Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 431 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wilkołak

wtorek, 29 czerwca 2010 9:13


            Truchło. Wcześniej już gdzieś spotkałem się z tym słowem. Ale tak to już jest, że słowa, które nie są w użyciu, wypadają nam czasami z głowy. Może to i dobrze. Na ich miejsce wchodzą przecież nowe. Znaczenie truchła, znalazłem sobie zaraz w Internecie. Ale nie o tym dziś mowa.

             Z truchłem spotkałem się teraz w filmie „Wilkołak" z 2010 roku. A film, no cóż... Cóż można nowego nakręcić o tej drapieżnej, krwiożerczej postaci. Nic. Człowiek, który z przyczyn jakiegoś czynnika zewnętrznego zamienia się w żądne krwi zwierzę, ni to wilka ni to człowieka, jest nam znany od lat. Znany w opowieściach. I tu niczego nowego się nie doda. Można ewentualnie zaserwować widzowi jeszcze wątek miłosny. Ale to wszystko.

            Czym więc należy przyciągnąć widza do kina? Odpowiednią scenografią, efektami specjalnymi, klimatem, muzyką, aktorami grającymi role główne. Tak. Tym właśnie. I na tym skupili się twórcy filmu. I muszę powiedzieć, że to im całkiem nieźle wyszło. Zamczysko wiejące chłodem, Londyn z końca XIX wieku, angielska prowincja, to wszystko świetnie oddaje klimat tamtych czasów. No i sam wilkołak robi całkiem niezłe wrażenie. To jak z człowieka przeistacza się w bestię, to trzeba zobaczyć.

 

 

            Moja ocena filmu to: 6,5/10



            Zwiastun jest zachęcający, prawda?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Komary, wybory i Druidzi.

poniedziałek, 28 czerwca 2010 9:28

            Byłem wczoraj na działce. Komary tną jak diabli. Ale byłem dzielny. Nie dawałem się. Walczyłem. Kilka mnie porządnie ucięło, ale i ja kilka z nich pozbawiłem życia. Cóż to jednak jest wobec poniższego?!



 


            Oglądałem debatę między Komorowskim i Kaczyńskim. Nie podobało mi się. Z debatą to, bowiem raczej niewiele miało wspólnego. Wszystko sztywne, wyliczone, wymierzone. Gdyby nie Komorowski, który co jakiś czas wymykał się spod tej dyscypliny, to można by było usnąć. U Kaczyńskiego poruszały się tylko usta i czasami podnosił rękę. Zupełnie jak jakaś marionetka.

            A ja konsekwentnie mówię, że na wybory nie idę. Prezydent jest mi niepotrzebny, a ten, kto zostanie wybranym na to stanowisko, będzie budził w narodzie tylko jeszcze większy podział.



            Hitler marzył o stworzeniu tysiącletniej rzeszy. Napoleon też pewnie chciał, aby jego mocarstwo przetrwało setki lat.. To samo dotyczyło Stalina, Czyngis-hana i wielu innych przywódców. Wszystkim wydawało się, że to, co stworzyli będzie prawie wieczne. A tak nie jest. Wszystko się zmienia. I to dużo szybciej niż byśmy chcieli.

            Juliusz Cezar również wprowadzał swoje porządki. Wyruszając na Galów chciał podporządkować sobie większość Europy. Wieczne miasto Rzym, miało panować nad znanym wówczas światem. Bój jednak był krwawy, bo pojawiali się tacy ludzie jak Vercingetorix, który nie chciał przyjąć poddaństwa z zachodu.

             O tamtych czasach, o tamtych wydarzeniach, opowiada film „Druidzi". Jeśli ktoś lubi takie historyczno-przygodowe obrazy, to będzie zadowolony. Magia, przygoda, miłość i walka. Tego jest sporo. Film przyzwoicie zrealizowany, choć nie rewelacja. W rolach głównych takie gwiazdy, jak: Christopher Lambert, Klaus Maria Brandauer, Max von Sydow.


 

 

 


            Moja ocena filmu to: 6/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Nocne Rozmowy

niedziela, 27 czerwca 2010 12:46


            Słuchacie może „Nocnych Rozmów" w Radiu Maryja? Nie? Ja też nie. Ale z tego, co wiem, to można tam znaleźć różne kwiatki. Chociażby takie:


            „Ja już nie mogę się na to wychowanie seksualne patrzeć. I popatrzcie, jak ono jest wprowadzane w Polsce. Rękami katolików jest wprowadzane. To jest normalny instruktaż. Dzieci się instruuje, jak robić samogwałt, jak sobie robić dobrze... bez Boga.


            Słuchamy, Radio Maryja... w czyjej intencji modlitwa?

            -Ja bym chciała się pomodlić za wszystkich oszustów, kłamców i złodziei... no i za ojca dyrektora oczywiście.



            Słuchacz: - Postanowiłem w następnych wyborach głosować na Platformę Obywatelską.

            o. Rydzyk: - No to pan cierpi na schizofrenię. Trzeba się przebadać, a ja pana na razie wyłączam.


Telefon do RM: - Człowiek, który nie modli się i nie słucha Radio Maryja, jest jak to bydle...

 

Wiecej: http://www.eioba.pl/a128579/nocne_rozmowy_w_radio_maryja_zebrane_z_roznych_portali_internetowych#ixzz0s35NwhoI



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Blair Witch Project

sobota, 26 czerwca 2010 17:48


             Ostatnio panuje chyba trochę moda na tego typu filmy. Na horrory, kręcone kamerą z ręki. „Blair Witch Project" może nie należy do tych ostatnich, pochodzi bowiem z 1999 roku (jak dla współczesnego kina to już przecież szmat czasu), ale ja z tym tytułem spotkałem się dopiero teraz.

            Trójka przyjaciół, dziewczyna i dwóch chłopaków, wybrała się do miasteczka Blair Witch, by tam nakręcić dokument na temat czarownicy która ponoć straszy w pobliskim lesie. Na początku widzimy ich przygotowania. Później wywiady robione w miasteczku, a następnie nasi bohaterowie wkraczają do tajemniczego lasu. Atmosfera jest dość luźna (wszystko oglądamy oczywiście okiem kamery, która wciąż drga, podskakuje i ukazuje różne, często niepotrzebne sceny - nadaje to autentyczności filmowi). Wiadomo, młodzież się bawi. Jednak im dalej w las, tym straszniej. Napięcie zaczyna wzrastać, gdy w lesie, nasi bohaterowie znajdują jakieś dziwne znaki. Najpierw są to usypane kopczyki z kamieni przed ich namiotami, później jakieś dziwne konstrukcje z gałęzi. Coś jakby symbole woo doo.

            Gdy gubią oni mapę i okazuje się, że tak naprawdę pobłądzili, a wiemy już, że ktoś lub coś za nimi podąża, to zaczyna robić się dla nich niewesoło. Atmosfera przerażenia narasta, tym bardziej, że żadne z nich nie jest przygotowane na spotkanie z nieznanym

            „Blair Wich Project" to taki typ horrorów, który lubię chyba najbardziej. Nie ma tu krwi i latających na wszystkie strony świata fragmentów ludzkiego ciała. Nie ma jakichś demonów czy szarlatanerii. Jest natomiast tajemnica. Tajemnica, która przeraża i trzyma w narastającym napięciu.

            Ciekawostką filmu jest to, że jego produkcja kosztowała 61 tysięcy dolarów, zdjęcia trwały tydzień, reżyserzy dostali za film milion dolarów, a dystrybutorzy zarobili na nim 100 razy więcej.


 

            Moja ocena filmu to: 8,5/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

25.06.2010

piątek, 25 czerwca 2010 22:11


            Jacek Kurski, członek partii o dumnej nazwie Prawo i Sprawiedliwość, ani myśli przestrzegać prawomocnego wyroku sądu i nie przeprosi spółki Agora S.A. za pomówienia których się dopuścił wobec "Gazety Wyborczej". Tak przynajmniej powiedział. Gazeta Wyborcza więc, za zgodą sądu, sama wydrukowała przeprosiny, za które powinien zapłacić Kurski. Ten jednak woli uparcie stać przy swoim i jak to mówi, nie ugnie się. Teraz jego samochód zostanie zlicytowany, a uzyskane w ten sposób pieniądze pójdą na pokrycie kosztów. Słynne czarne BMW x5, być może warte jest zainteresowania.


            Włosi i Francuzi wracają już z Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej, do domu. Oczywiście wracają na tarczy. A nie mówiłem, że te Mistrzostwa są jakieś dziwne?


            No to od jutra nauczyciele maja wakacje. Nie urlop, żeby było jasne, ale wakacje. Pełny urlop w Polsce wynosi, bowiem 26 dni w roku.


            I obejrzałem sobie zwiastun filmu „Salt". Daniel Olbrychski gra tu u boku Angeliny Jolie.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ondine

czwartek, 24 czerwca 2010 21:25

            To taka baja. Fajna baja. Miła dla oka i... ucha (przyjemna muzyczka jest). Dobrze się ją ogląda. Przynajmniej mi się dobrze oglądało. W tym świecie filmu, w którym mamy najczęściej do czynienia ze strzelaniną, pościgami, mordowaniem ludzi, warto jest czasami obejrzeć sobie coś takiego.

             On, Irlandczyk, Syracus (Colin Farrell) jest rybakiem. Byłym alkoholikiem. Nie bardzo mu się powodzi w życiu. I prywatnym i zawodowym. Ryb łowi niewiele, więc bogaczem nie jest. Rozwiódł się ze swoją żoną, też alkoholiczką. Mają wspólną córkę, która jest ciężko chora. Ogólnie mówiąc, życie nie do pozazdroszczenia.

            Pewnego razu Syracus, będąc na połowach wyławia w sieci dziewczynę. Jest jeszcze żywa. I tu zaczyna się baja. Bo czy wyłowiona jest człowiekiem, czy może mityczną wodną nimfą? Mała Annie, wierzy w nadludzką naturę poznanej pięknej Ondine (Alicja Bachleda-Curuś) i jej ojciec z czasem też zaczyna wierzyć w te opowieści. A my, widzowie możemy sobie puścić wodze fantazji i przypomnieć sobie swoje czasy dzieciństwa.

            Rzeczywistość jednak okazuje się bardziej przyziemna. Bardziej okrutna. Ale to, to już wiedza dla tych, którzy zdecydują się na obejrzenie filmu. Tego filmu podczas kręcenia, którego oboje głównych aktorów postanowiło stworzyć związek prywatnie.

            No cóż, wspólna praca zawodowa czasami jest przyczyną i wspólnego życia prywatnego.


 

            Moja ocena filmu: to 6/10


            I jeszcze raz brawa dla pani Alicji, że uparcie dąży do zrobienia kariery światowej.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Uprowadzona

wtorek, 22 czerwca 2010 21:06


             Niedawno pisałem o filmie „Handel". Podejmował on problem handlu żywym towarem, czyli kupnem i sprzedażą ludzi w celach związanych z seksem. Teraz obejrzałem coś podobnego. „Uprowadzona" opowiada nam historię pewnego pracownika służb specjalnych, któremu właśnie porwano córkę. On (ojciec) znajduje się w Stanach, ona (córka) wyjechała na wycieczkę do Paryża gdzie porywa ją gang Albańczyków. Tatuś poprzysięga odnalezienie córki i oczywiście zemstę, a że jest człowiekiem szkolonym do zabijania, wyrusza natychmiast za ocean i sam w pojedynkę(coś jakby Rambo) rozprawia się z całą bandą. I jak to zazwyczaj w amerykańskich filmach bywa, wszystko mu się udaje i pannica wraca szczęśliwie do domu.

            „Uprowadzona" to typowy film komercyjny. Typowe kino akcji. Jeżeli ktoś szuka tylko rozrywki i nie chce się za bardzo zagłębiać w treść, to na pewno będzie usatysfakcjonowany. Pościgi, walki wręcz, bandyci i policjanci, a raczej tajni agenci, źli bandyci bogaci i biedni, no i nasz bohater, któremu oczywiście udaje się misja oswobodzenia swojej pociechy. Tego wszystkiego jest tu dosyć.

            Gdybyśmy oczekiwali jednak trochę więcej od filmu. Powiedzmy, choćby trochę refleksji, to jednak proponuję „Handel".

            Liam Neeson jakoś nie pasuje mi na człowieka znającego się na sztukach walki.. Takiego, co to zabija bez mrugnięcia okiem. W filmie wypadł, moim zdaniem, mało przekonująco. Był jakiś taki ciapowaty.

 


           Moja ocena filmu to: 4,5/10. No niech będzie pięć, ale nie więcej.



            I jeszcze jedno. Nie jestem przeciwnikiem prostytucji. Nic mnie to, bowiem nie obchodzi, co robi jeden człowiek razem z drugim człowiekiem za obopólną zgodą oczywiście. On z nią. Ona z nim. W trójkę w piątkę czy w dziesiątkę. Pary homo, czy hetero czy co tam można jeszcze wymyślić. Jeśli są dorośli i robią to dobrowolnie. Ich sprawa. I niech nawet sobie płacą. To nie mój problem.

            Ale gdy dochodzi do porwań. Gdy zmusza się ludzi do nierządu. Gdy faszeruje się swoje ofiary narkotykami by te były całkowicie pozbawione wolnej woli i decydowania o sobie. To takich ludzi, to takie potwory, powinno się karać z całkowitą surowością. Bo dla mnie to tego typu przestępstwa, są na równi z morderstwem ze szczególnym okrucieństwem. Ludzie, którzy się tym „trudnią" powinni być szczególnie surowo karani.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Transporter 3

niedziela, 20 czerwca 2010 18:12

             Luc Besson to obecnie czołowy scenarzysta, reżyser i producent filmowy we Francji . Oglądam jego filmy i dość lubię. Gdy obejrzałem pierwszego „Transportera" z roku 2002 bardzo mi się spodobała tam stworzona postać. Lubię, bowiem oglądać filmy, w których ludzie samotnie idą przez życie. Mają swoją filozofię życiową, swoje zasady i bronią stworzonego przez siebie świata. Lubię, gdy bohaterami są pedantyczni perfekcjoniści. I z takim właśnie bohaterem mamy do czynienia w kolejnych trzech odsłonach „Transportera".

            Ale gdy pierwsza część mnie wręcz zachwyciła swoją oryginalnością i pomysłowością, to z drugą było już gorzej. A z trzecią znacznie gorzej.

            Niby się jest to samo. Doskonały kierowca, inteligentny, mistrz sztuk walki i jednocześnie bardzo dobry strzelec, ma przewieźć przesyłkę z punktu A do punktu B. I do tego oczywiście piękna kobieta. No i źli ludzie zmuszający go do różnych poczynań. Wartka akcja, efekty pirotechniczne, efekty specjalne. To wszystko jest. Taki jakby Bond, po francusku.


 

            Ale ogólnie mówiąc film przeciętny. Ja bym go ocenił na... 5/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dziewczyna która igrała z ogniem - film

sobota, 19 czerwca 2010 17:10


 

 

 Film „Dziewczyna, która igrała z ogniem” mam już za sobą. W porównaniu do książki, to nie umywa się. Wszystko skrócone, upakowane, nieoddające klimatu powieści. Wiem , to trudne umieścić tyle wątków w przeciągu dwóch godzin, ale czasami to się udaje. Teraz nie bardzo to wyszło. I pomijam to, że niektóre sytuacje zostały zmienione. Pojawia się sarenka, nie lisek. Płonie stodoła, gdy w rzeczywistości nie było tam pożaru. To wszystko jest dla mnie normalne. Zrozumiałe.

Film ma dość dobre opinie. Ale ja mam wrażenie, że te opinie są dawane przez osoby, które wcześniej nie zapoznały się z książką. W każdym bądź razie, zachęcam do przeczytana powieści, a specjalnie nie polecam filmu. Naprawdę, różnica jest ogromna.

 

 


Moja ocena filmu to: słabe 5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nad jeziorem Tahoe

piątek, 18 czerwca 2010 10:58


            Meksyk pokonał Francję w Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej, stosunkiem bramek 2:0. Niemożliwe stało się możliwym.


            Nie przepadam za Meksykiem, ani za niczym, co jest z nim związane. Nie pociągają mnie tamte klimaty. Tamta kultura. Zdecydowałem się jednak na obejrzenie filmu w reżyserii Fernando Eimbcke, pod tytułem „ Nad jeziorem Tahoe".

             Młody chłopak Juan ucieka z domu w poszukiwaniu szczęścia. Ledwo, co wyruszył, to rozbił samochód o przydrożny słup telegraficzny. Teraz stara się go naprawić. Samochód oczywiście, nie słup. Przy tej sposobności poznaje parę osób. Starego, samotnego mechanika samochodowego, Lucię - małoletnią samotną matkę i Dawida - chłopaka znającego się na samochodach, którego idolem jest Bruce Lee. Wszyscy oni żyją swoim życiem. Swoim światem. Może niezbyt ciekawym i niezbyt godnym do naśladowania, ale widać że muszą sobie radzić w świecie w którym przyszło im żyć..

            Juan uciekł z domu, ale jego ucieczka jest zgoła pozorna, bo co chwilę do niego powraca. Jest przecież niedaleko. Każdy powrót odkrywa nam coś więcej. Dowiadujemy się o przyczynach ucieczki i tego co spotkało Juana. Z kolei ponowne spotkania z mechanikiem Don Hebertem, Lucią  i Dawidem przekonuja go o tym, że czas wkroczyć w wiek dorosły.


            Na Filmwebie napisano że cyt: „Fernando Eimbcke próbuje widzom sprzedać raz jeszcze to, co zza Atlantyku przychodzi do nas bardzo często: minimalistyczne kino latynoamerykańskie.  Stosuje tutaj wszystkie możliwe sztuczki: nieliczne dialogi, długie ujęcia skoncentrowane na niczym, milczenie i niedopowiedzenie. Takie kino ma swoich amatorów i ci zapewne będą uradowani niczym dzieci w sklepie z cukierkami"


            A ja, ja zastanawiam się, jak w obliczu takiego życia, czy choćby takiego, jakie zostało pokazane we wczorajszym programie Elżbiety Jaworowicz „Sprawa dla reportera", wygląda moje. Czym w obliczu drobnych problemów dnia codziennego jest śmierć, ciężka choroba, samotność... Czy moje przejściowe problemy finansowe, niezapłacona składka ubezpieczeniowa, sprzeczka w pracy, czy bolący łokieć, to coś wielkiego?


 

            Moja ocena filmu to: 6/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Nieznajomi

środa, 16 czerwca 2010 9:27

             Filmem o podobnym nastroju jak ten, o którym pisałem poprzednio jest film „Nieznajomi". Kristen McKay i James Hoyt są parą. Znaleźli się w bardzo niezręcznym momencie swojego związku. On się oświadczył, a ona odmówiła. Teraz znajdują się razem, w domku na odludziu. Miało być szczęśliwie, a jest niezręcznie. Raptem ktoś puka do drzwi. To jakaś dziewczyna. Pyta się, czy jest Tamara? W pierwszej chwili, wydaje się, że to pomyłka. Ale nie. Za drzwiami kryje się zło w czystej postaci. Trójka nieznajomych osób przyszła tu by dokonać rzezi. Dlaczego - jak w pewnym momencie pyta się jedna z ofiar? Bo byliście w domu. Pada odpowiedź.

            W odróżnieniu od poprzedniego obrazu, tutaj napastnicy mają pozakładane maski. Nie widzimy ich twarzy. Maska, która nie wyraża emocji, ma za zadanie wzmocnić nastrój grozy. To taki łatwiejszy zabieg, mający na celu wywołanie u widza strachu. Ale to udaje się. Oglądając film, można się bać. I muszę się przyznać, że lekkiego pietra miałem.




            Moja ocena filmu to: 6,5/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Funny Games

wtorek, 15 czerwca 2010 9:38

            Czasami zastanawiam się, czy są jakieś granice okrucieństwa człowieka? Czy jest coś tak złego, czego nie moglibyśmy zrobić swojemu bliźniemu? I myślę sobie, że nie. Że jesteśmy najkrwawszym, najbardziej zajadłym, wyrachowanym stworzeniem na tym świecie. A ponoć człowiek sam został stworzony na wzór i podobieństwo Boskie.

            Anna, jej mąż George i ich kilkuletni syn Georgie przyjechali właśnie do swojego domku letniskowego nad jeziorem. Mają zamiar pływać, odpoczywać i spotykać się ze znajomymi. Grać w golfa. W momencie, gdy się rozpakowują, do drzwi ich domku puka Peter, młody chłopak o nienagannych manierach. Przyszedł właśnie z domu sąsiadów prosząc o pożyczenie kilku jajek. Drobiazg. Sąsiedzka pomoc. Niby się, rzecz normalna. Wpuszczamy, więc Petera do domy, chłopaka elegancko ubranego, młodego, grzecznego, elokwentnego, aż chciałoby się takich więcej spotykać na swojej drodze w tym jakże prostackim i chamowatym świecie. Ale czy na pewno? Po chwili do Petera dołącza Paul. Jego kolega. Tak samo chłopak, o nienagannych manierach. Białe ubrania i rękawiczki na dłoniach mają podkreślać ich czyste zamiary.

            Młodzieńcy jednak, przybyli tu by rozegrać swoją grę. Okrutną, bezlitosną, krwawą grę. Pod maską czystości kryje się bezuczuciowe wyrachowanie. Do jakiego stopnia trzeba być zepsutym by tak się zachowywać? Kto ich wychował? Kto ich takimi stworzył?

            Film „Funny Games" w reżyserii Michaela Haneka, z 1997 roku, to kwintesencja zła. Po jego obejrzeniu można mieć prawdziwego, psychicznego kaca. Można całkowicie zatracić poczucie człowieczeństwa. Reżyser jednak postarał się i o to, byśmy my, widzowie w pewnym momencie oglądania filmu nie za bardzo zapatrzyli się w postępowanie młodzieży. Gdy w pewnym momencie (przynajmniej, jeśli chodzi o mnie) zaczynamy mówić sobie, dlaczego oni (ofiary) nie reagują? Reakcja następuje. I to gwałtowna. Reżyser jednak mówi nam wtedy i to w bardzo ciekawy sposób, że to tylko film. I puszcza do nas oko. Ci, którzy oglądali, wiedzą o co chodzi.


 

 


            Moja ocena filmu to: (I tu długo się zastanawiałem) 8/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Handel

niedziela, 13 czerwca 2010 8:26


            Znam pewnego pana L. Człowiek starszy, już po sześćdziesiątce, starający się udawać kogoś lepszego niż jest w rzeczywistości. Pan L ma syna, którym się czasami chwali. Co to nie W (tak go nazwijmy) osiągnął w życiu... Jak mu się powodzi... i tak dalej. Pan L szczyci się synem od dawna. W, wyjechał za granicę, do Niemiec i tam żyje i pracuje.

            Jak się później dowiedziałem od pana L, W roznosi gazety. Tym się trudni. Posiada w Niemczech swój dom, kilka samochodów, rodzinę którą utrzymuje. Czyżby aż tak dobrze płacili na obczyźnie, że za tak nieskomplikowaną pracę można uzyskiwać dochody na tym poziomie? Zastanawiałem się i mówiłem, że coś mi tu nie gra. Później zorientowałem się, że W nigdy nie przyjeżdża do Polski. A to odwiedza dziadka (pana L) wnuczka, a to przyjeżdża synowa. Nigdy natomiast syn. Ostatnio nawet zaczęli inwestować w Polsce. Budują dom. Synowa bardzo się angażuje w budowę, bo tu chcieliby się przenieść w przyszłości, jak mówi.

            W, nie był w Polsce już od kilkunastu lat. Ktoś mi powiedział, że pewnie już niedługo będzie mógł. O co chodzi? Pytałem się. Sprawa jest podobno dość skomplikowana. Bo W, jest w kraju poszukiwany przez policję, listem gończym, ponoć za handel żywym towarem.

            Nie wiem ile jest w tym wszystkim prawdy, ale coś mi tu od dawna tu śmierdziało. Coś nie gra. Nie pasuje.



            Alicja Bachleda-Curuś, zasłynęła na polskim rynku filmowym, rolą Zosi w „Panu Tadeuszu" w reżyserii Andrzeja Wajdy. Później zagrała w „Syzyfowych pracach", a następnie postanowiła szukać szczęścia na zachodzie. Uczy się tam i pracuje. To jest gra, a przynajmniej stara się grać w filmach.

            Film „Handel" to jeden z tych, w których zagrała. Kreuje tutaj rolę, młodej Polki, która wyjeżdżając na zachód w poszukiwaniu lepszego życia, zostaje uprowadzona, zgwałcona i przeznaczona na sprzedaż. Grupa porywaczy występująca w tym filmie, zajmuje się właśnie takim procederem. Porywają małe dzieci, młode dziewczyny i chłopaków, sprzedają ich różnym zboczeńcom i z tego żyją. Prywatnie natomiast starają się udawać zwykłych, normalnych ludzi. Mają swoje domy, rodziny, chodzą do kościoła...

            Filmem zainteresowałem się oczywiście, ze względu na naszą aktorkę. Muszę powiedzieć, że według mnie, nie pokazuje ona tutaj wielkiego aktorstwa, chociaż spisuje się na poziomie. Trzeba przyznać, że udaje jej się uciec od ról słodkich, niewinnych dziewczynek, które grała na początku swojej kariery. Obok niej występują również Kevin Kline, i młody Guillermo Iván. Ten chłopak był dość przekonywujący w roli młodego meksykanina, poszukującego swojej porwanej siostry i jemu to wróżę lepszą przyszłość w branży aktorskiej niż naszej pani Alicji. Jednak jak będzie w rzeczywistości, przyszłość pokaże.


            A ja, jak to ja. Zawsze trochę kontrowersyjnie, zacząłem się zastanawiać nad tym jak to jest, że chrześcijanie postępują tak niegodziwie. Porywacze w filmie, bowiem są bardzo religijni. Noszą medaliki, modlą się do Maryji, obawiając się o swoją skórę, oddają się pod opiekę Boga. Podwójna moralność, czy brak zrozumienia? Złe wychowania, czy taka natura?


 

            Moja ocena filmu to: 5,5/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

11.06.2010

sobota, 12 czerwca 2010 9:48


            Wczoraj.


            „Bliskie spotkania trzeciego stopnia". Ten film nadała wczoraj TV4. To takim obrazom daję ocenę 10/10. Sprawdziły się w swoich czasach i do dnia dzisiejszego robią wrażenie. Film trąci myszką, ale jeżeli weźmie się poprawkę na wiek jaki posiada, to w dalszym ciągu robi olbrzymie wrażenie.


            TVN, program Uwaga, a w nim historia grupy pracowników, nauczycieli i pracowników pomocniczych, którzy dali się naciągnąć dyrektorce szkoły. Ta cwana baba, jakimiś tam swoim sposobami potrafiła namówić grono ludzi by pobrali pożyczki z banków, a pieniądze przekazali jej samej. Teraz biedni i chciałoby się powiedzieć, głupi ludzie płaczą i będą musieli płacić. Bo pożyczone pieniądze trzeba przecież oddać bankom. Głupota ludzka nie zna granic. A ja, zastanawiam się, jeżeli grono nauczycielskie daje się tak łatwo nabić  w butelkę, to co tu dziwić się jakiejś szwaczce czy sklepowej.


            Papież Benedykt XVI, przeprosił za księży pedofili. Zrobił to na siedząco i czytając z kartki. Mnie nie przekonał. Tym bardziej, że o całym procederze wiedział od dawna. Będąc przewodniczącym Kongregacji Nauki Wiary, to do niego spływały informacje w tym temacie. On sam nigdy nie dążył tego by jak najszybciej odszukać i ukarać zwyrodnialców. Chyba, że karą było przesunięcie do innej parafii (co jest normalną praktyka w KK), do takiej gdzie nikt nie znał zboczeńca, a ten mógł dalej robić co chciał.


            Chyba powrócił na antenę telewizyjną Kabaret Olgii Lipieńskiej. Ten przezabawny kabaret, który przetrwał i komunę i okres po niej, w czwartej Rzeczpospolitej został usunięty z anteny. Teraz powraca ze swoją starą ekipą. Wczoraj oglądałem i jestem zadowolony. Mam nadzieję, że to nie jest jednorazowa odsłona.

            Być może powróci i mój ulubiony teleturniej, to jest Wielka Gra. Ale na ten temat, nie mam żadnych informacji.


            Mecz Francja - Urugwaj. Rozpoczęły się mistrzostwa świata w piłce nożnej w RPA. Pierwszego dnia mogliśmy oglądać dwa mecze. RPA zremisowała z Meksykiem 1:1, a Francja z Urugwajem 0:0. Ten drugi mecz trochę oglądałem. W pewnym momencie pomyślałem sobie, że może i szkoda, że tam nie grają Polacy. Już po pierwszym kwadransie mielibyśmy może i wynik 3:0. Albo lepiej byłoby powiedzieć 0:3. No, w każdym bądź razie, bramki by były.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z okazji Dnia Dziecka

piątek, 11 czerwca 2010 18:54


            Już prawie dwa tygodnie po tym, jak obchodziliśmy (albo i nie) Dzień Dziecka, więc może to i trochę spóźnione, ale ja proponuję Wam obejrzenie naprawdę ciekawych zdjęć dzieci z całego świata. Robi wrażenie. Różnorodność kultur, tradycji, potrzeb i ta bieda dosięgająca najmłodszych. Dlaczego tak musi być?

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

czwartek, 30 marca 2017

Licznik odwiedzin:  4 846 636  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4846636
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12494
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3329 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl