Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Chloe

czwartek, 30 czerwca 2011 9:41

 

            Miałem kiedyś kolegę. Jarka. Otóż tenże Jarek poznał dziewczynę. Chodzili ze sobą jakiś czas. Już na poważnie. Kiedyś byliśmy na wspólnym spacerze. On, ona, ja i jakaś jej koleżanka. Gdy w pewnym momencie znaleźliśmy się sami we dwójkę. On i ja. Jarek zaproponował mi pewną rzecz. Chciał abym zaczął podrywać jego dziewczynę. W ten sposób, jak to argumentował, miał zamiar sprawdzić czy ona go kocha? Czy jest z nim związana.

            Odmówiłem. Późnij może tego trochę żałowałem. Niezła z niej babka była. Ale odmówiłem ze względu na swoje zasady. Poglądy. Uważam, że tak się nie robi. Z ludzkimi uczuciami, zwłaszcza tymi miłosnymi, nie wolno igrać. To takie… mało dorosłe.

 

            Catherine i David stanowią udane małżeństwo. Ona jest ginekologiem, on wykładowcą uniwersyteckim. Mają udanego syna, są majętni i mają pozycję. Jednak sielanka nigdy nie trwa wiecznie. Catherine zaczyna podejrzewać swojego męża o zdradę. Ma wrażenie, że ten nie oprze się żadnej ładnej dziewczynie. Pewnego razu więc najmuje młodą, ładną dziewczynę taką call-girl, aby ta poderwała i uwiodła jej męża. Relacje  z postępów oczywiście mają być zdawane.

             Chloe, tak bowiem ma owa dziewczyna na imię podejmuje się oczywiście tego zadania. Sama o sobie mówi że swoją profesję traktuje bardzo zawodowo. Wie jak manipulować mężczyznami. Jakich używać gestów, ruchów, by ich otumanić. Może też wcielić się w każdą postać jaką zażyczyłby sobie mężczyzna.

             Pierwsze zupełnie niewinne spotkanie naszej panienki do wynajęcia i przystojnego Davida przebiega zgodnie z planem. Chloe zdaje relacje pani doktor, a ta każe kontynuować zadane. Chloe więc co jakiś czas przychodzi i opowiada coraz to bardziej pikantne szczegóły z jej spotkań z panem profesorem, ale w jej oczach widzimy, że dziewczyna ma jeszcze jakiś plan. Osacza bowiem ona… naszą panią doktor. Spotyka się z nią coraz częściej pod byle pretekstem, przychodzi do jej gabinetu, poznaje nawet jej syna. Atmosfera robi się coraz bardziej gęsta i niebezpieczna.

            Nie należy igrać z ludzkimi uczuciami, a z zakochaną kobietą tym bardziej. Film ten natomiast można obejrzeć. Dobry, lekki thriller ze szczyptę erotyzmu. W rolach głównych Julianne Moore, Amanta Seyfried (Chloe) i Liam Nelson, ten który zagrał też główną rolę w filmie o którym poprzednio pisałem.

 


            Ja oceniam go na: 7/10. Mi się podobał.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Tożsamość

środa, 29 czerwca 2011 10:24

 

             Kim jest Martin Harris . No właśnie, kim on jest? Pytanie bądź co bądź całkiem zasadne choćby z tego względu na to, że on sam nie do końca wie, kim jest. Ale zacznijmy od początku.

             Doktor Martin Harris wraz z żoną lecą samolotem do Berlina. Ma on tam wygłosić prelekcje na międzynarodowym sympozjum. Lądują szczęśliwie na lotnisku, przyjeżdżają do hotelu. Żona bierze dokumenty i idzie do recepcji, a mąż wyciąga bagaże z taksówki. Ale co to? Jednej walizki brak. W te pędy wskakuje on więc do przejeżdżającej taryfy i każe się wieźć jak najprędzej na lotnisko. Pecha jednak nie dość jak na niego w dniu dzisiejszym. Samochód bowiem ulega tragicznemu wypadkowi. Wpada do rzeki, a nieprzytomnego Harrisa wyciągają z wody i odwożą do szpitala. Tam odzyskuje on świadomość dopiero po czterech dniach. Bez dokumentów, ale jednak bardzo szybko udaje się on do swojego hotelu bowiem to właśnie dzisiaj ma się odbyć jego wystąpienie. Brak dowodu tożsamości utrudnia jednak przejście przez kordon ochraniarzy. Ale to nic, wydawało by się. Przecież wielu powinno go tu znać, a na pewno już własna żona, która o, o właśnie tam stoi!

            I tu zaczyna się cała intryga filmowa bo żona go nie poznaje a na dodatek wszystkiego stojący obok niej facet mówi, że nazywa się…. Dr Harris. Kim w takim razie jest nasz bohater?

            Film „Tożsamość” to typowe kino akcji. Mamy tu intrygę, szybkie tempo, zwroty akcji, dobrą grę aktorską i wszystko co trzeba. Przyznać jednak muszę, że pierwsza połowa filmu bardziej mi się podobała niż druga. Rozwiązanie zagadki, zakończenie filmu trochę rozczarowują. Ale z drugiej strony, to jakoś trzeba było wymyślić zakończenie z tak karkołomnie zakręconego pomysłu na intrygę.

 


            Moja ocena filmu to: 7/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Futro

wtorek, 28 czerwca 2011 10:12

 

             Nawiązując do niedawnego wpisu o filmie „Made in Poland” mówiącym o naszym społeczeństwie. O tym jacy jesteśmy. Chciałbym napomknąć o jeszcze jednym obrazie. Tytuł – „Futro”. W przeciwieństwie jednak do swojego poprzednika, mamy tutaj pokazane inne społeczeństwo. Tu mamy do czynienia z ludźmi majętnymi. Dziadek       urządza uroczystość komunijną swojemu wnukowi, Jakubowi. Zaprasza w gości oczywiście rodzinę i przyjaciół, a do tego jeszcze swojego pracodawcę. Tajemniczego pana Fischera z małżonką. Uroczystość jest pretekstem by się pochwalić swoim domem. Łazienką, ogrodem, gilem, garażem, a nawet kosiarką. Tak. Kosiarką ogrodową można się chwalić. Zwłaszcza taką. Bo trzeba tu powiedzieć, że u państwa Makowieckich wszystko musi być nowoczesne, drogie i doskonałe.

            Z tą doskonałością jednak u nich, to nie do końca jest tak dobrze jakby się chciało aby było. A najbardziej tu szwankuje sama rodzina. Każdy bowiem ma coś za uszami. Alkohol, narkotyki, bumelandztwo, każdy musi mieć jakąś wadę.

            Portret psychologiczny poszczególnych gości, to jest to, na czym skupia się reżyser Pokazuje on w filmie nasze przywary, a ponad to zachęca do zastanowienia się nad pytaniem: Mieć, czy być? Co ważniejsze?

 


            Film oceniam zaledwie na… 6/ 10, a to dlatego że naprawdę można było dużo więcej z tematu wyciągnąć. Można było dużo lepiej ukazać polską dulszczyznę dnia dzisiejszego. W sumie jednak, nie jest źle. Warto obejrzeć.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Co było, gdy mnie nie było?

wtorek, 28 czerwca 2011 9:52

 

            Parę dni bez dostępu do Internetu – zgroza. Dla mnie zgroza, bo chyba się od niego już uzależniłem. Gdy go nie mam, wciąż mi czegoś brakuje, czegoś szukam, myśli krążą w niewiadomych kierunkach i ręce zaczynają się trząść.

            A tu tyle ciekawych wydarzeń, tyle ciekawych spraw, które bezpowrotnie uciekają. Wracać do nich, szukać tego co było? Czy może jednak zająć się tylko dniem obecnym, bo i na niego nie ma czasu.

            W okresie w którym nie miałem dostępu do sieci, nadrobiłem trochę zaległości filmowych, wysłuchałem różnych wiadomości i zastanawiałem się nad paroma sprawami.

            Minął właśnie tzw. długi weekend. Policjanci jak zwykle urządzili nam, kierowcom, akcję na drogach. Sprawdzali prędkość pojazdów, nietrzeźwość kierowców i starali się by zostało zachowane zerowe konto zabitych ludzi na drogach.

            Jaki tego efekt. Ano jak zwykle. Żaden. Znowu pobiliśmy rekordy wypadków śmiertelnych i zatrzymanych nietrzeźwych kierowców. 2800 nietrzeźwych za kierownicą. Tylu wyłapano, a ilu było faktycznie? Zgroza pomyśleć.

             Jaka jest na to rada? Czy można coś w tej sprawie zrobić? Coś dzięki czemu bylibyśmy bezpieczniejszymi na drodze?

             Ja myślę, że takie policyjne akcje to niewiele dają. Problem tkwi w naszej mentalności. W tym, jak myślimy. Co myślimy. W tym jak naprawdę postępujemy i dlaczego.?

             Dwa przykłady. Jadę drogą poza terenem zabudowanym. Naraz widzę ograniczenie prędkości do 60 km na godzinę. Patrzę na licznik. Mam ponad siedemdziesiąt. Jadę dalej i co się dzieje/ jestem oczywiście wyprzedzany, raz drugi i trzeci.

            Drugi przykład. Centrum miasta. Ulice, sklepy, duży ruch i tłoczno. Podjeżdża kobitka samochodem i parkuje na jezdni w miejscu gdzie wyraźnie narysowana jest wysepka. Tu parkować nie wolno, więc jest to jedyne w tym momencie wolne miejsce. Ale jej to nic nie obchodzi, że nie wolno. Miejsce jest, więc ona parkuje. Na domiar złego, dziesięć metrów dalej, na wprost jej samej stoi zaparkowany i oznaczony samochód policyjny. W środku dwóch funkcjonariuszy, a ich reakcja żadna. Dlaczego? Komendant akcji nie ogłosił, więc reagować nie trzeba?

            Wszyscy wszystko mamy w d… Czyżby?

 

 

            W kwietniu 2011 na polskich drogach zginęło 290 osób, a 3733 zostały ranne. Liczba wypadków w porównaniu z kwietniem 2010 roku zwiększyła się


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kwiaty dla...

wtorek, 21 czerwca 2011 17:14

 

            W uzupełnieniu do poprzedniego wpisu, może taki mały obrazek…

 



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Kobiety, jak te kwiaty

wtorek, 21 czerwca 2011 17:09

 

              Jak dla mnie, to można powiedzieć, jest to mistrzostwo świata. Bardzo dobra muzyka, świetne słowa, doskonałe wykonanie… A to wszystko we współpracy Zbyszka Zamachowskiego i Grupy MoCarta.

 


            Piosenka znajduje się podobno na pierwszym miejscu Listy Przebojów Programu Trzeciego, ( Kiedyś słuchałem namiętnie, teraz już nie) a pochodzi z wydarzenia artystycznego zatytułowanego „Zamach na MoCarta”. Muszę to jakoś zobaczyć, bo jeżeli znajdują się tam takie przeboje, to musi to być prawdziwa rewelacja.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Made in Poland

niedziela, 19 czerwca 2011 21:49

 

            Świat. Tak sobie myślę, że świat dał dużo Polsce. Polakom. Że nasz kraj, dużo światu zawdzięcza. Nie będę tego poglądu w tej chwili rozszerzał, ale zacząłem też się zastanawiać nad tym, co my, Polacy, daliśmy światu? Dużo tego było? Czy też jest?

            No tak. Daliśmy światu Kopernika. Był jeszcze Kościuszko, Kołłątaj… Ale to było dawno temu. Pokonaliśmy Krzyżaków, a dokładniej mówiąc Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Później był Wiedeń, później powstrzymywaliśmy jeszcze cywilizowaną Europę przed najazdem ze wschodu… Stosunkowo niedawno mieliśmy jeszcze Marię Skłodowską Curie. A współcześnie? Współcześnie to Wałęsa, Szymborska, czy też Karol Wojtyła, który został papieżem. Co jeszcze…? No właśnie. Nie za wiele tego.

            Pewnie to niepoprawnie politycznie zabrzmi ale powiem, że ja wolałbym jednego Billa Gatesa niż dziesięciu papieży. Tacy właśnie jak Gates ciągną świat do przodu. No, ale to takie moje gadanie. Takie moje proste rozważania.

 

 

             A przyszły mi one do głowy, z powodu pewnego filmu. Made In Poland. Wyprodukowano w Polsce. Pochodzi z Polski. Jakkolwiek byśmy tego nie ujęli to mamy do czynienia z rodzimym towarem, który wypuszczamy za granicę. I pod takim właśnie tytułem „Made In Poland”  Przemysław Wojcieszek stworzył swój film. Film niecodzienny. Muszę tu zaznaczyć, że samego filmu nie oglądałem, a opieram się tylko na jego pierwowzorze, jakim jest spektakl teatralny. Otóż dzieło Wojcieszka pokazuje nam współczesnego młodego Polaka. Może to i nie jest wzór do naśladowania, może to i nie jest obraz przeciętnego młodego człowieka, no ale i tacy się rodzą.

             Boguś ma 17 lat. Nie uczy się, nie pracuje, ale właśnie obudził się z nieodpartym przekonaniem, że musi pociągnąć za sobą społeczeństwo i zrobić rewolucję. Jest wyjątkowo wzburzony, jak on to określa – wkurwiony i z tego to powodu na znak protestu wytatuował sobie na czole napis: fuck of. Teraz z kijem bejsbolowym  wybiegł on na podwórko rozwalając samochody i budki telefoniczne, nawołując ludzi by się do niego przyłączyli bo przecież trzeba coś zmienić. Najpierw wygarnie księdzu co o nim i jego religii myśli. Dostanie się też i matce i byłemu nauczycielowi. W ogóle, Boguś jest gotów walczyć i zmieniać wszystko. Ma jednak pecha. W ferworze ogólnej demolki niszczy i Lexusa należącego do szefa grupy przestępczej. Teraz musi mu oddać 20 000 bo inaczej oni go zabiją. Co zrobi dalej, kogo pozna i z kim się zada poszukując pieniędzy, to już w filmie, albo jak w moim przypadku, na spektaklu. Zachęcam.

 

            Przeciwnicy filmu krzyczą, że to przekłamany obraz naszego społeczeństwa. Że tacy wcale nie jesteśmy. Że ten obraz przedstawia nasz naród w krzywym zwierciadle. Ale czy do końca tak jest? Czy nie ma u nas szalonych, zdesperowanych, nawiedzonych maniaków, którym wydaje się że wszystko wiedzą lepiej i maja na wszystko radę? Myślę, że są i wcale nie ma ich tak mało.

 

 

zwiastun filmu

 

            Moja ocena spektaklu teatralnego to: Bardzo mocne 9/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pijane dziewczyny

piątek, 17 czerwca 2011 21:40

 

            Pijany mężczyzna, to nie mężczyzna. Facet taki wygląda żałośnie, ale jeszcze jakoś to tolerujemy. Natomiast pijana kobita to już przesada do kwadratu. To istna kreatura.

            Ktoś zaraz zawoła, a to dlaczego! Dlaczego stosujesz inne kryteria w zależności od płci. A bo tak – odpowiem - i już.

            Na dowód tego że mam rację, obejrzyjcie.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

To nie ten parkiet

piątek, 17 czerwca 2011 21:15

 

            Każdy ma prawo do miłości. Banał. Jasne, że banał. Wszyscy tak mówimy, ale czy na pewno tak myślimy? Czy na pewno jesteśmy tolerancyjni wobec innych?

            Dziś chciałbym Was zachęcić do przeczytania pewnego wywiadu. Wywiadu z pewną kobietą. Lesbijką. Ona jest Polką. Dobrze wykształcona, inteligentna, przedsiębiorcza. Może nawet ją znacie. Pracuje (pracowała) na gdańskiej uczelni. Ona się nie ukrywa. Mówi o swoim związku otwarcie. Co ciekawe, miłość swojego życia, poznała w Kalifornii.

            Lilly-Marie Lamur zdecydowała się na przyjazd do Polski nie znając języka, zwyczajów tu panujących, a znając jedynie Polkę która ją zauroczyła. W której się zakochała. Obie panie łączy miłość, ale i jeszcze coś. Są sobie nawzajem potrzebne. Jedna jest uzależniona od drugiej. Dlaczego? No, tego możecie dowiedzieć się po przeczytaniu rozmowy, do której zachęcam.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Gaj

czwartek, 16 czerwca 2011 21:04

 

            Na polepszenie sobie nastroju, po tak kiepskim filmie, o jakim pisałem przed chwilą, warto posłuchać piosenki „Gaj” w wykonaniu Anny Marii Jopek i Grzegorza Turnaua.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Och Karol 2

czwartek, 16 czerwca 2011 21:00

 

             Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że żona chciała obejrzeć. No chodź, no chodź obejrzymy sobie… No i obejrzeliśmy. Chociaż nie do końca. Ja zrejterowałem bardzo szybko. Żona wytrzymała dłużej, ale też nie do końca. Tego się nie dało, jak dla nas oglądać.

            Chęć obejrzenia kontynuacji, a raczej nowej odsłony tego co było przed laty, mogę zrozumieć. Pierwowzór z roku 1985 z Janem Piechocińskim, wtedy cieszył się jakimś tam powodzeniem. To jednak co pokazali w roli głównej Piotr Adamczyk, a w reżyserii Piotr Wereśniak, to jakieś nieporozumienie. Żadnych nowych pomysłów, a jedynie kalka tego co było tylko że uwspółcześniona. Żenujący żart na niskim poziomie. Cukierkowo lukrowane widowisko.

           

 

            I tylko dziwi mnie fakt bardzo wysokiej ocenie na Filmweb. Dano tam średnią ocen 5,9. Ja daję coś pomiędzy 1 – 2/10. Za mało? A za co więcej?




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

U dentystki

środa, 15 czerwca 2011 7:03

 

            Za chwilę idę do dentystki na rwanie zęba. O  Jezu!!!!!!

 

  

 

            Na serio idę.



Podziel się
oceń
10
1

komentarze (4) | dodaj komentarz

Co nas kręci, co nas podnieca

wtorek, 14 czerwca 2011 19:58

 

Tak. Muszę na chwilę usiąść.|- W porządku.

Wiesz, i tak robię to dla ćwiczeń.| Skądinąd to jest kretyńskie.

Sądzę, że to| relaksujące.

Relaksujące? Żartujesz| sobie? To jest zbyt denerwujące.

Mieszać się z tymi wszystkimi| półgłówkami na rowerach?

To jest jak| jazda samochodem.

Ci wrodzy, bojowi kretyni| wszyscy dostają prawo jazdy.

Oczywiście, żeby mieć| dziecko, nie potrzeba licencji.

To żaden dowód.

Potrzebujesz licencji| na łowienie.

Potrzebujesz licencji| żeby być fryzjerem.

Potrzebujesz licencji| żeby sprzedawać hot dogi.

Wiesz, czytasz o tych biednych| dzieciach, bitych i głodzonych,

zastanawiasz się dlaczego ci rodzice| mają pozwolenie na posiadanie ich?

Ok, Boris, Boris.

Wiesz co, czasami myślę,| że jesteś tak zdeterminowany

żeby niczego nie lubić| w życiu, przez złość.

Wiesz, jak dziecko, które się| wścieka, bo nie wie czego chce.

Wow! Posłuchaj siebie!

To sensowne,| mądre spostrzeżenie,

 

 

            Kiedyś w dyskusji podjąłem podobny temat. Też zastanawiałem się nad tym, jak to jest, że aby posiadać dziecko nie trzeba mieć żadnego pozwolenia. Żadnej zgody. Nie trzeba mieć ukończonych kursów, zdanych egzaminów, nie trzeba wykazać się żadnymi umiejętnościami, ani nawet warunkami do utrzymania, czy wychowania małego człowieka.

            Zakrzyczano mnie mówiąc, że przecież nie dało by się wprowadzić odpowiednich przepisów. Że to nie realne. Może i racja. Ale jakieś pośrednie regulacje można by wprowadzić. Choćby przez uświadamianie, tłumaczenie, planowanie. A tak, to jesteśmy po Anglii, drugim państwem w kolejności, co do ilości nieletnich matek. Najczęściej nie mają one możliwości ani warunków do wychowywania dziecka. Obowiązki te więc spadają na młodych dziadków, którzy później ledwo co wiążą koniec z końcem powiększając narodowy niedostatek.

 

             Przypomniałem sobie o tym. O tych moich poglądach. Bo powyższy cytat pochodzi z filmu, który niedawno oglądałem. „Co nas kręci, co nas podnieca” Woodego Allena. Reżyser znowu pokazał na co go stać. To naprawdę świetny film. Oczywiście dla miłośników twórcy, bo rozumiem że są i tacy, którzy nie trawią jego dokonań.

            W obraz, z roku 2009 patrzyłem z otwartą gębą. Nie mogłem tylko czasami nadążyć z czytaniem tekstu. Tyle tego było. Ale to nic. Do takich filmów przecież trzeba podejść i drugi i czasami trzeci raz. Wtedy to odkrywa się więcej, bo u Allena tak dużo się dzieje, tak dużo się mówi, że nie sposób wszystkiego ogarnąć za pierwszym razem.

 

            Dwudziestoletnia Melodie znalazła się na ulicy. Dziewczyna nie ma co jeść, nie ma gdzie pójść i nie wie co ma ze sobą zrobić. Prosi więc przypadkowego starszego człowieka, o pomoc. Borys, emerytowany profesor fizyki zajmujący się teorią strun (mało co nie otrzymał nagrody Nobla), to zgorzkniały dziwak. Traf chciał, że to właśnie na niego natknęła się naiwna i głupiutka Melodie. Wizyta w domu profesora miała trwać zaledwie pięć minut, ale tak się złożyło, że przeciągnęła się na lata.

            Film, jak to u Allena bywa, ukazuje relacje między ludzkie. Ale obok tej pary ludzi pojawiają się i inni. Ich perypetie, wzajemne stosunki wszystko to ukazuje reżyser i jednocześnie autor scenariusza w niebywale zabawny sposób. Jeżeli mi, ponurakowi, udało się śmiać na głos, to zapewniam was, musiała to być świetna komedia ukazująca różnego rodzaju związki partnerskie. Tak to się dzisiaj mówi o ludziach żyjących na kocią łapę. Tym razem jednak, mamy do czynienia z różnymi konfiguracjami. Starzy, młodzi, pary, trójkąty…

           Szkoda tylko, że w roli hipochondrycznego profesora nie zagrał już sam reżyser, jak to drzewiej bywało, tylko Larry David. Chociaż z drugiej strony, nie wypadł on w tej roli źle, godnie zastąpił mistrza.

 

 


            Moja ocena filmu to: coś między 8 – 9/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wiem, że jesteś tam.

wtorek, 14 czerwca 2011 9:01

 

            Mojej żonie, bardzo podoba się ta piosenka.

 


            Teledysk też jest niczego sobie.

            Przyszła do mnie w pewnym momencie i pyta się, do kogo są skierowane te słowa. No właśnie.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zadanie matematyczne

poniedziałek, 13 czerwca 2011 8:42

 

             Byłem wczoraj na pewnym spotkaniu towarzyskim. Parę osób starszych, parę młodszych, gadka szmatka tak o wszystkim i o niczym jednocześnie, ot taka luźna atmosfera. W pewnym momencie jednak padło do rozwiązania zadanie matematyczne z poziomu II klasy szkoły podstawowej. Zadania nie rozwiązałem, ale już znam na nie odpowiedź. Spróbujecie? Oto ono.

            Uzupełnij ciąg cyfr. Po prostu, napisz jakie cyfry powinne znajdować się w następnej linijce. Chcący mogą podać uzasadnienie.

   5

   15

  1115

  3115

………….

 

            Zastanawiam się tylko po co oni uczą dzieciaków takich rzeczy. Dużo lepiej by zrobiono gdyby dzieciarnię dobrze nauczono algebry. Dodawanie, odejmowanie, mnożenie , dzielenie, czy choćby sprawne obliczanie procentów, bez kalkulatora. To w życiu naprawdę się przydaje, a powyższe zadanie… No cóż. Tylko dla zabawy, albo dla oceny, jeśli tatuś z mamusią znajdą rozwiązanie.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 220  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127220
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl