Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 977 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Pułapka

sobota, 29 maja 2010 7:38


            Jeszcze nie tak dawno, tak, tak, wcale nie dawno, aby zatelefonować do kolegi, człowiek musiał iść do budki telefonicznej. Aparat w domu, to była rzadkość, a na podłączenie do linii trzeba było czekać ze dwadzieścia lat. Teraz to jest proste. Prawie każdy posiada tzw. komórkę. Komórka, komputer, Internet stały się urządzeniami wykorzystywanymi na co dzień. Wszystko to bardzo ułatwiło nawiązywanie kontaktów międzyludzkich. Młodzi, starzy, mężczyźni, kobiety, mieszkający tu i tam. Nie ma znaczenia. Znajomość można nawiązać w każdej chwili. Mi osobiście udało się nawet zapoznać pewną osobę przez GG. Znajomość trwała przez dwa lata i była zupełnie niezobowiązująca, choć pouczająca. Ale do rzeczy.

             Jeff Koehler jest trzydziestodwuletnim fotografem. Jest samotnikiem. Robi zdjęcia modelkom, ale poszukuje dla siebie kogoś bliskiego. Na czatach internetowych poznaje Hayley Stark. I wszystko byłoby naturalne, gdyby nie to, że ona ma dopiero czternaście lat. Po kilku miesiącach internetowej znajomości postanawiają się spotkać w realu. Jest miło, sympatycznie, a rozmowa klei się obojgu. Coś między nimi iskrzy. Po spotkaniu w miejscu publicznym postanawiają dalszą część rozmowy kontynuować u niego w domu. To trochę może i dziwne, no ale dziewczyna jest rezolutna, bystra i wie na czym świat stoi. Będąc w mieszkaniu Jeffa , Hayley czuje się bardzo swobodnie, ale jest też i ostrożna. Nie pozwala na to by to on robił jej drinka. Mówi, że w szkole ich uczono by nie pić tego, czego samemu się nie przygotowało. Nigdy bowiem nie wiadomo, co może znajdować się tak naprawdę w napoju.

            Jeff jest fotografem, więc rozmowy toczą się również w tym temacie. Dziewczyna jest zainteresowana sesją zdjęciową. A nam, widzom, wydaje się, że wiemy, do czego to wszystko zmierza. Nie jest to jednak takie proste, bo film „Pułapka" to prawdziwy dreszczowiec, trzymający nas cały czas w napięciu. Zwroty akcji, ciekawy scenariusz i dobrze zagrane role Ellen Page (to ta sama aktorka która grała w Juno) i Patricka Wilsona to atuty tego filmu, który Wam szczerze polecam.

            Film, można powiedzieć, tylko dwojga aktorów, ale akcji jest tam tyle, że starczyłoby i na dziesięciu. Ogląda się z zapartym tchem i aż chce się powiedzieć: Ach ta dzisiejsza młodzież...

 

 

            Moja ocena filmu to: 7,5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Tomasz Lis na żywo - 24.05

wtorek, 25 maja 2010 17:11


            Oglądałem wczoraj program publicystyczny z cyklu „Tomasz Lis na żywo". Oglądałem to duże słowo, bo grał telewizor, a ja już zasypiałem. Zmęczenie robi swoje, a że chciałem program zobaczyć, więc telewizor był włączony.

            Otóż oczy mi się już zamykały, gdy raptem do mojej świadomości zaczęły docierać słowa z ekranu. Słowa ludzi zebranych na Placu Teatralnym, w Warszawie, podczas spotkania z kandydatem na prezydenta RP, Jarosławem Kaczyńskim. Na placu tym pojawił się dziennikarz z wyżej wymienionego programu. Nie sam Lis osobiście, ale jakiś jego przedstawiciel. Wysłannik. Chciał zrobić sondę z uczestnikami wiecu, zadając im kilka pytań. Np. czy jest możliwe pojednanie Kaczyńskiego i Tuska.

            Ale nie o pytania mi chodzi. Nie o sondę i ani nie o wyżej wymienionych panów. A chodzi mi o uczestników wiecu. O ich zachowanie. O to, kim oni są i dlaczego tak właśnie się zachowują. Epitety, jakimi obrzucony był dziennikarz to: drań, psychopata, łobuz, zdrajca narodu... Tłum nieznający w ogóle człowieka mówi o nim, że to darmozjad, że brak mu kultury i taktu. Dlaczego ludzie tak się zachowują? Czy się tego nie wstydzą? Kto ich tego nauczył? Won  stąd, krzyczano do niego. To jest Polska! No właśnie, czy to jest Polska?

            Jedna z pań popierająca Jarosława Kaczyńskiego mówi o Tomaszu Lisie, że ten jest agentem albo niemieckim, albo bolszewickim. Pewnie sama jeszcze nie wie, jakim konkretnie, ale wie, że ów agentem jest. Kto ją do tego przekonał? Kto jej to wmówił? Czyżby to była słuchaczka Radia Maryja? Być może, bo jedna ze starszych pań, usilnie pokazywała nam, że czyta Nasz Dziennik. Tak jakby było się, czym chwalić.

            Ludzie demonstrujący swój patriotyzm nie do końca rozumiejący to słowo. Nie do końca wiedzący, co mówią i co robią. Ludzie, którzy nie panują nad swoimi słowami i czynami. Zdezorientowani, wykorzystywani, agresywni. Prości i zawiedzeni życiem, bo tak naprawdę to przegrani, którym pozostała jedynie nadzieja na lepsze jutro. A Kaczyński mami ich jakąś wizją innej Polski. Mówi, że on im da, pomoże, wesprze. I są jeszcze tacy, którzy w to wierzą. A być może tylko ta wiara im pozostała, co by ich w jakiś tam sposób tłumaczyło. Ale nic nie tłumaczy ich agresji, wrogości, nienawiści.

            Po emisji reportażu widać było, że Lisowi jest przykro. Bo można się nie zgadzać z poglądami drugiego człowieka, ale żeby od razu przechodzić do agresji. Z drugiej jednak strony, to czego on się spodziewał. Ci ludzie mówią przecież innym językiem. To są przecież dwa różne światy. Lis reprezentuje sobą, sukces życiowy, wygraną, przedsiębiorczość i samodzielność. Im wszystkim tego brak. Pozostaje więc nienawiść bo na to by popracować nad sobą to w większości wypadków jest już za późno.

            Program można obejrzeć na tej stronie


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Przypadek 39

poniedziałek, 24 maja 2010 18:07


            Znam osobę, która większość swojego życia przepracowała w Państwowym Domu Dziecka. Zapytałem się ją kiedyś, czy biorąc z takiego Domu, dziecko na wychowanie, takie dziecko z trochę zwichrowaną psychiką, takie po przejściach, to czy można je wyprowadzić na dobrą drogę. Po chwili zastanowienia, otrzymałem odpowiedź, że nie. Zawsze myślałem, że człowieka można naprawić, można go zmienić na lepsze, ale to chyba nie jest za bardzo możliwe. Chyba, chyba że sam będzie tego bardzo chciał.


             Emily Jenkins, opiekunka społeczna ( w tej roli Renee Zellweger) dostaje trzydziestą dziewiątą osobę pod swoją opiekę. Jest to mała Lillith Sullivan. Dziewczynka samotna, zamknięta w sobie, stroniąca od otoczenia. Jedzie, więc do domu jej rodziców, zrobić z nimi wywiad środowiskowy. Dziwni to jacyś ludzie. Bardzo dziwni. Od razu rzuca się w oczy ich nietypowe zachowanie i bardzo zimny stosunek do dziewczynki.

            Pewnej nocy mała Lillith dzwoni do Emily wołając o ratunek. Gdy do mieszkania wkracza policja okazuje się, że rodzice chcieli upiec dziecko w piekarniku. Co za przerażająca historia. Co ich skłoniło do takiego działania? Kim oni są?

            Lillith trafia pod opiekę Emily. A w okolicy zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Pewien dziesięcioletni chłopiec, w nocy zamordował dwoje swoich rodziców. Psycholog współpracujący z naszą panią opiekunką, ginie w bardzo dziwnych okolicznościach. Emily, zaczyna nabierać dziwnych podejrzeń. Po tym, jak próbowała rozmawiać z rodzicami dziewczynki, a oni później giną, Emily zaczyna się bać. Naprawdę bać.

            Film „Przypadek 39", swoim nastrojem bardzo mi przypomina, kultowy już „Omen" z 1976 roku. I chociaż było już dużo horrorów z dziećmi w roli głównej, nawet mimo tego, że nie ma tutaj bezpośrednich nawiązań do szatana, tak to odebrałem. Nastrój, klimat, to wszystko jest bardzo dobre. Film dobrze zrobiony. Renee Zellweger, w świetnej formie.


           

            Moja ocena filu to: 7,5/10




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Rzekł pajączek do pajączki.

niedziela, 23 maja 2010 21:22

Rzekł pajączek do pajączki:

Popatrz, ja mam złote rączki!
Dziś uprządłem dla nas nową
Pajęczynę własnościową.
Będziesz pewnie bardzo rada,
Bo to cud, mucha nie siada!
Na to ona z gniewem wrzaśnie:
A ma, durniu, siadać właśnie!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wzgórza mają oczy

sobota, 22 maja 2010 10:21


            Rodzina Stanfordów wybiera się do Kalifornii. Podróż to długa i nużąca, wydawałoby się, ale oni jadą w grupie. Mają duży samochód i jeszcze większą przyczepę. Właśnie dojechali do pustyni, którą muszą przebyć. Tankują się na ostatniej, trochę dziwnej, stacji benzynowej, i naprzód.

            I tu zaczynają się ich problemy. Wielkie problemy. Bo kierując się skrótem, natrafiają na byłą strefę wojskową, gdzie kiedyś były przeprowadzane próbne wybuchy jądrowe. Wcześniej była tam kopalnia. Ludzie mieli być wysiedleni, ale część z nich pozostała na miejscu. Teraz pokaleczeni, zdeformowani w wyglądzie i na psychice, sieją postrach w okolicy, mordując wszystkich, którzy się im nawiną. Stanfordowie, mają być kolejnym łupem.

              O tym właśnie jest film „Wzgórza mają oczy". Jak łatwo się od razu domyśleć, jest to horror. I to z tych w rodzaju, ręka noga mózg na ścianie. Ja nie przepadam za takimi scenami, ale że film jest już wręcz kultowy, postanowiłem sobie go obejrzeć. A przy okazji obejrzałem i jego kontynuację „Wzgórza mają oczy II"

            W drugiej części, do tej samej strefy trafia grupa żołnierzy. Są młodzi, mało doświadczeni, ale mają broń. I wydawałoby się, powinni sobie lepiej poradzić od cywilów z pierwszej części. Jednak nic z tego. Ci, też są po kolei eliminowani przez tubylców.

              W trakcie oglądania, cały czas zastanawiamy się, kto przeżyje? Czy w ogóle, ktoś przeżyje? No i moje pytanie. Po co w ogóle robi się taką masakrę na ekranie. Bo straszyć można widza, w różny sposób. Bardziej subtelny. Nie trzeba bohaterom wyrywać rąk, grzebać w mózgu, czy pić ich krew. To prostackie i  po prostu nuży.


            Moja ocena dla obu części to: 4/10.

 

 


 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Dziewczyna, która igrała z ogniem.

piątek, 21 maja 2010 9:50

             Właśnie skończyłem czytać „Dziewczyna, która igrała z ogniem". To druga już część Milenium. Autorstwa szwedzkiego dziennikarza Stiega Larssona. Larsson już nie żyje. Zmarł w 2004 roku na atak serca. Tak się nieszczęśliwie dla niego złożyło, że napisał trzy tomy, jak się później okazało wielkiego bestsellera, oddał to do wydawcy i umarł. Nie doczekał się sukcesu, a szkoda. Dla niego, bo byłby teraz bardzo bogatym człowiekiem, i dla nas, bo może mielibyśmy i kontynuacje.

            W każdym bądź razie w drugiej części spotykamy tych samych głównych bohaterów, to jest Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander. Tym razem jednak na siedmiuset stronach powieści nie spotykają się oni bezpośrednio (nie licząc ostatniej sceny) ani razu. Lisbeth, bowiem jak zwykle jest ciągle trochę postrzelona i nie do końca wie, o co jej w tym życiu chodzi. Zerwała znajomość z Mikaelem, ale o nim nie zapomniała. On wciąż chce odnowić kontakty.

            Życie jednak zmusiło tych dwoje ludzi do wspólnego działania. Stają oni, do walki z szajką groźnych przestępców zajmujących się handlem żywym towarem i czerpaniem zysków z prostytucji. No i oczywiście mamy do czynienie z dużym zagrożeniem życia naszych bohaterów. Zwłaszcza Lisbeth, która nie dość, że jest ścigana przez kilku zbirów różnej maści, to jeszcze policja poszukuje ją za potrójne morderstwo.

            Wszystko wskazuje na to, że Salander nie wywinie się tym razem. Władze mają bardzo mocne dowody przeciwko niej, a ona sama wydawałoby się nie może nic zrobić, bo jak tylko się ruszy to już czeka na nią kilku drabów by ją zadusić choćby gołymi rękami. Taką czują do niej nienawiść.

            Jednak nasza bohaterka to kobieta wręcz z piekła rodem. Zdesperowana, uparta, a do tego cholernie inteligentna. Doskonały haker, logik i strateg. Jak już kogoś obierze sobie za cel to nie ma dla niego ratunku. Bo Lisbeth jest zawzięta i nie popuści póki nie postawi na swoim. Na swoim, bo za słuszne to ona uważa tylko to, co jej zdaniem jest słusznym. Ot taki ma charakterek.

            W drugiej części poznajemy całą (prawie) rodzinę naszej bohaterki. Wszyscy to prawdziwe indywidua. Gdy takich spotyka się na ulicy, to lepiej obchodzić ich z daleka. Ale Lisbeth jest inna. I z wyglądu i z zachowania i z charakteru oczywiście też.

             Jak kończy się powieść? Czy dobrze? Trudno powiedzieć. Bo to, co spotkało Lisbeth, to, przez co przeszła, tego nie można nazwać dobrym. No, ale cóż. Po lekturze jestem zaciekawiony tym, co będzie w części trzeciej, a jest to chyba najlepsza rekomendacja książki.


            Najpierw zapoznałem się z pierwszą częścią trylogii w formie książkowej. Później obejrzałem film. Teraz drugą część mam już za sobą. Ekranizację zobaczę w najbliższym czasie i nie mogę doczekać się części trzeciej

            Książkę polecam wszystkim. Zwłaszcza jako lekturę na wakacje. Czyta się łatwo, szybko i wciąga. Kilkaset stron lektury mija jak z bicza strzelił. Ale pierwsza część jest lepsza. Postać stworzona przez Larssona jest bardziej realna. W drugiej części, wydaje mi się, obdarzył ją zbyt wieloma umiejętnościami. Tak jakby trochę przesadził. Przedobrzył. No i to zakończenie. Który człowiek jest w stanie to przeżyć? Chyba tylko, Lisbeth Sallander.

 

            Książkę oceniam na: 8/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Julia

czwartek, 20 maja 2010 15:18


            Nie piję alkoholu. No, właściwie to trochę piję, ale to tylko na jakichś okazjach. Imieniny itd. Papierosów nie palę. Kiedyś, tak. Ale już od wielu lat nie palę. Narkotyków nigdy nie używałem i właściwie to poza Internetem, jeśli tak można powiedzieć, to nie mam żadnych nałogów. I pewnie z tego powodu nie za bardzo do mnie dociera, co to znaczy być uzależnionym. Co znaczy być na głodzie? Co znaczy, zrobić wszystko, dla upragnionego celu.


             Julia jest alkoholiczką. Nie chce się oczywiście do tego przyznać, ale tak jest w rzeczywistości. Pije aż film jej się urwie, budzi się rano w różnych miejscach i z różnymi facetami obok. Żyje samotnie. Właśnie straciła pracę. Ma tylko jednego przyjaciela, Mitcha, człowieka który wciąż stoi przy niej i mimo wszystko któremu zależy na niej.

            Pewnego razu Julia trafi do klubu AA. To jednak nie dla niej. Nie pasuje jej to towarzystwo. Chce zrezygnować z terapii. Tu zwraca na nią uwagę Elena. Też alkoholiczka, ale również osoba w potrzebie. Otóż Elena została pozbawiona praw rodzicielskich. Jej synkiem Tomem opiekuje się teraz dziadek multimilioner. A ona chciałaby odzyskać chłopca. Proponuje, więc Julii wdział w porwaniu dzieciaka. Sprawa wydawałaby się prosta, ale nasza bohaterka wyczuła nosem grubszy interes i porywa chłopca sama, dla okupu. Julia nadaje się jednak do porywania, tak jak ja do baletu. Nie jest w tym po prostu dobra. W ogóle nie ma o tym zielonego pojęcia. Porywa jednak malca, no i w tym momencie oczywiście wszystko zaczyna się jeszcze bardziej komplikować w jej życiu. Problemy się nawarstwiają. Rzecz w tym, że chętnych by porwać chłopca przybywa. Każdy chciałby zgarnąć grubszą forsę, a między Julią, kobietą w średnim wieku i Tomem, chłopcem spragnionym matczynej miłości zaczyna się rodzić jakaś więź.

            "Julia", to tego rodzaju film, gdzie akcja zaczyna się trochę niemrawo, a całość zapowiada się zupełnie przeciętnie. Jednak tempo akcji narasta, problemy się namnarzają i wciąż mamy obawy o to, czym się to wszystko zakończy. Z początku wydaje się, że będziemy mieli do czynienia z kolejnym obrazem poświęconym alkoholizmowi. Ale tym razem mamy coś więcej. To dobry thriller, i nie tylko.

            Świetna rola Tildy Swinton, dobry scenariusz, dobra realizacja filmu. Czyli jednym słowem mówiąc, polecam.

 


              

            Moja ocena filmu to: 7,5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Półmrok

środa, 19 maja 2010 9:37


            Muzyka i pierwsze sceny filmu, wydawałoby się wprowadzają nas w zaciszny domowy spokój. Maszyna do pisania, książki, poustawiane na półkach rodzinne fotografie. Mąż, żona i mały synek. Istna sielanka.

            Ona, Rachel Carlson jest pisarką thrillerów. Pracuje, więc w domu i opiekuje się swoim kilkuletnim synem Thomasem. Ale wydarza się tragedia. Bawiący się chłopczyk, topi się w pobliskiej rzeczce. Zrozpaczona Rachel nie może sobie znaleźć miejsca. Rozwodzi się i wyprowadza na prowincje, by tam w samotności powracać do normalności i by nadal pisać. Na wyspie poznaje Angusa, latarnika. Być może uda jej się poukładać sobie życie.

            Ale coś ją prześladuje. Wyrzuca sobie cały czas, że wypadek syna to jej wina. Nie zamknęła furtki, a dzieciak wyszedł na zewnątrz i stało się nieszczęście. Ale teraz będzie musiała się zmierzyć z czymś jeszcze. Thomas, bowiem powraca. Jako duch. Jako zjawa. I nie jest zbyt przyjaźnie nastawiony. Ale, czy na pewno? I kim, tak faktycznie jest Angus?

             „Półmrok", to thriller gdzie zwroty akcji są, co chwilę. Nie za bardzo wiadomo, co pochodzi ze świata żywych, a co z umarłych. Czy główna bohaterka postradała zmysły widząc ludzi którzy już odeszli?

            W roli głównej Demi Moore. Aktorka, którą cenię za wszechstronność. Potrafi zagrać każdą postać i czasami jest nie do poznania. A to cecha prawdziwych zawodowców.

            Paulos84 uznał, że jest to film żenujący. Dał mu ocenę 1/10. Zarzucił mu całkowity brak logiki w scenariuszu. Ja jednak mam wrażenie, że sam nie do końca uważnie oglądał to, co dzieje się na ekranie. No, ale to już jego sprawa. Ja, cieszę się, że nie zdałem się na jego ocenę.

 


 

            Moja ocena filmu to: 6,5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Bądź na luzie, żyj na maksa

poniedziałek, 17 maja 2010 6:46

            Dziś mam kiepski dzień. I pogoda, i po wczorajszym.... Ale ta reklama to mnie rozbawiła. Jest naprawdę świetna. Dzięki niej polepszył mi się trochę humor.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wyspa strachu

niedziela, 16 maja 2010 8:57


             Cliff (trochę ciapowaty i mało rozgarnięty scenarzysta) i Cydney ( młoda, ładna, naiwniutka marzycielka) są właśnie po ślubie. I wybrali się na swój wymarzony miesiąc miodowy. Zapragnęli go spędzić na Hawajach. Mają zwiedzać wyspę i delektować się przyrodą, miłością i wzajemnym towarzystwem. Ma być miło i przyjemnie.

            Ale doszły ich niepokojące wieści. Gdzieś tu w pobliżu, grasuje para młodych przestępców. Właśnie zamordowali jakąś inną parę ludzi. Bać się? Uciekać? Czy może nie zwracać uwagi i mimo wszystko kontynuować przygodę?

            Decydują się oczywiście na to ostatnie. Jadą terenowym samochodem i napotykają ... inną parę młodych ludzi, którzy chcieliby się zabrać autostopem. Krótka wymiana zdań. Sprzeczka. I do zabrania autostopowiczów nie dochodzi. Ale traf chciał, że poznają jeszcze inną młodą parę,  Nicka i Ginę, i to z nimi, skądinąd bardzo sympatycznymi ludźmi, wyruszają w dalszą podróż.

            Trzy pary młodych ludzi. Gdzieś, czai się morderca. Do tragedii musi więc dojść.

            Film „Wyspa strachu" może i nie jest filmem specjalnie ambitnym. Ale nie o to tu chodzi. To ma być rozrywka zdrowa i przyjemna. Z emocjami oczywiście. I takową jest. Ładne okolice. Nieskomplikowany scenariusz. Trochę emocji. I ta Milla Jovovich. Dla niej warto poświęcić czas i obejrzeć ten film. To jak przemienia się ze zwykłej trzpiotki, idiotki w kocicę rządną krwi. Piękne.

 


           

            Moja ocena filmu to: 7/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Obcy kontra Upiorna noc

sobota, 15 maja 2010 6:49


             Obejrzałem sobie wczoraj, już po raz kolejny, „Obcy - decydujące starcie". Film trąci już myszką, bądź co bądź pochodzi z 1986 roku, ale oglądało się dobrze. Za Sigourney Weaver nie przepadam, za to potworki z kosmosu mi się nadal podobają.


          


 

 

 


             Za to horroru „Upiorna noc Halloween" nie polecam. Miało być strasznie, tak przynajmniej sugerowały zwiastuny, a było miernie, trochę pokracznie. Coś na pograniczu parodii i horroru. Miało straszyć, miało śmieszyć, a mnie tylko żenowało. Po dwudziestu paru minutach zrezygnowałem.

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wyspa tajemnic

piątek, 14 maja 2010 16:39


            Jest rok 1954. Na pewnej wyspie Zatoki Bostońskiej, znajduje się szpital, dla groźnych przestępców obłąkanych psychicznie. Właśnie wydarzył się tam niecodzienny przypadek. Z zamkniętego pomieszczenia zniknęła kobieta. Pokój, w którym przebywała, był zamknięty od zewnątrz, a okna okratowane. Jej buty pozostały na miejscu. Żaden ze strażników nic nie widział. Więc jak to się stało? Kobietę trzeba koniecznie znaleźć. Jest niebezpieczna. Skazana została za zamordowanie trójki swoich dzieci.

            Pracownicy szpitala nie potrafią sobie poradzić z zaistniałą sytuacją, więc na wyspę przypływają dwaj agenci federalni, Tedy i Chuk. Mają pomóc w poszukiwaniach. Ale wszystko jakoś jest nie tak. Już przy wejściu muszą oni oddać swoją broń, choć strażnicy są wyposażeni w karabiny. Personel szpitalny wcale nie jest pomocny w dochodzeniu, a ich przełożony to wyjątkowo tajemniczy człowiek. I ten dziwny, starszy nieznajomy, podający się za lekarza i mówiący z niemieckim akcentem. Kim on jest naprawdę i co on tu faktycznie robi?

            Film od samego początku jest bardzo tajemniczy. Już od pierwszej sceny, widzimy, że coś tu nie będzie nam grało. Śledztwo utyka w martwym punkcie. Wszyscy, policjantom przyglądają się podejrzanie. A główny bohater, zastępca szeryfa, Teddy Daniels miewa coraz silniejsze bóle głowy. Pomocny doktor John Cawley oczywiście podaje mu zaraz aspirynę, ale czy faktycznie ma on dobre zamiary?

             Początek filmu bardzo dobry. Końcówka również. Środek, trochę gorszy. Film w reżyserii Martina Scorsese, z rolą główna Leonarda DiCaprio jednak musi być dobry i musi się sprzedać. Taka jest reguła. Film „Wyspa tajemnic" wciąga swoim klimatem. Wyspa odcięta od świata. Szalejące tornado na zewnątrz. Pozrywane telefony. Dziwni lekarze i personel. Niewyjaśnione zniknięcie pacjentki. Wszystko to wciąga nas w klimat filmu. I to jest dobre. Dla mnie trochę za dużo było nawiązań do II wojny światowej. Za dużo się o tym mówiło. Ale może tak miało być?

            W każdym bądź razie, ostatnie dzieło duetu Scorsese/DiCaprio warto zobaczyć. To tego rodzaju obraz, do którego jeszcze chętnie powrócę w przyszłości.

 


            Moja ocena filmu to: 7,5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wojna uczuć

czwartek, 13 maja 2010 16:22


            Koniec, Drugiej Wojny Światowej. Do rosyjskiego obozu jenieckiego, prowadzonego i kierowanego przez kobiety, trafia grupa niemieckich więźniów. Sami mężczyźni. Jeszcze do niedawna wrogowie, teraz osoby o nie do końca ugruntowanym statusie.

            Z początku strażniczki w stosunku do swoich więźniów odnoszą się bardzo agresywnie. Na powitanie, zaraz jeden z nich jest zastrzelony. A co tam. To przez takich jak oni, one musiały tyle wycierpieć. Tyle znieść. Teraz można się będzie trochę pomścić za wszystkie doznane krzywdy.

             Jednak to już nie czas wojny. Nie ma zagrożenia ani osobistego, ani narodowego. Trzeba pomyśleć o przyszłości i trzeba wskrzesić u siebie znowu ludzkie uczucia. Grupa mężczyzn, grupa kobiet i w tle stalinowski reżim straszniejszy chyba nawet od samej wojny. To o tym jest film „Wojna uczuć". O rodzących się uczuciach międzyludzkich, o samotności, o pragnieniu powrotu do domu, do normalności.

            W jednej z ról John Malkovich. Rola dobra, choć niewielka. A film, do obejrzenia. Rewelacja to nie jest, ale spokojnie można to zobaczyć.

 

 

           

            Moja ocena filmu to: 5/10


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Sport ekstremalny

środa, 12 maja 2010 20:43

            Nowy sport ekstremalny - pielgrzymka z rodziną Radia Maryja w koszulce TVN.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kaczyński do Rosjan.

poniedziałek, 10 maja 2010 17:50


           

            Chciałem to skomentować. Ale nie wiem, nie wiem... czy powinienem. Gdzie, bowiem jest prawda? Kiedy i kto mówi prawdę?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 210  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127210
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl