Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 029 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Apostazja

niedziela, 31 lipca 2011 19:59

 

 

Apostazja (od gr. apo – od, stasis – postawa, pozycja; odstąpienie, bunt) – odstępstwo od wiary religijnej; w pierwotnym znaczeniu – całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej. 

            Tyle definicja. A o apostazji pisze w jednym ze swoich wpisów prof. Tadeusz Bartoś. Bartoś (już kiedyś o nim wspominałem) to były zakonnik. Profesor filozofii. Obecnie dość aktywny krytyk kościoła katolickiego. Z racji swojego zawodu, swojej drogi życiowej ma on i spore kontakty z różnymi środowiskami. Teraz, jak pisze, dotarły do niego słuchy, że w Watykanie prowadzi się prace, nad zmianą prawa do apostazji. Konkretnie chodzi o to by uniemożliwić katolikom opuszczenie kościoła do którego należą.

            Zawsze wiedziałem, że kk jest instytucją bardzo konserwatywną. Jakiekolwiek zmiany, jakikolwiek postęp odbywał się tam zawsze bardzo powoli. Jednak to nad czym się obecnie pracuje to przejaw całkowitego wstecznictwa.

            W dzisiejszych czasach nie da się już tak łatwo manipulować ludźmi. Ludzie są lepiej wykształceni. Mają większe kontakty ze światem. Są bardziej swobodni i niezależni. Swoim działaniem kler nie przysporzy sobie zwolenników, a przeciwników przybędzie. Nie da się bowiem ludzi trzymać w swoich sidłach na siłę.

            Tak się praktykuje w religii katolickiej, że aby zostać jej członkiem musimy być ochrzczeni. Chrztu dokonuje się natomiast (z pewnymi wyjątkami) w wieku niemowlęcym. Później jest jeszcze bierzmowanie, ale temu i tak podlegają ludzie młodzi, jeszcze najczęściej niedojrzali i niesamodzielni. Bierzmowanie ponadto samo w sobie jest tylko odnowieniem chrztu.

            Można pomyśleć sobie, że to jakaś plotka. Że to mało prawdopodobne, by tak właśnie w Watykanie chciano, zatrzymać przy sobie wiernych. Ale cos w tym może być. Coś z prawdy. Dlaczego tak sądzę? Otóż jak donosi Fronda cyt: Według oficjalnych statystyk episkopatu Niemiec w zeszłym roku na wystąpienie z Kościoła katolickiego zdecydowały się 181 193 osoby.

  

            Dużo to czy mało? Jak myślicie? Moim zdanie to masa. Zważywszy jeszcze na to, że liczba tych osób jest większa niż nowo ochrzczonych, możemy powiedzieć, że to znaczny odwrót od religii katolickiej.

            Nie dziwi więc fakt, że w Watykanie grzmi. Coś bowiem hierarchia powinna i robić. Czy jednak dobrą drogę wybrali. Nie. Raczej nie. Siłą bowiem nic człowiecze nie wskórasz. Nie tędy droga, panowie księża. Nie tędy.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Jacek Żakowski i jego Mniejsze zło.

sobota, 30 lipca 2011 10:34

 

            Wiecie co to jest prohibicja? Pamiętacie może czasy prohibicji? No, nie. Jasne, że nie chodzi mi o to, czy jesteście aż tak starzy. Wiadomo, rzecz w tym, czy orientujecie się o co w prohibicji wprowadzonej w USA chodziło.

            Jasne że wiecie. Mam przecież do czynienia z inteligentnymi ludźmi. Chodziło o walkę z alkoholem i alkoholizmem. Jakie skutki owa ustawa przyniosła też oczywiście wiecie. Wóda lała się strumieniami, choć pokątnie. Bimber był pędzony gdzie tylko się dało. Rosły gigantyczne fortuny przeróżnych mafiosów. Anarchia pleniła się na ulicach. A Państwo tylko ubożało.

            Tyle dało wprowadzanie prawa przeciwko potrzebom ludzkim.

            We współczesnym świecie. Tu i teraz i w naszym kochanym kraju również przecież. Wielu „mądrych” ludzi chce nam, społeczeństwu, wmówić, co jest dla nas dobre, a co złe. Tak jakbyśmy tego sami nie wiedzieli. Oni, mądrzejsi chcą nam zorganizować życie po swojemu. Zgodnie z własnymi przekonaniami i z własnym widzi mi się.

            Chcą zakazać narkotyków, chcą zakazać płatnego seksu, prawa do posiadania broni, aborcji czy czego tam jeszcze. No, oni wiedzą lepiej co dla nas dobre. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Jakie skutki przynoszą takie walki z tym co jest niedobre, z tym co jest złe dla społeczeństwa? Czy czasami nie jest to walka z przysłowiowymi wiatrakami?

            Jak świat światem, prostytucja była zawsze. Aborcja również. Przemoc, narkomania… to było, jest i będzie. Czy się to komuś podoba, czy nie. Tak jest stworzony ten świat i już. Rzecz w tym jednak, co ciekawe, by nie zwalczać tych złych zjawisk, ale by je okiełznać. By nad nimi zapanować i by spróbować w tak funkcjonującym świecie żyć.

            Może to trochę zagmatwane, to co napisałem. Może niezrozumiałe dla większości. Dotknąłem wszak tylko czubka góry lodowej tego tematu. A przecież pisatielem jestem żadnym. Zachęcam więc do zajrzenia TUTAJ. Jacek Żakowski, pisze o mniejszym złu. No właśnie, zwalczać zło, czy spróbować je tylko okiełznać.

            Polecam.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Pis Factor

piątek, 29 lipca 2011 11:37

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kobieta która pragnęła mężczyzny.

piątek, 29 lipca 2011 11:35

 

 

            Romans. Kto na nim traci, a kto zyskuje? Oczywiście zyskać mogą obie strony. Stracić, też. Ale zawsze chyba, dużo więcej ryzykuje ona. Ona może utracić stabilizację, dom, dzieci… On bez tych rzeczy jakoś sobie poradzi. Kiepsko, ale jakoś przetrwa. Ona uschnie w samotności, zdziwaczeje i zostanie odrzucona przez otoczenie. Jemu, więcej ujdzie, więcej się wybaczy. Jej na pewno mniej.

             K jest Dunką. Ma stabilizację domową i zawodową. Ma kochającego ją męża i córkę. I osiąga sukcesy zawodowe. Jest wziętym fotografem. Robi sesje zdjęciowe i jeździ po całym świecie. Ale coś ją prześladuje. To sen. Sen o mężczyźnie. Widzi go i coraz bardziej pragnie. Traf jednak chciał, że człowieka ze snów spotyka ona będąc w Paryżu. To młody i zdolny Polak – Maciek. K chodzi za nim, prześladuje i w końcu wdają się w drobny romans. Ich drogi się jednak rozchodzą, lecz na krótko. Maciek wrócił do Warszawy, a za nim pojechała K. W stolicy romans nabiera tempa i rozwija się. K pali za sobą mosty. Porzuca rodzinę i pracę. Maciek jednak stąpa twardo po ziemi. Romans romansem, ale on ma swoją rodzinę, o którą jest gotów walczyć. W końcu porzuca zrozpaczoną kobietę, która ociera się już o szaleństwo i gotowa jest posunąć się nawet do zbrodni.

            Film międzynarodowej produkcji „Kobieta która pragnęła mężczyzny”, ociera się o kino ambitne. Napisałem, że ociera się, bo faktycznie mogło by coś z tego być. Czegoś tu jednak brakuje. Nie potrafię tylko powiedzieć, czego. Historia ciekawa, choć powszechna, aktorsko przyzwoicie, choć nie rewelacyjnie. Nie podobała mi się pokazana tu Warszawa, nie podobała mi się aktorka Sonja Richter (nie mój typ urody), choć spełniła swoje zadanie nieźle. Widać w niej dramaturgię i szaleństwo zakochanej kobiety. Niby się wszystko poprawnie, a jednak… No właśnie. Jeśli macie ochotę, to zapraszam na film. Ale rewelacji nie obiecuję. I jeszcze jedno. Śmiałe sceny erotyczne o których czasami się mówi w kontekście tego filmu, to trochę przesada. Są sceny, fakt. Ale w dzisiejszych czasach trzeba trochę więcej by poruszyć widza.

 

            Na koniec poleciłbym Wam jeszcze rozmowę z Alicją Długołęcką. Rozmowę o tym właśnie filmie. Ale i o namiętności jaka może wyzwolić się w kobiecie do mężczyzny. Warto, czy nie warto wdawać się w coś takiego? Spróbowaliście już?

 

 

            Moja ocena filmu to… po większym namyśle daję 6/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Miłość w czasach zarazy.

czwartek, 28 lipca 2011 11:29

 

            Ostatnio postawiłem pytanie, jak bardzo mężczyzna może kochać kobietę? Teraz zapytam się, jak długo mężczyzna może kochać kobietę? Ktoś odpowie, całe życie. Fakt. Można i tak. Ale łatwiej, gdy ta miłość jest z wzajemnością. Gdy jednak jest bez wzajemności… to… to chyba też, czasami można, kochać przez całe życie.

             O takiej wielkiej miłości, bez wzajemności (ale tutaj trzeba by postawić duży znak zapytania, czy rzeczywiście bez wzajemności) opowiada film, który chciałbym Wam dzisiaj polecić. „Miłość w czasach zarazy” to ekranizacja jednej z najsławniejszych powieści XX wieku. Ponoć. Piszę ponoć, bo przyznaję się szczerze, że jak do tej pory to ja nie słyszałem o tej książce. Ale zakładam że tak jest jak to piszą niektórzy. Sławna powieść. Powieść o miłości poety Florentino Arizy do przepięknej i rozsądnej Ferminy Diazy. Florentino i Fermina poznają się, gdy są jeszcze nastolatkami. On pracuje na poczcie. Jest roznosicielem telegramów. Ona, jest córką handlarza mułów. Człowieka o dużych ambicjach. Jako że akcja filmu dzieje się pod koniec XIX wieku i to na terenach Ameryki Południowej, młodym wcale nie jest tak łatwo na relacje między nimi. To nie czas współczesny. Oni rzucają sobie jedynie zdawkowe spojrzenia, przesyłają sobie potajemnie liściki i wzdychają. A to do czasu, gdy ojciec Ferminy odkryje te uczucia. On jest im przeciwny. Ma co do pięknej córki inne plany. Chce ją dobrze wydać za mąż.

            Gdy nadarza się okazja i państwo Diaz poznają przystojnego i dobrze zapowiadającego się lekarza wiadomo już co będzie. Fermina zostanie jego żoną. I tak też się staje. Ona wychodzi za mąż za  pana Urbino, a nieszczęśliwie zakochanemu Florentino oświadcza, że go wcale nie kocha. Ten załamany odchodzi w samotność i takim pozostaje przez wiele lat. Można powiedzieć przez całe życie. Myślami jednak pozostając cały czas przy swojej ukochanej.

            I od tej pory, przez całą resztę filmu oglądamy to co dziej się z naszymi bohaterami. Ferminą i Florentino. Ich życie biegnie odmiennymi torami, ale ciągle ich losy gdzieś tam się przeplatają. I trwa to długo. Bardzo długo. Ponad pół wieku życia w oczekiwaniu, w tęsknocie w usychaniu za miłością. Z jego strony oczywiście, nie jej.

            W pierwszej chwili, z tego co napisałem i z tego co można by przypuszczać pewnie na podstawie dostępnych recenzji, mamy do czynienia ze zwykłym romansidłem. Ale powiem Wam, że nie zupełnie. Bo nasi bohaterowie, z drugiej strony patrząc nie są nieszczęśliwi w swoich życiach. Fermina wraz ze swoim mężem tworzą całkiem dobrana parę. Florentino, też jakoś poukładał sobie życie i stał się w końcu bardzo poważanym człowiekiem. Tylko ten czas. Czas który nie zagoił rany. Zabliźnił, ale nie zagoił.

            A na końcu… Tu, mój lekki uśmieszek. No, bo zakończenie jest jednak pozytywne. Takie mówiące o tym, że trzeba zawsze mieć nadzieję. Marzenia czasami się przecież spełniają. Nawet po tylu latach.

            Film „Miłość w czasach zarazy” polecam. Takie rzeczy się dobrze ogląda. I to zapewne we dwoje. Daje bowiem ludziom nadzieję, refleksje i odrobinę rozrywki. Ludzkie losy naprawdę różnie się plotą.

 

            Moja ocena filmu to: silne 7/10.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Pod prąd

wtorek, 26 lipca 2011 23:18

 

            Jak bardzo mężczyzna może kochać kobietę? Chyba bardzo. Może. Wiele by można na ten temat opowiadać. I z życia, i z filmu czy książki. Na pewno niejedno z Was podało by mi w tej chwili na to wiele przykładów. Ja jednak chciałbym Was zachęcić do zapoznania się z jeszcze czymś. Tm czymś jest film „Against the Current”. Polski tytuł „Pod prąd”. Tu mamy do czynienia z niecodzienną, niebywałą miłością.

             Paul Thompson i jego młoda małżonka tworzyli dobraną parę. Bardzo się kochali i oczekiwali przyjścia na świat ich dziecka. Ale zdarzył się wypadek. Kobieta zginęła, a wraz z nią i jej nienarodzone dziecko. Paula ta tragedia dotknęła strasznie. Nie widział sensu dalszego swojego życia. Postanowił popełnić samobójstwo. Ale wtedy właśnie, obok niego pojawił się (nie, nie kobieta, ani anioł) tylko jego przyjaciel Jeff. Jaff przekonywał go pewnie długo (tego nie oglądamy w filmie) by ten nie podejmował tego  kroku. Było trudno, bo nasz bohater był zdecydowany. Jednak udało się powziąć pewien kompromis. Umówili się, a raczej dali sobie czas pięciu lat na ochłonięcie. Na przemyślenie tego wszystkiego. Czas przecież goi rany.

            Film „Pod prąd” zaczyna się właściwie od tego, że Paul Thompson postanawia spełnić swoje marzenie. Zawsze chciał przepłynąć wzdłuż rzekę Hudson. Ale potrzebny mu jest do tego, ktoś kto będzie go asekurował w łódce. Namawia więc do wyprawy swego przyjaciela Jeffa i nowo poznaną dziewczynę Lizz We trójkę wyruszają w niecodzienną przygodę.

            Ten obraz, to typowe kino drogi. Choć drogi tu nie ma. Ani asfaltu, ani traktu, duktu czy czego tam jeszcze. Jest tylko woda. Rzeka. Spotkania z różnymi ludźmi. Ładne krajobrazy. Wspólne rozmowy naszych bohaterów i wspólnie przeżywane dni, które powodują większe zawiązywanie się więzi międzyludzkich.

            I wszystko było by piękne i ładne i bez większych emocji, gdyby nie to, że ta wyprawa odbywa się właśnie pięć lat po śmierci żony Paula. Gdy ten ukończy zaplanowaną wyprawę minie właśnie czas jaki dali sobie z przyjacielem na przemyślenie sprawy samobójstwa.

            Paul był, i w dalszym ciągu jest zdeterminowany w swoich postanowieniach. Czy jednak ta podróż zmieni jego nastawienie? Czy więzi jakie rodzą się między nim, a Lizz doprowadzą do zmiany decyzji? Jak zachowają się przyjaciele i co zrobią (jeśli w ogóle coś zrobią) by ratować jednego z nich? Tego wszystkiego oczywiście będziecie mogli się dowiedzieć oglądając do końca film.

            Ja Wam mogę jedynie powiedzieć, że warto się nad nim pochylić. Warto stracić trochę czasu na jego oglądanie. I warto też zastanowić się nad sensem życia i miłości.

 

            Prosty dramat o nie banalnym zakończeniu oceniam na mocne 7/10.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wszystko co kocham

niedziela, 24 lipca 2011 22:10

 

 

            Ktoś, kiedyś napisał „Kto mi dał skrzydła”. Nie mówcie mi ani kto, ani kiedy. Wiem w czym rzecz. Ale ja zadaję sobie czasami pytanie, kto mi odciął skrzydła. To takie moje żale związane z przeszłością. Smutek i żal. Ale cóż poradzić. Tak już jest i tak już będzie. Szaro w życiu. I nic się na to nie poradzi.

 

             Całkiem niedawno obejrzałem sobie film Jacka Borcucha „ Wszystko co kocham”. Film bardzo mi bliski, z racji tego, że opowiada o czasach, które jeszcze pamiętam. O czasach mojej młodości. O czasach stanu wojennego w Polsce. W tychże to latach, żyje i młody Janek. Syn oficera wojska polskiego. Mieszkają oni gdzieś na wybrzeżu. Janek jest młodym, pełnym pasji chłopakiem. Ma swoich kolegów, chodzi do szkoły, gra w zespole muzycznym i przeżywa swoje pierwsze fascynacje erotyczne. Ale jak już wspominałem, przyszło mu żyć w trudnych czasach przemian społecznych w kraju. „Solidarność” rośnie w siłę. Władza boi się o swoje miejsce w społeczeństwie. W kraju robi się coraz goręcej. Pojawiają się problemy w szkole i domu.

            Dobry film z niezłymi rolami Mateusza Kościukiewicza i Olgi Frycz. Z dobrze dobraną muzyką.

            Mi osobiście klimatem bardzo przypomniał polski obraz „Yesterday” z 1984 roku. Też młodzież szkolna. Też fascynacja muzyką. Bunt, pierwsze miłości i polityka w tle.

 

 

 

            Film polecam, a oceniam go na silne 7/10.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Burza długich włosów

niedziela, 24 lipca 2011 12:30
Treść wpisu jest przeznaczona dla osób pełnoletnich

pokaż treść wpisu


Podziel się
oceń
3
2

komentarze (7) | dodaj komentarz

Lykke Li

niedziela, 24 lipca 2011 12:21

 

            Tą piosenkę należy słuchać wraz z oprawą filmową. I to właśnie z tą oprawą. Z żadną inną. Posłuchajcie, obejrzyjcie, a przekonacie się, że miałem rację.

 

            Nie wiedziałem jak skopiować plik. Nie umiem i już. Ale wystarczy kliknąć TUTAJ, a obejrzycie go sobie. Naprawdę warto.Polecam



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Prof, Czapiński o naszym stosunku do życia

sobota, 23 lipca 2011 11:22

 

            Jesteś zadowolony (zadowolona) ze swojego życia? No właśnie. My Polacy, nauczyliśmy się marudzić. Narzekać. Ja, muszę się przyznać, że w narzekaniu też mam swój duży udział. Ale z drugiej strony, potrafię realnie spojrzeć na rzeczywistość i potrafię przyznać, że jednak wszystko w naszym kraju, w naszym życiu, idzie w dobrym kierunku. Na ogół. Bo można przecież znaleźć i takie przykłady, które będą pokazywały co innego.

            W każdym bądź razie, jeżeli spojrzymy na naszą sytuację życiową, czy to w kraju, czy też osobistą, to musimy przyznać, że na przestrzeni 10 – 20 lat, polepszyło nam się. Że mogło być jeszcze lepiej? A no mogło. Zawsze można powiedzieć, że mogłoby być lepiej. Cieszyć jednak należy się z postępu. Z kierunku w jakim to wszystko idzie. A idzie ku lepszemu.

            Prof. Janusz Czapiński w rozmowie z Jackiem Żakowskim przekonuje nas, że „Chce nam się żyć”. I ja zgadzam się z jego badaniami. Z jego wnioskami. Ogólnie mówiąc, jesteśmy coraz bardziej zadowoleni z życia. Zwłaszcza młodzi są bardziej zadowoleni. Im kto starszy, tym bardziej narzeka. Może z przyzwyczajenia.

            A tak nawiasem mówiąc. Czapiński twierdzi, że cyt: „W ciągu dwóch lat grupa osób poniżej 24 roku życia, które w ostatnim roku ani razu nie były w kościele, wzrosła z 31 do 35 proc.” Ciekawe, prawda?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Więcej o voo doo

sobota, 23 lipca 2011 10:56

 

 

            Z czym Wam się kojarzy voo doo? Najprawdopodobniej z rzucaniem klątw, z krwią, z laleczkami przebijanymi igłami, z zombi i tym podobnymi sprawami.

            A jeśli powiem Wam, że voo doo, to religia taka sama jak wiele innych, to co Wy na to? Że nie prawda pewnie. Tak? Bo jak to, taka sama? A no, taka sama, a przynajmniej bardzo zbliżona do wielu innych o jakich już kiedyś słyszeliście.

            Jeśli chcecie to sprawdzić. Jeśli chcecie czegoś dowiedzieć się o voo doo, to polecam artykuł „Jasna strona voodoo”. Myślę, że warto sobie poszerzyć horyzonty wiedzy.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Dziś rano

piątek, 22 lipca 2011 18:32

 

Dziś. Rano. Wcześnie rano, bo niewiele po czwartej. Właśnie się zbudziłem i próbuję pozbierać się jakoś do pracy. Wyciągam rękę w poszukiwaniu zegarka, telefonu komórkowego, czegoś jeszcze. Moja żony jakby w półśnie oczywiście, pyta się:

- Co szukasz?

Ja, otumaniony jeszcze i przecież porządnie zaspany, trochę rozdrażnionym głosem odpowiedziałem złośliwie, że szczęścia.

- Tu jestem. Odpowiedziała małżonka.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Nie czas na łzy

wtorek, 19 lipca 2011 18:43

 

Transseksualizm (z łac. transire → przechodzenie) – zaburzenie psychiczne, należące do zaburzeń identyfikacji płciowej, postać zespołu dezaprobaty płci, polegająca na pragnieniu życia i byciu akceptowanym jako osoba płci przeciwnej fizycznie.  Osoby o biologicznych cechach płci męskiej, ale poczuciu bycia płci żeńskiej oznaczamy M/K lub nazywamy transseksualistkami, natomiast osoby o biologicznych cechach płci żeńskiej, lecz czujące się mężczyzną oznaczamy K/M lub nazywamy transseksualistami.

 

            Tyle definicja. A życie? W życiu jest trochę trudniej. Takim ludziom oczywiście. A dlaczego? Bo jesteśmy ograniczeni. Prości. Nietolerancyjni. Przygłupi po trosze. Znam ludzi, którzy ni w ząb nie potrafią zrozumieć takiej przypadłości. Używam tu słowa „przypadłości” bo nie podoba mi się stwierdzenie, że jest to zaburzenie psychiczne. Bo tak naprawdę, czy jest to choroba ducha, czy ciała. Nie ta dusza, czy nie to ciało? Jak jest naprawdę?

            Powiem tak. Proponuję Wam, moi czytelnicy wzięcie udziału w pewnym eksperymencie. Bardzo prostym. Nie bójcie się. Nic się nie stanie. To tylko mała zabawa. Zróbcie tak. Usiądźcie sobie wygodnie w fotelu. Tym który najbardziej lubicie. Może być sofa, kanapa. Co kto woli. Już? Dobrze. Teraz zamknijcie oczy. No…, może jeszcze nie teraz. A za chwilę. Najpierw przeczytajcie to do końca. Więc, jeśli usiedliście już wygodnie i zamknęli oczy, to teraz należy się rozluźnić. Jak najbardziej. Nie czujemy rąk, nóg, nie czujemy w ogóle swojego ciała. Jest luz, błogość i spokój. A teraz zastanówcie się nad jedną rzeczą. Prostą rzeczą. I zadajcie sobie pytanie (na które odpowiadacie z zamkniętymi cały czas oczami), jakiej ja czuję się płci? Jaką mam płeć po prostu, według mojego odczucia.

            A teraz otwieramy oczy i sprawdzamy. Zgadza się? Całe szczęście. Ulga! Ale co by było, gdyby się nie zgadzało? Szok? Niedowierzanie?! Paniczny strach?! Tak pewnie muszą się czuć niektórzy ludzie. Jest ich z pewnością niewielu, co nie oznacza, że ich w ogóle nie ma. Ich problemy natomiast muszą być niebotycznie wielkie. I nie jest to zboczenie. Bo słowo „zboczenie” ma konotacje bardzo negatywną.

 

            Proponuję Wam teraz, byście obejrzeli sobie film „Nie czas na łzy”. Film z 1999 roku, w którym główną rolę zagrała Hilary Swank. Kapitalna rola. Kapitalne aktorstwo. I temat niecodzienny. Dziewczyna, która chciała by stać się chłopakiem. Ładny, wzruszający film o ludzkim nieszczęściu i ludziach „tych normalnych”, którzy nie potrafią tego zrozumieć, zaakceptować i którzy siłą wymuszają swoje widzenie świata. Tragicznie to się kończy, no ale cóż. Niepoprawne myślenie, zachowanie, zawsze było przez tłum odrzucane.

 

 

            Moja ocena filmu to: więcej niż 8/10. Może nawet 9/10. Obejrzyjcie koniecznie.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Sherlok

niedziela, 17 lipca 2011 9:10

 

 

           Sporothrix, zwrócił moją uwagę na pewien serial. Do seriali co prawda mam raczej negatywny stosunek. Rzadko cokolwiek z tej półki oglądam. Zajmują one bowiem za dużo czasu. A ponad to gdy są zbyt długie, mają zbyt wiele odcinków, to stają się w swojej treści bardzo wymuszone.

             Sporthrix jednak napisał interesująco, a w dodatku zajął się przygodami bohatera, którego darzę dużą sympatią, czyli Sherlocka Holmesa. „Sherlock” z 2010 roku, to trochę nietypowe spojrzenie na tą już kultową postać. Młodszy, niż wynikałoby to z książki. Mniej dystyngowany. No i żyje współcześnie. Cała reszta, oczywiście pomijając szczegóły, jest zgodna z pierwowzorem. Czyli nasz bohater, przy pomocy swojego wiernego towarzysza, doktora Watsona, rozwiązuje niewiarygodnie skomplikowane zagadki kryminalne. Londyn, dedukcja, spostrzegawczość… wszystko to pozostało, tak jak powinno pozostać u tegoż bohatera. Zabrakło mi jednak szczegółów. Nie zauważyłem bowiem ani czapeczki w kratę, ani nieodłącznej fajki, ani skrzypiec… No cóż. Szkoda. A może jeszcze będą. Bo mi, przyznam się szczerze, udało się obejrzeć zaledwie jeden odcinek. Ale i tak na jego podstawie wyrabiam sobie pozytywną opinię.

 

 

 

            Moja ocena to: Mocne 6/10, a może i więcej.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ojczym

sobota, 16 lipca 2011 22:05

 

 

            Od samego początku, wiemy że za chwilę zobaczymy coś zaskakującego. Taki nastrój w filmie jest zapoczątkowany. Już od pierwszej sekundy oglądania. Ten spokój, zapowiada szokującą scenkę. Najpierw widzimy mężczyznę. Przebywa on w łazience. Dokładnie się myje. Goli brodę. Zmienia soczewki. Później czysto odziany schodzi do holu na dół. Odstawia spakowane walizki, zaparza kawę, spożywa grzanki, wszystko to przy wtórze wigilijnych kolęd. I w tym momencie…

                    No właśnie. To co zobaczymy w tym momencie, świadczy i o tym co będzie dalej. „Ojczym” bowiem to typowy thriller. Taki najbardziej typowy z typowych, a więc i przewidywalny. Do tego, jest to jeszcze remake z 1987. Więc jeśli ktoś już wcześniej oglądał poprzednika, to wie wszystko co się za chwilę wydarzy.

            Czy warto więc oglądać tą nowa wersję? Otóż twierdzę że tak. Film bowiem trzyma się kupy. Napięcie jest odpowiednio dozowane. Aktorzy sprawują się może nie wybitnie, ale przyzwoicie. Mi szczególnie spodobał się Dylan Walsh jako psychopatyczny morderca. To jego spojrzenie, uśmiech pasują tutaj bardzo dobrze.

            Ogólnie więc mówiąc, film dobry na weekendowy czas. Na czas wakacji. Podczas jego oglądania można się trochę bać, choć nie za wiele. Można pooglądać trochę miłości młodych ludzi, choć tez nie za wiele. I można pooglądać morderstwa, choć tu krew też nie leje się strumieniami.

 

 

 

            Moja ocena filmu to: Na pewno więcej niż 6/10.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4960077
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12715
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3415 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl