Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 426 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Urlop.

sobota, 27 sierpnia 2011 18:18

 

            Pracuję. A jako, że pracuję należy mi się płatny urlop. W moim wypadku, tak jak w większości przypadków w Polsce, wynosi on 26 dni roboczych. Co ciekawe, przeciętny Włoch może liczyć na 42 dni płatnego urlopu. Francuz na 37, a Niemiec na 35. Brazylijczycy mają 34 dni w roku, Kanadyjczycy 26, a Japończycy 25.

            Stany Zjednoczone to jedyny rozwinięty kraj na świecie który nie gwarantuje pracownikom prawa do urlopu. Około ¼ pracowników USA nie ma wcale płatnych urlopów.

            Mi, urlop się należy, jednak czasami mam problemy z jego wykorzystywaniem. Najczęściej bowiem jest tak, że siedzę w domu gdy nie ma pracy. Czyli w praktyce wygląda to tak, że jadę rano do firmy, pokręcę się tam godzinę czy też dwie aż w końcu idę do domu z braku zajęcia. W zamian mam wpisany dzień urlopu. Czasami dwa. Więcej to już rzadkość. Liczba 26 dni więc maleje, przecieka gdzieś niezauważona, a wypoczynku takiego prawdziwego to brak.

            W tym roku postanowiłem, że będzie inaczej. Idę na kilkudniowy zaplanowany urlop. I wyjeżdżam odpocząć. I nie obchodzi mnie pogoda, czy też jej brak. Wyjeżdżam i już.

            Najpierw chciałem wolne na początku sierpnia. Ale mi odmówiono. Masa pracy. Ustaliliśmy, że pójdę na przełomie sierpnia i września. Wszystko zaklepane. Aż tu przychodzą do mnie wczoraj z gadką bym zgodził się na zmianę terminu mojego wolnego. A ja mam wszystko umówione, ustalone, zaklepane. Nic z tego! NIC Z TEGO!!! Biorę urlop jak zostało zaplanowane i wyjeżdżam. WYJEŻDŻAM!!! Bo inaczej zwariuję.

             Nie będzie więc mnie tu przez tydzień. Tygodniowy odpoczynek od pracy, domu, telewizji, komputera. Będzie tylko podróżowanie, zwiedzanie, przyroda, morze, plaża, zabytki… co się tylko da. Byle nie siedzieć w zamkniętych pomieszczeniach. Adieu



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Sala samobójców.

piątek, 26 sierpnia 2011 22:04

 

            Moi znajomi mają córkę. Dziewczyna bardzo ładna, inteligentna z ambicjami. W tym roku idzie ona do liceum. Parę miesięcy temu, wraz z koleżankami wybrała się , za pozwoleniem rodziców oczywiście, do kina na film „Sala samobójców”.

             O filmie wcześniej słyszałem, ale jakoś nie pociągał mnie. Myślałem sobie, o dzieciarni znowu będzie. Wiele szumu a za pewnie o niczym specjalnym. Tak jak zwykle – przereklamowany polski produkt. A jeszcze te animacje, które można było zobaczyć w zwiastunach. Mnie to zniechęcało. Musiało więc upłynąć trochę czasu, musiało się wszystko „uleżeć”, musiała się nadarzyć jakaś okazja abym i ja sięgnął po ten obraz. Z dużym więc dystansem, szczerze mówiąc, ale sięgnąłem.

           I powiem Wam, że filmem jestem zachwycony. Naprawdę bardzo dobre polskie kino. Tak, tak. Ja znam te wszystkie słowa krytyki. Poczytałem trochę recenzji. Że postacie przerysowane, że teksty nierealne, że gra Jakuba Gierszała (Dominik – główny bohater) słaba… Ale to nie tak. Ja tu widzę dobrze zarysowane postacie zarówno pierwszo i drugoplanowe. Tacy jesteśmy w rzeczywistości choć nie do końca odkryci przed innymi. I też tak często mówimy jak bohaterowie filmu. Jeśli nie na głos to w myślach. A Gierszał zagrał bardzo dobrze. Wielu mogłoby się od niego uczyć.

            Historia osamotnionego chłopaka który zostaje wciągnięty przez ludzi w sieci internetowej do bardzo niebezpiecznej „gry” jest głosem wołającym o rozsądek. Internet jak i każdy wielki wynalazek może stanowić zagrożenie. Trzeba się umieć z nim rozsądnie obchodzić. Nie przesadzać. Brać tylko to co najlepsze. Dominik uciekł w świat nierealny bo tu gdzie dotychczas przebywał, w realu, nie mógł znaleźć miejsca dla siebie. Rodzice, szkoła przyjaciele… wszyscy w jego oczach zawiedli. Nie spełnili pokładanych oczekiwań. Postanowił więc odejść z tego świata nie zważając na konsekwencje.

             A inni? Inni przebywający w sieci tak naprawdę nie zdawali sobie sprawy z tego jak bardzo ktoś może sobie wziąć do serca to co robią, czy to co mówią.

             Film młodego reżysera Jana Komasy robi olbrzymie wrażenie. Doskonały debiut. Byle tak dalej. Ale uwaga. Ten film nie jest dla młodzieży. Dziewczyna o której wspominałem na początku jest bardzo rozsądna. Wierzę, że potrafiła odpowiednio odebrać ten obraz. Bo trzeba być dojrzałym by mu sprostać w odbiorze. Film szczerze polecam. A ta animacja do której podchodziłem z rezerwą jest bardzo dobra. Pasuje tu jak ulał.

 

 

 

             Moja ocena filmu to: Oj będzie dużo. Bardzo dużo. 8,5/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wystarczy być

poniedziałek, 22 sierpnia 2011 18:13

 

            Pewnie znacie historię kariery Nikodema Dyzmy, bohatera książki Tadeusza Dołęgi-Mostowicza z 1932 roku. Niezła powieść która została współcześnie nagłośniona dzięki adaptacji filmowej z doskonałą rolą Romana Wilhelmiego.

            Niewielu jednak wie, że inny polski pisarz kilkadziesiąt lat później napisał podobną powieść. I co ciekawe, ta jego powieść również została sfilmowana. Co prawda w USA, ale jednak.

             Obie książki są do siebie na tyle podobne, że autor tej drugiej Jerzy Kosiński był nawet posądzany o plagiat. „Wystarczy być” to historia upośledzonego psychicznie analfabety, który całe swoje dotychczasowe życie spędził w domu bogatego człowieka, pracując tam jako ogrodnik. Po śmierci swojego opiekuna musi on sobie radzić sam będąc jednocześnie zupełnie nieprzystosowanym do samodzielnego życia. Wydawałoby się, że jego los jest przesądzony. Musi zginąć w świecie gdzie cały czas trzeba walczyć o przeżycie. Lepsi od niego mają z tym wiele trudności, a co dopiero on. Traf jednak chciał, że Chauncey Gardinier trafia do domu bardzo zamożnych ludzi którzy zaczynają uważać go za wyjątkowo inteligentnego, oszczędnego w słowach człowieka. Powiązania bardzo bogatych ludzi z polityką są już oczywistością, a co za tym idzie nasz bohater musi się spotkać i z prezydentem Stanów Zjednoczonych. I tu też wypada on bardzo dobrze. Prezydent jest zachwycony jego osobą. Gardinier robi więc wszędzie wrażenie gdzie się tylko pojawi. Ludzie biznesu chcą jego rad. Prasa i telewizja się o niego biją. Kobiety jak i niektórzy mężczyźni szaleją na jego widok. A on… A on jest tym kim jest. Miły, grzeczny, zawsze uśmiechnięty i przytakujący. Pogodzony z losem i szczęśliwy w swojej nieświadomości.

            Film „Wystarczy być” z Peterem Sellersem w roli głównej to naprawdę świetne kino. Pełne refleksji, delikatnego humoru i takiego pozytywnego nastawienia do życia. Coś z Forresta Gumpa, cos Nikodema Dyzmy. Kto jeszcze tego nie oglądał musi zobaczyć koniecznie.

 

 

            Moja ocena filmu to silne 8/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Sobotnie zakupy i utrata zaufania do sprzedawcy.

niedziela, 21 sierpnia 2011 9:01

 

            Wczoraj była sobota. A soboty w moim domu tradycyjnie są dniami zakupów. Czasami sam, czasami razem z żoną jedziemy na targ i kupujemy warzywa, owoce i różne inne potrzebne nam rzeczy.

 


            Pewnie nie jesteśmy odosobnieni w tym, że mamy swoje ulubione miejsca. Wiemy gdzie kupić dobre ziemniaki, a gdzie są słodkie śliwki. Kto ze sprzedawców jest miły, a kto gburowaty. Kto ma drogo, a kto odrobinę taniej.

            Stali klienci powinni być doceniani. Przynajmniej teoretycznie. Stały klient w czasach gdy cierpi się na nadprodukcję jest na wagę złota. Nawet gdyby kupował niewiele, to zawsze można na niego liczyć, że przyjdzie i coś kupi. Tu, a nie gdzie indziej,

            Ja mimo, że zawsze lubiłem zmiany, lubię też i wypróbowane miejsca. I lubię rzodkiewki. A pewne małżeństwo handlujące na targu warzywami i owocami ma te warzywa bardzo smaczne. Twarde, nie wodniste o lekko ostrawym smaku. Zawsze więc idę do nich i kupuję je, a że jestem też czasami i leniwy to kupuję u nich i inne rzeczy. Kalafior, szczypiorek, ogórek, sałata, jakieś owoce. I tak co tydzień. Idę tam po rzodkiewki, a zawsze wychodzę z pełną torbą zakupów zostawiając w zamian swoje pieniądze.

            I wczoraj było tak samo. Kupujemy jedną, drugą i trzecią rzez. Ręce robią się coraz cięższe od toreb, aż w końcu przychodzi do płacenia. Żona dała (gdy jesteśmy razem to zawsze żona płaci, ja robię jako tragarz) 50 zł, ale potrzebne były jak się okazało jeszcze jakieś drobne. By łatwiej było wydać. Normalna sprawa. Więc moja pani wyciągnęła na dłoni bilon i poprosiła by sprzedawczyni przeliczyła sobie. Ta rzuciła okiem na zawartość leżącą na ręce i powiedziała, że starczy akurat zabierając się za zgarnianie pieniędzy.

            Ale mi coś odbiło. Jak to ona tak szybko policzyła? Pomyślałem sobie. I raptem mówię, zaraz, zaraz. Ja policzę. 10 groszy, 20, 30… Liczę, liczę i wyszło mi że jest o 20 groszy za dużo. Niby się niewiele. Prawda? Co to jest owe 20 groszy!? Ale zabrałem je z powrotem i wrzuciłem ostentacyjnie do portfela małżonki.

            20 groszy to moneta niewielka. Prawie bez znaczenia. Pewnie zarówno dla mnie jak i dla sprzedającej. Ja, jej braku w portfelu bym nawet nie odczuł. Ale właścicielka straganu ma pecha. Bo przez ten drobny incydent straciła ona coś cenniejszego. Straciła stałego klienta.

            Wiem jedno. Za wyjątkiem wspomnianej już wcześniej rzodkiewki (bo ją bardzo lubię), nic tam innego już kupować nie będę. Zapytam się ile kosztuje pęczek rzodkiewek. Odliczę dokładnie pieniądze i tyle to zapłacę. Ani grosza więcej nie dam i utargu też nie zwiększę. Jak pech, to pech. Trzeba było solidnie policzyć i dbać o klienta.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Komorowski myśliwym.

niedziela, 21 sierpnia 2011 8:10

 

            Dziś rano, w Radio Z, naigrywano sobie lekko z naszego prezydenta. Naigrywano, to może za duże słowo, ale znowu wypomniano mu jego pasję jaką jest myślistwo.

            Durni ludzie nie wiedzą na czym ta pasja polega i zrównują ją z kłusownictwem. Dla niektórych to, to samo. W łeb niech się rąbną porządnie i niech się nie wypowiadają jeśli nie wiedzą o co chodzi i w czym rzecz.

            Nie, nie jestem myśliwym. Nigdy nie byłem na polowaniu. Znam jednak człowieka, który od wielu, wielu lat jest pochłonięty tym zajęciem. Każdą wolną chwilę spędza w lesie, czy to latem czy to też w najsroższą zimę przebiera się w odpowiedni strój, bierze sprzęt i zasuwa do lasu. A wiecie po co? Myślicie, że pędzi tam by strzelać do zwierząt? Bzdura! Oczywiście, gdy urządzane są polowania bierze on i udział w nich. Strzela do zwierząt. Ale wszystko to jest pod kontrolą Wszystko jest objęte odpowiednimi limitami. On wie, co mu wolno i kiedy.

            Myśliwi przyczyniają się do kontroli zwierzyny występującej na danym terenie. Po co kontrolować? A zauważyliście może że lisy na niektórych terenach tak się rozmnożyły, że zaczynają wkraczać do miast. Słyszeliście może o bobrach, zwierzętach będących pod ochroną, które tak się rozmnożyły, że swoimi tamami zalewają już niektóre wioski? Słyszeliście może o agresywnych niedźwiedziach zagrażających ludzkiemu życiu? A o dzikach które niszczą uprawy rolne? Co z tym wszystkim począć? Ano, tu potrzeba myśliwego.

            Na co dzień jednak myśliwi zajmują się pomaganiem zwierzętom. Tak, tak. Oni pomagają zwierzętom. Zimą dokarmiają je. Wożą karmę przedzierając się przez śnieg po pas. Chciałoby Wam się? Latem budują paśniki. Liczą zwierzęta występujące na danym terenie. Szerzą wiedzę przyrodniczą. Dbają o lasy. Są jakby pomocnikami leśniczych.

            Czy zatem należy krytykować Komorowskiego za to, że jest myśliwym? Nie. Należy za to chwalić człowieka z pasją. O tak. Komorowskiemu należy się pochwała za to, że jest myśliwym.

 


 

            Celowo nie używałem określenia „prezydent”. W tej bowiem sytuacji zajmowane stanowisko, nie ma dla mnie żadnego znaczenia.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Biutiful

piątek, 19 sierpnia 2011 21:45

 

             Była kiedyś pokazywana w telewizji, w TVN, sprawa pewnego człowieka. Czterdziesto kilku, może pięćdziesięcioletni mężczyzna samotnie wychowujący czwórkę swoich dzieci. Jedno z nich chore na Downa

             Żona nie żyje, a on… a on jest umierający. Prosty ubogi, zwykły człowiek kochający swoje dzieci i pragnący dla nich jak najlepiej.

            Ale cóż tu zrobić, gdy samemu się umiera i jest to nieodwołalne? Mężczyzna ten zwrócił się za pomocą telewizji z prośbą do widzów, aby ktoś zaopiekował się jego dziećmi. Ale całą czwórką jednocześnie. Nie godził się on bowiem na rozdzielenie rodzeństwa. Myślałem sobie, nic z tego nie będzie. Nie uda się. Zwłaszcza jeśli chodzi o tego chłopca chorego.

             Ale cóż. Życie jest różnorakie i okazało się, że dzieci znalazły ludzi chętnych się nimi zaopiekować.

            Niedawno mężczyzna zmarł. Zdążył zapewnić dzieciom opiekę.

 

            Uxbal, bohater hiszpańsko meksykańskiego filmu „Biutiful” jest właśnie w takiej sytuacji. Samotnie opiekuje się swoimi dziećmi. Nie ma stałych dochodów. Ciągle coś kombinuje. Robi małe przekręty. Pomaga nielegalnym emigrantom. Wmawia ludziom, że potrafi rozmawiać z umarłymi. I  sam jest umierający. Pozostało mu już niewiele życia. Co prawda jego żona żyje, ale jest ona pozbawiona praw do dzieci. Sama wymagała by opieki, taka z niej nieodpowiedzialna kobieta. Narkotyzuje się, prostytuuje, woli się bawić niż opiekować własnym potomstwem.

             „Biutiful” to film o samotności człowieka, mimo że tak wielu obok niego ludzi. To film o beznadziei o umieraniu. To film o człowieku, który chciałby żyć przyzwoicie w parszywym świecie jaki go otacza, a za bardzo mu się to nie udaje.

            Alejandro González Iñárritu stworzył przejmujący film z którego wieje prozą życia. Pustką i beznadzieją. Smutkiem i przemijaniem. Film ze świetną rolą Javiera Bardema. Ze świetnymi zdjęciami, muzyką. Obsypany licznymi nagrodami i w ogóle bardzo przykuwający do ekranu. Ale tu mała uwaga. Na początku można się zniechęcić. Ja tak miałem. Trzeba jednak przeczekać bo wszystko tu się rozwija. Pomalutku, pomalutku, ale się rozwija i wciąga. Naprawdę wciąga irobi wrażenie.

 


 

            Moja ocena filmu: Na początku dawałem 6. Później byłem skłonny dać 7. Na końcu jednak doszedłem do wniosku, że należy się silne 8. 8/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sum sum corda.

piątek, 19 sierpnia 2011 21:28

 

             „Lalkę”Bolesława Prusa zna chyba każdy. Film powstały na motywach tej powieści (myślę o adaptacji z Jerzym Kamasem w roli głównej) chyba też. Doskonała książka, doskonały film. Nic chyba nie trzeba dodawać.

              TV Polonia powtarza znowu ten serial. Piszę znowu, bo przecież film był pokazywany wielokrotnie, a tacy jak ja znają go na wyrywki, ale powiem Wam, że takie właśnie dzieła można oglądać wielokrotnie i ciągle znajdować coś ciekawego. Coś innego. Coś nowego.

            W przedwczorajszym odcinku jest taka scena: Stary subiekt Rzecki spaceruje ulicami Warszawy. W pewnym momencie przechodzi w pobliżu kościoła. Tam stoją żebracy, a wokół brzmi melodia kolędy. Mamy okres Bożego Narodzenia. Rzecki waha się ale wyciąga z kieszeni jakiś pieniążek i podaje stojącej obok młodej żebraczce.

             Ja jednak zauważyłem coś jeszcze. Przy samym kościele był napis na murze. Sum sum corda. Sentencja łacińska, którą czasami powtarzał mój ojciec. Przypomniałem go sobie właśnie mówiącego te słowa. Ale zapomniałem co one znaczą.

              W dobie Internetu nie trudno znaleźć ich tłumaczenie i takoż też zrobiłem. W górę serca. No tak. Właśnie.

             I jakże ironicznie brzmi ten napis usytuowany w pobliżu żebrzących ludzi, w pobliżu kościoła.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Damskie piersi - cud natury.

wtorek, 16 sierpnia 2011 17:52

 

            Mężczyźni, swoje męskie walory mają raczej ukryte pod ubraniem. U kobiet jest to trochę inna sprawa. Dół ukryty co prawda przed wzrokiem wścibskich oczu, ale góra niejednokrotnie jest nie do ukrycia. Nierzadko też, zwłaszcza latem jest wręcz eksponowana. Lekką i zwiewną odzieżą uwydatniana. I to u dam różnego wieku. Wiadomo – upał. Oddychać więc trzeba pełną piersią.

            A piersi są różne. Są jak słońca, jabłka pomarańcze…

 


            Jak mówi Dorota Wellman cyt. „Apetyczne i czyste. Dobrze się mieściły w rękach mężczyzn, którzy mnie kochali. Nie da się ich rozłożyć na boki ani spłaszczyć. Zawsze mnie wyprzedzają, są wszędzie pierwsze."


            Bywa, że nie odstają od klatki piersiowej, ale są i takie wielkości sporego arbuza i takoż ciężkie.

            Często nie chodzi jednak o wielkość, ale o kształt. Trzy czwarte pacjentek klinik chirurgii plastycznej właśnie pragnie zmienić kształt. Tu bowiem natura była rozrzutna. Ta część ludzkiego (kobiecego) ciała jest bowiem wyjątkowo różnorodna. Takiej obfitości kształtów, nie ma w obrębie nosa, ust, czy też tyłka.

             A czemu służą? Tu posłużę się starym dowcipem.

- Czym różnią się damskie piersi od takiej zabawki, kolejki na torach?

- Niczym. Jedno i drugie ma służyć dzieciom, a bawią się nimi dorośli.

 

             Ciekawy artykuł pt „Dlaczego panowie lubią kobiece piersi?” zamieścił w lutym tego roku, tygodnik Polityka. Można się z niego dowiedzieć prawie wszystkiego o tej wspaniałej części ciała. A można go przeczytać TUTAJ.

 

             A że damskie piersi mogą być cudowne, każdy o tym dobrze wie.

 




 

 

 

 

 

 

 

 

            Nie potrafiłem się zdecydować, jakim zdjęciem opatrzyć ten wpis. Czy to źle o mnie świadczy?



Podziel się
oceń
5
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

To nie on

wtorek, 16 sierpnia 2011 17:38

 

            W nawiązaniu do wczorajszego wpisu, mała ilustracja. Oczywiście to ktoś inny.

 



Podziel się
oceń
6
4

komentarze (4) | dodaj komentarz

John Holmes

poniedziałek, 15 sierpnia 2011 17:44

 

            Jak to jest naprawdę…? Co kobiety tak naprawdę myślą o tym….? O tych… jak by tu rzec… męskich klejnotach rodzinnych.

            Są różne zdania z tego co wiem, różne opinie, preferencje… Mówią niektórzy (niektóre), że liczy się długość. No cóż. Może i tak. Ale są pewnie i tacy co postawią na średnicę. A może najważniejsza w tych sprawach jest pracowitość? Hm.

 

             Wczoraj, w telewizji PLANETE w późnych godzinach nocnych, nadano film dokumentalny o Johnie Holmesie. Postać ta, to nie specjalnie znana szerokiej publiczności osoba. A to pewnie z tego względu, że był on (piszę był, bo nie żyje już od 1988 roku) aktorem filmów porno. Za jego czasów u nas w kraju, takich filmów się nie oglądało, a współcześnie jest tego tak wiele, że nikt chyba nie zawraca sobie głowy nazwiskami, a tym bardziej filmami powstałymi tak dawno temu. Wszak chodzi tu nie o nazwiska, a przecież o coś innego.

            I właśnie tym czymś innym wyróżniał się Holmes. Ponoć miał on swojego… (no wiecie o co chodzi) o długości (i tu uwaga) 35 cm.

            Cholera! Wziąłem miarkę by sobie dokładnie uzmysłowić ile to jest, 35 cm. Sporo. I jednocześnie wydaje mi się, że sporo za dużo jak do tych spraw. No ale cóż. Każdy lubi to co lubi, a ma to co ma.

            Holmes zagrał w ponad 2500 filmach. Miał ponoć 14000 kobiet. Został okrzyknięty królem porno. Zmarł w wieku 44 lat na AIDS.

             A film? Film to wspomnienie o nim. Wypowiadają się producenci, jego przyjaciele, znajomi i oczywiście kobiety z którymi obcował. Kawał chłopa z niego było. Oj kawał!

 

Dla tych co nie widzieli, a ewentualnie mieli by ochotę... Tak na zachętę...

 

 

            Pamiętajcie jednak, że to dokument, a scen to tu specjalnie nie ma. Więc się specjalnie nie napalajcie.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Geneza planety małp

niedziela, 14 sierpnia 2011 8:45

 

             „Geneza Planety Małp”. O czym może być ten film? To proste. O genezie „Planety Małp”. A czym jest (była), owa planeta?

            W latach siedemdziesiątych powstał cykl filmów sf o planecie na której rządzą inteligentne małpy z gatunku szympansów. Na owej planecie rozbija się, a raczej awaryjnie ląduje, statek kosmiczny z ludźmi. I mają oni pewien problem, bo jak okazuje się, są oni rasą podległą szympansom.

            W swoich czasach cykl ten cieszył się dużą popularnością. Później próbowano jeszcze korzystać z pomysłu, a teraz postał jeszcze jeden obraz nawiązujący do tych fikcyjnych wydarzeń. Teraz dowiadujemy się od czego to wszystko się zaczęło.

            Film w reżyserii Ruperta Wyatta to takie sobie dziełko. Nic szczególnego. Nieskomplikowany scenariusz. Proste dialogi. Film który może się podobać młodszej publiczności bo ukazuje zderzenie się dwóch ras i to ukazuje w sposób widowiskowy. To trzeba mu przyznać. Niezłe efekty, charakteryzacja itd.

            Głupi ludzie bawiąc się w mieszanie genów (przyświeca im co prawda wspaniały cel – wyeliminowanie choroby Altzheimera) powodują niebywały wzrost inteligencji na testowanych przez nich małpach. Te z kolei zaczynają się buntować na los który je spotkał. I tak dochodzi do starcia i ogólnej jatki, której oczywiści ci głupi ludzie, nie potrafią opanować.

            Film nastawiony na sentyment. Na ludzkie uczucia i na widowiskowość. Kto chce, niech ogląda. Ale jest to obraz na jednokrotne obejrzenie. Nic poza tym

 

 

            Moja ocena filmu to: poniżej 6/10. 5 to może byłoby trochę krzywdzące, ale 6 to stanowczo za dużo. Nawiasem mówiąc zauważyłem, że „Geneza” jest dużo wyżej oceniana. Ciekawe z czego to wynika?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Shakil Onil

piątek, 12 sierpnia 2011 10:01

 

            Kim jest Shakil Onil? Jeśli ktoś nie interesuje się sportem, ma prawo nie wiedzieć. Jednak mogę śmiało stwierdzić, że w świecie sportu jest to gwiazda pierwszej wielkości.

            Koszykarz światowej sławy. Jeden z najlepszych w historii tegoż sportu. A czym się charakteryzują koszykarze? Otóż są to ludzie z reguły bardzo wysocy i bardzo dobrze, muskularnie, zbudowani. Takie chodzące, a raczej biegające po parkiecie boiska, monstra. W normalnym życiu bardzo niezgrabni, na parkiecie za to wyjątkowo sprawni ruchowo.

            Ktoś podpatrzył „naszego” Shakila prywatnie. Z jego dziewczyną. Oto oni.

 

 

            Wiem, że nieładnie zajmować się cudzym życiem. Ze to takie podglądactwo. Takie plotkarstwo. No, ale on jest osoba publiczną, więc czuję się poniekąd usprawiedliwionym.

            Nawiasem mówiąc, on ma 216 cm wzrostu, a ona… Zgadnie ktoś? No kto zgadnie?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Woda dla słoni

piątek, 12 sierpnia 2011 9:50

 

            Oglądaliście może “Titanica” w reżyserii Jamesa Camerona? Jasne, że oglądaliście! Głupie pytanie. A podobał Wam się film? Pewnie, że się podobał! Jak mogłoby być inaczej. Taki film musi się podobać i to każdemu. Ci natomiast, którzy twierdzą inaczej, to, to są zwykli malkontenci. Zwykłe marudy, które tylko chcą postawić kontrę, dla samej zasady by się sprzeciwiać.

             Ale ja dziś nie o „Titanicu”. Ja dziś chciałbym Was zachęcić do obejrzenia mniej głośnego dzieła, a moim skromnym zdaniem niewiele, jeżeli już, ustępującego, wyżej wymienionemu. Chodzi mi o film „Woda dla słoni”

            W pierwszej chwili, wydawać się może, że te dwa filmy, to zupełnie inne twory. Jednak ja dostrzegłem taka masę wspólnych cech, że od razu zwróciłem uwagę na powiązania między nimi.

            Czas akcji dokładnie ten sam. Okres wielkiego kryzysu w USA. Dalej, historia dwojga młodych ludzi zakochujących się w sobie, w sytuacji gdy ona jest już związana z innym. Oba filmy zaczynają się właściwie tak samo. Od wspomnień starego człowieka. W „Titanicu” była to kobieta, teraz mamy do czynienia z mężczyzną. Dalej. W jednym jak i w drugim przypadku nasi bohaterowie walczą o taką prozaiczną wydawałoby się sprawę jak o przeżycie. Są młodzi, zakochani w sobie i chcą być szczęśliwi.

            Ponad to, oba te filmy są po prostu bardzo dobrze zrobione. Co prawda w drugim przypadku nie mamy tak wspaniałych nazwisk co w pierwszym, ale zapewniam Was, że to nic nie szkodzi. Historię życia Marleny Rosenbluth i Jakuba Jankowskiego (Polaka nawiasem mówiąc. Bardzo kaleczony jest ten nasz język polski w filmie) ogląda się naprawdę z wielkim zaangażowaniem. A film mogę szczerze polecić dla całych rodzin. Dla par małżeńskich i niemałżeńskich i dla tych którzy są samotni. Naprawdę dobre kino.

 

 

 

            Moja ocena filmu to zasłużone 8/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Rewolucyjne zmiany w telewizji. Kółka zamienione na kwadraty.

środa, 10 sierpnia 2011 9:55

 

            Telewizja polska nadaje różne programy. Rozrywkowe, edukacyjne, popularno naukowe. Dla dzieci, dla młodzieży, dla dorosłych. Ale są tam i programy, które nie wskazane są dla niektórych odbiorców, a przede wszystkim dla najmłodszych.

            Pamiętam jak kiedyś, dawno temu, przed emisją niektórych filmów pojawiała się plansza z napisem „Film dozwolony od lat 16”, albo też od lat 18. Często też pani zapowiadająca film ostrzegała ustnie, że taki to a taki obraz przeznaczony jest tylko dla widzów dorosłych. Proszono więc, radzono, by dzieci odeszły od telewizorów.

            Nie wiem, jak w innych domach, ale przypuszczam, że tak samo jak i w moim, rodzice bardzo przestrzegali wtedy tych zakazów. Idź spać – słyszałem. Widzisz przecież, że to film dla dorosłych. Nie dla ciebie. Bardzo mi się to nie podobało i nie zawsze umiałem zrozumieć rodziców, dlaczego mi zabraniają. Ale tak było i już.

            Skądinąd nie zawsze ostrzeżenia były trafne. Np. taki film jak „Ja Klaudiusz”, serial z 1976 roku gdzie w roli głównej zagrał Derek Jacobi był nadawany w bardzo późnych godzinach nocnych i do tego, że film jest tylko dla dorosłych ostrzegała i plansza i zapowiadająca go osoba. Wtedy jeszcze zapowiadano na żywo mające zostać wyemitowane programy. A serial? No cóż. Bardzo dobry serial historyczny, na podstawie bardzo dobrej prozy. I to wszystko. Trochę przemocy, polityki. Szczypta seksu.

            Minęły lata. Wiele się zmieniło. A i w telewizji powiało odnową. Postanowiono więc pójść z postępem i zamienić ostrzegające plansze, znaczkami. Sześć lat temu wprowadzono czerwone i zielone kółka i żółte trójkąciki. A może odwrotnie? W każdym bądź razie te figury geometryczne mają nam mówić, dla jakiej widowni przeznaczony jest program. I… i zwracacie na to uwagę. Cholera jasna, bo ja nie. Nie mam pojęcia co to wszystko oznacza i po co to komu. Jedynie chyba dla samej satysfakcji tych, którzy to wymyślili. I oczywiście wzięli za to duże pieniądze. Przecież za darmo nikt nie pracuje, a jeśli jeszcze głową to tym bardziej!

            No, ale sześć lat, to szmat czasu. Pora na zmiany. Ktoś więc wpadł na pomysł, jakby tu zarobić i wyciągnąć znowu od głupich ludzi pieniądze. Zebrało się więc grono „mądrych” głów, debatowali, debatowali, debatowali i wymyślili ku swemu samozadowoleniu, że czerwone kółko trzeba teraz zamienić na czerwony kwadrat i to w dodatku  (tu uwaga!)z kluczykiem w środku. Zamiast zielonego kółka będziemy teraz mieli zielony kwadrat z uśmiechniętą buźką w środku. A żółty trójkąt zostanie zamieniony różnobarwnymi kwadracikami.

            To wszystko ma ponoć zwiększyć czytelność symboliki. Konia z rzędem do k…. nędzy temu, komu te zmiany są niezbędne do życia. Do jasnej cholery, panowie! Co wy robicie?! Po co to wszystko?! Czy ja muszę wam ze swoich podatków płacić za takie głupoty? Toż to zadanie dla gimnazjalistów, wymyślanie takich znaczków. No tak, ale gimnazjaliści nie mogą jeszcze zarabiać. A takie pomysły należy solennie opłacić. Panowie wezmą kasę i już. A głupie społeczeństwo zapłaci

            A tak nawiasem mówiąc, wciąż powtarzam, że abonament należy płacić. I to duży. Za taką pracę należy się przecież solidne wynagrodzenie.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Po prostu razem

niedziela, 07 sierpnia 2011 7:43

 

            Nie przepadam za Audrey Tautou. Ani to piękne, ani szczególnie uzdolnione dziewczę. To moje osobiste zdanie oczywiście Ot, taka sobie aktoreczka, która została wyniesiona na fali popularności. Co prawda, muszę przyznać, że sprawdziła się w Amelii i Coco Chanel, ale ja jej jakoś nie za bardzo lubię.

             W 2007 roku Tautou zagrała główną rolę w filmie „Po prostu razem”. To dość intrygujący obraz. Dlaczego? Ano bo tak naprawdę, to nie powinienem wytrzymać do końca z jego oglądaniem. Początek zapowiada się przyjemnie, ale później powinienem zrezygnować, a jednak siedziałem i ciągle patrzyłem się na to wszystko, nie zastanawiając się nad niczym tylko dałem się wciągnąć w akcję. Akcję, której tu nie ma za dużo. Ot, trójka młodych ludzi z kompleksami zamieszkuje razem pod jednym dachem. Ich wzajemne relacje, marzenia, ich problemy dnia codziennego. Ale dwoje mężczyzn i jedna kobieta mieszkający wspólnie to pewnego rodzaju mieszanka wybuchowa.

            Jednak nic z tego. Tu tego nie ma. Prawie nie ma. A wszystko przebiega niemal w stoickim spokoju. Co prawda wszyscy oni mają swoje problemy. Relacje między nimi się mieszają. Ale żyją oni problemami dnia codziennego nie zastanawiając się nad przyszłością. Pieprzmy się, bawmy się, ale nie zakochujmy. To maksyma jednego z bohaterów. I tak właśnie upływa ich życie.

             A sam film? No cóż. Ja daję mu ocenę 6/10 Ale być może zasługuje on i na więcej.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

czwartek, 30 marca 2017

Licznik odwiedzin:  4 846 566  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4846566
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12494
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3329 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl