Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 029 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Cejrowski o ekskomunikowaniu prezydenta

niedziela, 30 sierpnia 2009 11:47

             Wojciech Cejrowski stwierdził: - Prezydent Lech Kaczyński nałożył na siebie ekskomunikę.  Lech Kaczyński miał bowiem powiedzieć, iż w pewnych sytuacjach dopuszcza aborcję.

            I przykro jest mi niezmiernie, ale tym razem muszę zgodzić się z Cejrowskim. Ekskomuniką, a co za tym idzie i wykluczeniem z Kościoła Katolickiego powinien być objęty nie tylko nasz prezydent, ale i każdy kto ma takie samo zdanie. Trzeba być konsekwentnym. Bo przecież, albo się jest członkiem danej społeczności i przestrzega się zasad tam obowiązujących, albo się do tej społeczności (grupy ludzi) nie należy. Trzeba by więc wykluczyć z grona KK również tych wszystkich co dopuszczają aborcję, a tym bardziej tych co w niej brali udział.

            Idąc dalej tym tokiem myślenia wszyscy którzy mają cokolwiek do czynienia z eutanazją też powinni być wykluczeni z grupy. No a mordercy to chyba tym bardziej. No i ich zleceniodawcy oczywiście też. Wykluczyłbym od razu homoseksualistów, tak bardzo znienawidzonych przez pana Cejrowskiego (no, tu pewnie to wielu księży byłoby również wykluczonych) no i pedofilii natychmiastowo. Tych którzy z uporem używają różnych środków antykoncepcyjnych, a tym bardziej nie uznawanej w żadnym wypadku przez kler prezerwatywy obowiązkowo Złodziei, cudzołożników, uporczywych kłamców, oszustów...

            No trudno chyba kogoś nazwać katolikiem, jeżeli na przykład nie wierzy we wniebowzięcie Marii, matki Jezusa. Albo nie wierzy w to że ksiądz przemienia opłatek w prawdziwe ciało Chrystusa, a później go zjada. Lub w to że Jezus zmartwychwstał  i jest Bogiem jedynym. Obok swego Boga Ojca, który też jest jedynym. Nie może być katolikiem ten, co nie wierzy w świętych obcowanie, albo w to, że papież jest nieomylny w sprawach wiary. A jak ktoś nie wierzy w istnienie piekła, albo czyśćca to z pewnością również nie jest katolikiem bo to przecież kłóci się z samą wiarą.

            Kto by nam pozostał... Może kilku księży, pewnie tych starszych. Może Cejrowski, chociaż tu miałbym duże wątpliwości. Kto jeszcze...? Jakoś nikt nie przychodzi mi do głowy. A Wam?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Dziennik nimfomanki

sobota, 29 sierpnia 2009 22:55

 


            O czym może być film pt „Dziennik nimfomanki"? A no o niczym innym jak tylko o życiu erotycznym pewnej kobiety. Tego nie trudno było się domyśleć. Val (Belen Fabra) to dwudziestokilkuletnia osoba (mi niezbyt się ona podobała), opowiadająca o swoim erotycznym życiu. I tyle. Niby się mamy to do czynienia z wieloma miłostkami głównej bohaterki. Z jej rozważaniami na temat życia i seksu, ale to wszystko podane nam jest na poziomie pensjonariuszek, które o niczym innym nie marzą, jak tylko o tym by się zakochać.

            Val, też by chciała się zakochać, mieć wspaniałego męża, ale jednocześnie ciągle coś ja pcha w objęcia innych mężczyzn. Zatrudnia się nawet w jakimś domu publicznym by tam doznawać rozkoszy, wciąż jednak marzy o prawdziwej miłości. Dopiero spotkanie z ostatnim z klientów doprowadza ja do przemiany.

            Film naiwniutki, prościutki z dość dużą ilością miękkiej erotyki. W klimacie trochę podobny do serii Emmanuelle, aspirujący jednak pewnie do czegoś więcej

            Z aspiracji wyszły nici, a z mądrości jakie otrzymuje nasza główna bohaterka, same banały. Ciekawostką w filmie może być udział Geraldine Chaplin (córki sławnego Charciego Chaplina), grającej rolę babci głównej bohaterki.

 



 

            Moja ocena filmu to: 4/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Tajemnica stygmatów

piątek, 28 sierpnia 2009 10:00


            Nie za wiele rozumiem z tego co mówią ludzie występujący w tym filmie bo moja znajomość języków obcych jest nader skromna, ale wiele mogę się domyśleć. A mamy tu do czynienie z fragmentem programu National Geographic, gdzie para naukowców stara się pokazać w jaki to łatwy sposób można oszukiwać ludzi. Na tapetę swoich odkryć wzięli oni tzw stygmaty. Choćby takiego ojca Pio. I pokazują nam jak można domowym sposobem zrobić sobie też coś takiego. I krew będzie i rany i żadnego zakażenia.

            Do czego to prowadzi? Do niczego. Ci którzy wierzyli, wierzyć będą nadal, a sceptycy mają jeszcze jeden argument do swoich zbiorów.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak to jest być wolnym?

czwartek, 27 sierpnia 2009 11:14


- Powiedz mi jak to jest, kiedy jest się wolnym - spytał mnie kiedyś dawno nie widziany znajomy- bo widzisz, ja będąc w dalszym ciągu w tych słodkich okowach, już zapomniałem jak to jest?

- No cóż - powiadam - przychodzę do domu, zaglądam do lodówki, nic ciekawego i idę do łóżka.

- No to u mnie jest całkiem inaczej - na to on - ja przychodzę do domu, zaglądam do łóżka, nic ciekawego i idę do lodówki.


Dowcip ściągnięty od samotnego123.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nieodwracalne

wtorek, 25 sierpnia 2009 9:59


            Marcus, wraz ze swoim przyjacielem Pierrem, biegają nocą po ulicach miasta szukając kogoś. Są zdesperowani. Marcus wszystkich wyzywa, tarmosi. On za wszelką cenę chce znaleźć faceta, który nosi ksywkę, Soliter. Nie przebiera w środkach. Każdemu kto stanie mu na drodze grozi niebezpieczeństwo. A ludzie których spotyka to dziwki, alfonsi, pederaści... Dzielnica po której biega to dzielnica uciech. Klub w którym prawdopodobnie przebywa Soliter, nazywa się Odbytnica. Nazwy mówią same za siebie. Wiadomo gdzie jesteśmy.

            Kamera krąży na wszystkie strony. Wydawać by się mogło, że operator jest w stanie całkowitego upojenia alkoholowego. Góra, dół i znowu góra. Jak ktoś ma problemy z błędnikiem to niech uważa. A wszystko to jeszcze w ciemnych korytarzach, zaułkach, okraszone mroczną muzyką (dobrą muzyką) i przepojone seksem. Wręcz czuje się ten brudny, ciąężki klimat. I to trwa jakieś pół godziny. Trudno to wytrzymać.

            Reżyser, Gasper Noe dokonał jednak ciekawego eksperymentu. Mianowicie oglądamy właśnie zwieńczenie filmu. Bo akcja zaczyna się cofać. My, widzowie nie czujemy sympatii do Marcusa. Napastliwy, arogancki, groźny... Ale możemy zadać sobie pytanie, dlaczego on takim właśnie jest? Otóż Marcus szuka zemsty. Zemsty za to co się przed chwilą wydarzyło.

            Film „Nieodwracalne" to bardzo mroczne i okrutne kino. Wywołujące zupełnie skrajne uczucia. Będą tacy, którzy stwierdzą, że jest to totalne dno, ale i tacy, którzy powiedzą - arcydzieło. Dwie sceny, zabójstwa i gwałtu nie pozwalają widzowi, swoim okrucieństwem, oderwać wzroku od ekranu. Jednak co wrażliwszym ludziom nie polecałbym oglądania tego filmu. Właśnie ze względu na te sceny. Do takich filmów trzeba dorosnąć.

            Mnie do „Nieodwracalnych" zachęciła Monica Bellucci grająca dziewczynę Marcusa. Nawiasem mówiąc to ta para aktorów, w życiu prywatnym jest małżeństwem. Monicę lubię za film "Malena". Od tamtej pory nie mogę napatrzeć się na aktorkę, jednak tym razem trochę się jej dziwię, że odważyła się przyjąć  rolę Alex. Sceny w których przyszło jej grać to naprawdę duże wyzwanie. Ciekaw, co sobie myślą ludzie grając właśnie w takich scenach.



            Moja ocena filmu to: 8/10

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Baader - Meinhof

niedziela, 23 sierpnia 2009 11:41


            Jest rok 1967. Niemcy - Berlin. Do kraju przyjeżdża właśnie w odwiedziny szach Iranu (Pahlevi) i jego żona. Z jednej strony widzimy wiece serdecznie witające gości, ale z drugiej, młodych ludzi protestujących przeciwko dyktatorom. W pewnym momencie dochodzi do zamieszek. Zwolennicy Irańskiej władzy zaatakowali właśnie studentów. W ruch idą kije i pięści. Policja nie reaguje. Do czasu. Bo raptem rusza. ale... rusza z pałkami na studencką młodzież. Leje się krew. Nasza sympatia jest oczywiście po stronie ciemiężonych. Tak właśnie zaczyna się film  Baader - Meinhof.


             Młodzież skandująca imię Ho Tschi Minha, przywołująca Che Gevarę, a w końcu podkładająca bomby. Tak właśnie rodzi się ruch terrorystyczny w Niemczech o nazwie RAF.

            Gdy obserwujemy bohaterów bliżej to z czasem zaczynamy zastanawiać się, czy rzeczywiście chcą oni nowego porządku, rewolucji, czy może raczej pragną zaprowadzić anarchię? Używki, kradzieże, nielegalna broń to wszystko jest u nich na porządku dziennym. Liczy się tylko ich racja. Nie ma żadnych kompromisów. Mówią, że chcą wywołać rewolucję, ale ma się wrażenie, że chodzi jedynie o rozróbę na wielką skalę.

            Film Baader - Meinhof od samego początku wzbudzał wielkie emocje. Byli i tacy, którzy protestowali przeciwko jego dystrybucji. Bo niby się nie wolno propagować terroryzmu. Ale obraz ten jest dobrą lekcja historii. Nie ma tu, jakby to niektórzy chcieli, gloryfikacji i wychwalania terroryzmu. Przy odpowiednim wprowadzeniu, odpowiednim komentarzu, młody człowiek wiele mógłby dowiedzieć się o tamtych czasach. O tym w jaki sposób i dlaczego właśnie tak, młodzi ludzie często myśleli. Ja działalności RAF-u nie pamiętam. Oglądając jednak film przypominałem sobie, że takie akcje miały kiedyś faktycznie miejsce.

            Daleki jestem od gloryfikacji postępowania bohaterów filmu. Zawsze uważałem, że z terrorystami się nie rozmawia i że należy postępować z nimi stanowczo i dlatego zastanawiają mnie warunki w jakich mogli oni przebywać jako więźniowie (oczywiście w filmie, bo nie wiem jak to wyglądało w rzeczywistości). Papierosy, radio, telewizor, książki, wzajemne kontakty, dobrze urządzone cele. Łatwość komunikowania się i przekazywania wiadomości na zewnątrz są zatrważające. Konsekwencją tego było pojawienie się drugiego, a potem i trzeciego pokolenia RAFu.

            Jestem pod dużym wrażeniem filmu. Dobrze zagrane role, ciekawe zdjęcia, cały czas coś się dzieje, a i można liznąć trochę historii. Obraz ze skąpą ilością kolorów dobrze oddaje klimat lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, i mimo że to ciężki kaliber, i do tego trwa 2,5 godziny, ja wcale się nie nudziłem.

 


            Moja ocena filmu to: 8/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Dzień w którym zatrzymała się Ziemia.

sobota, 22 sierpnia 2009 18:25


            W filmie Matrix jest taka scena, gdy agent Smith mówi o ludziach, że ci są dla Ziemi niczym, wirusy. Rozmnażają się bez jakiejkolwiek kontroli i niszczą środowisko, w którym żyją. Następstwem czego musi dokonać się unicestwienie rasy ludzkiej, bo inaczej planeta umrze.

            W filmie Dzień w którym zatrzymała się Ziemia, mamy do czynienie z podobnym motywem. Planecie grozi powolna zagłada i z tego to powodu przybywają tu kosmici aby zniszczyć człowieka i całą jego cywilizację. Keanu Reees , aktor grający głównego bohatera w obu tych filmach, tym razem gra negatywną postać. On jest bowiem przedstawicielem złych, wydawałoby się bezdusznych kosmitów. Nie miał specjalnie trudnego zadania. W większości scen wystarczyło tylko być obecnym, iść i robić to co kazał reżyser. Kunsztu aktorskiego w tym filmie nie wymagano. I pewnie dlatego był on nominowany do nagrody Złotej Maliny w kategorii najgorszego remaku.

            Chociaż jest kilka scen, które robią wrażenie, (choćby te małe robaczki, rozmnażające się na potęgę i pożerające ludzi jak i wszystko co oni stworzyli) film mnie nie zachwycił. Nie znam pierwowzoru z roku 1951, ale ponoć ten w swoich czasach robił duże wrażenie. Dziś oczekujemy czegoś więcej niż to co stworzył Scott Derrickson, i takie produkcje powinniśmy oglądać tylko wtedy, gdy całkowicie brak jest nam innego zajęcia.

 



            Moja ocena filmu to: 4/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Siedem dusz

piątek, 21 sierpnia 2009 19:34


            I co by tu takiego napisać o filmie „Siedem dusz", tak aby nie zdradzać za wiele? W jednej z recenzji było na początku napisane, aby jej nie czytać, jeśli się przedtem nie oglądało filmu. Bo faktycznie, szkoda znać treść zanim się film obejrzało do końca. A niektórzy twierdzą, że to film - super. Dają ocenę 10/10. FilmWeb ocenia go na 8,1/10. To wysoko, bardzo wysoko.

            Mi na początku nie podobał się Will Smith. Wciąż miał smutną minę i do roli mi w ogóle nie pasował. Pierwsze pół godziny filmu, również mnie specjalnie nie wciągało, chociaż dobra (mimo że na początku w ogóle nie zrozumiała) była scena rozmowy przez telefon z ociemniałym pracownikiem jakiejś firmy telekomunikacyjnej. Ben Thomas (Smith) zjechał, Bogu ducha winnego kalekę, niemiłosiernie. W stosunku do innych, również jest często nieprzyjemny. Natarczywy, namolny, wyżywający się na słabszych, chorych ludziach.

            Ale Ben ma tajemnicę. I ma również misję. Misję którą sam sobie wyznaczył. Jest to coś w rodzaju pokuty. Ale nic więcej nie napiszę, bo lepiej abyście odkrywali to wszystko, tak jak i ja odkrywałem. A warto.




            Moja ocena filmu to: 8/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Samobójstwa starszych ludzi

środa, 19 sierpnia 2009 18:19

 

            „Polityka" nr 29/2009 podała, że w Polsce w ciągu roku ponad 800 osób w wieku powyżej 60 lat popełnia samobójstwo i ta liczba stale rośnie (...).

            Jak dla mnie, to jest to ogromna liczba osób. Aż się wierzyć nie chce, że to aż tak dużo. Żyjemy przecież w kraju katolickim, a do wiary przywiązani są z pewnością bardziej starsi niż młodsi.

            Dziwny, dziwny to kraj, ta Polska.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Drzazgi

wtorek, 18 sierpnia 2009 14:25

            Polski film, a obejrzałem go bez odrywania wzroku od ekranu. Film bez znanych aktorów, którzy udają, że umieją grać, bez przeklinania na każdym kroku, bez głupich min i wymuszonych dialogów. Spokojny, nienarzucający się obraz, który potrafi zahipnotyzować widza swoją prostotą. Takie właśnie filmy to my potrafimy robić. Z dobrą muzyką w tle i bez naśladowania amerykańskiego stylu.

            W „Drzazgach" Macieja Pieprzycy mamy do czynienia z trzema historyjkami. To jakby proste nowele, bohaterami których są trzy pary zwykłych, młodych ludzi. Trzy różne związki damsko męskie. Ale wiele je łączy. Śląsk, miłość do piłki nożnej, codzienne problemy... Wiele nieporozumień, niedomówień, konfrontacja wyobrażenia o życiu, z jego rzeczywistością.

            Robert to chłopak bez przyszłości. Żyje dniem dzisiejszym. Akurat chciałby pójść na mecz swojego ukochanego zespołu, ale nie ma pieniędzy dopuszcza się wiec małej kradzieży na bliskiej mu osobie.

            Marta, córka biznesmena ma akurat wyjść za mąż. Nie jest jednak do końca przekonana czy to co ją spotyka to właśnie miłość. Zaczyna obserwować ludzi i ich związki. Czy miłość w ogóle istnieje?

            Bartek właśnie skończył studia. Dostał zaproszenie na uczelnię do Bostonu. Ale ma dylemat, wyjechać czy zostać? Co robić dalej? Pracować na uczelni za 500 złotych czy zająć się chałturą. A do tego te problemy z dziewczyną.

            Film ten, to niby się, nic wielkiego, ale pamiętacie może „Warszawę"? Teraz mamy do czynienia z czymś podobnym. Z podobnym klimatem, z podobnym sposobem opowiadania historii. Ja jestem pod wrażeniem i polecam ten polski film, który ewentualnie możecie obejrzeć tutaj:

 

 

          Moja ocena filmu to: 8/10


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Miss Universe 2009

poniedziałek, 17 sierpnia 2009 8:16


            Jeżeli ktoś ma ochotę, to zapraszam na fotograficzną relację z wyborów Miss Universe 2009. Ale uwaga, tylko tych, którzy faktycznie mają ochotę.




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Fighter kochaj i walcz

niedziela, 16 sierpnia 2009 8:30


           "Fighter: kochaj i walcz". Dziwny tytuł - prawda? Ciekawe, kim jest ten co to nadał taki właśnie polski tytuł temu filmowi? Trochę zakręciło mi się to pytanie, ale chyba wiadomo o co chodzi. Nasi tłumacze mają czasami dziwne pomysły, jak choćby z filmem Wirujący Sex.

            Wracając jednak do naszej dzisiejszej pozycji, to zupełnie nie mogłem samodzielnie wpaść na to, kto wyprodukował ten film. Nikt mi tu nie pasował. Dopiero musiałem poszukać w opisach. A to produkcja Duńska. Jakże rzadko u nas goszcząca kinematografia. Iiiii, i film całkiem, całkiem. Jest to historia młodej dziewczyny, jeszcze uczennicy, której pasją życiową jest kung fu. Trenuje, walczy, chodzi do szkoły, przeżywa swoją pierwszą miłość, kłuci się z rodzicami... I mogłoby się wydawać, że nic w tym odkrywczego, nic czego jeszcze nie oglądaliśmy w kinie, a jednak tym razem mamy do czynienia z  zupełnie czymś innym. Dlaczego? Otóż dziewczyna, Aicha jest Turczynką, wychowywaną w dość tradycyjny sposób. Jej ojciec marzy by została lekarzem i nie chce słuchać o dalszych treningach córki. Ta jednak, jak to w filmach bywa, trenuje i ukrywa wszystko przed najbliższymi. Nie da się jednak pogodzić wszystkiego. Cierpi na tym choćby nauka. W konsekwencji czego Aicha ma małe szanse by w przyszłości pójść na medycynę. Jej sport jest również przyczyną wielu kłopotów rodzinnych, a problemy wciąż się spiętrzają.

            Aicha biegnie. Pamiętacie może film Biegnij Lola, biegnij? Tutaj też ciągle mamy motyw biegu. Aicha biegnie. Biegnie od jednego miejsca do drugiego. Co chwilę biegnie. Zawsze stara się zdążyć i pogodzić tak różne światy, w których przyszło jej żyć.



            Moja ocena filmu to: -6/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Podróż do wnętrza ziemi

sobota, 15 sierpnia 2009 8:45


            Gdy byłem dzieciakiem, rozczytywałem się w książkach Juliusza  Verne. Pięć tygodni w balonie, Dzieci kapitana Granta, 20000 mil podmorskiej żeglugi... to mi się podobało. Mając te książki w rękach świat przestawał dla mnie istnieć.

           Nie wiem co czyta współczesna dorastająca młodzież. Wydaje mi się że niewiele. Harry Pottera? Pewnie niektórzy tak. Ale gdy zadałem to pytanie uczniowi pierwszej klasy gimnazjum, i to bardzo dobremu uczniowi, odpowiedział mi, że jedynie lektury obowiązkowe. I to też nie wszystkie. Bo teraz, to gra się na komputerze i ogląda filmy. Dobre chociaż to.

            Ale może w takim razie on, lub tacy jak on, zainteresują się filmem pt „Podróż do wnętrza ziemi 3D". Jest to luźna adaptacja powieści wyżej wymienionego autora, gdzie troje ludzi przypadkowo (a jakże) dostaje się do wnętrza naszej planety i tam wędruje  poznając nowe światy. Rzecz ta, to czysta fantazja i to na dość dziecinnym poziomie.

            Jeżeli zaś chodzi i film, to mogę powiedzieć, że jest dość naiwniutki. Ale być może tak właśnie miało być. Bo jeśli to jest kino i dla przedszkolaków i dla dorosłych to trzeba jakoś pogodzić tak różnych widzów. Prawda?

 

 

            Moja ocena filmu to: 4/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Gran Torino

piątek, 14 sierpnia 2009 18:33


            „Gran Torino". Czymże jest owe Gran Torino? Otóż to samochód. Stary samochód, ale taki, o którym wielu marzy. A jest on własnością pewnego amerykańskiego weterana wojennego, z pochodzenia Polaka, Walta Kowalskiego.

            Wolt jest samotnym, zgorzkniałym facetem. Właśnie zmarła mu żona. Jedyna osoba, którą tak naprawdę kochał. Bo Walt to w swoim życiu kochał chyba jedynie żonę, swojego psa i ten stary, ale bardzo zadbany samochód. Nie cierpi swoich synów, do szewskiej pasji doprowadza go widok wnucząt, a to w jaki sposób zachowują się na pogrzebie i na stypie przyprawia go o mdłości. Ale nie znosi on również wszelkiej odmienności. Jest rasistą. Weteranem wojny z Korei. I nienawidzi wszystkiego co azjatyckie.

            Ale ma pecha, bo dzielnica w której mieszka opanowywana jest przez azjatów. Wszyscy biali się już stąd wyprowadzili, albo pomarli. Pozostał tylko on. Aspołeczny, burkliwy, złośliwy facet. A teraz, do domu obok, wprowadza się rodzina Chińczyków. Dla Kowalskiego, to następna zmora życiowa. Tym bardziej, że pewnego dnia, a raczej nocy zapoznaje się z młodym chłopakiem z tego właśnie domu i to w dość dziwnych okolicznościach. Przyszedł on bowiem (za namową okolicznego gangu) ukraść Kowalskiemu jego piękne Gran Torino. Wolt z początku traktuje z duża wrogością młodego Chińczyka, z czasem jednak zawiązuje się między nimi wielka przyjaźń. A czym się to zakończy? No cóż. Mogę powiedzieć jedynie, że końcówka jest niczym scena z westernu, takiego w jakich grywał Eastwood na początku swojej kariery.

            Filmem Gran Torino, podobno aktor żegna się z widzami. Nie będzie już grywał w filmach. Bądź co bądź ma już 79 lat i całe mnóstwo świetnych ról na koncie.

            A co do filmu to podobał mi się początek, gdzie poznajemy głównego bohatera. Trochę śmieszy nas jego niedzisiejsze zachowanie, jego zasady. A z drugiej strony możemy czuć podziw dla jego niezłomnej postawy. Twardy, silny, samotny, i gotowy do walki z każdym i o wszystko, jak lew. Później robi się trochę ckliwie  i nudno. Jakby nie do końca Eastwood - reżyser, mógł się zdecydować na konwencję filmu. Końcówka za to jest w iście westernowskim stylu. Pojedynek na śmierć i życie.

            I tak odchodzi wielki aktor. A może i nie? Może jeszcze go kiedyś zobaczymy na ekranie? Kto to wie?

 


            Moja ocena filmu to: +6/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Osa, osa!

środa, 12 sierpnia 2009 9:49


            Siedzę sobie na rodzinnej imprezie. Nic specjalnego, trochę ludzi, trochę jedzenia, trochę alkoholu. Rozmowy o niczym. W tle tego wszystkiego gra telewizor. Upał. Okna pootwierane, aby lepiej się oddychało. Rolety spuszczone, aby Słońce tak nie grzało.

            Raptem poruszenie. Osa, osa lata! Zabić ją! Jeszcze kogoś użądli. Wymachiwanie rękami. Poszukiwanie gazety. Robi się zamieszanie. Pewnie do słodkiego przyleciała. Ciasto na stole, słodkie napoje... Ktoś swoje mądrości przekazuje.

            Biednemu zwierzęciu, które jest pewnie jeszcze bardziej wystraszone niż ci ludziska, udało się w końcu jakoś uciec. Całe szczęście, że i jemu i ludziom nic się nie stało. A ja? Ja siedziałem nieporuszony i nieodzywający się. Bo jakie to miało dla nich wszystkich znaczenie, że to nie była osa, a pszczoła? Nie wróg, a przyjaciel? Żadne. Po przecież ci ludzie (a mogę się założyć, że i większość z Was) nie mają zielonego pojęcia czym się te zwierzęta różnią między sobą. A różnica między nimi jest mniej więcej taka, jak między krową a tygrysem. Nie wierzycie? A tak, tak. To prawda. Osa to drapieżnik. Żywi się mięsem. Co prawda jest wszystkożerna (słodkie owoce też lubi), ale potrafi również zabijać bezlitośnie. A pszczoła żywi się przecież pyłkiem kwiatowym. I dzięki niej zapylanych jest (i tu uwaga) prawie 80% roślin na świecie. Nie będzie pszczół. Nie będzie roślin. Nie będzie roślin to nie będzie zwierząt. I nas też. A żądli tylko w ostateczności. Bo gdy to zrobi, sama ponosi śmierć.

            Podobno biolodzy obliczyli, że bez tych owadów ludzkość przetrwa najwyżej 10 lat. I to pewnie byłoby, strasznych 10 lat.

            A jest czego się obawiać, bo pszczelarze mówią o katastrofie w pasiekach. W ostatnich latach obserwuje się bowiem masowe wymieranie pszczół. Być może przyczyną tego są przekaźniki telefonii komórkowej, być może zmiany klimatyczne, albo też zanieczyszczenie środowiska. Do końca tego nie wiadomo. Ale wiadomo, że bez tych owadów, sami sobie nie poradzimy.

            Nie zabijajmy więc niepotrzebnie pszczół. Bo Chińczycy, już zaczynają chodzić ze specjalnymi miotełkami i sami zapylają co niektóre rośliny.

 

       

                         osa                                                        pszczoła

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  4 960 073  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4960073
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12715
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3415 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl