoś innego. Do okupu. John wypuszczony więc zostaje na wolność by zdobył dwa miliony dolarów, a wtedy jego narzeczona zostanie uwolniona. Wraz z Johnem wolność odzyskuje również Iwan. Anglik ma dwa miesiące na zdobycie pieniędzy. Jeśli tego nie zrobi, jego narzeczona zginie. Pomocy odmawiają zarówno rosyjskie, jak i angielskie władze. Samemu nie potrafi takiej ilości pieniędzy uzbierać. Co więc należy zrobić? Najlepiej w takim wypadku, poprosić o pomoc towarzysza niedoli.

            Jak zakończy się akcja ratowania narzeczonej. Kto okaże się bohaterem, a kto tchórzem, czy opłaca się być bohaterem i czy faktycznie można polegać na drugim człowieku, według oczywiście filmu „Wojna" możecie się przekonać dzisiaj, oglądając go w TVP1 o godzinie 23:30.

            Według mnie to całkiem niezłe kino rosyjskie. Być może bez rewelacji, ale ja nie żałuję, że to oglądałem.


            Moja ocena filmu to: 7/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Dziecko

czwartek, 21 maja 2009 9:30
          
            Dziecko, to naprawdę wspaniały obiekt do fotografowania
.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Pudełko z Kioto

wtorek, 19 maja 2009 9:23


            Weź kartonowe pudełko. Od środka dokładnie obklej je aluminiową folią. Później weź drugie, mniejsze kartonowe pudełko i pomaluj je dokładne na czarno. Do tego wszystkiego przygotuj sobie akrylową przykrywkę. A po co to wszystko? No jeśli chcesz zagotować sobie np. wodę na herbatę to ci się może to przydać. Że, co ja mówię? Ano tak. W tym urządzeniu można również upiec mięso. Głupota?

            A no nie. Wystarczy bowiem do środka wstawić garnuszek z wodą, wystawić to wszystko na dwór, a reszty już dokona przyroda. W słoneczny dzień będzie można dzięki temu taniemu wynalazkowi piec, gotować smażyć... Bez gazu, bez prądu, bez węgla... tylko dzięki Słońcu.

            Wynalazca tego pudła, dostał główną nagrodę za najlepszy pomysł na walkę z globalnym ociepleniem w konkursie Climate Change Challenge. A mnie ciekawi, na ile przyjmie się to pudełko w praktyce?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

W dolinie Elah

poniedziałek, 18 maja 2009 18:00


            Wojna, to dobry temat dla filmowców. Można tworzyć zapierające dech w piersiach historie jak i mnóstwo efektów specjalnych. Można opowiadać o bohaterach jak i o tych którzy sprzeniewierzyli się sztuce wojennej. W filmie możemy obserwować wojnę od wewnątrz, tak jakbyśmy byli jej uczestnikami, jak również z zewnątrz jako zwykli obserwatorzy. Ale są i takie filmy, które opowiadają o wojnie w trochę inny sposób.

            Jednym z takich jest obraz Paula Haggisa „W dolinie Elah". Tutaj wydarzenia wojenne są jedynie w tle, a cała akcja dzieje się już po powrocie żołnierzy do domu. Główny bohater, grany przez Tommy Lee Jonesa, to weteran wojenny, który stracił kontakt ze swoim ukochanym synem, który powrócił właśnie z wojny w Iraku. Zatroskany ojciec jedzie więc do jednostki by odszukać syna. Na miejscu okazuje się jednak, że chłopak został bestialsko zamordowany. Zadźgany nożem, poćwiartowany i spalony. Śledztwo toczy się dość niemrawo więc nasz bohater stara się wziąć sprawy w swoje ręce.

            Film został nominowany do Oscara. I z tego to powodu wielu z recenzentów stara się pisać o nim jako o bardzo dobrym dziele. Ale zapominają oni, że tak naprawdę, to nie film był nominowany do nagrody, ale aktor Tommy Lee Jones. Bo sam film nie jest niczym nadzwyczajnym. Ot taka sobie, całkiem nienajgorzej skonstruowana historia. Tak, po amerykańsku. Z dużą ilością patriotyzmu, a jednocześnie trochę tak, by dać prztyczka w nos władzy państwowej.


            Moja ocena filmu to: 6/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Brick Lane

sobota, 16 maja 2009 13:33


            Jak wspominacie swoje dzieciństwo? Czy chcielibyście powrócić do niego? A, czy na pewno wspominacie je takim, jakim ono było w rzeczywistości?

            Ja w dzieciństwie mieszkałem na wsi. Ale tylko do ósmego roku życia. Tamten okres pozostał w mojej pamięci, jako czas beztroski. Później wszystko się zmieniło. Tak musiało być, i teraz nie wyobrażam sobie, co by ze mną było, gdybym pozostał na tej wsi. Tam przecież wszystko się rozpadło.

            Nazneen, to młoda dziewczyna urodzona na bengalskiej prowincji. Tam spędziła swoje dzieciństwo. Tam dorastała. Tam beztrosko bawiła się ze swoją siostrą. Ale gdy jej matka postanowiła rozstać się z życiem, ojciec wydał ją za mąż. Miała jednak „szczęście" bo przyszły mąż to człowiek wykształcony i mieszkający w... Anglii. Wyjechała więc ona do odległego kraju, do odległej cywilizacji, do odległego świata. Mieszka tam z mężem i swoimi dwoma córkami. I razem starają się podtrzymywać swoją tradycję muzułmańską w centrum Europejskiej cywilizacji.

            Nazneen jednak ciągle tęskni do tych miejsc ze swojego dzieciństwa. Wciąż koresponduje ze swoją siostrą, która tam pozostała i mimo wszystko, stara się idealizować tamte miejsca i czasy w jakich kiedyś żyła. Z listów siostry wyczytuje tylko to co jej najbardziej pasuje, nie chcąc dostrzec prawdy. Ale naszym bohaterom i w Anglii żyje się nie najlepiej. Mąż nieudacznik życiowy, córka buntowniczka, a ona sama, zamknięta w swoim mieszkaniu i tradycyjnie posłuszna swojemu mężowi, stara się pogodzić różne światy. A trudno to wszystko zrobić, choćby w obliczu tragedii WTC z 11 września.

            „Brick Lane" to film o dużej zmysłowości. Czasami delikatnie erotyczny okraszony zmysłową muzyką. Jakby pachniał takimi... kadzidełkami.


            Moja ocena filmu to: 6,5/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ciekawy przypadek Beniamina Buttona

czwartek, 14 maja 2009 18:09


Najciekawsze, że nigdy nie jest za późno, by być kimkolwiek się zechce. Czas nie ma znaczenia. Można zacząć w dowolnym momencie.


            Jest taki pogląd mówiący o tym, że czas biegnie jakby po linii prostej. Zawsze w jednym kierunku. Do przodu. 1, 2, 3, 4... itd. W nieskończoność. Ale są i tacy, którzy twierdzą, że czas biegnie, jakby po kole. Wiosna, lato, jesień, zima, wiosna, lato... Ja spotkałem się z jeszcze jedną teorią. Mówi ona, że czas biegnie jakby po spirali. Czyli biegnie do przodu, zataczając jednocześnie koła. I chociaż nie mam żadnych podstaw naukowych, przyznam się, że ta ostatnia wersja najbardziej mi się podoba.

            Czy można jednak tak pomanipulować czasem, by biegł on do tyłu? Raczej nie. Ale w filmie „Ciekawy przypadek Beniamina Buttona" pewnemu człowiekowi w pewien sposób to się udaje. Otóż pan Ciacho jest zegarmistrzem i on to zbudował zegar, którego wskazówki biegną do tyłu. Ależ to tylko mechanizm, ktoś zawoła. Nie ma to nic wspólnego z kierunkiem czasu. I racja. Tylko, że tak się złożyło, że w chwili odsłonięcia zegara, narodził się właśnie Beniamin Buton. I narodził się jako... starzec.

            Film jest jakby biografią Beniamina, którego matka umarła przy porodzie, a ojciec ujrzawszy go, od razu porzucił. Dziecko trafia do domu starców i gdy wszyscy wokół starzeją się i umierają, on z roku na rok czuje się coraz młodziej. Poznaje otoczenie, różnych ludzi. Zaczyna swoją pierwszą pracę. Zakochuje się. Czyli, wydawałoby się - normalność. Ale jego „starość" jest już jakby dziecinnieniem. Właśnie tak, końcówka filmu, mnie najbardziej wzruszyła.

A opowieść o Beniaminie trwa prawie trzy godziny. Trzeba więc wygospodarować sobie trochę czasu. Ale nie będzie to czas stracony. Zapewniam Was. Dobre zdjęcia, dobra muzyka, dobra gra aktorów, no i ta charakteryzacja... kapitalna! I zasłużony za nią Oscar.


            Moja ocena filmu to: 8,5/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Pies, najlepszym przyjacielem człowieka.

wtorek, 12 maja 2009 17:26


            Mówią, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Oglądając ten filmik


można zadać sobie pytanie: Jeżeli w ten sposób zachowujemy się wobec przyjaciół, to jak zachowamy się wobec wrogów?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Import Export

poniedziałek, 11 maja 2009 21:17


            Gdybym zapytał się kogoś z Was, gdzie wolałby mieszkać, w Austrii, czy też na Ukrainie, to z pewnością każdy by wskazał na ten pierwszy kraj. Ja też. Ale czy na pewno, tam jest tak wspaniale jak to sobie próbujemy wyobrażać? My, Polacy, czy też tacy Ukraińcy? Film „Import Export" pokazuje nam zderzenie się dwóch różnych... cywilizacji. Dwóch różnych kultur.

            Z jednej strony mamy Ukrainkę, Olgę. Młodą dziewczynę starającą się jakoś przeżyć u siebie w kraju. Mimo że jest wykwalifikowaną pielęgniarką nie jest w stanie związać końca z końcem. I nie ma się temu co dziwić, bo nikomu kto dostaje jedynie 30% wypłaty, to by się chyba nie udało. Olga więc stara się dorabiać w pornobiznesie, ale konkurencja duża, a jej potrzeby wciąż rosną. Na wychowaniu ma przecież małe dziecko. Olga wyjeżdża więc w poszukiwaniu pracy do Austrii. Lecz świat jaki tam zastaje, nie jest pewnie jej wymarzonym światem. Bezduszność ludzi. Samotność. Wyobcowanie.

            Z drugiej strony mamy Paula. Bezrobotnego, u wszystkich zadłużonego, młodego Austriaka, który żyje bez planu na własne życie. Mieszka z matką i próbuje robić jakieś czarne interesy wraz ze swoim ojczymem. Razem wyjeżdżają na Ukrainę by tam montować automaty do gier. Świat z którym spotyka się Paul, jest dla niego nie do przyjęcia.

            Te dwie osoby, Paul i Olga są jednak tylko pretekstem by autor filmu Ulrich Seidel mógł pokazać w jak bezdusznym świecie żyjemy. Ci młodzi ludzie może by i chcieli coś zrobić, coś zmienić ale system ich otaczający trzyma ich mocno i nie puści i nie pozwoli na jakiekolwiek zmiany.

            Jeżeli ktoś z was ma dość filmów rodu z Hollywood. Dość plastikowego, ugładzonego dopracowanego świata, jak ja to mówię przepuszczonego przez Foto Shop, zapraszam do obejrzenia „Import Export". Ale ostrzegam was. Tym razem oglądamy zimny, wyrachowany świat. Wręcz nieprzyjemny. Brudny i brutalny. Odarty z tego co może sprawiać nam przyjemność. A do tego zrobiony z dokumentalną dokładnością.


            Moja ocena filmu to:8/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Spotkania na krańcach świata

sobota, 09 maja 2009 18:07

            Większość z nas myśli o podróżach. Chcielibyśmy gdzieś wyjechać, gdzieś daleko, w nieznane. Odkrywać nowe tereny. Za przykładem wielkich podróżników, poznawać nie odkryte krainy. Ale takich już chyba nie ma. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie by podróżować, choćby po okolicznych terenach chciałoby się powiedzieć. Bo nikt przecież nie każe nam, nie zmusza nas, byśmy wyjeżdżali mieszkać na... Antarktydzie..

            Werner Herzog stworzył dokument o ludziach którzy jednak postanowili wyjechać właśnie tam. Choćby na jakiś czas, zamieszkać. A jest to dość dziwna mieszanka ludzi. Bankier, który został kierowcą olbrzymiego pojazdu arktycznego. Potomek królewskiego rodu Azteków, który został hydraulikiem. Lingwista martwiący się o wymierające języki, czy też kobieta podróżnik. I wielu, wielu naukowców badających te unikalne tereny, czy też prowadzący badania nad tajemniczym neutrino.

             Wszyscy oni stworzyli sobie, na tym nieprzyjaznym kontynencie swój świat. Swoje miasteczko, z bankomatem, kręgielnią czy też salą do aerobiku. To prawda, że oni tam pracują, ale gdyby byli pozbawieni fascynacji tymi terenami nie wytrzymaliby tam długo. Uciekli by przy lada nadarzającej się okazji.

            Film Herzoga to dość dobry dokument. Bez rewelacji jednak Mieszanka różnych ludzi, różnych ich historii, powoduje bowiem, że film jest trochę nierówny. Raz ciekawszy, a raz mniej. A może to i jego zaleta? Bo przecież każdy będzie mógł znaleźć coś dla siebie. Mnie bardzo zainteresowały słowa o ciszy tam występującej. Ponoć gdy nie ma wiatru, to jest tam zupełnie cicho. Nic nie słychać. I to do tego stopnia, że jedynym dźwiękiem docierającym do naszych uszu może być bicie własnego serca.

            Czasami chciałbym takiej ciszy doświadczyć. Tak. Faktycznie. Brakuje mi takiej ciszy.


            Moja ocena filmu to: 5/10.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

100 mitów

piątek, 08 maja 2009 20:50


Czy na pewno wiecie kto wynalazł żarówkę?

A jak myślicie, jakiej narodowości był Mikołaj Kopernik?

Głupie pytania? Ale czy na pewno?

A czym skusiła Biblijna Ewa, Adama?

No jasne, że jabłkiem.

Tylko kto wam takich bajek naopowiadał?


            Prawdy to czy mity? Wiemy o takich rzeczach, czy nam się tylko wydaje, że o nich wiemy. Tygodnik „Przekrój" obala 100 mitów, w które wierzą miliony ludzi http://www.przekroj.pl/cywilizacja_spoleczenstwo_artykul,4065,0.html

Pewnie z niektórymi z nich nie będziemy chcieli się pogodzić, ale myślę, że warto zajrzeć na wyżej podany adres, choćby po to by zweryfikować swoje przekonania, a być może i czegoś się nauczyć.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wszystko za życie

czwartek, 07 maja 2009 11:55

            Chris McCandless właśnie ukończył szkołę. Obiecuje rodzicom, że będzie kontynuował naukę na studiach prawniczych. Oni, jak to wszyscy rodzice w takiej sytuacji, są oczywiście dumni z syna, a że sami są ludźmi sukcesu deklarują się z całych sił by mu pomóc w dalszej drodze życia i na dobry początek proponują, że kupią mu nowy samochód.

            Nie wiedzą jednak, że tak naprawdę ten uzdolniony chłopak, to ich oczko w głowie, ma zupełnie inne plany. Chris bowiem wszystkie swoje oszczędności przekazuje dla organizacji charytatywnej by ta nakarmiła głodnych. Posiadaną gotówkę pali, pakuje się i wyjeżdża w samotną podróż po kraju. Podróż której celem jest Alaska. Podróż której celem jest życie na łonie natury.

            Po drodze poznaje różnych ludzi. Przeżywa niebywałe przygody. A my oglądając film zazdrościmy mu. I często myślimy sobie, że też tak chcielibyśmy. Chcielibyśmy wyrwać się z naszych betonowych osiedli. Zerwać więzy z otaczającym nas światem i... Tylko, czy na pewno?

            Postać Christophera McCandlessa, to postać autentyczna. Zafascynowany jego życiem, Sean Penn, zrealizował wspaniałą poetycką opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Jednak w filmie nie mamy do czynienia z jakąś ideologią. Bohater bowiem jest jedynie zbuntowanym dzieciakiem, który sprzeciwia się swoim rodzicom. Wyrusza w przygodę swojego życia, ale nie jest do niej przygotowany. Okazuje się bowiem, że aby stawić czoła naturze to nie wystarczy lektura książek i zaangażowanie. A człowiek wychowany w miejskim świecie, a do tego jeszcze samotny, nie poradzi sobie z dziką przyrodą.

            Film moim zdaniem zasługuje na dużą uwagę. Opowiada bowiem o pasji człowieka. O dążeniu do tego by nie zostać zaszufladkowanym, tak jak inni. O tym, że możemy iść swoja droga. Jedyną, niepowtarzalną.

             Robią wrażenia zdjęcia jak i muzyka. Pada tam również kilka mądrych myśli. Choćby taka jak : „Jeśli czegoś w życiu pragniesz, sięgnij po to". Film stawia również ciekawe pytania. Co jest ważniejsze: posiadanie, czy poczucie własnej siły. I na to drugie stawia właśnie nasz bohater.


            Moja ocena filmu to: 8/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

czwartek, 30 marca 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4846592
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12494
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3329 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl