Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 222 167 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Bardzo drogi kościół

piątek, 31 lipca 2009 9:05

           

            Jest w kraju kryzys. To rzecz niezaprzeczalna. W i dużych miastach i w małych i na prowincji i właściwie wszędzie, w kraju i na świecie kryzys daje się odczuć. I w mojej firmie też. Aby temu jakoś przeciwdziałać, tnie się wydatki gdzie tylko można. Robią to ludzie w swoich domowych budżetach, pracodawcy w swoich firmach i rząd w budżecie państwa. Ale jest instytucja u nas w kraju, która na oszczędności u siebie się nie zgadza, i to stanowczo. Wszyscy muszą zaciskać pasa, nawet niewidomym dzieciom tnie się budżetowe pieniądze na podręczniki dla niewidomych, tylko nie polskiemu klerowi.

            SLD zaapelował do kleru katolickiego w Polsce, aby ten podzielił się swoimi pieniędzmi w kryzysie. Ten jednak ustami biskupa Pieronka od razu zareagował na nie.

            Co ciekawe,(o tym nie miałem pojęcia) jeżeli średnie uposażenie pielęgniarki wynosi około 2000 zł miesięcznie, a lekarza około 3000 to kapelan zarabia.... No zgadnijcie ile? Ja nie podpowiem, ale skieruję Was na stronę http://wiadomosci.onet.pl/1567863,240,1,bardzo_drogi_kosciol,kioskart.html gdzie można znaleźć artykuł pt „Bardzo drogi kościół". Przytaczane tam liczby robią wrażenie. Z jednej strony jesteśmy bowiem biednym krajem. Bardzo zadłużonym. Z drugiej jednak, stać nas na wielkie rozdawnictwo.

            A ja sobie myślę, że my, Polacy to musimy mieć kogoś nad sobą. Kogoś, komu będziemy poddani. To trochę tak jak Rosjanie, ponoć oni muszą mieć swojego cara. Jak nie takiego, to innego, ale muszą mieć komu służyć, bo inaczej czują się jak bezpańskie psy.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Gomorra

czwartek, 30 lipca 2009 9:02


            Zaczyna się z grubej rury. W bardzo miłym nastroju, grupka mężczyzna zażywa kąpieli słonecznych w solarium i takie tam, rozmowy o niczym. Raptem zostaje wykonana na nich egzekucja. Giną wszyscy po kolei. Ktoś ich zabija z zimną krwią. Tak się zaczyna, więc siadam sobie wygodnie w fotelu i ... przez następne pół godziny nie wiem o co tu za bardzo chodzi. Różne sceny, różne sytuacje. Wiele słów, a mało treści. Wszystko we włoskim stylu. Ludzie nawzajem się przekrzykują, a ja nie za bardzo wiem po co i o co w tym wszystkim chodzi.

            Jednak po pewnym czasie zauważam, że mamy w filmie do czynienia z różnymi rodzajami przekrętów. A to ktoś handluje narkotykami, a to ktoś urządza nielegalny wywóz odpadów. Ktoś inny robi przekręty w branży odzieżowej. Bo mafia swoimi mackami sięga wszędzie. Nie popuści żadnej branży, gdzie można by przecież zarobić. I według autorów filmu (wiedzą oni pewnie co robią) tak wygląda włoska Kamorra. I to ona właśnie jest głównym bohaterem tego obrazu. Nie jakiś konkretny człowiek, nie jego historia, ale właśnie ona - mafia.

            Ale „Gomora" to film również o młodych ludziach, czasami nawet dzieciach, którzy wkraczają na drogę przestępstwa. Im to wydaje się, że ten świat, świat przestępstwa, to coś wspaniałego. To ich cel w życiu, do którego należy dążyć. Bo mieć władzę, pieniądze, czy przewagę nad innymi, to przecież takie wspaniałe. I łatwe jednocześnie. Przecież to można osiągnąć, to jest (wydawałoby się) na wyciągnięcie ręki. Ale jak się okazuje, nie każdy się do tego nadaje. Nie każdy wytrzymuje to psychicznie. Nie każdy z tym potrafi żyć.

            Gdy ogląda się ten film, to można mieć wrażenie, że ci którzy zabijają innych, wykonują to bez jakichkolwiek emocji. Na zimno. bez uczuć. Tak to jest pokazane w filmie. Ludzie zabijają i zaraz potem mogą iść na pizze. I nie męczą ich jakiekolwiek koszmary. Ale czy tak jest na pewno, to mam wątpliwości.

            Jak na razie w kinie można było zobaczyć nie jeden już film o mafii. Niezapomniany „Ojciec chrzestny",  czy też uwielbiany przeze mnie „Dawno temu w Ameryce". Ale tym razem mamy do czynienia z zupełnie innym obrazem. "Gomorra" to film bardzo zimny. Bez uczuć. Obraz kręcony jakby z ręki. Robiący wrażenie dokumentu. Tu nie ma głównego bohatera. Nie ma jakiegoś Ojca Chrzestnego, czy też chociażby zwykłego przywódcy. Tu są zwykli ludzie zaangażowani w różnego rodzaju procederach przestępczych. Oni odczuwają strach i ból, ale jednocześnie pragną władzy i pieniędzy.



            Moja ocena filmu to: 6,5/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

33 najciekawsze blogi

środa, 29 lipca 2009 9:19

Podobno 3 miliony Polaków stale czyta blogi. A jest ich jakieś 800 000. W tym, i mój. Więc redakcja tygodnika „Przekrój” postanowiła zrobić własną listę blogów wartych poczytania. http://przekroj.pl/wydarzenia_kraj_artykul,5137,0.html Na liście tej umieszczono 33 pozycje. Może kogoś to zaciekawi?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zapowiedź

wtorek, 28 lipca 2009 9:55

            Aktora Nicolasa Cage poznałem (oczywiście nie osobiście, a tylko jako odtwórcę różnych ról) w filmie „Wpływ księżyca". Później było już wiele ról w których go mogłem oglądać. Świetne kreacje w obrazach: „Dzikość serca" , „Zostawić Las Vegas" czy z 2005 roku „Pan życia i śmierci". Ale Cage ma w swoim dorobku i kiepskie role. Nie będę o nich wspominał ale jest ich trochę.  Ten aktor, mam takie wrażenie, czasami rozmienia się na drobne i korzysta z każdej propozycji jaka mu dadzą. A mógłby chyba wybierać tylko co lepsze. To nadało by jego wizerunkowi większego znaczenia.

            Ostatnio miałem możność oglądania go w filmie „Zapowiedź". Tutaj gra on profesora astrofizyki, czy czegoś takiego, w ręce którego trafia pewna kartka papieru z zapisanymi różnymi cyframi. Kartka pochodzi sprzed pięćdziesięciu lat i po wnikliwej analizie, okazuje się, że zapisane są tam daty i miejsca różnych katastrof, które nastąpiły i co ciekawe, takich które nastąpią w niedługiej przyszłości. Z początku nasz bohater jest w szoku widząc to co odkrył (a któż by nie był?) ale z czasem okazuje się, że ma rację. I co gorsze, ostatnia z zapisanych liczb mówi o końcu wszystkiego.

            Film jest po trosze horrorem, trochę filmem katastroficznym, czy też sensacyjnym. Taka mieszanina różnych gatunków gdzie główną rolę gra właśnie Nicolas Cage. Tylko po co mu to było? Nie nadaje się on do tej roli. On jako profesor, wykładowca uniwersytecki jest w ogóle nieprzekonywujący. Jako bohater pragnący uratować świat przed zagładą, też mi tu nie pasuje. No i ta jego umęczona, ciągle zmartwiona twarz.

            W filmie zwróciłem uwagę na dźwięk, co mi się rzadko zdarza. Ale tym razem był on na tyle dobrze dopasowany, do tego co się działo na ekranie, że bardzo mi odpowiadał podczas oglądania seansu. Muzyka również była na przyzwoitym poziomie. Jest tu również kilka scen które naprawdę dobrze są zrealizowane. Dla przykładu podam, wykolejenie się pociągu metra. Coś niebywałego. Naprawdę dobra robota. Warto zobaczyć. Samo zakończenie filmu to też świetnie sceny. Natomiast zupełnie nie kupuję tych fragmentów filmu w których płonący ludzie wybiegają z Jumbo Jeta, który właśnie spadł na ziemię. Z takiej katastrofy się nie wychodzi żywym, a co dopiero wybiega.

             Rozbłysk słoneczny który spowoduje falę promieniowania równą 100 mikroteslom (cokolwiek by to znaczyło brzmi groźnie), doprowadzi do  zniszczenia naszej planety. W filmie oczywiście. Może trochę nie pasują tu tylko ci kosmici, jakby aniołowie, ale przecież jakoś trzeba było pokazać, że to mimo wszystko to jednak nie koniec ludzkości, jakoś przedłużymy swój gatunek (chociaż tak naprawdę to nie wiem po co?) i że ktoś nad nami czuwa.

            - To wcale nie koniec synu.

            - Wiem.

             Tymi słowami kończy się „Zapowiedź". A później już widzimy tylko olbrzymią falę ognia który niszczy wszystko co znajduje się na Ziemi. Piękne widowisko.



            Moja ocena filmu to: -5/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Dylemat

środa, 22 lipca 2009 21:09

 

 

 

            I co Wy na to ?

 


Dylemat
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Murzynek Bambo

niedziela, 19 lipca 2009 13:30

            Adam Szostkiewicz w swoim blogu napisał taką wypowiedź cyt. „Sam się tak podłożyłem, kiedy w Brukseli, w połowie lat 80, zacytowałem przyjacielowi z USA, pochodzenia żydowskiego, słynny u nas wierszyk o Murzynku Bambo, co ma czarną skórę. Przyjaciel powiedział, że według jego pojęć, to wierszyk rasistowski. Jak to rasistowski, przecież ciepły i serdeczny, oponowałem. Dziś patrzę na to inaczej."

            Pamiętam ten wierszyk z dzieciństwa. Pewnie jak wielu z Was. Ale mimo wszystko postanowiłem sobie go jeszcze raz przeczytać.


Murzynek Bambo w Afryce mieszka,

Czarną ma skórę ten nasz koleżka.

Uczy się pilnie przez całe ranki

Ze swej murzyńskiej Pierwszej czytanki.

A gdy do domu ze szkoły wraca,

Psoci, figluje - to jego praca.

Aż mama krzyczy: "Bambo, łobuzie!"

A Bambo czarną nadyma buzię.

Mama powiada: "Napij się mleka",

A on na drzewo mamie ucieka.

Mama powiada: "Chodź do kąpieli",

A on się boi, że się wybieli.

Lecz mama kocha swojego synka,

Bo dobry chłopak z tego Murzynka.

Szkoda, że Bambo czarny, wesoły,

Nie chodzi razem z nami do szkoły.




            Przeczytałem go więc jeszcze raz, i jeszcze raz i ciągle nie widzę tego co inni. Gdzie tu jest u Tuwima rasizm? W samym wierszu tego nie dostrzegam, a może w intencjach autora to było. W to jednak nie za bardzo wierzę. Ten wyobcowany, schorowany bądź co bądź pochodzenia żydowskiego człowiek, raczej złych intencji by nie miał. Nie posądzałbym go o to. Musimy pamiętać również, kiedy wierszyk powstawał i że kierowany jest do dzieci, nie dorosłych. Dzieci nie wiedzą co to rasizm. Chyba, że dorośli im to wcześniej uświadomią.

            Dla mnie Murzynek Bambo, wielką poezją nie jest. Z tym chyba każdy się zgodzi Ale to dobrze. Bo tak ma być. To tylko ciepły, prosto napisany wierszyk mówiący, że tam daleko, gdzieś w Afryce mieszkają takie same dzieci, jak u nas w kraju. Chodzą do szkoły, psocą, uciekają gdy mama każe im jeść czy też pić coś, czego nie lubią, ale w sumie są kochane (póki je nie zepsujemy) jak wszystkie dzieci.

            Mam rację? Jestem pewien, że tak, no ale każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Dobrze jednak gdy potrafimy je uzasadnić. Może mi więc ktoś pokaże, gdzie jest ten rasizm u Tuwima piszącego Murzynka Bambo? I konia z rzędem daję (kto wie co „z rzędem" oznacza?) temu, kto mnie do przekona, że jest inaczej.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

12 Rund

sobota, 18 lipca 2009 21:31


            Funkcjonariusz policji Danny Baxter wraz ze swoim przyjacielem patrolują ulice. Pech chciał, że pewnego razu obaj trafiają na groźnego przestępcę Milesa Jacksona. Po brawurowym pościgu (pieszo za samochodem) Baxter łapie Jacksona Jednak podczas akcji ginie kochanka przestępcy. Ten winą za jej śmierć obarcza policjanta i zaprzysięga mu zemstę.

            Mija rok. Jakimś cudem Jacksonowi udaje się uciec z więzienia. Teraz to on rozdaje karty. Porywa więc w odwecie narzeczoną naszego policjanta, (teraz już detektywa) i żąda rozegrania 12 rund (zadań), na śmierć i życie. Po wygraniu dwunastej obiecuje oddać kobietę żywą.

            Oczywiście nasz dzielny stróż prawa podejmuje wyzwanie i mogę wam z czystym sumieniem powiedzieć, że je wykona w całości mimo że przeciwnik nie będzie grał fer. A zdradzam od razu zakończenie bo jedynym celem tego obrazu jest czysta rozrywka. I nie ma sensu zastanawianie się czy cokolwiek tam ma wspólnego z logiką i czy wykonanie poszczególnych zadań w rzeczywistości jest w jakikolwiek sposób możliwe.

            Film przypomina mi trochę... Szklaną pułapkę 3, ale wtedy było na ekranie dużo więcej świeżości i na Bruca Willysa warto było popatrzeć. Teraz mamy do czynienia jedynie z odgrzewanymi kotletami. No ale jeżeli ktoś lubi...

 

 

            Moja ocena filmu to: 4/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Leszek Kołakowski nie żyje.

piątek, 17 lipca 2009 19:35

Żal. Wielki żal. Zmarł mądry człowiek. Leszek Kołakowski.




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Erotic8

piątek, 17 lipca 2009 9:18

            Twarz może i nie najpiękniejsza, ale to ciało...

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Jaja w tropikach

czwartek, 16 lipca 2009 9:51


            Tom Cruise, czy też Nick Nolte, to aktorzy, którzy na ogół zapowiadają dobre kino. No tak, tylko co znaczy dobre? Przecież ogólnie wiadomo, że to co podoba się inny, wcale nie musi podobać się i mnie. Ustalmy jednak, że dobre kino jest kinem dobrym i już. Jeśli wielu ludzi (krytyków) tak mówi, to film musi być przynajmniej wartym obejrzenia..

            Sugerując się opiniami innych, jak i obsadą filmu, postanowiłem i ja obejrzeć sobie komedię „Jaja w tropikach". Hm... i co by tu napisać? To nie moja bajka. To nie mój klimat. To nie gatunek filmowy (nazwałbym go idiotyczną komedią) który bym preferował. Mnie osobiście takie gagi nie śmieszą, może jedynie wywołują lekki uśmieszek na twarzy, a i to tylko czasami.

            Film zdecydowanie dla wielbicieli gatunku lub tych, którzy chcieliby pobawić się w wyszukiwanie nawiązań treści do wielkich przebojów kinowych, chociażby takich jak Forrest Gump, Rain Man, czy tez Planeta Małp.

 

 

            Moja ocena filmu to: +3/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Anioły i demony czyli Dan Brown w pięciu odsłonach

wtorek, 14 lipca 2009 9:46


            Książkę Dana Browna, „Kod Leonarda Da Vinci" czytałem kilka lat temu. Jeszcze o niej nie było głośno, gdy trafiła do moich rąk. Później zrobił się szum. Że taka i owaka, że nic nie warta literatura. A ja książki broniłem. Dobry pomysł, wartka akcja, wyraziście przedstawione postacie głównych bohaterów no i czytało się ją jednym tchem. Ale wielka literatura to nie jest. Fakt. Ale i pewnie nie musi być. Bo to tylko kryminał, sensacja i jak na ten rodzaj literatury, to naprawdę, autor wykonał dobrą robotę.

            Z faktu, że książka mi się podobała, ucieszyłem się, że pojawił się i też film nakręcony w 2006 roku na jej podstawie. Jednak „Kod Da Vinci" mnie rozczarował. Miałem wrażenie, że twórcy filmu poszli na komercję. Zrobili coś w pośpiechu mając nadzieję, że popularność książki i aktora Toma Hanksa grającego główną rolę przyciągnie widzów. I pewnie przyciągnęła, ale mam wrażenie że rozczarowanych była masa bo film nijak nie dorównał książce.

            Gdy wpadła mi w ręce druga pozycja Browna, opowiadająca o przygodach dzielnego Roberta Langdona „Anioły i demony" to natychmiast zabrałem się za jej czytanie, mając nadzieją, że będzie tak dobrze jak poprzednio. Nie było. No ale cóż, kontynuacje najczęściej nie są tak dobre jak to pierwsze, świeże pomysły. Książkę jednak przeczytałem do końca.

            Całkiem niedawno, zupełnie przypadkiem trafiłem na film dokumentalny „Anioły i demony - rzeczywistość czy fikcja". Autorzy tego filmu zajmują się tematem, czy na pewno istnieje tajemnicza organizacja Iluminatów, których celem jest zniszczenie potęgi Watykanu? Nie przekonali mnie jednak, że tak jest. Nie uwierzyłem w istnienie Iluminatów, w ich tajną organizację, i w cel jaki mają, czyli zniszczenie Kościoła Katolickiego.

            A wczoraj obejrzałem sobie na dokładkę film fabularny „Anioły i demony". Prosta niewyszukana sensacja z wartką akcja, ale taka jakich wiele. Technicznie średnio zrealizowany film, jakoś nie przemówił do mnie. Słabszy niż książka.

 



            Moje oceny:

            Książka „Kod Leonarda Da Vinci":  7,5?10

            Film „Kod Da Vinci": 4,5/10

            Książka „Anioły i demony": 5/10

            Film dokumentalny „Anioły i demony - rzeczywistość czy fikcja": 3/10

            Film fabularny „Anioły i demony": 4/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Kung Fu Panda

niedziela, 12 lipca 2009 9:04


            I znowu mamy niedzielę. A co by tu robić w ten wolny dzień, zwłaszcza gdy pada, a dzieci się nudzą? I starsi też! Ano na dzisiejszą pochmurną, wakacyjną niedzielę, zapraszam wszystkich (przecież można od czasu do czasu w gronie rodzinnym, razem z dziećmi...) do obejrzenia animowanego filmu „Kung Fu Panda". To prosta, pouczająca i wesoła opowieść o pandzie noszącym imię Po, zajmującym się wraz z ojcem gotowaniem i sprzedawaniem klusek, a marzącym o tym by zostać wielkim mistrzem kung fu. Jego marzenia, jak to bywa w bajkach, się oczywiście spełniają, by na końcu stoczyć „mrożącą krew w żyłach' walkę z przedstawicielem zła.

            Ale baja ta, jak to w bajkach najczęściej bywa, niesie pewne przesłanie. Pewną naukę. Chodzi mianowicie o to, że miś jest tłustą, niezdarną szybko męczącą się ofermą. Choć sympatyczną, ale ciągle ofermą. I jak ktoś taki ma pokonać, złego Tai Lunga, z czym nie mogą sobie poradzić najlepsi wojownicy? Wszyscy mają nadzieję, że kluczem będzie tajemniczy smoczy zwój. Tam jest ponoć napisane jak stać się największym wojownikiem świata. Gdy Po w końcu zasłuży sobie na godność tego który będzie mógł zajrzeć do zwoju, okazuje się , że tam nic nie ma. Nic, poza lustrzanym odbiciem. Wszyscy są rozczarowani, ale okazuje się, że tajemnica tkwi w zupełnie czymś innym. Nie w jakichś tajemniczych słowach, jakichś sztuczkach, czy zaklęciach, a w samoakceptacji siebie. To właśnie pozwala pandzie pokonać zło.

            A co do samego filmu to mogę powiedzieć, że nawet podobały mi się dialogi, chociaż trochę słabsze niż powiedzmy na to w Shreku. Dubbing dobrze zrobiony. Animacja też jest dobra. Zwłaszcza głównych postaci. Nie rozumiem tylko, dlaczego to ojcem pandy jest gęś? Ale to pewnie, już na inną bajkę.

 

 

            Moja ocena filmu to: 7/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Czy aby na pewno badanie?

piątek, 10 lipca 2009 18:45


            Byłem u lekarza. Wysłali mnie tam z pracy. Nic specjalnego, ale dostałem skierowanie na badania kontrolne. Wszedłem do gabinetu bez kolejki. Po prostu. Żadnej kolejki nie było. Pan doktor (tu przemilczę nazwisko) był grzeczny. Nawet raczył odłożyć gazetę, którą akurat czytał. Radia nie wyłączył, ale to może i dobrze, bo muzyczka umilała mi czas. Później wziął skierowanie, poprosił o dowód osobisty, wyciągnął jakiś druczek i zaczął go wypełniać. Imię, nazwisko, data urodzenia... i wszystko szło dość gładko. Miał jedynie trudności z wpisaniem numeru PESEL. Myliły mu się te cyferki, ale jakoś sobie poradził. Oddał mi druczek, ja podziękowałem i wyszedłem. Tak wyglądało moja badanie stwierdzające o zdolności do pracy. Mógłby je wykonywać każdy choćby matoł na poziomie jeśli nie szkoły podstawowej, to już z pewnością gimnazjum.

            Przypominam sobie moje ostatnie badania techniczne samochodu. Wyglądały podobnie. Ale tam sprawdzono mi chociaż światła. I ustawiono je prawidłowo. Samochód miał więc z tego jakąś korzyść. Ja z wizyty u lekarza nie wyniosłem nic.

            Ale myślę sobie tak. Jeśli jakiś, powiedzmy kontroler jakości, przechodzi właśnie takie badania i widzi jak postępują nasi lekarze. Bądź co bądź elita. To później myśli on sobie, że może postępować tak samo. Bo dlaczego by nie? Im wolno, to mi też. Tak postępują lekarze, diagnostycy na stacji kontroli pojazdów, jakościowy i tak myślą monterzy, producenci... Byle by się interes kręcił. Byle by sprzedać towar. A wszyscy później mamy pretensję, do innych, że coś się stało. A to wypadek na drodze. A to zawał w pracy. A to sznurek znaleziony w pieczywie... I zawsze jest winny ktoś. Ktoś inny. Jakiś tajemniczy ktoś. A nigdy my sami. Ot taki świat.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

33 sceny z życia

środa, 08 lipca 2009 18:59


            Wczoraj odbył się pogrzeb Michaela Jacksona. Wielka uroczystość. Godna niekwestionowanego króla piosenki. Odszedł wielki artysta i żal człowieka. Ale są tacy co mówią, że miał szczęście, że odszedł w takiej chwili, bo zapamiętamy go jako czarodzieja piosenki i teledysku. Że nie zdołał dożyć swojej klęski estradowej, która mogłaby go spotkać w trakcie zapowiadanych koncertów. To było wyzwanie dla zdrowego człowieka, a nie dla osoby w jego stanie zdrowia.

            Ale nie o tym chciałbym dzisiaj napisać. Bo Jackson miał szczęście. Miał szczęście, że umarł szybko. Zasłabł, przewrócił się i po niedługim czasie było po wszystkim. Ludzie tak umierający mają szczęście. Zupełnie co innego, gdy umieramy długo. Odchodzimy tygodniami, miesiącami, czasami latami. Doświadczyliście kiedyś czegoś takiego w swoim domu? Jeśli nie, to dobrze. Bo patrzeć na kogoś kto jest wam bardzo bliskim, a odchodzi, męczy się, zmienia się w kogoś zupełnie innego, obcego, to bardzo przykre. Smutne, dołujące. Po takich doświadczeniach życiowych zmienia się nasze podejście do rzeczywistości. Stajemy się innymi ludźmi.

            I takim tematem (umierania) zajęła się Małgorzata Szumowska w swoim filmie  „33 sceny z życia". I muszę powiedzieć, że jest to jeden z ciekawszych polskich filmów ostatnich lat. Do filmu zasiadłem, nie wiedząc nic o nim. Po kilku minutach oglądania już miałem zrezygnować (polskie produkcje, czego nie ukrywam, nie darzę specjalną sympatią), ale jakoś się przemogłem. I zaczęło się. W rodzinie artystów umiera matka i żona. Ale mamy do czynienia z procesem umierania. Bo to trwa. Jest coraz gorzej i gorzej. Śmierć nastąpi na pewno, chociaż niektórzy mają jeszcze nadzieję.

            A co potem z tymi którzy pozostaną? Jedni sobie jakoś poradzą. Wrócą do dnia codziennego. Inni załamią się i bez pomocy będą mieli trudności by wrócić do normalnego życia. O tym jest właśnie ten film. O śmierci i o radzeniu sobie z nią. Czasami poprzez śmiech, czasami alkohol albo i zadumę. O ludziach którzy w niej uczestniczą bo przecież śmierć dotyczy zawsze grupy ludzi. Nawet wtedy gdy odchodzi tylko jedna osoba.

             Film polecam. Dobry, poruszający, zimny obraz rzeczywistości. Kino które nie pozostawia nas obojętnymi.




            Moja ocena filmu to: 8/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Władcy Móch Ćmoki, Czopki i Mondzioły

wtorek, 07 lipca 2009 18:41


            Przyznam się bez bicia, że „Władców Móch" oglądam. Czasami. I czasami mi się podobają. Dobre teksty. Ciekawe pomysły. Nietuzinkowi bohaterowie. I okazuje się, że my Polacy, też potrafimy zrobić coś nietuzinkowego. Jak nam się uda, oczywiście. Serial rysunkowy dla dorosłych, nadawany na TV4, mogę serdecznie polecać. Ale proponuję podejść do niego z dystansem. Tak na luzie, trochę, z naiwnością, tak jak to, Czesio i jego przyjaciele robią.

            Teraz obejrzałem pełnometrażowy film z tymi uczniami, z II b. I myślę sobie, że wolę jednak serial. W tym wypadku krótsza forma jest lepsza, a to pewnie z tego powodu, że film opiera się w znacznej mierze na oryginalnych tekstach, a gdy jest ich za dużo, czuje się ich przesycenie i po prostu trochę nużą.

            Film obejrzałem, bo zachęcony do tego zostałem w pracy, gdzie od kilku dni, wręcz codziennie, zmuszony jestem do słuchania, piosenki śpiewanej przez Czesia. Ktoś to z upodobaniem maniaka codziennie włącza  I im częściej tą piosenkę słucham, tym bardziej mi się ona podoba. Dziwne. W swej prostocie, naiwności, wręcz prostactwie, coś jest. Nie wiem co, ale coś działa na mnie takiego, że mnie przyciąga, jakby hipnotyzuje, a jednocześnie bawi.


 

            Moja ocena filmu to: 6/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 21 stycznia 2017

Licznik odwiedzin:  4 745 517  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4745517
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12228
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3261 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl