Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 222 167 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Krzyczący mężczyzna.

czwartek, 30 sierpnia 2012 20:38

 

            Ile dalibyście, aby mieć dobrą pracę? Co, dalibyście, by mieć dobrą, a czasami w ogóle jakąkolwiek pracę? Co zrobilibyście by tak było? Co poświęcilibyście?

            Łatwo być chojrakiem, gdy ma się środki na utrzymanie. Łatwo być chojrakiem, gdy jest się młodym, zdrowym, silnym, zaradnym, dobrze wykształconym, przebojowym z natury, a jak jeszcze ma się wsparcie w rodzinie czy w znajomych, to można podbijać świat. Cóż jednak począć gdy tak nie jest? Co począć gdy pracy dla Ciebie akurat nigdzie nie ma, a na jakiekolwiek wsparcie nie możesz liczyć?

            Tak. Przyznaję się. Miałem w swoim życiu taki okres, gdy byłem bez pracy. I trwało to dosyć długo.  Było mi wtedy cholernie wstyd. Pamiętam, jak młoda kobieta chodząc po domach i robiąc bodajże spis powszechny, powiedziała: to jest pan, na utrzymaniu żony? Tak... Pamiętam, jak unikałem niektórych ludzi. Zwłaszcza dawnych znajomych. Pamiętam, jak mówiłem sobie, ile to bym dał za możliwość znalezienia pracy. Byłem gotów wiele poświęcić i robić cokolwiek, ale jakoś nie miałem szczęścia. Najgorsze, że wtedy właśnie bezrobocie rosło, a w moim miasteczku działo się w tym temacie coraz gorzej.

 

            Gdy pracowałem w poprzednim zakładzie pracy, narzekałem na swoją robotę. Mój wujek, który prowadził własną firmę, mówił: Słuchaj chłopie. Rzuć to wszystko w diabły i przychodź do mnie. Kokosów nie zarobisz, ale spokój będziesz miał. Gdy straciłem pracę, poszedłem do niego jak w dym. Po pierwszej rozmowie byłem naprawdę podniesiony na duchu. Byłem jeszcze w okresie wypowiedzenia, więc miał czas na to by się  przygotować. Po trzech miesiącach rozmowa była już mniej optymistyczna. Następna była samymi unikami, a jeszcze następna świadczyła o tym, że jestem natrętem. Więcej się nie prosiłem. Czasami gdzieś dorywczo coś znalazłem, ale  na rodzinie się zawiodłem.

            Teraz, od ładnych już kilku lat, sytuację mam w miarę stabilną. W miarę. A wujek podobno ma komornika na głowie. Ale to już inna historia. W każdym bądź razie, na dzień dzisiejszy, mimo że ciężko muszę pracować, na spokojne życie mnie stać. A o przyszłości nie myślę. Boję się jej i nie chcę nad nią się zastanawiać.

 

            I jeszcze jedno. W dzisiejszych czasach praca jest dobrem. Tak uważam. Praca jest niczym innym, jak tym co robił człowiek pierwotny. Wyruszał na polowanie by zdobyć środki do życia. Później człowiek wyruszał na wojnę by do domu przywieźć łupy wojenne. Teraz idzie do pracy by każdego miesiąca na jego koncie znalazły się świeże środki płatnicze.

 

 

 

            Wyobraźcie sobie współczesny Czad. To takie państwo w Afryce. W jednym z luksusowych hoteli pracuje 50-letni Adam. Pracę ma, może niezbyt ambitną, jest tam ratownikiem na basenie. Do jego obowiązków należą wszystkie prace związane z tym miejscem. Ale on swoje zajęcie uwielbia. Tym bardziej, że pracuje tu wraz ze swoim synem Abdelem. Adam swoją pracę kocha i nie widzi nic poza nią, chociażby z tego powodu, że kiedyś był nawet mistrzem pływackim. Bez wody, nie ma dla niego życia.

            Jednak przychodzą ciężkie czasy. Hotel kupiła nowa właścicielka z Chin. Robi redukcje etatów i uważa, że dwóch ratowników jest jej niepotrzebnych. Wielu pracowników zwolniła, ale Adamowi daje szansę. Przenosi go na portiernię. Dla mężczyzny nadchodzą ciężkie czasy.

            Adam nie cieszy się z sukcesów syna. Syn jest dla niego w tej sytuacji rywalem. Od tej pory staje się posępny, a relacje między nimi się pogarszają.

            Jest jeszcze coś. Zanosi się na wojnę. Aby chronić swoje dzieci przed poborem wojskowym, niektórzy ludzie po cichu płacą pieniądze pewnym wpływowym osobom. Tak właśnie do tej pory postępował Adam. Teraz jednak zaczyna zalegać z wpłatami. Abdel zostaje wcielony do wojska, a Adam może znowu wrócić na swoje stanowisko pracy.

            Co jednak z sumieniem ojca? Ono nie jest czyste, a sytuacja coraz bardziej się komplikuje. I w rodzinie, i na froncie, gdzie Abdel pójdzie na pierwszą linię wojny.

            Ostatecznie Adam stara się naprawić to co zrobił, ale czy nie jest na to za późno?

 

            "Krzyczący mężczyzna" to film spokojny w swym tempie. Tu wszystko dzieje się powoli, ale dramat czuje się w powietrzu. Tu nie ma krzyków, wrzasków, wściekłości. A jedyny krzyk rozpaczy jaki próbuje wydrzeć się  z ust narzeczonej Abdela jest skutecznie tłamszony rękami Adama.

            Wojny prawie nie widać, ale też ją czuć. W jej obliczu zmiana miejsca pracy, w ogóle utrata pracy okazują się niczym. Okazuje się, że są większe tragedie.

 

            Ciekawy film. Dający do myślenia, i prowokujący do refleksji. Ja polecam. A tak nawiasem mówiąc, ładnie śpiewa ta narzeczona syna.

 

 


            Moja ocena filmu to: 7/10

 

 

 

            A tak nawiasem mówiąc. Mam pewną młodszą znajomą. Gdy ja byłem bezrobotnym, zazdrościłem jej i jej mężowi, że tak dobrze im się powodzi. On prowadził dwie działalności biznesowe, ona pracowała w aptece. Nie raz idąc piechotką, patrzyłem jakimi to wspaniałymi samochodami jeżdżą. Gdy urodził im się syn ciężko chory, spojrzałem na nią innymi oczami. Dziecko nigdy nie będzie zdrowe. Jakiś czas temu, dowiedziałem się, że mąż od niej odszedł. Wyjechał do innego miasta z młodszą i z taką co to dała mu zdrowe dziecko. Parę dni temu dowiedziałem się, że ją zwolniono z pracy.

            Pochlastać się tylko.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Cyps Albo Zyps.

wtorek, 28 sierpnia 2012 20:54

 

            Cyps Albo Zyps. Tak brzmi najdziwniejsze nazwisko w Polsce. Nosi je pan Mariusz, rocznik 1977. To nie żart, żeby było jasne. I nie chodzi tu o pana Cypsa, albo Zypsa, bo nazwisko składa się z trzech członów. Cyps Albo Zyps. Facet w urzędach ma przechlapane, ale ponoć z policjantami chcącymi wypisać mandat, to ma lepiej. Na pytanie, "to jak mam w końcu wpisać, Cyps, czy Zyps?", właściciel prawa jazdy mówi, że lepiej nic nie pisać, bo jeszcze ktoś pomyśli, że policjant na służbie a pijany.

            Na drugim miejscu najbardziej zwariowanych nazwisk znalazła się Monika Coś, a trzecie zajął Adam Cipa. W dziesiątce znaleźli się jeszcze: Pszczółka maja, Robert Kupka, Wojciech Delikatny, Tadeusz Sraczka, Krzysztof Kochanka, Dorota Niewiem, Cezary Porażka i Beata Ruchaj.

 

            Moje nazwisko nie jest aż tak dziwaczne, choć dość rzadko występujące. Siedemdziesiąt kilka osób zaledwie w kraju je nosi. Gdybyście chcieli ewentualnie sprawdzić ile osób nosi takie samo nazwisko jak Wasze, albo Waszych znajomych możecie to sprawdzić na TEJ stronie.

 

            Przyjemnej zabawy życzę. Uwaga: zwycięscy konkursu, nie ma w tej wyszukiwarce.



Podziel się
oceń
6
1

komentarze (11) | dodaj komentarz

Dom w głębi lasu.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012 17:40

 

            Cyt: "W 1815 roku na wyspie Sumbawa w Indonezji eksplodowała piękna i spokojna góra zwana Tambora. Spektakularny wybuch oraz towarzyszące mu tsunami zabiły 100 000 ludzi. Nikt z obecnie żyjących mieszkańców Ziemi nie widział takiej furii. Eksplozja wulkanu Tambora była znacznie silniejsza niż jakikolwiek kataklizm, którego doświadczył jakikolwiek współczesny człowiek. Była to najpotężniejsza eksplozja wulkaniczna w ciągu ostatnich 10 000 lat - stanowiła odpowiednik 60 000 bomb o energii równej bombie zrzuconej na Hiroszimę."

            Skutkiem tego wybuchu nastąpił "rok bez lata". Zanotowano obniżenie globalnej temperatury i znaczny spadek plonów. W Irlandii z powodu głodu oraz związanej z nim epidemii tyfusu zmarło 65 000 ludzi.

 

                                                                                                                             W taki koniec świata wierzę. Ale to co pokazano w filmie "Dom w głębi lasu" w ogóle do mnie nie przemawia. Ni to horror, ni to parodia, ni to sf. Ani śmieszne, ani straszne, nie mam zupełnie pojęcia co o tym sądzić. Szczerze odradzam.

 

 

 

 

 


            Moja ocena to: -3/10.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Valhalla: Mroczny wojownik.

niedziela, 26 sierpnia 2012 15:10

 

            Swego czasu pisałem o filmie "Opona". Absolutna większość tych którzy mieli go okazję zobaczyć, jednocześnie go krytykowali. Ja, chwaliłem.

            Tym razem, też mam okazję, zaprezentować Wam coś, co ogół oglądaczy krytykuje, a ja chwalę. Nie robię tego jednak na przekór (żeby było jasne) lecz z całym przekonaniem twierdzę, że film "Valhalla: Mroczny wojownik" to prawdziwa uczta dla kinomana.

 

            Jeśli ktoś ogląda film i potrzebna jest mu w nim fabuła, to Valhalla mu się z pewnością nie spodoba. To nie jest film dla ludzi którzy potrzebują standardowego rozpoczęcia, rozwinięcia i zakończenia. Mało tego. Tu tak naprawdę jest bardzo mało treści. To nie jest film dla miłośników telenowel.

 

            Co wiemy o głównym bohaterze? Niewiele. Imię jakie mu w pewnym momencie nadaje jego mały towarzysz podróży to Jednooki. Jakieś imię przecież człowiek musi mieć. A że bohater ma tylko jedno oko, a żadnego imienia nie ma, niech będzie i takie. Skąd jest? Też niewiadomo. Wiadomo, że został pojmanym przez jakichś wikingów i zmuszany jest do walk na śmierć i życie. Za zwycięstwo, jego właściciel dostaje pieniądze, a on sam jakąś breję do jedzenia. Zazwyczaj wygrywa i dlatego jeszcze żyje, ale gdzie nauczył się tak dobrze walczyć i dlaczego, tego też nie wiemy.

            Gdy Jednooki pewnego dnia zabija swoich oprawców i wyrusza przed siebie, wraz z nim idzie Are, młody chłopak, który przynosił mu jedzenie. Chłopak nie ma co ze sobą zrobić, więc nie ma też i innego wyjścia. Podróżujący napotykają się w pewnym momencie na grupę chrześcijańskich rycerzy kierujących się w stronę Jerozolimy by wyzwolić miasto z rąk niewiernych i do nich też jako chrześcijanie się przyłączają. Wędrując pieszo i płynąc na statku w końcu docierają do nieznanej krainy gdzie żyją... Indianie. W czasie całej tej podróży co jakiś czas ktoś ginie.

            To wszystko, co można powiedzieć o treści tegoż dzieła. A twórcą jest Nicolas Refn. Ten sam, co to nakręcił głośny "Drive". Może ktoś kojarzy.

 

            Wracając jednak do głównego tematu. Dlaczego polecam film? Otóż urzekają mnie w nim zdjęcia, urzeka tajemnica, mroczny klimat, główny bohater świetnie zagrany przez niejakiego Madsa Mikkelsena. Wszystko to spowodowało, że fabuła nie była mi potrzebna. Raczyłem się przede wszystkim obrazem i dźwiękiem, doznając uczuć estetycznych, choć to może dziwne, bo przecież mnóstwo jest tu i przemocy i okrucieństwa. Mnie film zahipnotyzował. Mi się wbrew temu co mówią inni, wcale nie dłużył.

            No ale cóż! Takie rzeczy trzeba lubić.

 



            A na ile go oceniam? Na pewno dam: 7+/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Życie jest krótkie

sobota, 25 sierpnia 2012 10:02

 

 

         A ja tak nie potrafię. I żal mi dupę ściska.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Wszyscy mają się dobrze.

czwartek, 23 sierpnia 2012 9:21

 

            Ależ ładny film. Naprawdę piękny. Takie rzeczy, spokojne, wyważone, z pomysłem, a do tego naprawdę dobrze zrobione to prawdziwy balsam na moją styraną duszę.

 

            W filmie "Moja krew" bohater chciał dać światu na odchodne, swojego potomka. Chciał coś pozostawić po sobie. Frank, główna postać filmu "Wszyscy mają się dobrze" tą powinność spełnił w czwórnasób. On ma aż czwórkę dzieci, z których jest oczywiście bardzo dumny. On w ogóle dumny jest ze swojego życia. Mimo, że zawsze był tylko zwykłym robotnikiem zakładającym izolacje kablowe, dzieciom swoim wpajał, że trzeba być ambitnym. Że trzeba do czegoś dążyć. Osiągać cele i spełniać swoje marzenia.

            David zawsze chciał malować i pragnął zostać malarzem. Ale ojciec mówił mu, że malarze to tylko malują ściany na które psy potem sikają. David zostanie artystą: marzyło się ojcu, a i synowi też.

            Robert, chłopak o zamiłowaniu muzycznym miał zostać dyrygentem. Miał mieć swoją orkiestrę z którą jeździłby po całym świecie i dawał koncerty.

            Rosie jako utytułowana tancerka również miała jeździć po świecie i być oklaskiwana przez publiczność. A Amy miała zająć się reklamą i prowadzić dom i wzorcową rodzinę.

            Tak właśnie wyobrażał to wszystko sobie stary ojciec Frank. I w takim przekonaniu zawsze był trzymany przez swoją żonę. Że wszystko jest bez zarzutów i że wszyscy mają się dobrze. Dzieci już dorosłe dawno wyprowadziły się jednak z domu. A żona kilka miesięcy temu umarła. Stary ojciec mieszka więc samotnie w domu, dba o ogród, dba o siebie i prowadzi spokojne, ale monotonne życie emeryta. Któregoś dnia postanowił on jednak zaprosić wszystkie swoje dzieci do siebie. Dokonał odpowiednich przygotowań. Porobił zakupy i zaczął czekać na przyjazd swoich pociech.

            Pierwszy telefon z przeprosinami odwołujący wizytę trochę go zasmucił. Każdy następny dołował go coraz bardziej. Ale Frank to pogodny emeryt. Taki co to nastawiony jest do świata pozytywnie. I wpada on na pomysł, że jeżeli dzieci nie mogły (nie chciały) go odwiedzić, to on im zrobi niespodziankę i odwiedzi każde z nich po kolei.

            Na pierwszy ogień poszedł David. Artysta malarz. Gdy Frank zobaczył jego obraz na wystawie w galerii uśmiechną się z dumą. Mój syn - pomyślał. Ale czekał on na Davida pod drzwiami jego mieszkania nadaremnie. Chłopak nie wrócił do mieszkania co było oczywiście bardzo dziwne i niepokojące. Trzeba było jechać dalej.

            Amy jak się mógł przekonać Frank, ma przepiękny dom, wspaniałego syna, dobrą pracę, ale czujne oko ojca w końcu dostrzegło, że coś tu nie gra w tej rodzinie. Wszyscy żyją w kłamstwie, choć w luksusie.

            Robert, który miał być dyrygentem i który miał posiadać własną orkiestrę też okazał się rozczarowaniem, tak samo jak Rosie.

            Rozczarowany trochę ojciec, nie rozumiejący tego, że wciąż wszyscy go oszukują, okłamują, czy też nie mówią prawdy wraca do domu. I dopiero przy łóżku szpitalnym, gdzie znalazł się on po przebytym zawale, dzieci zjawiają się w komplecie. Prawie w komplecie.

           

            Jak ważna jest rodzina? Dla kogo jest tak naprawdę ważna i dlaczego, możemy się zastanawiać i każdy pewnie będzie miał na te pytania własne odpowiedzi. Ja jednak wciąż powtarzam, że nie potrafię zrozumieć i nawet nie potrafię współczuć biednym ludziom, takim którzy nie posiadają środków do życia, a którzy decydują się na drugie, trzecie, czwarte, piąte dziecko. Bohater filmu miał środki na utrzymanie czwórki potomstwa i chwała mu za to. Ale jest w filmie ciekawa scena, w której spotyka on śpiącego na podłodze przejścia podziemnego, młodego bezdomnego. Pomóc ci w czymś? Głodny jesteś? Pyta się Frank, a widząc przed sobą kupę nieszczęścia wyciąga portfel i ofiarowuje pomoc. Jak myślicie, jaka jest reakcja bezdomnego? No cóż, Frank będzie miał nauczkę do końca życia.

 

            Film "Wszyscy mają się dobrze" warto obejrzeć. Bardzo dobry scenariusz, muzyka, świetny choć w nietypowej dla siebie roli, Robert De Niro. Dobry pomysł na film i dobrze zrealizowany. Cichy, lekki, spokojny i dający do myślenia.

 


 

            Moja ocena filmu to: -8/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Moja krew.

wtorek, 21 sierpnia 2012 10:58

 

            Niektórzy ludzie maja potrzebę pozostawienia czegoś po sobie potomności. Pragną pomników. Pragną pamięci. Aby to się stało czasami zostają politykami. W ten sposób, zapisując się drobnymi literami w księgach historii. Niektórym z nich, mimo że niczego wielkiego nie dokonali, a jedynie zginęli, faktycznie stawia się później pomniki.

            Przeciętny człowiek na to by jego postać stanęła na cokole, raczej nie ma szans. Pomnik może dostać jeden i to tylko na cmentarzu. Może sobie ewentualnie posadzić drzewo w odpowiednim miejscu, najlepiej dąb, i umieścić przy nim swoją tabliczkę z nazwiskiem. Coś pozostanie, na jakiś czas.

            Innym sposobem by pozostawić coś po sobie, są dzieci. Te mając naszą krew są jakby cząstką nas samych. Są przedłużeniem naszego życia.

 

 

            Igor jest młodym, dobrze zapowiadającym się bokserem. Ma trochę problemy ze swoją psychiką, jest nadpobudliwy, ale wyżywa się na ringu. Gdy dociera do niego widomość, że jest chory i że niedługo umrze postanawia, że musi coś pozostawić po sobie. Tym czymś ma być dziecko.

            Łatwo powiedzieć, ale trudnij zrobić. No, niby się nic trudnego. Igor bowiem prowadzi dość burzliwe życie. Przygodne panienki do niego lgną, ma chłopak pieniądze. Od towarzystwa nie stroni, ale z powodu trudnego charakteru odeszła pewnie już niejedna dziewczyna. Monika - ostatnia jego miłość, czuje jeszcze coś do niego, ale z takim partnerem nie będzie wiązać się na stałe.

            Wpada więc Igor na pewien pomysł. Nie oryginalny wszak, tu twórcy filmu się nie popisali. Igor postanawia znaleźć dziewczynę która mu po prostu urodzi potomka. Jak tu jednak taką znaleźć? Taką która była by chętna i która by się do tego nadawała. Nie może to być przecież byle kto.

            Wybór pada na Yen Ha. Młodą Wietnamkę, która po jego śmierci ma dostać i obywatelstwo i wszystko co on sam posiada. Niby się prosta sprawa. Dziewczyna ładna, pracowita, marząca o tym by pozostać w Polsce i w końcu dziewczyna która się na taki układ zgadza. Igor więc bierze się do roboty i czeka na wyniki. Trochę mu się z tym śpieszy, bo choroba postępuje i nie ma on nadziei na wyleczenie.

            Nie wie on jednak, że Yen Ha (Jaskółka) szykuje mu pewnego rodzaju niespodziankę. Przyjdzie mu się zmierzyć z nie lada wyzwaniem.

 

            Film Marcina Wrony "Moja krew" nie jest arcydziełem filmowym. Miał co prawda kilka nominacji w różnych konkursach, ale z niewielkimi sukcesami. Na wyróżnienie zasługuje rola Eryka Lubosa. Ciekawe, na ile grał on sam siebie, bo w scenach agresji wypada całkiem nieźle. Takiego agresywnego pozoranta zagrał świetnie.         W swojej ostatniej roli możemy tu też zobaczyć Krzysztofa Kolbergera grającego, o ironio, lekarza. Film niezły, choć nie rzucający na kolana.

 

 


            Moja ocena: 6+/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Lęk wysokości

niedziela, 19 sierpnia 2012 21:32

 

            Panią M, poznałem jeszcze w dzieciństwie. Jedna z sąsiadek w bloku. Pamiętam, że zaskoczyła mnie czystość w jej mieszkaniu. Wszystko starannie poukładane, powycierane z kurzu. Każda rzecz na swoim miejscu. Mimo dwójki dzieci w domu był idealny porządek. Pani M nie pracowała zawodowo, robił to jej mąż, a ona sama trzymała w obejściu wszystko twardą ręką. Gdy dorosłem zrozumiałem, że życie u jej boku było ciężkie, ale wtedy (pamiętam) imponował mi ten porządek. Ta czystość.

            W pewnym momencie jej życia stała się tragedia. Mąż zginął w wypadku samochodowym, a ona sama ledwo co przeżyła. Lekarzom jednak po wielu miesiącach udało się naprawić jej stan fizyczny, ale psychiczny zaczął szwankować. Pani M wróciła do domu, ale już jako samotna kobieta. Córka za granicą, syn też mieszkał już na swoim. Ona przyzwyczajona do tego, że zawsze ktoś z nią był, coraz bardziej zapadała w chorobę. Z czasem sąsiedzi zaczęli się bać. A to nie zakręciła wody, a to prądu nie wyłączyła. A co z gazem? Gaz jej w końcu odłączono zapobiegawczo. Doszło do tego, że wychodziła z domu nie zamknąwszy drzwi, a później pytała się ludzi, gdzie ona mieszka. Nie potrafiła trafić do swojego mieszkania, stojąc nawet przed swoimi drzwiami.

            Problemy z psychika są straszne. Wiem coś o tym. Rodzina ma wtedy olbrzymie kłopoty.

 

 

            Tomek Janicki, na pierwszy rzut oka, to dziecko szczęścia. Robi karierę w telewizji. Jest popularnym dziennikarzem. Właśnie urządza się w nowym mieszkaniu wraz ze swoją dziewczyną. Niedługo ma zostać ojcem. I chyba ta myśl go trochę przeraża bo... no właśnie. Tomek ma niezbyt dobre wspomnienia z dzieciństwa. Pamięta jak jego z kolei ojciec, wyrzucił z domu matkę z nim samym.

            Teraz, po długim czasie niewidzenia się, Tomek staje przed trudnym problemem. Wie, że czyny ojca są podyktowane postępującą choroba psychiczną. Ojciec, bez pomocy już sobie nie poradzi. Kiedyś, inteligentny teraz staje się coraz bardziej niebezpieczny dla otoczenia. I co tu w takiej sytuacji zrobić? Są tacy, którzy poświęcają się dla osoby bliskiej. Są tacy, którzy oddają bliskich do domów opieki, zakładów psychiatrycznych... Tomek, mimo wszystko postanawia zaopiekować się  ojcem, ale to przekracza jego możliwości.

 

            Film "Lęk wysokości" w reżyserii Bartosza Konopki, jak na debiut fabularny to całkiem nieźle pomyślane przedsięwzięcie. Ciekawy temat relacji międzyludzkich, dobrze zarysowane postacie, nieźli aktorzy - Marcin Dorociński, Krzysztof Stroiński. Film daje sporo do myślenia. Jak sami byśmy się zachowali stając przed takimi problemami?

            Wszystko fajnie tylko jakby czegoś mi w nim brakowało, jakby... światła było za mało.

            Ale zobaczyć warto. A tak nawiasem mówiąc, charakteryzacja Stroińskiego jest naprawdę świetna. Ogolony na łyso, z tą wielką białą brodą, gdyby tak kiedyś przysiadł się do mnie przy jakimś stoliku to nie poznałbym go na pewno.

 


            Moja ocena filmu to: 7/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Chwała dziwkom.

sobota, 18 sierpnia 2012 17:12

 

Bangkok


            "Daj nam pieniądze i szczęście i wszystko co dobre i piękne". Tak modlą się do Boga młode Azjatki (Tajki), zanim wyruszą do pracy.  Odbijają karty, każda ma swój numer jak w normalnym zakładzie pracy, a przecież  pracują w burdelu. Nie modlą się o rozum. A szkoda. Zastanawiają się ilu to dziś będą miały klientów. Jednego? Toż to nie wystarczy nawet na bilet miesięczny.

            Później zasiadają w przeszklonym pomieszczeniu i zostają wystawione na sprzedaż. Na godziny. Zrobią co im się każe . Są numerami. Są ciałami. Z drugiej strony szyby jest kasa, jest klient. Czasami przyjdzie ich tylko kilku, a dziewczyn jest wiele. Spora konkurencja, ale obsługa fachowa.  Zawsze jest doradca, ktoś w rodzaju burdel-mamy (taty). Ten podpowie coś o numerze za który się płaci. O numerze 232, czy też 278, bo tutaj dziewczyny są numerami.  Czysty handel. Zapłacone i po wszystkim. Z wybranym numerem jedzie się windą do oddzielnego pokoju by tam zrobić sobie dobrze. By tam zaznać chwili rozkoszy.

            Dziewczyny są ładne, ale ich uroda nie powala. Są bardzo zadbane, ma się nawet wrażenie, że sterylnie czyste.

            Klienci kupują szczęście. Choćby ułudę szczęścia. Choćby na chwilę. W tym przybytku rozkoszy dostaną za pieniądze to, czego w domu nigdy by nie mieli. A że to tylko ułuda, no cóż. W zaganianym, zapędzonym świecie, czasami potrzeba takiego mirażu jest duża i są tacy, którzy sporo są gotowi za to zapłacić.

            Scena z psami jako przerywnik, pojawia się nagle. Psy zabawiają się ze sobą przed wejściem. Ludzie przechodzą obok. Szczepione razem psy zawodzą. Normalność.

 


 Bangladesz.

 

            I tu też liczą na Boga.

            "Dziś miałam 15 klientów. I wszyscy byli bardzo mili. Ja też jestem bardzo miła" mówi jedna z dziewcząt.

            "Kiedy mam przerwę idę na bazar pobzykać. Dla rozrywki. Raz, albo dwa razy dziennie. Tylko o tym myślę. Gdyby nie było burdeli mężczyźni dmuchaliby krowy i kozy". Tak nam tłumaczy zachowanie mężczyzn, jeden z fryzjerów

            "Niektórzy każą mi brać penisa do ust. Nie po to Allach dał mi usta. Moje usta są święte, recytują sury Koranu"- mówi jedna z prostytutek. I ma rację. Jest przecież bardzo pobożna.

            W odróżnieniu od Bangkoku, tu dziewczyny są nachalne. Namawiają przechodniów. Łapią ich za ręce. "Jesteś w burdelu nie przy stole. Honor wsadź sobie w kieszeń" - mówi jedna z nich.

            "Chcę jeszcze powiedzieć, że my kobiety jesteśmy bardzo nieszczęśliwe. Życie kobiety jest bardzo ciężkie. Dlaczego musimy tak cierpieć? Czy nie może być inaczej? Nie ma innego życia? Ktoś może mi dać odpowiedź?" Te przerażające słowa jednej młodej prostytutki, jeszcze pewnie dziecka, zmroziły mi krew w żyłach. Aż serce się krajało gdy tego słuchałem. Człowiek gdyby mógł, zabrałby taka do domu. Nakarmił, umył, posadził przed telewizorem, posłał do szkoły... To taki przerażający głos na puszczy wołający o pomoc. Pomoc, która nigdy nie nadejdzie.

            A co ze starszymi? Takie nie mają klientów. I co mają zrobić? Gdzie pójść? Nie mają dokąd. Takie czekają tylko na śmierć lub łaskę innych. Bardziej zaradne mają kilka młodszych dziewcząt, które na nie pracują. Kupują je od wędrujących handlarzy. Może ojców, lub matek...

 

 


Meksyk

 

            "Lubię tu przychodzić, bo lubię szczupłe wysokie laseczki w czerwonych majteczkach. Fajnie się je dmucha. Lubię od tyłu od przodu, obciąganie. Wszystko lubię. Nasze dziewczyny nie robią tego co te tutaj" mówi młody meksykanin. No tak. Nasze dziewczyny, matki, siostry to coś innego. Te tutaj, to przecież kurwy.  

            "Przychodzą tu z Hondurasu, z Kuby z Gwatemali, Hindusi Amerykanie, Izraelici.  Dymali mnie faceci z całego świata. Nie mam męża, kochanka czy chłopaka, ale jestem kobietą. Nie jestem oziębła. Lubię to co robię i jeszcze mi za to płacą. Nigdy nie zakochałam się. Przyjeżdżają tu dla odmiany. Stek z frytkami też może się znudzić, jak będziesz go jadł codziennie". Tak mówi o swoim życiu, tak je tłumaczy pewna przedstawicielka najstarszego zawodu świata.

            I tutaj też się modlą. Dużo się modlą i to do Boga Kościoła Rzymsko Katolickiego i choć robią to w przedziwny sposób, jak choćby poprzez Modlitwę  do najświętszej śmierci, Białej panienki, to czuje się tą bliskość chrześcijaństwa poprzez wszędzie poustawiane wizerunki Matki Boskiej Maryji.

            Dziewczyny wiedzą, że faceci przychodzą tu tylko żeby zrobić dobrze sobie. Kobieta się nie liczy. Są jak zwierzęta. Wielu chce się całować, ale to jak mowi jedna z nich - ohydne. Wcale im się nie dziwię, bo w tych terenach to z higiena żyją oni raczej na bakier.

            "Ojciec przyszedł z chłopakiem który kończył 15 lat. Chciał żeby syn stał się mężczyzną. Było mu dobrze. Był szczęśliwy. Ojciec mi tez dziękował". Tak opisuje, jeden ze swoich razów jedna z nich

            "Powiedz jak masz na imię? Tu nie ma imion. - mówi inna. Wszystko bez uczucia, mechanicznie. Buch, buch, buch robisz swoje i wychodzisz. "Minęło dwadzieścia minut. Jeśli nie zdążyłeś - twój problem. Chcesz jeszcze więcej - płać. Nie masz pieniędzy? To przyjdź jak będziesz miał." - Takimi słowami żegna młodego klienta doświadczona w swym fachu kobieta. Ten, wciąż podniecony, posłusznie podciąga spodnie, mimo że nie osiągną do końca swego zadowolenia

 


            To, co ich łączy to marzą o lepszym życiu. Czy jednak na nie zasługują? Czy umiałyby się w nim znaleźć. Ile kobiet tak żyje? 100 milionów, 200, a może pół miliarda. Może więcej. Niech żyją piękne chwile mówi jedna z nich na samym końcu.  Niech żyją.

 

 

            Wyjątkowo dobry i mocny film dokumentalny o domach publicznych na świecie. Film dla widzów dorosłych. I mentalnie i fizycznie. Film przeraża. Wali po głowie niemiłosiernie i odsłania świat, o jakim przeciętny Polak może wiedzieć jedynie na podstawie przekazów. Trzy miejsca na świecie: Tajlandia, Bangladesz i Meksyk. Nigdzie tam nie chciałbym być, jednak najbardziej przyjaznym wydaje się to pierwsze miejsce, choć teoretycznie Meksyk powinien być nam najbardziej bliski. To ze względu na powiązania religijne.

            Największe nieszczęście jednak dojrzałem w Bangladeszu. Kobiety najsłabiej wykształcone, najmniej uświadomione, małe dzieci przekazywane z rąk do rąk jedynie za strawę i miejsce do spania. I przerażające słowa młodej dziewczyny, która pyta się dlaczego tak właśnie jest? Pytanie bez odpowiedzi, na długo pozostanie w głowie widza.

            Burdel to burdel, wydawałoby się. Ale tak nie jest. I dlatego jestem zwolennikiem legalizacji takiego interesu w Polsce. Legalizacji bo w innym przypadku, będziemy kroczyć w kierunku Bangladeszu, a tego bym naprawdę nie chciał.  

 


 

            Moja ocena filmu to:8+/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Pussy Riot

piątek, 17 sierpnia 2012 21:19

                                              

            No to chyba, tym razem nie znajdę zbyt wielu takich, którzy staną po mojej stronie. Wszak cały świat, a przynajmniej większość, uważa że wyrok jaki zapadł na zespole muzycznym "Pussy Riot" jest niesprawiedliwy.

            Trzy młode dziewczyny, trzy Rosjanki zostały skazane na dwa lata łagru, za śpiewanie piosenki politycznej, krytykującej władzę, a konkretnie Putina, w cerkwi prawosławnej. Słuszne to, czy nie?

            Nie wypowiadam się w sprawie wysokości wyroku. Nie wiem, jaka powinna być kara. Każdy kraj ma swój kodeks prawny i władza sądownicza powinna się do niego stosować. Dwa lata łagru, jak na warunki Rosji, to chyba niewiele, choć jak dla mnie byłby to koszmar.

            Zastanówmy się jednak co to takiego uczyniły te młode kobiety? Dlaczego dało się je skazać? To, że śpiewają, to że należą do jakiejś skrajnej grupy feministycznej, nic mi nie przeszkadza. To, że mają takie a nie inne zdanie o swoim prezydencie - również. Każdy ma prawo nie lubić władzy w swoim kraju. Każdy też, moim oczywiście zdaniem, może to wyrażać w dowolny sposób. Jest jednak pewne zastrzeżenie. Zawsze mówię, że moja wolność, kończy się tam, gdzie ograniczałbym wolność drugiego człowieka. Niech te dziewczyny krytykują Putina publicznie. Niech mówią o nim, co chcą. Tak pojmuję ich wolność. Ale nie zgadzam się na miejsce, które wybrały sobie do demonstrowania swoich poglądów.

            Stali moi czytelnicy znają moje zdanie co do religii. Jestem osoba niewierzącą i bardzo krytycznym okiem patrzę na sprawy Kościoła. Uważam, że to instytucje pełne darmozjadów i pasożytów. Wiem jednak, że są ludzie, dla których kościół, czy też cerkiew, są miejscami świętymi. Niech się mylą, niech błądzą, niech tracą tam pieniądze ale to ich życie. Ich sprawa, gdzie spędzają czas i komu służą. Ja mogę to krytykować i być temu przeciwnym, ale nie wolno mi tego robić w Kościele.

            Członkinie zespołu "Pussy Riot" przekroczyły granicę, której nie wolno przekraczać. Wdarły się do świątyni, przed ołtarz, i tu w sposób bardzo kontrowersyjny zaczęły wyrażać swoje poglądy. To nie było miejsce na tego typu zachowanie.  

 

            Gdybym ja był sędzią. Gdybym ja miał stwierdzić, czy te panie powinny ponieść karę za swoje występki, odpowiedziałbym stanowczym TAK. Bo co stałoby się gdybyśmy dopuścili do naśladownictwa tego typu zachowań? Czy pomyślał ktoś o tym? Czy każdy może się wygłupiać gdzie chce? W kościele, w urzędzie, na stadionie, w szkole... Bądźmy szczerzy. Wszędzie działają służby porządkowe i wszędzie tam takie łobuzerskie zachowanie byłoby potępione. Wolność wolnością, ale jednak granice muszą być.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Speedboot

czwartek, 16 sierpnia 2012 20:20

 

            Morze, motorówka, na niej dziewczyna i chłopak. Chłopak prowadzi i chciałby nauczyć dziewczynę nowych umiejętności. Wszystko otulone w lekkiej konwencji erotyzmu, umizgania się i... I czym to się może skończyć?

 

http://www.youtube.com/watch?list=UUu3bePj6Nx5xuBTjqbsDPxw&v=5gMgdW22iUA&feature=player_detailpage

 

            Ja w tym roku nie mam wolnego w porze wakacyjnej. Większość urlopu wybrałem na początku roku. Nie to, że chciałem. Ot, po prostu. Taka polityka zakładu pracy. Niemniej, tym co na wakacjach, nad morzem, czy też w górach niech się wiedzie. Ponoć czeka nas jeszcze kilka gorących dni.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Gongdong gyeongbi guyeok JSA

środa, 15 sierpnia 2012 14:29

 

            W styczniu 1947 roku brytyjska i amerykańska strefa zostały połączone w Bizonię. W czerwcu 1948 roku miała miejsce narada w Londynie, podczas której państwa zachodnie odrzuciły propozycję ZSRR, zmierzającą do utworzenia jednego rządu ogólnoniemieckiego. Stało się jasne, iż Niemcy zostaną podzielone na dwa odrębne państwa, które dostaną się w różne strefy wpływów. Doszło więc do utworzenia dwóch państw niemieckich: 7 września 1949 Republiki Federalnej Niemiec i 7 października 1949 Niemieckiej Republiki Demokratycznej oraz enklawy Berlin Zachodni.

 

 

            Przez 41 lat utrzymywano sztuczny podział jednego kraju, jednego narodu, jednego społeczeństwa. Nie wnikam w to, czy było to słuszne, czy też nie. Niemcy zasłużyli sobie, moim zdaniem, na dużo większą karę, niż na to, co ich spotkało z powodu rozpętania wojny światowej. Ale gdy na siłę dzielimy jakiś jeden twór, to musimy wiedzieć, że albo on umrze, albo będzie starał się o połączenie. I Niemcom w końcu się to udało. Stały się jednym krajem.

 

            W świecie współczesnym, jest jeszcze jeden twór państwowy, który został podzielony politycznie. To dwa obecne państwa Korei. Korea Południowa - kapitalistyczna i Korea Północna - komunistyczna. Tutaj podziały są dużo większe. Bo jak w przypadku Niemców, to oni za wszelką cenę dążyli do zjednania. Układy polityczne, międzynarodowe im jednak na to nie pozwalały. Koreańczycy sami dokonali podziału i sami dbają o to, by ten podział podsycać. Dotyczy to zwłaszcza Północy. Tam, władza, nie pozwoli bezkrwawo odsunąć się od koryta.

            Jednak oprócz władzy, są jeszcze zwykli ludzie. Tacy co to maja potrzeby takie, jak każdy inny człowiek na świecie. Chcą się najeść, chcą poczucia bezpieczeństwa i potrzebują też drugiego człowieka. Żony, przyjaciela, czy choćby kolegi.

 

 

            W koreańskiej strefie zdemilitaryzowanej miało miejsce morderstwo. W jednej z budek strażniczych zamordowano kilku żołnierzy Północy. Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest przez niezależnych obserwatorów państw nadzorujących strefę. Podejrzenia padają na jakąś nieznana organizację. Jednak prawda jest trochę inna. Zaskakująco inna. Śledztwo prowadzi pani major Sophie E. Jean . Ma ona utrudnione zadanie, bo chętnych do współpracy brak, a miejsce śledztwa jest nadzwyczaj kontrowersyjne i trudne.

 

            Powiem tak. W filmie ukazana jest ciekawa prawda. Prawda o tym, że człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Potrzebujemy przyjaciół, kolegów, a często choćby i wrogów, ale żeby tylko byli. Byśmy tylko nie byli sami. Człowiek, człowiekowi jest potrzebny i już.

            Bywają co prawda samotnicy. Tacy którym najlepiej samym ze sobą. Ale ci zazwyczaj dziwaczeją. I to bardzo.

           

            Film "Gongdong gyeongbi guyeok JSA" o którym tu napomknąłem, to bardzo interesujące kino. Jakże inne od tej sieczki jaką najczęściej jesteśmy faszerowani. Film, może nie najłatwiejszy w odbiorze, ale zapewniam Was, że ciekawy.  Jeżeli jeszcze dodam, że reżyserował go Chan-wook Park, to pewnie ci którzy trochę lepiej się znają na kinie, już zacierają ze zaciekawieniem ręce.   

 

 

            Moja ocena filmu to: +7/10

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

As w rękawie

wtorek, 14 sierpnia 2012 19:51

 

            Za bardzo nie wiem, jak mam ocenić ten film. Bo i pomysł niezły. Akcji co niemiara. Aktorzy dobrzy. Zakończenie też z lekka zaskakujące. I niby się wszystko jest świetne, a coś tu nie zgrywa.

            Mało tego. Film jest w iście Tarantinowskim stylu. Czyli powinien się podobać, ale jakby czegoś w nim brak. A może inaczej. Może właśnie jest czegoś w nim za dużo. Pojawia się takie wrażenie, że twórcy do końca nie wiedzieli co tak naprawdę chcą pokazać. O co im właściwie chodzi.

 

            Buddy Israel to komik i iluzjonista, który zaczął piąć się w górę w strukturach mafijnych. Gdy robi się wokół niego gorąco postanawia zeznawać przeciwko swojemu szefowi Primo Sparazzie. Jako świadek koronny dostaje on solidną ochronę, ale wyrok na niego zapadł. A kwota miliona dolarów za jego głowę powoduje to, że wielu zawodowców decyduje się po nią sięgnąć. Jedni przybywają pojedynczo, inni grupowo. Mężczyźni, kobiety, Amerykanie, obcokrajowcy, czarni, biali, rozsądni, szaleni... Kto tylko zna się na tym fachu dąży w kierunku hotelu, gdzie właśnie po raz ostatni chce się zabawić Israel.

            Co nam w sumie to daje? Dość sporo niezłej rozrywki, ale nie jest to jednak kino, które pozostaje na dłużej w pamięci. Quentin Tarantino robi jednak lepsze rzeczy.

 


 

            Moja ocena filmu to: -7/10.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Księża faworyzują Kaczyńskiego

niedziela, 12 sierpnia 2012 10:40

 

            Przed moim kościołem ( w moim miasteczku są trzy kościoły, a ten jest najstarszy, największy i najładniejszy i należy do parafii pod którą i ja podlegam, więc pozwoliłem sobie użyć przymiotnika - moim) jakieś dziesięć dni temu zostały umieszczone takie oto zdjęcia.

 

 

 

 

 


 

 

            Zdjęcia te, wraz z załączonymi pod nimi opisami, upamiętniają i wychwalają jednego z polityków Rzeczpospolitej - Lecha Kaczyńskiego. Mówią o jego życiorysie, patriotyzmie, wkładzie w umacnianie chrześcijaństwa w Europie. Mówią o tym, że za jego kadencji Polska rosła w siłę zarówno w Europie jak i na świecie.

            Nie dyskutuję, jak to był ona prawdę. Każdy niech sam sobie na to odpowie, ale powiem Wam, że mi osobiście bardzo nie podoba się miejsce tej wystawy. Gdy tamtędy przechodziłem i gdy zatrzymałem się na chwilę, specjalnego zainteresowania nie zauważyłem. Ludzie przechodzili obok nie zatrzymując się.

            Byłem tam trzy razy. Raz, przypadkowo i zrobiłem fotkę telefonem komórkowym. Drugi raz byliśmy tam specjalnie z żoną. A za trzecim razem poszedłem by zrobić powyższą sesję zdjęciową.

            Tylko za drugim razem ktoś oprócz mnie tam się jeszcze kręcił. Były to dwie kobiety w wieku tak... po sześćdziesiątce. Ja, buntownicza dusza w pewnym momencie wyraziłem głośno swoje niezadowolenie co do miejsca tej wystawy. I wiecie co? Aż zaskoczony byłem, ale te kobiety mnie poparły. Co prawda ściszonym głosem, ale mówiły one, że to skandal, że ksiądz tak jawnie uprawia na terenie kościoła politykę. Usprawiedliwiały go trochę, tego naszego proboszcza, mówiąc, że to za  namową biskupa, a ten ponoć jest wielkim zwolennikiem RM, ale też były bardzo zniesmaczone.

 

            Nigdy nikomu nie broniłem bawienia się w politykę. Każdy ma prawo do swoich poglądów i do ich wyrażania. Byleby pokojowo. Bez agresji i zagrożenia dla innych. Każdy obywatel, bez względu na zawód jaki wykonuje ma do tego prawo. Nie wolno jednak do tego wykorzystywać swojej profesji. Policjant ma być apolityczny. Lekarz, urzędnik i ksiądz. Nauczyciel też. Prywatnie, wyznawajcie poglądy jakie chcecie. Gdy jednak utrzymywani jesteście przez całe społeczeństwo, nie wolno Wam się do jego części odwracać plecami, innych natomiast faworyzować.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Turkmenistan

sobota, 11 sierpnia 2012 7:16

 

            Nawiązując jeszcze do poprzedniego wpisu. Jeżeli macie ochotę na naprawdę dobry film sf to polecam "Żonę astronauty". Parę dni temu leciał w TV.

 

 

            Tragedia! Naprawdę wielka tragedia! I to na skalę międzynarodową. Od 1 VII tego roku, w Turkmenistanie, kierowcy ciężarówek, autobusów i traktorów stracili prawo do darmowego paliwa. 720 litrów darmowej benzyny na pół roku przysługuje jedynie kierowcom samochodów poniżej 3,5 tony i motocyklistom. Reszta musi płacić zawrotną cenę... 70 groszy za litr.

            Gospodynie domowe w tymże kraju też mają pretensje do wysokich cen. Być może w ogóle do cen, tego nie wiem. Otóż zapałki są drogie. Z tego to powodu, że za zapałki trzeba płacić, gospodynie nie wyłączają gazu w kuchenkach. A bo i po co. Gaz jest darmowy, a zapałki nie.

 

            Takie i inne ciekawostki, możecie usłyszeć w Śniadaniu Międzykontynentalnym. Te akurat pochodzą z odcinka "Muzyka i życie Bliskiego wschodu.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

sobota, 21 stycznia 2017

Licznik odwiedzin:  4 745 578  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4745578
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12228
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3261 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl