Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 426 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Thanks Smokey

piątek, 30 września 2011 17:10

 

            Mówcie co chcecie, a ja się uśmiałem. I ta prościutka muzyczka do tego. Kapitalne. Nie wiedziałem tylko do jakiej kategorii to zaliczyć.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Drzwi.

piątek, 30 września 2011 16:55

 

            David – mąż, Maja – żona, Leonie – córka. Ta trójka ludzi stanowi przeciętną rodzinę. Może nie do końca przeciętną, bo akurat tak się składa, że David zdradza swoją żonę. Żona pracuje poza domem, on w domu. Jest malarzem artystą. Przy okazji opiekuje się małą córeczką, ale gdy nikt nie widzi, to czasami wyskoczy do sąsiadki na małe co nieco.

            Tego feralnego dnia, właśnie tak zrobił. I stało się nieszczęście. Dziewczynce rozwiązał się but, potknęła się i wpadła do przydomowego basenu. Gdy ojciec wrócił do domu było już za późno. Utopiła się.

            Mija pięć lat. On i ona rozstali się. Ona znalazła sobie nowego partnera, ale wciąż nie może wybaczyć Davidowi tego co się stało. On sobie również tego nie może wybaczyć. Chciałby jednak powrotu Mai. Nie mogąc sobie poradzić z problemami dużo pije. Teraz jednak ma tego wszystkiego już dosyć. Postanawia popełnić samobójstwo, ale go przyjaciel ratuje z tragedii.

            Gdy dochodzi do siebie, wraca do domu. Po drodze jednak, zupełnie przypadkiem idąc za motylem, natrafia na… drzwi. No, może to nie do końca są drzwi, to raczej jakiś tunel, ale niech będzie za tytułem filmu, że przechodzi przez drzwi.

             I oto patrzy że znalazł się na swojej ulicy, przed swoim domem  lecz… latem. I raptem widzi samego siebie, w momencie gdy to owego feralnego dnia, pięć lat temu, wymykał się właśnie do sąsiadki. A co z Leonie? O Boże! Ona tonie! Odruchowo David biegnie z pomocą. Po drodze zrzuca płaszcz i odruchowo wskakuje do basenu. Teraz dobrze wie co robić. Wyciąga dziecko z wody i ratuje mu życie. Zanosi do domu, wyciera, kładzie do łóżka… Ale co dalej? Przecież zaraz wróci… David. Ten drugi David. A może pierwszy?

             Dosyć dużo zdradziłem z treści filmu „Drzwi”, jednak nie wszystko. Bo dopiero teraz bowiem zaczyna się cała intryga. Dwóch Davidów przecież nie może istnieć jednocześnie. Coś się musi wydarzyć. A to dopiero początek.

            Tym którzy są w stanie uwierzyć w istnienie światów równorzędnych może się film podobać. Ja jestem z niego zadowolony. Niemiecki twórca pokazał nam bajkę dla dorosłych. To trochę thriller, trochę horror, film trzymający w napięciu i budzący strach. Film dobrze zrealizowany, z niezłymi kreacjami aktorskimi i ciekawą muzyką.

 

 

 

            Moja ocena filmu to: bardzo mocne 7/10. Polecam.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Giertych w Kropce nad i.

czwartek, 29 września 2011 20:56

 

            W dzisiejszej „Kropce nad i”, gościem programu Moniki Olejnik, był Roman Giertych. Jakiż to inteligentny facet, przeszło mi po głowie. Jak on dobrze i mądrze mówi. Dlaczegoż taki nie był, wtedy, gdy siedział w polityce? Wtedy postrzegałem go jako wichrzyciele, demagoga i w ogóle jakiegoś nawiedzonego. A teraz, patrzcie państwo, w porządku gość.

            A tak nawiasem mówiąc, w pewnym momencie Giertych stwierdził, że jego zdaniem Kaczyński i Pawlak już się dogadali w sprawie ewentualnej koalicji. Kilka chwil potem, w takim pasku z informacjami, jaki widzimy na dole ekranu, przeczytać można było informację „ Giertych: Kaczyński i Pawlak dogadali się w sprawie koalicji”. Jedno słowo (dwa) „moim zdaniem” a jaka różnica znaczeń. Dlaczego dziennikarze tak robią, a później dziwią się, że społeczeństwo twierdzi – telewizja kłamie. A co, tak nie jest?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Życie kibola jest ciężkie. - Kibol.

wtorek, 27 września 2011 21:13

 

            Tusk postanowił pogadać sobie z… kibicami. I chyba nie za bardzo mu to wyszło. Delikatnie mówiąc każda ze stron pozostała na swoim stanowisku. No właśnie. A mi cisną się na usta słowa, i po co mu to było. Z kibicami nie wygra. Bo wszystko co w nich siedzi to już tak bardzo się zakorzeniło, że trudno im cokolwiek przetłumaczyć. Oni wiedzą i widzą swoje. A kibol? Zły kibol, to wymysł mediów. A że ktoś sobie pokrzyczał, czasami w emocjach wyrwał jakąś ławkę, płytą chodnikową rzucił w policjanta… No i co z tego? Przecież więcej z tego wszystkiego jest pożytku niż strat. Ale czy na pewno?

            Kim jest kibol? Myślicie, że wiecie kim on jest? Czym się charakteryzuje, co robi, jak się zachowuje? Wiecie? Oj, nie dałbym za to głowy.

            Bo kibole organizują akcje charytatywne, opiekują się Domami Dziecka, opiekują się małymi dziećmi jak i kombatantami. To oni są największymi patriotami w kraju gotowymi umrzeć za ojczyznę. Dbają o pamięć naszej historii. I za to wszystko właśnie, są atakowani. Nie wierzycie? Uważacie że głupoty gadam? Jeśli tak, to obejrzyjcie sobie film dokumentalny „Kibol”.

 


            Jedną z twarzy opowiadającej nam o tym towarzystwie jest Magda. Kibic (kibicka) Legii Warszawa. Młoda, ładna, elokwentna blondynka, która swoim wizerunkiem uwiarygodnia pogląd mówiący o wspaniałej braci kibiców. Są też młodzi chłopcy i jacyś profesorowie.

             A sam film jest zrobiony pod patronatem „Gazety Polskiej”. Samo to już mówi za siebie. Mówi o obiektywizmie. Kogo przekona ten film? Kto uwierzy w zaprezentowane tam opinie?  Napisy zawarte w filmie mówią, że Tusk na pewno nie. No, ja też za bardzo nie jestem przekonany A Wy? Obejrzyjcie, oceńcie



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wojna Restrepo

poniedziałek, 26 września 2011 17:55

 

            Gdy byłem dzieciakiem, takim kilkuletnim, chciałem być żołnierzem. Takim jak Janek Kos z Czterech Pancernych. Chciałem walczyć, strzelać, zabijać wrogów. I wielu pewnie moich rówieśników, też tak chciało. Zostać bohaterem wojennym. Gdy dorosłem i troszkę poznałem życie, zmieniłem swoje marzenia. Nigdy nie chciałbym być na wojnie.

            Wojna to nie przygody pancernych. To nie wojaczka Franka Dolasa. To nawet nie ciągłe życia w napięciu jakie miał Hans Klos, a nawet przeżycia jakie miał ogniomistrz Kaleń. Wojna to coś gorszego, straszniejszego…

            Skąd wiem? Ano faktycznie. Skąd mogę wiedzieć, jeśli sam tego nie przeżyłem. Ale chodzę już po tym świecie ładnych kilka lat i myślę sobie, że mam prawo oceniać, osądzać rzeczy, sytuacje w których nawet nie brałem udziału.

             Właśnie jestem po obejrzeniu dokumentalnego filmu „ Wojna Restrepo”. No, cóż. Mogę powiedzieć, że robi wrażenie. Bo to nie jakieś hollywoodskie przedstawienie. To kawał prawdziwego życia żołnierza. Maj 2007 roku. Afganistan – dolina Korengal. To tu odbywały się najkrwawsze walki z talibami. Tu spadło niemal 70% wszystkich bomb jakie Amerykanie zrzucili na wroga. I tu poznajemy grupę młodych żołnierzy gotowych do walki. Widzimy jak się zachowują, co robią w wolnym czasie i oczywiście towarzyszymy im w ich zadaniach bojowych. Głównym celem grupy jest zbudowanie drogi mającej połączyć górskie wioski z nieopodal leżącym miastem. Aby tego dokonać należy przekonać ludność mieszkającą w okolicy do wspólnej pracy. A nie jest to łatwe. Wszyscy boja się talibów.

            A jest czego się bać. Ci bowiem są bezwzględni. Nie liczą się z nikim, jak również z własnym życiem. Dochodzi więc wielokrotnie do bojowych potyczek.

            Widzimy broń. Słyszymy strzały. Obcujemy ze śmiercią. Dosłownie. Jeden z żołnierzy, starszy szeregowy John Restrepo, to dusza towarzystwa. Ale jemu właśnie przyszło zginąć na tej wojnie. Koledzy nadają swoją nazwę miejscu w którym przyszło im służyć. To wzgórze Restrepo.

            Twórcy filmu nie wypowiadają się o sensie wojny. Nie wdają się w spory polityczne. Oni tylko relacjonują rzeczywistość. Pokazują jak to jest tam. Na wojnie.

            A Wy, czy chcielibyście zostać żołnierzami? Zawodowymi oczywiście. Teraz nie ma już innych. Jeśli tak. Jeśli jesteście jeszcze na tyle młodzi, że taka decyzja jest przed wami to proponuję obejrzenie filmu „Wojna Restrepo”. Na pewno niejednemu (niejednej) odechce się wojaczki.

 

 

            Moja ocena filmu to: 7/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Cold Fish

niedziela, 25 września 2011 18:51

 

            Jak daleko twórcy filmowi mogą posunąć się w pokazywaniu zaniku człowieczeństwa? W pokazywaniu gwałtu, przemocy, lejącej się krwi, zezwierzęceniu… Często zadaję sobie to pytanie i myślę, że do samego końca. Że mogą pokazać wszystko to, co tylko im wyobraźnia podpowie. Ale granice tego już są blisko. Cóż bowiem można jeszcze wymyślić? Gdy okazało się, że filmy z gatunku horroru już niektórych nie straszą, już nie wywołują takich emocji jakie to by się chciało wywołać, co niektórzy filmowcy, poszli o krok dalej. Jeszcze jeden krok udało im się zrobić (chyba już ostatni lub jeden z ostatnich) i stworzyli gatunek zwany gore.

            Gore (ang. rozlana krew, zakrzepła krew) – rodzaj dreszczowca, horroru filmowego, charakteryzujący się dużą ilością brutalności, scen z krwią i wnętrznościami oraz (często, choć nie zawsze) ponurym klimatem. Częstym elementem filmów gore mogą być dewiacje seksualne, tortury i eksperymenty

            Nie przepadam za tego typu filmami. Jakieś masakry piłą mechaniczną mnie nie pociągają, choć lubię przecież popatrzeć na dobry horror. Już w dzieciństwie lubiłem się bać, choć tylko przy ekranie telewizora czy to na sali kinowej. Powinny być jednak granice, bo tam gdzie mamy do czynienia z obrzydliwościami, z pokazywaniem tego, to możemy się liczyć i z przekroczeniem pewnych granic co może prowadzić później do znieczulicy na wszystko co nas dotyczy. To stanowi niebezpieczeństwo szczególnie dla młodych ludzi.

            Dość jednak już tego gadania. Przechodzę do filmu.

             „Cold Fish”, to film którego nie polecam ludziom wrażliwym. Nie polecam ludziom którzy na świat patrzą przyjaźnie, z miłością, romantycznie, którzy uważają, że ludzie to piękne i wspaniałe istoty. Niech taki świat pozostanie w ich wyobraźni i niech nie oglądają filmu w reżyserii Shion Sono.

             A o czym jest „Cold Fish” (japoński tytuł -  Tsumetai nettaigyo)? Zaczyna się dość przyjemnie. Właściciel sklepu z egzotycznymi rybkami, pan Shamoto, poznaje przypadkowo innego sprzedawcę rybek pana Muratę. Murata, jako dość wpływowy gość ratuje naszego bohatera z pewnej opresji. Otóż jego córka została przyłapana na kradzieży w jakimś sklepie, a to przecież i przestępstwo i wielki wstyd. Murata nie tylko ratuje z opresji rodzinę Shamoto, ale również proponuje przyjaźń i robienie wspólnych interesów. Bardzo szybko to się toczy, tak że Shamoto jest trochę przytłoczony tym co go spotkało, ale za bardzo nie ma wyjścia. Więc brnie we wspólne interesy za namową żony i córki które już widzą swoją przyszłość w różowych kolorach. Nie wiedzą oni jednak, że Murata to seryjny morderca, który swoje ofiary ćwiartuje i pali tak by po nich nie pozostało żadnego śladu. Shamoto natomiast w jego planach ma być jego pomocnikiem.

             Ci co lubią tego gatunku filmy, wiedzą co ich spotka podczas oglądania seansu. Ja za takimi filmami szczególnie nie przepadam, ale tu zaskoczenie. Ten akurat film obejrzałem do końca. Co jest tego przyczyną? Dobra oprawa muzyczna, niezły pomysł, całkiem przyzwoita reżyseria… Trzeba jednak brać poprawkę na to, że to film o azjatyckich klimatach i gatunek gore. Jeśli to się weźmie pod uwagę, to niektórym obraz ten może się naprawdę spodobać, bo w swej kategorii to jest on całkiem niezły.

 

 

            Moja ocena filmu to: 7/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Hanyo

niedziela, 25 września 2011 8:38

 

            Nic nie wiem o tym filmie. Nic nie słyszałem, nic nie czytałem. Obejrzałem jedynie sobie ten zwiastun.

             Muszę go mieć. Muszę go obejrzeć. Ta muzyczka, te zdjęcia… urzekły mnie. Tylko gdzie i kiedy ja to zobaczę…?

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Benny`s Video

czwartek, 22 września 2011 9:43

 

            Byliście może kiedyś w rzeźni, w ubojni? Przypuszczam, że raczej nie, ale mi się kilka razy zdarzyło być w takim miejscu. Mówię Wam, niezbyt przyjemne miejsce. Tam czuje się śmierć. I co z tego, że zwierząt, ale naprawdę czuje się śmierć. I co ciekawe, miałem wrażenie, że te zwierzę to wiedzą co je czeka. To było widoczne w ich oczach, w ich zachowaniu… Ponadto jest tam dużo wody. Dużo krwi, hałasu i… smrodu. Okropny smród. W miejscu gdzie były przechowywane jelita wytrzymałem kila sekund i wyszedłem bo bałem się, że zwymiotuję. I co ciekawe, był to naturalny zapach prawidłowo przechowywanych elementów do produkcji wędlin.


            Nie ubojnią. Nie rzeźnią. Ale zabiciem świni na wsi, zaczyna się film „Benny`s video”. Scenę ową oglądamy oczami amatorskiej kamery trzymanej w ręku przez czternastoletniego chłopaka. Słyszymy kwiczenie przerażonego, ciągniętego zwierzęcia, później chwila przygotowania i śmiertelny strzał w głowę. Drgawki i śmierć. Bardzo realistyczne bo i zdjęcia prawdziwe. Tak mi się zdaje.

            Głównym bohaterem filmu jest Benny. Chłopak pochodzący z zamożnej rodziny, mający swoją pasję. Lubi on filmować świat który go otacza. Ma kilka kamer. Jedną zainstalowaną w jego pokoju, inna filmuje to co jest na zewnątrz. Pewnie jest i trzecia kamera. A do tego nowoczesny sprzęt komputerowy służący zapewnie do obróbki nagrań. Benny to spokojny, nie sprawiający problemów nastolatek. Często korzysta z wypożyczalni video. Pewnego razu spotyka tam swoją rówieśniczkę. Jest rozmowa i zaproszenie do niego, do domu. Dzieciaki siedzą w pokoju i rozmawiają. Tak o niczym. Jak to u ludzi w tym wieku często bywa.

            Teraz uwaga. Będę zdradzał istotne dla filmu fakty.

            W pewnym momencie nasz bohater wyciąga z szuflady sprzęt do służący do uboju zwierząt. Ukradł go podczas swojego ostatniego pobytu na wsi. Pokazuje go zainteresowanej dziewczynie i w pewnym momencie strzela do niej. Teraz zimnym okiem kamery oglądamy co dzieje się dalej. Oglądamy bestialskie zabijanie człowieka. Krzyki i zabijanie. Krzyki i zabijanie. Do skutku. Statyczne zdjęcia z kamery dopełniają dramatyzmu wydarzenia.

            A później? Później jak gdyby nigdy nic, Benny zajmuje się swoimi codziennymi sprawami. Odrabia lekcje, rozmawia przez telefon, coś tam przekąsza. Na koniec ukrywa w szafie zwłoki i sprząta mieszkanie.

            Ale to nie wszystko. Coś trzeba przecież zrobić z ciałem. Chłopak więc postanawia o wszystkim… poinformować swoich rodziców. A oni? No cóż oni mogą począć. Stało się. Co jednak dalej? Powiadomić o wszystkim organy ścigania, czy może spróbować wszystko ukryć, zatuszować? Wszak nikt nie widział dzieciaka w towarzystwie tej dziewczyny.

            A jak Wy postąpilibyście w takiej sytuacji? Wiem! Trochę niepoważne pytanie. Ale już padło. Ja wiem co bym zrobił. Wiem na pewno. Ja powiadomiłbym o wszystkim policję, starając się pomóc dzieciakowi. W ten sposób rozumiem pomoc dla niego.

             Co zrobią rodzice Bennego dowiecie się oczywiście oglądając film. Ja już i tak dużo faktów zdradziłem.

            Omawiany przeze mnie obraz jest dziełem Michaela Haneke. Ci, którzy znają to nazwisko, wiedzą czego można się po twórcy spodziewać. Zimne, wyrachowane, spojrzenie na świat. Miłośnicy Haneke, będą filmem usatysfakcjonowani. Przeciwnicy pewnie powiedzą, ohyda. A ja? Ja lubię takie rzeczy. Film tylko dla widzów dorosłych.

 

 

 

 

            Moja ocena filmu to silne: 8/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Nauczycielskie żniwa.

wtorek, 20 września 2011 8:14

 

            K, jest młodym chłopakiem. Prawie już mężczyzną. W tym roku rozpoczął on naukę w LO. K jest bardzo ambitny. Zdolny inteligentny, śmiały. Zna swoją wartość. Ma wiele zainteresowań i wszędzie go pełno.

            Przedmiotem z którego w szkole (gimnazjum) był wyróżniającym się uczniem jest matematyka. Z tego też powodu, matematykę bardzo lubi nawiasem mówiąc, wybrał sobie klasę o profilu matematyczno-fizycznym.

            To liceum do którego poszedł K jest szkołą z ambicjami. Tu faktycznie chodzą dobrzy uczniowie. Pamiętam jak kiedyś kierunkiem, klasą cieszącą się największym prestiżem była klasa o profilu biologicznio-chemicznym. Teraz jest inaczej. Teraz największym poważaniem cieszą się ci którzy mają umysł ścisły. Matematycy i fizycy.

            Jak to czasami bywa, w pierwszej klasie nauczyciele chcą sprawdzić z jakimi uczniami mają do czynienia i robią im dość trudne sprawdziany. Podkreślam jeszcze raz, że uczniowie w klasie K to nie jest jakaś zbieranina z okolicznych wiosek. To naprawdę najlepsi z najlepszych w okolicy. Laureaci konkursów, zdobywcy nagród itd. W klasie więc urządzono sprawdzian na lekcji królowej nauk. I jakie były wyniki? Jak myślicie? Powiem Wam – tragedia. Dwie oceny pozytywne (w tym K), zaliczone i reszta niezliczonych.

            Dramat!? Szok!? Co się dzieje? Zastanawiają się rodzice. Gdzie zawiedliśmy? Czemu ma służyć taki sprawdzian wiadomości w którym absolutna większość ma ocenę negatywną? Czyżby ich dzieci w rzeczywistości byli głąbami?

            Zastanawiałem się i ja, o co w tym wszystkim biega? O co chodzi nauczycielowi. I już wiem. No właśnie. Że tez ja nie od razu załapałem. Jestem jednak człowiekiem innych już czasów.

            Nauczycielowi chodzi o jedno. O to, by wzbudzić w dzieciakach i w ich rodzicach oczywiście też - trwogę. Po co? To proste. Teraz wszyscy będą zabiegać o korepetycje. A to już będą porządne pieniążki w kieszeni pana nauczyciela.

            Wstyd. Hańba. Upodlenie grona pedagogicznego i polskiej oświaty. Ale to nic. Liczy się kasa. To wszystko. A do tego wszystkiego, nauczyciele później narzekają publicznie na swoje zarobki. Biedactwa. Oni nie mają przecież za co żyć. Koniec z końcem nie mogą związać. Uwierzy im kto? Z drugiej strony, niejeden i wierzy. Mówi że w oświacie trzeba podnieść pobory. I tak w nieskończoność. A oni, ci nauczyciele, już miary nie znają. Dla niepoznaki podsyłają  sobie nawzajem uczniów. Ja przyślę tobie Kowalskiego, a ty mi Malinowskiego, żeby nie było tak, że oceniamy  ich później po znajomości.

            Dla nauczycieli to prawdziwe żniwa. Zwłaszcza przed końcem roku, czy też ważnymi egzaminami takimi jak chociażby matura. A do tego żniwa nieopodatkowane. Bo kto by się z grona pedagogicznego (jak to pięknie brzmi) przejmował podatkami. Dobrem państwa i społeczeństwa. Kto by z nich mówił o uczciwości. Brać, brać, brać, to się liczy i tego uczą nasi nauczyciele.

 

 

 

 

            Unkas2; Bardzo się cieszę, że Ci się tu podoba.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Bracia Klitschko

poniedziałek, 19 września 2011 9:42

 

            Nie oglądałem walki bokserskiej Adamek – Kliczko. A to z tego powodu, że po prostu nie mam stacji TV która by to nadawała. Szkoda. Żałuję. Ale z relacji człowieka, który walkę oglądał, wiem że to była katastrofa. Adamek dostał tęgie baty, a Kliczko gdyby tylko chciał, to by go i zabił na tym ringu. A  że Witalij to porządny chłop, poszturchał tylko trochę naszego rodaka i postarał się nie zrobić mu większej krzywdy.

            O braciach z Ukrainy słyszałem już wcześniej. Już dawno temu. Gdy tylko nadarzała się jakaś okazja obejrzenia ich walki, zawsze to robiłem. Oni bowiem mi bardzo imponują. Spokojni, taktowni, ułożeni, dobrze wykształceni i całe życie związani ze sportami walki. Trudno to pogodzić ze sobą, a jednak w ich wypadku się udało. Kliczko to nie jakiś tam Tajson.

             O braciach ze wschodu opowiada świetny film dokumentalny, a właściwie powinienem powiedzieć , że oni sami opowiadają o sobie w filmie „Bracia Klitschko”.

            To prześwietny film opowiadający o nich. O ich dzieciństwie, dorastaniu, prywatnie, sportowo i zawodowo. Jako synowie zawodowego żołnierza, w dzieciństwie przenosili się z miejsca na miejsce bardzo często. Po katastrofie Czarnobylskiej ich ojciec był wyznaczony do pomocy w usuwaniu skutków awarii. Oni sami nie raz bawili się niewypałami powojennymi, albo przebywali w pobliżu skażonej radioaktywnie wody. W domu dyscyplina, w szkole indoktrynacja ideologiczna, a na treningu ciężka praca. Ale opłacało się. Najpierw sukcesy w zakazanym do 1986 roku Kick-boxingu, później w boksie w wadze superciężkiej. W 1996 roku w Atlancie Wołodymir Kłyczko zdobywa złoty medal olimpijski. W tymże roku bracia przechodzą na zawodowstwo. Tu osiągają wszystko co tylko można osiągnąć. Obaj zostają mistrzami świata.

            To trzeba zobaczyć. Ten film trzeba koniecznie zobaczyć. Jak oni pokazują swoje dawne mieszkanie na Ukrainie (nie chcielibyście w takich warunkach mieszkać), jak opowiadają o swoich przeżyciach z pierwszego wyjazdu do USA (Aż śmieje się gęba oglądającemu, gdy ten człowiek opowiada o zderzeniu chłopaka ze wschodu z rzeczywistością życia świata zachodniego. Po co w sklepie 100 gatunków sera? Po co komu… dwie pary butów?), o tym jak to spotkali się z promotorem bokserskim wielkim Donem Kingiem i jak nie dali się mu wykiwać. To naprawdę trzeba obejrzeć. I nie obawiajcie się, jeśli nie interesujecie się w ogóle boksem, to też, film ten Wam się spodoba. Obiecuję.

             W filmie są oczywiście pokazane i fragmenty walk bokserskich. I z niejednej walki przegranej. A wszystko opatrzone fachowym komentarzem. Bardzo interesujący obraz z punktu miłośnika tego sportu. Ale film ten to też przestroga. Bo boks to bardzo niebezpieczny sport. Można dzięki niemu stać się kaleką na całe życie, a nawet je stracić.

            A tak nawiasem mówiąc, w pewnym momencie jeden z braci mówi ciekawą rzecz. Mówi mianowicie, że jego na ringu nie można pokonać. A wiecie dlaczego? Otóż dlatego, że oni Kłyczko, oni zawsze walczą razem. Ich jest dwóch. Tak się wspierają. A który bokser pokona dwóch na ringu. Jeden na dwóch, to się nigdy nie powiodło.

 

            Moja ocena filmu to: 9/10

 

            Kliczko i Kłyczko używałem naprzemiennie i świadomie. To tak na uwadze, gdyby się komuś zachciało mnie za to krytykować.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Bałwochwalstwo?

niedziela, 18 września 2011 10:44

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Misja Chrystusa ze Świebodzina

niedziela, 18 września 2011 10:39

 

            Czyżbyśmy odkryli prawdziwą misję Chrystusa ze Świebodzina?

 



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nergal kontra Mering.

czwartek, 15 września 2011 18:06

 

            Ostatnimi czasy dość głośno jest wokół niejakiego Nergala. Głośno jest za sprawą działań wyżej wymienionego, jak i biskupa włocławskiego Wiesława Meringa (Mering, Mering… Czy to jest polskie nazwisko, zawołałby pewnie ktoś, kogo w tej chwili nie wymienię, gdyby ów oczywiście nie był biskupem?)

            Adam Darski (Nergal) nie dość, że wygrał sprawę sądową jaką mu wytoczyli prawowici chrześcijanie, o znieważenie uczuć religijnych to jeszcze teraz występuje w telewizji publicznej jako juror w jednym z programów rozrywkowych. Polskiemu katolickiemu duchowieństwu w głowie się nie mieści jak w kraju gdzie ponad 90% ludzi to katolicy można mieć inne poglądy niż oni. Jak jakiś satanista może chodzić wolno po ulicy, śpiewać, głosić swoje poglądy i być niekaralnym. Niekaralność i stanie ponad prawem jest przecież zarezerwowanie dla kogoś innego.

            Swego czasu Darski na jednym ze swoich koncertów podarł Biblię. Tak to rozsierdziło niektórych, że wytoczono mu proces o znieważenie uczuć religijnych. Zapomniano jednak przy tym, że Biblia (to dziwne ale ponoć tak jest) nie stanowi przedmiotu kultu. Można więc ją drzeć na oczach wszystkich i nic komu do tego.

            Nergal jest… artystą. Podobno. Ja się na jego twórczości nie znam, ale z tego co słyszałem to ma on swój zespół muzyczny. Jeździ po kraju, śpiewa i daje jakieś tam show. A to drze się w niebogłosy, a to znów stroi jakieś miny, czasami podrze jakieś księgi, może kiedyś nawet wystawi goły tyłek. Niech mu tam. Jemu i tym którzy za to płacą chodząc na jego występy. Ich sprawa co robią. Czy jednak Adam Darski jest satanistą?  Tu mam duże wątpliwości.

            Moim skromnym zdaniem jest w nim tyle z szatana co we mnie z baletnicy. Nic. Lub prawie nic. Jeśli wyjdziemy z założenia, że szatan to zło, to przypuszczam, że w instytucji zwanej Kościołem Katolickim znaleźlibyśmy go o wiele więcej. Afery pedofilskie za które przyszło teraz się wstydzić mówią same o sobie. Mówią, gdzie jest masa złego.

             Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przegłosowała dzisiaj, że nie będą naciskać na to, by usunąć Darskiego z programu w którym jest on jurorem. Nie ugięli się przed naciskami Meringa. Brawo. Trzeba się wreszcie określić czy jesteśmy państwem świeckim, czy wyznaniowym.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Moskitiera

środa, 14 września 2011 17:47

 

            Zaczyna się całkiem normalnie. Ale tylko przez pierwszych kilka sekund. Dwoje ludzi, on i ona, wchodzą do mieszkania. Tu wita ich pies. Ona wchodzi pośpiesznym krokiem do łazienki, on do drugiego pokoju. Po chwili on, wychodzi ciągnąc ze sobą psa. Ale drugiego. I mówi, że ten jest nowy. Lekkie zaskoczenie u widza, ale po chwili widzimy i trzeciego psa. I w tym momencie zaczynam się śmiać, bo… bo ich jest więcej. Później oboje zaczynają liczyć te psy. To jest tak zabawne, że musiałem to zobaczyć jeszcze raz. Jego zdecydowanie i jej pozorne roztargnienie. Świetne.

             Ale film Moskitiera” w reżyserii  Agustí Vila     nie jest komedią. O nie! To hiszpański dramat ukazujący różnorodność zachowań człowieka. Mamy tu do czynienia z różnymi konfiguracjami jakie dotyczą naszej rasy. Rodzice – dziecko, matka – syn, matka – córka, kobieta – młodszy kochanek, mężczyzna – młodsza kochanka (?), mąż – żona. Czegóż tu nie ma?

            A wszystko toczy się wokół jednej rodziny. Alicja i Miquel to małżeństwo w średnim wieku mające dobrą sytuację finansową. Ale oboje są jakby znudzeni życiem. Szukają czegoś innego. Emocji? Ich syn – Robert – ucieka w inny świat. Jego nie interesują za bardzo ludzie. On woli opiekować się zwierzętami. Raquel – dorosła siostra Alicji – tresuje (bo tylko tresurą można nazwać takie zachowanie) swoją kilkuletnią córeczkę. Rodzice Miquela, to też ciekawe indywidua. Matka nie odzywa się już do nikogo od wielu lat, a ojciec mówi za nich oboje wcielając się w rolę swoją jak i swojej żony. A do tego mamy jeszcze piękną, młodą sprzątaczkę i kolegę syna nadającego się na kochanka.

            Tytułowa moskitiera w filmie stanowi niewidzialną siatkę odgradzającą naszych bohaterów od świata. Każdy z nich bowiem stworzył sobie swój mały, niedostępny dla innych świat i tam żyje. Nie wpuszcza nikogo do wewnątrz mając nadzieję, że będzie tam bezpieczny. Jednak izolacja ta stanowi wielkie zagrożenie. Wszyscy bowiem tak żyjący, dziwaczeją, raniąc w ten sposób innych. Włącznie z tymi których najbardziej kochają. A to, najbardziej widać u starych rodziców Miquela i w relacji Raquel i jej małej córeczki.

 

            „Dlaczego ranimy tych, których najbardziej kochamy?” Takie zdanie pada pod koniec filmu. Warto się nad nim zastanowić. I warto film naprawdę zobaczyć. Ale od razu ostrzegam. To nie jest rzecz dla każdego. To naprawdę dość trudny film i tylko doświadczeni miłośnicy X muzy mogą go docenić. Miłośnicy hiszpańskiego kina będą naprawdę zadowoleni.

 

 

            Moja ocena filmu to: bardzo silne 8/10. Może nawet więcej.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Teatr Telewizji powraca.

wtorek, 13 września 2011 16:18

 

            Oglądałem sobie wczoraj teatr telewizji w TVP1. Tak w ogóle, to jestem bardzo zadowolony, że „Jedynka” zdecydowała się ponownie emitować teatry na swojej antenie. I to cyklicznie. W każdy poniedziałek, po głównych wiadomościach telewizyjnych. Czyli w najlepszym czasie antenowym. Kiedyś, dawno temu, to było zupełnie normalne, że w poniedziałki mamy teatr. Czwartki były zarezerwowane dla filmów kryminalnych. Leciał wtedy Kojak, Colombo, Banaczek (czy ktoś jeszcze kojarzy Banaczka?)Aniołki Charlego, a wcześniej chociażby Święty. W poniedziałki jednak zawsze były teatry.

            Jako mały brzdąc będąc, nie za bardzo mi to odpowiadało. Teatry mnie wtedy nudziły. Często nie rozumiałem ich. Gdy dorosłem i poznałem ich wartość, TVP rezygnowała z tej tradycji. Teraz powraca.

            Wczorajszy spektakl „Teorban”, należał do gatunku sztuki współczesnej i podobał mi się. Był bardzo na czasie. Opowiadał o ostatnich chwilach, przed atakiem terrorystów dziesięć lat temu, zwykłych ludzi mieszkających w NY.  

            Role kobiet kapitalne. Mężczyźni spisali się trochę gorzej, ale ogólnie mówiąc, nie żal było poświęcić czas

            Polecam teatr telewizji. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie też i klasyka. A za tydzień będą „Igraszki z diabłem”. Kto tego nie oglądał musi koniecznie zobaczyć. Doskonała zabawa z udziałem najlepszych polskich aktorów.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 30 marca 2017

Licznik odwiedzin:  4 846 616  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 4846616
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 12494
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3329 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl