Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wstyd.

niedziela, 30 września 2012 20:46

 

            Mam duży żal, do swojej matki, że nie przystosowała mnie do życia tak jak powinna. Że nie przygotowywała mnie zupełnie. Na zasadzie co będzie, to będzie. Zupełny minimalizm. Jej to wystarczało. Mi nie wystarcza. Chciałbym więcej, ale nigdy nie potrafiłem o to walczyć. Brakowało mi zawsze sił, zaparcia, cierpliwości...

            Moja żona, powinna mieć jeszcze większy żal do swoich rodziców, bo ci nie zapewnili jej opieki na tyle, by nie musiała przez nich (przez przypadek) cierpieć przez całe życie. Ale ona jest na tyle dobrą i wyrozumiałą istotą, że nie potrafi magazynować w sobie urazów. Godzi się z losem i mówi, że jeżeli na coś nie możemy już nic poradzić, to trudno. Tak musi być.

 

            Słyszeliście może kiedyś o polskim filmie "Wstyd"? Ja trafiłem na niego zupełnie przypadkiem i nie żałuję. Wstyd zaczyna się od sceny gwałtu na 14-letniej dziewczynie. Chciał, nie chciał, nie pozwala nam to oderwać wzroku od ekranu. Nie wiemy kto gwałci i dlaczego. Ale scena robi przygnębiające wrażenie. Gdzieś w kuchni, na stole, widzimy malejący opór dziewczyny. Widzimy jak poddaje się ona nie mając nadziei na wyzwolenie się z rąk oprawcy.

            Później pojawiają się napisy i obsada. Dorota Segda, Marcin Dorociński, Mirosław Baka (mój ulubiony aktor polski) Artur Barciś i w roli czternastolatki (nie wiem dlaczego tak bardzo krytykowana) Natalia Durczok. Dziewczyna miała na swoich barkach naprawdę trudne zadanie. Wywiązała się moim zdaniem z niego, całkiem przyzwoicie, tym bardziej że grała w tak doborowym towarzystwie.

            Następnie jesteśmy świadkami pogrzebu. Niedawno zmarła matka młodej Asi. Ona wraz z ojcem (Barciś) siedzą w kościele na mszy pogrzebowej. Trochę z tyłu z boku siedzi Tomasz Fedorowicz (Baka) wraz z żoną (Segda). Aśka spogląda na nich ukradkiem tak jakby ich znała. Jakby się czegoś obawiała. My, obserwując uczestników pogrzebu możemy się już domyślać kto jest sprawcą gwałtu.

            Ale czy gwałt odbył się przed pogrzebem, czy też po? Trudno nam jest, oglądając film, określić dokładnie jego chronologię. Wszystkie sceny bowiem oglądamy nie poukładane w kolejności. Wszystko jest pourywane, jakby poszarpane, jak życie młodej bohaterki. Wszak trudno jest żyć, gdy traci się matkę w tak młodym wieku. Trudno jest gdy dowiadujemy się nowych, niecodziennych rzeczy o własnym pochodzeniu. Gdy do tego, to wszystko spotyka nas w wieku dojrzewania, gdy hormony buzują i gdy nachodzi nas niebywałe zauroczenie starszym panem.

 

            Film Piotra Matwiejczyka, nie pozwalał mi oderwać oczu od ekranu. Jest w nim coś tajemniczego. Zakazanego. Tabu, które jednocześnie odstrasza i przyciąga.

            Dobra muzyka, dobra gra aktorów, ciekawa scenografia. Klimat życia prostych, zwykłych ludzi i ich problemy dnia codziennego.

 

 

            Nie chciałbym żyć w takim domu w jakim przyszło dorastać Aśce i nikomu takiego domu nie życzę.  Niby się poprawnego, ale tak naprawdę zakłamanego, prostackiego, nie dającego nadziei na wsparcie i na przyszłość.

 


 

            Moja ocena filmu to: 7/10. Ale uwaga. Wierzę, że rozrzut ocen może być bardzo duży.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Poparzeni Kawą Trzy.

piątek, 28 września 2012 21:10

              Poparzeni Kawą Trzy, to moje muzyczne odkrycie tygodnia. Wy penie to znacie już od dawna, ale dla mnie to nowość. Słucham i uśmiecham się z zadowolenia. Nareszcie coś co potrafi mnie wyluzować.

            Oto próbki:

 

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

3 filmy.

czwartek, 27 września 2012 15:50

 

            Dziś krótko, ale za to o trzech filmach.


            1. Na chwilę chcę wrócić do filmu "Morderca we mnie". Chciałbym powiedzieć, że napisałem o nim, ze względu na Babkę Filmową. Dlaczego? Otóż, gdy wyraziłem swoją pozytywna opinię o "9 songs" to Babka Filmowa, wspomniała wtedy o reżyserze tego filmu. Nazwisko Michaela Winterbottoma nic mi nie mówiło, ale poszukałem i znalazłem "Mordercę..." Polecam jeden i drugi obraz, a jak wyszukam cos jeszcze tegoż twórcy, to napiszę.

            2. O "Samotnym mężczyźnie" miałem skrobnąć kilka słów, ale jakoś mi tak zeszło, że nic nie napisałem, a film jest wart obejrzenia. Dziś o 22:05 w TVP1. Szczerze polecam. Historię profesora Georga Falconera, który stara się jakoś poukładać sobie życie po stracie życiowego partnera świetnie się ogląda. Georg nie bardzo sobie radzi. Stara się mu jakoś pomóc w tym, jego jedyna, prawdziwa przyjaciółka, Charley jednak nasz bohater ma już plan by odejść z tego świata na zawsze. Niespodziewanie w jego życiu pojawia się ktoś jeszcze.

 


 

            3. Nie narzekajmy za bardzo na polskie filmy. Wbrew temu co mówią niektórzy, mamy i dobre filmy też. "Obławy" oczywiście jeszcze nie widziałem, ale zwiastun zapowiada się nadzwyczaj zachęcająco.

 




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Morderca we mnie.

środa, 26 września 2012 20:57

 

            Lou Ford to przemiły młody człowiek. Jest bardzo przystojny i zachowuje się też nienagannie. Dziękuję, proszę, tak proszę pani, nie proszę pani... Lou tak właśnie został wychowany. Zresztą mieszka w takiej okolicy, gdzie wszyscy tak mówią. Do tego wszystkiego jest on policjantem. W białej koszuli, z kapeluszem na głowie i oznaką szeryfa wygląda on jak takie przysłowiowe ciacho w którym każda kobieta może się zakochać.

            Jednak Lou Ford, ten właśnie Lou Ford mówi o sobie, że... morderca jest w nim. Ale co to znaczy? No właśnie. Ukrywa on pewną mroczną tajemnicę z czasów dzieciństwa, która wciąż nie daje mu o sobie zapomnieć, a ponad to jego skłonności do przemocy wciąż są i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Przejawia się to tym, że od czasu do czasu lubi on zakosztować ostrego seksu, przemocy, a w konsekwencji i morderstwa.

            To jak mody pan Ford, w tej roli Casey Affleck postępuje z kobietami jest przerażające. Potrafi jednocześnie mówić, że kocha i tłuc po głowie bez opamiętania. Nie po swojej głowie oczywiście. W swoim znęcaniu się jest opanowany, bezemocjonalny niepoczuwający się do jakiegokolwiek współczucia. Co dziwne, jego kochanka (w tej roli przeurocza Jessica Alba) mimo tego że jest katowana wciąż czuje do niego...miłość?

            Dobry klimat filmu. Jakby zamkniętego, małomiasteczkowego społeczeństwa. Niezła muzyka. Dobrze zagrane główne postacie. Mi się film o psycholu, bo równie dobrze można by mu nadać tytuł "Był sobie psychol" bardzo podobał. Ja polecam, ale uwaga, są tam drastyczne sceny bicia.

 

 


Moja ocena filmu to: 7+/10

 

 

            A. I jeszcze jedno. Oglądaliście może wczorajszą "Uwagę" na TVN? Objazdowy posterunek policji. Taki komisariat w samochodzie. Jego zadaniem jest pilnowanie porządku na miejskim targowisku. W środku dwójka (?) policjantów. On w stopniu sierżanta sztabowego, jeśli dobrze rozpoznaję rangę. Na zewnątrz, to widać nawet przez okno, pokątny handel nielegalnymi papierosami. Policja nie reaguje.  Nie reaguje również straż miejska. Pani strażniczka tylko pokiwała z uśmiechem palcem, tym "przestępcom". Skandaliczne zachowanie, a właściwie brak jakiegokolwiek zachowania, brak jakiejkolwiek reakcji stróżów prawa.

 

            A w dzisiejszej "Uwadze" też policjanci. Policjanci kontra Rutkowski. List gończy za młodym człowiekiem wystawia policja, a w ciągu kilku dni odnajduje poszukiwanego... Rutkowski.

 

            Czy policja w Polsce musi być aż tak nieskuteczna?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Figura u Lisa.

wtorek, 25 września 2012 17:43

 

            Kiedyś, pewien mój znajomy, zapytał się mnie z wielki zdziwieniem w głosie: to ty nigdy nie pobiłeś swojej żony? A no nie. Jakieś kłótnie, sprzeczki, się zdarzały, ale pobicia nie. Nie licząc oczywiście klapsów w łóżku :), ale to jest inna sprawa. Przecież jak ja bym się zamachnął i tak porządnie trzepnął moją żonkę to bym ja chyba zabił za jednym uderzeniem. Nie. Tego sobie nie wyobrażam.

            Mój kolega był bity przez żonę. Mówił mi, stary, co ja mam zrobić? Ona mnie leje, a gdy ja próbuję się bronić, gdy złapię ją za ręce to ona zaraz wzywa policję, a ta mnie łapie za frak i do suki. Gdy się tłumaczy, że to ona go bije, nikt mu nie wierzy. Nie wierzą mu, że z tak drobną istotą nie jest on sobie w stanie poradzić. Mężczyzna...?

 

 

            Oglądaliście może wczorajszych gości u Lisa? W drugiej części programu była znowu poruszana sprawa gimnazjum salezjańskiego w Lubinie. Bardzo podobały mi się wypowiedzi zaproszonego ojca dominikanina i Doroty Zawadzkiej. Rozsądne i mądre głosy. Ja jednak chciałbym dzisiaj poruszyć sprawę pierwszego gościa. Była nim, Katarzyna Figura.

            Figurę po raz pierwszy zobaczyłem w filmie "Ga, ga: chwała bohaterom". Zauroczyłem się nią wtedy. Później był "Pociąg do Hollywood" i moje zauroczenie tą aktorką zostało ugruntowane na lata. Pani Katarzyna, jak zresztą wielu aktorów, ma swoje wzloty (Żurek) i upadki (Rezydencja). Ale aktorsko nie jest źle. Mogło być lepiej, ale zawsze może.

            Jako że cenię sobie jej urodę z lat młodzieńczych, zawsze chętnie (taki sentymentalny jestem) zerkam na nią gdy gdzieś pojawi się w prasie czy to w telewizji. To zerknę na zdjęcie, to na ruchomy obraz, a czasami przeczytam jakieś plotki o jej życiu prywatnym.

            Do Lisa pani Figura, przyszła właśnie ze swoim życiem prywatnym.

            Hm. I co ja mam o tym sądzić?

            Z jednej strony, jest mi jej cholernie żal. Kobieta bita i maltretowana przez swojego męża, zawsze wzbudza we mnie żal. A jeszcze te łzy przed kamerami... No ale z drugiej strony, to wciąż nie mogę wyjść ze zdumienia, że ona sobie na to pozwalała. Ja rozumiem zwykłą szarą kobietę, taką kurę domową, ja rozumiem że taka osobę można zastraszyć, można ją złamać psychicznie i robić jej dużo złego. Ale Figura to przecież nie byle kto. Ona ma znajomości. Zna ludzi. Wie z kim rozmawiać, gdzie się udać po pomoc.

            Raz uderzył. Drugi raz zrobił awanturę. Późnij znów pobił i koniec się mówi. Dość tego. Nie wierzę. Gdy ja pójdę na policję, do urzędu, czy do jakiegoś ośrodka mnie tam nie znają. Jestem nikim. Ale gdy znana aktorka przychodzi na komendę złożyć doniesienie, to nawet sam komendant staje na baczność. Trzeba było już dawno temu zrobić z draniem porządek, a nie robić sobie razem z nim sesje zdjęciowe i udawać, że wszystko jest w porządku. Trochę tu widzą jej winy. I to może więcej niż trochę.

            Z drugiej strony... może faktycznie niektórzy mężczyźni potrafią tak uzależnić od siebie kobietę, że będą ją bić przy każdej okazji, a ta i tak będzie go bronić i tłumaczyć. Nie wiem.

            Te łzy przed kamerami były nie potrzebna. I to, że nie wiem dlaczego, ale wciąż miałem wrażenie, że ona gra. Że gra u Lisa jakąś rolę. Tylko po co?

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Żegnaj lato na rok.

niedziela, 23 września 2012 18:23

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Tall Man.

sobota, 22 września 2012 22:03

 

            W tym temacie mam dosyć stanowcze, acz może i kontrowersyjne zdanie. Uważam, że ludzie których na to nie stać, nie powinni mieć dzieci. Nie, nie chodzi mi o to, by ludzie biedni nie posiadali dzieci wcale. Ale nie mogę się zgodzić z tymi, którzy mimo biedy w jakiej żyją, powołują na świat trzecie, czwarte, piąte i kolejne dziecko.

            Jeśli cię stać - proszę bardzo. Miej dzieci ile tylko chcesz. Jeśli masz pieniądze by je utrzymać, wychować, wykształcić... a do tego chcesz. Niech nic nie staje Ci na przeszkodzie. Wolna wola.

            Nie mogę jednak patrzeć, jak pokazują w tv wielodzietną rodzinę, gdzie w dodatku nikt nie pracuje, domagającą się od "państwa" pieniędzy, bo ich nie stać na utrzymanie. Widać często mężusia który raczej nie stroni od alkoholu, piątkę, szóstkę, czy siódemkę dzieci w różnym wieku i noworodka na rękach mamusi. Dajcie - wołają. A ja się pytam - dlaczego? Dlaczego ja mam łożyć na utrzymanie dzieci nierozsądnych rodziców? Bo dzieci żal? A co im da jednorazowe wsparcie? Nic. A ponad to, trzeba było myśleć jak się robiło, a nie teraz płakać i narzekać.

 

 

            Miasteczko Cold Rock, to niewielkie miasteczko w którym kiedyś żyło się całkiem przyzwoicie, a mieszkańcy swój dobrobyt zawdzięczali prosperowaniu kopalni. Zasoby w ziemi jednak się skończyły i jedyny zakład pracy został zamknięty. Teraz Cold Rock podupada, a ludzie tam żyjący popadają w coraz to większą nędzę. Alkoholizm, brak pracy, choroby to wszystko ich coraz bardziej wykańcza. A najbardziej na tym oczywiście cierpią dzieci. Z roku na rok jest coraz gorzej. Zniknął nawet lekarz miejscowy. Na miejscu pozostała jedynie jego żona, ale ta jest tylko pielęgniarką. Pomaga innym jak może, choć niewiele może.

            To jednak, jak się okazuje, nie dość nieszczęść jak na tak małe miasteczko. W okolicy bowiem od jakiegoś czasu znikają dzieci. Nie wiadomo co się z nimi dzieje. Ot, znikają. Nie ma trupów, nie ma śladów morderstw. Ludzie mówią, że porywa je Tall Man. Tajemniczy przybysz w długim płaszczu i w dodatku zakapturzony. Nikt nie wie kto to? Z jakiej przyczyny? I po co? Każdy jednak, kto ma małe dziecko, drży w obawie o jego bezpieczeństwo.

            Julia Denning, pielęgniarka zamieszkująca Cold Rock, żyje w domku na uboczu. Poza miastem, trochę w lesie. Właściwie w trochę niebezpiecznym miejscu. Nie mieszka tam jednak sama. Razem z nią, mieszka tam jej przyjaciółka i synek. Kilkuletni chłopiec. Jako, że o w okolicy dzieją się różne rzeczy i można tu napotkać niebezpiecznych ludzi, cały dom jest okratowany. Chłopcu nie pozwala się za bardzo na zabawy na zewnątrz, a i dostęp do telewizji też ma ograniczony. Po co ma się stresować wiadomościami. A i przecież Tall Man krąży w okolicy. Nie wiadomo kogo teraz obierze sobie za cel.

            Mieszkańcy może nie wiedzą, ale my, widzowie tak. Gdy pewnego wieczoru pani Denning wraz z przyjaciółką sobie troszkę popiją, znika mały David. W ostatniej jednak chwili jego matka dostrzega porywacza. Biegnie za nim i udaje jej się pochwycić odjeżdżający samochód. Nikt nie jest w stanie przewidzieć z jaką siłą i desperacją może walczyć matka o swoje dziecko, więc wywiązuje się ostra walka o chłopca.

            Co dalej, oczywiście Wam nie powiem, aczkolwiek mogę zdradzić, że będziemy mieli do czynienia z różnymi zwrotami akcji w filmie, który jest całkiem, całkiem dobry. Pozytywni bohaterowie, nie zawsze są pozytywni i odwrotnie, a i przesłanie filmu to ciekawy temat do dyskusji.


 

            Moja ocena filmu to: zdecydowane 7/10. A może nawet 7+/10



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Królewna Śnieżka i Łowca.

piątek, 21 września 2012 9:55

 

            Ja, stary dziad, zabrałem się za oglądanie filmu "Królewna Śnieżka i... (wielokropek jest mój) Łowca". I Wiecie co? Spodobało mi się. Ogólnie mówiąc, bo mam zastrzeżenie. Właściwie jedno i jest ono chyba trochę osobiste, ale niech będzie. W końcu to mój bloog i mogę w nim wyrażać takie opinie jakie mam ochotę.

            Nie podobała mi się Śnieżka. A właściwie to nie podobała mi się Kristen Stewart w roli Śnieżki. Ona mi się w ogóle nie podoba, ale cóż. Uważam, że aktorsko jest ona słabiutka, urodą nie zachwyca, a co przyszłość da - zobaczymy.

            Piękną za to jak zwykle była Charlize Theron w roli Ravenny, czyli złej królowej. Miała być macochą, ale cóż... dla dobra filmu można wiele pozmieniać. Królewnę Śnieżkę (jako bajkę) trochę poplątano z Królową Śniegu. Krasnoludków zamieniono na krasnoludy, ale za to było i zatrute jabłko i pocałunek działający jako odtrutka. I nawet zalotników było dwóch i obaj porządni.

            Ogólnie mówiąc "Królewną Śnieżkę i Łowcę" ogląda się świetnie. Mnóstwo postaci, mnóstwo wątków, cały czas coś się dzieje. Akcja filmu pędzi w zawrotnym tempie i to przez dobre dwie godziny. Film zrobiony z rozmachem i z dobrymi efektami specjalnymi.

            Przeznaczony jednak nie dla dzieci od lat sześciu, a dla trochę starszych. Ja polecam. Świetna rozrywka na zbliżający się weekend.

 

 

             Moja ocena filmu to: 7+/10.



Podziel się
oceń
0
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Otrzęsiny w Gimnazjum Salezjańskim w Lublinie

czwartek, 20 września 2012 9:18

 

            Pianka do golenia, czy bita śmietana... nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Ja na zdjęciu wyraźnie widzę śmietanę, a Wy? W każdym bądź razie, prawdziwy ojciec takiej dziewczyny, jaką widzimy chociażby tu na zdjęciu, to w mordę by zdzielił takiego księdza.

            A co do chłopców... to ojciec powinien sprać takiego syna, bo jaki to mężczyzna z niego wyrośnie?

            A co do rodziców. Drodzy dorośli. Zabierajcie stamtąd swoje dzieci i to w try miga, bo jak księża teraz poczują się że wygrali, to już nic nie stanie im na przeszkodzie, by uwłaczać i wam i waszym dzieciom.

 

 

 

Zastanawialiście się, co robi ten kij w rękach duchownego?



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Bez reguł.

środa, 19 września 2012 9:43

 

            2 maja 1911 roku, a Pakistanie został zabity przez żołnierzy sił specjalnych USA Usama ibn Ladin - przywódca terrorystycznej organizacji zwanej Al-Kaida. Pamiętam jak wtedy organizacje humanitarne oskarżały rząd amerykański o zabójstwo. O morderstwo. Mówiło się, że to też człowiek. Że należał mu się proces. Oskarżyciel, obrońca, sędzia. Ja wtedy mówiłem, że dobrze zrobiono. Że dobrze, iż zabito drania.

            Wyobrażacie sobie bowiem, co by się działo gdyby postanowiono Usamie wytoczyć proces? Setki prawników zbiło by przy tym majątek, ale nie o to chodzi. Proces trwałby w nieskończoność, oskarżony przewlekałby go jak długo by się dało, a w tym czasie terroryści by szaleli aby uwolnić swojego przywódcę. Podkładali by bomby wszędzie i porywaliby co by się dało, żądając tylko jednego. Uwolnijcie Usamę, albo wysadzimy autobus, pociąg, metro, szkołę, szpital itd.

            Terroryzm jest wojną. Na wojnie giną ludzie. I to też jest jedyny przypadek, gdy ja, przeciwnik kary śmierci, ją dopuszczam. Terrorystów, a zwłaszcza ich przywódców należy bezwzględnie eliminować.

 

 

            Steven Arthur Younger zmienił swoje nazwisko na Yusuf Atta Mohamed. Zmienił nie tylko nazwisko, ale i wyznanie. Stał się gorliwym muzułmaninem. Co gorsza, stał się wojującym muzułmaninem. Kiedyś pracował dla rządu USA. Był specjalistą od bomb atomowych. Świetnie wyszkolony, zmieniając poglądy stał się terrorystą. Mając dostęp do materiałów, skonstruował trzy niewielkie bomby atomowe. Rozmieścił je w różnych miejscach w kraju, i teraz wysuwa polityczne żądania do przywódcy narodu. Jeśli ich nie spełnicie, oczywiście bomby eksplodują.

            Tego typu filmy już oglądaliśmy - ktoś powie. Ale nie zupełnie. Bo film "Bez reguł" w ten sposób dopiero się zaczyna. Yusuf bowiem, po ogłoszeniu swoich żądań,  wcale się nie ukrywa. Wręcz odwrotnie. Udaje się on do jednego z centrum handlowych i tam staje na środku, tak by wszystkie kamery ochrony go uchwyciły. Po chwili, jak można się było spodziewać, zostaje on przez ochronę i poszukującą go policję, pochwycony. Teraz , przewieziony do tajnego miejsca ma on zostać poddany przesłuchaniu. Jednak naszym terrorystą przewodzi idea i dość trudno zmusić go do mówienia. Zostaje mu więc przydzielony inny specjalista. Specjalista od tortur. Niejaki Henry Herald "H" Humphries (ciekawe dlaczego zdecydowano się nadać im takie długie nazwiska), który znany jest z tego, że każdego potrafi zmusić do mówienia. W tej roli Samuel L. Jackson.

            Humpheries zaczyna z grubej rury obcinając przesłuchiwanemu palec. Bez zastanawiania się. Bez pardonu. A później to już mamy klasyczne tortury. Podduszanie, podtapianie, rażenie prądem, brak snu, nieustanne przesłuchanie. Czas ucieka, bo bomby wybuchną o wyznaczonej porze, a Yusów się nie poddaje. Nie piśnie ani słowa, a to co mówi stanowi najczęściej fałszywy trop. W ten to sposób kupuje sobie chwile oddechu. Humpheries jednak w pewnej chwili dokonuje czynu którego się nie spodziewałem. Cel uświęca środki - wiadomo, ale że dopuści się takiej rzeczy... Nie powiem Wam o co chodzi, bo popsułoby to efekt zaskoczenia, jednak w tym momencie filmu pojawia się pytanie, czy są granice których nie można przekroczyć, gdy pojawia się zagrożenie ludzkości, a przynajmniej znacznej jej części?

            Humpheries w swojej ekipie ma jeszcze agentkę Brody. Ona jest jakby sumieniem ludzkości. Dość - krzyczy nie raz, mówiąc w ten sposób, że tak się nie godzi postępować. Czy jednak ma rację? Czy w takich okolicznościach, prawa jednostki, a tym bardziej terrorysty, są ważniejsze od praw niewinnej masy ludzi?

            Niektórzy mówią, że to film banalny. Że szkoda na niego czasu. Że rozsiewa tylko strach przed terrorystami. Ja jednak myślę, że mówi on o granicach do jakich można się posunąć stając przed zagrożeniem. Czy w ogóle takie granice są? Ja myślę, że nie. Myślę, że w takich okolicznościach (obyśmy przed nimi nigdy nie stanęli) wolno wszystko. Zastanawiam się tylko, dlaczego nie zastosowano żadnych środków chemicznych? Czyżby dlatego, że film nie byłby wtedy tak emocjonujący?

 


 

            Moja ocena filmu to: zdecydowane 7+/10.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Niewidzialna ręka - wspomnienie.

poniedziałek, 17 września 2012 11:18

 

            Pod koniec lat pięćdziesiątych XX wieku, niejaki Maciej Zimiński - naczelny redaktor programów dziecięco - młodzieżowych Telewizji Polskiej, stworzył coś co opatrzył tajemniczo brzmiącą nazwą: Niewidzialna ręka. Nie, nie był to żaden horror. Nie było tam krwi, przemocy, nie było podpalania zwierząt, czy podglądania nago kąpiących się dziewcząt. Nie było tam przekleństw ani żadnych epitetów. Był pomysł. Pomysł na zaangażowanie młodych ludzi do działania. Do pomocy innym a zarazem do samodoskonalenia się młodego narybku. Młodych Polaków.  

            Starsi z Was może pamiętają dokładniej o co tam chodziło. Młodszym przypomnę, że w akcji mógł wziąć udział każdy dzieciak, który chciał w jakikolwiek sposób bezinteresownie pomóc komukolwiek, ale zwłaszcza starszym ludziom lub chorym. Pomoc nie musiała być wielka. Często polegała ona na zrobieniu komuś zakupów, pozamiataniu podwórka, czy też pozbieraniu wysypanego zboża. Liczyła się praca na rzecz innych, bezinteresowność, oraz to, że działało się potajemnie. Ten kto zrobił dobry uczynek, zostawia na miejscu sprawstwa, karteczkę ze swoim numerem rejestracyjnym, z krótkim opisem tego co zrobił i z prośbą by podziękowanie wysłać na adres redakcji Telewizji Dziewcząt i Chłopców.

            Pomysł Niewidzialnej Ręki przekroczył wszelkie oczekiwania. Do klubu należało dziesiątki, jeżeli nie setki tysięcy dzieciaków. Każdy robił coś dobrego. Największym wyczynem mógł pochwalić się niejaki Antoś. Jedenastoletni chłopiec który wpadł na pomysł pomocy dzieciom z Domu Dziecka. Zatelefonował on (nie mógł przecież się ujawnić) do dyrektora tegoż Domu i zapytał się, czy można by zabrać sieroty na wakacje do domu rodzinnego. Dyrektor słysząc w słuchawce bardzo młody głos odpowiedział, że tak, ale trzeba przyjść z dowodem osobistym. Antoś rozesłał wtedy listy do okolicznych mieszkańców z taką propozycją by ci zabrali do siebie, do domów owych mieszkańców Domu Dziecka. I wiecie co się stało? Ten jedenastolatek zorganizował więcej chętnych niż było potrzebujących.

            Program istniał ćwierć wieku, a przypomnienie o nim mogliśmy oglądać wczoraj w telewizji Planete+. Jeżeli macie gdzieś możliwość obejrzenia powtórki - zachęcam. Łza się w oku zakręci u starszych, a młodsi może się czegoś nauczą. Choćby tego, że tamte czasy, czasy komuny jak to niektóry mówią, wcale nie były takie złe, jak to je malują. I programy telewizyjne były lepsze, ambitniejsze i młodzież była mniej arogancka, bardziej uczynna. A i żyło się spokojniej. Bez takiego pędu jak teraz.

 




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Czyżby nowe przykazania?

niedziela, 16 września 2012 19:05

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

W roli Boga.

czwartek, 13 września 2012 19:40

 

            Starsi z Was pamiętają może piosenkę w wykonaniu  Józefa Nowaka "Takiemu to dobrze". Aktor, opowiada w niej, jak to szeregowy żołnierz zazdrości podoficerowi, podoficer, oficerowi, a oficer generałowi. W morale jest powiedziane, że ten generał zazdrości szeregowcowi. Po prostu, takiemu to dobrze.

 

http://www.youtube.com/watch?v=fybW-PxjDgI


            Tak to już często mamy, że zazdrościmy innym. Zazdrościmy pięknej żony, świetnego samochodu, zazdrościmy dobrej pracy, awansu, tego, że ktoś jest sędzią, czy też lekarzem. Akurat lekarzem nie chciałbym być, ale prawnikiem owszem. Czy jednak są to zawody w których łatwo jest się spełniać? Chyba nie. Sędzia, czy też lekarz muszą mieć naprawdę twarde charaktery. Muszą umieć żyć ze świadomością, że od ich decyzji często zależy życie innych.

 

            Oglądaliście może poniedziałkowy spektakl teatralny?

            W dniu Świętego Patryka, w szpitalu pod wezwaniem św. Patryka obraduje komisja do spraw przeszczepów. Mają oni sytuację kryzysową. Właśnie "jedzie" do nich serce. Już niedługo będzie na oddziale i teraz jest problem bo pacjent dla którego było ono przeznaczone zmarł.  Chorych jednak oczekujących na przeszczep jest jeszcze kilku i teraz trzeba podjąć decyzję, komu je przydzielić. Mało sympatycznemu człowiekowi z wirusem HIV? Pielęgniarce, która całe swoje życie poświęciła na opiekowanie się innymi? Czy może młodemu playboyowi, którego jak się okazuje, bogaty ojciec jest gotów ofiarować fortunę za pomoc dla syna? Co zrobić? Jakimi kryteriami się kierować?

            Do komisji lekarskiej dokooptowany zostaje jeszcze ksiądz. To polecenie administracji szpitala. Smaczku dodaje jeszcze fakt, że jest on byłym prawnikiem, a jednocześnie wyrazicielem woli ojca młodego playboya. Komisji przewodniczy dr Jack Klee, ściągnięty tu awaryjnie mimo swojej choroby, a mający jak się okazuje ochotę na ugranie czegoś i dla siebie. Wszyscy uczestnicy biorący udział w spotkaniu to silne osobowości. Zaczyna się głosowanie i co chwilę pojawiają się nowe argumenty za tym, a to za innym kandydatem. Kogo wybrać? Komu trzeba będzie później spojrzeć w oczy i powiedzieć mu, że został już skreślony z listy żyjących? To dylematy przed którymi stanęli bohaterowie sztuki teatralnej zatytułowanej "W roli Boga".

 

            Kto nie oglądał, niech żałuje. Ale nic straconego. Podpowiem Wam, że spektakl można sobie obejrzeć na YouTube. Chyba jest całość. A czy warto? Powiem Wam, że z całą pewnością warto. Świetna rzecz.

 


 

            Moja ocena to: prawie 8/10



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Para...

środa, 12 września 2012 17:16

 

            Paraolimpiada. Mi się dziś wydaje, że wszystko u nas jest para... Jest para-rząd, para-parlament, jest para-opozycja. Jest para-policja (miałem z tym dzisiaj do czynienia i para-sprawiedliwość (oglądaliście wczorajszą Uwagę w TVN? - zobaczcie, bo włos się jeży od tego na głowie)

            Paracetamol też jest i Paranienormalni. Chociaż oni czasami są i bardziej normalni od innych.

            Kaczyńskich też było para, ale teraz jest jeden nieboraczek. I jest jeszcze para w gwizdek. O, tej jest dużo u nas, tej pary. Cholera.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Tomasz Lis na żywo, z Korwinem Mikke w roli głównej.

wtorek, 11 września 2012 17:25

 

            Miałem się na ten temat nie wypowiadać. To, czym Korwin Mikke wywołał burzę protestów w całej Polsce, jednak nie cichnie. Tłum oburzonych wylewa na niego mnóstwo pomyj, mając wrażenie, że jeśli jest się z większością, to ma się rację. Ale nie zawsze tak jest.

            We wczorajszym programie Tomasza Lisa, zaproszonym gościem był właśnie Janusz Korwin Mikke. Jego adwersarzami (ciekawe, że nie zaproszono jakiejś drugiej osoby mającej takie samo zdanie jak Korwin) zostali Karolina Korwin-Piotrowska (Dlaczego właśnie ona? Czyżby dlatego, że pyskata?) i Krzysztof Cegielski, były żużlowiec, niepełnosprawny komentator sportowy (miał pewnie wywołać współczucie).

            Korwin Mikke twierdzi, że „paraolimpiada nie ma nic wspólnego ze sportem i równie dobrze można by było organizować zawody w szachy dla debili”

 

            Czy ma rację? Najpierw musielibyśmy zastanowić się, czym są Igrzyska Olimpijskie, zwane przez wielu omyłkowo Olimpiadą? Nie będę się tu wymądrzał. Nie będę cytował encyklopedii. Ale myślę, że Igrzyska są turniejem, w którym biorą udział najlepsi z najlepszych. Są turniejem, w którym wygrywa ten kto najwyżej skoczy. Kto najdalej rzuci. Kto najszybciej pobiegnie. Są turniejem, w którym każdy może wziąć udział (po przejściu oczywiście wielu etapów eliminacji), ale również turniejem w którym zwycięzca jest tylko jeden. I choćby za chwilę miało się okazać, że jest on już nie w formie, to na ten moment, na czas Igrzysk, liczy się tylko ten, kto okazał się najlepszym na świecie w danej dyscyplinie.

            W Igrzyskach (teoretycznie) może wziąć udział każdy. Nie liczy się narodowość, kolor skóry, wiek, wyznanie, przynależność partyjna, ani orientacja seksualna. Liczą się tylko umiejętności, wysiłek, opanowanie, liczy się włożona praca i to, że jest się najlepszym. Najlepszym ze wszystkich. Ze wszystkich ludzi na Ziemi. I to czy się to komuś podoba, czy nie, tak właśnie jest.

            W dawnych, czasach w Igrzyskach mogli brać udział jedynie mężczyźni. Nie do pomyślenia było, aby kobieta... No, a co by było, gdyby okazała się lepsza od mężczyzny?! :) Czasy jednak się zmieniły, i dobrze, i kobiety mogą również rywalizować. Trochę szkoda, że nie rywalizują z mężczyznami.  Że stworzono podział, ze względu na płeć, tak jakby w ten sposób chciano dyskryminować którąś z płci. Rozumiem przyczyny podziału. Trudno byłoby na przykład rywalizować kobietom z mężczyznami w boksie. W zapasach ciekawie by to wyglądało. Ale na przykład w takim strzelectwie, to przecież podział taki nie ma sensu.

 

            No ale wracając do tematu. Jak już powiedziałem, Igrzyska mają wyłonić najlepszego z najlepszych. W jakim więc celu, urządza się paraigrzyska dla niepełnosprawnych? By takich ludzi podnieść na duchu? By ich dowartościować? Jak dla mnie, mało przekonywujące. Dla mnie to niewystarczający argument.

            Nie mam nic przeciwko uprawianiu sportu przez niepełnosprawnych. Nie mam nic do tych ludzi. Ale to nie jest tak, że każdy zaraz musi mieć szanse na udział w Igrzyskach. Spotkała "Cię" taka przypadłość, stałeś się kaleką, pogódź się z tym. Uprawiaj sobie sport jaki chcesz. Jakiemu podołasz. Ale nie mów, że jesteś zawodowym sportowcem, Olimpijczykiem, że jesteś taki sam jak inni.

            Swego czasu oglądałem film "Boisko bezdomnych". Film opowiadający o tym, jak to bezdomni zorganizowali się w grupę piłkarzy, a następnie pojechali na mistrzostwa świata w piłce nożnej, bezdomnych. Fajna zabawa. Ale tak długo, jak długo jest to zabawa, to mi się to podoba. Czy wyobrażacie może teraz sobie, że organizujemy Igrzyska Olimpijskie Bezdomnych? Wyobrazić sobie coś takiego można, tylko po co to organizować. Albo Igrzyska emerytów. Jak renciści mają, to może w ramach równouprawnienia urządźmy taką imprezę i emerytom.

            Można byłoby urządzić też Igrzyska dla karłów. Przepraszam wszystkich karłów z góry, ale czy im się to też nie należy? Turniej szachowy dla debili, mówi Mikke. I coś w tym jest. A mianowicie to, że tak samo bezsensowny jest taki turniej, jak Igrzyska dla emerytów.

 

            Karolina Korwin-Piotrowska mówi do pana Janusza, że obraził on każdego, który czuje się człowiekiem. Ja, czuję się człowiekiem, a nie czuję się obrażonym. Mówi że kaleka to heros, to atleta, podejmujący walkę ze swoimi przeciwnościami. Tu mogę się zgodzić, ale wszyscy podejmujemy codziennie walkę ze swoimi przeciwnościami. Czy jednak to nas upoważnia do jakiegoś specjalnego traktowania. Strasznym dziaduniem nazywa ona swojego adwersarza. Kanapowym politykiem.  Mówi do niego, że jest faszyzującym człowiekiem. Ubliża mu, a prowadzący nie reaguje. Dziwne. Pani Karolina wciąż przerywa. Prowadzący również. Tomasz Lis w programie znowu jest stroną, a nie gospodarzem.

 

 

            Krzysztof Cegielski mówi, że sensem sportu jest rywalizacja. I zgoda. Bez dwóch zdań. Czy jednak trzeba dla tej rywalizacji urządzać Igrzyska? Sportowiec rywalizuje bowiem z przeciwnikiem, rywalizuje z samym sobą,  z przeciwnościami, ze słabościami. I rywalizuje dla siebie, przede wszystkim. Dla siebie i dla własnej satysfakcji. A tu jak słyszę,  coraz częściej mówi się o pieniądzach.

 

            Rozczarowała mnie Karolina Korwin-Piotrowska, którą bardzo lubię. Rozczarował mnie Tomasz Lis swoim brakiem bezstronności i próbami pouczania swojego gościa. Nazywaniem go faszystą i ubliżaniem mu. Szkoda mi pana Cegielskiego. Ale  mądrze za to mówił Jan (zwany niewiadomo czemu, Jaśkiem) Mela. Brawo młody człowieku.

            Tym którzy jednak nie oglądali wczorajszego programu "Tomasz Lis na żywo" polecam jego powtórką TUTAJ.



Podziel się
oceń
1
2

komentarze (109) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  5 127 228  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

CIEKAWE STRONY

Czytam

EROTYKA

FILMOWO

FOTO

MOJA CODZIENNOŚĆ

Na Wylocie

PRZYRODNICZO

RELIGIJNIE

SZTUKA

SŁUCHAM

TESTUJĘ

ZAGLĄDAM

ZNANI

O moim bloogu

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś ...

więcej...

Bloog będzie o tym co obejrzałem, wysłuchałem, i przeczytałem. Co mnie poruszyło, a co nie. Będą to moje małe recenzje filmów, książek, artykułów czy wypowiedzi które gdzieś usłyszałem. Być może ktoś zacznie się kierować moimi opiniami, być może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, a być może ktoś po prostu tutaj zajrzy przypadkiem.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 5127228
Wpisy
  • liczba: 1664
  • komentarze: 13198
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3507 dni

Lubię to

Nowy blooczek w narzędziach.
Virtual Pet Cat for Myspace
http://m.onet.pl/_m/e77b177324ef7d58c551ad17b9384d71,0,1.gif

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl