Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Moje miejsce

wtorek, 31 maja 2011 10:20

 

            Wielu z nas, ma poczucie niezbędności. Jestem najważniejszy. Beze mnie, wszystko to wokół by się rozpadło. Gdyby nie ja, panie, to… ho, ho. Co by tu się działo!

            Ale czy na pewno?

            Dziś polecam wszystkim świetny film dokumentalny Marcelego Łozińskiego pt. „Moje miejsce”. Film, co prawda, pochodzi z roku 1985, jest więc dość stary, ale zapewniam Was, nie stracił on na czasie. Całe to myślenie ludzkie o sobie samym, w wielu wypadkach można by przenieś do współczesności. Tacy właśnie jesteśmy. Tak często myślimy. Uważamy się za niezbędnych.

 

             Zapraszam na seans. To tylko 15 minut z Waszego życia. Zapewniam jednak, że ten kwadrans da Wam dużo do myślenia.

 

            Moja ocena filmu to: 9/10.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Laura

poniedziałek, 30 maja 2011 10:57

 

            Mam kolegę, Zenka. Zenek kiedyś, zaraz po szkole postanowił wyjechać na Śląsk do pracy w kopalni. Wtedy jeszcze do pracy pod ziemią potrzebowali ludzi. Dobrze płacili, dawali zakwaterowanie i dzięki takiej pracy  młody człowiek mógł porządnie stanąć na nogach. Usamodzielnić się. Zenek nie miał perspektyw. Urodził się na wsi, nie odziedziczył ziemi, a z czegoś przecież trzeba było żyć. Trzeba było jakoś się usamodzielnić..

            Pamiętam jak go spotkałem po roku, czy dwóch latach pracy pod ziemią. Mówił że jest ciężko, ale można się przyzwyczaić. Stanął wtedy na nogach. Mówił, że okupił się, że wiąże nadzieje na przyszłość dzięki pracy jaką dostał. Ale to było do czasu. W pewnym momencie, to było tak raptem, Zenek zabrał wszystkie swoje manele i wrócił w rodzinne strony. Co się stało? Otóż jak mi opowiadał, przeżył olbrzymie tąpnięcie, będąc tam głęboko pod ziemią. Jemu udało się wyjechać cało i zdrowo, ale jeszcze tego samego dnia poszedł on do kadr i zrezygnował z pracy.

            Przeżycie jakiego doznał, było tak wielkie, że wiedział iż już nigdy nie znajdzie w sobie tyle odwagi by zjechać na dół. Od tego czasu ma on dosyć kopalni i tych pieniędzy.

 

             Radosław Dunaszewski jest autorem scenariusza, a jednocześnie reżyserem polskiego filmu „Laura”. Laura to mała dziewczynka mieszkająca w Rudzie Śląskiej. Właśnie szykuje się ona do pierwszej komunii. Ma ona rodziców i dziadków, ma też wujków i wszyscy oni są w jakiś tam sposób związani z kopalnią Halemba. Ich życie może nie jest wyściełane różami ale jakoś tam im się wiedzie. Jednak do czasu. Okazuje się bowiem, że Laura jest ciężko chora. By podratować sytuację rodzinną Zbyszek Nowak, ojciec Laury, decyduje się na zmianę pracy i zaczyna szychtę na dole. Pod ziemią. Traf chciał, że pewnego razu nastąpiło zawalenie się chodnika na którym akurat miał on swoją zmianę. Laura szykowana jest do operacji, czeka na ojca który obiecał jej, że przy niej będzie, a tam w kopalni trwa akcja ratunkowa.

            Historia Zbyszka Nowaka to prawdziwa historia jaka miał miejsce w 2006 roku, a film oparty na jej podstawie właśnie niedawno oglądałem. Niezłe role Mariana Dziędziela (jak zwykle), Sonii Bohosiewicz, Krzysztofa Respondka i dawno nie widzianej przeze mnie Anny Seniuk. Film nie za długi, ale ogląda się go z przyjemnością. Dobrze bowiem oddany jest klimat Ślązaków, górników dołowych, ich twarde zacięte charaktery, a jednocześnie łamliwe serca.

 


 

            Moja ocena filmu to: 6,5/10 albo i więcej.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Odmieniec jaskiniowy

poniedziałek, 30 maja 2011 8:34

 

            Jest sobie takie zwierzę- Odmieniec jaskiniowy. Trochę przypomina węża, trochę jaszczurkę. Ma cztery kończyny osadzone na wydłużonym 30 centymetrowym korpusie. Jest niewidome, żyje bowiem w całkowitych ciemnościach. W rozwoju charakteryzuje się tym, że nie przechodzi metamorfozy i całe życie zachowuje rozwój larwalny. Odkryty został w 1986 roku.

            Ale jest pewna ciekawostka. Otóż to zwierzę potrafi dość długo przeżyć bez jedzenia. Jak myślicie, jak długo? Wiem, że teraz każdy potrafi taką odpowiedź znaleźć w Internecie, więc nie będę zwlekał i wyjawię ją bo pewnie byście nie zgadli. Ja jestem tą informacją zadziwiony. Otóż eksperymenty wykazały, że jest to nawet 10 lat. Zaskoczeni?

 


 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Niepowstrzymany

niedziela, 29 maja 2011 18:05

 

            Pociągi, wagony, transport kolejowy, to nie moja bajka. Te sprawy mnie nie interesują. Tym rodzajem transportu, a raczej powinienem powiedzieć komunikacji się nie podniecam. Może jest to związane z niezbyt przyjemnymi wspomnieniami  z podróży koleją, a może i nie. Nie wiem. W każdym bądź razie wolę jazdę samochodem.

             Do filmu „Niepowstrzymany”, podchodziłem więc z rezerwą. Cóż bowiem ciekawego może być w tym, że jakiś pociąg  jedzie przez Pensylwanię bez maszynisty. Tak, tak. Wiem. Pociąg wiezie niebezpieczne związki chemiczne i w razie wykolejenia się może dojść do olbrzymiej katastrofy ekologicznej. Dwóch więc pracowników kolei (każdy z charakterkiem) podejmuje się dogonić uciekiniera i przejąć nad nim kontrolę. Ale to właściwie wszystko. Ktoś nawet trafnie napisał, że fabuła tego obrazu jest prosta, jak konstrukcja cepa. Co mi się bardzo spodobało. A jednak.

            A jednak film trzyma przez cały czas w napięciu. I ogląda się go bardzo przyjemnie. Początek jest powolny. Lekko ociężały, jak skład pociągu towarowego który wyrusza w swoją długą podróż. Oglądamy pracowników kolei, którzy przygotowują się do pracy, czy są akurat w trakcie przerwy. Nastrój wesoły, nonszalancki, świadczący o rutynie. Z minuty na minutę jednak akcja filmu nabiera tępa i wciąż przyśpiesza, a ogrom składu kolejowego, z którym mamy do czynienia coraz bardziej zaczyna przerażać swoją masą i prędkością.

            „Niepowstrzymany” to tego typu film, podczas oglądania którego należy wyłączyć myślenie i bawić się obrazem, przygodą, emocjami. Mamy tu bowiem do czynienia ze świetną akcją, bardzo dobrym montażem, zdjęciami i całkiem wciągającym scenariuszem.

            Co ciekawe, zauważyłem też że inni miłośnicy kina mieli takie samo podejście do tego filmu co i ja. Rezerwa, ostrożność, niedowierzanie co do wartości tego obrazu. I wszyscy na końcu jednak mówią, że to naprawdę dobre kino akcji. No, może nie wszyscy tak mówią, ale większość. Jeśli bowiem ktoś będzie chciał się czepiać szczegółów, zawsze coś znajdzie.

            Radzę więc nie doszukujcie się ich. Potraktujcie „Niepowstrzymanego” jako dobrą rozrywkę, a na pewno dostarczy on Wam sporo emocji.

 


            Ja film oceniam wysoko. Daję mu silne 7/10.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z okazji Dnia Matki

sobota, 28 maja 2011 17:49

 

            Kiedyś w prasie, zwłaszcza zagranicznej, a i w naszym rodzimym internecie również, pisano trochę na temat wczesnego ojcostwa. Alfi Patten w wieku 12 lat spłodził dziecko ze swoja 15-letnią wówczas dziewczyną, Chantelle. (Patrz http://www.thesun.co.uk/sol/homepage/news/article2233878.ece).  Zaskakujące? Ano tak. O tym, że 15-letnie dziewczynki zachodzą w ciążę, słyszy się czasem i u nas, jednak aby w tak młodym wieku zostać ojcem, wcześniej nie słyszałem. Moją reakcją na taka informację był strach, przerażenie, konsternacja. Co o tym bowiem sądzić? Gdy zapytano się chłopca o finanse na dziecko, on nie wiedział co znaczy słowo - finanse. A musi przecież teraz zaopiekować się swoją córką. Koszmar.

 

             27 sierpnia 1933 roku w Peru, dziewczynka  w wieku 5 lat, 7 miesięcy i 21 dni urodziła dziecko. To najmłodsza matka w historii medycyny.

 

             Dokąd ten świat zmierza? Co do Peruwianki, to przypuszczam, że dziecko zostało po prostu zgwałcone. Co do dwójki Anglików to, to już był ich wybór. A na ile świadomy? Nie wiem. Ktoś powie, że przyczyną tego jest powszechny dostęp do pornografii. Być może i tak. Ja jednak myślę, że w dzisiejszych czasach rodzice nie potrafią odpowiednio wychować swoich pociech. Jest to za trudne dla nich. Współczesny świat stawia mnóstwo wyzwań, a nikt nie nauczył nas, dorosłych, jak sobie z nimi radzić i dlatego nie umiemy tego nauczyć i swoje dzieci.

            Żal mi Alfiego i zal mi jego córki. Żal mi również jego rodziców i rodziców młodej matki. Stoją teraz naprawdę przed dużym wyzwaniem. Będą musieli poradzić sobie w nowej sytuacji, ale czy będzie ona przestrogą dla innych? Chciałbym, ale raczej nie mam nadziei, że tak będzie.

            O tych wydarzeniach, i jeszcze o innych osobliwościach w tym temacie, możecie poczytać tutaj. To tak z okazji spóźnionego Dnia Matki.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Też chciałem do Obamy

sobota, 28 maja 2011 17:37

 

            Ja też…! Ja też…! Ja też, chciałem do Obamy!

            Przecież siostra szwagra kuzyna, ta od ciotecznej matki żony mego brata z pierwszego małżeństwa, miała przybranego wujka. A ten wujek miał z kolei trzy córki. A ojciec jednej z córek przecież leciał tym samolotem co to wiecie, w tym Smoleńsku się rozbił. No to przecież mi się też należało do tego Baraka iść.

             Ja też chciałem…! Buuuuu.

 




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kochamy papieża?

poniedziałek, 23 maja 2011 18:04

 

 

            Wszyscy muszą kochać naszego papieża. Muszą? Chyba tak. Bo jak nie… To dostaną po mordzie. No, w najlepszym przypadku, jak będą mieli szczęście to tylko się ich opluje i wyzwie. Od żydów, komunistów, debili czy kogo tam jeszcze.

            Nie oglądałem uroczystości beatyfikacji Karola Wojtyły. Po pierwsze, mało mnie to interesowało, a po drugie, akurat wtedy byłem w podróży. Masa ludzi jednak zasiadła  przed telewizorami, a wielu i pojechało do Watykanu aby oddać mu cześć. Czy słusznie?

             Nie wiem. Fakt. Niezwykłym człowiekiem był. Pierwszy Polak na takim stanowisku. Człowiek, wydaje się, dobrego serca, inteligentny, związany z ojczyzną. Więcej takich. Zgadzam się, że krajowi naszemu przynosił splendor. I chwała mu za to.

            Ale czy katolicy… przepraszam. Czy chrześcijanie powinni oddawać mu cześć i stawiać mu pomniki?

            Pamiętacie może dziesięć przykazań Bożych? Jasne że pamiętacie. Ale czy na pewno? Zacznijmy może od ostatniego. Jak brzmi ostatnie przykazanie? No słucham. Ale powiedzcie tylko ostatnie, dziesiąte. No i co? Trochę dziwnie brzmi bez dziewiątego, prawda? A drugie? Nie, nie. Chodzi mi o to drugie przykazanie, które występuje w piśmie świętym. A to różnica, bo w pewnym momencie historii, kler postanowił poprawić Pana Boga i je wykreślić. Ot, tak sobie.

            Na temat tego właśnie przykazania, a i nie tylko, możecie posłuchać sobie na Odwyku. Mi taki sposób przedstawiania swoich poglądów bardzo odpowiada. Może i Wam się spodoba. Zachęcam.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Trzynastolatek namówił na sex.

piątek, 20 maja 2011 9:40

 

            Trzynastolatek namówił ośmiu i dziewięcioletnie dzieci na seks. Wszystko to nagrał swoją komórką.

            I dziwicie się? Ja już nie.

            Kiedyś, gdy jakiś ojciec przyniósł do domu, gdzieś na bazarze kupione pismo pornograficzne, to chował je głęboko do szafy, czy w piwnicy, by jego latorośl nie miała do tego dostępu. By dorastający chłopak dowiedział się  o „tych” sprawach czegokolwiek, to musiał się wykazać nie lada sprytem i determinacją by dotrzeć do jakichś tekstów źródłowych czy też opowieści starszych kolegów. Ja z rozrzewnieniem wspominam swoją kolekcję erotycznych (to była erotyka, nie pornografia) zdjęć wycinanych gdzieś z gazet czy tygodników, które zamieszczały takowe na swoich ostatnich stronach.

            Teraz to wszystko się zmieniło. Teraz już niczego nie trzeba szukać. Teraz wszystko jest na wyciągnięcie ręki i nie oszukujmy się, ale to wszystko jest dostępne dla wszystkich. Internet pełen jest twardej pornografii i wystarczy tylko kliknąć potwierdzenie, że ma się osiemnaście lat i już można oglądać wszystko. A jak do tego ma się jeszcze rodziców otwartych na wszystko, albo takich co to puszczają dzieciaków swoich samopas to hulaj dusza.

            Rozsądku brak dorosłym. To przede wszystkim. Czy winić więc dzieci? Nie. Im należy współczuć i porządnie zastanowić się nad tym, jak odwrócić ten trend. Bo że to jest trend i że to wszystko idzie w złym kierunku, to ja nie mam wątpliwości.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (53) | dodaj komentarz

Manifest pierwszokomunijny Szymona Hołowni

czwartek, 19 maja 2011 10:08

 

            Czy może wybieracie się ( albo wybraliście się już) na czyjąś pierwszą komunię w tym roku? Ja muszę się przyznać, że w tym roku nigdzie nie idę. I dobrze. Koniec z tą sztucznością. Z tym udawaniem wzniosłości przeżyć duchowych. Tylko kasa i prezenty. Ale ja nie o tym dzisiaj.

            Zacząłem od pierwszej komunii, bo do niej właśnie nawiązał Szymon Hołownia w swoim wpisie na religia TV. Hołownia zaczął od swoich refleksji po pobycie w Afryce. Mówi o biedzie i o drożyźnie tam panującej. Mówi o chorobach i próbach pomocy tamtejszej biedocie. O stosunku do tych spraw, a raczej o jego braku, naszego kościoła. A na końcu nawiązuje właśnie do pierwszej komunii w Polsce.

            Co wspólnego ma jedno z drugim? Zajrzyj i przeczytaj.

            Hołownia jest jednym z niewielu ludzi kościoła (czy rzeczywiście jest on jednym z tych ludzi to jest sprawa do dyskusji) których naprawdę sobie cenię. Młody, inteligentny, oczytany. Człowiek o otwartym umyśle i nie bojący się mówić o swoich przekonaniach. Nie bojący się wyrażać swojego zdania, wbrew własnemu otoczeniu. Brawo panie Hołownia. U mnie ma pan wielki szacunek.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Między światami

środa, 18 maja 2011 10:34

 

             W tym filmie każda zagrana rola mi się podobała. Tu nie ma złych aktorów. Tu nie ma złych ról. Tu wszystko jest bardzo dobrze dobrane, dopasowane.

            „Między światami” to historia małżeństwa Becki i Howie`go Corbettów, które próbuje sobie jakoś poukładać życie po tragicznej śmierci ukochanego sześcioletniego syna. Ona (Nicole Kidman) od wspomnień stara się uciec w wir zajęć domowych. Sprząta, gotuje, uprawia ogród… On (Aaron Eckhart) pracuje zawodowo, uprawia sport, a wieczorami ze łzami w oczach ogląda filmy na których uwiecznił swojego syna. Oboje natomiast razem chodzą na zajęcia terapeutyczne, mając nadzieję że dzięki nim jakoś będą mogli wrócić do normalności.

            Ale powrót do normalności nie jest łatwy. Wszystko wokół bowiem przypomina o ukochanym dziecku. Ubrania, meble, zabawki, a nawet sam dom. I ludzie. Ludzie którzy czasami coś powiedzą o dziecku, czasami zachowają się niestosownie, a drażniącym staje się nawet to, że żyją oni swoim własnym życiem.

            I jest jeszcze coś. Nierozliczenie się ze sprawcą wypadku. I nie chodzi tu o to, że sprawca, kilkunastoletni chłopak, jest winny. Bo to nieprawda i wszyscy o tym wiedzą. Lecz rzecz w tym, że zrozumienie drugiego człowieka, rozmawianie z nim, mają istotne znaczenie dla naszej codzienności.

 

 

 

            Moja ocena filmu to: 7/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Szkoła prawiczków

niedziela, 15 maja 2011 18:56

 

            W komentarzu do poprzedniego wpisu, Babka filmowa napisała, że zacierają się nam wszelkie granice już nie tylko między płciami ale także między sztuką a pornografią czy dobrym smakiem. Zgadzam się z tym w zupełności.

            Ileś lat temu oglądałem program emitowany w TVN, a nazywający się „Big Brader”. Mam tu na myśli pierwszą edycję, bo pozostałych już nie oglądałem. Pamiętam jak wtedy, dyskutowano nad nim. Że to takie niegodne cywilizowanego człowieka podglądactwo.  Ja nie widziałem w tym nic złego. Wiadomo, większość sytuacji była przecież wyreżyserowana, a uczestnicy dobrze wiedzieli, w jakich momentach są podpatrywani przez kamerę. Jednak wtedy ja zastanawiałem się już, do czego to prowadzi? Czy są jakieś granice?

            Początki „Rozmów w toku” też były chyba niezłe. Pamiętam zainteresowanie widzów tym programem. Później wszystko poszło w kierunku komercji i okazało się że programy muszą być coraz bardziej kontrowersyjne, drapieżne, przyciągające masę, tłum bezmyślnej gawiedzi. Pytanie jednak o tym, do czego to wszystko dąży i czy są jakieś granice, a jeśli tak, to jakie, pozostało.

            Później jeszcze, pojawiły się i inne programy, czy to w stacji TVN, czy w Polsacie, ale nie będę ich tu wymieniał. Nie chcę bowiem robić zbędnej reklamy tym wyjaławiaczom mózgów.

            Wczoraj TVN Style, wyemitowało Brytyjski program edukacyjny (chyba edukacyjny, bo jak to inaczej nazwać) „Szkoła prawiczków”. Bohaterem programu jest 26-letni James, który trafia pod opiekę pań, których zadaniem jest przełamanie nieśmiałości chłopaka i doprowadzenie go do pierwszego jego stosunku seksualnego. Odbywają się rozmowy, porady, delikatne pieszczoty, aż do upragnionego finału oczywiście. A wszystko to niby się z naukowym i fachowym podejściem.

            Powiem Wam tak (może brutalnie, ale niech będzie). O gołą dupę potłuc takie fachowe podejście. Może już jestem do tego wszystkiego za stary ale nie potrafię zrozumieć ani postępowania chłopaka, ani tych kobiet udających fachowców, ani samej telewizji. Kasa – to jedyne dla mnie wytłumaczenie, bo innego nie ma. Jeśli by facet był mądry, to przecież poszedłby sobie do jakiegoś dobrego burdelu. Powiedziałby panience o co mu chodzi i dlaczego. A tam już odpowiednio by się nim zajęto. W końcu w programie efekt końcowy był dokładnie taki sam. A idąc za moją radą, to pewnie i przyjemności miałby więcej i nauczyłby się równie dobrze o co w tym wszystkim chodzi.

            Dla tych którzy nie oglądali, a mieli by ochotę, mogą sobie zajrzeć tutaj, albo tutaj. To chyba to samo.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Madox

niedziela, 15 maja 2011 12:32

 

            Kto to jest… Madox. Co to za persona? Wiecie? Aha. To ktoś, kto brał udział w programie „Mam talent”.

            I… i co z tego? I nic. Madox właśnie nakręcił swój pierwszy teledysk. Jaki jest ten teledysk? A no pełen seksu. I nic poza tym. Ani mnie to nie urzekło, ani nie zainteresowało. Co z niego zapamiętam. Też nic, bo seksem przesiąknięte jest już wszystko, więc to już nie robi takiego wrażenia, jakie by niektórzy oczekiwali.

 


            Marcin Majewski ma głos dzieciaka. Śpiewać chyba umie, ale chyba wolałbym aby on bawił się śpiewaniem, a nie uczestniczeniem (robieniem) takich klipów, bo w „Mam talent” wypadł lepiej. Nie uważacie?

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Laska

niedziela, 15 maja 2011 10:13

 

            Obejrzałem sobie to raz. Obejrzałem to sobie drugi raz. I pewnie za chwilę, obejrzę po raz trzeci.

            Animowany film Michała Sochy pt „Laska” budzi we mnie pełen zachwyt i podziw. Podziwiam przede wszystkim pomysłowość. Oryginalność. Dobór oprawy muzycznej.

            Historia spotkania damsko męskiego. Ona szykująca się w swoim pokoju na wizytę mężczyzny. Spotkanie, alkohol, taniec i dopełnienie tego wszystkiego. A to wszystko w trzech kolorach. Białym, czarnym i… czerwonym. I zakończenie – bomba.

            Michał Socha zrobił kawał dobrej roboty. Film trwa zaledwie pięć minut, więc myślę, że nie pożałujecie czasu, by go sobie obejrzeć chociaż jeden raz. Warto.

            Uwaga. Obraz dla widzów dorosłych.

 

 

 

            Moja ocena filmu to: 8, 5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Władcy umysłów

piątek, 13 maja 2011 21:06

 

            Opowiem Wam film. Może nie powinienem, ale opowiem. Pokrótce, pomijając szczegóły, ale uprzedzam, że to będzie treść całego filmu. No, prawie całego.

            Otóż mamy Stany Zjednoczone. Czasy współczesne. Młody, bardzo obiecujący polityk, David Norris ubiega się o urząd senatora. Ma wielkie szanse. Może zostać najmłodszym senatorem w historii. Jednak wybucha skandal. Jedna z gazet opublikowała jego zdjęcia, gdy jeszcze w czasach studenckich, nasz kandydat mówiąc kolokwialnie, obił komuś mordę. David już wie. Wybory przegrał. Zaraz jednak będzie musiał spotkać się ze swoimi wyborcami i do nich przemówić. Potrzebuje więc chwili spokoju, by zebrać myśli i przygotować sobie mowę. A gdzie to najlepiej zrobić? Padło na męską ubikację.

            Po wejściu do tego przybytku, nasz bohater dwukrotnie upewnił się że nikogo tam nie ma i zaczął trenować przemówienie. Takie trochę osobiste. No cóż. Porażką nie można się przecież szczycić. W pewnym jednak momencie, z jednej z kabin, pomalutku, wychodzi… dziewczyna. Młoda, zgrabna, ładna. Co pani tu robi! Przecież to męska ubikacja! Naturalna reakcja każdego faceta w takim momencie to zaskoczenie i zdumienie. Lekki szok i niedowierzanie. I tak było w tym przypadku. Jednak młodzi jak się okazuje, bardzo sobie przypadają sobie do gustu. Oni już wiedzą, że się w sobie zakochali.

            David musi jednak się pośpieszyć na przemowę. Ją, jak się okazuje gonią jacyś ochraniarze. W każdym bądź razie ich drogi się rozchodzą. Tak jak niespodziewanie się poznali, tak też się i rozstali.

            Mija jakiś czas. David szykuje się do wyjścia z domu. A pod jego domem widzimy jakichś dziwnych ludzi. Jeden z nich, mówi do drugiego (Harrego) aby ten nie schrzanił roboty i aby nie dopuścił do spotkania. Jeszcze nie wiemy o co chodzi, ale to na razie nieważne.

            David wychodzi z mieszkania, kupuje sobie herbatę i szybko wskakuje do autobusu. No a Harry. Harry się spóźnił. Zdrzemnął się lekko i teraz zaczyna gonić autobus. Nasz bohater mu uciekł, a przecież miał być na chwilę zatrzymany. Traf (traf to odpowiednie słowo w tym momencie) jednak chciał, że tym właśnie pojazdem jechała nasza nieznajoma poznana wcześniej. Elise jest zaskoczona. Oboje są. Ale świetnie im się rozmawia i na nowo między nimi coś bardzo mocno iskrzy. Na koniec dziewczyna daje Davidowi swój numer telefonu. Zadzwoń – mówi. Zadzwonię na pewno - odpowiada uszczęśliwiony Dawid. Ich drogi na dzisiaj muszą się rozejść, bo przecież każde z nich podąża do swoich zajęć.

            Co jednak z tajemniczym Harrym. Ten wciąż bezskutecznie goni autobus. Ale to nic. Jego przełożeni, jego grupa, już wiedzą, że akcja się nie powiodła. David wsiadł do autobusu do którego nie wolno mu było wsiąść. Teraz trzeba będzie zrealizować plan B. Osaczają więc naszego bohatera i w końcu porywają. Wywożą gdzieś do opuszczonego magazynu i związanego sadzają na krześle. Masz nas słuchać – oznajmia ich szef bardzo stanowczo - i nie możesz już nigdy spotkać się z Elis. Co to za wygłupy - myśli sobie David – czego oni chcą. Ci jednak są bardzo stanowczy. W pewnym momencie ich przywódca mówi, że oni wiedzą wszystko. WSZYSTKO. Pomyśl jakąś liczbę. 17. Pomyśl o jakimś kolorze. Niebieski. Widzisz, my wiemy wszystko. I nie myśl o ucieczce. Bo to też wiemy. Nic z tego. A teraz – rozkazał swoim podwładnym - wyjmijcie jego portfel. I na oczach Davida wyjął wizytówkę Elis i ją spalił. Nie wolno ci się z nią spotkać. Nigdy.

            Raptem zrozpaczonego młodego człowieka złapało za ręce i nogi kilka rąk, otworzyły się drzwi i tenże został wyrzucony… no właściwie, trzeba by powiedzieć, że został wrzucony do swojego gabinetu. Do swojego biura. Ale jak to? Przecież rzecz się działa zupełnie gdzieś indziej?

            No, w każdym bądź razie David nie zatelefonował. Bo i jak. Nie zna nazwiska, nie zna adresu, nie zna numeru telefonu. Jedyne co mu pozostało to jeździć codziennie tym samym autobusem, nie posłuchawszy swoich prześladowców. I też tak robi. Dzień w dzień. Bez skutku. Jednak pewnego razu… Pewnego razu zobaczył idącą chodnikiem Elise. Wyskoczył do niej jak z procy. Ona z pretensjami – miałeś zadzwonić, jesteś okropny… Ale przecież prawdziwa miłość… Jestem tancerką – wyznaje dziewczyna- ale nie taką pierwszą lepszą. Tańczę w balecie. Przyjdź zobacz – zachęca. Przyjdę – pada odpowiedź i żegnają się oboje szczęśliwi.

            Ale co dobre nie może przecież trwać. Tajemniczy osobnicy już wiedzą o tym spotkaniu. Żeby jednak nie przedłużać powiem, że ich szef dociera na balet razem z Davidem.  Miałeś się z nią nie spotkać. Zabroniliśmy ci, a ty znowu swoje. I tutaj nasz tajemniczy nieznajomy odkrywa karty i przedstawia alternatywną przyszłość. Jeśli ją zostawisz to w przyszłości będziesz wielkim prezydentem i dokonasz wiele dobrego. Jeśli ona zostanie z tobą w przyszłości będzie uczyć dzieci tańca w szkole podstawowej, o tobie natomiast wszyscy zapomną. Jeśli wasze drogi się rozejdą, to ona spełni swoje największe marzenia i będzie najwspanialszą baletnicą na świecie. Co zrobisz?

            I tu zakończę opowiadać film, choć sam film na tym się oczywiście nie kończy. Będzie jeszcze trochę dramatyzmu. Bo jaką przyszłość dla siebie i nie tylko dla siebie wybierze nasz bohater. Co zrobi? Odejdzie, poświęci się? Co ważniejsze w życiu miłość, czy rozsądek. Posłuszeństwo czy bunt przeciwko…. Przeznaczeniu.

             Ale film porusza jeszcze jeden wątek. Wątek wolnej woli. Czy takowa istnieje? Czy mamy wolną wolę, czy może wszystko jest już gdzieś zapisane. A jeśli nawet nie wszystko, to czy choć część, choćby odrobina naszego życia jest już gdzieś tam od zawsze zapisana?

            Film „Władcy umysłów” to rzecz zrealizowana na podstawie powieści Philipa Dicka. Znawcy tematu  oczywiście wiedzą, że chodzi tu o autora poczytnych powieści sf. Film całkiem niezły. Lekki w oglądaniu. Trochę sensacji, trochę romansu, trochę fantastyki. Wszystkiego nie za wiele. Tak w sam raz, zarówno dla tej brzydszej jak i dla tej piękniejszej płci.

 

 


 

            Moja ocena filmu to: 7/10. Polecam na weekend.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Piosenka - Josif Brodski

środa, 11 maja 2011 17:54

 

  Josif Brodski

  PIOSENKA


  Szkoda, że cię tu nie ma,
   szkoda, kochanie.
   Siedziałabyś na sofie,
   ja - na dywanie.
   Chustka byłoby twoja,
   moja - kapiąca łza.
   Albo może na odwrót:
   płacz - ty, pociecha - ja.

   Szkoda, że cię tu nie ma,
   szkoda, kochanie.
   Prowadząc wóz, dłoń kładłbym
   na twym kolanie,
   udając, że się mylę
   z dźwignią, gdy zmieniam bieg.
   Wabiłby nas nieznany
   lub właśnie znany brzeg.

   Szkoda, że cię tu nie ma,
   szkoda, kochanie.
   Srebrny księżyc na czarnym
   nieba ekranie
   na przekór astronomom
   oddawałbym co noc
   za żeton na automat,
   by usłyszeć twój głos.

   Szkoda, że cię tu nie ma,
   na tej półkuli -
   myślę, siedząc na ganku
   w letniej koszuli
   i z puszką Heinekena.
   Zmierzch. Krzyk mew. Liści szmer.
   Co za zysk z zapomnienia,
   jeśli tuż po nim - śmierć?

PRZEŁOŻYŁ STANISŁAW BARAŃCZAK


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 226  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127226
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl