Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Gdzie jest chusteczka?

wtorek, 31 lipca 2012 17:14

 

            Dla miłośników magii. Ale uwaga. Trzeba być dorosłym aby to oglądać. :)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Wielki dramat na Igrzyskach i uroczystość zakończenia Olimpiady.

wtorek, 31 lipca 2012 17:05

 

            Nie wiem jak Wy, ale ja Igrzyska Olimpijskie w Londynie oglądam z doskoku. Jak na razie jedynie na Radwańską patrzyłem mając zaplanowany na to czas i... i oczywiście ona przegrała. Mogłem nie patrzeć. Miała by większe szanse :).

 

            Wczoraj jednak, wieczorem, szykując się do kolacji miałem włączony telewizor i trafiłem na niebywałą sytuację. Nie wiem czy widzieliście może pojedynek Koreanki i Niemki w szpadzie. Cholera może to był floret, ale w każdym bądź razie coś takiego. Nie w tym jednak rzecz. Otóż ja zacząłem oglądać właściwie dopiero na samym końcu, ale co to była za końcówka... posłuchajcie jak nie znacie.

            Wyobraźcie sobie taką sytuację: Wynik pojedynku Koreanki i Niemki to 5:5 ze wskazaniem na Koreankę. Do końca pozostała 1 sekunda. Słownie jedna sekunda. Sędzina wydaje komendę do rozpoczęcia ataku, Niemka atakuje, Koreanka się broni iiiiii i następuje trafienie. Ale trafienia są tak naprawdę dwa. Zarówno jedna jak i druga zawodniczka trafiły obie jednocześnie. Sędzina spogląda na zegar, a ten pokazuje że do zakończenia pojedynku... pozostała 1 sekunda.

            Sędzina więc wznawia walkę. Niemka atakuje, Koreanka się broni iiii i następuje ponownie podwójne trafienie. Obie zawodniczki trafiły jednocześnie, więc żadna z nich nie otrzymuje punktu. Sędzina więc, jak ma to w swoim obowiązku spogląda znów na zegar, a ten mówi nam, że... że do końca pojedynku pozostała 1 sekunda.

            Sędzina więc po raz trzeci wznawia walkę i Wiecie co? No, spróbujcie zgadnąć co nastąpiło za trzecim razem? Szaleńczy atak Niemki i... I oczywiście znowu podwójne trafienie. A zegar? No cóż. Zegar robi swoje i pokazuje, że do zakończenia pojedynku pozostała 1 sekunda.

            Wszyscy się wkurzyli, a zwłaszcza trener Koreański. Biegał, krzyczał, coś gestykulował. Trzy razy wznawiana walka, trzy ataki i obrony, a zegar ani drgnął. Jak zaklęty. Sędzina jednak po raz czwarty nakazała kontynuowanie pojedynku. Tym razem Niemka trafiła pierwsza i zegar jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki pokazał 0 sekund. Równe 0 sekund.

            Kilkadziesiąt minut obradowała komisja sędziowska widząc na własne oczy, że przecież coś musiało być nie tak. Najprawdopodobniej osoba puszczająca zegar w ruch robiła to zbyt wolno. W końcu uznano błąd sędziego, ale zwycięstwo przyznano Niemce. Żal mi się zrobiło tej Azjatki. Żadnej do niej sympatii nie czułem, ale tak po ludzku, szkoda mi dziewczyny, bo nie zasłużyła sobie na ta przegraną.

 

 

            A tak nawiasem mówiąc, oglądaliście może imprezę z uroczystości zakończenia Olimpiady w Londynie 2012? Ja spóźniłem się dosyć sporo, ale udało mi się jeszcze zobaczyć Jasia Fasolę. Był jak zwykle w świetnej formie :)



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Wojewódzki się tłumaczy.

poniedziałek, 30 lipca 2012 18:11

 

            Jakiś czas temu, Kuba Wojewódzki razem z Michałem Figurskim, prowadząc swoją audycję Poranny WF w radiu ESKA Rock SA, zachowali się niegodnie wypowiadając poniżające słowa skierowane do kobiet pochodzenia ukraińskiego, pracujących w Polsce. O  wydarzeniu które miało miejsce szczegółowo nie będę pisał, bowiem wszyscy zainteresowani wiedzą dobrze o co chodzi.

            Z tego co wiem, obaj panowie zostali z pracy w tym radiu zwolnieni. Czy słusznie? Mam pewne wątpliwości.

            Właśnie z powodów tych wątpliwości na temat tego tak głośnego wydarzenia medialnego, ja się nie wypowiadałem. Zawsze bowiem twierdziłem, że Wojewódzki jest człowiekiem bardzo inteligentnym. Trochę może niezrównoważonym emocjonalnie, ale jego myślenie, jego poczucie humoru, jego rozumowanie świata w dużym stopniu mi odpowiada.

            Uważam, że jego audycje powinny być przeznaczone dla widzów (słuchaczy) pełnoletnich i tylko w tym dopatruję się błędów nadawców i odbiorców jego programów. Mówię o Wojewódzkim, bo o Figurskim niewiele wiem. Wojewódzkiego obserwuję od ładnych kilku lat i zawsze doszukuję się drugiego dna w tym co mówi i w tym jak prowadzi swoje audycje. Najbardziej lubię go gdy wypowiada się do mediów, a nie wtedy gdy to on jest gospodarzem. Jako gość zawsze wypada lepiej niż jako prowadzący.

 

            Na początku lipca w tygodniku "Polityka" Jacek Żakowski zdecydował się porozmawiać z Kubą Wojewódzkim o  jego niefortunnej audycji. Czy Kuba przekonał mnie do swoich racji? Nie do końca. Otóż Wojewódzki broniąc się przed stawianymi mu zarzutami próbuje pokazać nam owe drugie dno jakie niby się miało wypływać z jego wypowiedzi. Ja jednak mam wrażenie, że on teraz dobudowuje ideologię do zaistniałej sytuacji. Wypowiedzi o Ukrainkach bowiem, moim oczywiście skromnym zdaniem, były zbyt żywiołowe. One nie były przygotowane wcześniej i wcześniej przemyślane. Chlapnęli panowie porządnie i jak to się mówi w slangu młodzieżowym, przegięli pałę.

 

            Niemniej Wojewódzki inteligentnym gościem jest i szkoda by go było, gdyby na zawsze miał zniknąć z naszych ekranów.

 

            Z rozmową możecie zapoznać się TUTAJ.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Jest pocieszenie.

sobota, 28 lipca 2012 16:44

 

            Mają go! Podobno mają sprawcę mojego nieszczęścia. Telefonowali do mnie do pracy. Policja oczywiście. Ponoć pewna kobieta, z sąsiedniej gminy, użyczyła swój samochód pewnemu znajomemu. Gdy na drugi dzień zobaczyła co się stało z jej pojazdem, od razu skontaktowała się z policją. Kobieta wystraszyła się, bo przecież samochód mógł być narzędziem czyjejś śmierci. Mógł brać udział w wypadku, którego skutkiem są ofiary śmiertelne. Bojąc się więc odpowiedzialności o wszystkim opowiedziała od razu

            Kierowca podobno był wypity, ale to już nie moja sprawa. Dzięki temu, że znalazł się pojazd będzie i polisa, z której będzie można ściągnąć odszkodowanie. Pewnie nieprędko to nastąpi, ale chociaż to dobre.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Katastrofa.

czwartek, 26 lipca 2012 11:20

 

            Ktoś mi w nocy rozwalił samochód. Cały tył. Klapa, zderzak... szkoda gadać. Przyjechała policja. Spisali protokół i na tym zakończyła się ich robota, a zaczęła moja. No i oczywiście muszę się teraz trzymać za portfel.

            Płakać mi się chce!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

            Nic więcej nie piszę. Mam  dziś dość.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Jesteśmy zbyt czyści.

środa, 25 lipca 2012 9:15

 

            Chciałbym się Was o coś zapytać. Czy... czy się myjecie? Tak, tak. Nie przesłyszeliście się. Pytam się, czy się myjecie? Tak wodą, z mydłem, płynami, szamponami, żelami i innymi takimi wynalazkami? To nie żart. Pytam się na serio.

            Moja żonka, jak sama mówi, uwielbia kosmetyki. Takie pachnidełka. Bez przesady oczywiście, mnie uwielbia bardziej, ale jak wejdzie do łazienki to może tam siedzieć godzinami.

            Ja, nie powiem, jestem dość higieniczny. Nie wyobrażam sobie na przykład przyjścia z pracy i nie wzięcia prysznica. Dopiero po prysznicu, mówię, jestem po pracy. Wszystko co jest przed, to jeszcze należy do czasu pracy.

 

            Ale dlaczego Was, o ten temat zagadnąłem? Otóż jak ze wszystkim to i z higieną przecież też nie należy przesadzać. Pamiętacie może takie powiedzenie, że "częste mycie skraca życie". A myślicie może, że to żart? Otóż stwierdzam stanowczo, że nie.

            Mojej żonce mówię czasami żeby dała już spokój. Że wystarczy itd. A ona jeszcze raz, myk do łazienki i woda i mydełko i kremik... A to niezdrowo.

            Od dawna mówiłem jej, że trochę brudu też się przyda. Organizm sam musi umieć walczyć ze szkodliwymi drobnoustrojami, a przesadna higiena zwłaszcza u dzieci prowadzi do różnego rodzaju alergii. Ale to jest tak, że ja sobie mogę mówić, a każdy swoje wie. Jednak gdy odzywają się autorytety, gdy odzywają się fachowcy i do tego mówią w sposób ciekawy i z humorem to warto posłuchać.

 

            O myciu się, o higienie, o suszarkach do rąk, o kichaniu, a nawet o chusteczkach do nosa z Olgą Woźniak autorka książki "Brud" rozmawia Karolina Głowacka.  Dużo możecie dowiedzieć się też o historii higieny. Naprawdę ciekawe sprawy. Posłuchajcie sobie więc, jeśli Was zachęciłem oczywiście, audycji radiowej zatytułowanej  "Jesteśmy zbyt czyści". Zapodałem to mojej pani, a słuchała tego z dużym zaangażowaniem i z uśmiechem na ustach. A tak nawiasem mówiąc, z audycji możecie się dowiedzieć na przykład ile to chusteczek do nosa posiadał król Henryk IV. Były one drogie i nawet król nie na wiele mógł sobie pozwolić. Ciekawe.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ot, trzpiotka!

wtorek, 24 lipca 2012 23:11

 

 


Podziel się
oceń
23
7

komentarze (9) | dodaj komentarz

O Szczękach, o Holmesie, o agresji i o kilku jeszcze innych rzeczach.

poniedziałek, 23 lipca 2012 10:21

 

            W ostatnich dniach, cały świat żyje wydarzeniem jakie miało miejsce w Colorado w USA. Pewien młody człowiek, wtargnął do kina, gdzie akurat odbywała się premiera filmu o Batmanie i zaczął strzelać do przypadkowych widzów. Wielu zabił, a jeszcze więcej ranił. Gdyby nie zaciął mu się karabin półautomatyczny, to ofiar z pewnością było by dużo więcej. To wszyscy wiemy.

            Mnie jednak ciekawi, co doprowadziło do tego, że ten młody człowiek, co ciekawe, bardzo zdolny, inteligentny i lubiany przez otoczenie człowiek, dopuścił się tak szaleńczego czynu. Student... jeśli dobrze pamiętam biotechnologii. Prymus. Obecnie zaczynał robić doktorat. Miły, uśmiechnięty, z kumplami chodzący na piwo, a tu taka odchyłka psychiczna. Bo z psychiką musi to mieć coś do czynienia. Trzeba mieć jakieś naprawdę wielkie odbicia psychiczne by tak postępować.

            I nie mógł być to czyn podyktowany impulsem. On musiał się do tego co zrobił, dobrze i długo przygotowywać. Musiał gromadzić broń. Gromadzić środki wybuchowe. Musiał nauczyć się tym wszystkim posługiwać i przede wszystkim musiała w nim narastać chęć dokonania tego tak drastycznego czynu. Wiedział on bowiem co robi. Z pewnością był świadom skutków swojego postępowania.

 

 

            Każdy z nas ma jakieś odbicia. Każdy ma jakiegoś bzika. Moja żona też. Lubi ona bowiem... oglądać "Szczęki". Chodzi o ten film o rekinach ludojadach. Żona ogląda go zawsze i ogląda wszystkie części. Robiła to już niewiadomo ile razy, ale zawsze gdy leci to w telewizji zasiada przed ekranem i nie pozwala przełączyć na jakikolwiek inną stację. Właściwie zna to już chyba na pamięć, ale oglądanie "Szczęk" musi być. Mówiłem jej, że mogę to przecież nagrać i będzie mogła to sobie oglądać kiedy będzie chciała, ale ona mówi, że to coś innego i tak nie chce.  Dziś będzie IV część i też będzie oglądać. Ja zastanawiam się, ileż można, ale z tego co widzę, to można wiele. A za rok, pewnie znowu będą "Szczęki".

 

            Gdy w 1975 roku Spielberg wyreżyserował pierwszą część cyklu o rekinie  to dokonał on czegoś przełomowego. Moja mam, która była wtedy w kinie na tym filmie, mówiła, że ludzie wychodzili w trakcie oglądania. Tak film przerażał. Ponoć nawet niektórzy widzowie dostawali torsji i wymiotowywali. Film był oczywiście dozwolony od lat 18 i takiemu dzieciakowi jakim byłem ja wtedy nikt by nie pozwolił na jego oglądanie. Ilość krwi, przemocy, dramatyzmu jaka biła z ekranu mogłaby przecież małolatowi zaszkodzić.

            Gdy w piątek opowiadałem mojej znajomej z pracy o "Szczękach" i o żonie wciąż oglądającej ten film, ona raptem powiedziała mi, że jej wnusiu też bardzo lubi to oglądać. O rekinach. A ja gdy to usłyszałem zrobiłem wielkie oczy, bo chłopiec ma zaledwie kilka lat i nawet do szkoły jeszcze nie chodzi. Takie filmy...? Pomyślałem sobie. Do czego to może doprowadzić?

 

            Ktoś powie - Drobiazg. Ja jednak myślę inaczej. Przemoc, gwałt, agresja... wszystko to wypływające z ekranu, a trafiające na podatny grunt młodego jeszcze nie ukształtowanego psychicznie dziecka, może w jego mózgu dokonać nieodwracalnych zmian. Może doprowadzić do fascynacji przemocą. Może doprowadzić do nieumiejętności odróżniania dobra i zła.

            Ktoś kiedyś powiedział mi, że dzieci bardzo dobrze odróżniają prawdę od fikcji. Ale czy wszystkie? I czy zawsze? To, że Holmes strzelał do widzów w kinie, przebrany za Dżokera nie jest przecież przypadkiem. On czuł się Dżokerem. A skąd to jego odczuwanie się wzięło jak nie z filmu i z nieumiejętności rozgraniczenia prawdy od fikcji? Fascynacja złem. Utożsamianie się z nim. To musi się brać i z oglądania takich rzeczy na ekranie.

            Nie jestem przeciwnikiem pokazywania agresji w filmie. Sam bardzo lubię takie rzeczy oglądać. Jednak moja mama zawsze zadaje pewne pytanie. Otóż zastanawia się ona nad tym, w jakim celu ta rzecz została zrobiona? No właśnie? W jakim celu i dla kogo?

            W dzisiejszych czasach prawie nikt nie zwraca uwagi na ostrzegawcze napisy, że ta gra jest dla dorosłych. Że ten film nie powinni oglądać ludzie poniżej 18 roku życia. Dzisiaj wszystko jest dla wszystkich. Seks, przemoc, alkohol... Czy tak powinno być? Stanowczo uważam, że nie. Stanowczo uważam, że to rodzice powinni stanowić taką zaporę ogniową która nie dopuszcza do dziecka pewnych informacji, pewnych zachowań, czy też obrazów.

 

            Gdy sobie obejrzycie poniższy filmik, to też zadajcie sobie te pytania. Zapytajcie się sami siebie, po jakiego czorta ktoś kręci takie rzeczy (nawiasem mówiąc jest to całkiem niezłe). Dla kogo to jest przeznaczone i do ilu lat byście zrobili ograniczenie w oglądaniu, jeśli by to od Was zależało?

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Honor wojownika.

niedziela, 22 lipca 2012 8:42

 

            Mimo, że mam już swoje lata i nie jedno już widziałem, czy też słyszałem to wciąż twierdzę, że nie mogę znaleźć swojego miejsca na Ziemi. Z pewnego punktu widzenia można powiedzieć, że czego ja chcę. Że przecież mam swój dom, mam rodzinę, mam pracę. Że może to co mam, to nic nadzwyczajnego, ale przecież mam spokój, mam dwie ręce, mam rozum, jestem samowystarczalny.

            Cóż jednak ja poradzę, że mi wciąż mało. Że wciąż chciałbym coś innego. Że wciąż mi się coś nie podoba. Że chciałbym kosztować innych doznań i wrażeń. Ktoś rozsądny powie - ciesz się z tego co masz. Nie kuś losu. I będzie miał rację. Ale taka trochę ze mnie niespełniona dusza. Zawsze chciałbym coś innego i wciąż jestem niezadowolony z tego co akurat mam.

 

 

            Yang to mistrz miecza. Wojownik którego jedynym celem w życiu jest walka, a najważniejszym zadaniem do wykonania jest wymordowanie wszystkich członków wrogiego klanu. Właśnie pokonał on wszystkich wrogich strażników, właśnie zabił przywódcę klanu, teraz zostało mu do wykonania ostatnie śmiertelne cięcie na ostatniej żyjącej istocie pochodzącej od wroga. Na dziewczynce. Na niemowlęciu. Uśmiech niczego nieświadomego dziecka jednak zmiękczył serce Yanga i ten zabrał je ze sobą ściągając na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo swoich pobratymców.

 

            Jeśli ktoś lubi filmy walki. Filmy w których azjatyccy wojownicy doskonale posługują się mieczem. A do tego dysponują niewiarygodnymi wręcz umiejętnościami z lataniem w powietrzu włącznie, to film "Honor wojownika" z pewnością im się spodoba. Piękna choć prosta historia, miłość, zemsta, okrucieństwo, trup ścielący się jak łany zbóż na polu, a do tego całkiem przystojni i budzący sympatię główni bohaterowie. Wszystko tam jest, co powinno być w tego typu produkcji. Do tego dobre zdjęcia, dobry montaż i scenografia.

            I choć film jest prosty w odbiorze, taki trochę odmóżdżacz to myślę, że na niedzielę to można go sobie spokojnie obejrzeć.

            A Yang?... No cóż. Już myślał człowiek, że znalazł swoje miejsce. Już miał nadzieję, że się ustatkuje. A tu nic. Jego walka będzie trwała do końca. Takie widać jego przeznaczenie. I choćby nie wiem jak się starał na zawsze pozostanie tym kim jest.

 


 

            Moja ocena filmu to 6+/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Słodkich snów.

sobota, 21 lipca 2012 11:55

 

            Mam taką zasadę. Jeżeli ktoś przychodzi do mojego domu, jest moim gościem, zasiada do mojego stołu, to wszystko co akurat znajduje się na stole należy też do niego. Myślę o pożywieniu, nie o zastawie oczywiście. Jeżeli na półce stoją jakieś książki, pod telewizorem leżą gazety, to ten gość w każdej chwili może podejść i to obejrzeć, przekartkować, zainteresować się tym. Otwarte drzwi do drugiego pokoju (nie mam drzwi - to taka mała ciekawostka), czy do kuchni zapraszają do tego by tam zajrzeć. Do łazienki (no, tutaj wyjątkowo drzwi są akurat) każdy w każdej chwili bez pytania może wejść. Lubię gdy osoba mnie odwiedzająca czuje się swobodnie..

            Ale też są ograniczenia, żeby nie było za pięknie. W łazience nie używa się naszych kosmetyków. To są osobiste rzeczy. Nie zagląda się też do szafek. Nigdzie nie wolno tego robić. Szafki, szuflady, to wszystko co jest zamknięte przed oczami ma być i zamknięte na głucho dla gości. Zawartość tych miejsc nie stanowi niczego nadzwyczajnego, ale daje nam, domownikom, odrobinę prywatności i wara obcym od tego.

 

            Nie wyobrażam sobie, że ktoś obcy przebywa w moim mieszkaniu pod moją (naszą) nieobecność. Nie wyobrażam sobie, że ktoś zagląda do mojej szuflady, czyta moje notatki. Brrr. To coś strasznego. Zawsze byłem osobą bardzo ceniącą sobie prywatność. Rzeczy osobiste. Może raz w życiu zdarzyło mi się założenie nie swojego swetra. Nie wyobrażam sobie założenie cudzej koszuli czy też spodni. W sumie, jestem dość zamkniętym w sobie facetem. :)

 

 

            Clara to młoda kobieta mieszkająca samotnie w kamienicy. Clara ma szczęście. Nie dość że ma duże piękne mieszkanie, to jeszcze może czuć się bezpiecznie, mimo tego, że mieszka samotnie. Na dole, przy wejściu bowiem, porządku pilnuje dozorca Cezar. Dozorcę wielu ludzi mija bez słowa, Clara jednak jest zawsze dla niego miła. Zawsze się uśmiechnie, coś powie, bo w sumie to bardzo przyjemna dziewczyna. Pełna radości i chęci życia. A i dozorca jest usłużny. Zawsze się ukłoni, pocieszy dobrym słowem, powrzuca listy do skrzynki, a w razie czego jest gotowy dokonać drobnych remontów, czy też przypilnować psy lokatorowi. I wszystko wydaje się że jest och i ach, tylko że Cezar nie widzi sensu swojego życia. Szuka go więc i znajduje. Jego celem życiowym staje się... zdjęcie tego uśmiechu z twarzy Clary. Cezar jest tak naprawdę zamkniętym w sobie facetem. Jest tchórzem, więc nie występuje z otwartą przyłbicą. On nie występuje za dnia i twarzą w twarz. Jest przeciwieństwem otwartej na świat Clary i wie, że taki facet jak on nie miałby żadnych szans u takiej dziewczyny. On więc, mając do dyspozycji klucze do mieszkań lokatorów zakrada się do Clary, a gdy ta zaśnie, odurza ją... chyba eterem i kładzie się do jej łóżka. On działa powoli, ale planowo, a plan ma okrutny. Strzeżmy się takich dozorców, a tak nawiasem mówiąc dodatkowe klucze do mojego mieszkania ma tylko moja mama. To tak na wszelki wypadek.

 

            Hiszpański film "Słodkich snów" to całkiem niezły thriller (a może raczej dramat - tu trzeba się zastanowić). Ogląda to się nieźle, choć film ma pewne, wydaje mi się niedociągnięcia. Nie wyobrażam sobie bowiem, że człowiek nie jest w stanie zauważyć obecności kogoś obcego u siebie w domu. Cezar bowiem, wręcz gości się jak u siebie w domu, podczas gdy Clara jeszcze śpi. Jak długo można przebywać pod czyimś łóżkiem niezauważonym? Nie wiem jakie daje skutki uboczne stosowanie eteru, Clara z dnia na dzień czuje się coraz gorzej i dziwnym jest że nie nabiera podejrzeń. A świadek? Świadek który wie o wyczynach dozorcy i go szantażuje, czy to nie jest powód do zaprzestania swoich czynów, lub do  zrobienia czegoś z tym?

            Zamknięcie właściwie całego filmu do terenu kamienicy, to zabieg zastosowany przez tegoż reżysera już wcześniej. Twórcą filmu jest bowiem ten sam człowiek co  nakręcił sławny "Rec". Jest to więc pewna rekomendacja obrazu. A i główni aktorzy spisali się całkiem nieźle. Wesołą i pełną życia kobietę bardzo przekonywująco odegrała Marta Etura, a Cezara popularny hiszpański aktor Luis Tosar.

 

 


            Film może nie nadzwyczajny, ale blisko 7/10 mogę mu śmiało dać.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

À propos, kolorowejszmiry.

czwartek, 19 lipca 2012 20:49

 

            Nie wiem jakim samochodem jeździ kolorowaszmira, ale w chwili obecnej żałuję, że nie mam srebrnej Corvetty. Ja mam dziesięcioletnie Clio. To mało aby zaszpanować, ale trudno. Życie jest jakie jest.

 

            A wpis dziś będzie krótki. Bo... bo zmęczenie jest tak duże, że nawet nie chce mi się myśleć. I będzie to złodziejski wpis, bo jedyna rzeczą do jakiej obejrzenia dziś zachęcę będzie skradziony klip muzyczno - taneczny.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Faza Delta

wtorek, 17 lipca 2012 18:48

 

            To, że przyjaciół należy sobie dobierać z rozwagą, ogólnie wiadomo. Ale, że o prawdziwych przyjaciół naprawdę trudno, to dobieramy sobie często takich, jacy się akurat nawiną pod rękę. Ja, w tych sprawach jestem bardzo wymagający i pewnie mimo tego, że znam dość wiele osób, przyjaciół raczej nie mam. Mam kilku bliższych kolegów i to wszystko.

            Nie wiem co jest tego przyczyną. Pewnie mój trudny charakter. A pewnie i to, że jestem dość zasadniczy. Jestem uparty. Trudno mnie przekonać do swojego zdania. Otaczającą mnie rzeczywistość pojmuję po swojemu, chodzę swoimi drogami, a jak ktoś mi się nie spodoba, to nie ma zmiłuj. Jest przegranym dla mnie na całej linii.

            A takich jest sporo, choćby z tego względu, że nie lubię w ludziach chamstwa i prostactwa, a tego w otaczającym mnie świecie, jest coraz więcej,

 

 

            Jeżeli byście się zdecydowali na obejrzenie spektaklu teatralnego pt. "Faza Delta", to przestrzegam. Słownictwo tam używane jest dosłownie z rynsztoka. Teatr przeznaczony jest dla wyrobionego widza, bowiem trzeba umieć przejść obok tego faktu ze zrozumieniem. Trzeba zrozumieć, że mamy jednak do czynienia ze sztuką, mimo tego co tak bardzo rani nasze uszy. Przynajmniej, moje uszy.

 

            Trójka przyjaciół: Misiek, Mastodont i Liszaj umawiają się na wspólne oglądanie meczu. Przy browarku oczywiście, bo jakże by mogło być inaczej. Później cale to towarzystwo przenosi się do pobliskiego baru. Tu oprócz niskoprocentowego alkoholu pojawiają się jeszcze dopalacze i wtedy to następuje faza delta.  Chłopaki niewiele pamiętają z wydarzeń następujących po sobie, a przynajmniej tak twierdzą, w każdym bądź razie, gdy na drugi dzień wkracza do ich mieszkań policja, okazuje się że po ich imprezowaniu pozostały dwa trupy.

            Nie będę szczegółowiej opisywał treści teatru. Kto chce, może go sobie obejrzeć TUTAJ, ale ponownie ostrzegam przed słownictwem tam występującym.

            I jeszcze jedno. Wolę nie mieć żadnych przyjaciół, żadnych kolegów, żadnych znajomych niż mieć takich, jakimi są główni bohaterowie spektaklu.

            I znowu powiem, powtarzając się, że lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wszechświat według Stephena Hawkinga

poniedziałek, 16 lipca 2012 17:46

 

            Niewiele jest autorytetów we współczesnym świecie, które by do mnie przemawiały. Niewielu ludzi w ogóle słucham, a tych których słucham, bez kwestionowania ich słów, jest pewnie nie więcej niż kilku. Jednym z takich ludzi jest Stephen Hawking.

            Kim on jest? To taki brytyjski astrofizyk. To taki facet, który zajmuje się kosmosem. Ciekawostką jest to, że ten naukowiec w pewnym momencie swojego życia zachorował na stwardnienie zanikowe boczne, co doprowadziło do tego, że w tej chwili funkcjonują u niego prawidłowo jedynie oczy i mózg. On już nawet nie mówi. A ze światem porozumiewa się za pomocą najbardziej zaawansowanych technologii. Zajmuje się przede wszystkim czarnymi dziurami i grawitacją.

            Dla humanisty, to czym się zajmuje Hawking, może wydawać się niepojętym, ale ten naukowiec postanowił przybliżyć swoją dziedzinę nauki, wszystkim.  Stał się więc współautorem dokumentalnego serialu "Wszechświat według Stephena Hawkinga"

            W tym to filmie Hawking tłumaczy z początku czym jest czas. Jak on płynie. Skąd się wziął itd. Mówi o podróżowaniu w czasie. Czy jest to możliwe? Według niego oczywiście - tak. Później opowiada o tym skąd się wziął świat. Jak powstała materia, jak materia się łączyła w wyniku czego powstawały gwiazdy i planety.

            Wiecie na przykład skąd się wzięło złoto? To proste. Ze Słońca. Oczywiście dokładniej wytłumaczy Wam to sam prelegent w filmie, ale o to już musicie się sami postarać.

             W sposób bardzo przejrzysty tłumaczy teorię wielkiego wybuchu, przedstawia historie powstania naszego układu słonecznego, od prapoczątków aż do czasów gdy ten układ przestanie istnieć. Proponuje receptę na dalsze życie człowieka po tym jak Ziemi już nie będzie. Twierdzi że musimy wyruszyć na podbój kosmosu, co ponoc wcale nie jest niemozliwe

            W końcu Hawking próbuje opisać jak może wyglądać życie na innych planetach. Życie obcych nam istot. Takich których wyglądu nie sposób wręcz sobie wyobrazić.  

 

            Zaletą filmu jest to, że trudne tematy przedstawia on nam w sposób bardzo przystępny. Jego spojrzenie na te tematy jest bardzo racjonalne i przejrzyste. Całość zrobiona jest w sposób wręcz zapierający dech w piersi A żałować można jedynie tego że tak nie nauczano w szkołach za moich czasów. Oj szkoda!

            Serial swego czasu nadawany był w Discowery Science.

 

Moja ocena filmu to silne: 9/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Odrobinę szczęścia w miłości

sobota, 14 lipca 2012 17:53

 

            Rano, jak zwykle w sobotę, pojechałem na targ na zakupy. Jak zwykle też wracając do samochody kupiłem jeszcze trzy małe różyczki dla żony. Zawsze tak robię w sobotę. Nie kupuję wielkich róż. Ani pięknych, ani drogich... Takie są przeznaczone na szczególne okazje. Na zwykły dzień mogą być drobne kwiatki.

            Jest lato. Mamy sezon. Wydatek więc nie duży, a zawsze coś świerzego, coś żywego w domu kwitnie.

            Kwiatki kupuję zawsze w tym samym miejscu. U przydrożnej kwiaciarki. U młodej może siedemnastoletniej skromnej kruczowłosej dziewczyny. Oczy lekko spuszczone, delikatny uśmiech. Zawsze dygnie. Gdy jej daje pieniądze, mówi - dziękuję. Dlatego też jestem jej wiernym klientem.

 

            Nie wiem dlaczego, ale dzisiaj odchodząc przypomniałem sobie pewna dawna polską piosenkę. W samochodzie sobie ja nuciłem. Teraz cały czas chodzi ona za mną, a że znam prawie cały jej tekst, śpiewam ja też sobie pod nosem.

           

            Prawdziwe przeboje jednak nie starzeją się.

 

 

Piosenka pochodzi z filmu "Co mój mąż robi w nocy". Filmu z 1934 roku, a była ona wtedy wykonywana przez Tolę Mankiewiczównę.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Mały test. Co?

piątek, 13 lipca 2012 9:42

 

            Ciekawe, w którym momencie zorientujecie się, z jakiego filmu pochodzi ten tekst. :):)

 

– Ja to proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem. Śniadanie jadam na kolację. Tylko wstaję i wychodzę.
– No i ubierasz się pan.
– W płaszcz jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu? Do PKS mam pięć kilometry. O czwartej za piętnaście jest PKS.
– I zdąża pan?
– Nie, ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i się nie zatrzymuje. Przystanek idę do mleczarni. To jest godzinka. Potem szybko wiozą mnie do Szymanowa. Mleko, wiesz pan, ma najszybszy transport, inaczej się zsiada. W Szymanowie wysiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w elektryczny do Stadionu, a potem to już mam z górki, bo tak: w 119, przesiadka w 13, przesiadka w 345 i jestem w domu, to znaczy w robocie. I jest za piętnaście siódma! To jeszcze mam kwadrans. To sobie obiad jem w bufecie, to po fajrancie już nie muszę zostawać, żeby jeść, tylko prosto do domu. I góra 22.50 jestem z powrotem. Golę się. Jem śniadanie i idę spać.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 253  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127253
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl